bobralus
04.12.16, 23:52
Obejrzałam dziś finał masterchef i nasunęła mi sie myśl pewnie mało nowatorska, ze prezentowany tam styl gotowania powoli odchodzi do lamusa, jeśli chodzi o kompozycje, silenie sie na dekomponowanie smaków itd. Ale jedna rzecz mnie naprawdę wkurzyła, choć zaznaczam od razu, ze i ja w tej kwestii nie jestem bez winy, ale tez nie zostałam ogłoszona najlepszym kucharzem Polski. Otóż wygrała osoba, ktora z wianka na głowie uczyniła swój znak rozpoznawczy, a w jej finałowym menu znalazły sie: wrzucane żywcem do wrzątku homary, foie grois oraz jagnięcina. Przy tym sama wyznała, ze dwóch pierwszych nigdy nie gotowała, także nie była przygotowana na względnie humanitarne i nastawione na maksymalne wykorzystanie przyrządzenie tych produktów. Pomijając moje prywatne przekonania, ze powinna byc jakaś granica w pogoni za smakiem, to było to dla mnie główna oznaka kompletnego zacofania w uprawianiu sztuki kulinarnej, gdzie stawia sie na świeżość, lokalnosc, ekologię, zdrowie i szacunek do produktu. Szkoda w moim odczuciu, ze nie wygrał drugi uczestnik, który postawił na rodzime smaki, chociaż jego dania były dla mnie z kolei mało apetyczne z powodu śladowej ilości warzyw. No i nigdy nie zrozumiem, o co chodzi z tym brakiem węglowodanów 😋