13.08.11, 06:39
ja rozumiem próbować kontratakować lęk racjonalizmem.
ale, gdy jest bezpostaciowy i nie pomaga wiedza, że on bezpostaciowy ?
tkwi po prostu porannie.
nie znoszę go.
a może nawet nienawidzę.
Obserwuj wątek
    • olga_w_ogrodzie Re: Lęk 13.08.11, 06:49
      i znów żołądek w gardle.
      a im bliżej jesieni, tym będzie gorzej.
    • olga_w_ogrodzie Re: Lęk 13.08.11, 07:09
      a może faktycznie mantra : nic mi nie grozi, nic złego się nie stanie, nic mi nie grozi, wszystko ok.
      i jeszcze mówią : nawet na lodówce, szafie przylepić kartkę - ten lęk jest bezzasadny.
      z wykrzyknikiem.
    • elzbieta007 Re: Lęk 13.08.11, 09:11
      Zrób takie ćwiczenie: usiądź sobie porannie w fotelu, zamknij oczy i wyobrażaj sobie te sytuacje, które Cię dziś czekają. Masz jakieś plany, prawda? Zakupy, sprawy do załatwienia, telefon do wykonania, jakieś spotkanie... Wyobrażaj sobie, że właśnie to robisz i obserwuj lęk. Przy którejś sytuacji poczujesz, że lęk się intensyfikuje. To, prawdopodobnie, jest ta sytuacja, której antycypacja jest źródłem niepokoju.

      A dalej to wiesz. Trzeba popracować.
      • olga_w_ogrodzie Re: Lęk 13.08.11, 09:52
        dziś to wiem, że jednak było przed tym porannym z domu wyjściem.
        wczoraj już raniutko na długo przed wyjściem do banku chyba.
        ale czemu przedwczoraj ?
        nie wiem.
        tak, jak w depresji tylko nasilenie mniejsze ?
        po prostu przed przedarciem się przez dzień ?

        nienawidzę go.
        naprawdę go nienawidzę.

        nawet, gdy się wie skąd się wziął, to trudno go zaciukać.
        dziś sobie powtarzałam, że nic mi nie grozi, jestem tam lubiana,
        oczekiwana, wiem co robić, co mówić,
        ale nie pomagało.
        no może ciut, ciut, gdy sobie wyobraziłam jak tam już jestem
        i że mi się tamtejsze otoczenie podoba.

        z t. rozmawialiśmy o lęku w środę.
        o paru zwycięstwach mu opowiedziałam w tej kwestii.
        a jego podsumowanie było takie, że mnie ...wystraszył,
        bom sądziła, że już uznał, iż wszystko ok. i chce mnie wysiudać.
        pochwalił bowiem moje poczynania i spytał
        jak ja widzę dalszą pomoc jego.
        • damakier1 Re: Lęk 13.08.11, 16:03
          Olgo, jak wiesz, ja nie mam bladego pojęcia o tym wszystkim, ale złamię zasadę i napiszę, choć się zupełnie nie znam - ja, gdybym taki lęk miała, próbowałabym go ośmieszyć. I myślę, że Ty, z Twoim cudownym i absolutnym poczuciem humoru, właśnie poczuciem humoru lęk ten możesz pokonać.
          Przepraszam jeśli nabredziłam, ale może jakiś sens w tym jednak jest?
          • olga_w_ogrodzie Re: Lęk 13.08.11, 20:14
            ech.
            nic na to nie działa.
            pewno, gdybym była bez leków antylękowych,
            to w ogóle by była mogiła.
            a może nie wszystko naraz i trzeba jeszcze potrudzić się.
            w końcu jednak wychodzę i to tak raniutko.
            dawniej mowy by nie było.

            trochę pomaga, gdy myślę o tym, jak bardzo dobrze się czuję,
            kiedy wracam - zadowolona, że za mną to już
            i dumna nieco, iż lęk był, ale wylazłam z domu, dolazłam, gdzie należy i dałam radę.
            no i właśnie staram się lęk przed wyjściem zastąpić myśleniem o przyjściu.
            zobaczymy jak jutro będzie i pojutrze.
            • damakier1 Re: Lęk 13.08.11, 20:33
              wiesz, tak sobie myślę, że z czymś takim nikt sobie tak za jednym zamachem nie poradzi. Tu możliwe są tylko małe kroczki, a skoro je robisz, to znaczy, że wygrywasz.

              Ja smutny mam dziś dzień. Niecały miesiąc temu dowiedziałam sie o chorobie "pracowej" koleżanki. Odwiedziłam ją w szpitalu - w dobrej kondycji i w humorze, pogadałyśmy i umówiłysmy się na po szpitalu. Kilka dni później zadzwoniła, że jest u córki w Niemczech i umawiałyśmy sie na spotkanie. Dzisiaj miałam telefenon, że umarła wczoraj wieczorem...
              Przepraszam, że tutaj to piszę, ale musiałam sie wygadać przed kimś bliskim.
              • olga_w_ogrodzie Re: Lęk 13.08.11, 21:06
                przykro mi bardzo, Damo.
                pamiętam, że już mówiłaś w innym miejscu o tej Koleżance,
                gdy się dowiedziałaś, że chora.
                nie umiem pocieszyć, bo to bardzo trudne sytuacje.
                może tyle, że jednak u Niej byłaś w szpitalu i że Ona
                zobaczyła się z córką jeszcze...
                nawet "nie smuć się" nie powiem, bo swoje trzeba wysmucić.
                dobrze, że powiedziałaś.
                jestem bliziutko i ściskam Cię, jak zawsze, mocno i ..
                no rozumiem.
                • kefirka.de Re: Lęk 14.08.11, 00:29
                  Napadowy lęk uogólniony jest prawdziwym przekleństwem. To nie to samo co strach przed konkretną sytuacją. Ja dodam mój sposób na pozbycie się go, tzn przeze mnie stosowany a podany na tacy przez terapeutę. Pewnie wiesz, że uczucia trzeba przeżywać. Nie blokować/zamrażać, nie zamieniać a pozwolić im na wybrzmienie. Ja w czasie lęku kładę się w "bezpiecznej" dla mnie pozycji na łóżku, wyłączam źródła dźwięków, rozluźniam mięśnie, pamiętam o oddychaniu i przyjmuję lęk "na klatę". Pozwalam sobie na ten lęk na maxa tzn akceptuję że jest. W pierwszej chwili jest bardzo źle, ale dość szybko to się rozładowuje i przemija, żeby za chwilę znów napłynąć, ale już w trochę mniejszym natężeniu. "Boję się" do skutku, aż minie. Czasem trwa to dość długo. Takie sesje powtarzane gdy on przychodzi dają u mnie z czasem bardzo dobre efekty. Na dłużej mam z tą bestią spokój. Mam nadzieję, że i Tobie pomogą.
                  • olga_w_ogrodzie Re: Lęk 14.08.11, 23:03
                    spróbuję.
                    dzięki, Kefi.

                    wciąż nie wiem w sumie też, co zrobić z lękiem, który ma postać.
                    ale bać się nie ma czego - racjonalnie - nie ma czego kompletnie.
                    też dać przepływać ?

                    dziś wyszłam do lęków.
                    i było dobrze.

                    a teraz jednak czuję, że "zagrałem. i jeszcze mi smutniej...".

                    • kefirka.de Re: Lęk 15.08.11, 00:09
                      Przepływ trzeba zawsze stosować jeśli się ma do tego warunki. Inaczej niewyrażone uczucia bardzo delikwenta uszkodzą lub wypłyną w mało stosownym momencie i często w destruktywnej formie.
                      Miałam być grzeczną dziewczynką i kompletnie zablokowali mi złość. Ta wyraziła się w autodestrukcji. Świadoma, dzięki terapii mocy tejże, kilka lat szukałam jej w sobie. Kiedy dotarłam 4(słownie cztery) godziny wściekałam się czynnie i przestać nie mogłam. Robiłam to we własnym mieszkaniu i w pełnej świadomości, że to dla mnie dobre. Dodatkowo w drugim pokoju miałam przyjaciółkę, która ratowałaby cenne przedmioty i ewentualnie mnie samą w razie potrzeby. Bardzo mi ulżyło i odblokowało odczuwanie zezłoszczenia. Z lękiem jest trudniej, bo on bardzo bolesny i z taką pasją wyrażać się nie da. Ale warto.
                      • olga_w_ogrodzie Re: Lęk 15.08.11, 06:59
                        a teraz lęk i smutek, to mi w somatykę leci.
                        znowu okropnie mnie głowa boli od świtu, a wlaściwie już w nocy bolała.

                        blokowanie złości...
                        no właśnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka