olga_w_ogrodzie
24.10.15, 07:27
boli mnie serce.
znowu.
czy coś.
się jużem 2 razy wypisywała ostatnio na własne żądanie, bo nie miałam czasu po szpitalach szlajać się.
ponadto doszło do oszustwa - dieta miała być wegańska, a była wegeteriańska.
nie po to się w trudzie przestawiam, by mi ktoś zaburzał trud masłem zwierzęcym na kalafiorze.
a potem wypominki były ludu szpitalnego i jeszcze gorzej, bo poczucie winy i że zaburzam tryb postępowania.
no i jest tak, że była propozycja operacji - za lat sto - bo nie jest tak, iż, jeśli kogoś boli, to się mu rozcina klatkę natychmiast i robi porządek.
trzeba poczekać długo, ma boleć i strachać się też długo.
obecnie ja już patrzę z takim spokojem na gadki - gdy słyszę, iż jakieś serce nie bardzo halo, bo coś tam, ale będzie fajowo.
no.
Tak, tak - to jak zabieg kosmetyczny, proszę pani - mówi pan doktor.
Tylko trzeba czasu, lat..a jeśli nie to kasy.
się już nie denerwuję.
e tam.
bodziec często powtarzany...
wcale nie mam pretensji.
mnie takie pretensje innych śmieszą już.
oraz wkurzają.
mój Tata na serce umarł, gdy miał 62 lata.
nikt nie wiedział, że coś z tym sercem nie halo.
był 3 tyg. wcześniej w Klinice Politechniki na okulistyce - badania wszelkie - ok.
a potem mi umarł.
wiem.
się powtarzam.
albowiem boli wciąż - tu macz - z racji tego, że mój Tato miał propozycję, by wezwać pogotowie, gdy były symptomy pierwsze, ale odparł, że za nic takie upokorzenie. /czytaj: pokazanie słabości/
a, gdyby nie był taki taki hardy, to by się udało wydobyć Go - dopiero pierwszy zawał szczupłego faceta.
papierochy pieprzone - tak było.
sądzę, że kitę odwalę też z powodu serca.
nie palę, ale mam wadę serca.
Tata nie miał.
a może ja to mam, bo mama piła i paliła w ciąży?
a może tego nie robiła, ale mnie nie chciała wcale, bo była śliczna, młoda, zabawowa?
wszystko możliwe do wyjaśnienia po tym, jak mnie olała, gdy szczeciński UM ją znalazł, a ona
odmówiła podania adresu jedynej córce, dużo starszej siostrze, mojej cioci, też.
poszła sobie w długą, gdy miałam 14 lat.
i se sama w domu zostałam.
było na chacie 500 zł, tom pojechała na drugą stronę Odry i za psa zapłaciłam, jak za rzecz,
by go uwolnili od siebie - jacyś menele to byli - tak to pamiętam.
a ja tam byłam wtedy na etapie, że nic nie jadłam, no to dla psa było jedzenie.
i tak trwaliśmy.