Gość: lance
IP: *.opaltelecom.net
09.08.13, 19:37
Mieszkamy w Anglii. Wraz z żoną wychowuję 4-letnią córkę i moją 14-letnią pasierbicę. Z młodszą są drobne problemy, zwłaszcza że próbuje naśladować starszą siostrę. Cały system socjalny w Anglii nakierowany jest na dobro dziecka. I dzieci są tego od przedszkola uczone, że zawsze mogą w szkole poprosić o instytucjonalną pomoc ze względu na problemy w domu. Wtedy dziecku wierzy się odgórnie. Pasierbica też wie o tym usiłuje szantażować donosem. Ale do rzeczy...
Żona pozwala dzieciom na bardzo dużo. Jednocześnie nie robi nic, by wyegzekwować wydane dzieciom polecenia (wyłącz komputer, odnieś swój talerz, wyrzuć śmieci, idź spać bo jest późno) lub zakazy. Jakikolwiek "rygor" jest w tym domu moją domeną. Na przykład pasierbica odpowiada na odczepnego "Zaraz..." i kontynuuje zabawę przy komputerze. Ponaglam kilkakrotnie, żeby zgodnie z poleceniem matki wyłączyła go. "No już wyłączam" - i dalej siedzi. Po kilku minutach wyciągam wtyczkę z gniazdka i pasierbica jest wściekła (ostatnio rzuciła do mnie "Zamknij mordę, idioto!").
Gdy wieczorem ma się udać do swojego pokoju, żebym mógł spędzić późny wieczór z żoną, bez dzieci - odmawia.
Moje pytanie brzmi: jak wyegzekwować to, żeby dzieciak wyszedł do swojego pokoju? Nie można jej zanieść (będzie się broniła - przemoc fizyczna, może siniak), nie można zaciągną, nie można dać klapsa... Nic nie można. Błagam o radę, którą możemy zastosować.