Dodaj do ulubionych

Coś optymistycznego

IP: *.ipt.aol.com 03.06.06, 10:46
W Polsce jeszcze nie jest tak źle.

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060603/swiat/swiat_a_5.html
Obserwuj wątek
    • Gość: e.beata Re: Coś optymistycznego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.06, 14:16
      >Zawdzięczają to Kościołowi katolickiemu i przekazywanym przez niego
      wartościom.

      Na pewno w cześci też.
      Ale gdyby u nas kobiety po rozwodzie miały szanse na pracę, która zapewni im
      mieszkanie, warunki finansowe na utrzymanie i wychowanie dzieci, gdyby zmieniła
      się mentalność środowisk wiejskich, gdyby pijący, bijący mąż musiał opuścić
      mieszkanie czy gospodarstwo i nie mógł zastraszać żony, to myślę, że rozwodów
      byłoby znacznie więcej.
      • beatrix13 Re: Coś optymistycznego 03.06.06, 14:45
        Gość portalu: e.beata napisał(a):

        > Ale gdyby u nas kobiety po rozwodzie miały szanse na pracę, która zapewni im
        > mieszkanie, warunki finansowe na utrzymanie i wychowanie dzieci, gdyby
        zmieniła się mentalność środowisk wiejskich, gdyby pijący, bijący mąż musiał
        opuścić mieszkanie czy gospodarstwo i nie mógł zastraszać żony, to myślę, że
        rozwodów byłoby znacznie więcej.

        to tzw. kołtuńsko-dulska mentalność hołdująca zasadom:niech by bił, aby był,bo
        co ludzie powiedzą utrzymuje patologiczne małżeństwa obcych sobie ludzi,często
        z tzw. przemocą w 4 ścianach;
        to tak jak z błędami w sztuce lekarskiej i odszkodowaniami za nie,mamy ich
        wielokrotnie mniej niż w USA,co nie znaczy,że wielokrotnie mniej razy zdarzają
        się
        • Gość: preemption Re: Coś optymistycznego IP: *.ipt.aol.com 03.06.06, 15:13
          Mam tylko jedną prośbę: nie posługujcie się instrumentalnie patologią do walki
          z instytucją małżeństwa. Należy zwalczać patologię a nie instytucję małżeństwa.
          Fakt relatywnie niskiej liczby rozwodów w Polsce ma znaczenie pozytywne. W
          Polsce jest jakaś dziwna moda, nawet jeśli jest pozytywna tendencja, to i tak
          znajdą się ludzie wiecznie niezadowoleni.

          Zwróciłyście uwagę na to, ile małżeństw rozpada się w Belgii? To jest naprawdę
          tragedia. Mam nadzieję, że nigdy taki kryzys nie pojawi się w Polsce. Z
          pewnością liczbę tylu rozwodów w Belgii nie da się wytłumaczyć przemocą w
          rodzinie. W przypadku Europy Zachodniej problem leży gdzie indziej. Niestety
          ludzie na Zachodzie rozstają się też z prozaicznych powodów. I mam świadomość,
          że w sytuacji, w której ludzie z Europy Zachodniej biorą rozwód, to ja
          walczyłbym o uratowanie mojego związku.

          Dzięki Kościołowi katolickiemu instytucja małżeństwa i rodzina są na pierwszym
          miejscu dla wielu Polaków (kobiet i mężczyzn). To jest wielki plus naszego
          społeczeństwa. To jest fakt, który pozytywnie nas odróżnia od społeczeństw
          Zachodu.

          Oczywiście w przypadku sytuacji patologicznych rozwód może być czasami jedynym
          rozwiązaniem.
          • beatrix13 Re: Coś optymistycznego 03.06.06, 15:22
            dodam jeszcze,że
            <u nas procedura rozwodowa ma też wpływ na ilość ;
            <swego czasu utrudniono "dostęp do rozwodów",rezygnując z orzekania ich w
            sądach rejonowych;
            < a sprawy ciągną się latami,jak i inne w naszym wymiarze niesprawiedliwości;
            <no i koszty jrozwodzenia się jak przy naszej stopie życia za wysokie;
            • searover Re: Coś optymistycznego 03.06.06, 22:07
              > <u nas procedura rozwodowa ma też wpływ na ilość ;
              > <swego czasu utrudniono "dostęp do rozwodów",rezygnując z orzekania ich w
              > sądach rejonowych;

