Dodaj do ulubionych

Terminologia w starodawnych przepisach kulinarnych

23.04.10, 18:42
korzystam bardzo często z kuchni polskiej regionalnej gdzie
niektóre przepisy pochodzą z przed stu lat, ale je uwielbiam za
prostotę, ekonomiczność i super smak. Oczywiście dostosowane do
dzisiejszej formy języka polskiego i nowoczesnych miar, ale niektóre
wyrazy mnie jednak intrygują. Dziś gotowałam bigos, każdy przecież
wie jak się go robi, ale zajrzałam co jest napisane w owej książce i
tam taki fragment: "(...) Dodać parę łyżek powideł śliwkowych i
dusić póki się nie wysadzi i nie nabierze ciemnego koloru
.
(...)"

Co autor miał na myśli przez to słowo :" wysadzi" ?. Tak z
ciekawości pytam, może ktoś będzie wiedział

Obserwuj wątek
    • Gość: yśty witaj i poczytaj to: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.10, 19:55
      483. Kotlety wieprzowe duszone. Pokrajane kotlety wieprzowe zbić
      lekko, skropić cytryna, i złożyć jeden na drugim tak poleżą ze dwie
      godziny. Potem je posolić, obsypać kminkiem, dać do rądla i zalać
      paru łyżkami rosołu niech się tak duszą. Gdy wszystek rosół się
      wysadzi a tłuszcz z kotletów stopi, zrumienić je trochę, posypać
      lekko mąką, a gdy już miękkie, włożyć kawałek świeżego masła,
      przykryć, odstawić na bok, aby się masło nie zagotowało. Można także
      po zrumienieniu kotletów, zalać je pół szklanką białego wina a będą
      daleko smaczniejsze.
      To przepis stąd:
      www.kucharz1935.republika.pl/wieprzowina.html
      Czyli, biorąc na logikę, "wysadzanie się " polega na
      wygotowywaniu,odparowywaniu,zagęszczaniu przez odparowywanie.
      Zwrot ten często był używany przez Lucynę Ćwierciakiewiczową
      w Jej przepisach i książkach.
      Pozdrawiam
      Ps rondel ówcześnie pisało się przez "ą"
      • mvszka Re: witaj i poczytaj to: 23.04.10, 20:31
        dzięki ;)
        a i całkiem fajny przepis na te kotlety
      • dominikjandomin Re: witaj i poczytaj to: 23.04.10, 20:33
        Gość portalu: yśty napisał(a):


        > Czyli, biorąc na logikę, "wysadzanie się " polega na
        > wygotowywaniu,odparowywaniu,zagęszczaniu przez odparowywanie.

        Owszem, nawet bez logiki, to po prostu tą czynność oznacza...

        > Ps rondel ówcześnie pisało się przez "ą"

        Nie tyle ówcześnie, co pani Lucyna... gotować umiała dobrze,
        patriotką była wielką i serce wielkie też miała (i cięty język, gdy
        ktoś na straganie usiłował jej byle co wcisnąć), ale w obecnej naszej
        podstawówce i gimnazjum byłaby jedną z tych gorszych z ortografii...

        Z czego wniosek, że obecna szkoła ogłupia :)
        • mvszka Re: witaj i poczytaj to: 23.04.10, 21:23
          a w szkole Cię nie nauczyli, że każdy język się zmienia na
          przestrzeni lat? Jeśli tak, to faktycznie ogłupiające!
          • dominikjandomin Re: witaj i poczytaj to: 25.04.10, 20:15
            mvszka napisała:

            > a w szkole Cię nie nauczyli, że każdy język się zmienia na
            > przestrzeni lat? Jeśli tak, to faktycznie ogłupiające!

            Czyli pani Lucyna przepisy pisała przez wiele lat, bo co przepis, to
            ma inną pisownię?

            To faktycznie ogłupiające!
        • Gość: yśty Re: witaj i poczytaj to: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.10, 21:52
          Lucyna Ćwierczakiewiczowa(często współcześni jej pisali i
          wymawiali- Ćwierciakiewiczowa-co też pozostało do czasów
          współczesnych) urodziła się w 1829 roku. 6 lat później w
          ówczesnych książkach kucharskich używano rĄdli,a nie
          rondli,czyli pani Lucyna pisownię zaczerpnęła z dostępnej
          literatury.
          www.chefpaul.net/stare_recep.html
    • z_plus_z Re: Terminologia w starodawnych przepisach kulina 23.04.10, 23:41
      Pojedyncze, archaiczne słówka to pikuś. Zastanawiające bardziej jest to, że
      dawne przepisy nie podawały dokładnych miar i wag, i to może być problem. Nie
      chodzi mi o żadne fizyczne jednostkach, ale nawet o szklanki i garści ciężko.
      "Wybierz dorodny udziec wołowy, dodaj trochę marchewek i soli do smaku, otocz
      cebulą pokrojoną" itd.

      Widocznie wtedy sama nauka gotowania już wymagała wyczucia i obycia. Co
      niebezpiecznie prowadzi do wniosku, że dawne "wiejskie baby" więcej czaiły z
      tych enigmatycznych przepisów niż dzisiejsze, te z "kasty metropolitalnej",
      które muszą mieć wymierzone wszystko co do grama. "17,5 g mąki" ostatnio
      widziałam na blogu.
      • Gość: yśty witaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.04.10, 08:29
        kuchnia to nie apteka.Najmniej używanym przedmiotem w mojej kuchni
        jest waga.Wynika to z faktu,ze w pewnym momencie człowiek sobie
        uzmysławia,że niewielkie różnice wagowe mają małe znaczenie.Jak w
        przepisie są jajka, to nikt nie pisze,że tych jajek ma być 125
        gramów tylko ileś tam sztuk,a jajko jajku nie jest równe.Potem
        dochodzi się do wniosku,że szklanka szklance nie jest równa i tak
        po trochę,drobnymi kroczkami ,robi się po swojemu.Kto bawi się w
        ważenie tłuszczu do obsmażania mięsa,odważanie zieleniny,ważenie
        ziemniaków do zupy,odważanie składników do zapiekanek itd.Spytaj
        forumowiczki ,specjalistki od ciast i wypieków czy wszystko
        dokładnie ważą.
        Z tą apteką to też nie zawsze tak było,że decydowały miligramy, a
        ludzie jakoś żyli. Kiedyś znalazłem taki przepis na środek na
        bóle zębów:weź skrzydło nietoperza(jakiego i prawe czy lewe nie
        napisano),wysusz je za piecem a potem dokładnie ubij na proszek.
        Dodaj jadu ropuchy(ile-tez nie napisano),dwie garści kurzego łajna
        (jakie garści,czy suchego,czy świeżego?),garść suszonej kory
        dębu,trzy krople krwi menstruacyjnej,całość wysusz i utrzyj na
        proszek.Potem proszek wcieraj w chory ząb palcem lewej ręki. I co?
        Pomagało.
        • krysia2000 Re: witaj 24.04.10, 12:12
          Myślę, że obecna wagowa obsesja wynika bardziej z kontrolowania porcji, niż
          czegokolwiek innego. No i przydaje się podczas zakupów, bo coraz więcej i więcej
          produktów jest popakowanych w odpowiedniej wagi wielkości.

          Jeśli chodzi o tłuszcz do obsmażania mięsa, to niektórym by się przydał umiar.
          Jak widzę, jak znajome kumy czasem z butelki leją olejem zamaszyście na
          patelnię, i jeszcze podczas smażenia mielonych dolewają ("bo się przypali"), to
          mi się niedobrze robi.

          Te starodawne przepisy cytowane to rzecz oczywista, że mogą mieć luźno podane
          proporcje, ponieważ ich składniki nie są w procesie przygotowywania łączone na
          poziomie mikro tak, jak woda z mąką łączy się w gluten. Dwie marchewki w gulaszu
          w te czy we wte nie niesie ze sobą takich konsekwencji, jak przedobrzenie z
          tłuszczem w kruchym cieście, czy poskąpienie wilgoci w chlebie.

          --
          To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
          • bene_gesserit Re: witaj 24.04.10, 12:28
            Waga bardzo sie przydaje przy pieczeniu.

            Tylko bardzo doswiadczone cukiernice moga robic ciasta na oko, a i
            to tylko niektore rodzaje, noi na pewno nie przy probach nowych
            receptur.

            Co do wagi jaj: dobre ksiazki kucharskie podaja wielkosc jaj -
            srednio rozgarniety kucharz domowy moze sobie sprawdzic chocby w
            internecie, ze 6 malych jajek to to samo, co 5 duzych. To wystarczy.

            Jest spora roznica wagowa miedzy szklanka maki nienapowietrzonej i
            napowietrzonej, miedzy czubata lyzka mąki a plaska itd. Ciasto ze
            zle odmierzonych skladnikow moze wyjsc, ale moze wyjsc gorzej, niz
            ze zmierzonych precyzyjnie.
        • qubraq Re: witaj 25.04.10, 12:24
          Gość portalu: yśty napisał:

          > kuchnia to nie apteka....

          Mam prośbe do Ciebie: czy znasz może książkę pani Disslowej "Jak
          gotować"? jesli tak to napisz łaskawie co o niej sądzisz; mnie sie
          ona wydaje bardzo pożyteczną i mimo 80 lat dość przystępną :-)
          • Gość: yśty przepraszam,że tak późno. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.10, 22:58
            Opracowania nie znam i o poznanie zabiegał nie będę. Stosuję
            zasadę "entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem",prościej
            mówiąc- nie ma potrzeby mnożenia bytów.
            Sztuka kucharska jako efekt ciągu doświadczeń opiera się stale
            na tych samych produktach i tych samych metodach obróbki
            surowców.
            Można w niej tylko zmieniać proporcje,dodawać przysłowiowe
            wisienki czy wprowadzać produkty używane w krajach innych.
            Moim skromnym zdaniem wystarczy jedna,a dobra
            książka,tłumacząca przy okazji zasady,prawidła i reguły czy
            odsłaniająca tajniki. Każda nastepna książka jest tylko
            powieleniem,modyfikacją.Jeśli dorwie się człowiek do
            jednej,porządnej książki to w każdej innej widzi się tylko
            plagiat.Bo cóż to za przepis-sernik z galaretką. Sernik jest
            sernik,tak jak makowiec jest stale ten sam,czy pieczeń jest stale
            pieczenią. Od mojego pomyślunku,inwencji czy zasobów zależy
            reszta kombinacji,a do tego nie potrzebuję przepisu.
            Proszę popatrzeć na to forum i na wiele innych,mu podobnych.Czy
            np taki przepis na gotowanie schabu uprzednio marynowanego w
            mieszaninie majonezu jest wielce odkrywczy? Nasze babki
            wiedziały,że mięso należy kilkakrotnie parzyć,a nie
            gotować,pozostawiać w wodzie do ostygnięcia,a jak się je
            wcześniej zamarynuje jest smaczniejsze,bardziej kruche.A cóż to
            jest majonez-mieszanina kwasu,tłuszczu,przypraw. Czym to się różni
            od marynaty z kwaśnego wina,oliwy,przypraw ? I tak można
            porównywać godzinami.
            No więc sobie jakoś radzę bez wielu ksiąg .Musisz mi to
            wybaczyć.
            Pozdrawiam
            • qubraq Re: przepraszam,że tak późno. 26.04.10, 20:34
              Gość portalu: yśty napisał:

              > Opracowania nie znam i o poznanie zabiegał nie będę. Stosuję
              > zasadę "entia non sunt multiplicanda praeter cessitatem", prościej
              > mówiąc- nie ma potrzeby mnożenia bytów.

              Ja z kolei zastosuję zasadę "kam-sa ham ni da" czyli "wybacz że Ci
              d... zawracam"... i pozostane przy swojej ciekawości innych ..bytów

              > Musisz mi to wybaczyć.

              Dzieki serdeczne za uwagę jaką mi jednakowoż poświęciłeś :-)

              > Pozdrawiam

              wzajemnie!
              • Gość: yśty gwoli uzupełnienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.10, 22:09
                wyrażam nadzieję,że nie odebrałeś mojego postu wbrew moim
                intencjom.W pewnym momencie życia uzmysłowiłem sobie,że nie mam
                gdzie pościeli schować. Wszystkie meble do tego
                przeznaczone,wszystkie pojemniki w tapczanach i wersalkach
                pozapychane były książkami,w tym kucharskimi(ale nie
                tą).Przeprowadzka,remont czy przemeblowanie było katorgą.Zrobiłem
                remanent i wywiozłem z domu do nowego antykwariatu 5 polonezów
                książek.Od tego czasu księgarnie i antykwariaty omijam szerokim
                łukiem i chyba jestem zdrowszy.Korzystam teraz z bibliotek,no
                i mam satysfakcję,że to oni martwią się , gdzie to wszystko
                podziać.Prozaiczne to,ale prawdziwe.Przy okazji-kucharzenie nie
                jest moją jedyną pasją.
                Pozdrawiam.
                • qubraq Re: gwoli uzupełnienia 27.04.10, 17:54
                  Gość portalu: yśty napisał(a):

                  > wyrażam nadzieję,że nie odebrałeś mojego postu wbrew moim
                  > intencjom.W pewnym momencie życia uzmysłowiłem sobie,że nie mam
                  > gdzie pościeli schować. Wszystkie meble do tego
                  > przeznaczone,wszystkie pojemniki w tapczanach i wersalkach
                  > pozapychane były książkami,

                  Drogi Przyjacielu! Znam ten ból, sam mam w domu kilka tysiecy
                  najróżniejszych książek własnych plus drugie tyle anglojęzycznych
                  mojej żony, pomocnych w jej pisaniu podręczników do nauki języka
                  angielskiego! Do tego dochodzi ponad tysiąc czarnych płyt, ponad
                  tysiąc kompaktów CD, kilkaset kast VHS, kilkaset DVD, kilka ton
                  szpargałow setki buteleczek z nalewkami własnej produkcji.
                  Zwalczam to jak mogę ale baaaardzo wolno mi to idzie :-))

                  > Pozdrawiam.

                  I ja też :-)
          • marciasek Re: witaj 26.04.10, 22:32
            > Mam prośbe do Ciebie: czy znasz może książkę pani Disslowej "Jak
            > gotować"? jesli tak to napisz łaskawie co o niej sądzisz; mnie sie
            > ona wydaje bardzo pożyteczną i mimo 80 lat dość przystępną :-)

            wprawdzie pytanie nie było do mnie, ale pozwolę sobie dorzucić, że ja tę siążkę znam i opinię podzielam: bardzo ciekawa :)
            • Gość: zoya Re: witaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.10, 23:20
              Też mam tę książkę, bardzo ciekawa.
      • krysia2000 Re: Terminologia w starodawnych przepisach kulina 24.04.10, 12:20
        > dzisiejsze, te z "kasty metropolitalnej",
        > które muszą mieć wymierzone wszystko co do grama. "17,5 g mąki" ostatnio
        > widziałam na blogu.

        Hehehehe. Kasta metropolitalna, dobre. Tu właśnie wychodzi jaskrawo na wierzch
        kontrola porcji. Raz, że linię trzeba trzymać, więc zamiast blaszki ciacha
        upiecze się jeden kawałek, a dwa... to też jakiś wyraz samotności
        wielkomiejskich mrówek robotnic, zwanych na wyrost "metropolitalną kastą". Nie
        ma dla kogo upiec większej porcji. Co jak co, ale z ekonomiczno-kulinarnego
        punktu widzenia najoptymalniejsze jest żywienie rodzinne.
        • bene_gesserit Re: Terminologia w starodawnych przepisach kulina 24.04.10, 12:30
          Tu sie mylisz, a kolega sie przejezyczyl.
          Nie 'kasta', a 'klasa'. Noi - piecze sie blaszke ciasta, a
          niedojadki zanosi do pracy, gdzie z wdziecznoscia i zachwytem sa
          zzerane przez innych przedstawicieli klasy, co potem procentuje w
          zyciu zawodowym.
          • krysia2000 Re: Terminologia w starodawnych przepisach kulina 24.04.10, 12:54
            Nie mylę się, moja droga, tylko inaczej postrzegam.

            Jeśli przez "kastę" rozumieć sztywny, religijnie i obyczajowo usankcjonowany
            warstwowy podział społeczeństwa, to rzeczywiście w tym wypadku "klasa" jest
            trafniejszym określeniem. "Metrosi" mają zbyt wątłe możliwości choćby
            odtworzenia własnego stanu bez napływu świeżej krwi z zewnątrz. Nad świętym
            etosem też muszą popracować. Miejskie powietrze być może czyni wolnym, za to
            wiejskie CZYNI.

            Tylko, czy już "klasa", czy może dopiero teoretycznie wyłoniony odłam
            społeczeństwa, o podobnej sytuacji życiowo-zawodowej?

            Mówisz, że ciachem można się wdrapać po korporacyjnej drabinie? I czym to
            miałoby się w istocie róznić od kariery asystentki szefa parzącej najlepszą
            kawusię na świecie? Jakieś niepisane zasady częstowania obowiązują? Tak pytam,
            bo ja, robotnica prosta zupełnie nieobeznana z biurowymi rytuałami odchodzącymi
            na XXX-tym piętrze. Szefową się poczęstuje, zasmakuje jej, poufnym służbowym
            majlem złoży zapytanie o przepis, przepis wypróbuje z sukcesem, więc na następny
            nieformalny obiad z udziałem starszyzny zarządu weźmie ze sobą, a tam wda się w
            przemiła rozmowę z przeuroczą małżonką nadprezesa, zdradzi się jej w zaufaniu
            kilka niezawodnych sposobów na usunięcie plam po winie z krawata i w ten sposób
            wejdzie się w zażyłość ze ścisłym kierownictwem, tak?

            Czy jakoś inaczej?

            --
            To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
            • bene_gesserit Re: Terminologia w starodawnych przepisach kulina 24.04.10, 13:04

              No nie wiem, nie wiem. Nie spotkalam sie z okresleniem 'kasta
              metropolitalna', imho ono jest mylące, zwlaszcza w Polsce, w ktorym
              klasa metropolitalna w zasadzie dopiero tworzy - a kasta to rzecz
              a) zasiedziala b) niezmienna, a wiec c) nie przyjmujaca z definicji
              nowych czlonkow, chyba ze sie w niej urodzą.

              Ciachem mozna zyskac autorytet i przychylnosc, a te przydaja sie w
              chwilach kryzysu. Cukier krzepi wiezi miedzyludzkie bardziej niz
              cokolwiek. Co do twoich konfabulacji nt dzialania korporacji to nie
              skomentuje, bo stety mam o nich informacje jedynie z drugiej ręki.

              • krysia2000 Re: Terminologia w starodawnych przepisach kulina 24.04.10, 14:34
                > Ciachem mozna zyskac autorytet i przychylnosc,

                Pod warunkiem, że to ciacho marchewkowe. Z kijem.

                > Cukier krzepi wiezi miedzyludzkie bardziej niz
                > cokolwiek.

                A przefermentowany to dopiero spoiwo!

                W takim razie poproszę kawałek. Może być bez bitej śmietany.
                • bene_gesserit Re: Terminologia w starodawnych przepisach kulina 24.04.10, 15:17
                  krysia2000 napisała:

                  > Pod warunkiem, że to ciacho marchewkowe. Z kijem.

                  No co ty, jak pragne zdrowia, pleciesz, no.

                  > > Cukier krzepi wiezi miedzyludzkie bardziej niz
                  > > cokolwiek.
                  >
                  > A przefermentowany to dopiero spoiwo!

                  Nie jest to prawdą, imho. To pozory. Pijackie wiezi ulatuja wraz z
                  kacem.

                  > W takim razie poproszę kawałek. Może być bez bitej śmietany.

                  Akurat mi sie ziparka zepsula, wiec predzej dostaniesz koci ogon.
      • joanna-olga Re: Terminologia w starodawnych przepisach kulina 24.04.10, 14:43
        Tzw. "wiejskie baby" auszpików z książek Monatowej czy
        Ćwierczakiewiczowej ni na codzień ni od święta nie gotowały bo
        najzwyczajniej w świecie były niepiśmienne, a osoby korzystające z
        nich zwykle wynosiły podstawy sztuki kulinarnej z domu lub ze
        szkoły. To po pierwsze.
        A po drugie, w przepisach na wypieki czy też inne dania wymagające
        precyzyjnych proporcji podawane są dokładne ilości. Zwykle w
        uncjach, łutach i funtach ;)
        • mvszka Stare miary 24.04.10, 17:31
          wiejskie baby posługiwały się jednak językiem żeby sobie nawzajem te
          przepisy przekazać, co zresztą jest opisane w książce, z której
          korzystam.
          Miary stare to:
          łut(ok.12,7g)
          funt(0k.450g)
          garniec(4litry)
          kwarta(1litr)
          kwaterka(0,25l)
          cal(2,5cm)
          • krysia2000 Re: Stare miary 24.04.10, 21:24
            A na mojej wsi funt, kwarta, cal i garniec wciąż w użyciu som. A że nie SI, to
            insza inszość.
    • bobralus Re: tutaj, extra przepis 25.04.10, 17:52
      A ja lubie sobie z kuchni robić aptekę, odmierzyć co do grama na swojej
      elektronicznej stalowej wadze masło, chocby to było 226g, no lubie i co? Nie
      wpadam w spazmatyczny szał, kiedy sypnie mi się o gram więcej mąki, ale lubie
      mieć wszystko w miarę dokładnie odważone, robię sobie nawet poprawke na to, że
      mi część produktu (np. mleka skondesowanego) na sciankach miseczki zostanie:).
      Nie zwierzam się z tego szczególnie, bo wydawało sie mi to być nic nie znaczącą
      pierdołą, co najwyżej obajwem mojego lekkiego OCD, które raczej nikomu nie
      powinno wadzić, ale teraz widzę, że to poważniejsza sprawa?
      Często litraż lub gramatura ułamkowa wywodzą się własnie z przeliczania miar i
      wag z innych jednostek, czasem może zbyt automatycznie przepisanych, ale mnie
      osobiście jakoś to kością w gardle nie stoi, za to stawianie społecznej diagnozy
      na podstawie osobistych preferencji pieczenia ciast już zdecydowanie razi.
      Nikomu nie każę, nie narzucam swojej maniery (ba! nawet wiem, ze ciasta robione
      na oko mogą być tak samo udane), a ty Krysiu to robisz, mimo że pod płaszczykiem
      kuchennego wyzwolenia.

      P.S. Temat słownictwa ciekawy:)
      • bobralus Re: tutaj, extra przepis 25.04.10, 22:04
        ością oczywiście:DDDDD
    • mvszka Re: tutaj, extra przepis 25.04.10, 18:33
      hhehe pulpety z łoju - no samo zdrowie ;)
      • joanna-olga Re: tutaj, extra przepis 25.04.10, 21:11
        mvszka napisała:

        > hhehe pulpety z łoju - no samo zdrowie ;)
        >

        czego by nie mówić, zdrowsze niż placek na margarynie :)
    • dominikjandomin Re: tutaj, extra przepis 25.04.10, 20:24
      A gdzie kupić łój? Bo od lat nie widziałem...
      • Gość: mel Re: tutaj, extra przepis IP: *.fbx.proxad.net 26.04.10, 10:10
        A co to jest loj? Bo ja zylam w przekonaniu ze to inna nazwa sloniny, ale teraz
        twoje pytanie i blona w przepisie zachwialy moja wizja swiata. To tluszcz z
        okolic narzadow wewnetrznych?
        • dominikjandomin Re: tutaj, extra przepis 26.04.10, 16:31
          Tak, zwłaszcza wołowy czy barani - z tych zwierząt nie produkuje się
          słoniny.

          A łój jest zalecany do zrobienia frytury do smażenia - tylko nie ma
          łoju w sklepach.

          PS. Z łoju można też zrobić świeczki, na imprezę w dawnym stylu.
        • Gość: yśty witaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.10, 23:13
          Łoju wołowego nie ma, bo zżera go przemysł i to nie spożywczy.W
          Polsce (rocznie) produkuje się go 120-150 tysięcy ton.Na temat
          produkcji łoju baraniego nie ma danych statystycznych.
          Łój barani(jagnięcy) "konsumuje" Ściana Wschodnia. Głównie jako
          składnik kołdunów(tatarskich lub litewskich).Potrawa dla
          koneserów , potrafiących na jednym "posiedzeniu" zjeść,a potem
          strawić do 70 kołdunów.Fakt,że pomaga im w tym Trisz Divinis-
          piekielna nalewka ziołowa o smaku Nerwosolu,robiona z trzech
          kompletów ziół składających sie w każdym komplecie z 9
          ziół,czyli razem z 27 ziół. Nalewkę należy "zażywać" co pięć
          kołdunów.
          Barwnie opisał to Pan Melchior Wańkowicz w swoim "Tędy i Owędy"
          • joanna-olga Re: witaj 27.04.10, 07:32
            Nie zgadzam się z twoja opinia na temat Trisz Divinis. Jest to
            typowa nalewka ziołowa o pelnym harmonicznym smaku. Oczywiscie pod
            warunkiem, ze jest to oryginalny litewski produkt a nie jakies
            nalewkopodobne ciecze niewiadomego pochodzenia.
            Nie masz również racji co do łoju baraniego. Do kołdunów używa się
            łoju nerkowego. Wołowego.
            • Gość: yśty Re: witaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.10, 07:50
              Wadzić się jest rzeczą ludzką.Kołdunów z mięsa i łoju baraniego
              nie jadłem.Trisz Divinis degustowałem.Zacytowałem Melchiora
              Wańkowicza więc tam prosze kierować sprzeciw. Trojanka(oryginalna)
              ma dla mnie smak i zapach Nerwosolu i tego nic nie zmieni,bo to mój
              smak i moje powonienie. Nie oznacza to,że nie można jej postrzegać
              inaczej.Co do kołdunów to powiem tak-co dom i zagroda to inny ich
              skład.Wańkowicz uznawał tylko te z baraniny i łoju baraniego.
              Proszę przeczytać to:
              www.minrol.gov.pl/index.php?/pol/Jakosc-zywnosci/Produkty-regionalne-i-tradycyjne/Lista-produktow-tradycyjnych/woj.-
              podlaskie/Kolduny-litewskie
              Pozdrawiam
              • Gość: yśty Re: witaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.10, 07:54
                prosze wpisać do przeglądarki ten cały adres:
                www.minrol.gov.pl/index.php?/pol/Jakosc-zywnosci/Produkty-regionalne-
                i-tradycyjne/Lista-produktow-tradycyjnych/woj.-
                podlaskie/Kolduny-litewskie

                • joanna-olga Re: witaj 27.04.10, 08:40
                  Niestety, autor "ministerialnej" notatki powiedział co wiedział, a
                  wiedział niewiele. Po pierwsze, w tradycyjnych kołdunach mięso
                  zwykle jest mieszane wołowina i baranina. Przy czym wołowina
                  najwyższego gatunku. Po drugie mielenie niszczy strukturę mięsa i
                  farsz po ugotowaniu robi się nieprzyjemnie suchy. Dlatego mięso musi
                  być siekane.
                  Jeśli miałeś okazję spróbować tłustej baraniny (nie jagnięciny) to
                  zapewne wiesz, że tłusz barani jest raczej nieprzyjemny w smaku.
                  Dlatego do kołdunów uzywa się łoju wołowego okołonerkowego. W Polsce
                  bardzo trudnego do kupienia jeśli nie ma się znajomego rzeźnika.
                  A co do Pana Wańkowicza, pióro miał cudne, ale jako autora
                  hasła "cukier krzepi" trudno uznawać go za autorytet kulinarny.
                  Polecam raczej Marię Iwaszkiewicz z jej "Gawędami o jedzeniu" i
                  Marię Dislową, której podręcznik mimo upływu lat nadal jest bardzo
                  aktualną pozycją.
                  • Gość: yśty Re: witaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.10, 11:43
                    notatka z opisu potraw regionalnych ma jeden walor-nie sprowadza
                    pojęcia kołduny do jednej receptury,ale sygnalizuje prawdę,że co
                    dom,co wieś to inne kołduny.Ale wszystkie ,w mniemaniu
                    informatorów to te najpierwsze,najwłaściwsze i jedynie słuszne.
                    W książkach i internecie aż roi się od przepisów,gdzie i metoda
                    siekania jest opisywana.Trudno zawyrokować czy siekanie stosowano
                    z musu czy dla smaku(i tradycji). W sumie maszynka do mięsa
                    nie robi nic innego jak tylko sieka mięso.Robi to
                    szybciej,drobniej,dokładniej,ale jest to nadal mieso siekane( co
                    innego jest mięso skrobane,które ma inną konsystencję).
                    Nie jadłem kołdunów i baraniny właśnie ze względu na specyficzny
                    smak,a to że do farszu dodaje się wołowinę wynika raczej z
                    faktu,że jak się nie ma co się lubi ... .Po prostu ta potrawa
                    ma wiele "wariacji",a nie każdy lubi baraninę. Trzeba jednak
                    pamiętać o jej pochodzeniu,zdecydowanie orientalnym , gdzie
                    tradycja jedzenia barana od kopyt po rogi jest
                    niepodważalna.Ówcześni nie zawracali sobie głowy wołowymi
                    dodatkami.
                    Ja pisałem o łoju jagnięcym(do kołdunów) ,ale swoje
                    wypowiedzi zacząłem od informacji na temat łoju i to łoju
                    wołowego,bo to interesowało interlokutorkę.
                    Nie znam przemysłowego zastosowania łoju baraniego i nie sądzę
                    by miał on duże znaczenie gospodarcze.Raczej tylko spożywcze i
                    to w wybranych regionach kraju,tam gdzie żyja miłośnicy tego
                    tłuszczu.
                    M.Wańkowicza nie traktowałem jako autorytet kulinarny,jesli już,
                    to w bardzo wybiórczych i "mokrych" rozdziałach.Co do
                    hasła-to myślę,że miał rację- jak wieść niesie , hasło to
                    pokrzepiło go niezgorzej.No i trzeba przyznać,że żaden autor
                    nie dorównał mu w opisie rozkoszy podniebienia przy spożywaniu
                    kołdunów litewskich z baraniny i baraniego łoju.Pozdrawiam
            • qubraq Re: witaj 27.04.10, 18:10
              joanna-olga napisała:

              > Nie zgadzam się z twoja opinia na temat Trisz Divinis. Jest to
              > typowa nalewka ziołowa o pelnym harmonicznym smaku. Oczywiscie pod
              > warunkiem, ze jest to oryginalny litewski produkt a nie jakies
              > nalewkopodobne ciecze niewiadomego pochodzenia.

              Ja też robię nalewkę zbliżoną smakiem do litewskiej Trejos Devinerios
              i jak twierdzi jeden z nadleśniczych z Puszczy Knyszyńskikej jest
              chyba nawet smaczniejsza od oryginalnej jak i od tej ktorą robi
              słynny pan Piotr K. z Puńska :-)
            • mvszka Re: witaj 27.04.10, 19:59
              harmonicznym* smaku? a co ona jakieś dźwięki wydaje?
              przemądrzała to jesteś ale mądra to już nie

              *harmonijnym powinno być
              • joanna-olga Re: witaj 28.04.10, 07:41
                zapomniałaś/zapomniałeś odrobić lekcje z grzeczności
                • qubraq Re: witaj 28.04.10, 18:11
                  joanna-olga napisała:

                  > zapomniałaś/zapomniałeś odrobić lekcje z grzeczności

                  czy to do mnie? ...
                  • joanna-olga Re: witaj 28.04.10, 20:59
                    qubraq napisał:

                    > joanna-olga napisała:
                    >
                    > > zapomniałaś/zapomniałeś odrobić lekcje z grzeczności
                    >
                    > czy to do mnie? ...


                    nie, no coś ty? do mvszki
                    • qubraq Re: witaj 29.04.10, 17:32
                      joanna-olga napisała:

                      > nie, no coś ty? do mvszki

                      :-))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka