maakita34
28.04.13, 10:29
Proszę o pomoc. Nie radzę sobie z najmłodszym dzieckiem. Ma nieco ponad 2 lata, sporo już mówi. Jest trzecim dzieckiem. Od dłuższego czasu czuję sie jak w więzieniu. Nie mogę zrobić nic, iść do innego pokoju, toalety, kuchni, wyjść z domu, nic dosłownie bez jej protestów, ryków, krzyków - wpada w histerię. Zawsze było pod tym względem źle, ale od jakiegoś czasu jest tragicznie. Ja jestem wykończona już tą sytuacją. Robię wszystko co wydaje mi się sensowne: jak idę do łazienki proponuję je zawsze że może iść ze mną, wyciągam często nowe drobne rzeczy - małe opakowanie ciastoliny, kolorowankę, małe pudełko kredek, żeby ją zająć a ja obok będę się szykować do pracy czy po prostu wykonywać co mam wykonać - czynności niezbędne. Wszystko jest źle. Udaje mi się ta operacja w 1 przypadku na 10 może, a w pozostałych jest ryk dopóki nie wyjdę z łazienki i się nią nie zajmę. Jedyne co zaakceptowała to że idzie do przedszkola i tam idzie bez protestów i z uśmiechem. Cała reszta to jest koszmar. Ja to odbieram tak, że chce tym rykiem wymusić swoje - przecież nie zmuszam jej do samotności, zawsze coś proponuję, żeby mogła mi towarzyszyć. W domu zawsze jest starsza dwójka która też dwoi się i troi żeby ją zająć. Mąż to samo. NIE - tylko mama. Ona jest już taka duża, to nie jest niemowlę przy piersi. Nie pojmuję tego. Jestem już na skraju załamania nerwowego bo cały dzień - np. teraz słucham wrzasków. Starsze dzieci bardzo bardzo tracą - albo zajmuję się tylko młodszą i wtedy tracą bo też chcieliby ze mną spędzić trochę czasu - są sporo starsi więc wspólne aktywności ciężko na dłuższą metę zorganizować. Albo tracą bo jest dziki wrzask jeśli jednak zdecyduję się pouczyć, pobawić się z nimi. Albo nawet z nimi i z nią - ona wyje bo ma być tylko ona i mama. Nie chce mi się wracać do domu z pracy. Czasem mam ochotę ją rozszarpać. Nigdy nigdy nie miałam takich problemów ze starszymi dziećmi. NIGDY. Tyle samo czasu byłam z nimi w domu, tak samo wróciłam do pracy a oni w tym samym wieku poszli do przedszkola - tego samego. Wiem, ona jest odrębnym bytem. Ale ja nie wiem jak to pojąć, jak to zrozumieć. Jak pomóc jej i sobie?