mamaemilii
14.09.07, 21:50
Może w siódmym miesiącu ciąży łatwo o nadmierne emocje, ale dziś mam ochotę
krzyczeć, kopać i gryźć. Najbardziej tych z sekcji child benefit w Social
Welfare.
Pisałam niedawno, że trzy miesiące temu dali znać, że nasz wniosek został
przejęty przez sekcję unijną (wniosek złożony 15 miesięcy temu). Przy czym
poproszono nas o dosłanie ewentualnie brakujących dokumentów. Z całej
długaśnej listy brakowało tylko listu od poprzedniego pracodawcy. Oczywiście
grzecznie przesłaliśmy takowy.
Dziś dostajemy nowe pismo, że wniosku nie można rozpatrzyć, bo nie mają
długiego (tak to się nazywa?), w każdym razie nieskróconego odpisu aktu
urodzenia dziecka. A po roku mojej bytności tutaj (o czym oczywiście
informowaliśmy dosyłając kolejne dowody mojego i Emilki istnienia w Irlandii)
proszą także o wypełnienie całkiem nowego wniosku przeze mnie (wcześniejszy
był wypełniony przez męża, który był w Irlandii wcześniej ode mnie).
Wiecie co, ja już nie mam siły... Co jeszcze się okaże za kolejne dwa, trzy
miesiące? Czego jeszcze nie będą mieli, a co do tej pory było zupełnie
niepotrzebne? Czy to tylko taka gra na zwłokę? Za trzy miesiące urodzę dziecko
i do czego dopiszemy wniosek o jego child benefit? Do nierozpatrzonego wniosku
pierwszego dziecka? Eh...
Gdyby nie to, że zostaję na 99% bez macierzyńskiego, to może bym sobie
odpuściła te nerwy, ale w tej sytuacji powolność i bezmyślność tutejszych
urzędników doprowadza mnie do szału. Przynajmniej dzisiaj.
Musiałam się wyżalić :(