yanga
29.07.07, 12:17
Już kilka razy zdarzyło mi się latać na wakacje z berlińskiego lotniska
Tegel. Zawsze byłam pod wrażeniem przestronnego, klimatyzowanego terminalu, z
dobrze zaopatrzonym barem i dużą halą sklepu duty-free. Ostatnio jednak
podczas czerwcowych upałów stanęłam wobec konieczności kilkugodzinnego
oczekiwania na mocno spóźniony lot do Warszawy. Na dworze żar leje się z
nieba, nade mną szklana kopuła malutkiego terminala B, brak klimatyzacji, lub
tak nieskuteczna, że niewyczuwalna,duty-free wielkości kiosku Ruchu, żadnego
baru. Napoje sprzedaje tylko automat, w którym półlitrowa butelka wody
kosztuje 2,5 e. Różnica między "normalnym", czyli spełniającym europejskie
standardy terminalem D była tak duża, że z nudów zaczęłam się przyglądać,
jakie to linie odlatują z tego akwarium, w którym smażyliśmy się z mężem
przez kilka godzin. No i teraz już wiem: polskie, czeskie, wegierskie,
ukraińskie, bułgarskie...