Dodaj do ulubionych

Artur Gnat zmajstrował sondaż "prezydencki" w któr

09.05.04, 01:21
ym wygrywa kandydat niezależny z a drugi jest tzw. niezależny SLD-owiec. Ciekawe jaki wpływ na wyniki ma fakt iz p. Gnat to Dyrektor Strategiczny Agencji Reklamowej AT - agencji AT w której praktykował swego czasu p.Nabieralski wicek z SLD.
Obserwuj wątek
    • zaczepialski oto źródło informacji: 09.05.04, 01:22
      www.glosszczecinski.com.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20040508/MAIN/40508010
    • Gość: Pismak Re: Artur Gnat zmajstrował sondaż "prezydencki" w IP: 80.51.242.* 09.05.04, 01:53
      Nie jest dyrektorem strategicznym już od ponad roku. Nie ma już nic wspólnego z
      AT, choć zapewne sporo z SLD. A ten sondaż jest zmanipulowany, ale akurat chyba
      niekoniecznie w lewą stronę.
      Natomiast co do doświadczenia w prowadzeniu kampanii wyborczych Artura G. i
      jego firmy - to jest ono dokładnie zerowe. Oprócz marginalnego udziału w
      przygotowaniu spotu telewizyjnego SLD w kampanii parlamentarnej w 2001 (tym o
      żaglowcu). Zna tylko teorię i w zasadzie lepiej by było, gdyby przy niej
      pozostał. To mu wychodzi najlepiej. Bo wpieprzy się w coś, czego nie obejmuje.
      Ale już chyba za późno.
      • zaczepialski drogi pismaku dzięki za aktualizację informacji o 09.05.04, 09:53
        w/w panu :-)))
      • Gość: nożyce Uderz w stół, a Pismak się odezwie IP: *.teleton.pl 09.05.04, 15:58
        Gość portalu: Pismak napisał(a):

        > Nie jest dyrektorem strategicznym już od ponad roku. Nie ma już nic wspólnego
        z
        >
        > AT, choć zapewne sporo z SLD. A ten sondaż jest zmanipulowany, ale akurat
        chyba
        >
        > niekoniecznie w lewą stronę.
        > Natomiast co do doświadczenia w prowadzeniu kampanii wyborczych Artura G. i
        > jego firmy - to jest ono dokładnie zerowe. Oprócz marginalnego udziału w
        > przygotowaniu spotu telewizyjnego SLD w kampanii parlamentarnej w 2001 (tym o
        > żaglowcu). Zna tylko teorię i w zasadzie lepiej by było, gdyby przy niej
        > pozostał. To mu wychodzi najlepiej. Bo wpieprzy się w coś, czego nie
        obejmuje.
        > Ale już chyba za późno.


        Ładnie to tak, Pismaczku, obsrywać kogoś bezinteresownie, zza węgła, anonimowo
        i bez podania przyczyn? Jaki masz w tym cel? Może kolega Gnat wygryzł cię z
        jakiejś fuszki i teraz się odgryzasz? Tak czy inaczej - niskie to.
        • absztyfikant hej nożyce - "zza węgła" 09.05.04, 17:56
          Swoja droga te wlasnie fraze "zza wegla" zawsze z upodobaniem wykorzystywala
          radna MJW.
    • Gość: student Re: Artur Gnat zmajstrował sondaż "prezydencki" w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.04, 11:15
      zero komentarzy do wyników przeprowadzonego sondażu
      za to atak na doskonałego fachowca w swojej dziedzinie Artura Gnata
      oczywiście atak ze strony aparatczyków wszelkich opcji bo nie w smak im wyniki
      sondażu
      a sondaż jasno wskazuje na niechęć ludzi do kłótni politycznych
      proponuję niezależnego Trzosa na prezydenta
      poprze go SLD bo za jego plecami będzie mogło robić to co za plecami Mariana
      a i reszta aparatu jakoś się urządzi
      • absztyfikant o o o 09.05.04, 13:39
        Zwroccie uwage na reakcje studenta, przeczytajcie jeszcze raz te sondaze,
        wyciagnijcie sami wnioski. Ja trzymam gebe na klodke. Pismaku pozdrawiam:))
    • Gość: Artur Gnat Re: Artur Gnat zmajstrował sondaż "prezydencki" w IP: 212.14.63.* 09.05.04, 16:55
      nie od dziś dowiaduję się że kogoś bardzo "bolę". Przywykłem. Sorry, ale
      emocjonalny ton niektórych uwag "pismaka" pozostawię bez komentarzy.
      Korzystając z okazji chciałbym tylko sprostować kilka faktów:
      - niezbyt dobre świadectwo wystawia sobie pismak przytaczając inforamcje
      nieprawdziwe: pierwszy raz z wyborami miałem do czynienia troche wcześniej niz
      w 2001, ale rzeczywiście, z wszystkich moich doświadczeń (tych wcześniejszych i
      późniejszych)w wybory parlamentarne roku 2001 angazowałem się w mniejszym
      zakresie niż w inne - ale drogi pismaku akurat najmniej w realizację spotu tv
      który był głównie auorstwa osób ze sztabu SLD i Stefana F (znanego operatora
      filmowego),
      - rzeczywiście, Głos publikując wyniki badań (tak na
      marginesie "zmajstrowanych" w wyniku solidnej pracy dwóch ankieterów, a nie
      tylko mojej :) )popełnił parę błędów redakcyjnych (poprawne dwie kategorie
      odpowiedzi na pytanie o oczekiwane pochodzenie polityczne prezydenta to: NIE
      WIEM 19%, NIEZALEŻNY 33%, a w pytaniu o chęć wzięcia udziału w wyborach NIE
      WIEM 17,56%, NIE 35,56%, TAK 46,89%) - poprawne wyniki opublikowała sobotania
      GAZETA (choć troche nadinterpretowała pytanie).
      - Od roku 2002 nie pracuję już w agencji AT choc miło ten okres doświadczeń
      wspominam,
      - Grzegorz Napieralski nigdy nie praktykował w AT,
      Służę dodatkowymi informacjami: artur.gnat@mvj.pl
      i pozdrawiam tych z lewa, centrum i prawa. Pismaka też.
      • Gość: Lucy Re: Artur Gnat zmajstrował sondaż "prezydencki" w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.05.04, 18:00
        Uderz w stół, a nożyce się odezwą
        • absztyfikant kiedyś przeczytane 09.05.04, 18:33
          Bardzo się można było zdziwić, gdy w pierwszej połowie roku rankingi polityków
          zniknęły z serwisów TVP. Powód był prosty - notowania SLD i rządu spadały.
          Kiedy później poszły w górę, natychmiast poinformowano o tym naród. O
          przedwyborczych manipulacjach sondażami opinii publicznej pisze Roman Murski.

          Powszechnie wiadomo, że bez solidnych sondaży opinii niemożliwe jest
          prowadzenie skutecznej walki politycznej. Jak twierdzi amerykański socjolog
          Herbert Asher, "sondaże są teraz integralną częścią politycznego i społecznego
          krajobrazu i prawdopodobnie staną się jeszcze bardziej prominentne w
          przyszłości" (cyt. za Markiem Mazurem, "Marketing polityczny"). Jednakże -
          dodaje Asher - "sondaże mogą wprowadzać w błąd i być niedokładne (...), mogą
          przyczynić się do większego wpływu obywateli, jak również mogą służyć
          manipulacji publicznością".

          Dlatego z pewnym niepokojem obserwuję metody badania i sposoby prezentacji
          preferencji wyborczych przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Uważam
          bowiem, że ośrodki rankingowe stają się - myślę, iż bezwiednie - źródłem
          dezinformowania opinii, a przez to niekorzystnie wpływają na ostateczne wyniki
          wyborów i tym samym na postrzeganie przez Polaków zasad rządzących demokracją.
          Dzieje się tak, gdyż ośrodki poszły na łatwiznę, kopiując rozwiązania
          przetestowane w wyborach samorządowych 1998 r. Nie wyciągnęły jednak wszystkich
          wniosków z tamtych doświadczeń i nie wzięły pod uwagę dodatkowych komplikacji,
          których w tym roku dostarczyli im politycy.

          Prawybory i inne patenty

          Nasi politycy stosunkowo szybko nauczyli się doceniać siłę badań
          socjologicznych. Wiedzą, że jest to niezbędne narzędzie pracy do przygotowania
          i realizacji strategii kampanii wyborczej. Mają również świadomość wpływu badań
          opinii na zachowania wyborców. Wiele osób pamięta wypowiedź Ryszarda Bugaja,
          który w 1993 r. o porażkę kierowanej przezeń Unii Pracy obwinił "Gazetę", gdyż
          ta w przeddzień głosowania opublikowała sondaż niekorzystny dla jego partii.

          Politycy wiedzą też, że sondaży można używać w sposób "kreatywny" - i nieźle
          opanowali tę sztukę. Do najpopularniejszych technik należy zamawianie własnych
          badań przez poszczególne sztaby wyborcze i organizowanie przecieków na temat
          uzyskanych wyników (z reguły korzystnych dla danego sztabu). Takimi wynikami
          można się pochwalić w zaprzyjaźnionych gazetach, biuletynach czy stacjach
          radiowych.

          Inna metoda to eksponowanie rankingów w kategoriach, w których dane ugrupowanie
          czy kandydat wygrywa z konkurencją (np. zajmuje trzecie miejsce w odpowiedzi na
          pytanie: "Na kogo będziesz głosował?", ale pierwsze przy pytaniu: "Kto
          najwięcej zrobił dla twojej gminy?"). Albo rankingi zamieszczane w internecie,
          a także manipulacje towarzyszące organizowaniu rozmaitych prawyborów, w tym -
          co szczególnie niestosowne - w szkołach średnich.

          Na poziomie ogólnopolskim komitety nierzadko wykorzystują własne sondaże w celu
          pognębienia rywali, którzy ocierają się o próg wyborczy - politycy wyszkoleni
          przez socjologów wiedzą, że ludzie nie lubią stawiać na przegranego
          (głosują "taktycznie"). Wiedzą też, że spora grupa wyborców (na ogół przyjmuje
          się, że ok. 20 proc.) swoje decyzje podejmuje w ostatnich dwóch tygodniach
          kampanii. I to wówczas sondaże odgrywają ważną rolę. Stąd hasło: "Nie marnuj
          głosu, głosuj na silniejszego!" jest w Polsce dość popularne. Wykorzystała je
          np. Unia Demokratyczna w kampanii parlamentarnej 1993 r.

          Media to kupią...

          Jeszcze inny problem to sposób prezentacji sondaży przez media. Półtora roku
          temu polityczny światek zatrząsł się ze śmiechu po opublikowaniu przez Ludowy
          Ośrodek Badania Opinii Publicznej efektów własnej pracy, z których wynikało, że
          PSL (w którego siedzibie działał ów ośrodek) stało się drugim ugrupowaniem w
          kraju. Zdecydowanie mniej śmiechu wywołało natomiast podanie tych informacji
          przez media publiczne, jako noszących znamiona rzetelności i wiarygodności.

          Inny przypadek. W ostatniej kampanii parlamentarnej najbardziej znane pracownie
          socjologiczne zdezawuowały Ośrodek Badań Wyborczych, popularną wówczas firmę
          rankingową, która była - wespół z publicznym radiem i telewizją oraz redakcjami
          kilku poważnych gazet - współorganizatorem głośnych na całą Polskę prawyborów.
          Okazało się, że za wynikami podawanymi przez tę firmę nie stoją żadne badania,
          lecz dowolnie wymyślane liczby, siedzibą firmy zaś jest prywatne mieszkanie, a
          jedynym telefonem - komórka właściciela. Wydawało się, że po takiej lekcji
          media będą ostrożne. Nic podobnego - w tegorocznej kampanii samorządowej
          Ośrodek Badań Wyborczych został wynajęty przez "Życie Warszawy", które
          regularnie prezentuje jego sondaże. W ślad za gazetą informują o nich
          np. "Fakty" TVN i "Wiadomości" TVP.

          Media ogólnopolskie - zwłaszcza telewizja i radio - przyzwyczaiły nas do
          prezentowania wyników sondaży kilku głównych pracowni. Jakież więc było moje
          zdziwienie, gdy w pierwszej połowie roku rankingi zniknęły z serwisów
          informacyjnych TVP. Powód był prosty - notowania SLD i rządu spadały. Gdy na
          przełomie sierpnia i września poszły w górę, natychmiast poinformowano o tym
          naród. Decydenci telewizyjni bowiem wiedzą doskonale, jakie znaczenie posiada
          komunikat, że od kilku miesięcy poparcie dla rządu spada lub rośnie. Warto
          dodać, że TVP jest właścicielem ponad 40 proc. udziałów w renomowanym Ośrodku
          Badania Opinii Publicznej i zapewne łoży pieniądze na sondaże preferencji
          partyjnych prowadzone przez OBOP co dwa tygodnie.

          Od podobnych gier nie są wolne również media komercyjne. Przytoczmy
          za "Rzeczpospolitą" (Filip Gawryś, Michał Majewski, "Życie po »Życiu «", 21-22
          września) opis manipulacji zastosowanej przez prawicowy
          dziennik "Życie": "Niedługo potem gazeta zaczęła puszczać oko do powstającej
          Platformy Obywatelskiej. Tuż po założeniu ugrupowania Pracownia Badań
          Społecznych na zlecenie »Rzeczpospolitej « zapytała w telefonicznej sondzie,
          czy Polacy chcieliby poprzeć Platformę. Nie było to jednak badanie preferencji,
          w którym pyta się także o inne partie. Wynik jak na politycznego oseska był
          bardzo dobry - 25 proc. Polaków wyraziło zainteresowanie nowym ruchem. Kilka
          dni później »Życie « opublikowało wyniki standardowego badania opinii
          publicznej, w którym respondenci dostają listę ze wszystkimi partiami. Wynik
          Platformy - owe 25 proc. - umieściło obok »słupków « SLD i AWS. Wbrew wszelkim
          zasadom metodologii badawczej".

          Od siebie dodam, że ów "sondaż" znalazł się w serwisach informacyjnych wielu
          mediów, a wyczyn "Życia" nie spotkał się z jakąkolwiek reakcją PBS
          czy "Rzeczpospolitej".

          Długo można dyskutować na temat skuteczności owych przedsięwzięć, ale jedno nie
          podlega dyskusji - stały się one trwałym elementem naszej demokracji. Nie dziwi
          więc, że główne instytuty badania opinii publicznej starają się przeciwdziałać
          tym zjawiskom. Ale i one nie ułatwiają nam życia. Używają różnych metodologii
          (np. jedne uwzględniają niezdecydowanych w sumowaniu punktów procentowych
          poparcia, inne nie), operują różnymi próbami respondentów i czasami te próby
          zmieniają (np. OBOP od pewnego czasu bada grupę respondentów powyżej 15. roku
          życia, podczas gdy wcześniej badał dorosłych Polaków). Otrzymują więc odmienne
          wyniki i ogłaszają je bez wyjaśnienia zaistniałych różnic. Wszystko to sprawia,
          że do notowań wkrada się chaos.

          Złe rozpoznanie, przedwczesne wnioski

          Po reformie samorządowej z 1998 r. po raz pierwszy wybieraliśmy radnych do
          sejmików wojewódzkich. Wybory te stanowiły ogromne wyzwanie dla wszystkich -
          polityków, mediów, socjologów. Po pierwsze bowiem, o ile w głosowaniu na
          radnych gmin i powiatów Polacy zwracają uwagę głównie na walory osobiste
          kandydatów, to w głosowaniu na radnych wojewódzkich kierują się preferencjami
          partyjnymi. Po drugie, dla partii politycznej osi
          • absztyfikant kiedyś przeczytane - cd. 09.05.04, 18:34
            Złe rozpoznanie, przedwczesne wnioski

            Po reformie samorządowej z 1998 r. po raz pierwszy wybieraliśmy radnych do
            sejmików wojewódzkich. Wybory te stanowiły ogromne wyzwanie dla wszystkich -
            polityków, mediów, socjologów. Po pierwsze bowiem, o ile w głosowaniu na
            radnych gmin i powiatów Polacy zwracają uwagę głównie na walory osobiste
            kandydatów, to w głosowaniu na radnych wojewódzkich kierują się preferencjami
            partyjnymi. Po drugie, dla partii politycznej osiągnięcie określonej pozycji w
            sejmikach wojewódzkich przekłada się bezpośrednio na jej siłę organizacyjną i
            wpływy w poszczególnych regionach. Po trzecie, ordynacja sejmikowa powiela
            wiele rozwiązań z ordynacji parlamentarnej (m.in. próg wyborczy oraz czas
            antenowy w publicznym radiu i telewizji dla komitetów ogólnopolskich).

            Pracownie rankingowe ruszyły więc do pracy i zaczęły informować o preferencjach
            wyborczych. Sytuacja była o tyle prosta, że na scenie politycznej panował
            względny porządek - pomimo zarejestrowania blisko dziesięciu komitetów
            ogólnopolskich w walce o sejmiki wojewódzkie liczyły się tylko cztery
            ugrupowania: AWS, SLD, UW i PSL. One też zgarnęły całą pulę (z wyjątkiem
            województwa podkarpackiego, gdzie przeszli reprezentanci jednego z komitetów
            prawicowych). W miastach powyżej 100 tys. mieszkańców prezydentami zostawali
            kandydaci trzech pierwszych ugrupowań.

            W powiatach ziemskich i gminach ich dominacja również była zauważalna, ale
            wielką rolę odgrywały komitety lokalne, których w całym kraju powstało ponad 38
            tys. Z tego właśnie powodu badania preferencji w powiatach i gminach (na
            ogólnopolskiej próbie ok. tysiąca respondentów) były raczej sygnalizacją
            pewnych tendencji niż realną prognozą. Jak bowiem - przy takiej liczbie
            komitetów lokalnych - zapewniać, że błąd statystyczny nie przekracza 3 proc.?

            W tym roku sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Do rywalizacji obok
            ugrupowań parlamentarnych przystępuje wiele komitetów regionalnych i lokalnych -
            przede wszystkim wskutek dużego rozbicia na prawicy i w centrum. Ośrodki
            badawcze zdają się przechodzić nad tym faktem do porządku dziennego. Kilka
            miesięcy temu zaczęły publikować sondaże poparcia dla partii i koalicji, które
            ogłosiły zamiar startu w wyborach samorządowych. Dziś wiadomo, że wykaz owych
            partii i koalicji nie jest ani kompletny, ani ostateczny. Faktyczny spis
            komitetów wyborczych poznamy dopiero po zarejestrowaniu list kandydatów.

            Dość wspomnieć rozpad Frontu Demokratycznego (koalicji UW, SKL i Ruchu
            Społecznego) czy konflikty w łonie Ligi Polskich Rodzin. Rozbicie nie ominęło
            też najpoważniejszej próby jednoczenia formacji prawicowych - koalicji POPiS.
            Nic więc dziwnego, że wszystkie sondaże odnotowują spore poparcie dla komitetów
            określanych mianem lokalnych lub niezrzeszonych.

            Tak zatem socjolodzy, media i politycy formułują swe wnioski w oparciu o złe
            rozpoznanie sytuacji przedwyborczej. W "Rzeczpospolitej" (18 września) znalazło
            się omówienie najnowszego sondażu sopockiej PBS opatrzone tytułem "Prawica
            odrabia straty". Redakcja doszła do takiego wniosku na podstawie danych, z
            których wynika, że w porównaniu z badaniem sprzed miesiąca poparcie dla
            koalicji SLD-UP w wyborach do sejmików wojewódzkich zmalało o 1 proc.,
            natomiast notowania koalicji POPiS wzrosły z 14 do 18 proc. Gazeta
            podkreśla: "18 punktów to jednak jeszcze nie tyle, ile obie partie uzyskują w
            badaniu preferencji partyjnych. We wrześniu PO i PiS - każde z osobna - mogą
            liczyć na 11 proc. głosów". Jak rozumiem, dziennik oparł swe wywody na
            wnioskach przedstawionych przez PBS.

            Otóż wywody te budzą poważne wątpliwości. Zważmy bowiem, że POPiS wystawi
            wspólne listy tylko w 14 województwach. Na Mazowszu obie partie startują
            osobno, prowadzone przez swoich liderów walczących o prezydenturę Warszawy. W
            województwie podkarpackim natomiast startują w szerszej koalicji. Biorąc pod
            uwagę liczbę mieszkańców oraz dotychczasowe preferencje wyborcze ludności obu
            tych województw, można powiedzieć, że koalicja POPiS traci około 17-20 proc.
            swoich wyborców, czyli około 3,5 pkt. proc. w całości elektoratu. I o tyle też
            należałoby pomniejszyć prognozę jej wyniku wyborczego. Jak zatem mówić o
            odrabianiu strat przez prawicę? Niby sprawy elementarne, ale żadna - powtarzam:
            żadna - pracownia nie uwzględniła dotychczas tego faktu. Co najwyżej jak OBOP
            przypomina, że w dwóch województwach POPiS startuje inaczej.

            Preferencje w wyborach do sejmików i badane równolegle preferencje w wyborach
            parlamentarnych różnią się dość zasadniczo (z wyjątkiem SLD-UP oraz PSL).
            Czasem te różnice sięgają nawet 70-80 proc. poparcia dla danego ugrupowania.
            Rodzą się pytania o przyczyny tych odmienności, ich wpływ na decyzje obywateli
            oraz o to, czy w lokalach wyborczych ludzie będą się jednak kierowali
            sympatiami samorządowymi, czy też parlamentarnymi?

            Tyle uwag do tzw. suchej statystyki. Ale problemy na tym się nie kończą. W myśl
            ordynacji komitetowi wyborczemu, który zarejestrował swe listy we wszystkich
            województwach, przysługuje wspólny numer na listach w całym kraju oraz
            bezpłatny czas antenowy w publicznym radiu i telewizji dla własnych audycji
            wyborczych. Takich komitetów jest siedem: LPR, Samoobrona, SLD-UP, Unia
            Samorządowa, Alternatywa Partia Pracy, PSL i UPR. POPiS, podobnie jak kilka
            innych komitetów prawicowych, będzie tych przywilejów pozbawiony. Jego liderzy
            zdają się tym specjalnie nie przejmować - i chyba słusznie, bo oglądalność tzw.
            bloków wyborczych z wyborów na wybory spada, osiągając obecnie 3-6 proc.
            widowni.

            Jednakże zdecydowanie większe znaczenie mają tzw. własne audycje wyborcze
            poszczególnych stacji telewizyjnych i radiowych (mam na myśli np. programy
            emitowane zamiast "Forum" czy "Tygodnika Politycznego Jedynki") oraz
            prezentacja kampanii wyborczych w serwisach informacyjnych. Czy i w tych
            programach zabraknie miejsca dla komitetów, które nie zarejestrowały list we
            wszystkich województwach? Każdy, kto prowadził lub analizował kampanie
            wyborcze, wie, że ich wpływ na wizerunek danego ugrupowania - i tym samym na
            decyzje wyborców - jest niebagatelny.

            Każda partia swój towar chwali

            Nie przeceniam znaczenia sondaży. Ludzie nie dają się manipulować do tego
            stopnia, by uwierzyli, że czarne jest białe, a białe czarne. Mogą się sugerować
            preferencjami innych, ale ostatecznie zagłosują według własnych przekonań i
            wyobrażeń o konkretnym polityku i konkretnej partii.

            Dlatego w kampanii wyborczej każdy powinien odgrywać właściwą sobie rolę.
            Partie chwalą swój towar, kreują rzeczywistość pod własne potrzeby. I posługują
            się w tym celu różnymi narzędziami współczesnej cywilizacji.

            Inna jest rola firm socjologicznych. Te powinny się ograniczyć do rejestrowania
            rzeczywistości, jak ognia unikając podejrzeń o brak profesjonalizmu czy chęć
            manipulowania preferencjami wyborców. Dotyczy to także mediów. Nie można bowiem
            lekceważyć takich głosów jak Andrzeja Kaczmarka, który w "Tygodniku
            Powszechnym" (22 września) opisał swą reakcję na podanie w radiu jednego z
            sondaży sejmikowych: "Lektor dorzucił jeszcze średnią frekwencję w kraju. Otóż
            z takiej informacji nic nie wynika. Dotyczy ona bowiem wyborów samorządowych, a
            nie parlamentarnych - tymczasem nie podano preferencji i frekwencji w
            poszczególnych województwach. Autor serwisu nabił słuchaczy w butelkę, podając
            im zamiast przyzwoitej informacji zwykły humbug".

            Kaczmarek solidnie skrytykował polityków za częste zmiany ordynacji wyborczych,
            mające na celu "dopasowanie" ustawy do aktualnych sondaży, i za bezpardonową
            walkę o stołki w miejsce autentycznej dbałości o sprawy swoich gmin i
            województw. Ale to temat na osobną opowieść.
      • Gość: Pismak Re: Artur Gnat zmajstrował sondaż "prezydencki" w IP: 80.51.242.* 10.05.04, 02:31
        Miałem nie zabierać już głosu w tej sprawie, ale z uwagi na obecność Pana
        Artura na forum sobie jeszcze pozwolę.

        Dzięki za pozdrowienia. Pozdrowienia zwrotne są bardziej przyjazne, niż się
        Panu wydaje.

        Effective Image to marka zupełnie nowa i nikomu nieznana. Naród przecierał oczy
        ze zdzwinienia, zanim "Głos" podał, kto sondaż firmuje nazwiskiem. "Wyborowa"
        napisała, że firma badawcza realizuje kampanie wyborcze. Cóż, przypuszczam, że
        żadnej jeszcze nie ma na koncie. Trzeba uważać w jaki sposób się promuje -
        szczególnie w specyficznym szczecińskim środowisku, gdzie jest dość gęsto i
        wszyscy wszystkich znają. Piszę to z sympatii, ku przestrodze. Bo albo się
        firma promuje jako niezależny ośrodek badawczy, którzy przygotowuje rzetelne
        sondaże, albo jako firma, które prowadzi kampanie, więc sondaże są z założenia
        zmanipulowane.

        Druga uwaga odnośnie końcówki mojego postu. Rzucanie takiego sondażu na rynek w
        celu zaistnienia i przyciągnięcia ewentualnych zleceniodawców, to chybiony
        strzał. A tak to właśnie odbieram i nie ja jeden zresztą. Już teraz wielu
        uważa, że sondaż został zamówiony. Tylko na tym forum podano już dwóch
        potencjalnych zleceniodawców. Marna to promocja nowej marki, raczej gol
        samobójczy - podważa wiarygodność na starcie. Znamionuje też pewien brak
        rozeznania w mieście, bo nie w ten sposób zyskuje się zleceniodawców. Jest na
        zachodniopomorskim rynku wiele miejsca na niezależną firmę badającą preferencje
        wyborcze. Gdybym był politykiem, chętnie korzystałbym z jej usług - nie
        zamawiając sobie sondaż, w którym wygrywam, lecz rzetelną informację na temat
        tego, co chcą od polityków wyborcy. Natomiast jeśli chodzi o zlecenie na
        prowadzenie kampanii wyborczej, to w tym mieście dostaje się to tylko po
        układzie. A kiedy się nie ma układów, to sondaż w "Głosie" lub "Wyborowej" nie
        pomoże.

        Reasumując - z sympatii to piszę - proponuję ostrożność. Krzywdę sobie
        Effective Image robi, jak dotąd. A nam taki sondaż wiele nie mówi. Proszę więc
        zdecydować, czym się firma będzie zajmować i może zafundować nam rzetelny
        sondaż z konkretnymi nazwiskami potencjalnych kandydatów na prezydenta
        Szczecina spośród wszystkich, o których się mówi. Przed referendum takie dane
        bardzo nam się przydadzą.

        Pozdrawiam
        pismak_logowany@gazeta.pl
        • Gość: Artur Gnat Re: Artur Gnat zmajstrował sondaż "prezydencki" w IP: 212.14.63.* 10.05.04, 07:31
          >Marna to promocja nowej marki, raczej gol
          samobójczy - podważa wiarygodność na starcie. Znamionuje też pewien brak
          rozeznania w mieście, bo nie w ten sposób zyskuje się zleceniodawców.
          Natomiast jeśli chodzi o zlecenie na prowadzenie kampanii wyborczej, to w tym
          mieście dostaje się to tylko po
          układzie. A kiedy się nie ma układów, to sondaż w "Głosie" lub "Wyborowej" nie
          pomoże.



