Dodaj do ulubionych

akceptacja dla dziecka

05.10.16, 16:09
Przerzuciłam sobie parę najświeższych wątków:

1. Mąż nie umie uspokoić dwuletniej córki pod nieobecność mamy. Mama stosuje podanie piersi jako lek na każdą trudniejszą sytuację. Ewidentnie rodzice mają trudność i powinni popracować nad swoimi postawami i umiejętnościami rodzicielskimi. Nic strasznego - rodzicami stajemy się w trakcie rozwoju dzieci. Jednak dyskusja koncentruje się wokół tego: "jak nauczyć małą jak sobie z emocjami ma radzić"?
Rodzice moim zdaniem po prostu nie radzą sobie z tym, że dwulatka jest dwulatką a nie dorosłą osobą, która świadomie sobie radzi z emocjami. Dwulatkę należy zaakceptować. Możliwe tez, że między nimi toczy się gra - mama korzystając z piersi jako uspokajacza uzależnia od siebie córkę i może wydawać się lepszym rodzicem od taty. Tata "nie radząc sobie z córką" ma dobre argumenty, żeby nie zostawać sam na sam z dzieckiem - być może nie czuje się pewnie w roli ojca, ma trudność w nawiązaniu autentycznej relacji.

2. 12 latka ma problem z bałaganem w pokoju. Rodzice gadają i gadają - bez skutku. Mama zarzeka się, że nie ingeruje w pokój córki, ale potem jednak pisze, że "wchodzę w jej pokój rana". To pokój córki. Ma prawo mieć w nim bałagan. Wiek dojrzewania to trudny wiek, bałagan bywa sposobem na ochronę prywatności nadmiernie ingerujących rodziców, a czasem jest po prostu efektem nie przykładania wagi przez nastolatka do kwestii porządku, albo tego, że nie ogarnia systematycznego sprzątania. Rozwój dzieci nie jest liniowy, idealnie sprzątająca 9 latka nie gwarantuje, że jako 13 latka będzie kultywować porządek.
Zamiast zaakceptować to, czego chce dziewczynka (a ktoś ją w ogóle spytał o to?), ustalić z nią jakieś WSPÓLNE reguły (a nie narzucać jej porządek), rodzice ingerują w jej prywatność i zastanawiają się jak ją za wszelką cenę wdrożyć do porządku. A do tego jeszcze mama zastanawia się czy córka nie ma cech niezbyt chyba lubianej przez nią i akceptowanej teściowej. No bo synowi maja porządek w pokojach (który nota bene robi mama).

12 latkę należy zaakceptować. Myślę tez, że jej mama powinna radykalnie przemyśleć na ile jej stosunek do dzieci wynika z ich płci i na ile z płci dzieci wynikają różne oczekiwania wobec nich.

3. Chłopiec o zachowaniu dziewczynki.
Chłopiec został zdefiniowany. Siada i obraża się jak dziewczynka. Jak właściwie obrażają się dziewczynki? Co można zrobić żeby go nie skrzywdzić?
Zaakceptować. Wspierać. Nie zmieniać na siłę. A przede wszystkim nie definiować.

4. Dziecko nie lubi się przytulać.

Do tego nie patrzy w oczy. To naprawdę może oznaczać trudności rozwojowe i niepokój jest jak najbardziej na miejscu.Ale pytanie nie brzmi jak pomóc dziecku, tyko co zrobić, żeby syn zaczął się przytulać. Dla mamy wydaje się to być bardzo ważne: jak pisze brakuje jej okazywania sobie nawzajem z dzieckiem, że są dla siebie najważniejsi.

Presja matki może wywoływać niechęć dziecka. Może mieć też problemy typu SI, ZA i parę innych liter. Najpierw trzeba dziecko zaakceptować. I zastanowić się czy wymaga wsparcia w funkcjonowaniu.


W każdym z tych wątków uderzyło mnie to, że opisane dzieci są dziećmi i każde z nich jest jakieś tam - emocjonalne, bałaganiarskie, dziewczęce, nieczułe. A rodzice koncentrują się nad naprawieniem "problemu". trudno pomóc komuś kogo się nie akceptuje.

Podam nieco absurdalny przykład. Moje dziecko kiepsko biega. W zasadzie nawet słabo chodzi. Niepokoi mnie to. Co mogę zrobić? Każdemu codziennie biegać, trenujemy, ale nic nie pomaga.
Może na początek warto zauważyć, że dziecko ma jedną nogę krótszą i po prostu słabiej funkcjonuje fizycznie? I gadaniem, dyscyplina tego nie naprawię. Ale patrząc realnie na problem mogę pomóc polepszyć życie mojego dziecka - z tym problemem który ma, a nie likwidując problem, którego sie wstydzę/nie radzę sobie/odrzucam.

Krótka noga dziecka to czasem po prostu jego wiek - dwa lata, 12 lat, czasem jakieś zaburzenie rozwojowe, czasem osobowość czy sposób bycia - oceniony jako zbyt chłopięcy, dziewczęcy czy inny. tak jak nie wydłużymy nogi, tak nie zmienimy wieku dziecka, nie uspokoimy burzy hormonów, nie uchłopięcimy na siłę chłopca, ani nie sprawimy, że dziecko np. z ZA polubi przytulanie (choć możemy mu pomóc radzić sobie z ciałem, wrażeniami i bodźcami).

Akceptacja dla dziecka takim jakim jest jest podstawą przy każdym problemie - czy jest on poważny, przejściowy, czy wydumany.

Warto tez rozważyć na ile sami jako rodzice przyczyniamy się do nasilenia lub wywołania problemu. W przykładzie 1 z dwulatką sądzę, że całość problemu tworzą rodzice i nie chodzi o to, że są winni, po prostu jeszcze są niedoświadczeni.
Obserwuj wątek
    • lost_blueberry Re: akceptacja dla dziecka 05.10.16, 22:41
      Zgadzam się z akceptacją dziecka, ALE na forach piszemy m.in. po to żeby dowiedzieć się co możemy zrobić aby nasz problem był "przejściowym". Rodzice mogą mieć niewielkie porównanie w swoim otoczeniu i pisząc o problemach z dzieckiem (bałaganiarstwem, niepanowaniem nad emocjami czy czymś tam jeszcze) raczej używają skrótu myślowego i w swoich postach wyrażają właśnie troskę jak temu dziecku pomóc, jak je wesprzeć, nawet jeśli takie sformułowanie nie pada dosłownie w wątku.
      • verdana Re: akceptacja dla dziecka 05.10.16, 22:52
        Akceptacja dziecka absolutnie nie oznacza, że należy zaakceptować wszystkie zachowania dziecka. Więcej nawet - ze nie należy, w imię akceptacji, pomagać dziecku. Co więcej akceptacja dziecka, starszego, bo oczywiście nie dwulatka, wymaga też, aby to dziecko przygotować do współżycia z innymi ludźmi i zachowania pewnych form. Jeżeli rodzice nie są w stanie mieszkać w mieszkaniu, gdzie w jednym pokoju jest totalny bałagan, to nie są. To nie jest nieakceptacja dziecka. Ja nie jestem w stanie żyć w hałasie - gdyby moje dziecko puszczało muzykę na cały regulator, to nie uznałabym, że "nastolatek tak ma". I że moim obowiązkiem jest zaakceptować wszystko co dziecko robi. Nie, akceptacja dziecka takiego, jakim jest oznacza bardzo często zwyczajne zaniedbanie - i potrzeb dziecka i potrzeb własnych. Jesli nie mówimy o rzeczy nie do zmiany - wyglądzie, płci, temperamencie, ale o konkretnych zachowaniach. Dzieci dorastają nie tylko dlatego, że sa starsze - również dlatego,że są wychowywane i pokazuje im sie, co jest do zaakceptowania, a co nie.
        • twojabogini Re: akceptacja dla dziecka 06.10.16, 14:54
          Verdana, poruszyłaś ważną kwestię. Jak daleko powinna sięgać akceptacja dla dziecka. Zgadzam się z tobą, że pod pozorem akceptacji można ukryć zwyczajne zaniedbywanie.

          Myślę, że niepanowanie nad emocjami jest w przypadku dwulatków wpisane niejako w ich naturę. Tak samo typowe jest bałaganiarstwo nastolatka i potrzeba ochrony swojej prywatności - nawet jeśli chodzi o papierek. Tak samo wbudowany w naturę jest sposób bycia, niezaleznie czy określimy go jako chłopięcy, dziewczęcy, ekspansywny, czy melancholijny. Podobnie jest z niechęcią do przytulania. Opisane dzieci takie są.

          Nie chodzi w żadnym razie o to, że nie można uczyć panowania nad emocjami dwulatki, porządku nastolatki, wspierać chłopca w rozwoju męskości, czy pomóc dziecku w przełamaniu bariery w nawiązywaniu relacji fizycznej. Ale trzeba mieć świadomość, że to są procesy długotrwałe, przeprowadzane na wrażliwej tkance jaką jest osobowość dziecka, jego zdolności, cała wypadkowa tego kim jest, jakie ma możliwości.

          A czasem warto się jednak zastanowić na ile "przebudowa" dziecka ma sens. Można spowodować jeszcze większe problemy. Kiedyś w słusznych celach leworęczne dzieci na siłę robiono praworęcznymi. Dzieciaki z ZA na siłę uspołeczniano, dysgrafików uczono ładnie pisać, a dyslektyków uczono ortografii.
          Czas jaki jako leworęczna osoba spędziłam na nauczenie się bycia praworęczną, a potem na opanowanie pisma, które dałoby się rozczytać mogłam przeznaczyć na rozwój swoich umiejętności.
          Nie można kształtować dzieci pod swoje widzimisię. Trzeba zawsze spojrzeć z kim mam do czynienia, jakie moje dziecko ma mocne strony, w czym wymaga wsparcia, co może być dla niego (a nie dla mnie) trudnością?

      • twojabogini Re: akceptacja dla dziecka 06.10.16, 14:36
        Zgadzam się z tym, że nazwanie problemu opisanie wymaga stosowania pewnych skrótów myślowych i etykiet. Jednak widzę różnice pomiędzy szukaniem pomocy dla dziecka, które ma problem, a szukaniem recepty/sposobu/przepisu na to, żeby dziecko stało się takie jak sobie wymarzyliśmy:
        - dwulatka powinna nauczyć się radzić sobie z emocjami,
        - dwunastolatka ma utrzymywać porządek w pokoju i tolerować, że mama wyrzuca jej rzeczy i grzebie w nich pod jej nieobecność i w żadnym wypadku nie może stać się podobna do babci, która lubi gromadzić sobie różne rzeczy,
        - chłopiec nie może siadać po dziewczęcemu i musi zmienić sposób w jaki się obraża,
        - chłopiec, który nie lubi się przytulać ma zacząć się przytulać.

        Nie chodzi mi o to, że opisane przypadki nie opisują autentycznych problemów dzieci. Na pewno tak właśnie jest. Ale o bardzo przedmiotowe potraktowanie tych dzieci i ich problemów - co zrobić, żeby problemy zniknęły, a dzieci stały się - opanowane, porządne, chłopięce i przytulaśne.

        Mimo wszystko wydaje mi się się, że punktem wyjścia jest jednak akceptacja. Wrażliwe dziecko reagujące emocjonalnie nie zamieni się nagle w oazę spokoju. Bedzie potrzebować wielu lat aż nauczy się odpowiednio reagować. Bałaganiarz od gadania nie zacznie nagle ogarniać. Chłopiec nie zmieni sposobu bycia na "męski" według widzimisię mamy. dziecko, które nie lubi przytulania i słabo nawiązuje kontakt wzrokowy, nie zamieni się w misia przytulasia, który będzie sobie z mamą okazywał, że są dla siebie najważniejsi.


    • el_elefante Re: akceptacja dla dziecka 06.10.16, 14:13
      Zgadzam się z tym, żeby nie definiować. A zwłaszcza nie definiować w swojej własnej głowie, bo to nie robi dobrze wychowywaniu dziecka i utrzymywaniu z nim bliskiej relacji i zaufania. Jeżeli chodzi o definiowanie "na zewnątrz", to też nie ma takiej potrzeby, bo środowisko w którym dziecko się obraca doskonale poradzi sobie bez naszej pomocy - zdefiniuje szybko, celnie, skutecznie i bezlitośnie. Ponieważ jest to nie do uniknięcia, możemy co najwyżej próbować pomóc dziecku sobie z tym poradzić.

      Co do akceptacji zaś, to niby się zgadzam, ale nie do końca. Nie akceptuję ryczącego dwulatka dlatego, że dwulatek jest z natury ryczący więc ryczeć musi a ja będę udawał że mi to nie przeszkadza. Bo przecież przeszkadza, nie oszukujmy się. Ja bym tu raczej użył słowa "zrozumienie". Nie chcę żeby ryczał, a przynajmniej jak już mu się zdarzy, to żeby to nie było ryczenie przez godzinę do wymiotów z tendencją do powtarzania się przy każdej (wg dwulatka) sposobności jako remedium na wszystkie dwulatkowe problemy. Więc zastanawiam się dlaczego ryczy. Może to ja jestem powodem, a może coś innego, niezależnego ode mnie. I szukam rozwiązania. Szukam tez sposobów na zapobieganie ryczeniu, a więc z jednej strony uczenie siebie a z drugiej uczenie dwulatka. Bo na tym to w końcu przecież polega, że uczymy się siebie i od siebie nawzajem.

      Co do sprzątania to też się nie zgodzę, chociaż pasjonatem nie jestem i znam ciekawsze zajęcia. Ale dom jest z definicji przestrzenią wspólną w całości. Pokój dziecka to nie jest pokój hotelowy ani dziecku go nie wynajmuję ani nie jest on w innym mieście. Jest w domu, w którym panują jakieś zasady. Trzeba je ustalić, z szacunkiem dla preferencji każdego z domowników, ale jest to konieczne. W przeciwnym wypadku nie pozostanie nam rzeczywiście nic innego jak przestać się interesować zawartością i stanem pokoju dziecka, zamknąć drzwi i udawać że go nie ma. To nie jest akceptacja i nie uczy niczego dobrego młodego człowieka jeśli chodzi o przygotowanie go do życia z ludźmi. Akceptacja jest wtedy, gdy przyjmę do wiadomości że moja latorośl sprzątać nie lubi, co przyjdzie mi łatwo. Ale to nie oznacza, że tak to należy zostawić.

      A poza tym się zgadzam :)
      • twojabogini Re: akceptacja dla dziecka 06.10.16, 14:59
        Co do pokoju - na pewnym etapie trzeba uczynić dziecko odpowiedzialnym za stan jego pokoju. W większości przypadków oznacza to przez jakiś czas ogromny bałagan. A jeśli ten bałagan spędza rodzicom sen z powiek - to warto pomyśleć co ze mną jest nie tak, że przeszkadza mi w jakim stanie moje dziecko utrzymuje swój pokój?
        Po 10 zgubieniu czegoś, braku czystej koszuli czy w końcu wyhodowaniu imponującej i woniejącej pleśni nastolatki dochodzą do tego, że sprzątanie ma sens. Bez gadania starych. Warto to jednak z dzieckiem omówić. Za co i na jakich warunkach odpowiada.
        • verdana Re: akceptacja dla dziecka 06.10.16, 15:53
          Ja akurat zamykam i nie wchodzę. Ale jestem naprawdę w stanie zrozumieć ludzi, którzy nie sa zdolni do mieszkania w domu, w którym jeden pokój jest w stanie rozkładu. Powiem więcej - dla tych ludzi utrzymanie porządku jest wartością i rozumiem, że taką wartość chcą wpoić dzieciom. To nie oznacza, że z rodzicami coś jest nie tak, tylko, ze uważają za ważne coś, co dla mnie jest nieważne lub marginalne. I jeśli nie będą tego uczyli dzieci, to sprzeniewierzają sie swojemu systemowi wartości, a to niedobrze. Dla mnie niezwykle istotne było to, aby nikt nie zjadał czegoś, czego jest niewiele , nie zapytawszy innych, czy nie mają na to ochoty. W wielu domach uznano by, że to brak wolności. Dla mnie był to element dbania o innych i nie ustąpiłabym.
          Ps. Nie. Nie ma takiego momentu, w którym niektóre nastolatki uznają,że sprzatanie ma sens. Są takie, które nawet jak uznają, to i tak im się nie chce.
        • yoma Re: akceptacja dla dziecka 07.10.16, 17:30
          >co ze mną jest nie tak, że przeszkadza mi w jakim stanie moje dziecko utrzymuje swój pokój? 

          Jeśli niekochanie robali oznacza, że coś jest z kimś nie tak... Nie wiem, czy zauważyłaś, ale w omawianym przykładzie dziewczyna zapuściła pokój aż do pojawienia się obcych form życia
    • drobnostka7 Re: akceptacja dla dziecka 06.10.16, 20:26
      To ja, mama nie panującej nad emocjami dwulatki :-) poczułam sie wywołana do odpowiedzi bo odnoszę wrażenie że pokręciłas wszystko co napisałam :-) Nie, nie mam problemu z nieakceptowaniem faktu, że Ala jest dwulatką i nie panuje nad emocjami... Ba, zdwiwiłoby mnie jakby było inaczej.. Jedyne z czym mam problem to jej wiszenie na piersi pare razy w ciągu nocy co nie daje mi spać i jestem przemęczona..
      Wczytuj się może rzetelniej ;-)
      • verdana Re: akceptacja dla dziecka 06.10.16, 21:46
        Mam też wrażenie, że pytałaś o to, czy można machnąć ręką na to, ze dziecko nie umie uspokoić się bez piersi. A to jest problem także dziecka, który warto - dla jego dobra- rozwiązać.
        Jestem też zdania, ze karmienie piersią to sprawa dwóch osób i matka, która ma juz dosyć karmienia może podjąć decyzję o jego zakończeniu. Nawet, gdy dziecko nie ma jeszcze dosyć, a jest juz dostatecznie duże.
        • drobnostka7 Re: akceptacja dla dziecka 06.10.16, 21:59
          Otóż to.... Zapytałam też o to jak uczyć dziecko radzenia sobie z emocjam bo pomoże mi to, mam nadzieję, w odstawieniu jej od cyca, i no nie wiem skąd został wysnuty wniosek jakobym podstawiała dziecku piers przy każdym problemie... Prosi, a mogę dać to wtedy daje..

          A odstawić bym chciała i to bardzo tylko przemęczenie obniżyło mi tolerancję na stres i szybko się łamię jak mała domaga sie kp... Błędne koło. ..
          • twojabogini Re: akceptacja dla dziecka 07.10.16, 15:44
            Jak wczytałam się uważnie we wszystko co do tej pory napisałaś, to czytam, że:

            1. Karmisz piersią.
            2. Czujesz się zmęczona.
            3. Od roku podejmujesz próbę odstawienia córki od piersi. Nieskutecznie.
            4. Pod twoją nieobecność tata nie umie uspokoić córki.
            5. "U nas to niestety tak jest, że pierś jest lekiem na całe zło" na co w odpowiedzi psycholog stwierdza, że dziecko w tym wieku nie powinno używać piersi do radzenia sobie z emocjami.
            6. Obawiasz się odstawienia od piersi, bo póki co nie masz np. pomysłu na usypianie córki.

            Żaden z tych problemów nie jest "problemem z dzieckiem". Za to ze wszystkich przebija się zmęczenie. Zmęczenie które dopada wiele kobiet - mam małych dzieci. To paskudne, które nie pozwala spokojnie oceniać sytuacji, każe miotać się między decyzja o karmieniu i niekarmieniu w nieskończoność i kręcić się w kółko. Też zdarzało się że przygnieciona ciężarem obowiązków rodzinno dziecięco domowych goniłam w piętkę.

            Zanim podejmiesz jakąś decyzję postaraj się odpocząć. Najlepiej poza domem i rodziną. Wyjazd na weekend bez dzieci i męża to jest dobry sposób na odnalezienie siebie, tego, czego ty potrzebujesz, ustalenia co w zasadzie czujesz i co jest dla ciebie ważne.

            Często wiele dziewczyn w takiej sytuacji mówi (i do takich piszę, nie twierdzę, że tak jest akurat u ciebie)- no ale mój mąż nie da sobie rady sam z dziećmi, nie mogę wyjechać na pełne dwa czy trzy dni, dom się beze mnie zawali, dzieci będą niedopilnowane i głodne - i cała masa innych obaw. To ważny sygnał. Część kobiet zaczyna w takiej sytuacji wyzywanie mężczyzn od trutniów, zbyt mało zaangażowanych itp. To nie tak.
            Za obecny podział obowiązków w związku odpowiada oboje partnerów. Ale to nie znaczy, że jeśli ten podział zaczyna jednej stronie ciążyć, nie można go zmienić. Kiedy pojawiają się dzieci, mamy wbudowane ciążenie ku tradycyjnym rolom i podziałom (a w zasadzie takim, które za tradycyjne uważamy). Większość kobiet po jakimś czasie orientuje się jak trudna jest rola kobiety w patriarchalnym układzie - tyle, że same w nim tkwią i nie mają pomysłu jak wybrnąć. Do tego dochodzi wbudowany kobietom mechanizm samopoświęcania. Średnio po dwóch latach z dzieckiem większość kobiet od dawna ma zarzucone wszystkie swoje aktywności, które kiedyś dawały im przyjemność. Z niektórych jako matki po prostu wyrastają (noc przetańczona w dyskotece nie wydaje im się najlepszym sposobem spędzenia czasu), ale nie szukają w ich miejsce nowych. Całość aktywności jest skierowana na potrzeby dzieci i rodziny. Nic dla siebie.

            Przekonanie nie mogę wyjechać na dwa trzy dni i zostawić dzieci z mężem to także dobry próbnik na stopień zaufania kobiety do ojca dzieci/partnera/męża. W Polsce wciąż bardzo niski. To jedna z barier dla których ojcowie mało angażują się w opiekę nad dziećmi - bo są pod stałą superwizja matek i nie dostają od nich szansy na nawiązanie indywidualnej więzi z dzieckiem.

            Sama, sama, sama, ja najlepiej uśpię, uspokoję i co tam jeszcze...wtedy zaczyna się gonić w piętkę. I doszukiwać przyczyn swojego stanu, tam gdzie ich nie ma. Urządzać z dziećmi rajdy po psychologach. Raz na jakiś czas wybuchać na męża że nic nie robi (czym mąż czuje się pokrzywdzony więc w związku tez robi się chłodno i związek przestaje być źródłem wsparcia).

            Czas odpocząć. Na spokojnie powiedzieć mężowi, że trzeba pomyśleć nad inną organizacją życia rodzinnego i obowiązków, w taki sposób, żeby żona/matka/kobieta miała czas dla siebie. To nie znaczy, że trzeba pół na pół się dzielić, albo wprowadzać radykalne zmiany. Trzeba wprowadzić zmiany takie z którymi każdy poczuje się dobrze. Pomyśleć z czego można zrezygnować - ja od lat na ołtarzu mojej wolności osobistej składam prasowanie i wiele innych czynności teoretycznie niezbędnych, których nie wykonuję. Za to mam czas dla siebie.

            Przy najmłodszym synu, gdy już podrósł i jadał poza piersią normalnie denerwowało mnie karmienie na usypianie i dokarmianie w nocy. Lekiem na całe zło okazał się tata. Który do czasu aż mały przestanie mnie kojarzyć z cycem usypiał potwora i wstawał do niego w nocy.
            W dzień się podkarmialiśmy.






            • verdana Re: akceptacja dla dziecka 07.10.16, 20:24
              Moim zdaniem problemem jest tu dla autorki nie tylko tata, nie zmęczenie, ale zupełnie co innego. Niechęć do zostawienia dwulatki, która sobie nie radzi bez mamy z emocjami na parę dni. Niezależnie od tego, kto pokpił sprawę w tej chwili zostawienie dwulatki nie jest najlepszym rozwiązaniem i własnie dlatego dziewczyna chce dowiedzieć sie, jak nauczyć dziecko radzenia sobie z emocjami bez udziału mamy. Oczywiście, jak mamy nie będzie, to mama nie pocieszy - tylko, czy to nauczy czegoś dziecko wcale nie jestem przekonana.
              Ja złożyłam na ołtarzu wolności prasowanie, sprzątanie, oraz 90% domowych czynności, nie ryzykowałabym jednak z dzieckiem.
            • drobnostka7 Re: akceptacja dla dziecka 07.10.16, 21:34
              Miło mi, że pokusiłaś się o zagłębienie w mój temat.
              Znów troszke nadinterpretowałaś.. Tata i owszem nie radzi sobie z uspokajaniem małej ale to nie znaczy, że się nią nie zajmuje kiedy mnie nie ma - pare razy w tygodniu po 2-3 h. Czasem ma dużo pracy wtedy się mniej udziela ale do jego codziennych obowiązków należy obsługa higieniczna starszej córki, odprowadzenue do szkoły, przyoriwadzenie, wysłanie do spania, nwkarmienie obu gdy mnie nie ma, obsługa psa, cotygodniowe cięższe prace przy sprzataniu... Moim zdaniem to niemało.. A Twoim? Jeśli ma luz w pracy, a pracuje w domu to pomaga we wszystkim, bez mojego proszenia o cokolwiek... Wiele razy proponował, żebym pojechała na 4-5 dni do mamy i Alka będzie odstawiona od piersi, ale ja nie mam serca jej tego robić... Może to głupie ale rozdział o wpływie długotrwałego stresu na ukl.nerwowy dziecka w "Mądrych rodzicach" zapadł mi głęboko w pamięć. ..
              A ja wyczerpana jestem pprzez niedobory snu od długiego czasu.. Wierz mi lub nie, wyleczylam się z hopla na punkcie sprzątania za wszelką cenę a wyprasowane ciuchy po prostu lubie, choć gdy padam z nóg a pilącego do prasowania nic nie mam to i to sobie odpuszczam... Do psychologa latam sama ze sobą bo ciężko już ze mną nerwowo wytrzymać...

              A tak w ogóle Verdana ma 100% racji w poniższym wpisie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka