malevich
02.10.04, 12:58
Wczoraj do moich drzwi zapukał dwudziestoparoletni chłopak (nie lubię
oceniania po wyglądzie, ale trochę wyglądał na adepta poprawczaka)powiedział,
że reprezentuje fundację na rzecz porzuconych dzieci i że prosi o wsparcie.
Dał mi jakiś plik kartek, ale coś takiego to ja też mogę wydrukować. Ponieważ
wyrażał sie troche niejasno (ale był b.grzeczny i smutny) zapytałam co
włąsciwie miałabym zrobić - a on na to wystarczy się podpisać by wyrazić
popracie. Ja na to - ok. podpisać się mogę. Wpisał moje imię i nzawisko i już
miałam się podpisać, kiedy zauważyłam, że przy innych nazwiskach jest kwota
20 zł. Zapytałam czy mam wpłacić taka sumę? A on - że to minimalna cegiełka i
że dostanę upominek. Powiedziałam mu, że nawet nie mam tyle w portfelu, co
zreszta było zgodne z prawdą. Co o tym sądzicie? U Was też był? 20 zł to
naprawdę juz dość duży datek... No i nie jestem pewna "szlachetności" tej
fundacji. No i podalam kolesiowi dane - o ja głupia! Ale to chyba na
szczęście jest najmniejszym problemem.