          każdy ocenia rzeczywistość według własnych doświadczeń :) Ja nie roszczę sobie
          pretensji do wiedzy absolutnej na temat sposobów istnienia na rynku politycznym
          Szczecina. Ta którą posiadam, jak na razie mi wystarcza, aby pozyskiwać
          zlecenia...
          • Gość: student Re: Artur Gnat zmajstrował sondaż "prezydencki" w IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.04, 08:04
            Artur Gnat jest niezależny i dlatego wzbudził wściekłość kilku piszących na
            forum aparatczyków
            to nie ważne że przeprowadzono solidne badania na dużej próbie
            ważne jest to że nie wygrało jakieś ugrupowanie
            a najgorsze jest to że szczecinianie nie chcą popierać SLDowców
            aparatczyki rzuciły się więc na forum i ujadają
            a niejaki pismak naczelny obrońca aparatu obecnej władzy krajowej SLD oraz
            lokalanej SLD plus Jurczyk udaje że dokonuje głębokiej analizy merytorycznej
            utrzymanej zresztą w stylu nowomowy pismaków
            nie mylić z dziennikarzami
            zero wierszówkowe poucza fachowca
            zabawne
    • Gość: Olej Obserwuję zmagania Gnata z rzeczywistością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.04, 18:59
      po tym jak odszedł (?) z AT.
      Aktualne zajęcie Artura to typowe bicie piany w celu autokreacji.
      Jak się nie ma osiągnięć, pieniędzy i jest się po prostu nikim, za to ma się
      przerost ambicji, to zaczepia się drażliwe tematy i wymądrza na różnych łamach,
      (korzystając z układów wypracowanych w AT) w sposób nie do końca przemyśłany i
      odpowiedzialny. Miał być dumny DOM MARKI,a została marna ALTANKA i to made in
      Szczecin.

      Artur to idealny materiał na średniego polityka, albo marnego dziennikarzynę.
      • Gość: Artur Gnat Re: Obserwuję zmagania Gnata z rzeczywistością IP: 212.14.63.* 09.05.04, 20:36
        Mam świadomośc, że może być trochę osób których moja skromna osoba przyprawia o
        rozstrój żołądka, ale nie spodziewałem się, że mogę budzić aż takie emocje.

        Życzyłbym wszystkim takiej "altanki" (zainteresowanych odsyłam: www.mvj.pl).

        Przyjacielu, choć jak czytam, musisz mnie znać (co dla mnie nie jest powodem do
        dumy, bo nie trawię takich strachem i żółcią podszytych gości) to zupełne pudło
        z prognozami na przyszłość. Tak się składa, ze dosyć precyzyjnie realizuję
        swoje plany, a nie ma w nich miejsca na dziennikarstwo i politykę.

        Pozostałe uwagi są trudne do ustosunkowania się bez wystarczającej wiedzy na
        temat objawów osobowości neurotycznej...
        • Gość: Olej Re: Obserwuję zmagania Gnata z rzeczywistością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 08:18
          Twój elokwentny wymiot dowodzi mych racji.

          nawiasem www.mjv.pl oceniam na dostateczny - obiektywnie.
          Za dużo tam pozerstwa, gwiazdorstwa i samouwielbienia.
          Co należało udowodnić.

          Twoja osoba nie budzi żądnych ekstremalnych emocji - NIE OSZUKUJ SIĘ.
          To po prostu niesmak.
    • wesolyromek2004 Już szarpią się spadkobiercy. Za wcześnie 11.05.04, 08:22
      Jeszcze nie wiadomo czy chory umrze, jeszcze nie spisał testamentu, jeszcze
      lekarze widzą nadzieję a już spadkobiercy dzielą nieistniejący spadek
      • Gość: antyknajak spadku nie będzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 08:28
        Chory zdecydowanie nie umrze. Nie będzie minimalnej ilości głosujących
        uczestników referendum. Najczęstsze uliczne stwierdzenie brzmi:
        " a mi jest obojetne kto tam kradnie" :-(((
        • wesolyromek2004 Nie wiadomo czy spadek będzie czy nie będzie 11.05.04, 08:43
          Gość portalu: antyknajak napisał(a):

          > Chory zdecydowanie nie umrze. Nie będzie minimalnej ilości głosujących
          > uczestników referendum. Najczęstsze uliczne stwierdzenie brzmi:
          > " a mi jest obojetne kto tam kradnie" :-(((
          Nigdy nie należy mówic nigdy. Wszytsko zależy od lekarzy jaka będzie ich
          diagnoza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka