twojabogini
05.10.16, 16:09
Przerzuciłam sobie parę najświeższych wątków:
1. Mąż nie umie uspokoić dwuletniej córki pod nieobecność mamy. Mama stosuje podanie piersi jako lek na każdą trudniejszą sytuację. Ewidentnie rodzice mają trudność i powinni popracować nad swoimi postawami i umiejętnościami rodzicielskimi. Nic strasznego - rodzicami stajemy się w trakcie rozwoju dzieci. Jednak dyskusja koncentruje się wokół tego: "jak nauczyć małą jak sobie z emocjami ma radzić"?
Rodzice moim zdaniem po prostu nie radzą sobie z tym, że dwulatka jest dwulatką a nie dorosłą osobą, która świadomie sobie radzi z emocjami. Dwulatkę należy zaakceptować. Możliwe tez, że między nimi toczy się gra - mama korzystając z piersi jako uspokajacza uzależnia od siebie córkę i może wydawać się lepszym rodzicem od taty. Tata "nie radząc sobie z córką" ma dobre argumenty, żeby nie zostawać sam na sam z dzieckiem - być może nie czuje się pewnie w roli ojca, ma trudność w nawiązaniu autentycznej relacji.
2. 12 latka ma problem z bałaganem w pokoju. Rodzice gadają i gadają - bez skutku. Mama zarzeka się, że nie ingeruje w pokój córki, ale potem jednak pisze, że "wchodzę w jej pokój rana". To pokój córki. Ma prawo mieć w nim bałagan. Wiek dojrzewania to trudny wiek, bałagan bywa sposobem na ochronę prywatności nadmiernie ingerujących rodziców, a czasem jest po prostu efektem nie przykładania wagi przez nastolatka do kwestii porządku, albo tego, że nie ogarnia systematycznego sprzątania. Rozwój dzieci nie jest liniowy, idealnie sprzątająca 9 latka nie gwarantuje, że jako 13 latka będzie kultywować porządek.
Zamiast zaakceptować to, czego chce dziewczynka (a ktoś ją w ogóle spytał o to?), ustalić z nią jakieś WSPÓLNE reguły (a nie narzucać jej porządek), rodzice ingerują w jej prywatność i zastanawiają się jak ją za wszelką cenę wdrożyć do porządku. A do tego jeszcze mama zastanawia się czy córka nie ma cech niezbyt chyba lubianej przez nią i akceptowanej teściowej. No bo synowi maja porządek w pokojach (który nota bene robi mama).
12 latkę należy zaakceptować. Myślę tez, że jej mama powinna radykalnie przemyśleć na ile jej stosunek do dzieci wynika z ich płci i na ile z płci dzieci wynikają różne oczekiwania wobec nich.
3. Chłopiec o zachowaniu dziewczynki.
Chłopiec został zdefiniowany. Siada i obraża się jak dziewczynka. Jak właściwie obrażają się dziewczynki? Co można zrobić żeby go nie skrzywdzić?
Zaakceptować. Wspierać. Nie zmieniać na siłę. A przede wszystkim nie definiować.
4. Dziecko nie lubi się przytulać.
Do tego nie patrzy w oczy. To naprawdę może oznaczać trudności rozwojowe i niepokój jest jak najbardziej na miejscu.Ale pytanie nie brzmi jak pomóc dziecku, tyko co zrobić, żeby syn zaczął się przytulać. Dla mamy wydaje się to być bardzo ważne: jak pisze brakuje jej okazywania sobie nawzajem z dzieckiem, że są dla siebie najważniejsi.
Presja matki może wywoływać niechęć dziecka. Może mieć też problemy typu SI, ZA i parę innych liter. Najpierw trzeba dziecko zaakceptować. I zastanowić się czy wymaga wsparcia w funkcjonowaniu.
W każdym z tych wątków uderzyło mnie to, że opisane dzieci są dziećmi i każde z nich jest jakieś tam - emocjonalne, bałaganiarskie, dziewczęce, nieczułe. A rodzice koncentrują się nad naprawieniem "problemu". trudno pomóc komuś kogo się nie akceptuje.
Podam nieco absurdalny przykład. Moje dziecko kiepsko biega. W zasadzie nawet słabo chodzi. Niepokoi mnie to. Co mogę zrobić? Każdemu codziennie biegać, trenujemy, ale nic nie pomaga.
Może na początek warto zauważyć, że dziecko ma jedną nogę krótszą i po prostu słabiej funkcjonuje fizycznie? I gadaniem, dyscyplina tego nie naprawię. Ale patrząc realnie na problem mogę pomóc polepszyć życie mojego dziecka - z tym problemem który ma, a nie likwidując problem, którego sie wstydzę/nie radzę sobie/odrzucam.
Krótka noga dziecka to czasem po prostu jego wiek - dwa lata, 12 lat, czasem jakieś zaburzenie rozwojowe, czasem osobowość czy sposób bycia - oceniony jako zbyt chłopięcy, dziewczęcy czy inny. tak jak nie wydłużymy nogi, tak nie zmienimy wieku dziecka, nie uspokoimy burzy hormonów, nie uchłopięcimy na siłę chłopca, ani nie sprawimy, że dziecko np. z ZA polubi przytulanie (choć możemy mu pomóc radzić sobie z ciałem, wrażeniami i bodźcami).
Akceptacja dla dziecka takim jakim jest jest podstawą przy każdym problemie - czy jest on poważny, przejściowy, czy wydumany.
Warto tez rozważyć na ile sami jako rodzice przyczyniamy się do nasilenia lub wywołania problemu. W przykładzie 1 z dwulatką sądzę, że całość problemu tworzą rodzice i nie chodzi o to, że są winni, po prostu jeszcze są niedoświadczeni.