lindan
22.05.07, 12:46
Witam,
Mój synek ma 2 latka i 4 miesiące i nasze spacery to jeden koszmar. Wszystko
jest dobrze, jak idziemy tam gdzie synek chce a właściwie to synek leci a ja
za nim bo nie reaguje na żadne moje słowa. Od pewnego czasu wprowadziłam
zasadę, że idziemy za rękę na plac zabaw (jest ogrodzony) i synek tylko tam
może się bawić, jeśi ucieka wracamy do domu i koniec spaceru.Plac jest duży
także wiele jest do roboty. Na początku oczywiście był opór typu kładzenie się
na ziemi i leżenie z krzykiem po 15 minut - nie reagowałam i przeszło. Synek
ładnie szedł na pac zabaw, niestety znowu zaczęło się. Nie chce chodzic za
ręke, nie chce iść przy mnie, leci gdzie chce, nie reaguje na moje słowa i
ucieka z placu zabaw. Dzisiejszy spacer wyglądał tak, że był na placu 10
minut, kilka razy uciekał z placu, ostrzegałam go, że wrócimy do domu jak
będzie sie tak zachowywał wkońcu wyleciał prawie na ulice -wtedy już wściekła
zaciągnełam go do domui czekałam aż sam wejdzie. Czekałam 25 minut - cały czas
płakał - wkońcu wszedł. Teraz padł ze zmęczenia.Ręce mi opadają. Co mam robić,
staram się być konsekwentna. Wczoraj było to samo, byliśmy na rowerku i sapcer
skończyl się szybszym powrotem do domu z wielkim krzykiem. Oczywiście wypad do
pobiskiego sklepu to samo zachowanie, staram sie zawsze wózkiem jechać,ale
czasami po jedną rzecz nie chce brać wózka. Czy za dużo wymagam od niego? Nie
chce żeby synek się tak denerwował, ale z drugiej strony nie pozwole sobie na
takie zachowanie. Prosze o radę czy jetsem na właściwym torze? Co mam robić
jak ne chce iśc ze mną, przecież go nie zostawie, a to i tak nie robi na nim
wrażenia.