polityka zabawkowa

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.10, 19:56
Witam,
mam 2 corki - 3.5 i 7 mcy. w domu gora zabawek starszej i druga, rosnaca gora mlodszej, na razie glownie grzechotki:-). Rodzina nie zna litosci:-)).
Ale o co chodzi - jakie zasady zabawkowo - wlasnosciowe gwarantuja najmniej konfliktow?
Starsza ma juz duzo- łącznie z zabawkami big size - kuchnia, wozki dla lal, lozka, etc... za chwile mlodsza tez bedzie to chciala. a ja nie chce ani zmuszac starszej do dzielenia sie, ani kupowac drugiego zestawu. Na razie jest scisly podzial, przy czym pilnuje bardziej wlasnosci starszej, podkreslajac, jaka mlodsza jest mila, ze dzieli sie czyms tam...starsza czasem sie dzieli, jednak coraz czesciej wola "to moje". jak to dziala u Was w domu przy takiej roznicy wieku?
    • morekac Re: polityka zabawkowa 15.12.10, 20:21
      Na razie jest scisly p
      > odzial, przy czym pilnuje bardziej wlasnosci starszej, podkreslajac, jaka mlods
      > za jest mila, ze dzieli sie czyms tam...starsza czasem sie dzieli, jednak coraz
      > czesciej wola "to moje".
      Każda z dziewczyn ma prawo do niedzielenia się swoją własnością, także młodsza.
      Jak się dzielą, chwalić. Starszą także. Oraz zabierac berbecia z wózka dla lalek itp.
      • Gość: dimma Re: polityka zabawkowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.10, 20:52
        Starszą chwalę ile wlezie przy każdej okazji, bo to fajna dziewczyna i okazji dostarcza. Zadne pustosłowie to chwalenie. w dodatku zalezy mi na dobrych kontaktach miedzy siostrami, wiec nie chce, by rzecz taka jak zabawki byla zarzewiem konfliktow z winy dorosłych.

        Starsza ma swoj pokoj, a raczej czesc pokoju, bo u nas nietypowo - w pokoju starszej jest nasze malzenskie loze:). Dobre rozwiazanie, kiedys my sie wyniesiemy o bedzie przestrzen dla mlodszej nie zabierając nic starszej. Mala na razie urzeduje na dywanie w salonie. Z uwagi raz- na poczucie wlasnosci starszej, a dwa ze wzgledow bezpieczenstwa - starsza lubi i ma duzo drobnicy typu buciki dla laleczek, szklaneczki, koraliki....
        no ale mlodsza zaraz bedzie raczkowac i przestrzen sie bedzie czesciej łączyc. I zaczynają sie dylematy - 1) jak uszanowac prawo wlasnosci przy poszanowaniu granic rozsądku w kupowaniu zabawek, bo mrozi mnie na mysl, ze druga bedzie miala drugą kuchnie, drugiego zebroskoczka, drugiego konia na biegunach, drugi milion ludzikow, klockow, etc....
        2) jak najmniej bolesnie ograniczyc starszą w jej zabawach z uwagi na bezpieczenstwo mlodszej (drobiazgi, nozyczki, kredki, korale...)

        Wszystkie rady mam, ktore to przerabiają/przerabiały mile widziane..
        • mad_die Re: polityka zabawkowa 15.12.10, 21:32
          Ghm... No nie wiem, jak to napisać...
          U nas (córka prawie 3 lata, syn rok) zabawek jest więcej starszej. Mlody tez ma juz kilka, po świętach pewnie dorowna iloscią siostrze. Pewne zabawki są kością niezgody, pewne nie. Teraz na topie jest pukylino i kasa kasjerki ;)
          Ja uczę, że zabawki są wspólne - bo są wspólne. Nie mam zamiaru nigdy dublować jakiś tam zabawek z tego powodu tylko, że dzieci nie moga dojść do porozumienia, kto teraz z czego korzysta. Jesli nastepuje konflikt typu to jest moje, moooooooooooooooooooooooje! względnie łaaaałaaaałaaaaaaaa to interweniuję, mówiąc, że "dzielimy się zabawkami, że Ty byś chciała jeździć na rowerku teraz, ale W teraz siedzi na nim i nie mozna się spychać z rowerka, bo W upadnie i bedzie go bolała glówka. W pozyczy Ci rowerek jak skonczy się bawić" coś w ten deseń. Jesli syn podbiera kase córce, to gadkę strzelam mu podobną - nie ma przebacz ;)
          Wg mnie ta metoda działa. Nie zawsze w 100% i nie unikniemy dzieki niej krzyków o zabawki, ale przynajmniej na spokojnie mogę ją stosować i tlumaczyc wszystkie zasady życia w naszym domu. I nie ginąć pod stosem rowerków, kuchni, pluszaków, klocków i innych.
          • klarci Re: polityka zabawkowa 15.12.10, 22:25
            zgadzam się z mad_die.
            dodałabym tylko, że każde dziecko ma prawo mieć ukochaną zabawkę (dwie), które są tylko jej i bez jej zgody inne dziecko nie może jej brać.
            ale nie wyibrażam sobie podziału na zabawki moje i twoje - utrudnia on wspólną zabawę, wprowadza napięcie: 'bo ... bierze mój samochód:('. możnaby osiwieć na dłużą metę.
            ważne jest też to czy zabawki te znajdują się we wspólnej przestrzeni, czy jak w wypadku starszych dzieci w ich osobnych pokojach - bo to raczej inny problem, podobnie jak porównanie stolika dzieciecego z mazakami od cioci dla X i ciastoliną od wujka dla Y (trudno, żeby Y bawiło się na oczach X, a my zakazywali mu podchodzić :/), z niezależnymi biurkami uczniów, które są 'własnością prywatną'.
            • klarci Re: polityka zabawkowa 15.12.10, 22:28
              wczoraj ty na urodziny Jasiu dostałeś kolejkę, którą pobawisz się ze Stasiem, za miesiąc Staś dostanie warsztat, którym pobawi się z tobą.
              ja to tak widzę.
              a sprzeczki chyba zawsze będą nieuniknione ;)
            • morekac Re: polityka zabawkowa 15.12.10, 23:40

              Ale starsza i tak ma już swoje własne zabawki. Jeśli za kilka miesięcy młodsza dostanie pozwolenie na branie zabawek bez pozwolenia, awantury mogą być straszne.


              - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
    • Gość: monika Re: polityka zabawkowa IP: *.ip.jarsat.pl 15.12.10, 22:14
      u nas sa pewne rzeczy wspolne, inne przynaleznione. poniewaz starszy l.7 ma wiecej zabawek i sa bardziej atrakcyjne, mlodszy l.4.5 ciagle chcialby cos pozyczac. w zwiazku z czym czesto slyszy 'nie', bo starszy ostatnio dzieli sie najwyzej na ocene 3+ ;-) nie ukrywam, ze ciezko mi sie patrzy na frustracje mlodszego. no ale - szanuje prawo wlasnosci :-) inna sprawa, ze na obraz starszego brata w oczach mlodszego nie mam wplywu - zawsze bedzie wzorem, a jego zabawki fajniejsze.
      • Gość: dimma Re: polityka zabawkowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.10, 22:43
        a co z tymi zabawkami, ktore juz sa starszej?
        przeciez nie powiem jej - od jutra kuchnia i garnuszki sa Twoje i Madzi... nie chce na sile uwspolniac, niechec do siostry murowana..
        • mama_trojga Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 10:39
          Szczerze mówiąc to zupełnie nie rozumiem takiego podejścia. Masz plan kupić drugą kuchnię, drugi zestaw lego i w ogóle wszystko podwójne? A jakbyś miała troje dzieci, to trzy? Mi to w ogóle to w ogóle nie przyszło do głowy, chociażby z oszczędności miejsca, ale też bez sensu mi się to wydaje. Ogromna większość zabawek jest wspólna, chociaż to najstarsza córka je kiedyś dostała, ale naturalnie wyszło, że kiedy brat dorósł, to bawią się tym wspólnie, albo zamiennie. Jedynie niewielka liczba zabawek jest przypisana i tutaj są nauczeni, żeby pytać się, czy mogą się pobawić zabawką siostry/brata (i to są ulubione przytulanki, samochody, starszej jakieś koraliki). Raczej nie ma awantur o to. Nie wiem z czego to wynika, różnica wieku jest 2 lata - kiedy młodszy zaczął się interesować zabawkami siostry to nigdy nie mówiłam jemu: to jest jej. Raczej mówiłam: to może razem się pobawcie, albo do starszej żeby go zaprosiła do wspólnej zabawy. Nie było żadnej niechęci. Teraz mają 3 i 5 lat.
          • Gość: monika Re: polityka zabawkowa IP: *.ip.jarsat.pl 16.12.10, 11:12
            moi chlopcy maja 4.5 i prawie 7, wczesniej bylo to dosc obojetne czyje jest co. teraz starszy marzy o wlasnym pokoju i bardziej zwraca uwage na to, ze ta zabawke dostal na urodziny, ta pod choinke itp. pamieta prezenty tak od 3 roku zycia. z kolei mlodszy dojrzal do zabawek, ktore starszy juz uzbieral, a on dopiero zaczyna. zreszta mysle, ze glownym prowodyrem tego podkreslania podzialu jest mlodszy, dla ktorego zabawki brata staly sie strasznie atrakcyjne, choc jeszcze niedawno marzyl o zupelnie czyms innym albo po prostu czymkolwiek. wiec starszy okoniem podkresla 'to moje', a mlodszy uparcie ciagle chce pozyczac ;-) dla mnie to jest ok, kloca sie, godza, jakos ukladaja. o wspolne zabawki tez potrafia sie klocic, a nastepnie godzic. darmowy kurs negocjacji ;-)
            • kugorki Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 14:12
              od początku zasada typu "to jest Twoja zabawka, ale daj się młodszej pobawić". teraz starsza sama mówi, że prezent dla niej od Mikołaja będzie ICH. przy czym pożyczają sobie ukochane przytulaki, to one zostają w najważniejszej sferze prywatności.
              konflikty zaczynają się przy zabieraniu zabawek, ale albo zostawiam im samym do rozwiązania konfliktu, albo badam okoliczności zdarzenia-kto komu zabrał.
              jedyną rzeczą jaką dubluję to wózek dla lalki. teraz w domu pojawi się spacerówka. ale zgodziłam się na taki prezent ze względu na moją wygodę-na spacerze taki łatwiej będzie mi w razie czego nosić, jak się małej znudzi ;)
              Moje panny - starsza skończyła 4 lata, młodsza w styczniu kończy 2 lata.
              • verdana Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 16:37
                Dla mnie polityka pt. "Masz dziecko prezent na urodziny, tylko pamietaj, ze to nie dla Ciebie, musisz się tym podzielić z kazdym, kto chce." jest niewychowawcza. Owszem, jak najbardziej uważam, że dzieci mogą mieć rzeczy wspólne, ale założenie, ze dziecko musi wszystkim dzielić się z rodzeństwem - jest IMO nie do przyjecia. Oznacza to po prostu, ze nic do dziecka nie należy. Gorzej - nie nalezy też do jego brata czy siostry. nie uczę w ten sposob szacunku dla cudzej własności.
                Cóż, są rzeczy, ktore ja tez chcę miec tylko dla siebie. Nie chcialabym, aby kazda rzecz, jaka dostanę mogła być w kazdej chwili zabrana i używana przez całą rodzinę. I chcę miec prawo powiedzieć "To moje, nie pożyczę".
                A że czasem trzeba kupić drugą taka sama zabawkę? Cóz, trudno.
                • klarci Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 18:36
                  a ja sobie nie wyobrażam przy malutkich dzieciach, gdzie zabawki są np. na jednej półce, żeby niemowle pytało "czy mogę pożyczyć?". pojęcie własności odnośnie tak małych dzieci jest pojęciem bardzo świeżym i moim zdaniem przesadzonym. musiałabym cały dzień siedzieć przy dzieciach, żeby pilnować zasady, że X nie bawi się zabawkami Y bez pytania - w momencie kiedy są w jednym pudle, na jednej półce. takie zasady mogą dotyczyć kilkulatów z oddzielnymi pokojami, albo pokojem dziecięcym podzielonym na strefy.
                  dla roczniaka, dwulatka, czy nawet trzylatka moim zdaniem wystarczy to, że samo wybiera swoja ulubioną zabawkę/i, której/ych inni, nawet rodzice nie biorą bez pytania. podobna zasada mogłaby dotyczyć nowych zabawek, prezentów.
                  ale na dłuższą metę taki podział - podziwiam Was, na to trzeba mieć dużo czasu i nerwów.

                  ale ja wogóle chyba mam inne zdanie odnośnei zabawek, prezentów, czy zwyczajów ;)
                  • verdana Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 18:53
                    A niemowle Twoje wszystkie rzeczy tez bierze? Te zabawki, ktore sa starszaka i nie ma ochoty, aby niemowlę je zabierało i niszczyło, powinny znaleźć się po prostu poza zasięgiem rąk malucha, na wyższej półce.
                    Zasada wlasnosci powinna dotyczyć wszystkich zabawek (i rzeczy) ofiarowanych konkretnemu dziecku. Owszem, gdy dziecku już nie zależy, a czesto tak jest, dzieli sie swoimi zabawkami - i to jest cenne, bo dobrowolne.
                    I jestem przekonana, że w przypadku rzeczy osób doroslych jakos jednak uczy się dzieci przestrzegania praw wlasnosci i pilnuje, aby nie byly one łamane. Czy Twoje wszystkie rzeczy dzieci moga także brac bez pytania? Czy też w wypadku rzeczy osób doroslych jednak uczy się dziecko, aby nie zabieralo tego, co do niego nie nalezy - i wcale nie jest to takie dramatycznie trudne.
                    • Gość: klarci Re: polityka zabawkowa IP: 85.222.112.* 16.12.10, 19:42
                      > I jestem przekonana, że w przypadku rzeczy osób doroslych jakos jednak uczy się
                      > dzieci przestrzegania praw wlasnosci i pilnuje, aby nie byly one łamane. Czy T
                      > woje wszystkie rzeczy dzieci moga także brac bez pytania?

                      ważnych dokumentów, moich drogich książek mu nie wolno. co do innych, typu długopisy, notatniki, kosmetyki itp., itd.- nie mam problemu. nawet jak coś zniszczy, to niechcący, a nauczy się uważać - już sporo rozumie, bo nawet jak bierze mój notatnik, to (co u niego jest wyczynem ;)) przegląda delikatnie.
                      obawiam się, że mamy po prostu inne spojrzenie na ganicę prywatności.
                      u nas poza bielizną, szczoteczką do zębów, dokumentami i kilkoma innymi rzeczmi ... ;) wszystko jest wspólne - coś się zepsuje i będzie trzeba odkupić, to kosztem nie kupienia czegoś innego - to tez uczy odpowiedzialności ;)

                      P.S. ja też lubię się bawić jego klockami :P, czy nowym laptopem z gierkami od babci ;) i nie pytam go o zdanie - pewnie będzie miał traumę :P
                      • verdana Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 19:54
                        Traumę nie - ale moze potem mieć kłopoty w przestrzeganiu zasad własności innych dzieci.
                        Cóż, nie wiem też, czy w przyszłości nie będzie awantur typu "Kupiłem sobie tę grę/bluzę za wlasne oszczednosci, a Ty mi zabrałeś bez pytania! A ja zamierzałem ja włożyć/ chcialem ją zanieść do kolegi!
                        Nie jestem pewna, czy nie uczenie dzieci, ze inni ludzie mają prawo do swoich rzeczy jest błędem - moim zdaniem raczej nie uczenie tego może doprowadzić do pilnowania w przysxlości swoich rzeczy. Albo nie dostrzegania róznic między moje/cudze.
                        • Gość: klarci Re: polityka zabawkowa IP: 85.222.112.* 16.12.10, 20:12
                          jeżeli jest miejsce na rzeczy prywatne i osobiste (nie każę się dzielić wszystkim, tylko tym co jest w ogólnodostępnych pojemnikach, na półkach), to nie ma takiehgo problemu.
                          sama u kogoś też pytam, czy mogę coś wziąźć, dać synkowi i tego uczę jego. nie wpadam do nikogo i nie przeglądam półek.

                          myśle, że ważny jest zdrowy rozsądek.

                          też nie lubię u znajomych tekstu, że ich syn ma dać swoją ulubioną zabawkę, bo mój jest gościem i ma prawo.
                          ale pytanie o każdą zabawkę dla mnei jest paranoją.

                          pomysł z położeniem jednego pudła z ulubionymi zabawkami starszaka niedostępnymi dla młodszego dziecka popieram - całkowita rozdzielność zabawek, w przypadku braku oddzielnych pokoi - nie wyobrażam sobie.
                          • verdana Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 20:16
                            Bo chyba nie do końca się zrozumiałyśmy. U mnie też nie było całkowitej rozdzielnosci - przede wszystkim było sporo zabawek kupowanych od razu jako wspólne - na przyklad gry czy drewniane klocki.
                            I w sumie było mnóstwo zabawek 'porzuconych", na których prawowitemu włascicielowi już kompletnie nie zależąło i nawet nie pamiętano, do kogo pierwotnie należąły. oceniam , ze tych zabawek było chyba 3/4. Ale trochę nigdy nie przechodziło do tej kategorii -i do tych wlasciciel miał pełne prawa.
                    • Gość: klarci Re: polityka zabawkowa IP: 85.222.112.* 16.12.10, 20:01
                      > Te zabawki, ktore sa starszaka i
                      > nie ma ochoty, aby niemowlę je zabierało i niszczyło, powinny znaleźć się po pr
                      > ostu poza zasięgiem rąk malucha, na wyższej półce

                      co do tego się zgodzę, zresztą wspomniałam o tym


                      verdana, czy Twoje dzieci mają/miały oddzielne pokoje? pytam, bo trochę inne realia są na 40, a inne na 120 m2
                      • verdana Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 20:13
                        Skomplikowane - ale spróbuję. Przez pierwsze 5 lat zycia najstarszego mieszkaliśmy wszyscy w kawalerce. Czyli 5 i 3 latek mieli wlasne łóżka, szafke i tyle.
                        Potem mieli wspolny pokoj. I gdy syn miał 11 lat, a córka 8 urodził sie brat. Niemowlę na razie pomińmy (wylądowało u mnie), a dzieci zażądały separacji - ich 12 metrowy pokój został przedzielony ścianką działową - nie do konca, bo okno by się nie otwierało - na dwa przedziały kolejowe - jeden ok. 5 m., drugi - niecałe 7.
                        Syn wyprowadził się, gdy miał 19 lat. Jego przedział zajął 8-latek. Siostrę szczęśliwie wyrzucilismy w zeszłym roku, i dopiero od paru miesiecy nasz nastolatek ma prawdziwy, ogromny, bezcenny 12-metrowy pokj dla siebie:)
                        • verdana Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 20:14
                          Błąd- 5 i 2 latek oczywiście (przecyzyjniej - 2-latka).
                • klarci Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 18:51
                  > "Masz dziecko prezent na urodziny, tylko pamietaj, ze to
                  > nie dla Ciebie, musisz się tym podzielić z kazdym, kto chce."

                  nieźle przerysowałaś ;). ale ja się zastanawiam jak u Was jest ze znajomymi dzieci - zawse muszą pytać o wzięcie każdej zabawki?

                  > jest niewychowawc
                  > za.

                  a co dokładnie jest niewychowawcze? rozumiem, że niektórzy maja bardzo silne poczucie własności, ale to raczej utrudnia życie, niż ułatwia :/
                  pamiętam, że zawsze omijało się koleżanki, które z pokoju robiły muzeum.
                  owszem kultura wymaga zapytania o ogólną zgodę na zabawę czymś, ale są granice.

                  kiedyś była dyskusja o ograniczaniu zabawek, przez co ogranicza się wyobraźnie itp. - wspólna zabawa rodzeństwa jest stanowczo bardziej twórcza, niż wydzielanie kto czym może się bawić i wprowadzanie nerwowej atmosfery, tym bardziej, że to dopiero rodzi konflikty, bo jak wiemy zakazany owoc nalepiej smakuje :/
                  • verdana Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 19:06
                    Nie - ale zabawki, ktore byłu ukochane i najcenniejsze, ktorymi dzieci akurat nie chciały się dzieclić - były chowane. Zresztą, to trochę co innego - bo gość wie, ze bawi się zabawkami nie swoimi, to co innego, niż uznać, ze dziecko nie ma prawa wlasności do zabawki, którą dostało. Moje dzieci były uczone, ze gdy same sa gośćmi muszą pytać, czy wolno im się czymś pobawić - uważam, ze jest to zupełnie podstawowa forma grzeczności.
                    Poczucie wlasności, bardzo silne, raczej wytworzy się u dzieci, ktore musialy dzielić się z innymi, niż u tych, ktorych prawa byly respektowane, a dzielily się dobrowolnie. Wspólna zabawa rodzeństwa jest przecież tak samo możliwa w wypadku, gdy zabawka jest dziecka i ono godzi się, zeby brat się nią pobawił, jak i wtedy, gdy zabawka jest wprawdzie jego, ale nie ma prawa bratu odmowić. Sądzę, ze w tym pierwszym wypadku zabawa może być nawet lepsza.
                    W efekcie udało mi się wychować rodzeństwo absolutnie o siebie nie zazdrosne i nie zazdrosne o żadne dobra materiale, ofiarowane tylko jednemu z nich. Moja corka ze zrozumieniem przez wiele lat przyjęła to, ze brat dostał kawalerkę, a ona nie. I wydaje mi się, ze to własnie, ze każde z nich dzieliło sie z rodzeństwem całkowicie dobrowolnie (a czasem sie nie dzieliło) jest jednym z powodów tego braku zazdrości i rywalizacji.
                    • mmala6 Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 19:16
                      u nas jest tak - syn 6 lat i mały 9miesięcy-, powiedziałam że jeżeli starszy nie chce aby mały się czymś bawił, to żeby dał wysoko albo schował w pudełku. To co jest na wierzchu, dostępne dla małych łapek tzn ze mały może to brać. Tu chodzi też o bezpieczeństwo, bo np klocki City są pochowane w zamykanych pudełkach a Duplo leżą luzem dostępne dla małego. To że mały dostaje wścieklizny jak starszy bawi się City i ma w nosie Duplo, to inna sprawa. Ostatnio rozmawiałam z synem nt zabawek, tak sobie głośno 'myślałam': ojej, jak T. podrośnie trzeba będzie kupić znowu dużo autek i klocków, tak jak dla Ciebie;-). Starszy powiedział trzeźwo: ale mamo, po co, przecież może się bawić moimi. Uf. Są rzeczy których mały nie tyka, bo 1. starszy nie pozwala 2. są dla niego niebezpieczne a są tzw 'wspólne' choć większe prawo ma do nich starszy bo pierwotnie były kupione dla niego. Starszy za to bawi się fiszerami małego;-) nie zamierzam dublować dużych zabawek np garażu. Ale np. duplo? jest tyle zestawów że można wybrać coś czego nie mamy. Poza tym, zanim mały zacznie naprawdę bawić się zabawkami to starszy będzie na innym etapie zabawkowym. Szanuję zabawki starszego syna i że są jego własnością. Zawsze pytam czy mogę małemu dać coś nowego, co wcześniej nie było ustalone. Jak mały sprytnie coś przechwyci to mu zabieram i 'zwracam uwagę';-) Oczywiście mały ma to w nosie ale chodzi o to aby starszy widział, że jego zabawki (jego własność, on sam)są dla mnie ważne i się liczę z jego zdaniem. Na szczęście starszy nie robi scen i jest w miarę ok.
                      Natomiast nie oczekiwałabym od trzylatka że będzie chciał się dzielić, to tak jakby kazać słońcu przestać świecić;-) musi przejść przez etap 'to moje', potem będzie lepiej i przekona się jak fajnie jest bawić się razem, wymieniać zabawkami, pożyczać koleżankom.
                      Reasumując jeżeli starsza córka bawi się namiętnie kuchnią a młodsza jest w wieku, w którym też się nią naprawdę bawi to małej też bym kupiła. Albo może coś innego kuchennego aby razem z kuchnią tworzyło całość i mogły się razem bawić. Jednak niemowlę autorki ma 7m, więc zanim dorośnie do kuchni to kuchnia starszej pokryje się kurzem;-) Natomiast wózek dla lal każda powinna mieć swój, nie wyobrażam sobie inaczej, nie można się dzielić swoim 'dzieckiem';-)

                      --
                      My Love
                      M 30.01.2005
                      T 19.03.2010
                      • verdana Re: polityka zabawkowa 16.12.10, 19:27
                        Zabawne - chyba identycznie wychowujemy dzieci:) Najsmieszniejsz ejest to, ze tak wychowywane mlodsze rodzeństwo, już jako trzylatki, nie miały oporów przed dzieleniem się z rodzeństwem, a zwykle i z kolegami.
                        Pamietam, ze jak syn miał 6 lat, a corka trzy to bez slowa udostępniała mu swoje ukochane Barbie i Kena. Obie lalki, po ustawieniu im nóg pod kątem prostym - służyly jako pistolety:)
Pełna wersja