plazzek
29.09.08, 16:03
Nowy wydawca internetowego wydania "Dziennika", Marta Bratkowska,
zabroniła pracownikom cytowania nazw: "Gazety
Polskiej", "SuperExpressu" i "Faktu" w leadach, tytułach i
nadtytułach. Oznacza to, że w treściach, które ukazują się na
głównej stronie portalu dziennik.pl, nie pojawi się źródło
informacji pochodzących z wyżej wymienionych gazet.
"Chodzi o to, by w pierwszych trzech linijkach leadu była
informacja, o co chodzi w artykule, a nie skąd jest ta wiedza"
tłumaczy Bratkowska. Na pytanie, dlaczego zakazała cytowania
właśnie "Gazety Polskiej", odpowiada: "Nie cytujemy gazet
bulwarowych i bardzo zaangażowanych politycznie". Hehe.
Ciekawa decyzja w obliczu tego, że sprzedaż Dziennika spadła w ciągu
roku o 50%. Dziennik miał sens, gdy pretendował do opinii pisma
prawicowego, konkurenta Gazety Wyborczej. W sytuacji, gdy Dziennik
stał się tubą PO, czytelnicy prawicowi odeszli, a centrolewicowi
powrócili do Wyborczej, bo po co im marna kopia, gdy mogą sięgnąć po
oryginał. Decyzja, która podkreśla stronniczość i nieobiektywność
redakcji gazety i portalu, na pewno pomoże niemieckiemu wydawcy
zamknąć przynoszący straty Dziennik.