21.11.09, 13:50
Osąd jest fundamentem piekła, korzeniem wszelkiego zła, każdego istniejącego
konfliktu. Wszyscy nieustannie osądzamy rzeczywistość i siebie nawzajem.
Osądzamy według niekończącej się listy zmiennych kryteriów. To lubimy, tamtego
nie. Rzeczywistość zostaje podzielona na tę część lubianą i część, do której
czujemy niechęć. Dzielimy dalej, bo wśród tego co lubimy, coś lubimy bardziej,
a coś mniej. Stopniujemy też nielubienie. Oceniamy nawet najbliższe, kochane
osoby. Nawet jeśli akceptujemy je prawie w całości, to zawsze znajdzie się
jakiś drobiazg, niby nieistotne ale wyłączone z akceptacji zachowanie. I zaraz
dodajemy, cóż nikt nie jest doskonały, takie jest życie. Miliardy ludzi,
wszyscy razem stwarzamy niewyobrażalnie wielką liczbę linii podziałów. W
efekcie widzimy podzieloną, fragmentaryczną rzeczywistość, której nie sposób
zrozumieć. Niemal każdy odczuwa mniejsze czy większe napięcie, spowodowane
ciągłym, nieprzerwanym osądem. Dla wielu jest to ciężar nie do zniesienia, bo
taki jest. Chorujemy, wpadamy w nałogi, wymyślamy absurdalne hobby. Szukamy
zadowolenia i szczęścia, które ciągle umyka, już prawie jest, ale nie, znów
oddala się gdzieś za horyzontem. Biegniemy dalej nie widząc, że sami niszczymy
to za czym dążymy. Dlatego niemal każdy, choć raz czuł w głębi siebie tę
przerażającą samotność, pęknięcie biegnące przez środek duszy. Nie sposób na
to patrzeć dłużej niż chwilę, więc zrywamy się do jeszcze szybszego biegu,
zmieniamy kryteria oceny, osądzamy inaczej, nowi partnerzy, nowe
zainteresowania, nowe znajomości, nowe wydarzenia, nowa praca, nowe miejsca do
obejrzenia.....nowe filmy, nowe książki....i tak bez końca, bez wytchnienia.
Nie widzimy, że to właśnie wszystkie nasze oceny, osądy, od najdrobniejszych
do tych najważniejszych, bez których uważamy, że nie da się żyć, oddzieliły
nas od świata niewidzialną siecią, to linie podziałów świata, którymi
otoczyliśmy się jak więziennymi drutami kolczastymi.

Jezus, Budda i wielu innych nauczało nas, że warunkiem wolności, szczęścia,
miłości, pokoju jest zaprzestanie oceny. To jest kluczem do ich nauk. Obrosły
one jednak komentarzami, rytuałami, instytucjami, tak by ta bardzo prosta
prawda nie została usłyszana.

Jeśli Bóg jest doskonały, to stwarza doskonale i rzeczywistość jest doskonała.
Jeśli, jak nauczał Budda, w każdym jest oświecona istota, budda, który jest
naszą prawdziwą naturą, choć chwilowo zakrytą chmurami niewiedzy, to tacy jacy
jesteśmy naprawdę, jesteśmy doskonali. Czy doskonałość można osądzić? Tylko
jako doskonałą. Ale po co wtedy w ogóle ją osądzać? Jest doskonała, jest więc
poza osądem. Jednak każda ocena doskonałości jako niedoskonałej, powoduje, że
doskonałość przestaje być widoczna. Zamiast doskonałości widzimy wtedy naszą
ocenę, naszą interpretację. I stwierdzamy: doskonałość nie istnieje, to stan
niemożliwy do osiągnięcia. Nie widzimy jak sami się oślepiliśmy. Osądzamy więc
dalej, biegnąc w szalonym błędnym kole. I dlatego można o nas powiedzieć:
patrzą, a nie widzą.

Porzucanie oceny, osądu przynosi ogromną ulgę, zmniejszają się napięcia,
dosłownie i w każdym sensie jest to uzdrawiające. Świat staje się coraz
bardziej przyjaznym, coraz bardziej zrozumiałym miejscem. Zaczynamy widzieć,
że każdy nam sprzyja. Nawet jeśli ktoś nas atakuje w jakikolwiek sposób, to
zaczynamy rozumieć, że nieustający proces oceniania uniemożliwia danej osobie
widzenie nas, takimi jakimi jesteśmy, bez etykiet, bez przebrań i masek. Ta
osoba tak naprawdę nie atakuje nas, atakuje wizerunki, interpretacje
rzeczywistości, które trzyma we własnym umyśle. I widzimy, że jest przez to
nieszczęśliwa, samotna, że cierpi, choć sama przed sobą udaje, że nie, bo
widzenie tego jest trudne do zniesienia. Widzimy, że krzywdzi siebie, a nie
nas. Powoli rodzi się współczucie. Gdy uwalniamy się od oceny, nie musimy
atakować żadnych fałszywych wizerunków, które dla siebie wytworzyliśmy. Inni
zaczynają to czuć. Zaczynają czuć, że mogą podejść do nas bez lęku, bez
konieczności bycia gotowym na atak. Czują, że ktoś wreszcie ich nie osądza.

Chyba nikt nie jest w stanie porzucić wszelkiej oceny z dnia na dzień. Każdy z
nas ma umysł trenowany od niemowlęctwa do oceniania. Porzucenie oceny jest
sprzeczne z tym co robi cały świat dookoła nas, który dosłownie wszystko
wartościuje, osądza, szufladkuje. Jest to jednak możliwe. Można zacząć od
korekty drobnych ocen. Krok po kroku, dzień po dniu, trochę mniej oceniania.
Im dłużej ten proces trwa, tym bardziej widoczne, z czasem wręcz namacalne są
efekty: brak napięć, radość a nie zadowolenie z czegoś, mijają dni, chwile
"obniżonego" nastroju, poprawa relacji dosłownie z całym światem, z każdą
osobą. Świat na naszych oczach scala się. Przestaje być poszatkowany, pocięty
i pomieszany w niezrozumiały wzór. Z czasem jest jasne, że to było więzienie i
dalsza praca staje się wręcz koniecznością, bo kto chciałby być w więzieniu,
jeśli może z niego wyjść?

Im więcej z nas podejmie się tej pracy, tym szybsza będzie naprawa świata. Bez
tego zaś jest po prostu niemożliwa.
Obserwuj wątek
    • lernakow Re: Osąd 21.11.09, 14:24
      restyler napisała:

      > Osąd jest fundamentem piekła, korzeniem wszelkiego zła,
      > każdego istniejącego konfliktu. Wszyscy nieustannie
      > osądzamy rzeczywistość i siebie nawzajem.
      >
      A Ty byś wolał, żeby było nam wszystko jedno? Nie, czekaj, zaraz - nie możesz woleć, żebyśmy nie oceniali, bo to by znaczyło, że oceniasz: bardziej lubisz nieocenianie, mniej - ocenianie. Ojej.

      > W efekcie widzimy podzieloną, fragmentaryczną rzeczywistość,
      > której nie sposób zrozumieć.
      >
      Rozumiem, że wobec problemów ze zrozumieniem rzeczywistości szukasz bratniej duszy, ale daruj sobie tę liczbę mnogą, bo nie masz do niej podstaw.

      > Jezus, Budda i wielu innych nauczało nas,
      > że warunkiem wolności, szczęścia, miłości,
      > pokoju jest zaprzestanie oceny.
      >
      A gdzie konkretnie? Bo w dotychczasowych wątkach nie popisałeś się znajomością nauk któregokolwiek z nich i mam wrażenie, że dobrze znasz tylko ich imiona (choć w przypadku Buddy i tego pewien nie jestem).

      > w każdym jest oświecona istota, budda, który jest
      > naszą prawdziwą naturą, choć chwilowo zakrytą chmurami
      > niewiedzy, to tacy jacy jesteśmy naprawdę, jesteśmy doskonali.
      > Czy doskonałość można osądzić?
      >
      Można oczeniać czyny i słowa. A te stanowią owo zakrycie doskonałości i same doskonałe nie są. Stąd podlegają ocenie.
      • nehsa Re: Osąd, mój. 21.11.09, 17:23
        "3grosze" nehsy:
        Dla przypomnienia, jesteś autorem tytułów wątków:
        1./ "Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu".
        Ten tytuł, świadczy o niedowartościowaniu przez Ciebie,
        nieskończenie racjonalnej Nauki Ojca Wszystkich Ludzi
        .( skrót -
        "NOWL"). Zatem Jej nie rozumiesz.

        2./ "Ateizm a wiara", i "Ateizm jest wiarą".
        Doceniam fakt, że dyskurs z Tobą prowadził Lernakow. Merytorycznie,
        poziom wysoki, ale temat w sumie błahy. Wasza polszczyzna, jak dla
        mnie, godna pozazdroszczenia. Urobek mizerny, poprostu, "psu
        na "buddę".


        3./ "Osąd", i znowu w odpowiedzi masz Lernakowa,
        inteligentnego człowieka, o imponującej wiedzy, i wysokiej kulturze
        języka, którego charakter predystynuje na na członka "Magisterium
        Kościoła rzymsko-katolickiego", ponieważ źle znosi konkurencję
        duchową-intelektualną, a na tym Forum dorobił się opinii
        omnipotentnego eksperta.

        Niestety ze współpracy z Lernakowem, przy całym szacunku, dla
        prezentowanych przez Was obu talentów
        , z tego Waszego kolejnego,
        dyskursu żadnego pożytku nie będzie.
        Jesteście pyszałkami, a tam gdzie gości pycha, mądrość, poprostu
        zdycha.


        Ps.
        Jezusa, w Ewangeliach jest ich dwóch, nigdy na planecie
        Ziemia nie było.
        • by_luty10 Re: Osąd, mój. 21.11.09, 19:00
          nehsa napisał:

          > Niestety ze współpracy z Lernakowem, przy całym szacunku, dla
          > prezentowanych przez Was obu talentów
          , z tego Waszego
          kolejnego,
          > dyskursu żadnego pożytku nie będzie.
          > Jesteście pyszałkami, a tam gdzie gości pycha, mądrość,
          poprostu
          > zdycha.


          o, jak zabawnie podsumowales kolegow, ale moze poszedlbys ciut dalej
          i dal przyklad kogos tutaj, kto pyszalkiem nie jest...z gory
          dziekuje..:)
        • co.tam.panie Re: Osąd, mój. 21.11.09, 19:17
          nehsa napisał:
          > skrót -
          > "NOWL"

          Dla mnie to NOwe WodoLejstwo.

          > "psu
          > na "buddę"

          Dobre :))

          > Jezusa, w Ewangeliach jest ich dwóch, nigdy na planecie
          > Ziemia nie było.

          To było popularne imię a nauczycieli było wówczas multum, więc skąd wiesz, że nie było Jezusa z Nazaretu, syna cieśli?
          Nawet na całunie turyńskim jest to imię.
          forum.gazeta.pl/forum/w,721,103315396,103315396,Akt_zgonu_Jezusa_z_Nazaretu_.html
          • nehsa Re: Osąd, mój. 21.11.09, 22:05
            by_luty10 m.in. napisał:
            "...ale moze poszedlbys ciut dalej
            i dal przyklad kogos tutaj, kto pyszalkiem nie jest...z gory
            dziekuje..:) "

            I odp. nehsy:
            Wiesz, ja cenię to, co mądrego czasem piszę lernakow.
            On, kiedyś napisał, że jest taki człowiek o nicku Verdana.
            Sprawdziłem, faktycznie roztropny, taktowny.
            A poza tym, to na forum jest masa ludzi,
            których o pychę, trudno byłoby mi posądzić.
            Na przykład: Pooco.
            • by_luty10 Re: Osąd, mój. 21.11.09, 22:58
              nehsa napisał:


              > I odp. nehsy:
              > Wiesz, ja cenię to, co mądrego czasem piszę lernakow.

              czyli pycha madrosci na smierc nie zabila...a jak oceniasz siebie?



              > On, kiedyś napisał, że jest taki człowiek o nicku Verdana.
              > Sprawdziłem, faktycznie roztropny, taktowny.
              > A poza tym, to na forum jest masa ludzi,
              > których o pychę, trudno byłoby mi posądzić.
              > Na przykład: Pooco.
              • nehsa Re: Samoosąd? 22.11.09, 09:23
                Taka ocenie zawsze brak obiektywizmu.
                Do nas wszystkich kierowane są słowa:
                "A strzeżcie się ludzi...".
                A także, "Jeżli wy tedy bedąc złymi...".

                Dlatego, uważam, że mój bilans uczynków, jest na debecie.
                • by_luty10 Re: Samoosąd? 22.11.09, 10:10
                  nehsa napisał:

                  > Taka ocenie zawsze brak obiektywizmu.

                  zatem, skad wiesz, czy przy ocenianiu innych tez Ci go nie brakuje?
                  a moze kazdej ocenie brak obiektywizmu?
                  daj jakis swoj przyklad madrosci Lernakowa, a ja zobacze czy Twoja
                  ocena pokrywa sie z moja..:)


                  > Do nas wszystkich kierowane są słowa:
                  > "A strzeżcie się ludzi...".
                  > A także, "Jeżli wy tedy bedąc złymi...".
                  >
                  > Dlatego, uważam, że mój bilans uczynków, jest na debecie.

                  acha, mam sie wystrzegac Ciebie? jestes zly?
                  • nehsa Re: Samoosąd? 22.11.09, 10:47
                    by_luty10 napisał:
                    "daj jakis swoj przyklad madrosci Lernakowa, a ja zobacze czy Twoja
                    > ocena pokrywa sie z moja..:)"

                    i odp. nehsy:
                    1./Wyrazem szacunku wobec interlokutora, jest m.in.
                    staranność językowa, sesnowność wywodu, nie mówiąc o unikaniu
                    inwektyw pod adresem rózmówcy "nawet wówczas", gdy rozmówca bez
                    ogródek zaniża w ten sposób jakość komunikacji. (te zarzuty m.in.
                    tyczą mnie)
                    Lernakow potrafi "trzymać" poziom, i temat, nawet nie swojego
                    wątku.


                    2./ W nieskończenie racjonalnej Nauce Jedynego Ojca, czytamy:
                    "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni;"
                    "Albowiem jakim sądem sądzicie, takim sądzeni będziecie,
                    i jaką miara mierzycie, taka wam odmierzono bedzie."


                    Te słowa, wzywaja do rezygnacji przez ludzi z ludzkich miar
                    sprawiedliwości, z ludzkich wzorców etycznych, na rzecz tych,
                    podanych w Nauce Ojca-Boga przez Syna-Boga.


                    W Nauce Ojca, znajdują się trzy wzorce sprawiedliwego postępowania.
                    a./ obowiązujący, dostatecznie sprawiedliwy, solidarność.
                    b./ miłosierdzie.
                    c./ miłość.


                    Jak posługujemy się w ocenie skutków postępowania bliźnich, naszymi
                    miarami sprawiedliwości, to o obiektywnej ocenie, nie ma mowy.
                    • by_luty10 Re: Samoosąd? 22.11.09, 12:22
                      nehsa napisał:

                      1./Wyrazem szacunku wobec interlokutora, jest m.in.
                      > staranność językowa, sesnowność wywodu, nie mówiąc o unikaniu
                      > inwektyw pod adresem rózmówcy "nawet wówczas", gdy rozmówca bez
                      > ogródek zaniża w ten sposób jakość komunikacji. (te zarzuty m.in.
                      > tyczą mnie)
                      > Lernakow potrafi "trzymać" poziom, i temat, nawet nie swojego
                      > wątku.


                      jak milo, a teraz - gdzie widzisz pyszalkowatosc Lernakowa?


                      restyler napisala:

                      > Osąd jest fundamentem piekła, korzeniem wszelkiego zła, każdego
                      istniejącego
                      konfliktu. Wszyscy nieustannie osądzamy rzeczywistość i siebie
                      nawzajem.
                      Osądzamy według niekończącej się listy zmiennych kryteriów.


                      a Ty napisales:


                      > Jesteście pyszałkami, a tam gdzie gości pycha, mądrość, poprostu
                      zdycha.


                      i napisales tez:

                      > Jak posługujemy się w ocenie skutków postępowania bliźnich,
                      naszymi
                      > miarami sprawiedliwości, to o obiektywnej ocenie, nie ma mowy.


                      a jednak osadziles Lernakowa i Restylera jako pyszalkow...widzisz w
                      w swoich wypowiedziach jakis sens?


                      > Do nas wszystkich kierowane są słowa:
                      > "A strzeżcie się ludzi...".
                      > A także, "Jeżli wy tedy bedąc złymi...".
                      >
                      jeszcze raz zapytam, czy jestes zlym czlowiekiem...czy powinienem
                      sie Ciebie wystrzegac?
                      odpowiedz nie uzywajac cytatow, prosze...:)
                      • nehsa Re: Samoosąd? 22.11.09, 21:33
                        by_luty10 napisał:
                        "jak milo, a teraz - gdzie widzisz pyszalkowatosc Lernakowa?"

                        i odp. nehsy:
                        Wygląda na to, że nick "by_luty10", to roboczy nick lernakowa, bądx
                        jego asystenta.
                        A pyszałkowatosć Lernakowa widzę wszędzie tam, gdzie prezentuje w
                        postach większą chęć do wypowiedzi, niż na konkretny temat, wiedzy.

                        i by_luty10 dalej napisał:
                        "a jednak osadziles Lernakowa i Restylera jako pyszalkow...widzisz w
                        w swoich wypowiedziach jakis sens?"

                        i odp. nehsy:
                        I osądziłem ich sprawiedliwie. Obaj poszukują, sami nie wiedząc,
                        jaki jest cel tych poszukiwań.
                        I obaj w swoich ocenach, opiniach, osądach, zrezygnowali z wiedzy i
                        miar sprawiedliwości podanych w Nauce Ojca-Boga, a więc o
                        obiektywności ich osądów, nie może być mowy.

                        i dalej by_luty10 napisał:
                        "jeszcze raz zapytam, czy jestes zlym czlowiekiem...czy powinienem
                        sie Ciebie wystrzegac?
                        odpowiedz nie uzywajac cytatow, prosze...:) "

                        i odp. nehsy:
                        Treść cytatów mówi wyraźnie, wszyscy jesteśmy złymi ludźmi. Ja, też.
                        Ale każdy z nas, może czynić tak dobro, jak i zło, a może czynić
                        także grzech.
                        Grzech i zło, nie są tożsame.
                        Zatem należy wiedzieć, czym róznią się te wartości. A posiadając te
                        wiedzę, bez trudu rozpoznasz, kiedy, komu z nas, można zarzucić
                        grzech, bądź zło, a przypisać dobro.
                        • by_luty10 Re: Samoosąd? 23.11.09, 14:23
                          nehsa napisał:

                          > by_luty10 napisał:
                          > "jak milo, a teraz - gdzie widzisz pyszalkowatosc Lernakowa?"
                          >
                          > i odp. nehsy:
                          > Wygląda na to, że nick "by_luty10", to roboczy nick lernakowa,
                          bądx
                          > jego asystenta.


                          tyle dobrego napisales o Lernakowie, ze bycie roboczym jego nickiem
                          dodaje mi tylko splendoru, no, ale nie wiem, czy Lernakow jest tym
                          pomowieniem zachwycony, watpie...

                          > A pyszałkowatosć Lernakowa widzę wszędzie tam, gdzie prezentuje w
                          > postach większą chęć do wypowiedzi, niż na konkretny temat, wiedzy.

                          Ty masz swoja wiedze, Lernakow swoja...mnie interesuja obie wiedze,
                          wiec czytam Lernakowa i Ciebie z zainteresowaniem...przedstawianie
                          swojej, nawet watpliwej dla innych wiedzy, nie jest
                          pyszalkowatoscia...
                          >
                          > i by_luty10 dalej napisał:
                          > "a jednak osadziles Lernakowa i Restylera jako pyszalkow...widzisz
                          w
                          > w swoich wypowiedziach jakis sens?"
                          >
                          > i odp. nehsy:
                          > I osądziłem ich sprawiedliwie. Obaj poszukują, sami nie wiedząc,
                          > jaki jest cel tych poszukiwań.

                          odbierasz to jako poszukiwanie bez celu, a ja mam wrazenie, ze cos
                          juz tam dla siebie znalezli...


                          > I obaj w swoich ocenach, opiniach, osądach, zrezygnowali z wiedzy
                          i
                          > miar sprawiedliwości podanych w Nauce Ojca-Boga, a więc o
                          > obiektywności ich osądów, nie może być mowy.

                          Ty z wiedzy nie zrezygnowales, a w swoich osadach nie jestes
                          obiektywny, i nawet sie nie starasz..:)


                          > i dalej by_luty10 napisał:
                          > "jeszcze raz zapytam, czy jestes zlym czlowiekiem...czy powinienem
                          > sie Ciebie wystrzegac?
                          > odpowiedz nie uzywajac cytatow, prosze...:) "
                          >
                          > i odp. nehsy:
                          > Treść cytatów mówi wyraźnie, wszyscy jesteśmy złymi ludźmi. Ja,
                          też.
                          > Ale każdy z nas, może czynić tak dobro, jak i zło, a może czynić
                          > także grzech.
                          > Grzech i zło, nie są tożsame.
                          > Zatem należy wiedzieć, czym róznią się te wartości. A posiadając
                          te
                          > wiedzę, bez trudu rozpoznasz, kiedy, komu z nas, można zarzucić
                          > grzech, bądź zło, a przypisać dobro.

                          na takich specyfikacjach jak dobro, zlo, grzech, nie znam sie, ale
                          bez trudu rozpoznaje poziomy swiadomosci..
                          • lernakow Re: Samoosąd? 23.11.09, 14:48
                            by_luty10 napisał:

                            > tyle dobrego napisales o Lernakowie, ze bycie roboczym
                            > jego nickiem dodaje mi tylko splendoru, no, ale nie wiem,
                            > czy Lernakow jest tym pomowieniem zachwycony, watpie...
                            >
                            Nie pamiętam, byś pisał jakieś głupoty, więc nie ma problemu.
                            Swoją drogą jeżeli któryś z Was ma zamiar pisać dysertację o mnie, to zawsze
                            można umówić się na wywiad, tylko po obronie chciałbym dostać kopię.
                            • by_luty10 Re: Samoosąd? 23.11.09, 15:09
                              lernakow napisał:

                              > Swoją drogą (...)

                              przepraszam jesli nadwyrezylem Twoja godnosc i prawa autorskie...
                              juz sie zamykam..:)

                              • by_luty10 Re: Samoosąd? 23.11.09, 15:13
                                by_luty10 napisał:

                                > lernakow napisał:
                                >
                                > > Swoją drogą (...)
                                >
                                > przepraszam jesli nadwyrezylem Twoja godnosc i prawa autorskie...
                                > juz sie zamykam..:)
                                >
                                mialem na mysli prawo auto-autorskie rzeczjasna..:)
                              • lernakow Re: Samoosąd? 23.11.09, 15:17
                                by_luty10 napisał:

                                > przepraszam jesli nadwyrezylem Twoja godnosc i prawa autorskie...
                                > juz sie zamykam..:)
                                >
                                Ależ skąd, przeciwnie, bardzo miło mi się ten wątek czytało, bo próżny jestem
                                szalenie.
      • restyler Re: Osąd 23.11.09, 12:39
        lernakow napisał:

        > Można oczeniać czyny i słowa. A te stanowią owo zakrycie doskonałości i same do
        > skonałe nie są. Stąd podlegają ocenie.
        >
        > Jeśli tak, to oznacza, że do jednego zakrycia doskonałości dodajesz następne,
        a potem następne i następne. I tak zasłona osądów i ocen odcina świat od światła
        doskonałości.
        • lernakow Re: Osąd 23.11.09, 13:01
          restyler napisała:

          > Jeśli tak, to oznacza, że do jednego zakrycia
          > doskonałości dodajesz następne,
          > a potem następne i następne. I tak zasłona osądów
          > i ocen odcina świat od światła doskonałości.
          >
          A możesz po ludzku?
          • restyler Re: Osąd 23.11.09, 14:46
            lernakow napisał:

            > A możesz po ludzku?
            >
            Wcześniej napisałeś (nie cytuję dosłownie, ale chyba trudno jest odnaleźć inną
            treść), że można oceniać czyny i słowa, które stanowią zakrycie doskonałości.
            Jeśli czyny i słowa są zakryciem doskonałości, to ich oceny, czyli dalsze słowa,
            stanowią kolejne zakrycia, kolejne zasłony. Nasz świat to kosmos ocen, osądów, w
            efekcie nic spoza nich (tej niewyobrażalnie wielkiej liczby zakryć) nie widzimy.
            • lernakow Re: Osąd 23.11.09, 14:57
              restyler napisała:

              > Jeśli czyny i słowa są zakryciem doskonałości, to ich oceny,
              > czyli dalsze słowa, stanowią kolejne zakrycia, kolejne zasłony.
              >
              I nawet przyjmując, że to prawda, nie zmienia to faktu, że nie oceniamy
              doskonałości - jak napisałeś, tylko jej zasłony. A te - jak mniemam - podlegają
              ocenie, skoro oceniasz je negatywnie nawołując do nieoceniania.
              • restyler Re: Osąd 23.11.09, 18:49
                lernakow napisał:

                > I nawet przyjmując, że to prawda, nie zmienia to faktu, że oceniamy
                >Jest doskonałości - jak napisałeś, tylko jej zasłony. A te - jak mniemam -
                podlegają
                > ocenie, skoro oceniasz je negatywnie nawołując do nieoceniania.
                >
                To jest rzeczywiście problem komunikacyjny, którego jestem świadom. Z mojej
                perspektywy wygląda to w ten sposób. Nie chcę w tym momencie inicjować długiej
                dyskusji, co do znajomości i rozumienia przekazu Buddy i Jezusa, ale dla mnie
                jest całkowicie jednoznaczne, że jedną z ich (i nie tylko ich) kluczowych nauk
                była nauka o porzuceniu osądu, oceny. Możesz uznać, że nic nie rozumiem z ich
                przekazu, ale możesz chyba przynajmniej przyjąć, że tak mogłem ich nauki (choćby
                bezpodstawnie, z powodu ignorancji) zinterpretować. Całe lata zajmuje mi
                wykorzenianie osądu, a więc także wszystkich schematów umysłowych będących ich
                podstawą. Nie zakończyłem tego procesu, choć bardzo, bardzo dużo zmieniło się.
                Widzę jak proces ten potrafi być niewiarygodnie wprost zamaskowany dla
                oceniającego. Niewinny gest, ruch, który oceniający może sobie na różne sposoby
                racjonalizować, w istocie może być negatywną oceną. Może nią być i bardzo często
                jest niemal wszystko co robimy. Wiem, że może to wydawać się niewiarygodne, ale
                nie mam już wątpliwości, że tak to działa. Widzę jasno, jakie rezultaty przynosi
                uwolnienie od osądu. Nikt nie musi w to wierzyć, choćby w jedno zdanie które
                piszę. Bo można tylko tego samemu doświadczyć, poprzez wykorzenianie osądów.

                Jeśli ktoś wybiera się w niebezpieczne góry, z których ledwo co uszedłem i
                namawiam go, żeby może spróbował innej drogi, to nie jest to oceną. Gdybym
                mówił: nie idź w te góry, one są brzydkie, albo: po co ty chodzisz w te góry,
                nie znasz się na wypoczynku, daj spokój, tylko nad morzem jest super, to byłoby
                to oceną. Oczywiście ktoś może czuć się oceniony niemal każdą wypowiedzią.
                Ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem może skwitować: rozumiem, że oceniasz mnie
                jako słabego wspinacza, ale stary, to ty nie masz pojęcia o górach i tylko ci
                się wydawało, że jest niebezpiecznie, ślisko i mgliście, a wilki to widziałeś w
                swojej paranoi. Tak może odebrać moje ostrzeżenie, i co oczywiste, ma do tego
                prawo. Ktoś może uznać, że się mylę i oceniać dalej, w tym mnie uznawać za
                nawiedzonego bufona. Jest to jego przenajświętsze prawo i jego wybór, który
                całkowicie szanuję. Próba ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem nie jest jednak
                oceną.

                • lernakow Re: Osąd 24.11.09, 07:11
                  restyler napisała:

                  > Jeśli ktoś wybiera się w niebezpieczne góry,
                  > z których ledwo co uszedłem i namawiam go,
                  > żeby może spróbował innej drogi, to nie jest to oceną.
                  >
                  Jest. Oceniasz góry, oceniasz wspinacza i oceniasz relację, jaka między nimi
                  może zajść.
      • restyler Re: Osąd 23.11.09, 14:38
        lernakow napisał:

        > Rozumiem, że wobec problemów ze zrozumieniem rzeczywistości szukasz bratniej du
        > szy, ale daruj sobie tę liczbę mnogą, bo nie masz do niej podstaw.
        >
        W poprzedniej rozmowie deklarowałeś się jako "ateista nowego typu", który ze
        względu na brak narzędzi badawczych w ogóle nie stawia pytań o sens
        rzeczywistości, o to skąd się wzięła i jaki jest jej cel. Czy od tego czasu coś
        się zmieniło? Czy nie tylko zacząłeś zadawać te pytania, ale także znalazłeś
        odpowiedzi? Podziel się nimi. A jeśli Ty nie stawiasz tych pytań, gdyż jako
        racjonalny ateista wiesz, ze nie masz żadnych środków dla znalezienia
        odpowiedzi, to jako osoba o otwartym umyśle pozwól szukać innym.

        Liczba mnoga jest uzasadniona tym, że osądzają dosłownie wszyscy. I jest też
        tak, że zasadniczo oprócz niewielu osób, jak Budda i Jezus, nikt nie zalazł
        odpowiedzi na powyższe pytania. I bardzo, bardzo wielu szuka, choć oczywiście
        rozumiem, że to nie musi dotyczyć Ciebie, z powodów wskazanych wyżej :)
        • lernakow Re: Osąd 23.11.09, 14:55
          restyler napisała:

          > W poprzedniej rozmowie deklarowałeś się jako
          > "ateista nowego typu", który ze względu na brak
          > narzędzi badawczych w ogóle nie stawia pytań o sens
          > rzeczywistości, o to skąd się wzięła i jaki jest jej cel.
          > Czy od tego czasu coś się zmieniło?
          >
          A co, "ateista nowego typu" nie może pytać skąd u interlokutora skłonność do
          wypowiadania się za innych? Wolę zapytać, bo w końcu "ateista nowego typu" to
          Twoje określenie i nie wiadomo, co obejmuje.

          > Liczba mnoga jest uzasadniona tym, że osądzają dosłownie wszyscy.
          >
          Ale Ty z mnogiej jedziesz po wszystkim: osądzamy, dzielimy, odczuwamy napięcie,
          wpadamy w nałogi, dusza nam się przerywa, a jak nie oceniamy, to czujemy się
          lepiej i tak dalej.

          > I jest też tak, że zasadniczo oprócz niewielu osób,
          > jak Budda i Jezus, nikt nie zalazł odpowiedzi
          > na powyższe pytania.
          >
          A oni znaleźli? I czy takie same? I czy możesz je wreszcie zacytować, czy też
          dalej będziesz podpierał się nimi bezpodstawnie?
          • restyler Re: Osąd 23.11.09, 19:06
            lernakow napisał:


            bo w końcu "ateista nowego typu" to
            > Twoje określenie i nie wiadomo, co obejmuje.

            Wydaje mi się, że w jednym z postów do Ciebie opisałem to dość szczegółowo.
            Jeśli uznasz to za wskazane, to odnajdę ten post.

            > Ale Ty z mnogiej jedziesz po wszystkim: osądzamy, dzielimy, odczuwamy napięcie,
            > wpadamy w nałogi, dusza nam się przerywa, a jak nie oceniamy, to czujemy się
            > lepiej i tak dalej.

            Tak, to była też pewna forma "literacka". Np. zapewne są ludzie, którzy są
            bardzo blisko oświecenia, itp. Jednak to co widzę wokół, nie tylko ja, tak mniej
            więcej wygląda. Ta forma wydała mi się dobra, ale być może nie jest taka. To
            możliwe.

            >
            > > I jest też tak, że zasadniczo oprócz niewielu osób,
            > > jak Budda i Jezus, nikt nie zalazł odpowiedzi
            > > na powyższe pytania.
            > >
            > A oni znaleźli? I czy takie same? I czy możesz je wreszcie zacytować, czy też
            > dalej będziesz podpierał się nimi bezpodstawnie?
            >
            Nie chcę wchodzić w taką egzegezę. Swoje rozumienie, choć bardzo pobieżnie,
            przedstawiłem w wątku: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu. Zamiast
            przerzucania się cytatami, z chęcią bym dowiedział się, jak Ty rozumiesz ich
            nauki, czego oni nauczają. Jeśli rozumiesz ich nauki, tak wnioskuję z Twoich
            postów, to sądzę że nie powinieneś mieć problemu z naszkicowaniem swojego
            rozumienia, najlepiej swoimi słowami. Czyż nie na tym polega rozumienie? Może
            masz rację, może się mylę. Może przedstawienie Twojego rozumienia będzie dla
            mnie lepsze, niż jak mi piszesz: no gdzie to jest w Naukach napisane, no gdzie?
            (remember me? :)))
            • nehsa Re: Osąd, wskazany, 23.11.09, 20:32
              restyler do lernakowam.in.napisał:
              "Zamiast> przerzucania się cytatami, z chęcią bym dowiedział się,
              jak Ty rozumiesz ich> nauki, czego oni nauczają. Jeśli rozumiesz ich
              nauki, tak wnioskuję z Twoich> postów, to sądzę że nie powinieneś
              mieć problemu z naszkicowaniem swojego> rozumienia, najlepiej swoimi
              słowami."

              oczekiwanie kibica nehsy:
              Z chęcią zapoznam się z Waszym osądem.
              • restyler Re: Osąd, wskazany, 23.11.09, 20:45
                nehsa napisał:

                > Z chęcią zapoznam się z Waszym osądem.

                Podpuszczasz mnie spryciarzu?;) :))))
              • by_luty10 Re: Osąd, wskazany, 23.11.09, 21:23
                nehsa napisał:

                > oczekiwanie kibica nehsy:
                > Z chęcią zapoznam się z Waszym osądem.

                ja juz to zrobilem, rzetelnie..:D
            • lernakow Re: Osąd 24.11.09, 07:19
              restyler napisała:

              > [ateista nowego typu]
              > Wydaje mi się, że w jednym z postów do Ciebie opisałem
              > to dość szczegółowo.
              >
              Owszem, ale nie wiem, czy wyczerpująco. Może są jakieś cechy, które ma, a
              których w opisie nie uwzględniłeś. Widzisz - taki właśnie problem z używaniem
              terminów osobistych zamiast powszechnie zrozumiałych.

              > ["my"]
              > Tak, to była też pewna forma "literacka".
              > (...) Ta forma wydała mi się dobra, ale być może
              > nie jest taka. To możliwe.
              >
              Jest dobra - do pisania książek typu Coelho i de Mello.
              Nie jest dobra w dyskusji - bo budzi irytację u ludzi, którzy się z danym
              stwierdzeniem nie zgadzają.

              > Nie chcę wchodzić w taką egzegezę.
              >
              Ja też nie chcę egzegezy. Chcę cytat.

              > z chęcią bym dowiedział się, jak Ty rozumiesz ich
              > nauki, czego oni nauczają.
              >
              Ale ja nie twierdzę, że znam ich nauki. Coś mi tam się obiło o uszy i to, co mi
              się obiło nie zgadza się w wielu punktach z tym, co ty piszesz. Dlatego proszę o
              źródła, by zweryfikować. W przypadku sporu o sprawdzanie ja podałem cytat z
              Buddy i to rozstrzygnęło - mam nadzieję - sprawę, przynajmniej w kwestii tego,
              co sam Budda o tym sądził.
    • 001radek Re: Osąd 23.11.09, 22:24
      ble,ble,ble.ble.Moze jakies konkrety?Budda naucza,jezus
      naucza,machomet naucza.Sami naumiacy.Tylko,zaden nie znal mydla.I
      jakbys im pokazal zapalniczke to by zas..... sie ze strachu.Co ty mi
      tu bajduzysz o jakichs prymitywach.
    • krytykantka07 świat bez oceniania? 24.11.09, 09:46
      Do czego zmierzasz?
      Jak zamierzasz stworzyć nowy świat bez oceniania?
      Toż zawody oparte na ocenianiu przestałyby istnieć.
      A co z wymiarem sprawiedliwości, z koordynatorami, menadżerami i tym podobnymi
      udawaczami, czyli specami od robienia nicości wokół siebie?
      A co z moderatorami?
      Stwórz najpierw wirtualny świat bez osądów i ocen i przekonaj moderatorów, że
      nie powinni usunąć żadnego postu zgodnie z nauką Jezusa czy Buddy.
      Powodzenia życzę ;)
      • restyler Re: świat bez oceniania? 24.11.09, 21:13
        krytykantka07 napisała:


        > Jak zamierzasz stworzyć nowy świat bez oceniania?
        >
        Cudowne jest to, że nic nie muszę tworzyć. Ocena jest iluzją, jest
        tym co przesłania rzeczywistość. Gdy porzucam osąd, po prostu
        zaczynam widzieć. Tego nie da się opisać, tego można tylko
        doświadczyć. I można zachęcać innych, by odczuwali tę samą radość,
        która trwa i trwa, jest cały czas tak samo nowa. High fly. Ale każdy
        wybiera co chce, można też poczołgać się :)
        • krytykantka07 Re: świat bez oceniania? 25.11.09, 23:06
          Chyba się nie rozumiemy.
          Mówiłam o tym, że nawet jeśli Ty nikogo nie oceniasz to inni oceniają Ciebie.
          Ty możesz odczuwać radość w każdej sytuacji, a jednocześnie ci, co Ciebie
          obserwują niekoniecznie to zrozumieją.
          Zatem Twój brak oceny dla nich i tak będzie oceną.
          Sami będą wtedy wiedzieć lepiej niż Ty, co chcesz przekazać swoim postępowaniem.
          A jak im wyjaśnisz, że na twojej twarzy nie malują się żadne uczucia?
          Nie ma czegoś takiego jak rzeczywistość, bo każdy postrzega inaczej świat i ludzi.
          • restyler Re: świat bez oceniania? 26.11.09, 05:55
            krytykantka07 napisała:

            > A jak im wyjaśnisz, że na twojej twarzy nie malują się żadne
            uczucia?

            Brak osądu nie prowadzi do braku uczuć, lecz do uczucia całkowitej
            radości. Gdy naprwadę nie ma oceny we mnie, mój radosny stosunek do
            innych nie jest podszyty ego i inni nie przypisują mi atrybutów
            swoich projekcji. Im mniej osądu we mnie, tym bardziej to działa i
            tym jest wyraźniejsze.

            > Nie ma czegoś takiego jak rzeczywistość, bo każdy postrzega
            inaczej świat i lud
            > zi.
            >
            Właśnie. Idealny komentarz. Jest tak bo każdy ciągle osądza według
            niekończącej się liczby zmiennych kryteriów, przez co każdy widzi
            inaczej, widzi swoją odrębną rzeczywistość. Dlatego komunikacja w
            tym świecie jest tak trudna. Ale gdy porzucasz osąd, to wyzwalasz
            się od tego swojego prywatnego wszechświata, zbudowanego z ocen i
            wyłania się wspólna wszytskim rzeczywistość. I jest to niesamowite
            uczucie! I Jest to radosne!
            • krytykantka07 Re: świat bez oceniania? 26.11.09, 14:25
              Ależ Ty nie piszesz o braku oceniania, ale o szukaniu pozytywnych stron w każdej
              sytuacji.
              A to zupełnie inna sprawa, bo wtedy właśnie oceniasz wg własnych kryteriów
              szukania dobra.
              • restyler Re: świat bez oceniania? 26.11.09, 15:19
                krytykantka07 napisała:

                > Ależ Ty nie piszesz o braku oceniania, ale o szukaniu pozytywnych
                stron w każde
                > j
                > sytuacji.
                > A to zupełnie inna sprawa, bo wtedy właśnie oceniasz wg własnych
                kryteriów
                > szukania dobra.
                >
                Nie do końca. Jeśli postrzegasz równość innych ludzi, to że wszyscy
                pod różnymi etykietkami, rolami, itp. są dokładnie tacy sami, to
                znika ocena. Jeśli położyłbym przed Tobą dwa identyczne przedmioty i
                poprosiłbym Cię o ich ocenę względem siebie, czyli jak oceniasz
                jeden przedmiot wzgędem drugiego, to nie byłoby nic do oceniania.
                Mogłabyś stwierdzić: one są takie same, co byłoby raczej
                stwierdzeniem faktu, a nie oceną. Oczywiście w drodze do porzucenia
                osądu, osąd jeszcze funkcjonuje. Napisałem o tym w jednym z postów
                do lernakowa w wątku osąd - cz. 2. Patrząc od strony świata, tak jak
                go postrzegamy "normalnie", czyli oceniając, wartościując, może
                wydawać się, że taki brak różnic jest nudny, że to śmierć. Ale jest
                to bardzo mylne przekonanie. Jest wręcz odwrotnie, ale trudno jest o
                tym mówić, trudno jest opisać to doświadczenie. Zaczynam widzieć w
                innych ich boski rdzeń, a on nigdy nie jest nudny, jest fscynujący,
                niewyobrażalnie bardziej fascynujący od tego co prezentują maski,
                etykiety, etc. :)
                • caroli_ne_86 Re: świat bez oceniania? 27.11.09, 16:50
                  restyler napisała: >Patrząc od strony świata, tak jak
                  go postrzegamy "normalnie", czyli oceniając, wartościując, może
                  wydawać się, że taki brak różnic jest nudny, że to śmierć.

                  Moim zdaniem to ,że się różnimy jest naturalne i zarazem ..piękne ,jak dla mnie:)
                  Pozdrawiam
    • by_luty10 Re: Osąd 24.11.09, 12:02
      restyler napisała:

      Oceniamy nawet najbliższe, kochane
      > osoby. Nawet jeśli akceptujemy je prawie w całości, to zawsze
      znajdzie się
      > jakiś drobiazg, niby nieistotne ale wyłączone z akceptacji
      zachowanie. I zaraz
      > dodajemy, cóż nikt nie jest doskonały, takie jest życie.

      skad mialbym wiedziec, ze postepuje niewlasciwie, gdybym nie byl
      oceniany..? nie chodzi o fundamentalne 'niewlasciwie', lecz o
      zwykle relacje z ludzmi...skad mialbym wiedziec w jakim towarzystwie
      warto przebywac, jakie ksiazki czytac, jakia zywnosc spozywac..?

      nawet przetrwanie w naturze opiera sie na ocenie..zwierze ocenia czy
      niebezpieczenstwo jest bliskie i juz uciekac, czy dojesc kolacje...

      w innym watku (jest na oslej) postawiles znak rownosci pomiedzy
      umyslem a swiadomoscia...jest to uproszczenie na ktore nie moge
      zgodzic...umysl ocenia, bo po to jest, swiadomosc jest wolna od
      ocen...

      • restyler Re: Osąd 24.11.09, 21:29
        by_luty10 napisał:

        > skad mialbym wiedziec, ze postepuje niewlasciwie, gdybym nie byl
        > oceniany..? nie chodzi o fundamentalne 'niewlasciwie', lecz o
        > zwykle relacje z ludzmi...skad mialbym wiedziec w jakim
        towarzystwie
        > warto przebywac, jakie ksiazki czytac, jakia zywnosc spozywac..?
        >
        Przestaję oceniać i jeśli chcę jest mi dobrze w każdym towarzystwie,
        bo w każdym jest taki sam samoświadomy byt, choć przebraby w różne
        stroje. Zaprzestanie oceny daje taką radość, pewność bycia, że
        czytanie książek jest czymś bez znaczenia. Radość tego bycia i
        poznanie tego bycia tysiąckroć przekracza wszelkie ksiązki. Gdy
        iluzja się odsłania mogę jeść co chcę, bo nie ma różnicy między
        jedną a drugą iluzją. Mogę wejść do zapadłego baru w tzw. trzecim
        świecie i nie choruję, i mam taką samą radość jak wtedy, gdy jem w
        drogiej restauracji, a radość bycia nie może być porównana z
        zadowolniem z jakiegokolwiek rodzaju jedzenia :))

        > nawet przetrwanie w naturze opiera sie na ocenie..zwierze ocenia
        czy
        > jest bliskie i juz uciekac, czy dojesc kolacje...

        Idea przetrwania wystepuje tylko w świecie iluzji, gdy iluzja powoli
        rozpływa się, widzę, że byt jest wieczny, choć nie w ciele, ale
        ciało coraz bardziej postrzegane jest jako więzienie umysłu.


        > w innym watku (jest na oslej) postawiles znak rownosci pomiedzy
        > umyslem a swiadomoscia...jest to uproszczenie na ktore nie moge
        > zgodzic...umysl ocenia, bo po to jest, swiadomosc jest wolna od
        > ocen...
        >
        Istotą bytu jest bycie samoświadomym, czasami nazywane jest to
        umysłem. Rozumiem, że przez umysł rozumiesz posługujący się ocenami,
        pojęciami, słowami, miarami intelekt, który może być postrzegany
        jako narzędzie świadomości. Ok, rozumiemy to rozróżnienie. Może
        pomóc spostrzec, że ta oceniająca i mierząca część jest zbędna
        bytowi.
        • by_luty10 Re: Osąd 25.11.09, 12:39
          restyler napisała:

          > Przestaję oceniać i jeśli chcę jest mi dobrze w każdym
          towarzystwie,



          o nie, nie...w towarzystwie podofilow nie jest mi dobrze...

          > bo w każdym jest taki sam samoświadomy byt, choć przebraby w różne
          > stroje. Zaprzestanie oceny daje taką radość, pewność bycia, że
          > czytanie książek jest czymś bez znaczenia.

          a jesli to moj zawod, jesli musze czytac i oceniac..?


          Radość tego bycia i
          > poznanie tego bycia tysiąckroć przekracza wszelkie ksiązki.

          nie wystarczy 'bycie', trzeba jeszcze cos robic...

          Gdy
          > iluzja się odsłania mogę jeść co chcę, bo nie ma różnicy między
          > jedną a drugą iluzją.

          nie gadaj glupot...przepraszam za osad, ale posuwasz sie w
          oswiecaniu za daleko...

          Mogę wejść do zapadłego baru w tzw. trzecim
          > świecie i nie choruję, i mam taką samą radość jak wtedy, gdy jem w
          > drogiej restauracji, a radość bycia nie może być porównana z
          > zadowolniem z jakiegokolwiek rodzaju jedzenia :))

          nie wazne gdzie, wazne co...
          >
          > > nawet przetrwanie w naturze opiera sie na ocenie..zwierze ocenia
          > czy
          > > jest bliskie i juz uciekac, czy dojesc kolacje...
          >
          > Idea przetrwania wystepuje tylko w świecie iluzji, gdy iluzja
          powoli
          > rozpływa się, widzę, że byt jest wieczny, choć nie w ciele, ale
          > ciało coraz bardziej postrzegane jest jako więzienie umysłu.


          cialo nie jest wiezieniem umyslu, ale jego przyczyna...umysl jest
          wypadkowa cielesnego mozgu i bezcielesnej swiadomosci...



          > Istotą bytu jest bycie samoświadomym, czasami nazywane jest to
          > umysłem. Rozumiem, że przez umysł rozumiesz posługujący się
          ocenami,
          > pojęciami, słowami, miarami intelekt, który może być postrzegany
          > jako narzędzie świadomości. Ok, rozumiemy to rozróżnienie. Może
          > pomóc spostrzec, że ta oceniająca i mierząca część jest zbędna
          > bytowi.

          swiadomosc, umysl, intelekt... w takiej kolejnosci to widze, przy
          czym swiadomosc jest przestrzenia dla umyslu i intelektu...zwierze
          posiada swiadomosc i umysl, czlowiek posiada jeszcze intelekt...
          • restyler Re: Osąd 25.11.09, 14:44
            by_luty10 napisał:

            >
            > o nie, nie...w towarzystwie podofilow nie jest mi dobrze...
            >
            Rozumiem Twoje uczucia. Jednak ....Jeśli wnikasz w istotę iluzji, to
            widzisz bardzo różne, bardzo dziwne rzeczy. Np.: jeśli wierzę, że
            oświecenie jest wyzwoleiem ze śmierci i mam tego mocne "przebłyski"
            i wiem, że będąc oświeconym mógłbym innym pomóc, to powinienem ze
            wszystkich sił starać się oświecić. Jeśli opóźniam się, zbaczam z
            drogi, to ze względu na folgowanie sobie nie mogę pomóc innym, w
            pewnym sensie jestem mordercą. Nie oceniam więc innych. Jeśli widzę
            równość wszystkich zjawisk i istot, to też ich nie oceniam, bo jak
            miałbym oceniać równych sobie? Czy to znaczy, że akceptuję pedofilę?
            Nie. Nawet jeśli to jest iluzja, to rozumiem jak realna ona jest dla
            ofiary pedofila i dla niego samego. Jestem na ścieżce, na której
            jestem, bo nie chcę cierpieć, a warunkiem tego jest to, by nie
            ciepieli inni. Czy mam unikać pedofila? Dlaczego? Po pierwsze
            rozumiem, że za każdym aktem okrucieństwa stoi całkowicie zagubiony,
            całkowicie samotny człowiek. Czy on tego naprawdę chce? Nawet jeśli
            jemu wydaje się, że tak, wiem, że nie. Nie umie, nie potrafi
            inaczej, zaplątał się, popełnił fatalny błąd, jest na równi
            pochyłej. Nie ma już punktu zahaczenia, tak sądzi. Odrzucenie go, to
            kopanie leżącego. Ale nie mogę go zaakceptować w ten sposób, by on
            rozumiał to jako akceptację jego pedogfilii. Poza tym, najczęściej
            wszyscy zbrodniarze, to ludzie niekochani, odrzuceni, to ludzie
            którzy nie zaznali miłości. Przez to całkowicie wyalienowani. Jeśli
            odrzucę pedofila, to być może dodam do jego pedofilii. Uwtierdzę go
            tylko w poczuciu nieadekwatności, a to właśnie ono prowadzi go do
            takich a nie innych czynów. Czy chcę tego? Może wyszedł z więzienia,
            może moje odrzucenie popchnie go w jego ślepą uliczkę. Może jeśli
            porozmawiam, spróbuję dotrzeć do niego, nie akceptując jego czynów,
            ale nie odrzucając jego, może dam mu cień nadziei. Może pomyśli, że
            jest taka mozliwość, że jest człowiekiem, którego ktoś nie odrzuca,
            choć zna jego mroczne tajemnice. Może po rozmowie będzi czuł
            mniejsze napięcie niż zazwyczaj, może dlatego nie uda się na
            poszukiwanie ofiary. Może tak, może nie, ale może tak....ale co
            jesli tak?....Jeśli odrzucę go od razu, to może swoją arogancją,
            osądem, odrzuceniem przyczynię się do następnego jego aktu
            okrucieństwa? Może zwiększę w nim napięcie i uruchomię mechanizmy,
            których używa by je zmniejszyć? Nie miałem takich sytuacji. Nie wiem
            jak bym zdał egzamin, ale wiem jak chciałbym zdać.


            > > bo w każdym jest taki sam samoświadomy byt, choć przebraby w
            różne
            > > stroje. Zaprzestanie oceny daje taką radość, pewność bycia, że
            > > czytanie książek jest czymś bez znaczenia.
            >
            > a jesli to moj zawod, jesli musze czytac i oceniac..?
            >
            Jest to niepojęte w tym świecie, ale w drodze do wyzwolenia, możliwa
            jest ocena bez oceny. Murarz musi oceniać jak jego pomocnik położył
            cegły, by dom się nie zawalił. Może jednak każdą sytuację
            wykorzystać do nauczenia, a nie do oceny. Może czytasz książki w
            wydawnictwie i decydujesz o publikacji. Jeśli robisz to rzetelnie,
            to nawet odrzucając jakąś, możesz autorowi z troską, życzliwością,
            wyjaśnić dlaczego. Jeśli to będzie dobre wyjaśnienie, to ocena
            zamieni się w naukę. Dzięki temu ktoś poprawi swoje pisanie, a może
            zrozumie, w najłagodniejszy możliwy sposób, dzięki Twojemu
            wyjaśnieniu, że to nie jest jego droga. Może autor ma jednak nadęte
            ego i nic nie zrozumie? Ale wówczas odrzucenie pracy być może jest
            dobre, bo chroni go przed dalszym nadymaniem?

            > Radość tego bycia i
            > > poznanie tego bycia tysiąckroć przekracza wszelkie ksiązki.
            > nie wystarczy 'bycie', trzeba jeszcze cos robic...
            >
            Tego nie mozna zrozumieć bez doświadczenia. Poza tym, to co się chce
            robić, to dalej oświecać, otwierać swoje serce i umysł, coraz lepiej
            komunikować z innymi. I jest to radosna praca.


            > nie gadaj glupot...przepraszam za osad, ale posuwasz sie w
            > oswiecaniu za daleko...
            >
            Nie przepraszaj, albo nie czyń tego za co chcesz przepraszać....poza
            tym nie możesz mnie urazić :) Co to znaczy posuwać się za daleko w
            oświeceniu? I wyjaśnienie: jesli świat jest iluzją, to nie ma
            rożnicy pomiędzy jakimikolwiek jego elementami. Gdy budzisz się ze
            snu, to cokolwiek Ci się nie śniło, po przebudzeniu jest tylko snem,
            natura każdego elementu snu miała naturę snu, czyż nie?


            > Mogę wejść do zapadłego baru w tzw. trzecim
            > > świecie i nie choruję, i mam taką samą radość jak wtedy, gdy jem
            w
            > > drogiej restauracji, a radość bycia nie może być porównana z
            > > zadowolniem z jakiegokolwiek rodzaju jedzenia :))
            >
            > nie wazne gdzie, wazne co...

            niekoniecznie, przestaje to mieć znaczenie, bo widzisz, że iluzja
            ogórka jest taka sama jak iluzja tortu ze szparagów, a dopiero za
            tymi iluzjami jest coś co naprawdę Ci smakuje ;)


            > cialo nie jest wiezieniem umyslu, ale jego przyczyna...umysl jest
            > wypadkowa cielesnego mozgu i bezcielesnej swiadomosci...
            >
            Ok, to jest więzieniem świadomości, która w ciele staje się bardzo
            ograniczona, w dosłownym sensie, ogranicza odczuwanie siebie do
            odczuwania przez ciało
            >
            • by_luty10 Re: Osąd 25.11.09, 15:24
              restyler napisała:

              > by_luty10 napisał:
              >
              > >
              > > o nie, nie...w towarzystwie podofilow nie jest mi dobrze...
              > >
              > Rozumiem Twoje uczucia. Jednak ....Jeśli wnikasz w istotę iluzji,
              to
              > widzisz bardzo różne, bardzo dziwne rzeczy. Np.: jeśli wierzę, że
              > oświecenie jest wyzwoleiem ze śmierci i mam tego
              mocne "przebłyski"
              > i wiem, że będąc oświeconym mógłbym innym pomóc, to powinienem ze
              > wszystkich sił starać się oświecić. Jeśli opóźniam się, zbaczam z
              > drogi, to ze względu na folgowanie sobie nie mogę pomóc innym, w
              > pewnym sensie jestem mordercą. Nie oceniam więc innych.

              jestes oswiecony?


              Jeśli widzę
              > równość wszystkich zjawisk i istot, to też ich nie oceniam, bo jak
              > miałbym oceniać równych sobie? Czy to znaczy, że akceptuję
              pedofilę?
              > Nie. Nawet jeśli to jest iluzja, to rozumiem jak realna ona jest
              dla
              > ofiary pedofila i dla niego samego. Jestem na ścieżce, na której
              > jestem, bo nie chcę cierpieć, a warunkiem tego jest to, by nie
              > ciepieli inni. Czy mam unikać pedofila? Dlaczego? Po pierwsze
              > rozumiem, że za każdym aktem okrucieństwa stoi całkowicie
              zagubiony,
              > całkowicie samotny człowiek. Czy on tego naprawdę chce? Nawet
              jeśli
              > jemu wydaje się, że tak, wiem, że nie. Nie umie, nie potrafi
              > inaczej, zaplątał się, popełnił fatalny błąd, jest na równi
              > pochyłej. Nie ma już punktu zahaczenia, tak sądzi. Odrzucenie go,
              to
              > kopanie leżącego. Ale nie mogę go zaakceptować w ten sposób, by on
              > rozumiał to jako akceptację jego pedogfilii. Poza tym, najczęściej
              > wszyscy zbrodniarze, to ludzie niekochani, odrzuceni, to ludzie
              > którzy nie zaznali miłości. Przez to całkowicie wyalienowani.
              Jeśli
              > odrzucę pedofila, to być może dodam do jego pedofilii. Uwtierdzę
              go
              > tylko w poczuciu nieadekwatności, a to właśnie ono prowadzi go do
              > takich a nie innych czynów. Czy chcę tego? Może wyszedł z
              więzienia,
              > może moje odrzucenie popchnie go w jego ślepą uliczkę. Może jeśli
              > porozmawiam, spróbuję dotrzeć do niego, nie akceptując jego
              czynów,
              > ale nie odrzucając jego, może dam mu cień nadziei. Może pomyśli,
              że
              > jest taka mozliwość, że jest człowiekiem, którego ktoś nie
              odrzuca,
              > choć zna jego mroczne tajemnice. Może po rozmowie będzi czuł
              > mniejsze napięcie niż zazwyczaj, może dlatego nie uda się na
              > poszukiwanie ofiary. Może tak, może nie, ale może tak....ale co
              > jesli tak?....Jeśli odrzucę go od razu, to może swoją arogancją,
              > osądem, odrzuceniem przyczynię się do następnego jego aktu
              > okrucieństwa? Może zwiększę w nim napięcie i uruchomię mechanizmy,
              > których używa by je zmniejszyć? Nie miałem takich sytuacji. Nie
              wiem
              > jak bym zdał egzamin, ale wiem jak chciałbym zdać.


              rozumiem, ze masz co do siebie pewne plany i zamierzenia, chcialbys
              temu podolac i ja Ci tego zycze ...w Twoich slowach pelno jest
              jednak ocen i nie mozesz tego uniknac, ale czego mozesz uniknac to
              potepienia i odrzucenia, a przede wszystkim myslenia, ze jestes
              lepszy od innych, i tu sie z Toba zgadzam...
              >

              > Jest to niepojęte w tym świecie, ale w drodze do wyzwolenia,
              możliwa
              > jest ocena bez oceny.


              no widzisz, ja wlasnie taka ocene stosuje, oceniam bez oceniania,
              powaznie...moje oceny nie maja zadnych dalszych konsekwencji, nie
              przywiazuje sie do nich, nie taplam i nie mysle, ze sa ostateczna
              ostatecznoscia...


              Murarz musi oceniać jak jego pomocnik położył
              > cegły, by dom się nie zawalił. Może jednak każdą sytuację
              > wykorzystać do nauczenia, a nie do oceny. Może czytasz książki w
              > wydawnictwie i decydujesz o publikacji. Jeśli robisz to rzetelnie,
              > to nawet odrzucając jakąś, możesz autorowi z troską, życzliwością,
              > wyjaśnić dlaczego. Jeśli to będzie dobre wyjaśnienie, to ocena
              > zamieni się w naukę. Dzięki temu ktoś poprawi swoje pisanie, a
              może
              > zrozumie, w najłagodniejszy możliwy sposób, dzięki Twojemu
              > wyjaśnieniu, że to nie jest jego droga. Może autor ma jednak
              nadęte
              > ego i nic nie zrozumie? Ale wówczas odrzucenie pracy być może jest
              > dobre, bo chroni go przed dalszym nadymaniem?
              >
              > > Radość tego bycia i
              > > > poznanie tego bycia tysiąckroć przekracza wszelkie ksiązki.
              > > nie wystarczy 'bycie', trzeba jeszcze cos robic...
              > >
              > Tego nie mozna zrozumieć bez doświadczenia. Poza tym, to co się
              chce
              > robić, to dalej oświecać, otwierać swoje serce i umysł, coraz
              lepiej
              > komunikować z innymi. I jest to radosna praca.


              no widze kochany kolego Twoja radosna prace, ale jesli wszystko jest
              iluzja, to moze i Twoja praca nia jest..?
              >
              >
              > > nie gadaj glupot...przepraszam za osad, ale posuwasz sie w
              > > oswiecaniu za daleko...
              > >
              > Nie przepraszaj, albo nie czyń tego za co chcesz
              przepraszać....poza
              > tym nie możesz mnie urazić :)

              lubie slowo przepraszam..:) jest czarodziejskie, pewnie znasz
              czarodziejskie slowa - prosze, przepraszam, dziekuje...:))


              Co to znaczy posuwać się za daleko w
              > oświeceniu? I wyjaśnienie: jesli świat jest iluzją, to nie ma
              > rożnicy pomiędzy jakimikolwiek jego elementami. Gdy budzisz się ze
              > snu, to cokolwiek Ci się nie śniło, po przebudzeniu jest tylko
              snem,
              > natura każdego elementu snu miała naturę snu, czyż nie?



              po przebudzeniu dalej snimy, tyle, ze swiadomie..:)


              > > nie wazne gdzie, wazne co...
              >
              > niekoniecznie, przestaje to mieć znaczenie, bo widzisz, że iluzja
              > ogórka jest taka sama jak iluzja tortu ze szparagów, a dopiero za
              > tymi iluzjami jest coś co naprawdę Ci smakuje ;)


              dla mnie iluzja ogorka nie jest tozsama z iluzja kawalka krowy...

              >
              >
              > > cialo nie jest wiezieniem umyslu, ale jego przyczyna...umysl
              jest
              > > wypadkowa cielesnego mozgu i bezcielesnej swiadomosci...
              > >
              > Ok, to jest więzieniem świadomości, która w ciele staje się bardzo
              > ograniczona, w dosłownym sensie, ogranicza odczuwanie siebie do
              > odczuwania przez ciało


              swiadomosc nigdy nie jest uwieziona...to my mamy ograniczony do niej
              dostep...ogranicza nas mozg i umysl...
              • restyler Re: Osąd 25.11.09, 21:12
                by_luty10 napisał:

                > jestes oswiecony?
                >
                Nie, to jasne, to jest celem.
                >
                > rozumiem, ze masz co do siebie pewne plany i zamierzenia,
                chcialbys
                > temu podolac i ja Ci tego zycze ...w Twoich slowach pelno jest
                > jednak ocen i nie mozesz tego uniknac, ale czego mozesz uniknac to
                > potepienia i odrzucenia, a przede wszystkim myslenia, ze jestes
                > lepszy od innych, i tu sie z Toba zgadzam...
                > >
                >Tak i mam nadzieję, że w mych słowach nie ma potępienia i
                odrzucenia. Jeśli jest inaczej to mi to wskaż. Nie jest to żadna
                ironiczne prośba. Jeśli ktoś widzi mój błąd, którego nie widzę, to
                chcę go zobaczyć jak najszybciej. Jeśli zaś chodzi o używanie osądu
                przed oświeceniem, to proszę przeczytaj moją odpowiedź dla Lernakowa
                w wątku osąd – część 2. Mogę jeszcze dodać, że jeśli jesteśmy w
                pewnym systemie myślowym, w pewnej iluzji, to porzucając ją jeszcze
                przez pewien czas używamy narzędzi, które są nam dostępne, które
                pochodzą z tego systemu. Chyba niewykonalny jest przeskok z pełnej
                iluzji do pełnego oświecenia, na pewno nie jest wykonalny dla mnie.
                Celem jest jednak wyjście z tego systemu. Używam więc osądu w drodze
                do celu, którym jest całkowite porzucenie osądu. Wtedy muszę robić
                to tak, by osąd nie służył do podtrzymywania starego systemu, czyli
                musi być wolny od potępiania, odrzucania. Mogę to robić, gdy już
                przestałem osądzać innych w tym znaczeniu, że przestałem innych
                różnicować, wartościować, jednych jako lepszych, innych jako
                gorszych. Osądzam ich jako całkowicie równych sobie i mi, a dalszy
                osąd służy tylko pokazaniu jak wyjść ze świata osądu. Co pokazuję i
                sobie, i innym. Robię w sobie miejsce, uczę się by był to tylko osąd
                miłującego współczucia, osąd miłości, który z kolei zaprowadzi mnie
                do świata bez osądu . Pierwszy post w tym wątku był wskazaniem celu,
                który każdy może przyjąć lub odrzucić, a niektórzy przyjęli ten cel
                za swój wcześniej ode mnie i są dalej na tej drodze. Wskazałem
                jednak także, że porzucanie osądu jest procesem stopniowym.

                > no widzisz, ja wlasnie taka ocene stosuje, oceniam bez oceniania,
                > powaznie...moje oceny nie maja zadnych dalszych konsekwencji, nie
                > przywiazuje sie do nich, nie taplam i nie mysle, ze sa ostateczna
                > ostatecznoscia...
                >
                >I rozumiem, że nie są to osądy potępiające, odrzucające :) I to
                jest wspaniałe

                > no widze kochany kolego Twoja radosna prace, ale jesli wszystko
                jest
                > iluzja, to moze i Twoja praca nia jest..?
                > >
                > Tak oczywiście. Bo to jest wciąż iluzja. Wychodzę z niej poprzez
                pracę w niej. To tak jak we śnie, czasami miałem świadomość, że
                jestem we śnie. Chciałem się obudzić, ale nie mogłem. I podejmowałem
                pewne czynności we śnie by się jednak już obudzić. Te czynności
                wciąż były snem, ale celem nie było dalsze śnienie, tylko obudzenie
                się.
                >
                > lubie slowo przepraszam..:) jest czarodziejskie, pewnie znasz
                > czarodziejskie slowa - prosze, przepraszam, dziekuje...:))

                Tak, oczywiście. Tylko w przypadku tego jednego słowa chciałbym
                dojść do takiego momentu, gdy żadne moje czyny, słowa i myśli nie
                będą powodowały konieczności jego wypowiadania.

                > po przebudzeniu dalej snimy, tyle, ze swiadomie..:)

                Ale to jest wciąż sen. Zwykły sen jest dobrą analogią. Mogę śnić
                nieświadomie, podlegać nieprzewidywalnym prawom snu. Mogę śnić
                świadomie, świadome sny są cudowne, kieruję snem, a nie sen mną. Ale
                mogę obudzić się całkowicie.

                > dla mnie iluzja ogorka nie jest tozsama z iluzja kawalka krowy...
                >
                Ale wciąż jest iluzją. I wciąż służy temu samemu celowi –
                uniemożliwia zobaczenie tego co jest poza iluzją. Zrównuję więc
                formy, czy pomijam je, by nie przeoczyć tego, że pełnią tę samą
                funkcję – skrywają to co jest poza nimi.

                > swiadomosc nigdy nie jest uwieziona...to my mamy ograniczony do
                niej
                > dostep...ogranicza nas mozg i umysl...

                Zgadzam się. Dokładnie tak jak piszesz. Sam siebie uwięziłem,
                ograniczając sobie dostęp do pełnej świadomości.



                • by_luty10 Re: Osąd 26.11.09, 15:26
                  restyler napisała:


                  Tak i mam nadzieję, że w mych słowach nie ma potępienia i
                  > odrzucenia. Jeśli jest inaczej to mi to wskaż. Nie jest to żadna
                  > ironiczne prośba. Jeśli ktoś widzi mój błąd, którego nie widzę, to
                  > chcę go zobaczyć jak najszybciej.

                  dobrze, pod jaki adres..? tu pisac nie bede, Moderator wyrzuca watki
                  do kosza..:) moj adres by_luty10@gazeta.pl
    • caroli_ne_86 Re: Osąd 27.11.09, 20:19
      >Osąd jest fundamentem piekła, korzeniem wszelkiego zła, każdego istniejącego konfliktu

      Piekło?:)
      A czy są sprawdzone metody którymi można zmierzyć'zło' i 'dobro"?

      Staram się nie oceniać ludzi , nie walczyć, nie zmagać się z tym co nie przystaje do mojej wizji świata a jedynie chcę... zrozumieć .
      Pozdrawiam:)
      www.youtube.com/watch?v=Dfxkykd76eo

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka