to chyba przesada....

29.11.02, 13:13

Sobota
Zupa szczawiowa z jajkiem
Zraziki cielęce z pieczarkami
Ziemniaki
Sałata lodowa z sosem vinaigrette


Niedziela
Zupa pomidorowa z makaronem
Duszone polędwiczki wieprzowe w sosie własnym
Kopytka
Buraczki zasmażane


Poniedziałek
Zupa fasolowa
Kotlet mielony
Mieszanka warzywna z mrożonki (duszona z masełkiem)
Ziemniaki

Wtorek
Zupa fasolowa
Szaszłyki z karkówki
pieczywo
Ogórki kiszone

Środa
Zupa z gąsek z zacierkami
Placki kartoflane + twarożek ze szczypiorkiem

Czwartek
Zupa z gąsek
Pierś z indyka pieczona z jabłkami
Ryż
Surówka z kapusty pekińskiej z żurawiną i jogurtem

Piątek
Zalewajka z "wkładką" (kiełbaska)
Placki z jabłkami

Sobota
Rosół drobiowy z makaronem
Potrawka z kurczaka
Ryż
Marchewka z groszkiem

to jest wykaz obiadów z zeszłego tygodnia + dzisiaj i plan na jutro.
Zaznaczam, że jestem "kobietą pracującą", a nie siedzącą w domu. Co prawda
potrawy nie są specjalnie praco- i czasochłonne, ale i tak przeważnie
przygotowuję je częściowo poprzedniego dnia wieczorem, aby po powrocie z
pracy szybko je dokończyć.
No i dzisiaj się zezliłam, bo kiedy zaproponowałam mężowi, abyśmy poszli w
niedzielę do restauracji, popatrzył na mnie jak na kosmitę i powiedział : "a
po co, to w domu nie ma obiadu?" Może on myśli, że te obiady się same robią,
może ja po prostu przesadzam i za bardzo go przyzywczaiłam, że w domu jak na
stołówce - zawsze pełny obiad jest. Może czaasem podać mu na obiad po prostu
jajecznicę albo kanapkę, to się zastanowi?
Jak jest u Was?

    • the_ladybird Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 13:41
      !!!
      Postawię Ci pomnik, trwalszy niż ze spiżu...
      Default, Ty tak naprawdę?????

      A czy Twój mąż choć odrobinę Ci w tym pomaga?
      No nie wiem, jeśli nie chce gotować, to może choć naczynia myje, co?

      Nie wiem, ja na szczęście nigdy nie miałam podobnego problemu, bo mój mężczyzna
      lubi kuchnię chyba bardziej ode mnie...

      No ale wydaje mi się, że najgorzej to być niedocenianą. :( Ja nie wiem, czy
      Twój mąż zdaje sobie sprawę, że to nie jest takie całkiem zwyczajne jeść
      codziennie dwudaniowy obiad? I to jeszcze codziennie coś innego? Ile to pracy
      wymaga? Jak rozmawiam z moimi pracującymi znajomymi, to oni i one raczej nie
      mają na to czasu. Jedzą albo na stołówce, albo w jakichś barach... a jeśli w
      domu to najczęściej jedno danie, zupa rzadko. Sama gotuję zawsze dużo za dużo i
      wrzucam do zamrażalnika, co tylko się da...

      Wyrazy podziwu jeszcze raz.
    • kdd Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 13:46
      Zdecydowanie go rozpuscilas. Mozesz ulatwic sobie zycie i kiedy masz wiecej
      czasu (np.: w sobote) ugotuj taka ilosc zeby starczyla na caly tydzien. Duzy
      garnek zupy mozna wstawic do lodowki. Podobnie mozna usmazyc
      kotlety/nalesniki/placki na caly tydzien, albo przygotowac w duza ilosc np.:
      potrawki z kurczaka, czy golabkow. Przygotuj tez wieksza ilosc marchewki z
      groszkiem, albo buraczkow. Mozesz tez podzielic to na porcje i zamrozic. A
      potem tylko odgrzewasz + gotujesz torebke ryzu (makaronu, albo kupnych
      kopytek), jesli bedziesz miec dzien litosci dla meza mozesz nawet przygotowac
      mu jakas surowke i obiad gotowy. Jesli bedzie grymasic, ze codzien musi jesc to
      samo - zaproponuj restauracje :-)))))))
    • the_ladybird Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 13:52
      default napisała:

      > Może czaasem podać mu na obiad po prostu
      > jajecznicę albo kanapkę, to się zastanowi?

      No i jeszcze jedno: dlaczego podać?

      Może wystarczy plan kuchni i lodówki z zaznaczonymi miejscami, gdzie chleb,
      masło, nóż....
      Moja znajoma kiedyś tak zrobiła, jak ją mąż zdenerwował podobnie, jak Twój
      Ciebie. :D Pomogło, chociaż awantura była podobno ogromna :(
      Mówiła mi, że później największy problem stanowiło dla niej to, że mąż jej
      pomagał. Był podobno straszliwie niezdarny itepe, więc nieraz miała wielką
      ochotę go z tej kuchni po prostu wyrzucić. Ale zawzięła się, zacisnęła zęby...
      i wygrała. :)
      • default Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 14:04
        Dzięki za wyrazy uznania.
        Mój mąż nie pomaga mi w kuchni zupełnie. Tzn. czasem zmywa albo - to już
        wyczyn - ugotuje żarcie dla psów (bo ja jeszcze gotuję dla czterech psów, ale
        to co drugi-trzeci dzien. Nie chcę przez to powiedzieć, że on nic nie robi, bo
        generalnie jest to człowiek bardzo pracowity, ale głównie zawodowo
        oraz "męskie" prace domowe (naprawy,remonty, palenie w kominku, rąbanie drzewa,
        koszenie trawnika, często też sprzątanie itp.). Do tego jest właśnie taką
        kompletną niezdarą kulinarną i wkurza mnie niesamowicie w kuchni. Ja natomiast
        dosyć lubię gotować, więc nawet sprawia mi to przyjemność, że co dzień niemal
        jest inny obiad. Ale przykre jest to, że ktoś to uważa za tak naturalne, jak to
        że po nocy przychodzi ranek :((
        Ladybird, ja widocznie nie mam tyle cierpliwości co Twoja znajoma, bo kiedy
        czasem patrzę, jak sobie sam robi kanapkę, to mi się ręce zaczynają trząść -
        narobi przy tym takiego pieprzniku jakby szykował kolację dla 6 osób.
        Pozdr,
        def
        • the_ladybird Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 14:15
          Rozumiem teraz, że nie z podziałem obowiązków się borykasz :)
          Dobre i to, choć niedocenianie boli. Może nawet bardziej?

          Ja w każdym razie uważam, że jesteś wielkim skarbem dla Twojego męża. Tyle że
          Tobie nic z mojego podziwu nie przyjdzie, to On powinien (czy to dobre słowo?)
          wiedzieć, jak ważne jest dobre słowo i odrobina uznania :)

          pozdrawiam i życzę... sama nie wiem, czego Ci w takiej sytuacji życzyć?
          Żeby zrozumiał?
          • default Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 14:25
            Coś mi jednak przyszło z Twojego uznania dla moich kuchennych wyczynów -
            upewniłam się, że jednak nie jest to mój "psi obowiązek", ale coś bardzo
            pozytywnego.
            Dzięki,
            def
    • Gość: anula Re: to chyba przesada.... IP: sea:* / 158.2.8.* 29.11.02, 14:28
      Zazdroszczę takich obiadów. Ja wprawdzie jadam samotnie, więc zadowalam się
      byle czym, ale i dla dwojga tez nie wyobrażam sobie gotowania codziennie. Tak
      co drugi, trzeci dzień to jeszcze. Sama żyję na odgrzewanych półproduktach. A
      niezdarność to najlepsza metoda na to by czegoś nie robić. Skąd ja to znam;)
      • default Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 14:56
        Gość portalu: anula napisał(a):

        . A
        > niezdarność to najlepsza metoda na to by czegoś nie robić. Skąd ja to znam;)

        Hi, hi, ja to też znam nie tylko w wykonaniu mojego męża, ale i moim -np. tylko
        raz spróbowałam rąbać drzewo - oczywiście postarałam się zrobić to tak, żeby mi
        od razu wyrwał siekierę z ręki i zabronił w ogóle dotykać. W podobny sposób mam
        z głowy koszenie trawy :))
    • kicior99 Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 15:04
      To nie jest przesada. Nie uwazam tego za jakies szczegolne rozpasanie...
      Smacznego
    • hania_76 Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 15:48
      Myślę, że to przesada... Sposób z kanapką albo jajecznicą jest dobry. A może
      jeszcze lepiej będzie zaprosić męża do kuchni, żeby Ci towarzyszył w robieniu
      obiadu od początku do końca (najlepiej, żeby jeszcze przytaszczył siatki z
      zakupami do domu) i zobaczył ile zabiera to czasu i pracy. Może wówczas
      zrozumie, ile trudu Cię to kosztuje i nie będzie patrzył jak na kosmitę, kiedy
      zaproponujesz pójście do restauracji?

      Jak to jest u mnie? Z tego co słyszę po kolegach i koleżankach - raczej
      nietypowo. Mieszkam od prawie dwóch lat z moim narzeczonym i zdarza nam się
      kłócić, ale jeszcze nigdy nie było między nami sporu o sprawy domowe, czyli
      zakupy, sprzątanie, robienie jedzenia, pranie, prasowanie, zmywanie i inne
      sprawy. Obydwoje pracujemy do późna, obydwoje lubimy gotować, ale nie mamy na
      to na co dzień czasu. Obiady jemy w tygodniu "na mieście" - czasem we dwoje,
      czasem ze znajomymi. Wracamy do domu nie wcześniej niż o 18:30, ale najczęściej
      po 19, więc obiad o tej porze, zwłaszcza kiedy następnego dnia trzeba wstać
      wcześnie do pracy, raczej nie ma sensu. Robimy sobie jakieś kanapki, tosty albo
      inne przegryzki, albo zjadamy owoce i już. Śniadanie robi to z nas, które
      akurat nie prasuje (tak jest szybciej). W weekendy jemy w domu - przeważnie
      gotujemy razem, albo jesteśmy zaproszeni do jednych z rodziców albo znów "na
      mieście", np. kiedy mamy dużo bieganiny i załatwiania rzeczy, na które w
      tygodniu nie ma czasu.

      No i tak to u nas wygląda.

      Porozmawiaj spokojnie z mężem i powiedz mu, że naprawdę trudno Ci pracować na 2
      etaty 7 dni w tygodniu.

      Powodzenia!
    • kdd Re: to chyba przesada.... 29.11.02, 16:13
      Widze, ze przeszla Ci zlosc. Potrzebowalas poczuc sie doceniona i uslyszec
      chociaz pare slow uznania dla Twojej pracy. Mimo, ze lubisz gotowac i jestes
      zadowolona, ze kazdego dnia macie na obiad cos innego, to uwazam, ze ze
      wzgledow pedagogicznych powinnac zafundowac mezowi tygodniowa monotonna diete z
      odgrzewanych produktow (przygotowanych na caly tydzien i zamrozonych). Maz
      bedzie grymasic, Ty pewnie tez wolalabys zjesc cos swiezo przygotowanego, ale
      moze wtedy szanowny malzonek doceni Twoja prace.
    • Gość: kaska Re: to chyba przesada.... IP: *.tele2.pl 29.11.02, 18:11
      a czemu maz sam czegos nie ugotuje?????? U mnie - ja czesto wyjezdzam i moj
      facet musial sie nauczyc. Czesto tez pracuje w domu i nie mam czasu gotowac
      wiec gotuje on. A nieraz robie obiad na dwa dni. Ty swojego meza - sadzac po
      zamieszczonym menu - po prostu przyzwyczailas do obiadow z dwoch dan,
      codziennie innych. To sie teraz nie dziw...
      Pozdr, k
    • tessa13 Czyś Ty zwariowała?! 29.11.02, 21:32
      Hallo,

      Dziewczyno opanuj się! U nas to wyglądało tak:

      Sobota:
      restauracja, bo nam się przed kinem nie chciało gotować

      Niedziela:
      fajitas; robił mąż, bo a) wstaliśmy późno, b) ja miałam terminy i c) jeść nam
      się tak właściwie nie chciało

      Poniedziałek:
      sandwicze z tuńczykiem, szynką, serem, itd. (także robił mąż, bo był wcześniej
      w domu)

      Wtorek:
      Tagliatelle z sosem pomidorowym i owocami morza

      Środa:
      spotkanie z przyjaciółmi - a więc: restauracja

      Czwartek:
      Wok! Pierś kurczaka z papryką, bambusem, kiełkami, itd.

      Piątek:
      Ja zrobiłam kubański sos, mój skarb zajął się wszystkim innym, tzn. kurczakiem,
      sałatą, pomidorami, itd. Do tego baguette.

      Sobota:
      Jutro mamy gości, a więc będzie mały bufet: serrano, coppa, tete de moin,
      oliwki, krewetki...

      > to jest wykaz obiadów z zeszłego tygodnia + dzisiaj i plan na jutro.

      Mogę tylko powtórzyć: zwariowała!

      > No i dzisiaj się zezliłam, bo kiedy zaproponowałam mężowi, abyśmy poszli w
      > niedzielę do restauracji, popatrzył na mnie jak na kosmitę i powiedział : "a
      > po co, to w domu nie ma obiadu?"

      *hihi* Przyślij go do mnie - ja jego czegoś takiego nauczę... ;-)))

      > Może on myśli, że te obiady się same robią,

      No wiesz, jak jesteś Alien, to te obiady się oczywiście same robią!

      > może ja po prostu przesadzam i za bardzo go przyzywczaiłam,

      Exactly, moja Droga! Ty naprawdę przesadzasz i to zdrowo przesadzasz!. U nas
      nie ma "pełnych" obiadów. Moja mama też nie robiła "pełnych" obiadów, bo tego
      nikt nie jadł. Zupy nie ruszę i słodkiego nigdy nie lubiłam, no więc po
      cholerę "pełny" obiad?

      > zawsze pełny obiad jest.

      I właśnie to jest błędem. Te bzdury to ja nawet mojej teściowej wypędziłam.

      > Może czaasem podać mu na obiad po prostu
      > jajecznicę albo kanapkę, to się zastanowi?

      Yepp! To po pierwsze. Po drugie: on jest sparaliżowany, czy co? Zapędź go do
      kuchni! Niechby nawet marchewkę, pietruszkę, czy diabli wie co kroił...

      > Jak jest u Was?

      Tak jak to wyżej opisałam. ;.-)

      Ciao

      Tessa
    • Gość: kobita Re: to chyba przesada.... IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 29.11.02, 21:52
      Z calym szacunkiem...ale czy wy nie jadacie za duzo miesa?

      Co do malzonka...To ty uczynilas z niego udzielne ksiazatko! Niech na poczatek
      obiera ziemniaki, kroi marchewke, rwie salate, placze przy cebuli. Oczywiscie,
      ze na poczatku potnie sie, zaswini cala kuchnie, zaplacze (spoko, spoko, mam na
      mysli tylko cebule...)POtem bedzie juz tylko normalnym facetem. A jaka
      jajecznice ci kiedys zrobi!!!
    • asiall Re: to chyba przesada.... 30.11.02, 00:12
      Default....to jest jak menu z restauracji.
      1) chyba jesteś aniołem
      2) Każdego da się nauczyć PODSTAWOWEGO gotowania. nie umrzecie z głodu kiedy facet będzie się uczył:)
      3) pierwszego dnia niech przynajmniej siedzi na stołeczku w kuchni i CAŁY CZAS niech patrzy jak to wszystko swoimi łapkami robisz. niech widzi, ze SAMO SIE NIE ROBI. niech siedzi i niech widzi ile to czasu zajmuje.
      4) sa duze szanse ze drugiego dnia SAM ZAPROPONUJE pomoc.
      5) Wspomniałaś, że jest w kuchni niezdarny. to nic. neich sie zajmie czyms, co nawet jezeli sie kruszy/tlucze/lamie/rozsypuje to i tak w miare latwo posprzatac. np nic tlustego czy klejacego. Warzywa moze przygotowywac, makaron, ryz gotowac. Chodzi o to, zeby (w przypadku kiedy zrobi oborkę) nie zniechecil sie przy sprzataniu po sobie. jak sie nauczy zachowywac w kuchni, to pozniej nie bedzie taki przerazony przy jakimkolwiek kuchennym zajeciu:)

      ZYCZE POWODZENIA.
      Napisz czy cos sie udalo.
      Pozdrawiam serdecznie.
      A.
      • tessa13 Re: to chyba przesada.... 30.11.02, 01:33
        Hallo Asiall,

        > 1) chyba jesteś aniołem

        Nie! Napewno tak samo robiła mama, babcia i prababcia...

        > 2) Każdego da się nauczyć PODSTAWOWEGO gotowania. nie umrzecie z głodu kiedy
        fa
        > cet będzie się uczył:)

        Gotowanie to nie zaraza! Mój mąż umiał już przede mną gotować. Wszyscy moi/nasi
        przyjaciele gotują.

        > 3) pierwszego dnia niech przynajmniej siedzi na stołeczku w kuchni i CAŁY
        CZAS
        > niech patrzy jak to wszystko swoimi łapkami robisz. niech widzi, ze SAMO SIE
        NI
        > E ROBI. niech siedzi i niech widzi ile to czasu zajmuje.

        Sorry, ale to jest bullshit... Default swojego męża po prostu rozpieściła i -
        jak tak pi razy oko policzę kalorie - także spasła jak prosiaka. Która normalna
        kobieta pracuje i gotuje _codziennie_ trzy dania?!

        > 4) sa duze szanse ze drugiego dnia SAM ZAPROPONUJE pomoc.

        ???

        > 5) Wspomniałaś, że jest w kuchni niezdarny.

        Ja znam takie egezmplarze... To są wymówki! Samochód umie naprawić, ale jak ma
        marchewkę porkroić ma dwie lewe ręce? Aha!

        Także serdecznie pozdrawiam

        Tessa
        • mufka Re: PRZESADA? - malo powiedziane 30.11.02, 02:04
          Uwielbiam gotowac i nie potrzebuje pomocy w kuchni, ale facet ktory nie potrafi
          sobie sam zrobic kanapki lub cokolwiek do zjedzenia niebylby moim Mr_Right.
          Na Twoim miejscu wyjechalabym sama na tydzien w gory lub nad morze, zeby
          odpoczac i zeby on zglodnial;))))
    • Gość: elask Re: to chyba przesada.... IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.02, 15:10
      Lubię gotować, pracuję i wielkiej pomocy ze strony męża nie mam, bo wraca z
      pracy ok. 19-20, a ja ok.16. Mąż je w pracy coś gorącego, dzieci w szkole, a ja
      gotuję raz na 2-3 dni jakąś pożywną zupę , sos z ryżem lub makaronem itp,W
      każdym razie coś co łatwo odgrzać. Gotuję większą ilość bigosu, gołąbków,
      flaków itp. i zamrażam w "jednoosobowych" porcjach. Jak mąż wraca z pracy
      czasami ma ochotę na coś gorącego to je to co pozostało lub coś rozmrażam.
      Jak mu nie odpowiada to smaży sobie jajecznicę. Jak mam czas to zrobię
      naleśniki dla dzieciaków albo pizzę. Obiady dwudaniowe są w weekendy,przy czym
      zupa jest zawsze gotowana na dwa dni.
      • tiny Re: to chyba przesada.... 30.11.02, 19:16
        mój mąż na szczęście gotuje gdy trzeba i to raczej on
        częściej bywa w kuchni niż ja. po prostu kiedyś (jakieś 4
        lata temu :))) uznał, że to on będzie gotował zupy, bo
        jemu te z mrożonek nie smakują. z zachwytem patrzę jak
        kroi warzywa na drobną kosteczkę (też umiem, ale... po co
        aż tak????), miesza, pichci, smakuje...
        jeżeli zdarzy nam się ugotować obiad (dziecko jest w
        przedszkolu do 18.30 i tam je obiad i kolację, wiec w
        domu przed snem wciąga tylko kanapki, albo jogurt,
        ewentualnie miseczkę zupy), to najczęściej robimy to
        razem - na raty.

        nie robię mężowi śniadań ani kolacji - bo ma rączki, a w
        dodatku sam wie najlepiej na co ma apetyt. dziecku
        przygotowujemy jedzenie na zmiany - kto jest blizej, ten
        kłania się lodówce. teściowa próbowała mnie wychować, ale
        wytłumaczyłam, że jesteśmy z grubsza podobnie zbudowani,
        jemu nic nie brakuje, a ja ciezko pracuję.
        no i dlatego mam zdaniem znajomych dobrze - a według mnie
        - normalnie ;)))))))))))))))
        • Gość: kama Re: to chyba przesada.... IP: 195.117.68.* 30.11.02, 21:08
          robisz swojemu ukochanemu wielką krzywdę , za kilka lat będzie miał za wysoki
          cholesterol i zawyżone lipidy . a ponadto za 30 lat , jak będziesz musiała
          wybyć z domu na parę dni, to będzie totalna tragedia - nie będzie umiał
          poruszać się po kuchni ,nie mówiąc o gotowaniu, pozdr.KAMA
      • Gość: LuLu Re: to chyba przesada.... IP: *.proxy.aol.com 30.11.02, 19:56
        Przesada nie przesada.... jakiego sie wychowa, takiego sie ma.... wiem dobrze,
        sama mam takiego w domu!!!!
        Uwielbiam gotowac i robie to dla wlasnego zadowolenia, a maz mysli ze tak ma
        byc, no w kolo Macieju.....
        Roznica u mnie jest taka, ze prawie nigdy nie gotuje zup, za to codziennie jemy
        duzo salat i warzyw (i nie duszonych z maselkiem) + drob lub ryba, rzadko
        czerwone mieso. Na deser owoce.
        Jak zapomnisz jak sie robi zraziki, to maz sam wynajdzie restauracje, gdzie
        nareszcie daja cos "porzadnego"...........
        • default Re: to chyba przesada.... 02.12.02, 11:51
          Widzę, że większość z Was jednak nie pochwala mojego postępowania, ale macie
          rację, że najgorzej to faceta przyzywczaić....Ponadto ja pracuję krócej od
          niego i jestem w domu dużo wcześniej - jakże miałabym czekać bezczynnie aż on
          wróci i coś ugotuje, bez sensu. U nas akurat podział obowiązków domowych
          wygląda inaczej - każdy ma swoją "działkę", do której drugi się nie wtrąca.
          Co do doboru potraw - to też kwestia gustów mojego męża, jest
          wybitnym "mięsożercą" i fanem zabielanych zup, które ja jadam w niewielkich
          ilościach. Za to surówki on traktuje jako "garni" i to ja zjadam prawie całość.
          Mimo to nie jest spasiony, dużo pracuje fizycznie, więc mu to raczej nie grozi.
          Sam zostawał nieraz, kiedyś nawet na 6 tygodni - odżywiał się wtedy jajecznicą
          i rybkami z puszki....
          A dzisiaj mamy zupę "śmieciówkę" (jarzynową z pomidorami i włoską kapustą) -
          uwaga! - nie ma drugiego dania, może będą kiełbaski na gorąco i sałata z
          pomidorami. A może niech sobie zrobi co chce ;))
          pozdrawiam wszystkich,
          def
Pełna wersja