              To zalezy od tego na ile malzonkowie sa zdeterminowani by sprawe rozwodu
              przeprowadzic szybko. Nie pomoze sad rejonowy jezeli beda walczyc jak lwy o
              kazdy garnek i plyte CD oraz wymyslac coraz to nowe zlosliwosci tylko po to,
              zeby ta druga strona "pozalowala i popamietala".
              Niestety, na przyrost liczby rozwodow ma wplyw doswiadczenie dzieci. Dzieci w
              swoim zyciu powielaja przeciez wzorce wyniesione z domu. Kiedys, gdy rozwod byl
              zlem, nieszczesciem i przede wszystkim rzadkoscia, dla kolejnych par byl pelna
              dramatu decyzja. Dzis dorastaja kolejne tysiace dzieci, ktore od swoich
              rodzicow nauczyly sie, ze rozwod to po prostu bolesne zakonczenie nieudanego
              fragmentu zycia i szansa na kolejna probe. Mimo, ze jako dzieci nieudanego
              zwiazku ucierpialy na tym najbardziej, w umyslach zakodowaly sobie takie
              postepowanie jako norme.
          • Gość: e.beata Re: Coś optymistycznego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.06, 10:12
            Tu nie chodzi o posługiwanie sie instrumentalne patologią.
            Źle odczytałeś mój post.
            Napisałam o tym, ze statystyka często nie odzwierciedla prawdy, sedna sprawy.
            Gdyby porównano liczbę rozwodów w krajach o podobnym poziomie życia
            mieszkańców, o podobnej sytuacji ekonomicznej rodzin przed i po rozwodach, o
            podobnych warunkach prawnych, to mniejsza liczba rozwodów w Polsce by mnie
            cieszyła.
            Statystyka którą przedstawiłeś nie pokazuje prawdziwego obrazu.
            Do tego skomentowałeś mniejszą liczbę rozwodów katolicyzmem Polaków.
            Przedstaw drugą statystykę mówiącą ile rodzin się nie rozwodzi ze względu na
            zasady wyznawanej religii, a ile ze względu na ekonomię i opinię środowiska.

            >Fakt relatywnie niskiej liczby rozwodów w Polsce ma znaczenie pozytywne.
            Po tym co napisałam wcześniej dodam, ze dla mnie to taki trochę obłudne
            znaczenie pozytywne ;-) Tak samo jak niska liczba aborcji oficjalnych w Polsce.
            Widzisz, w takiej Belgii przynajmniej wiadomo, że jak ktoś jest w związku, to
            chce w tym związku być. A u nas...????

            Cóż mi też nie podoba się to, że w obecnych czasach rozwody są tak powszechne,
            ba wręcz modne ;-)
            Ale mimo wszystko wybieram dzisiejsze czasy z rozwodami niż te zawierane
            kiedyś prawie wyłącznie z przyczyn ekonomicznych. Może dlatego, że jestem
            kobietą ;-))))))

            • Gość: preemption Kobieca intuicja a dane statystyczne IP: *.ipt.aol.com 04.06.06, 10:58
              Twoja opinia opiera się na jednym fałszywym założeniu. Sugerujesz, że znaczna
              część Polaków marzy o rozwodzie, i tylko ze względu na sytuacje ekonomiczną,
              presję środowiska lub nakazy religijne nie biorą rozwodów. Tylko na jakiej
              podstawie takie wnioski wyciągasz? Mam nadzieję, że Twoim jedynym argumentem
              nie jest kobieca intuicja? Dla mnie bardziej wiarygodna jest statystyka niż
              intuicja. Poza tym przedstawiłaś jakąś skrajnie pesymistyczną wersję. Po prostu
              potwierdzasz, że Polak (nie ma znaczenia tutaj płeć) lubi być malkontentem i
              pesymistą.


