atojaxxl
21.08.09, 11:01
Tydzień temu popełnił samobójstwo mój były uczeń.
Miły uczynny chłopak, spokojny, żyjący z każdym w zgodzie. Miał trudne i
biedne dzieciństwo, ale radził sobie z nauką, choć wszystko przychodziło mu
trudniej niz innym...
I biedny, skromny pogrzeb zorganizowany przez niewiele starsze siostry...Wielu
kolegów, kilka koleżanek...
I wszyscy pytają dlaczego?
Tak sobie myślę,że ten dzwon, który odprowadza każdego w ostatnią drogę, to
nie bił tylko dla K. Bił też dla nas, żebyśmy baczniej przyglądali się dzieciom.
To co dla nas nie jest problemem, dla nich może stać się przyczyną takich
dramatycznych decyzji.
Żeby umieć udzielić pomocy nie upokarzając młodego człowieka, gdyż to nie jego
wina, że nie ma na książki do nowej szkoły, na zeszyty, na drobne
przyjemności, że zostaje na podwórku, gdy koledzy jadą na mecz...
Pochowałam już w życiu wiele osób , bliskich, najbliższych, Rodziców, Teściów,
Syna... Ale ta śmierć, samobójcza, niepotrzebna, jakoś straszliwie uwiera...
Od trzech lat nie miałam już z Nim bezpośredniego kontaktu, wierzyłam, że
kiedyś stanie na nogi i odbije się od dna. A tu taka wiadomość...
Wiem,że na tym forum piszecie o swoich bliskich. Dla mnie moi wychowankowie
też są bliscy, dlatego tu postanowiłam napisać te kilka słów. Bo Wy mnie
zrozumiecie, taka mam nadzieję...
Pozdrawiam, Bożena