Gość: Od Mamełe
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.05.07, 00:43
To ja powtarzam: Piszę subiektywnie o Anatewce w Łodzi (ul. 6 Sierpnia).
Jestem łodzianinem z
nienajgorszymi korzeniami i tradycjami/wspomnieniami dającymi jakie/takie
pojęcie o kuchni tego mniasta, także - żydowskiej. Oczywiiiście - trudno rzec,
co to kuchnia żydowska w tej części Europy
- galicyjska, konkgresówkowa, litewska, Łódzka etc. Inaczej też wyglądało
żydowskie jedzenie na skraju Wielkopolski i przedwojennego łódzkiego. To akurat
wiem. Multum smaków, ale też wyrazistość dań i zapachy.
Dlatego nie napiszę, ze razi mnie w Anatevce wyblakły czulent bez bigla
smakowego - aromatu cebuli i czosnku, bez drobiowych dodatków, malowniczo
zbrązowiałych kartofelków, smakujący w tej restauracji jak zwietrzałe resztki
sosu po zrazach zawijanych. Rosołek leciutki - kudy mu tam do dobrego i
przegryzionego od mamełe z fasolą. Gęsi pipek - zapomnij. A te pseudo Moryce i
Rotschildy? Lipa. Pominę też inne słodkawo - mdłe dania, bo może takie smaki
gziesz funkcjjonowały, ale moim żydowskim dinozaurom niczego rodzimego nie
przypominały. Kucharz jest goj - tak mi powiedziano.
Nie będę się pastwił nad samą nazwą - Anatevka (nazwa sztuczna i obca) w
takiej mieścinie, daleko od stepów rosyjskich i zupełmnie innych realiów
Łodzi???!!! - drażni i jest straszliwie pretensjonalna - tak samo jak nachalna
pozostaje reklama restauracji z malunkami na ścianie. No i te dzieweczki grające
na półce - pretensjonalne skrzypki na dachu... TANDETNE TO STRASZNIE Jak różne
są smaki i gusty. Jak
chyba mało jest znane prawdziwe żydowskie jedzenie i łatwo je udawać. Jak
banalnie można o tem pisać. Jak Kuchnia się czasem kompromituje
niesprawdzonymi banalnymi
recenzjami. Ach....