              • beatrix13 Re: Kobieca intuicja a dane statystyczne 04.06.06, 11:09
                kiedy osiągniemy przeciętny Polak osiągnie poziom życia przeciętnego Belga,
                za jakieś 40 lat może,
                rozwodów bedzie jeszcze więcej;
                statystyczne dane o 99% katolików to dopiero zafałszowana statystyka,

                PS.w Belgii i Holandii kobieta ( lub mężczyzna)przy której pozostają dzieci,a
                nie ma własnego mieszkania,zwykle po 1,max. 2 dostaje mieszkanie socjalne
                (oczywiście o standarcie,jaki przecietny Polak po kilkudziesięciu latach pracy
                mógłby sobie zapewnić)
                nie porównujmy bogatych krajów,o innych rozwiazaniach socjalnych do naszej
                biedy
                • Gość: preemption Mowa jest o rozwodach a nie o biedzie IP: *.ipt.aol.com 04.06.06, 15:00
                  Porównujemy liczbę rozwodów w Polsce i krajach zachodnioeuropejskich.
                  Porównanie to jest wręcz potrzebne. Powinno ono być pretekstem do zastanowienia
                  się nad tym, co należy zrobić, żeby Polska uniknęła pewnych negatywnych
                  tendencji, które mają miejsce w większości krajów Europy Zachodniej. Przykład
                  Włoch, kraju bardziej zlaicyzowanego niż Polska, ukazuje, że Polska może
                  rozwijać się gospodarczo i jednocześnie może utrzymać się u nas relatywnie
                  niska liczba rozwodów.
                  • beatrix13 Re: Mowa jest o rozwodach a nie o biedzie 04.06.06, 15:03
                    Gość portalu: preemption napisał(a):

                    Przykład Włoch, kraju bardziej zlaicyzowanego niż Polska, ukazuje, że Polska
                    może rozwijać się gospodarczo i jednocześnie może utrzymać się u nas relatywnie
                    niska liczba rozwodów.


                    < najciemniej pod watykańską latarnią?
              • Gość: e.beata Re: Kobieca intuicja a dane statystyczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.06, 21:39
                Chłopie kochany, to nie kobieca intuicja tylko REALNE ŻYCIE i logika ;-)
                Naprawdę nie potrafisz tego dostrzec??
                Statystycznie człowiek z psem na spacerze, mają po 3 nogi.
                Srednia pensja w tym kraju to ponad 2 tys., a 90% Polaków zarabia do 1 tys.
                Cały czas podważam Twoje zaufanie do statystyki i Twoje jej podsumowanie - że
                to dzięki religii mamy tak mało rozwodów. Nie neguję, że katolicyzm ma wpływ na
                liczbę rozwodów ale nie wyolbrzymiałabym tak jak ty, tego znaczenia.

                > Twoja opinia opiera się na jednym fałszywym założeniu. Sugerujesz, że znaczna
                > część Polaków marzy o rozwodzie, i tylko ze względu na sytuacje ekonomiczną,
                > presję środowiska lub nakazy religijne nie biorą rozwodów. Tylko na jakiej
                > podstawie takie wnioski wyciągasz?

                ;-)))))))przecież sam stwierdziłeś, że nie biorą rozwodów zre względu na
                religię ;-))))) to co z tym fałszywym założeniem ;-))))))

                Wcale nie twierdzę że znaczna część Polaków marzy o rozwodzie. Bo nic na ten
                temat nie wiem, więc napisać nie mogłam. Twierdzę tylko że absurdem jest
                robienie porównań pomiędzy tak różnymi krajami, z tak różnymi warunkami ;-) I
                że gdyby te warunki zrównać to w Polsce rozwodów byłoby więcej.
                A na jakiej podstawie wyciągam takie wnioski??
                No wybacz, żyję w tym kraju i widzę, słyszę co się dzieje. Dziwi mnie bardzo,
                że ty nie? Albo nie mieszkasz w Polsce, albo żyjesz w jakimś hermetycznym
                środowisku.

                >Dla mnie bardziej wiarygodna jest statystyka niż intuicja.

                Co ty z tą intuicją?
                Widzisz dla mnie ważniejsza niż statystyka jest wiedza, informacja.
                Ważniejsze niż sucha statystyka, jest sprawdzenie warunków jej powstania i
                wyciągnięcie z tego wniosków.
                Dla Ciebie jak widzę, co napisane to święte.
                Obyś się kiedyś poważnie na tym nie przejechał.

                >Poza tym przedstawiłaś jakąś skrajnie pesymistyczną wersję. Po prostu
                potwierdzasz, że Polak (nie ma znaczenia tutaj płeć) lubi być malkontentem i
                pesymistą.

                ;-))))))) pewnie...widzę ze wyznajesz zasadę wiecznego zadowolenia ludu
                pracującego miast i wsi ;-).
                Statystyki oficjalne dotyczące aborcji w Polsce też Ciebie cieszą?
                Bo mnie niestety nie. Są zwykłą hipokryzją. W tym przypadku też jestem
                malkontentem i pesymistą.

                Nie bój się preemption prawdy.
                Bo bez poznania prawdy nie można skutecznie rozwiązać problemu.


                • Gość: preemption Re: Kobieca intuicja a dane statystyczne IP: *.ipt.aol.com 04.06.06, 23:16
                  Nie widzę w Twojej opinii logiki. Twoja opinia jest za to bardzo emocjonalna.
                  Twoja wypowiedź nie jest też racjonalna. Jest za to przepełniona duchem
                  racjonalizacji.

                  Cała rozmowa dotyczy problemu rozwodów. Nie jest to dyskusja o zarobkach w
                  Polsce. Nie jest też o aborcji. Piszmy na temat.

                  Pisałaś, że ludzie nie biorą rozwodów ze względu na nakazy religijne. Nie
                  wykluczam, że część katolików rzeczywiście z tego powodu nie bierze rozwodu.
                  Jednak stwierdzenie, że ktoś nie bierze rozwodu ze względu na nakazy religijne,
                  to zupełnie co innego niż stwierdzenie, że ktoś nie bierze rozwodu z powodu
                  dużego wpływu katolicyzmu na nasze społeczeństwo. Inaczej mówiąc, katolik nie
                  bierze rozwodu z tego względu, że jest jakiś zewnętrzny nakaz religijny, jego
                  sprzeciw wobec rozwodu płynie prosto z jego sumienia. Mam nadzieję, że tę
                  prostą różnicę dostrzegasz.

                  Nie widzę nic absurdalnego w porównywaniu liczby rozwodów w krajach o różnym
                  stopniu zamożności. Przy Twoim założeniu nie miałaby sensu żadna analiza
                  porównawcza. Spójrz na przykład Irlandii i Włoch. W krajach tych żyją zamożne
                  społeczeństwa. Jednocześnie jest tam niższa liczba rozwodów niż w Polsce. Więc
                  na jakiej podstwawie twierdzisz, że gdyby w Polsce były lepsze warunki życiowe,
                  to zwiększyłaby się liczba rozwodów? Logicznie myślący człowiek nie wyciągnąłby
                  takiego wniosku. Logicznie myslący człowiek stwierdziłby: przykład Niemiec i
                  Francji pokazuje, że liczba rozwodów mogłaby wzrosnąć, z kolei przykład Włoch i
                  Irlandii pokazuje, że równie dobrze liczba rozwodów w Polsce mogłaby być
                  zbliżona do obecnego poziomu.

                  Piszesz, że widzisz, co się dzieje w Polsce. A ja się prosto pytam: co to jest
                  za argument? Czy uważasz, że na podstawie Twojego osobistego doświadczenia
                  możesz wyciągnąć wiarygodne wnioski? Takie podejście trąci niestety
                  egocentryzmem.

                  Lubię trzymać się faktów. Dane statystyczne są na pewno dobrą podstawą do
                  dyskusji. Próbuje w racjonalny sposób te dane interpretować. Co łączy Włochy,
                  Irlandię i Polskę? Oczywiście silny wpływ katolicyzmu na społeczeństwa w tych
                  krajach. Z tego względu moje nawiązanie do wpływu katolicyzmu na niską liczbę
                  rozwodów w Polsce. Z pewnością nie przeceniam roli katolicyzmu w tym przypadku.
                  Bynajmniej nie chodzi mi tu o korelację między religijnością Polaków a liczbą
                  rozwodów. Mam na myśli zupełnie co innego, mianowicie duże znaczenie kulturowe
                  katolicyzmu w Polsce. Żeby nie być gołosłownym, nawet większość czytelników
                  antyklerykalnego "NIE" jest rodzinocentryczna.

                  Nie rozumiem, jaki związek widzisz między danymi na temat aborcji a danymi na
                  temat liczby rozwodów? Sugerujesz, że w Polsce istnieje podziemie rozwodowe ;-
                  )?

                  Jakiej "prawdy" mam się nie bać? Nie miałbym odwagi nazywać swojej opinii -
                  prawdą. Mam świadomość, że jestem niedoskonałym człowiekiem. Musiałbym doznać
                  iluminacji, żebym mógł poznać prawdę. Ale jak widzę, Ty uwierzyłaś, że już
                  znasz prawdę :-).

                  Pozdrowienia :-).
                  • Gość: e.beata Re: Kobieca intuicja a dane statystyczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.06, 22:24
                    Fajny jesteś tylko cholernie ciężko się z tobą rozmawia ;-)

                    >Cała rozmowa dotyczy problemu rozwodów. Nie jest to dyskusja o zarobkach w
                    Polsce. Nie jest też o aborcji. Piszmy na temat.

                    Jak pisałam na temat to nie mogliśmy dojść do porozumienia, więc podałam
                    przykłady z innej grządki, świadczące że statystyki często nie obrazują
                    rzeczywistości.

                    >Inaczej mówiąc, katolik nie bierze rozwodu z tego względu, że jest jakiś
                    zewnętrzny nakaz religijny, jego sprzeciw wobec rozwodu płynie prosto z jego
                    sumienia. Mam nadzieję, że tę prostą różnicę dostrzegasz.

                    No wybacz ale gdzież tu logika?
                    Gdyby Kościół nie miał nic przeciwko rozwodom, to czy wtedy też napisałbyś swój
                    post w takiej samej formie???
                    Otóż sumienie nie tylko katolika jest przeciwne rozwodom. Nie po to się wiążemy
                    żeby się rozchodzić. Ale w przypadku katolików ten sprzeciw jest wzmacniany ze
                    wzgledu na nakaz odgórny. Nakaz dotyczący jednego z sakramentów. "To co Bóg
                    złączył....".
                    Rozwód dla osoby wierzącej to nie tylko sprawa obu małżonków ale także Boga.
                    Widzisz różnicę?

                    >Nie widzę nic absurdalnego w porównywaniu liczby rozwodów w krajach o różnym
                    stopniu zamożności. Przy Twoim założeniu nie miałaby sensu żadna analiza
                    porównawcza.

                    Myślałam że wyłozyłam łopatologicznie...
                    KAŻDA analiza porównawcza coś pokazuje. Nie ma wątpliwości co do liczby
                    rozwodów w poszczególnych krajach. To są fakty, z faktami się nie dyskutuje ;-)
                    W Polsce jest mało rozwodów w porównaniu z resztą unijnej Europy.
                    Ale statystyka taka podaje wyłącznie suchą liczbę. Nie dowiemy się z niej jaka
                    jest rzeczywista sytuacja rodzin. Ile rodzin jest naprawdę rodziną a ile tylko
                    na papierze w urzedzie. Dlatego nie spodobał mi się Twój komentarz w pierwszym
                    poscie - że w Polsce nie jest tak źle. Bo mi się wydaje, ze nie jest też tak
                    cudnie jak pokazują liczby.

                    >Więc na jakiej podstwawie twierdzisz, że gdyby w Polsce były lepsze warunki
                    życiowe, to zwiększyłaby się liczba rozwodów?

                    Dlatego, że teraz sa rodziny, które nie rozwodzą się ze względu na sytuację
                    ekonomiczną.

                    >Logicznie myslący człowiek stwierdziłby: przykład Niemiec i Francji pokazuje,
                    że liczba rozwodów mogłaby wzrosnąć, z kolei przykład Włoch i Irlandii
                    pokazuje, że równie dobrze liczba rozwodów w Polsce mogłaby być zbliżona do
                    obecnego poziomu.

                    j.w.
                    Skoro we Włoszech i Irlandii nie ograniczają ewentualnych rozwodników warunki
                    materialne, tak jak teraz w Polsce, to są PODSTAWY aby twierdzić, że po
                    usunięciu jednego z czynników niesprzyjających, liczba rozwodów opartych na tym
                    czynniku się zwiększy.

                    >Piszesz, że widzisz, co się dzieje w Polsce. A ja się prosto pytam: co to jest
                    za argument? Czy uważasz, że na podstawie Twojego osobistego doświadczenia
                    możesz wyciągnąć wiarygodne wnioski? Takie podejście trąci niestety
                    egocentryzmem.

                    Dziękuję. Zdrowy egocentryzm zawsze się przydaje ;-) nie wiem tylko co do tego
                    ma moje osobiste doświadczenie. Jeżeli chodzi o rozwód to nie mam żadnego
                    osobistego doświadczenia.
                    W przeciwieństwie do Ciebie dla mnie bardziej miarodajne jest porównanie
                    państw, gdzie jest podobna sytuacja ekonomiczno-religijno-mentalna. To wszystko.

                    >Nie rozumiem, jaki związek widzisz między danymi na temat aborcji a danymi na
                    temat liczby rozwodów? Sugerujesz, że w Polsce istnieje podziemie rozwodowe ;-
                    )?

                    Nie, sugeruję że suche dane statystyczne czasami pięknie fałszują realny obraz.

                    >Jakiej "prawdy" mam się nie bać?

                    Tej co nie mydli oczu.
                    Opierając się na tym wątku, to myślę, że w sprawach odczytywania statystyki, to
                    jednak jestem bliżej prawdy niż ty. Choć monopolu na prawdę nie mam ;-)

                    Pozdrowienia :-).
                    • Gość: preemption Re: Kobieca intuicja a dane statystyczne IP: *.ipt.aol.com 18.06.06, 01:58
                      Uważasz, że katolicyzm jest religią nakazów i zakazów. To jest zwykły
                      stereotyp. Katolicyzm jest przede wszystkim religią miłości. To nie nakaz
                      zewnętrzny umacnia katolika w sprzeciwie wobec rozwodów. Katolik stara się
                      postępować zgodnie ze swoim sumieniem. Dla niego dobrem jest sakrament
                      małżeństwa oparty na miłości. Z tego względu broni nierozerwalności małżeństwa
                      a nie z powodu jakiegoś nakazu. Patrzysz literalnie na formułę, wypowiadaną
                      podczas ślubu kościelnego, pomijasz jednak głębszy sens tego sakramentu.
                      Kobieta i mężczyzna, którzy zawierają sakrament małżeństwa, składają przysięgę
                      przez Bogiem, a w chrześcijaństwie Bóg jest miłoscią, doskonałą miłością, z
                      kolei człowiek jest niedoskonały i grzeszny, więc jego miłość też jest
                      niedoskonała, dlatego miłość Boga umacnia miłość ludzką, i w ten sposób pomaga
                      przejść kobiecie i mężczyznie także przez trudne okresy w ich życiu. Co z tego
                      wynika? W znaczeniu religijnym katolika umacnia miłość Boga, a nie jakiś nakaz.

                      Komentarz w pierwszym poście jest dobry. Jest lekko prowokujący i zachęca do
                      rozmowy :-).

                      To przypomina mi trochę wróżenie z fusów. Ja odnoszę się do konkretnej sytuacji
                      w Polsce. Ty z kolei bawisz się w gdybanie. Pewnie, że są związki, które trwają
                      ze względu na sytuację materialną, jednak nie mamy żadnej wiedzy na temat skali
                      tego zjawiska. I stąd było moje pytanie o Twoje osobiste doświadczenie: Czy
                      wyrażasz taką opinię, bo znasz wiele takich małżeństw. Nie pytałem się o Twój
                      stan cywilny :-).

                      Ty uważasz, że o postawie Polaków w sprawie rozwodów w istotnym stopniu
                      decydują pieniądze. Z kolei ja uważam, że tym głównym czynnikiem jest system
                      wartości. Swoje przekonanie opieram na porównaniu danych w krajach
                      konserwatywnych kulturowo z krajami liberalnymi kulturowo. Nadal jednak nie
                      wiem, na jakiej podstawie Ty opierasz swoją opinię.
                      • Gość: preemption Re: Kobieca intuicja a dane statystyczne IP: *.ipt.aol.com 18.06.06, 02:05
                        Jeszcze jedno. Sorry za tak późną odpowiedź :-)
            • oktomvre moda 04.06.06, 13:24
              obrała nieco inny kierunek, niezawierania formalnych związków...
              • Gość: preemption Oczywiście masz rację IP: *.ipt.aol.com 04.06.06, 15:05
                I to też jest poważny problem. W Polsce coraz więcej osób decyduje się na życie
                w nieformalnych związkach partnerskich i coraz więcej Polaków opóźnia decyzję o
                zawarciu cywilnego lub kościelnego związku małżeńskiego.
                • beatrix13 Re: Oczywiście masz rację 04.06.06, 17:58
                  <to nie jest problem
                  <tak wyglada rozsądne podejście do życia
                  • Gość: preemption Dla mnie jednak problem IP: *.ipt.aol.com 04.06.06, 19:08
                    Nieformalne związki różnią sie od formalnych związków m.in. trwałością.
                    Znacznie łatwiej zakończyć nieformalny związek partnerski niż wziąć rozwód. Z
                    tego punktu widzenia zwiększająca się liczba związków partnerskich jest
                    problemem. Poza tym na Zachodzie coraz więcej dzieci rodzi się w związkach
                    partnerskich. W Polsce na szczęście związki partnerskie, które mają dzieci, są
                    jeszcze rządkością. Najgorszy scenariusz, jaki sobie można wyobrazić, to
                    rozpadający się związek partnerski, który ma już dzieci. Wtedy
                    dzięki "mądrości" rodziców dramat przeżywają ich własne dzieci.

                    • beatrix13 Re: Dla mnie jednak problem 04.06.06, 19:20
                      *z tego co napisałeś trwalsze są zwiazki formalne ,bo trudniej się rozwieźć niz
                      zakończyć zwiazek nieformalny;
                      <zastanów sie nad tym,proszę i co to wsspólnego z twoimi początkowymi postami o
                      wpływie katolicyzmu na mniejsza ilość rozwodów;
                      *piszesz,ze to dramat dzieci ,kiedy rozpada się zwiazek partnerski,
                      a ja zapytam Ciebie,czy szczęście to zycie w na siłę podtrzymywanym wiejacym
                      chłodem emocjonalnym wsród awantur?
                      • Gość: e.beata Re: Dla mnie jednak problem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.06, 21:52
                        mam wrazenie, że preemptionowi się wydaje, że ludzie rozwodzą się z powodu
                        głupstw - a powinni trwać w szczęśliwym stadle aż do śmierci.

                        Ja też jestem za tym aby związki szczęśliwe, i także te mniej szczęśliwe trwały
                        aż po grób ;-)
                        Ale rozmawiamy o tych, gdzie się nie udało.
                        Rozwód jest na samym szczycie stresogennych sytuacji. Nikt przeciez pochopnie
                        się nie rozwodzi. Ludzie próbują ratować związek.
                        Ale życie w związku niszczącym partnerów i dzieci, uważam za absurd.
                        Rodzina w której nie ma uczucia a rodzice są dla siebie wrogami na pewno nie
                        sprzyja dzieciom.

                        • Gość: preemption Re: Dla mnie jednak problem IP: *.ipt.aol.com 04.06.06, 23:31
                          Naprawdę wierzysz w to, ze 70 % Belgów rozwodzi się z poważnych problemów?
                          Naprawdę wierzysz w to, że ci wszyscy ludzie rozstają się, ponieważ są u nich
                          wieczne awantury, ze względu na przemoc przemoc i alkoholizm? Z twojej opinii
                          wynikałoby, że zdecydowana większośc Belgów to sadyści, cholerycy, awanturnicy
                          i alkoholicy. Dodam od razu, żeby nie było nieporozumień, że nie jestem
                          przeciwnikiem rozwodów w takich sytuacjach.

                          Czy jesteś w stanie przyznać, że ludzie biorą też rozwód z bardziej banalnych
                          powodów? Czy muszę pisać Ci o tych innych przyczynach? Mam nadzieję, że sama
                          potrafisz je dostrzec.

                          • oktomvre Re: Dla mnie jednak problem 05.06.06, 00:41
                            Idąc tym tropem rozumowania należałoby zapytać, po co ludzie wstępują w
                            formalne związki? Czy czynią to z silnej potrzeby bycia i wytrwania razem na
                            dobre i złe? Czy też, jak to okresliłeś, z bardziej banalnych powodów?
                            • Gość: preemption Re: Dla mnie jednak problem IP: *.ipt.aol.com 18.06.06, 02:09
                              Nie przesadzałbym ze snuciem pesymistycznych wizji. Najprawdopodbniej większość
                              z miłości.
                          • Gość: e.beata Re: Dla mnie jednak problem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.06, 22:34
                            Czy dla Ciebie odpowiednią przyczyną rozwodu może być tylko przemoc i
                            alkoholizm?
                            • Gość: preemption Re: Dla mnie jednak problem IP: *.ipt.aol.com 18.06.06, 02:14
                              Nie odpowiedziałaś na moje pytanie ;-).

                              Tu widać kolejną różnicę. Oboje twierdzimy, że jesteśmy przeciwnikami rozwodów.
                              Ja jednak toleruję rozwody w wyjątkowych sytuacjach, Ty z kolei jest w gruncie
                              rzeczy za łatwymi rozwodami.

                              Oczywiście, że są jeszcze inne przypadki. W tych innych przydkach Kościół może
                              nawet unieważnić sakrament małżeństwa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka