Dodaj do ulubionych

Tragiczne pomylki w kuchni

    • the_ladybird Re: Tragiczne pomylki w kuchni 11.04.03, 10:30
      Tego chyba jeszcze nie było :)

      To przygoda mężczyzny mojego życia - przeważnie gotuje on bardzo dobrze...

      Jako że ja miałam wtedy mnóstwo zarwanych nocek za sobą, po przyjściu do domu
      postanowiłam pozwolić sobie na popołudniową drzemkę. Usłyszałam cudowną
      zapowiedź - Ty sobie śpij, a ja zrobię obiad :)
      Postanowił zrobić pizzę, na cieście drożdżowym - wiedział, że drożdże trzeba
      rozpuścić w ciepłym mleku. No to wstawił mleko na gaz i jak się zagotowało - to
      zalał nim drożdże....
      I ciasto za nic w świecie nie chciało urosnąć. W ogóle nic :)

      Cóż wtedy zrobił mój ukochany? Zagotował następną porcję mleka i zalał nim
      następną porcję drożdży :) znowu nic... mówił mi później, że był szczęśliwy, bo
      (siłą woli chyba :D) wywołał pojawienie się jednego bąbelka w cieście...

      Po trzeciej nieudanej próbie postanowił mnie obudzić:
      - słuchaj, te drożdże to jakieś zepsute - ciasto nie rośnie - oznajmił.

      Dojść nie mogliśmy, co się stało - aż kazałam mu krok po kroku odtworzyć
      wszystkie czynności. Dopiero kiedy zobaczyłam, jak wrzątkiem traktuje kostkę
      drożdży, wszystko stało się jasne :)
      Długo nazywałam go drożdżowym mordercą :D :D
      __

      Z moich grzechów najlepiej pamiętam frytki z dzieciństwa. Otóż obrałam
      ziemniaki, pokroiłam je w piękne słupki i wrzuciłam do... zimnego oleju :)
      Później jeszcze poprawiłam mieszając to wszystko energicznie....
      Wyszła "apetyczna inaczej" ziemniaczana super tłusta klucha :(
    • kasia_57 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 11.04.03, 14:29
      Rewelacyjny wątek:))
      Ja także miałam wpadkę. O, żeby to jedną. Ta, o której piszę, miała miejsce
      podczas świętowania 50 rocznicy ślubu rodziców mojego Najmilszego. Poniewż
      postanowiliśmy wszyscy zrobić toę uroczystość Rodzicom w domu, a jest nas
      dzieci prawdziwych i wżenionych sporo, więc podzieliliśmy zadania między
      siebie. Na mnie padło zrobienie sałatki z kurczaka i z czegośtam jescze. Ja się
      generalnie migam od kuchni, jestem generalnie leworęczna i lewonożna do takiej
      roboty. Ale mus-to-mus.
      POjechaliśmy po zakupym bo echow lodówce było straszne (dzieciaki były w
      okresie dojrzewania i żarły za brygadę całą). Kupiliśmy jakies kurczęce piersi,
      pakowane w folii na tackach styropianowych, jakieś inne ingrediencje do tej
      sałatki kurczacznej, poczem rzuciliśmy to wszystko na stół i polecieliśmy po
      ciąg dalszy zakupów.
      A - mamy kota. Panienkę bardzo rozpieszczoną, teraz ma prawie 14 lat a wtedy -
      chyba z 11 miała. Dystyngowana, śliczna. Słowem na codzień wersal.
      Wracamy my do domu w galopie strasznym, wieczór już był a na drugi dzień od
      rana - do Mamy na tę rocznicę... A tu po podłodze walają się tacki
      styropianowe, biusty kurczaczne rozwółoczne, niczym padlina po bitwie... Ale
      nie zjedzone a nadgryzione, każdy biust nadgryziony i porzucony. Kot siedział
      na schodach z kamienną mordką i usiechem kota z Cheshire na pysku.
      Rzuciłam się do zbierania piersi, mąż dostał ataku śmiechu, chłopaki orzekli,
      że kicha, nie będzie sałatki...
      POleciałam do sąsiadki, bo sklepy były pozoamykane już o tej porze. A sąsiadka
      na to spokojnie: Kot szczepiony?
      ja: "szczepiony"
      "ODrobaczony?"
      "Odrobaczony"
      "Zdrowy?"
      "Jak bydlę"
      "To dawj to biusty" - ugotowałyśmy te nieszczęsne nagryzione biusty kurzęce,
      zrobiłyśmy sałatkę - bo ja tego wtedy nie umiałam(...). Efekt końcowy był
      śliczny (no ta moja sąsiadka wspaniale gotuje i pięknie potrafi "ubrać"
      potrawę).
      zAbrałam michę, i nazajutrz zawiozłam do Mamy. Mamie się przyznałam, Mama z
      błsykiem w oku kazała postawić na stole i milczeć, zastanawiali się potem tylko
      wszyscy, że obie z Mamą móiłyśmy "miauuuuu", jak ktoś sięgał po sałatkę...
      Zjedliśmy ją całą... BYła pyszna...
      • Gość: Zołza Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.chello.pl 16.03.06, 23:51
        Tu mi się przypomina, jak pies porwał kiełasę z tacki koło grilla, a mój tata
        dzielnie wyrwał jej to z pyska i miejsce ugryzienia dezyffekował, polewając
        wódką ;-D
    • Gość: Tashi Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.elblag.dialog.net.pl 16.04.03, 02:41
      Nie moge sie opanowac, zeby nie dopisac poczynan kulinarnych mojego brata,
      kiedy mial jakies 4 lata :)
      Pewnego dnia mama gotowala grochowke. Zabraklo jej czegostam i musiala wyjsc do
      sklepu, zostawiajac braciszka samego w domu mowiac mu "pilnuj zupki". Braciszek
      pilnowal, owszem nawet udoskonalil. Kiedy mama zaserwowala obiadek, okazalo
      sie, ze grochowka jest.... slodka. Braciszek z mina aniolka, stwierdzil, ze
      mama powiedziala, ze to grochowka... wiec on wsypal do niej groszki :))))
      Oczywiscie gar zupki poszedl do zlewu, bo eksperymenty kulinarne mojego brata
      raczej nie przypadly nikomu do gustu. A tak na marginesie, to po latach brat
      skonczyl technikum gastronomiczne. I nikt sie nie dziwil, skoro juz w tak
      mlodym wieku wykazywal niezwykla inwencje tworcza w kuchni. Na szczescie wiecej
      grochowki z groszkow nie gotowal :)
      • Gość: Eva Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.pool.mediaWays.net 16.04.03, 07:50
        wątek suuuper!!! to i ja cos dopiszę.
        Generalnie nie mam problemów w kuchni, wiadomo czasami sie zdarzy, że tego za
        mało a tego za dużo i czasem cos sie nie uda, ale poza tym:
        1. Moj tata (b.dobrze gotuje) postanowił zrobić karmel do pączków, niby taka
        innowacja. Rozpuścił cukier, dolał wody - wychodzi fajnie, polał pączki i
        odstawił,zeby wystygło na okno. Karmel zastygł i na pączkach powstała twarda
        skorupa, która trzeba było "zdrapywać", zeby dostać sie do środka.
        2. Kolega miał flaszkę 12-letniego Chivas Regal, nie lubi tego typu trunków,
        ale chciał go jakoś spożytkować. Dolewał go do makaronu i jajecznicy.
        3. Moja siostra (kompletnie rozkojarzona w kuchni) postanowila zrobic ciasto.
        Pyta mamy co musi zrobić. Mama jej mówi: weź jajka, cukier, mąkę ect.ect. Moja
        siostrzyczka wzięła wszystko na raz władowała do garnka i wyrobila mikserem.
        Potem sie dziwiła czemu nie wyszło, przecież robiła dobrze.
        4. Wiadomo, ze przed Wigilią jest huk roboty. Było to u mojej ciotki
        mieszkającej w starym budownictwie. Ciast pełen asortyment został ustawiony na
        kredensie. O dziwo! na drugi dzień wszystko co mialo na sobie polewę było w
        piekny deseń mysich łapek. Nastapiła konsternacja... Zdrapaliśmy polewę i było
        bez polewy, bo juz czasu nie bylo, a ciasto nie bylo ponadgryzane.
        5. Nienawidzę flaków, za to moj małżonek moze je jeść na okrągło. Pewnego razu
        zostalam zmuszona do ugotowania całego garu. Powiedzialam, ze w życiu tego nie
        spróbuję, a byłam sama w domu. Wiedzialam co i jak po kolei i tak robilam.
        Warzywka, przyprawy itd. I nie spróbowalam. Mąż stwierdził, że takie dobre to
        tylko u swojej mamy jadł i nie chciał mi wierzyc, ze ani razu nie wzięłam
        łyzki do ust.
        6. Moj mlodszy brat w poszukiwaniu cukierków trafił na kostki maggi (bez
        tekturowego pudelka). Powiedzial ze nigdy nie jadł takich niedobrych
        cukierków. Mial poza tym manię wyjadania wszystkiego w proszku co jest słodkie
        (galaretki, kakao, mleko w proszku) czego nie wolno mu bylo robic, więc kiedyś
        cichcem w kuchni zaczął szukać czegoś słodkiego. Usłyszal, ze idzie mama -
        złapał za pierwszą z brzegu torebkę, sypnął hojnie na dłoń i łyknął... proszku
        do pieczenia. Odchorował to zdrowo i mu przeszło...
        • Gość: moramslawno Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 80.50.45.* 01.05.05, 12:31
          wierzę ci z tym niepróbowaniem,to kwestia taktyki.Ja nigdy nie próbuję flaków
          rosołu i sosów bo ich nie znoszę,ale trening czyni mistrza
      • Gość: nulka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.wlan.pl 07.02.04, 17:06
        Mój tata zostawiony sam w kuchni postanowił zwiększyć kaloryczność grochówki i
        ugotował grochówkę z makaronem.Mama po powrocie podnoiosła pokrywkę i zaraz
        odrzuciła ją z wrzaskiem. Makaron się rozkleił i pomyślała, że w zupie zalęgły
        się jakieś robale.
        Dopier wczoraj odkryłam ten wątek. Tak się śmiałam, że nie mogłam zamknąć
        komputera - przez łzy nie widziałam strzałki
    • Gość: mc_gee Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 195.94.199.* 17.04.03, 17:35
      Dlaczego nie jadam salatki jarzynowej

      Salatka jarzynowa jest u nas kultowym daniem, szczegolnie w okresie okolo-
      Wielkanocnym. Wiadomo, ze idzie do niej zawsze full majonezu. W okresie o
      ktorym mowa, moj wujek pracowal w firmie produkujacej kosmetyki i przynosil
      babci (wykonawczyni salatki) kremy w slojach po majonezie. Babcia, zeby ta
      wielka ilosc kremu jej sie nie zepsula, trzymala taki sloik w lodowce. Reszty
      mozecie sie wymyslic. Nasmieszniejsze jest to, ze przy jedzeniu tylko tata i ja
      cos poczulismy, za co natychmiast zostalismy zrugani przez reszte rodziny (ze
      salatka jest pyyyszna a my to takie francuskie pieski, ktore zawsze do czegos
      musza sie przyczepic).
    • liza24 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 18.04.03, 00:45
      eh super wątek :)
      moje pomylki kuchenne zaczęly się bardzo wczesnie, bo juz za mlodu garnelam sie
      do kuchni, robilam wsrod kolezanek w klasie za eksperta, zwykle pichcilysmy u
      A., ktora miala psa (co sie przydawalo - np, jak nalesniki, to z podrzutem -
      ale pies sie nażarł.... co spadlo to jego) kiedyś postanowilysmy wyprobowac
      prodiż, ja przepis mamy, gdzie pisalo - 1 proszek do pieczenie, no to buch
      caly, wyszedl taki podly zakalec, że nawet rzeczony pies nie chcial... okazalo
      sie, że przepis mama pisala w czasch gdy w sprzedazy byly takie jednorazowe
      proszki do pieczenia, 2 łyżeczki :)
      moje totalne roztargnienie kuchenne (za duzo, za malo itp) mam chyba po tacie,
      który jako swiezy malzonek umial zagotowac tylko wode na herbate. kiedys tata
      gotowal jajka na twardo i zapomnial o nich, gotowaly sie, gotowaly, az cala
      woda wyparowala, mama uslyszala jekies trzaski, skojarzyla te nastawione jajka
      i zawolala "jaja ci pękają!" tata łaps za hmm..... krocze i z
      przerazeniem "gdzie?!"
      • Gość: Tess Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.telia.com 18.04.03, 09:03
        Ciesze sie ,ze temat wszystkim przypadl do !smaku!.

        Wasze pomylki czyta sie naprawde,a zwlaszcza do porannej kawy
        na rospoczecie pieknego dnia.

        Zycze Wam Swiat Wielkanocnych udanych w kuchni,bez zadnych pomylek.
        Przyjemnej atmosfery przy sniadaniu Wielkanocnym,
        mokrego smingusa - dyngusa ,ale bez powodzi.

        Pozdrawiam Wielkanocnie Wszystkich ,,,,Tess
        • Gość: m Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.bm.cm-uj.krakow.pl 24.04.03, 15:29
          czytam, czytam i nie moge znalezc wypadku typowego dla akademików: gotowania
          jajek w pustym garnku, tzn. dlugo po wygotowaniu sie wody. Nastepuje eksplozja
          i jajka laduja na suficie. szczegolnie ladnie opisala to pani Michalowska,
          autorka scenariusza do wojny domowej w ksiazce, ktorej tytulu nie pamietam, ale
          kazdy, kto chocby bywal w akademikach na zasadzie goscia, musial sie z tym
          zetknac.
          ja natomiast gotowalam raz rosol w zbyt pelnym szybkowarze. nadmiar usunal sie
          sam przez zawor bezpieczenstwa robiac prysznic po calej kuchni. zdolalam sie
          uchylic i tylko dlatego nie oberwalam.
          • rearden Re: Tragiczne pomylki w kuchni 02.07.05, 23:11
            Jajka przypomniały mi historie, które mój tato opowiadał o pobycie w Finlandii.
            Pod koniec komuny dostał półroczną pracę na uniwerku w Oulu plus mieszkanko do
            użytku. W mieszkanku nowość - mikrofalówka! Tato nie ma specjalnie zapału do
            gotowania, więc co się dało to w mikrofali grzał.
            kiedyś stwierdził że sprawdzi czy da się jajka ugotować w mikrofalówce. włożył
            dwa jajka na talerzyku, dał pełną moc i patrzy. Po minucie jajka wybuchły.
            Zeskrobywanie i czyszczenie mikrofali trwało kilka godzin.
            Innym razem chciał zrobić spaghetti. Kupił makaron, sos w proszku. W Finlandii
            jako miary objętości najczęściej używa się centylitrów (cl = 10ml) ale
            staruszek jeszcze tego nie wiedział. Ponieważ literka c jest mała, to uznał, że
            tam muszą być LITRY! zamiast szklanki sosu miał 2 litry rzadkiego roztworu
            pomidorowego...

            Mnie z kolei zdażyło się niedawno robić u przyszłej teściowej (szczęściem
            kobieta z poczuciem humoru) tiramisu. Wszystko według przepisu, pięknie,
            ślicznie. Masa puchata i pyszna. Przepis mowi "dodaj trzy łyżki Marsali".
            Marsali nie było, to wlałam na oko pięć łyżek Tokaja i dalej mieszam (przyszła
            teściowa nie ma miksera). A tu nagle robią się grudki. Nad grudkami zaczyna
            wydzielać się jakaś ciecz! więc ja żeby ratować mieszam mocniej. Po godzinie
            ręka mi odpadła i zamiast tiramisu mieliśmy... pyszny krem do tortu... Dopiero
            moja mama po powrocie wytłumaczyła mi, że z alkoholem to zawsze trzeba uważać,
            bo może się coś zważyć...
          • Gość: Chirec Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.w86-209.abo.wanadoo.fr 03.03.06, 16:34
            Jeśli ktoś pragnie poczytać o pomyłkach akademików, to chętnie służę. Mój ojciec (prof.) miał w
            dawniejszych czasach zwaczaj parzenie herbaty według rytuału: woda do czajnika i na gaz, płukanie
            czajniczka gotującą wodą, wsypanie dokładnie odnierzonej ilości herbaty ŁYŻECZKĄ do czajniczka,
            spłukanie łyżeczki wrzątkiem,zalanie wrzątkiem herbaty i ustawienie na parę minut na czajniku do
            zaparzenie. Pewnego dnia przygotowywał herbatę ściśle według rytuału, tyle że zamiat łyżeczki użył do
            wsypania herbaty do czajniczka własnego palca. Następnie dokładnie spłukał palec gotującą wodą i
            ..oprzytomniał.
      • mouchi Re: Tragiczne pomylki w kuchni 24.04.03, 16:37
        liza24 napisała:

        > eh super wątek :)
        > moje pomylki kuchenne zaczęly się bardzo wczesnie, bo juz za mlodu garnelam
        sie
        >
        > do kuchni, robilam wsrod kolezanek w klasie za eksperta, zwykle pichcilysmy u
        > A., ktora miala psa (co sie przydawalo - np, jak nalesniki, to z podrzutem -
        > ale pies sie nażarł.... co spadlo to jego) kiedyś postanowilysmy wyprobowac
        > prodiż, ja przepis mamy, gdzie pisalo - 1 proszek do pieczenie, no to buch
        > caly, wyszedl taki podly zakalec, że nawet rzeczony pies nie chcial...
        okazalo
        > sie, że przepis mama pisala w czasch gdy w sprzedazy byly takie jednorazowe
        > proszki do pieczenia, 2 łyżeczki :)
        > moje totalne roztargnienie kuchenne (za duzo, za malo itp) mam chyba po
        tacie,
        > który jako swiezy malzonek umial zagotowac tylko wode na herbate. kiedys tata
        > gotowal jajka na twardo i zapomnial o nich, gotowaly sie, gotowaly, az cala
        > woda wyparowala, mama uslyszala jekies trzaski, skojarzyla te nastawione
        jajka
        > i zawolala "jaja ci pękają!" tata łaps za hmm..... krocze i z
        > przerazeniem "gdzie?!"

        oj, popłakałam się :))))
      • Gość: nulka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.wlan.pl 07.02.04, 16:52
        Z gotowanymi jajkami, o których wszyscy zapomnieli (i wyszli z domu!) mieliśmy
        w domu dwie przygody:za pierwszym razem czarne jajka "wbiły się" w sufit, a za
        drugim po wejściu do kuchni zobaczyliśmy...pusty garnek. Po dokładniejszym
        rozejrzeniu się po kuchni spostrzegliśmy jakieś dziwne paprochy na podłodze i
        meblach. To były sproszkowane jajka...
    • Gość: serwal Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.03, 16:21
      Robiłam z koleżanką wafle czekoladowe na pracach ręcznych. Dolewała sie do nich
      trochę alkoholu. No i dolałyśmy raz, próbujemy i nie smakuje. Dolałyśmy drugi
      raz, też niedobrze. Chlupnęłyśmy tak ok. pół litra czystego 100%
      spirytusiku.Mmmm...nasze wafle miały ogromne zięcie wśród kolegów z klasy.
    • u_ Re: Tragiczne pomylki w kuchni 04.05.03, 22:09
      ostatnio nocowalam u kolezanki, a ze jestem zalezna od odbierania mnie do domu,
      wiec spedzalam i caly nastepny dzien. rano na sniadanie jej maz zrobil
      nalesniki z dzemem, a potem poszli razem z dziecmi do kosciola. ja miala
      pilnowac gotujacego sie barszczu... podczas kapieli zastanawialam sie co tak
      pieknie pachnie owocami, doszlam do wniosku, ze to pewnie dzem jest tak
      swietny. potem sprobowalam barszczu, byl "inny", ale dla mnie calkiem
      nienajgorszy... wylaczylam go, potem przyszlam kolezanka i wylala barszcz do
      zlewu. nie powiem, ze sie nie zdziwilam. okazalo sie, ze dolala do wywaru
      koncentrat z burakow, sprobowala i stwierdzila, ze jest jeszcze za slaby, wiec
      chwycila za nastepna butelke, i do srodka... a potem przeczytala etykiete - sok
      malinowy...
    • Gość: mada Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.dyn.optonline.net 06.05.03, 21:35
      raz, jak robilam kurczaka to zamiast papryki uzylam cynamonu, a moj 6 latek
      uzyl papryki zamiast cynamonu do budyniu. Zly byl jak cholera!!
    • Gość: Larwus Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.mofnet.gov.pl 13.05.03, 12:46
      Moja babcia zrobiła kiedyś miksturę - mrówki (takie wielkie czerwone) zalane
      spirytusem, tzw. spirytus mrówczany własnej roboty. Stało to coś w słoiku.
      Mrówki puściły "sok" i wszystko wyglądało jak sok z jagodami.
      A mój dziadek uwielbiał wszystko co słodkie, dżemy, soki, cukierki - nie
      przeszedł obok obojetnie ;-). Wpadł kiedyś do domu i bach za słoik z jagodami,
      jednym łykiem wypił pół słoika.....tylko że tych mrówek. Udał, że nic nie
      poczuł i czmychnął z domu...myślałam, że umrę ze śmiechu.

      Do tej pory wspominamy. A dziadek nigdy się nie przyznał do tych mrówek...
      Babcia też nigdy nie miała tulipanów w ogrodzie...ginęły cebulki (też sprawka
      dziadka) :-)

      Pozdrawiam
      Wnuczka "Mrówkojada"


    • Gość: faworka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 157.25.119.* 15.05.03, 15:47
      Fantastyczny temat !

      Moi koledzy wyjechali na stypendium do Hiszpanii (udało im się, szczęściarze!).
      Budzet mieli skąpy - wiadomo. Stać ich było na zakupy w najtańszym markecie -
      na bułki i coś co przypominało im białą, polską pasztetową w "serdelkach". Dla
      poprawy smaku, bo podobno smakowało trochę (;-)) dziwinie kladli na pasztetową
      grubą warstwę kechupu.
      Po 2 miesiącach standardowego menu, dowiedzieli się, że biała pasztetowa, to
      surowe ciasto na faworki.

      z cyklu "Polak potrafi"...
      • Gość: osa Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.tel147.petrotel.pl 20.05.03, 23:38
        Dawno temu smażyłyśmy z siostrą faworki wg przepisu z telewizji. Powiedzieli
        tam, że faworki wkładać do tłuszczu kiedy pojawią się na nim bąbelki.
        Czekałyśmy na te bąbelki, aż w kuchni zrobiło się czarno od dymu, wtedy
        chwyciłam garnek z rozgrzanym tłuszczem ,wybiegłam na dwór a tam olej stanął w
        ogniu. Nie pamiętam czy kontunuowałyśmy pracę.
      • Gość: anni Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 217.11.141.* 27.11.03, 12:56
        o jezu to jest najlepsze z tego calego watku !!! nie moge pekam ze smiechu
        dobrze ze im te faworki nie wyrosly w brzuchu
    • the_ladybird Re: Tragiczne pomylki w kuchni 23.05.03, 08:38
      a mi się przypomniała jeszcze moja pierwsza masa kajmakowa.

      Ktoś mi powiedział, rób ze skondensowanego mleka, będziesz miała kajmak lekko
      łatwo i przyjemnie. No to kupiłam dwie puszki mleka, wsadziłam do wody i
      gotowałam, jak bardziej doświadczeni kazali.
      Upłynęły trzy i pół godziny, wyciągnęłam puszki, ostudziłam, otwieram, a tam...
      mleko takie jak było. no może nieco bardziej brązowe. Niesmaczne takie, że hoho!
      No to co? Łapię za telefon, dzwonię do mojego słodyczowego autorytetu,
      pretensje, reklamacja, przecież NIE WYSZŁO!
      Usłyszałam jedno tylko pytanie: a to mleko, co je gotowałaś, to aby na pewno
      było słodzone? :D :D
      Cała para ze mnie uszła...
      • sunsilk Re: Tragiczne pomylki w kuchni 24.05.03, 16:39
        mi kiedys zachcialo sie szybko jajek na miekko, a ze do kuchni mialam daleko
        (mieszkalam w akademiku) to wsadzialm je do czajnika elektrycznego
        wspolokatorki. niestety calkiem popekaly i oblepily cala grzalke. ale byla zla!
    • Gość: elask Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 22.06.03, 17:55
      pociągam, może coś zdarzyło się śmiesznego od czasu ostatniego postu.
      • Gość: aankaa Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.acn.waw.pl 22.06.03, 18:19
        (jeszcze z czasów kiedy "wypiekałam")
        kasza manna - zamiast mąki - w cieście
        nawet gołębie tego zeżreć nie chciały :(
        • Gość: marxx Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 25.06.03, 00:34
          Moja kolezanka chciala ugotowac sobie serdelki, wiec z lodowki wziela dwie
          sztuki i bach do gara z woda, potem okazalo sie ze to byla pasztetowa.
    • wedrowiec2 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 11.07.03, 20:15
      Historia wydarzyła sie w latach 80. W sklepach pustki, a do znajomych na
      Wielkanoc mieli przyjechać goście z Kanady. Zobowiązałam się upiec sernik. Taki
      z wielką ilością żółtek, bakaliami, przyprawami itd. Oczywiście upiekłam i
      wyglądał pieknie. W całości został dostarczony do znajomych. Goście z
      Kanady "rzucaja się" na niego z radością (już kiedyś próbowali serniki)
      zaczynaja jeść, jedzą, jedzą... tylko coraz wolniej. Widząc ich reakcję ja
      biorę się do jedzenia. A w smaku jest to pieczony czosnek, na słodko, ze skórka
      pomarańczową... Po chwili przypomniałam sobie, że sernik piekłam po upieczeniu
      pieczeni wołowej szpikowanej czosnkiem. Goście zjedli i jako osoby dobrze
      wychowane stwierdzili, że smak był bardzo interesujący.
    • Gość: lola Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.03, 23:29
      Pamietam jak przygotowywałam szybko dla gosci tzatziki, jak wiele razy:
      starłam ogóreczek, zgniotłam czosneczek, sól, przyprawy i to wszystko do
      michy, dodałąm 2 opakowania serka homogenizowanego. Po schłodzeniu wjechały na
      stół i...konsternacja, bo wyszły słodkie. W opakowaniach serka naturalnego był
      serek waniliowy!

      W 90 roku kiedy dorabiałam na wakacjach w sklepie szef przywiózł jakies
      kolorowe bajecznie torebki z makaronem z przyprawami jak to okreslił,
      postanowiłam ugoscic ta "nowinke zagraniczna"kolezanke która wpadła w
      odwiedziny. Instrukcji po polsku nie było, same obrazki, wiec wrzuciłam ten
      makaron na wzratek, po 3 min. na talerz i posypałam tymi przyprawawi co były w
      srodku. Kolezanka grzecznie zjadła, ja tez robiłam dobra mine. Dopiero po paru
      latach kiedy na dobre ten towar wszedł na rynek zrozumiałam ze były to zupki
      chinskie, a nie zaden zachodni rarytas. Fuj!!!

      Kolejna przygoda juz nie stricto kulinarna ale kuchenna, majac jakies 10 lat
      suszyłam kalosze przy kuchence gazowej. Po 2 godz. została z nich
      trudnousuwalna plama (swadu nie czułam bo znajdowałąm sie z dala od kuchni).

      Moj maz z kolei ugotował "barszcz" na wodzie jaka została po gotowaniu całych
      buraków na ćwikłe, sam jadł i upierał sie ze mu smakuje...

      Albo przypadek jak kiedys podmywał(sorry ze na forum kulinarnym, ale
      wybaczcie, to malutkie dziecko) nasza córcie jak miała pare
      miesiecy...zaparzona mieta, zamiast rumiankiem i nie wiedział czemu mała tak
      wrzeszczy.Ale to nic w porównaniu z jego mamą która to samo zrobiła płynem do
      prania, który wlała do pojemnika na mydło i cos jej sie pomyliło.
      • Gość: zaba Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 142.179.25.* 12.07.03, 08:05
        wiecie, przeczytalam wszystkie wpisy! Ale sie usmialam! Super watek!
    • Gość: Lobelia Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 195.187.102.* 13.07.03, 15:56
      Dopiero teraz przeczytałam - genialny wątek.
      Najpierw moja własna wpadka - robiłam kruche ciasto.
      Posiekałam drobniutko masło z mąką i zaczęłam zagniatać,
      zapomniawszy, że w kruchym cieście jest jakby jeszcze
      parę składników. Trochę trudno mi się gniotło, ale
      wreszcie wielkim wysiłkiem się udało... Dobrze, że w tym
      momencie weszła do kuchni moja mamusia i dostrzegła
      leżące na blacie nie wykorzystane jajka...
      Co do kilkakrotnie opisywanego tu odcedzania do zlewu
      rosołu zamiast ziemniaków gotujących się obok, to chyba
      jest to jedna z częstszych wpadek kuchennych - w mojej
      rodzinie zaliczyły ją babcia i ciotka...
      A o najlepszej wpadce opowiadała mi koleżanka. Matka jej
      kumpla (chłopa wówczas dwudziestoparoletniego) gdzieś
      wyjechała i zostawiła mężowi i synowi w lodówce obiadki z
      zaleceniem, zeby sobie podgrzali i do tego ziemniaków
      ugotowali. No i koleś się skarży mojej koleżance, że od
      trzech dni usiłują z ojcem te ziemniaki ugotować i udało
      im się juz spalić trzy garnki. Na to koleżanka "Może
      wlewacie za mało wody?" A koleś ciężko zdizwiony "Jakiej
      wody????" Dwóch dorosłych facetów nie wiedziało, że
      ziemniaki się w wodzie gotuje - wrzucali do gara i
      stawiali na gazie...
      Z przygód mało śmiesznych to mój kolega smażył sobie
      kiedyś frytki na patelni, olej się zapalił, a on patelnię
      wrzucił do zlewu i polał wodą z kranu... Spaliła się cała
      kuchnia i pół przedpokoju. On miał dużo szczęścia, że nie
      oberwał tym wrzącym olejem po twarzy, tylko po klatce
      piersiowej, ale w szpitalu się przeleżał...
    • Gość: babazgaga Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 81.168.243.* 14.07.03, 14:54
      Moja największa wpadka miała miejsce gdzieś tak w okolicach końca
      ogólniaka/początka studiów. Moi starzy długo pracowali, ja przychodziłam
      wcześnie do domu i gotowałam obiad. Ostrzegam że bęzdie drastycznie.
      Rodzice zażyczyli sobie na obiad zupki pomidorowej, takiej z pomidorków
      przecieranych podsmażanych na masełku itp. Pomidorki zakupiłam, uusiłam z
      cebulką, przetarłam, przyprawiłam jak trzeba, dałam smietanki, ugotowałam ryż,
      zupka wyszła palce lizać, dobra jak wyjątkowo kiedy. Zjadłam całą wielką michę
      i poszłam, nie pamiętam gdzie. Wracam do domu i wołam od progu: I jak, dobra
      zupka była???? A moi rodzice z miną dziwną na to, czy ja sie nabijam czy co i
      czego ja do niej dodałam. Okazało się że jak przyszli, i odkryli zupkę, po
      powierzchni pływały już tylko siłą woli ładnie ugotowane robaczki czarne o
      średnicy ok. 2 mm w ilościach olbrzymich. Znaczy się wypłynęły. Śledztwo
      wykazało że robaczki się zalęgły w papryce.
      A ja do dziś nie wiem czy zupka była wyjątkowo dobra bo mi się akurat taka
      udała, czy ma to związek z robaczkami.

    • lunatica TRAGICZNE pomyłki w kuchni 05.08.03, 02:44
      właśnie dobrnęłam do końca. fantastyczny wątek.w taki razie teraz moja kolej:
      1. płonący garnek z olejem na frytki, z którym zbiegłam (chyba wszoku :-)) z
      czwratego piętra wprost do piaskownicy, żeby ja prawdziwy strażak ugasić ten
      słup ognia.

      2. miałam może 7 lat. zostałam w domu. mama zostawiła zupę na gazie z
      poleceniem, jej (zupy) wyłączenia po określonym czasie. po upływie tego czasu
      zajrzałam do kuchni i stwierdziłam, że zupa, a jakże, gotuje się... i tu moja
      ciekawośc sięgnęła zenitu: zadałam sobie pytanie: JAKĄ TEMPERATURĘ MA GOTUJĄCA
      SIĘ ZUPA? nie wiele myśląc sięgnęłam do apteczki. wyciągnęłam stamtąd lekarski
      termometr i wsadziłam go do garnka. termometr wybuchł, a rtęć była wszędzie.
      ja nie wiele mysląc :-) odcedziłam gotujące się warzywa. wrzuciłam je
      spowrotem do garnka, zalałam wodą i postawiłam na gazie. troszkę się pobawiłam
      kuleczkami rtęci. tak fajnie się rozchodziły pod palcami :-). zupa się
      ugotowała. mama wróciła do domu. a ja nic. jakby nic się nie stało. nie wiem
      jakim cudem CHYBA OPATRZNOŚĆ BOSKA MA MNIE W SWOJEJ OPIECE wpadłam na pomysł,
      żeby jednak mamie powiedzieć ile stopni ma (a raczej ilu nie ma) gotująca się
      zupa.

      3. kolejna przygoda, może nie wiąże się z kuchnią... bardziej z trunkami.
      mając już dobre - naście lat wybierałyśmy się z ptzyjaciółką na urodziny do
      kolegi. kupiłyśmy prezet i przed imprezą umówiłyśmy się u mnie, żeby go
      zapakować. pakowanie szło nam opornie, tak więc postanowiłyśmy rozkręcić się
      trochę przed imprezą... nalałyśmy sobie po szklance wódki (smirnoff) i
      sączyłyśmy. mooocne było pieroństwo, że hej. ale my byłyśmy twarde: widocznie
      smirnoff ma tek smakować. pakowanie poszło jak z płatka :-) bardzo fantazyjne.
      późniejsza impreza też należała do udanych... minął jakiś czas. skaleczyłam
      się w rękę i usilnie szukałam w domu siprytusu, którym mogłabym odkazić ranę.
      jakże ogromne było moje zdziwienie, kiedy mama na moje pytanie: gdzie jest
      spirytus? odpowiedziała: w butelce po smirnoff'ie.

      4. i na koniec, sposób ojca mojego kolegi na członków rodziny podpijających mu
      herbatkę... wsypywał do niej po kryjomu łyżkę soli. po jakimś czasie nikogo
      nie korciło, żeby wypić choćby łyka z tatusiowej szklanki :-)

      pozdrawiam. L.
    • Gość: Ilona Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.green.net.pl 21.08.03, 23:25
      Wątek do góry!!!


      A przy okazji: ostatnio kolega odcedzał makaron i tak jakoś niefortunnie
      wymsknęła mu się pokrywka i znajomi jedli spaghetti z "Ludwikiem" (jakby ktoś
      nie wiedział to płyn do mycia naczyń).

      Pozdrawiam
    • lunatica Re: Tragiczne pomylki w kuchni 22.08.03, 00:22
      wracając do wątku... może nie do końca kulinarnie, ale zawsze...
      na ostatnim spotakniu rodzinnym babcia wyjawiła nam jeden z sekretów swojego
      dzieciństwa. w czasach gdy była małą dziewczynką, dostawała od swojego taty
      tygodniówkę... zaoszczędzone przez jakiś czas pieniądze postanowiła wydać na
      słodycze. wybrała się do rynku. znalazła odpowiedni sklep z przecudną wystawą.
      wystawą mieniącą się kolorami. jej uwagę przyuło coś dużego, okrągłego w
      złotym papierze. zdecydowała się, że kupi sobie kawałek tego ciasta. weszła
      poprosiła o kawałek cuda z wystawy za wszytskie pieniądze, które ze sobą
      miała. w zamian dostała dość spory złoty pakunek. wybiegła ze sklepu jak
      strzała. w najbliższej bramie pakunek rozpakowała. wbiła w niego swe zęby
      i ... roczarowanie. to był żółty ser :-).
      babcia nie moła przełknąć nawet kawałak. całe zawiniątko wylądowało w koszu. a
      szkoda, bo ponoć pradziadek był amatorem żółtego sera.

      ps. teraz zdecydowanie więcej osób zna tajemnicę mojej babci :-)

      L.
      • Gość: nulka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.wlan.pl 07.02.04, 17:26
        Nie będzie o pomyłce, ale też z jedzeniem związana historia. Jeden ze starszych
        krewnych opowiadał, że przed wojną bardzo rygorystycznie przestrzegano ścisłego
        postu w Wielki Piątek do tego stopnia, że matka nigdy nie dawała na obiad tego,
        co lubią domownicy, bo trzeba się umartwiać.A ponieważ on uwielbiał śledzie, na
        długo przed Wielkanocą płakał, jęczał i wybrzydzał, że znowu dadzą mu to
        obrzydlistwo. no i w Wielki Piątek matka dokładał mu tych śledzi i dokładała,
        żeby porządnie odpokutował..
    • cebulka_dymka Re: Tragiczne pomylki w kuchni 22.08.03, 08:02
      Zrobiłam kiedyś serniczek.Przy wyciąganiu z piekarnika
      zleciał mi na ziemię.Tak bardzo byłam rozżalona,że
      pozbierałam leżący na ziemi ser i poupychałam z powrotem
      na blaszkę.Następnie całość polałam polewą czekoladową i
      oczywiście do niczego się nie przyznałam.Wyglądało
      naprawdę artystycznie.Wszystkim bardzo smakował.Innym
      razem zrobiłam sałatkę i okropnie ją
      przesoliłam.Wrzuciłam ją na sitko, przepłukałam
      kranówą,doprawiłam ponownie i podałam gościom do jedzenia.
    • Gość: Ksiki Śmietana IP: *.punkt.pl 22.08.03, 13:18
      Ubiłam śmietanę z proszkiem do pieczenia (zamiast cukru waniliowego-miały
      prawie identyczne opakowania) i przełozyłam tym paskudztwem ciasto... Fuj!
    • Gość: kohol Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.crowley.pl 25.08.03, 13:26
      W akademiku była podobno taki zwyczaj, że jak ktoś zostawił czajnik z gwizdkiem
      w kuchni i zapomniał, że nastawił wodę, a czajnik wył i wył, to najbliżej
      mieszkający studenci wsypywali tam do środka kisiel... Nie muszę tłumaczyć, jak
      trudne jest czyszczenie czajnika z gwizdkiem po kisielu.

      Robiłam kiedyś sałatkę warstwową z tuńczykiem, jajkami, serem. Niestety moja
      siostra postanowiła mi pomóc i - zamieszała ją. Też była pyszna, ale dużo
      straciła na imidżu ;)

      Z tą samą siostrą: babcia zrobiła nam twarożek, z tym że zapomniała, że siostra
      lubi na słodko i zrobiła z czosnkiem. Siostra stwierdziła, że to naprawi i go
      posłodziła. Nie wiem, jak mogła to jeść, smakował jak mydło. Ble.

      Jak miałam z 5 lat, postanowiłam zrobić sobie kogel-mogel. Nie wiedziałam
      jednak, że robi się go z _samych_ żółtek. Rodzice zwrócili mi uwagę, ale
      uniosłam się honorem i powiedziałam im, że i tak go zjem. Był obrzydliwy i
      wylałam tę breję do zlewu. Rodzicom natomiast powiedziałam, że go zjadłam i że
      był smaczniejszy nawet niż ten normalny. Mała kłamczucha!

      Z koleżanką (miałyśmy po 6-7 lat) wymyśliłyśmy przepis na pyszny ser "a la guma
      do żucia": kawałek żóltego sera kładłyśmy na końcu noża i podgrzewałyśmy nad
      zapalonym gazem. Mama była w szoku, gdy weszła do kuchni - pół kuchenki
      oblepione było kawałkami ciągnącego się bądź zwęglonego sera (trochę nam tego
      pospadało...).

      Super wątek!
    • pepa_ac Re: Tragiczne pomylki w kuchni 25.08.03, 20:26
      Usmialam sie jak nigdy, swietny watek :)

      Z (nie tylko) wlasnych doswiadczen:
      - przygotowujac w wieku lat 10 bita smietane w proszku potraktowalam 1/8 litra
      mleka jako blad drukarski :) Dodalam 1,8 litra mleka.... do dzisiaj rodzina
      komentuje jakies niebardzo udane kuchenne wyczyny moim owczesnym tekstem, ze to
      jest "swietne, tylko troche rzadkie"
      - moj brat ugotowal kluski lane z maki ziemniaczanej.. dziwil sie, ze jakies
      takie przezroczyste :)
      - ten sam pan postanowil mi pomoc przy przygotowywaniu szarlotki.. poprosilam
      go, zeby udusil potarte jablka. Wzial to doslownie. Bardzo. Zaczal je mocno
      sciskac :)
      - moja mama nie potrafi zrobic lukru... taki antytalent, wszystko inne wyjdzie,
      lukier w zyciu. Kiedys jak polukrowwala babe to trzeba ja byla odbijac ze
      srodka :) Po polaniu czekolada nie bylo widac, ze zostala wydlubana z lukrowej
      foremki.
      - wszystkim eksperymentatorkom - nie wsypuje sie sody oczyszczonej do wrzacego
      miodu... po prostu nie :)
      - w zeszlym roku sama produkowalam ogorki konserwowe. Za rada mamy postanowilam
      dolac ocet jak juz woda ostygnie, zeby mocno nie parowal. I oczywiscie
      zapomnialam. Mialam pieknie przechowane ogorki bez smaku...

      Wiele roznych rzeczy sie zdazalo, ale to umyka :P

      Pozdrawiam
      Ag
      • Gość: ecik Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.innsoft.com.pl 27.08.03, 08:48
        Teraz moja kolej - w końcuprzebrnęłam przez 150-kilka postów :)
        1. rodzice kazali kupić makaron - a że innego nie było - zakupiłam taki
        chiński - cieniutki przeźroczysty. Gotowałam go jak zwykły - oczywiście 20
        minut. Jedynie tata pokusił się o konsumpcję ;)
        2. gotowałam kiedyś z mężem ogórkową. A że raz była za mało ogórkowa, raz za
        bardzo to dodawaliśmy to ogórków, to wody - wyszedł z tego taki gar, że
        jedliśmy to przez 5 dni z rzędu. Do tej pory nie odważyłam się powtórzyć
        eksperymentu.
        3. za czasów radosnego ustroju - mama zostawiła ojca z nami i zostawiła mu
        przepisy na zupy - na kilka dni. pierwsza była pomidorowa - z ryżem. Przyznaję -
        pyszna. Następnego dnia miała być kartoflanka. Żeby się nie rozdrabniać mam
        napisała - jak wyżej ale bez pomidorów + ziemniaki. Gdy jadła - dziwnie się
        patrzyła, bo choć zupka była pyszna, to jednak pływał w niej i ryż i ziemniaki.
        4. koleżanka zaś miała katar i robiła szarlotkę - nie patrząc sięgnęła po
        cynamon. Jej chłopak odmówił spożycia, bo okazało się, że to była papryka
        ostra :)
      • Gość: siostra Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.tsm.tarnobrzeg.pl 29.10.06, 21:55
        Siostra robiła pierwszy raz ogórki kiszone.Zamiast 1łyżkę soli na 1litr wody,dała
        1łyżkę na słoik.Jadł je tylko jej mąż,który uwielbia przesolone,całe 30
        słoików!!!!!!!!
    • ewiesia1 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 27.08.03, 09:07
      Wszystko o jedzeniu...no tak...a o niebezpieczeństwach czyhających w kuchni to
      gdzie? A tymczasem na blacie straszy ostrzem
      nóż , w kacie czai się podstępny mikser, na płycie niewinną udaje zdradziecko
      gorąca patelnia współpracująca zresztą z jeszcze
      gorszym piekarnikiem... U mnie w kuchni rządzi mafia AGD.
      Jeśli ktoś nie wierzy to niech poczyta o tym jakie zasadzki przygotowały na
      mnie te nikczemne urządzenia w ostatnim czasie.

      Pamiętam pewną gofrownicę, za sprawą której przez dwa tygodnie nie mogłam się
      myć. A było to tak: gofrownica stała na środku blatu kuchennego, po prawej
      stronie naczynie z ciastem na gofry, a w nim chochla do nalewania tegoż ciasta.
      Cykl produkcyjny wyglądał następująco: lewą ręką natłuszczałam gofrownicę,
      prawą sięgałam po chochlę i wlewałam ciasto, lewą zamykałam pokrywę i
      tak w kółko aż popadłam w rutynę. Moje rutyniarstwo zostało wykorzystanie przez
      niecne urządzenie -mianowicie po kolejnym wlaniu ciasta, zanim zdążyłam usunąć
      rękę spod pokrywy ta się zatrzasnęła, zapiekając skórę na moim przedramieniu w
      elegancką krateczkę....

      Niewiele mniej podstępny był mikser - kumpel gofrownicy z jednej szafki.
      Podczas kręcenia ciasta na placek skusił mnie do tego bym się nachyliła nad nim
      z rozpuszczonymi włosami i-wyobraźcie sobie- od razu złapał je i wkręcił w te
      swoje zawijane macki , mało tego- nie poprzestał na włosach, bo to byłoby zbyt
      łatwe- w jednej chwili wkręcił też moje lewe ucho i zabrał się za
      zrywanie skalpu. Wolną ręką wyrwałam wtyczkę z gniazdka i jakoś część skalpu i
      włosów udało mi się uratować. Niestety wyplątanie włosów okazało się niemożliwe-
      po jednej stronie trzeba było je wyciąć, a naderwana skóra tak bolała ,że
      czesanie głowy (tj. pozostałych włosów) przez jakieś dwa tygodnie w ogóle nie
      wchodziło w rachubę.

      Kilkukrotnie napadła na mnie krajalnica: przy okazji krojenia na plasterki
      końcówek wędlin lub warzyw zwykle udaje jej się odkroić mi plasterek jakiegoś
      palca. W przypadku krojenia ogórka odróżnienie materiału podstawowego od
      zdobytego dzięki nadgorliwości krajalnicy jest dość proste, w przypadku wędlin
      różnie to bywa. Dlatego nigdy nie jestem pewna czy na śniadanie nie zjemy
      kanapki z plasterkiem palca wskazującego.

      Krewni krajalnicy, zwykłe noże- ileż to razy wysuwały mi się z dłoni tak by
      choć trochę przeciąć skórę i dorwać się do krwi!
      Te noże to mają wtyki nawet wśród mebli kuchennych. Kiedyś nóż do obierania
      ziemniaków chciał chyba podwyższyć swoją pozycję społeczną i zachował się jak
      tasak- wbił mi się w dłoń w brawurowej próbie odrąbania kciuka. Krew mi tak
      trysnęła ,że z wrażenia straciłam na chwilę przytomność i osunęłam się na
      podłogę. Wtedy szafka kuchenna podstawiła mi się pod nogę i upadając skręciłam
      kostkę.

      Patelnia - ta z kolei współpracuje z paroma łyżkami i łopatką plastikową .
      Często udaje im się przygotować nad na mnie- wykorzystują każdą chwilkę
      nieuwagi. Zwykle w momencie gdy się odwrócę od palników łyżka lub łopatka albo
      opiera się o gorącą krawędź patelni, albo wręcz wsadza swój trzonek
      bezpośrednio do palnika i tylko czeka aż uchwycę ją goła ręką. W przypadku
      łyżek drewnianych jest to niegroźne, ale a plastikowa łopatka potrafiła mi się
      roztopić w ogniu i przykleić do ręki, wtopić w skórę dłoni!

      A ostatnio, w obecności koleżanki chciałam zrobić kawę capucinno w niejakim
      Thermomixie. Wykorzystał skubaniec moje zaaferowanie i skusił do wsadzenia do
      swego wnętrza "motylka" do ubijania piany. A kiedy litr kawy o temperaturze
      wrzątku zamiast wymieszać zaczęłam ubijać, ten chlusnął na mnie. Dobrze , że po
      poprzednich doświadczeniach z patelnią i łopatką zawsze pod ręką mam Pantenol.

      No i apteczka jest u mnie w kuchni.

      • Gość: Tess Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.telia.com 27.08.03, 12:12
        ,,Ewiesiu,,,,
        Niezmiernie Ci wspolczuje,
        zastanawiam sie, czy jeszcze masz odwage przebywania w kuchni
        po tylu "nieszczesciach",to straszne....
        Moze, nalezych do tych ludzi,co musza dokladnie na sobie wyprobowac dzialania
        roznych przyzadow kuchennych.
        Powodzenia jednak zycze i mniej prob "doslownych technicznych"
        Pozdrawiam cieplutko,,,,Tess
      • inika Opowieść ewiesi 27.08.03, 12:28
        To chyba najlepszy wątek na forum. :)
        Opowieśźć rewelacyjna! Nie życzę Tobie więcej wypadków w kuchni, ale gdyby
        co... To koniecznie pisz! ;)
        • white.falcon Z czasów studenckich :) 01.09.03, 18:19
          W akademiku mieszkałyśmy we trzy i koleżanka wstawiła do "wygotowania się"
          bieliznę osobistą. Garnek sobie kipiał, a ona poszła sobie gdzieś na chwilę. Z
          miasta - przeraźliwie głodna - wróciła koleżanka i nie zaglądając do garnka,
          wrzuciła makaron. Okazało się, że wcześniej - przed wyjściem, ugotowała rosół,
          który zostawiła na kuchence w identycznym garnku. Koleżanka "od majtek" zaś
          schowała go do lodówki i nastawiła swój garnek. Jak domyślacie się, makaron
          ugotowany na mydlinach i bieliźnie osobistej nie został przez nikogo zjedzony.

          Pozdrv.:)
      • Gość: manja Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.neting.com.pl 23.09.04, 17:55
        Świetnie napisane :D
      • Gość: hektor Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 21:18
        Wiem że wątek jest już od dwóch lat, ja jednak trafiłam na niego dopiero
        dzisiaj.Przez ostatnią godzinę płaczę przy monitorze(ze śmiechu oczywiście).
        Mam dwie rzeczy do dorzucenia:
        1) Jak miałam jakieś 10 lat postanowiłyśmy z koleżanką zrobić jajecznicę, ale
        nie taką zwykłą, tylko udoskonaloną. Moja koleżanka powiedziała mi że świetna
        będzie z różnymi warzywami- no i dodałyśmy szczypior, ziemniaki i na koniec
        rzodkiewkę. Do tej pory nie mogę uwierzyć że rzodkiewka jest taka łatwopalna-
        cała patelnia stanęła w ogniu.
        2) Mój obecny mąż na naszym pierwszym wyjeżdzie postanowił zachować się jak
        prawdziwy mężczyzna i podać mi śniadanie do łóżka. Ugotował parówki. W
        foliowych osłonkach. Nie muszę mówić jak ciężko zdjąć przyklejoną folię z
        paróweczki. Minęło już 5 lat a On nadal nie da sie namówić na ugotowanie
        parówek.
    • Gość: J@rek Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.03, 23:39
      z życia świeżego małżonka (mój ojciec) :

      akurat wrócił z pracy,babcia wychodząc nalała mu zupy, na drugie ": mięso masz
      w rondlu,kartofli weź ile chcesz ,a w tym garnku jest czerwona kapusta, jak
      będzie mało ostra w młynku jest pieprz,to sobie dopraw"
      ...i ojciec doprawił , wsypując szufladkę pieprzu ,bo myślał , że babcia
      naszykowała akurat odpowednią porcję !
      ponoć jadł tą kapustę jeszcze kilka dni dzielnie sam , bez łezki w oku !
      ...taki z niego Eastwood !
      • Gość: mamadwojga Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.nd.e-wro.net.pl 02.09.03, 17:43
        A mój mąż wcale nie umie gotować i jak jest sam to je byle co. Kiedy poszłam
        do szpitala rodzić on został w domu z czteroletnią córką. W pierwszy dzień po
        porodzie moja latorośl opowiadała mi przez telefon że umie sama robić kanapki
        (!!!) a później przychodziła do mnie w odwiedziny i wyjadała mój szpitalny
        obiad i kolację. Bardzo jej smakowało. Efekt był taki że zamiast dochodzić do
        siebie po porodzie - głodowałam.
        • Gość: irena Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl 02.09.03, 21:46
          to bylo na obozie harcerskim w bardzo dawnych czsach:
          zachcialo sie nam paczkow na niedziele.
          Mialysmy amerykanska make i tluszcz[nazywalismy go malpim smalcem]
          ciasto zostalo zrobione po poludniu,smazenie rozpoczelo sie pod wieczor,
          mialysmy juz pelne wszystkie garnki,kartony a surowe ciasto wciaz bylo.
          smazenie skonczylo sie juz rano.w niedziele na sniadanie ,obiad i kolacje byly
          paczki,starczylo ich tez dla wszystkich gosci.
          paczki byly bardzo dobre,nie wiedzialysmy,ze amerykanska maka jest inna niz
          nasza.
        • nikka00 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 25.03.04, 12:11
          Boże jaką musisz być biedną kobietą!!!! Jesteś pewna że twój mąż to jeest homo
          sapiens? Bo mnie się zdaje że takie jednostki mają jakoś rozwinięte poczucie
          instynktu ojcowskiego i mężowskiego, twój jak widać wcale. Naprawdę chylę głowę
          nad twym nieszczęściem. Podejrzewam równiez że jeśli w obecności twego męża
          dziecko spadnie z kanapy na podłogę to jedyna jego reakcją na sytuacje będzie
          donośne zawołanie ciebie żebyś coś z "tym" zrobiła.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka