Gość: Stokrotka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
06.03.07, 21:05
Wiele lat temu (styczeń 2001) pracodawca nie zapłacił mi ostatniej pensji.
Zwróciłam się do Państwowej Inspekcji Pracy, która nakazała wypłacić
pieniądze,
jednak pracodawca pieniędzy nie wypłacił.
Jeszcze w lutym 2001 zwróciłam się więc do Sądu Pracy,
a pierwsza rozprawa została wyznaczona na 4 paź 2001.
W przededniu pierwszej rozprawy, wieczorem , 4 uzbrojonych policjantów
dokonało u mnie w domu przeszukania z powodu fałszywego donosu pracodawcy na
mnie
(że ukradłam ćwiczenia- tekst, których byłam autorką, moja praca polegała
bowiem na prowadzeniu kursów komputerowych).
Faktycznym celem było zastraszenie mnie, bym nie dopominała się o pieniądze.
Policjanci zabrali mi komputer i inne rzeczy ,
a pracodawca w dniu następnym , oczywiście nie stawił się na rozprawie.
Potem również bardzo wiele razy nie stawiał się na posiedzenia sądu.
Zwróciłam się ponownie do Inspekcji która ponownie nakazała wypłatę
i pracodawca wypłacił mi wtedy należną odprawę,
nie wypłacając jednak pozostałych pieniędzy.
Sprawa w sądzie ciągnęła się i ciągnie do dziś.
Od 2004 roku zgłaszałam do różnych instytucji (Ministerstwo Sprawiedliwości,
Rzecznik Praw Obywatelskich i inne)
tę sprawę, a także to , że akta sprawy są niekompletne i w złym stanie.
W dniu 29 grudnia 2006 pojechałam do sądu jednak sędzia odmówił pisemnie,
na wniosku o skserowanie, skserowania 3 stron z akt sprawy.
Części z tych stron nie spodziewałam się dostać nigdy pocztą (co się
potwierdziło),
ponieważ już wcześniej wielokrotnie należne mi dokumenty przesyłano
nawet z kilkuletnim opóźnieniem, lub nie otrzymywałam ich w ogóle.
Chwilę później , jeszcze na terenie sądu, zaaresztowała mnie policja
pod pozorem kradzieży tego odmownego wniosku,
który stanowił moją własność, bo postępowanie jest jawne, więc mam prawo do
otrzymania na piśmie każdej decyzji sędziego,
a jak sąd chciał sobie zrobić kopię tego wniosku to mógł na własny rachunek.
Pracownica sądu pomówiła mnie o wyrwanie tego wniosku z akt sprawy, co było
ewidentnym kłamstwem, gdyż wniosek nigdy nie był wszyty w akta, i był cały,
bez jakichkolwiek naddarć, albo dziurek od zszywania, i bez jakich kolwiek
śladó kleju, czy czegokolwiek co mogło go wiązać z aktami.
Policja w dokumentach (protokół zatrzymania) napisała ,
że wypuszczono mnie o 14:40 jeszcze 29 grudnia 2006,
na prawdę jednak zamknęli mnie w areszcie, czego dowodzą posiadane przeze
mnie
kwity depozytowe z aresztu, i wypuszczono dopiero w dniu następnym około 13.
W czasie przetrzymywania głodzono mnie.
Pieniędzy nie odzyskałam do dziś.
Szczegóły sprawy:
niusy.onet.pl/niusy.html?t=watek&group=pl.soc.prawo&tid=8833838