precyzyjny
10.09.07, 22:32
Pierwszy raz mi sie zdarzyly takie jaja w samolocie. a latam daleko
i czesto ....
na prosbe innego pazsazera przesiadlem sie na inne miejsce ( potem
sie okazalo co znaczylo ze chce siedziec kolo corki, wyczul pismo
nosem zaraz od poczatku...).
Otoz siedze wiec w czterosiedzeniowym rzedzie w srodku w duzym
A380 (?) za nami malzenstwo z dwojka dzieci, na oko 5-7 lat. Od
razu sie wszystkim rzucili jakos w oczy, byli z "dawnej
Jugoslawii", dziwnie niechlujnie i brudno odziani, dziko patrzacy
wokolo. Ani slowa po angielsku , ani slowa po niemiecku. Krzyczeli
cos do siebie w swym narzeczu. Straszy dzieciak zdzielil jesZcze
przed startem goscia kolo mnie, Australijczyka dobrze po 70. Facet
sie odwocil ale jak zobaczyl rodzicow to wymiekl. Dziewczynie obok
gownarz wylal wode za kolnierz.
Rodzice nic.
Zona tego goscia poszla do stewardess, ale te dziwnie nic- jakby
sie same baly.
Po posilku gosciu przegonil swych gowniarzy na bok a sam sie
polozyl spac. Smierdzaca skarpetke wetknal miedzy dwa srodkowe
siwedzenia w naszym rzedzie.
Gdy sie chcialem odchilic z oparciem do tylu, dzikus zaczal nagle
kopac w moje siedzenie i wrzesczec cos po swojemu....Odwracam sie,
normalnie dalbym chyba w ryja i spokoj, ale ten szaleniec mial
jakis nieopisany wyraz dzikosci na twarzy i odpuscilem. nawet ten
starszy facet mnie mitygowal zebym dal spokoj bo bedzie
nieszczescie. Stwy - cisza i spokoj, zadnej w poblizu, jakby
wymiotlo.
Dzikus po chwili zasnal, ja sie i tak odchylilem gotow do ataku-
obrony, ale jakos nic wiecej nie bylo.
Jaka powinna byc procedura w takich razach, skarzyc obsludze ?
Pisac do linii ze dzikich woza ?