Dodaj do ulubionych

Czy śmierć to koniec czy początek...

IP: *.orange.pl 29.11.06, 19:21
Sa religie, któreych wyznawcy nie boja sie smierci,
ba gdy w zaleznosci od tego za co gina sa pewni przywilejów po...

W naszej wierze, tez raczej powinnismy sie, nie powiem cieszyc,
ale na pewno nie martwic w wielu wypadkach!

Bo czy to zyciem doczesnym lub w wyniku wstawiennictwa,
czyli modlenia sie kogoś w naszej intencji,
mamy zapewnione niebo... raj...
Obserwuj wątek
    • absztyfikant Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:23
      Koniec.
    • praszczur1 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:24
      A kto to wie ........
      • absztyfikant Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:25
        Udowodnic?:))))))
        • ja_aska Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:28
          koniec.
          PS a my czekamy nadal na mesjasza:-)
          PS.2. a co będzie jak mesjasz okaże się kobietą?
          • Gość: andreas Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.orange.pl 29.11.06, 19:34
            obawiam sie, ze jak mesjasz bedzie kobieta,
            to nikt nie zwróci uwagi i... dalej bedziecie czekać!

            Kleyff fajnie spiewa, ze tyle mesjaszy i madrali,
            to czemu tyle wojen...

            Moze jak mesjaszem byłaby kobieta,
            to byłoby jakos spokojniej na swiecie,
            kobiety jakos mniej budza agresje w ludziach!
            No, oprócz kilku wyjatków, kilku...
          • absztyfikant Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:52
            Mesjaszem bedzie czarnoskora Zydowka o lesbijskich sklonnosciach:))))
          • Gość: . Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 20:31
            ad. PS.2.
            Sądzę, że wątpię.
            • ja_aska Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 20:32
              a ja bym chciała.
              • Gość: . Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 20:55
                Liczysz na większe chody?
          • Gość: . Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 20:51
            ad. 1.
            Chcecie jeszcze lepiej i więcej, niż macie aktualnie (!!!?)
            • ja_aska Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:01
              a co w tym dobrego?
              • Gość: . Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 22:22
                Czekacie na Mesjasza.
                Tak wiem.
                "a co w tym dobrego" - tu się trochę nie mogę połapać...
                • beatrix13 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:27
                  ja czekam na Godota,
                  mesjasz nie leży w zestawie moich oczekiwań
                  • Gość: . Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 22:31
                    Oczekiwanie na cokolwiek to jednak jakaś nadzieja, taka smutniejsza ale
                    nadzieja.
                    Nadzieja grzeje...
        • Gość: andreas Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.orange.pl 29.11.06, 19:28
          rzeczywiscie tak po prawdzie, uznajemy sie za katolików,
          ale smierc chyba postrzegamy, jako koniec...
          ale koniec wszystkiego!

          Prosze Absztyfie, udowodnij!
          Okaz prawde!
          • ja_aska Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:36
            chyba udawadnia się, że coś jest a nie, że czegos nie ma?
          • absztyfikant Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:36
            Musialbym cie zabic, a na to jest odpowiedni ustep w kk - nie mylic z Kosciolem
            katolickim. Nie mam zamiaru byc Prometeuszem i przez jakiegos andreasa pojsc do
            mamra.
            • Gość: andreas Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.orange.pl 29.11.06, 19:41
              spoko za mnie byłbys uniewinniony,
              a nawet nagrodzony przez niektórych!
              • swarozyc Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:46
                Jak mawiaja moi szwedzcy przyjaciele: "Smierc jest czescia zycia i trzeba sie
                nauczyc z nia zyc"..
                :-)
            • Gość: andreas ale IP: *.orange.pl 29.11.06, 19:53
              absztyfikant napisał:

              > Musialbym cie zabic...
              ============================

              Ale jak mnie zabijesz i masz racje,
              to MI nie udowodnisz ani nikomu!
              Bo jak mi udowdnisz, ze to koniec,
              jak mnie nie bedzie...

              Natomiast jak COŚ jest, to ja bede wiedział,
              że nie miałes racji!

              Czyli raczej osoba, która jest przekonana,
              że jednak smierc jest poczatkiem moze to udowodnic MI
              zabijajac mnie, aczkolwiek sama skazujac sie,
              tam doczesna kara to pestka,
              ale skazujac sie na wieczne potepienie!

              Natomiast osoba przekonana, ze ma racje, ze to koniec
              i nie mylaca sie, raczej nie jest w stanie MI tego udowodnic!
    • piotr33k2 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:27
      jedno i drugie.
    • 1.bazyl Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 19:59
      Moze nie koniec ani poczatek - ale srodek?
      Przejscie do innego wymiaru...

      Jedno tylko wiadomo na pewno - ze kiedys sami sie przekonamy:).
      • Gość: andreas Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.orange.pl 29.11.06, 20:03
        ale wyrazenie "przekonamy sie" sugeruje,
        ze bedziemy mieli swiadomośc jak jest!
        A z tym moze byc róznie,
        bo jak nic nie ma... to nie bedziemy mieli swiadomosci!

        A jak jest, to nie wiem... co bedzie....
    • Gość: Fugazi Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.06, 20:12
      Śmierć jest początkiem życia.
      Życia pozbawionego pozorów.

      Pozdrawiam
      Fugazi
      • ja_aska Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 20:19
        chyba początkiem "niezycia"?
        • Gość: Fugazi Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.06, 20:24
          > chyba początkiem "niezycia"?

          Nie żyjesz to teraz.
          Mam nadzieję że kiedyś się to zmieni.

          Pozdrawiam
          Fugazi
          • ja_aska Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 20:31
            ja zyję a nie zyję
            • Gość: Fugazi Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.06, 20:34
              > ja zyję

              Tak Ci się tylko wydaje.
              Egzystujesz - to dobre określenie. Zresztą nie tylko Ty.
              My wszyscy.

              Pozdrawiam
              Fugazi
              • ja_aska Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 20:48
                w przeciwieństwie do innych ja nie mam nadziei że to nie koniec albo, ze moja
                egzystencja ma sens. więc po prostu żyję:-) może głupio ale czasami z fasonem.
      • Gość: Gryf Smierc jest z pewnoscia wyzwoleniem. IP: 217.153.6.* 29.11.06, 20:19
        .



        Prawda ,dla czlowieka jest tym ,co czyni z niego czlowieka.
    • Gość: . Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 20:34
      Dwa w jednym.
    • 1.bazyl Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 20:44
      Kiedys myslalam, ze jest tylko piach, koniec - i nic wiecej. Teraz mysle o
      smierci jak o przejsciu przez brame, o transformacji - koncu i poczatku zarazem.

      Ale to prawda, co Andreas pisze - w wierze katlickiej nie wyraza sie przesadnej
      radosci z faktu staniecia u oblicza Pana :). "Z prochu powstales, w proch sie
      obrocisz" - wlasciwie mozna to rozumiec jako przyklad podejscia bardzo
      materialistycznego.
    • Gość: XXL Co było pierwsze? kura czy jajko? IP: *.globalconnect.pl 29.11.06, 20:44
      :-)
      • 1.bazyl Re: Co było pierwsze? kura czy jajko? 29.11.06, 20:52
        Kaczor :).
        • Gość: XXL Re: Co było pierwsze? kura czy jajko? IP: *.globalconnect.pl 29.11.06, 20:54
          bazyl napisała:

          > Kaczor :).

          taki liliput ale z taaaakimmmmmmmmmmm ogonkiem:-)
          • Gość: labatt Re: IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.06, 21:42
            Koniec........
    • piotr33k2 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 21:53
      najważniejsza jest świadomość ,jedna sie konczy druga zaczyna a obie o sobie
      nie wiedzą , i całe szczęście ,czasem tylko jakieś małe "deja wu"
    • mamoniowa303 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:15
      Przypomniala mi sie scena z "Sensu zycia " Monty Pythona, gdy kobieta otwiera
      drzwi, a za nimi stoi zakapturzony osobnik, ktory przedstawia sie jako Smierc.
      Kobieta wprowadza go do pokoju, gdzie siedzi jej maz i dokonuje prezentacji
      przybysza : To jest Pan Smierc. Pan Smierc jest zniwiarzem. :-)

      A czy smierc jest poczatkiem , czy koncem, to poki co, wedle uznania kazdego.
      Jak jest naprawde, przekonamy sie, gdy stanie sie ona faktem...
      • piotr33k2 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:18
        ale jak stanie sie ona faktem jaki by ten fakt nie był to nie podzielisz swoimi
        refleksami na ten temat ,przynajmniej w obecnje świadomosci , he he.
        • beatrix13 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:21
          dla wierzących w reinkarnację,to ani początek ani koniec,a przejście z jednego
          poziomu rozwoju duchowego na inny
          • Gość: . Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 22:28
            Czemu piszesz o reinkarnacji?
            Na tym forum są albo bsolutni ateiści (chociaż...)
            albo wierzący (mniej, czy bardziej) chrześcijanie.
            Tych wierzących w reinkarnację jest tu najwyżej ułamek procenta.
            • Gość: reinkarnacja Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.GtokyoFL33.vectant.ne.jp 13.12.06, 12:37
              Gość portalu: . napisał(a):

              > Czemu piszesz o reinkarnacji?
              > Na tym forum są albo bsolutni ateiści (chociaż...)
              > albo wierzący (mniej, czy bardziej) chrześcijanie.
              > Tych wierzących w reinkarnację jest tu najwyżej ułamek procenta.

              Ulamek? Chyba jednak nie. Nie czuje sie zadnym ulamkiem i znam wielu ktorzy w
              reinkarnajce wierza.
        • mamoniowa303 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:21
          za zycia tym bardziej nie moge sie podzielic pewnoscia jak jest naparwde:)
          • piotr33k2 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:28
            ale tu nie chodzi o pewność ,tę mają tylko "nawiedzeni" ,nie chodzi też o
            czysto akademickie pojęcie reinkarnacji bo to wykracza ponad tylko taką
            encyklopedyczną definicje .
            • beatrix13 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:30
              a dlaczego mam nie pisać,skoro taki pogląd wielu wyznaje,
              jest mi bliższy od niebieskich przestrzeni i diabłów gotujących w smole
              bezbożników
              • piotr33k2 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:37
                nie no, pisz beatrix , pisz , ja też uważam że musi być jakieś
                drugie "ja" ,chociaż niekoniecznie to musi być teoretyczne pojęcie
                reinkarnacji bo np. ludzi jest jednak coraz więcej a np. zwierząt ubywa i koło
                sie jednak nie zamyka, he he.
                • beatrix13 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:39
                  ale piotruś ludzi przybywa,
                  a nigdzie nie jest powiedziane,że twoje nastepne wcielenie nie może być w
                  ludzkiej skórze,
                  może kobieta np. będziesz
                  • piotr33k2 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:48
                    beatrix13 napisała:

                    > ale piotruś ludzi przybywa,
                    > a nigdzie nie jest powiedziane,że twoje nastepne wcielenie nie może być w
                    > ludzkiej skórze,
                    > może kobieta np. będziesz
                    jest roznica miedzy wzrostem populacji ludzi a ubytkiem populacji zwierząt wiec
                    bilans sie nie zgadza ,chyba że jak zwykle szczury przejmą nasza wymarzoną
                    reinkarncje w posiadanie, cholera jasna!
                • mamoniowa303 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:40
                  "Nawiedzeni" maja nadzieje, ateisci pewnosc
                  • piotr33k2 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:43
                    a inteligentni ?
                    • mamoniowa303 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:51
                      I tu jest rownosc, nawet inteligentnych smierc nie ominie
                      • piotr33k2 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:54
                        mamoniowa303 napisała:

                        > I tu jest rownosc, nawet inteligentnych smierc nie ominie
                        uciekasz ,nic sie od ciebie nie idzie "wywiedzieć", he he.
                        • mamoniowa303 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 22:59
                          Liczylam, ze jako bezposrednio zainteresowany rozwiejesz moje watpliwosci w tym
                          temacie
                          • piotr33k2 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 23:06
                            jak rozwieje jak sam je mam ,a ty ani nie masz wątpliwości nawet co do samych
                            wątpliwości ,wogóle jestes w tym temacie "bezosobowa" he he , a
                            jeszcze "bardziej wogóle" to nikt mnie tu nie rozumie i nikt mnie tu nie chce !
                            ide sobie.
                            • mamoniowa303 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 23:10
                              Andreas tak skonstruowal pytanie, ze mozna sobie pozwolic na dowolnosc :)
                              • Gość: . Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 23:35
                                Gdyby posłuchali Tuwima, to kto pisywałby tu - na forum!?
                            • beatrix13 Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 23:10
                              ja też sobie idę,
                              dobrą siatkówkę pooglądać naszych męskich złotek
    • whiteentrance Czy warto bać się śmierci? 29.11.06, 22:46
      Jeden taki Ajschylos powiedział kiedyś, że śmierć jest o wiele bardziej
      łagodnym przeznaczeniem niż tyrania.
      Woody Allen kiedy indziej powiedział, że są o wiele gorsze rzeczy od śmierci -
      np wieczór w towarzystwie sprzedawcy ubezpeczeń.
      • piotr33k2 Re: Czy warto bać się śmierci? 29.11.06, 22:52
        mnie osobiscie chumor ani postać woody alena wcale nie śmieszy,nudny banalny
        i nieciekawy ,jako aktor rownież .
        • Gość: empe42 Re: Czy warto bać się śmierci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.06, 22:55
          HUMOR
        • whiteentrance Re: Czy warto bać się śmierci? 29.11.06, 23:04
          życie to przyjemność, śmierć to spokój, najgorszy jest tylko ten stan pomiędzy
          jednym a drugim.
          • piotr33k2 Re: Czy warto bać się śmierci? 29.11.06, 23:15
            whiteentrance napisał:

            > życie to przyjemność, śmierć to spokój, najgorszy jest tylko ten stan
            pomiędzy
            > jednym a drugim.
            pierwsze nie do końca i nie koniecznie , drugie nie do końca pewne i tez nie
            koniecznie a trzecie dobre i oryginalne choć związane z tymi obydwoma .
            • hanka41 Re: Czy warto bać się śmierci? 29.11.06, 23:39
              Temat rzeka, nieskonczonosc i prawie banal. Fakt pozostaje faktem , ze od
              momentu narodzenia ( lub jak kto woli poczecia ?)chwila po chwili, dzien po
              dniu zblizamy sie do smierci. Moglby ktos pomyslec, ze powinnismy sie do tego
              przyzwyczaic i oswoic z ta mysla.Niestety, wiemy, widzimy, rozumiemy i za zadne
              skarby nie potrafimy sobie wyobrazic ze to n a s tez dotyczy.
              Osobiscie sklaniam sie ku reinkarnacji, a wlaciwie do przejscia na inny poziom.
              (Obawiam sie ze poniektorzy - na nizszy.) A teraz wyobrazcie sobie te spotkania
              z rodzina, przyjacolmi, wrogami. Wszyscy jestesmy " przezroczysci " widac
              wszystkie nasze mysli i poprzednie czyny....moze byc niezly obciach!
              Dobrej nocy wszystkim zyczy

    • oktomvre Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 29.11.06, 23:29
      Mam nadzieję, że do śmierci mi daleko, choć nikt nie zna dnia ani godziny,
      więc...
      Ale zdarzyło się, że poczułam się źle, bardzo źle. Tak źle, że życie stanęło
      mi przed oczami. Co czułam? Paniczny lęk, że to już może byc koniec. A przecież
      jeszcze się nie nażyłam, tyle rzeczy do zrobienia, tyle miejsc do zobaczenia,
      tyle spraw do załatwienia.... Chyba w komfortowej sytuacji są ludzie starzy,
      którzy czekają na smierć jak na wybawienie, często o tym mówią, że chcieliby
      odpocząć... tyle, ze ten stan - letargu... straszny, ale pewnie potrzebny, zeby
      przestac się bać i zacząć chcieć zmienić miejsce.
    • Gość: deus.ex.machine KONIEC IP: 80.53.41.* 29.11.06, 23:46
      hipotezy o niebie, piekle czy innych kombinacjach sa nielogiczne i irracjonalne.
      • beatrix13 Re: KONIEC 29.11.06, 23:48
        miłość też jest nielogiczna i nieracjonalna,a jednak ,jak sądzę,w nią wierzysz
        • Gość: deus.ex.machine Re: KONIEC IP: 80.53.41.* 30.11.06, 00:56
          w milosc? nie stac mnie na milosc - to kosztowna impreza.
          Poza tym milosc to nie kwestia wiary - wszystko sprowadza sie na poczatku do
          mieszaniny endorfin i serotoniny, potem nastepuje wyksztalcanie struktur
          neuronowych - nic specjalnego...
          • beatrix13 Re: KONIEC 30.11.06, 00:57
            tylko czy aż reakcja chemiczna?
            • Gość: deus.ex.machine Re: KONIEC IP: 80.53.41.* 30.11.06, 01:08
              a to juz zalezy wylacznie od Ciebie - polecam P.K.Dick'a - zlapiesz dystans do
              wszystkiego...
              • beatrix13 Re: KONIEC 30.11.06, 01:12
                "The man in the high castle" raczej nie powalił mnie na kolana,
                dobranoc
          • Gość: deus.ex.machine Re: KONIEC [addendum] IP: 80.53.41.* 30.11.06, 01:05
            zabraklo w tym koktajlu jeszcze katecholamin...

            Kochamy wyobrazenie drugiej osoby nie jej rzeczywista postac - tyle w temacie -
            milosc jest wybiegiem natury, sposobem na zmuszenie czlowieka do sensownej
            prokreacji co zwiazane jest z dlugim okresem opieki nad potomstwem.

            Nalezy miec swiadomosc dziejacych sie procesow i identyfikowac je jednoznacznie
            - wiara, milosc to pojecia nieprecyzyjne i przez to zostawiajace niemalze
            nieograniczona swobode interpretacyjna.
            • beatrix13 Re: KONIEC [addendum] 30.11.06, 01:09
              powiem tylko,że wielokrotnie przydałby mi się twój zimny racjonalizm,
              no i ujarzmienie endorfin,
              ech,o ileż zycie byłoby łatwiejsze i bezbolesne
              • Gość: deus.ex.machine [addendum] IP: 80.53.41.* 30.11.06, 23:13
                W czym klopot? wolisz ulegac instynktom, byc zwierzeciem ktore nie potrafi sie
                kontrolowac? - do Ciebie nalezy wybor Czlowiek czy Zwierze - Umysl czy Instynkt.
                • kiciara11 wg mnie becia ma racje 01.12.06, 15:44
                  tym razem.

                  Instynkty nie sa takie zle. To wlasnie one pozwalaja nam przezyc (ucieczka,
                  prokreacja itp.). Dzieki instynktom jestesmy ludzmi a nie maszynami, a w
                  polaczeniu z rozumowaniem nie jestesmy tez zwierzetami (choc tutaj wielu powie,
                  ze zwierzeta tez mysla - i slusznie).
                  Wole oddac sie milosci niz zimnemu racjonalizmowi.
                  Pozdrawiam cieplo.
                  • Gość: deus.ex.machine Re: wg mnie becia ma racje IP: 80.53.41.* 02.12.06, 01:17
                    ale ja mowie o czyms innym, mowie o tym by byc swiaodmymy tego co sie w nas
                    dzieje, tych wszystkich procesow, mowie o tym ze warto zdobyc sie na wysilek
                    samokontroli - poddawanie sie hormonom, emocjom bez samokontroli jest
                    destruktywne - nawet jesli dotyczyc to jednego z najbardziej kreatywnych uczuc
                    jakim jest milosc.
                    Jesli kochac to nie bezwarunkowo - jesli kochac to tylko z szacunkiem dla samego
                    siebie, jesli kochac to wylacznie w sposob przemyslany i odpowiedzialny a nie
                    bezmyslny. - umysl i milosc nie musza byc przeciwstawne - choc zazwyczaj tak
                    jest w praktyce.

                    Mylsenie... myslenie to zlozony proces - zwierzeta czuja, kochaja, nienawidza...
                    szympansy nauczone jezyka migowego (budowa krtani uniemozliwia im mowienie - ot
                    ciekawostka ze ludzkie szczenieta - niemowleta maja budowe krtani podobna do
                    malpiej - moga jednoczesnie przelykac pokarm i oddychac czego nie potrafia
                    dorosle osobniki) w kazdym razie szympansy poslugujace sie jezykiem migowym maja
                    i artykuluja to swiadomosc wlasnego istnienia!!! W tym kontekscie wlasnie
                    zatarciu ulega klasyczny podzial na zwierzeta i ludzi, podzial jest raczej w
                    innej, trudniej definiowalnej przestrzeni - czlowiek zdolny jest do podejmowania
                    dzialan ktore nie przyniosa ani teraz ani nawet w perspektywie zycia jednego
                    pokolenia dzialan - potrafimy (ok, nieliczni) operowac w daleko szerszym niz tu
                    i teraz horyzoncie czasowym - mamy swiadomosc uplywu czasu, przemijania...

                    Tak wiec uczucia sa ok ale nie moga byc usprawiedliwieniem do tego by nie
                    korzystac z umyslu i to umysl a nie uczucia musi byc nadrzedny...

                    I rowniez pozdrawiam cieplo!
                    • kiciara11 Re: wg mnie becia ma racje 03.12.06, 21:16
                      alez nawet przy najbardziej irracjonalnej milosci jestesmy swiadomi tego co sie
                      dzieje. Wiemy, ze sie kochamy np. platonicznie i robimy z siebie idiotow, ze
                      sie ponizamy aby zdobyc swoja upragniona milosc albo kochamy bezwarunkowo nie
                      majac poszanowania dla siebie... to moze spotkac kazdego - nawet
                      najbardziej "odpornego". Wiesz co? I to jest w sumie takie ludzkie... Jestesmy
                      ulomni, niedoskonali a przez to tacy naturalni i prawdziwi.

                      Panujesz dopoki trzymasz to w ryzach, a jezeli umiesz utrzymac to w ryzach -
                      znaczy, ze tak prawdziwie nie kochasz.
                      • Gość: deus.ex.machine Re: wg mnie becia ma racje IP: 80.53.41.* 04.12.06, 00:39
                        tak? no to trudno - musze zaakceptowac naturalne ograniczenia i umiec z nimi zyc
                        - przyjmuje z pokora stwierdzenie ze nie kocham prawdziwie - a skoro nei kocham
                        prawdziwe to znaczy ze kocham nieprawdziwie a to w prostej oznacza ze jestem
                        oszustem...
                        • kiciara11 Re: wg mnie becia ma racje 04.12.06, 12:09
                          oj... Slonce... jezeli kochasz racjonalnie i rozsadnie i jednoczesnie uwazasz,
                          ze prawdziwie to jestes wyjatkiem potwierdzajacym regule;)
    • enancjo Re: .. wyjście awaryjne .. 29.11.06, 23:48
      .. mam wrazenie, ze kazdy organizm ma tak zawor .. z
      jednej strony panika zwiazana z rzeczywistoscia ta tu
      i teraz i tylko nia, a z drugiej strony spokoj i jakby
      wchodzenie na sciezke ktora Cie potrafi zdziwic swoja
      stabilnoscia i spokojem .. i to takim, ze ta rzeczywista
      panika przestaje miec znaczenie ..
      .. dalej ...stety jeszcze nie bylem .. ale co sie odwlecze ...:))
      Enancjo

    • Gość: andreas kilka dni temu poczułem sie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.06, 00:33
      kilka dni temu poczułem sie bardzo źle, bardzo...
      i tak myslałem, ze umieram!

      Wiecie, moze to nie była smierc kliniczna,
      nie wyszedłem z siebie i nie bładziłem po dachach...
      ale poczułem taka przykrośc, żal...

      Tak jakos, ze tyle rzeczy jakos nie zrobiłem albo jakos nie tak,
      ze kogos złym słowem potraktowałem, a innemu nie dałem siebie
      albo tylko zaniechaniem...

      Zal tych gór, tej jesieni i zimy, tego lata...
      tego wszystkiego!

      Miłosci, ciepła i zaniedbanych uczuc czy chwil!

      Nie wiem, jakies takie uczucie nie spełnienia...
      żalu, jakos tak chyba, że cos ucieka, nie spełnione do konca!

      Cały sie spociłem... chyba ze strachu!

      Ale dzisiaj czuje sie świetnie!
      Obiecałem sobie wprawdzie, ze...
      ale wydaje mi sie, ze mam duzo czasu
      i własnie kupiłem sobie krewetki królewskie i sledzie w smietanie,
      szynke debowa i salceson ze starej wedzarni,
      kabanosy i rzodkiewke...
      i zaraz to wszystko zjem!!!!!
      • Gość: andreas Re: kilka dni temu poczułem sie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.06, 00:47
        a jutro pójde do japonskiej restauracji na kolacje!
        A pojutrze na piwko z przyjaciółmi!
        A w sobote balety!
        I do kina moze nawet do Pionierka na cos ambitnego!

        I kupie sobie płyte Czyżykiewicza Allez...
        i 3 edycje Gitara i Piórem!

        A moze nawet pojade do Łodzi na 10lecie wspaniałego miejsca,
        uduchowionego takiego Przechowalni!
        Nie, nie dojade to 1 grudnia, ale pojade tam, zawsze chciałem!

        Do Warszawy na Tulipana to chyba sie nie wybiore,
        a marze o Cieszynskim Niebie...

        Tak zrobie to wszystko!
        Musze zdążyc tyle jest pieknych chwil i częstotliwosci...
        Musimy zdążyc, ze swoimi marzeniami!

        Nie ma na co czekać....

        Ja lecę... nie moge nic opuscic, nic nie moge przegapic!
        • Gość: deus.ex.machine wspolczuje IP: 80.53.41.* 30.11.06, 01:14
          bedziesz mial zle sny jak sie tego wszystkiego najesz i pojdziesz spac -
          trawienie jest mocno obciazajace i powoduje koszmarne sny, ogolne zmeczenie itd
          - idz spac o 22, wstan o 4 rano, wez rower i pokrec sie dwie - trzy godzinki po
          lesie - powdychaj to nocno-poranne powietrze - o 6 bedziesz z niespotykana
          energia - w krotkim czasie zejdziesz do 4 - 5 godzin snu przy takim nakreceniu
          jak po kilku red bullach - to jest wlasnie fun! Yo Feel the Flow!!!
          A las zima jest super zreszta zawsze jest super - najlepsze jest jak sarna ci
          smignie metr przed toba!
          • Gość: andreas Re: wspolczuje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.06, 01:25
            wiem wiem nie pal, nie pij, nie uzywaj...
            umrzesz zdrowszy!

            Jak wracam z siłowni, po saunie czy masazu...
            tez tak czuje, jak by mi sarna przebiegła!

            Ale prawda jest, ze dawno nie byłem w szczecinskim lesie...
            jeździłem gdzies w góry,
            a kiedys biegałem od Arkonki do Głebokiego,
            a nawet do polany harcerskiej!

            Dzieki za rade, czas sobie przypomniec dawne trasy!
            No, nie licze, ze wstane o 4 rano,
            ale jest sobota czy niedziela!
            • enancjo Re: wspolczuje 30.11.06, 07:15
              .. za duzo planow .. i to takich ktorych nie da rady
              wykonac .. bo to lub tamto wadzi .. stad ta rozsypka
              i zale ... ja tam wole wiedziec ze codziennie robie
              / mam chwile dla siebie, ot chocby 15 minut .. z czyms
              co lubie np gitara / 3 razy w tygodniu .. rzeczony tu
              poranny rowerek wokol glebokiego itd ..
              .. zaplanuj sobie cos co sprawi Ci przyjemnosc dzis,
              a jutro wymsl cos nowego .. mam kumpla ktory codziennie
              mknie rano do Gryfina poplywac .. pukam sie w glowe, ze
              wstaje o 0600 i gna tam by plywac .. ale twierdzi ze
              wlasnie dlatego wstaje .. wlasnie poplywac a nie do roboty
              i pomimo ze pukam sie w glowe jak o tym mowi, ale widze
              w tym jakis sens ...
              .. lepiej cos robic nic meczyc sie planujac jakies
              odrealnione chciejstwa ..
              Enancjo
    • Gość: poloneZ Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: 83.168.104.* 30.11.06, 06:02
      Jedno jest tylko pewne.
      Na początek życia nie mamy wpływu.
      Na śmierć niestety tak.
      • exman Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 30.11.06, 07:06
        A dlaczego wydaje się nam, że niby nasze narodziny stanowią czegoś początek ?
        Skąd ta pewność ? Nie chcąc bezpowrotnie zaginąć po śmierci cielesnej,
        wierzymy, ze nasze życie duchowe trwa wiecznie i tak to kolejne pokolenia
        zapłniają Kosmos swymi duchowymi bytami...bzdura ? Taki kosmiczny balon pełen
        duchów...trochę to śmieszne, prawda ? No więc chyba jednak śmierć jest tylko
        przejściem przez kolejne drzwi wtajemniczenia, drzwi poznania...Ladies and
        gentelmen, the Doors !...this is the End, my only friend.
      • exman Re: Czy śmierć to koniec czy początek... 30.11.06, 07:07
        a, i jeszcze jedno, przypomniała mi się piosenka z płyty Nicka Cave and the Bad
        Seeds "The Death is not the End"...miłego dnia, nie bójmy się nocy.
        • Gość: ... Re: Czy śmierć to koniec czy początek... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.06, 11:31
          Na szczęście nie wszystko możemy wyłumaczyć, nie na wszystko mamy wpływ. Dobrym przykładem jest miłość, jak napisała beatrix. O chemii można mówić w stanie zakochania, miłości partnerskiej, ale jest tyle różnych miłości...Czy jak pokochasz adoptowane dziecko to też chemia? A jak pokochasz psa, kota (bo to też miłość!) to z chemią nie ma to nic wspólnego, a jest emocja, uczucie.
          Nie wiem czy śmierć jest końcem. WIERZĘ, że nie jest. I to wystarczy. Jeśli kiedyś okaże się, że końcem jednak jest - trudno. Wiara, że końcem nie jest dała mi wiele, uczyniła moje życie piękniejszym i na -pewno nic na takiej wierzę nie tracę. Jeśli natomiast okaże się, że końcem nie jest - pięknie.
          Wszystko ma sens. Małe drzewko rosnie, kwitnie, owocuje. Z pestki owocu, która dostaje się do ziemi, wyrasta znów małe drzewko...Pory roku następują po sobie, każda maleńka rzecz na tym świecie ma sens. Dlaczego życie człowieka miałoby nie mieć? Bo jaki sens sprowadzić na świat tak doskonałą istotę, tak doskonale zaprojektowaną, która miałaby potem nieodwracalnie zniknąć?
          Na początku studiów (medycyna) zatkało mnie z wrażenia: machina doskonała! Każda żyłeczka, każdy pulsujący fragment MNIE czemuś służy. Każda komórka...I KAŻDA komórka maleńka, ciupuleńka może mnie zabić, wystarczy, że zacznie się dzielić poza planem...Niesamowite. I wtedy do końca uwierzyłem. Paradoksalne, nie? Im więcej wiedziałem, tym bardziej wierzyłem. Pasteur powiedział: malo wiedzy oddala od Boga, dużo wiedzy przybliża do Boga.
          Wiem, że wiem dużo. I wiem, że nie wiem jeszcze więcej. To moje "wiem" oddaliło od wielu ludzi widmo śmierci, ale została we mnie pokora. Bo jest granica nie tylko mojej wiedzy, ale wiedzy ludzkości, za którą spojrzeć nie możemy.
          Ciągle szukam, okładam się książkami, czytam artukuły, patrzę w oczy człowieka, którego życie zależy od tego czy ktoś znalazł już odpowiedź na to moje pytanie i kiedy już wiem, że nie znajdę, przychodzi moment na "proszę..." do Autora. I pojawia się pomysł. Czasem tak prosty, że aż mi głupio...I żadnej gwarancji. Ale działa.
          Z racji specjalizacji mam do czynienia z ludźmi, którzy w każdej chwili mogą dowiedzieć się: początek czy koniec. Moja praca na tym WIEM została nagrodzona tytułami, prestiżem. Ale mam świadomość, że to nie ma żadnego znaczenia, zawsze będzie jakaś granica, może ja tylko będziemy przesuwać, ale zostanie na zawsze.

          Czasem myślę, że najważniejsza chwila w życiu to będzie ta, kiedy zacznie się zatrzymywać krążenie, opadną maski, pozory, będziemy SOBĄ naprawdę, na tę jedną chwilę TU i wieczność TAM.
          Śmierć nie jest początkiem ani końcem. Tak myślę. Myślę, że jest ciężką, przerażającą bramą, którą musimy otworzyć. Wierzę, że od nas zależy co spotkamy za tą bramą. Może jedni - nic, a inni coś?
          • Gość: andreas tak moze masz racje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.06, 11:46
            tak moze masz racje, to nie chodzi co jest za ta brama....
            wazne to jest co przed nia i to najwazniejsze!

            Dlatego warto sobie zadac pytanie kim jestesmy i jacy jestesmy,
            bo chwile tu my tylko bedziemy,
            a ważne przeciez nie tylko dla nas,
            ale i dla nas otaczajacych ludzi
            w jakim stylu tu jestesmy!

            Czy jak ktos kogo sie nienawidzi czy kochany i lubiany...
            Czy w pogoni za wymyslonym spełnieniem w postaci rzeczy...
            Czy otoczeni miłoscia, która zapewne jest nieodłacznym elementem
            naszego zycia, bo własnie miłośc i strach przed smiercia nami kieruja....

            Tak prawde napisałes, ze jest taki momemnt,
            gdy opada jakas maska i zadajemy sobie pytania...
            Niektórzy uciekaja od nich za zycia, nie dopuszcaja ich do siebie!

            Tylko narodziny i smierć, swiadomośc tego moze pozwala nam
            własnie byc ludźmi...
            bo wydaje mi sie, ze człowiekowi jednak pisane jest bycie dobrym!

            Bycie złym niszczy nas i ogranicza,
            czego przykładów jest nadwiele!

            I te dwa znaczniki byc moze jedynie pozwalaja nam
            okreslic siebie w tej przestrzeni dla nas niepojetej!
            • praszczur1 Andre a co Ty w takim depresyjnym nastroju ? 30.11.06, 12:00
              Wyjrzyj przez okno, słońce swieci, wyjdż troche na spacer, dotleń się, na masaż
              pójdż,na szaszłyk, pogadaj z kims żywym, realnym, popatrz na panienki, albo
              opieprz kogoś, odreaguj. A Ty o sensie życia.Rusz d..ę sprzed komputra i wyjdż
              na real.:-))
              • naganna Re: Andre a co Ty w takim depresyjnym nastroju ? 30.11.06, 12:12
                Dzisiaj znalazłam taki artykuł: www.nautilus.org.pl/
                Zwłaszcza ten drugi wątek nastroił mnie pozytywnie....
                Jest wiele świadectw na to, że tylko z punktu widzenia ziemskiego życia to, co
                teraz mamy jest życiem, a to po drugiej stronie to śmierć.

                Może nie liczy się co będzie na końcu, ale jak do tego dojdziemy.
                "Nie droga jest trudna, ale trudności są drogą".

                Czy czekamy na mesjasza...?
                A czy lepiej żyłoby się ze świadomością, że wszystko co dobre i mądre już
                zniknęło z tego świata?Czy że jeszcze nadejdzie?

                Czekajmy więc na Godota... ;)

                • naganna Re: Andre a co Ty w takim depresyjnym nastroju ? 30.11.06, 12:13
                  Chodziło mi o "ZNAK" po lewej stronie.
          • Gość: deus.ex.machine ... IP: 80.53.41.* 30.11.06, 23:33
            Jako ludzie musmiy stawac sobei trudne pytania i umiec przyjac z pokora prawde.
            Postuulatywn9e fajnie byloby gdyby bylo tak jak piszesz ale caly wszechswiat
            wskazuje ze celem zycia jest smierc i kolejne narodziny - nie ma zadnych
            wyzszych celow - to my z naszym niedostosowanym intelektem stworzyslismy te
            zakamrki i zaulki w ktorych mamy takie a nie inne kombinacje.
            Zatrzymaj sie na chwile, uspokoj, obejrzyj za siebie i dostrzez pustke
            nieistnienia - nieistnienie oznacza nieodczuwanie nieistnienia... czy to zle?
            Najblizsza temu jest koncepcja nirwany... celem naszych narodzin jest smierc...
            czy smierc boli? a czy sen jest bolesny? czy ten fragment snu w ktorym nasz mozg
            nie sni, czy jest bolesny? kazdego dnia zaspiajac mamy przedsmak tego czym jest
            smierc - stanem w ktorym nie czujemy ze nas nie ma...

            PS

            Pamietajmy ze w ciagu najblizszych 50 - 100 lat czlowiek bedzie mogl byc
            dlugowieczny, byc moze jesli zechce niesmiertelny...

            PS2
            Czy stracisz swa wiare jesli te ciupulenkie komorki bedziemy mogli zmieniac?
            modyfikowac w zywym organizmie? ksztaltowac nasze ciala wg wolnej woli,
            regulowac i cofac procesy starzenia, gdy bedziemy mogli dowolnie manipulowac
            materia na poziomie pojedynczych atomow?

            PS3
            Czy czlowiek jest doskonaly? czym jest doskonalosc? czy naprawde tak trudno
            zobaczyc jak niedoskonali jestesmy? - dlaczego np nasze oczy nie widza w
            podczerwieni i ultrafiolecie? dlaczego tak latwo uszkodzic delikatna strukture
            naszych jader komorkowych? - pytan jest coraz wiecej a nie coraz mniej... albo
            staramy sie poznac i zrozumiec nas samych albo wyieramy wiare... i wtedy dziala
            sprzezenie zwrotne w rodzaju: "Et mortuus est Dei Filius, prorsus credibile est,
            quia ineptum est. Et sepultus resurrexit; certum est, quia impossibile est"
            • Gość: ... Re: ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.06, 14:36
              Ja myślę - tak, Ty - inaczej. Nie przekonuj mnie, że myślę źle. A ja nie będę przekonywał Ciebie, że jesteś w błędzie. Tak naprawdę ani Ty, ani ja NIE WIEMY.

              Nie wiem czy stracę kiedyś wiarę, nie mam patentu na prawdę i nie znam przyszłości.

              Ja nie widzę za sobą nieistnienia.
              A czy sen jest bolesny? Oj, potrafi być...Nie miałeś nigdy koszmarów? To masz szczęście.

              We śnie JESTEŚMY. Jak najbardziej. Tobie się nigdy nic nie śni?

              Długowieczność niczego nie zmieni. Biologiczna nieśmiertelność byłaby koszmarem gorszym niż piekło.

              A co do zmiany maleńkich komórek, jak piszesz, zapewniam Cię, że ani Ty, ani ja tego nie doczekamy.
              A nawet gdybyśmy doczekali, natura na pewno coś wymyśli, wirusa, bakterię...Ziemia nie jest taka duża.

              Czyli jedno jest pewne: śmierć i podatki. :)
              Pozdrawiam.
              • Gość: andreas Re: ... IP: *.orange.pl 01.12.06, 14:48
                ale wyglada, ze z wiara czy przekonaniem ze sie wie,
                jest jakby lepiej i raczej kazdy ma swoja wersje...
              • Gość: deus.ex.machine Re: ... IP: 80.53.41.* 02.12.06, 00:56
                Zgadza sie i nie probuje Cie przekonac, natomiast probuje polemizowac z
                argumentami ktore przedstawiasz.

                Sen... pisze o tej czesci snu w czasie ktorej nie snimy, tej czesci ktora
                przypomina smierc - nie nawiazuje w zaden sposob do marzen sennych.

                Dlogowiecznosc moze w koncu dac ludziom szanse na zerwanie z misterium
                gromadzenia majatku, tego co zwiazne z spadkiem, temu co dotyczy potomstwa, moze
                w koncu ludziom zachce sie czynic dobrze tu i teraz.

                Heh, poczytaj o nanotechnologii - to kwestia najblizszych kilkudziesiciu lat -
                moim zdaniem maks 25.

                Podatki i smierc (powoli trzeba zaczac sie przyzwyczajac ze przy smierc pojawiac
                sie zacznie watpliwosc i moze znak zapytania).
                • Gość: deus.ex.machine przepraszam za orta IP: 80.53.41.* 02.12.06, 01:00
                  omsknal mi sie palec ale mimo wszystko wstyd
                  • Gość: ... Re: przepraszam za orta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.12.06, 11:04
                    Nanotechnologia... Jestem lekarzem, nauczycielem akademickim. Masz jeszcze pomysł o czym miałbym poczytać?

                    :))))))

                    W wolnych chwilach czytam "Mikołajki". Polecam.
                    Pozdrawiam

                    P.S.
                    Ilekroć ma mnie spotkać coś złego, zupełnie nieoczekiwanego, śni mi się dziadek, tak mniej więcej dwa dni przed. Oczywiście, można powiedzieć, że intuicja, tylko skąd intuicja mogłaby wiedzieć, że mój najlepszy przyjaciel zginie na przejściu dla pieszych, przejechany przez pijaka, że mój zdrowy, silny pies dostanie zawału, skoro nigdy nic się z sercem nie działo, że reakcja uczuleniowa mało mnie nie zabije, skoro nigdy na nic nie byłem uczulony...?
                    • Gość: deus.ex.machine :| IP: 80.53.41.* 02.12.06, 14:44
                      bez watpienia polecam lektury na tematy: nanotechnologia, genetyka i biologia
                      molekularna oraz sztuczna inteligencja - to chyba jasne kierunki rozowju
                      cywilizacji w najblizszym wieku - a co do: "Nanotechnologia... Jestem lekarzem,
                      nauczycielem akademickim. Masz jeszcze pomysł o czym miałbym poczytać?"
                      To nie rozumiem - to mialo byc usprawiedliwienie nieczytania? Jesli tak to
                      jestes nauczycielem akademickim ale zdecydowanie nigdy nie bedziesz mentorem -
                      nie posiadajac ciekawosci swiata jak chcesz ja zaszczepic w swoich uczniach?
                      Jak bardzo sledzisz swoja branze? nowe metod/sposoby diagnostyki? nowe pomysly
                      na wizualizacje juz posiadanych danych? nowe leki?

                      wsrod inzynierow czesto krazy zart: "jak pomysle jakim jestem inzynierem to boje
                      sie pojsc do lekarza" - niestety ten zart to smutna prawda... a lekarz czesto w
                      przecwienstwie do inzyniera ma mniej danych, mniej metod obiektywnej weryfikacji
                      swojego dzialania... jesli mamy kiepskich inzynierow to jak bardzo mamy
                      kiepskich lekarzy...?

                      Swiat jest dynamiczny - medycyna zazebia sie z fizyka, chemia i matematyka -
                      trzeba byc interdyscyplinarnym jesli jest sie nauczycielem akademickim -
                      poszerzac a nie zaciesniac horyzonty...

                      PS
                      mam zawsze prosta propozycje - prosze trafic trzy razy pod rzad glowna wygrana w
                      lotto - wtedy mozemy zaczac rozmawiac o intuicji - czyli de facto o
                      krotkoterminowym przewidywaniu przyszlosci...

                      • Gość: ... Re: :| IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.06, 12:59
                        Gość portalu: deus.ex.machine napisał(a):
                        > To nie rozumiem - to mialo byc usprawiedliwienie nieczytania? Jesli tak to
                        > jestes nauczycielem akademickim ale zdecydowanie nigdy nie bedziesz mentorem -
                        > nie posiadajac ciekawosci swiata jak chcesz ja zaszczepic w swoich uczniach?
                        > Jak bardzo sledzisz swoja branze? nowe metod/sposoby diagnostyki? nowe pomysly
                        > na wizualizacje juz posiadanych danych? nowe leki?
                        >

                        :))
                        To miało znaczyć, że się interesuję, królu złoty, nawet gdybym bardzo nie chciał - muszę.
                        Mnie ubawiło wskazywanie mi lektur zawodowych i temtów do przerobienia. Zawsze mnie bawi jak amator poucza zawdodwca.
                        Mam przyjaciela aktora. Kiedyś na jakimś prywatnym spotkaniu, ktoś ze znajomych zapytał go czy się zobaczą na widowni na premierze czegoś tam...Przyjaciel odpowiedział z uśmiechem, że raczej nie, na to ten ktoś pouczył biedaka, że powinien być, bo to wielkie wydarzenie, że jak go nie będzie, to znaczy, że się nie ineteresuje i takie tam...A mój przyjaciel nie mógł być na widowni, bo w tym grał...

                        Oczywiście mamy kiepskich lekarzy, bankowców, inżynierów, nauczycieli, trenerów, budowlańców, kucharzy krawców i fryzjerów.
                        Ale na szczęscie mamy wspaniałych wytykaczy, co to wszystko widzą, wszystko wiedzą, wszystko ocenią i pouczą. Zupełnie za darmo.

                        Nie przejmuj się tak starsznie, bo Ci jeszcze zaszkodzi.

                        :)))))))))))))))))

                        Nie przejmuj się tak starsznie, bo Ci jeszcze zaszkodzi.
                        Miłego dnia.

                        P.S. Nadal polecam Mikołajki. Pozwalają nabrać dystansu i czasem się uśmiechnąć, a jako lekarz poświadczam, że śmiech to zdrowie.


                        • Gość: deus.ex.machine Re: :| IP: 80.53.41.* 04.12.06, 00:42
                          A to przepraszam - wiesz tepy chlop ze mnie - wyrwalem sie z burakow...

                          A co do wspanialych wytykaczy... no coz - czy wspanaily to nei wiem ale
                          stwierdzam ze skoro lekarz po raz trzeci zapisuje mi ten sam antybiotyk to
                          znaczy ze jest duren...albo pazerna swinia...
                          • Gość: ... Re: :| IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.06, 11:15
                            Gość portalu: deus.ex.machine napisał(a):

                            > A to przepraszam - wiesz tepy chlop ze mnie - wyrwalem sie z burakow...
                            >
                            > A co do wspanialych wytykaczy... no coz - czy wspanaily to nei wiem ale
                            > stwierdzam ze skoro lekarz po raz trzeci zapisuje mi ten sam antybiotyk to
                            > znaczy ze jest duren...albo pazerna swinia...

                            Pewnie i dureń i pazerna świnia. Nie brakuje takich. Ale najpewniej nie chce mu się w karcie doczytać, co dał poprzednio.
                            Lekarz rodzinny męczył pacjenta antybiotykami przez 5 miesięcy, durna baba rozwaliła mu odporność, florę bakteryjną, osłabiła jak diabli i nie skierowała na żadne badania...Pacjent trafił w końcu do szpitala, choć nie rodzinna go skierowała - zasłabł w pracy i przywiozła go karetka. Problem, dość drobny leżał gdzie indziej niż lokalizowała go pani - pożal się Boże - doktór. Usunięcie problemu trwało dwa dni, leczenie skutków leczenia - dłużej.

                            Mam swoje zdanie na temat lekarzy rodzinnych, wielu z nich znam i wiem, że się nie nadają. I nie mam na myśli wiedzy, ale właśnie pazerność. Niektóre przychodnie się sprywatyzowały i źle się stało. Liczą każdy grosz, nie kierują na badania, bo to umniejsza im kasę, rejestrują mniej numerków, bo muszą mieć miejsce na akwizytorów. Zdarza się, że chory czeka w poczeklani, z numerkiem, aż z gabinetu wyjdzie ten od farmaceutyków. Oj, źle...

                            A dla Ciebie rada - zmień lekarza.

                            Pozdrawiam.
                • Gość: andreas Nieistnienie nie boli, ale to nie jest forma snu! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.12.06, 15:18
                  nieistnienie nie boli i nie czujemy,
                  sen nie jest forma nieistnienia tylko jest forma
                  raczej istnienia, ale spania!
                  • Gość: deus.ex.mechine Re: Nieistnienie nie boli, ale to nie jest forma IP: 80.53.41.* 02.12.06, 15:43
                    lol - niech bedzie - choc akurat w fazie NREM zanika swiadomosc wlasnego
                    istnienia i o ten efekt mi chodzilo...
                  • Gość: deus.ex.machine Re: Nieistnienie nie boli, ale to nie jest forma IP: 80.53.41.* 02.12.06, 15:43
                    lol - niech bedzie - choc akurat w fazie NREM zanika swiadomosc wlasnego
                    istnienia i o ten efekt mi chodzilo...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka