titti_pecci_scialoja
11.09.12, 13:41
Syn lat 5 jest wesołym, mądrym chłopcem. Chodzi do przedszkola, niestety grupa jest dość liczna - łącznie 28 dzieci. Pierwszy tydzień ok, w drugim wróciło stare czyli narzekania nauczycielki,że syn się popisuje i wygłupia. W ubiegłym roku został nawet wyproszony z zajęć dodatkowych, co bardzo przeżył. Na zajęciach pokazowych wygłupiał i śmiał się tak,że myślałam,że wyjdę z siebie i dosłownie z sali. Oczywiście i pani i ja upominałyśmy go. W domu rozmawiałam z nim i dowiedziałam się,że chciał.... aby było wesoło. Wg pani syn nie podołał emocjonalnie tej sytuacji. Mąż się irytuje,że zostanie błaznem klasowym. Z jednej strony nie chcę tępić w nim tej naturalnej wesołości, której ma sporo przez co wydaje się dość dziecinny, z drugiej żyjemy w społeczeństwie i nie ma rady trzeba się dostosować do panujących reguł. Jakich słów/ argumentów używać aby do niego to dotarło. Pani wchodzi mu na ambicję, że starszak, starszy brat itp. ale bezskutecznie. Straszenie i kary nic nie dadzą. On z właściwą sobie pogodą ducha pogodzi się z każdą karą.
Wczoraj po wysłuchaniu kolejnych żali w przedszkolu (wersja syna taka sama: on lubi jak jest wesoło) rozmawialiśmy i ustaliliśmy,że zaprosimy dwóch jego kolegów do domu. Może podpatrując ich zabawę coś się dowiem? Czy on faktycznie walczy o pozycję w ten sposób? Wydaje mi się,że jest lubiany. Pani kiedyś mówiła,że przez swój wzrost wbudza respekt młodszych kolegów. Więc o co chodzi? Proszę o konstruktywne rady, opinie.