tilia7
07.03.10, 15:10
Brak sensu towarzyszy mi od początku,odkąd tylko to się stało.Poczucie,że
rozsypały się wartości.Że Miłość skoro nie ocala,nie chroni - też jest
bezsensowna.Świat,który zawsze mnie zachwycał,teraz doprowadza do furii.Bo
ośmiela się istnieć,choć powinien był zniknąć wtedy.Ten brak sensu i brak
nadziei są najgorsze.I strach.Ból,choć dotkliwy,można oswoić.Rozpacz zabija
ale gdyby była nadzieja można by próbować oswoić i rozpacz.Ale bez tego sensu
i bez nadziei wszystko jest do d....Cóż z tego,że jakoś tam wierzę w Boga i w
to,że może się spotkamy po tamtej stronie?Cóż z tego,kiedy na razie jestem
tu,i to tu muszę jakoś żyć a żyć mi się nie chce,bo nie rozumiem PO CO?
Wszystko jest puste.Wszystko.Każda radość,jeśli już w ogóle się zdarzy i da
się odczuć,po chwili wywołuje jeszcze gorszy ból i jeszcze większa
pustkę.Czuję się jak Don Kichot walczący z wiatrakami,z góry skazany na
przegraną,niepotrzebnie tracący czas i siły na bzdurną,bezsensowną walkę.
Każde słowa,które mają być pocieszeniem wydają się bzdurne.Moje własne życiowe
mądrości brzmią jak puste ble ble ble.Nie wiem już,gdzie szukać siły,jak
odnaleźć ten zgubiony sens?Czy on jest w ogóle?Jak mam jeszcze raz zaufać
światu,który tak strasznie mnie skrzywdził.
Mam wrażenie,że kończą mi się zapałki.I jak ta mała dziewczynka z Andersena
zostanę zaraz sama w całkowitej ciemności:(