Dodaj do ulubionych

Porażka na całej linii

22.06.07, 12:44
Jestem koszmarnie załamana...co ja mam robić...mój 12 latek przyniósł
świadectwo... zachowanie nieodpowiednie, trzy dopuszczające...chodzi do
szkóly pąnstwowej zmieniłam mu szkołe żeby było bliżej... jest chłopcem z
poważnymi deficytami: dysgrafia, dyslekcja, dysortografia, z zaburzeniami si,
które na szczęscie się wyrównały po rocznych ćwiczeniach. Oprócz tego ma
nerwicę, jest wrażliwcem u którego problemy przejawiają się wymiotami. Iloraz
inteligencji miał badany 116, przy czym inteligencja werbalna 129. Wydawało
mi się że mam dobry kontakt z wychowawcą?! chodziłam regularnie na
wywiadówki, ostatnio byłam u niej w połowie maja, ostatnio umowa była taka,
że wszelkie uwagi będą zgłaszane telefonicznie, po czym okazała się że
dostałam uwagę w zeszycie do polskiego, Andrzej zachorował, był chory przez
tydzień i bał się o tej uwadze mi powiedzieć, po tygodniu dowiedziałam się
przez przypadek że jest ta uwaga... co ja mam robić? jestem taką beznadziejną
matką?... mam z nim odrabiać lekcje...? pomóżcie proszę... wiem musimy razem
ustalić program naprawczy... on jest dzieckiem nadpobudliwym, cięzko mu się
skoncentrować na lekcji... ale te oceny są koszmarne... jak mu pomóc?
Obserwuj wątek
    • mrockata Re: Porażka na całej linii 22.06.07, 23:24
      a jezeli pomagalabys mu w odrabianiu lekcji to bylby jakis problem dla
      ciebie???
      • verdana Re: Porażka na całej linii 23.06.07, 11:49
        Nie, ale byłby problem dla dziecka. 12-latkowi mozna pomoc, gdy czegos nie
        rozumie, ale nie odrabiać z nim lekcje! przecież to jedna z ważniejszych
        umiejetnosci szkolnych - umieć samemu te lekcje zrobić. Pomoc sporadyczna -
        tak, stała obecność matki tak dużego dziecka przy odrabianiu to proszenie się o
        powazne kłopoty w przyszłosci.
        Nie chodzi przecież o stopnie, tylko umiejetnosci dziecka.
        • karolinea Re: Porażka na całej linii 23.06.07, 12:24
          widac ze problem lezy w szkole..nie powinnas sie czuc wogole winna...
          ja bym poszukała źródła problemu...dlaczego on jest taki znerwicowany..
          wydaje mi sie ze przede wszystkim potrzebna jest mu pomoc pcyhologiczna...jak
          uspokoi swoją osobowość..bedzie sobie lepiej radził z sytuacjami w szkole
          • Gość: yennyfer11 Re: Porażka na całej linii IP: *.193.160.243.b.tvsat364.lodz.pl 23.06.07, 12:47
            Od razu zaznaczam ze nie mam dziecka i tak naprawde nie wiem nic o
            wychowywaniu dzieci-ale sama bylam dzieckiem i wiem jak to wyglada z
            perspektywy czasu-jak chodzilam do podstawowki przychodzila do mnie zawsze o
            tej samej porze pani, ktora zawsze pomagala mi odrabiac rozne zadania, uczyc
            sie na klasowki-pamietam, ze nie lubilam tego-no wiadomo dziecko wolaloby ten
            czas spedzac na tysiacu przyjemniejszych rzeczy niz sleczenie nad
            kasiazkami...ale na pierwsze efekty takiej systematycznosci nie trzebabylo
            dlugo czekac-z matematyki pamietam ze podskoczylam z 2-3 na 4...
            ...Teraz jak tak sobie o tym mysle-to musze przyznac, ze kazdy czas jaki
            poswieci sie dziecku moze w przyszlosci zaowocowac naprawde niezlymi
            efektami...sproboj siadac z nim codziennie o tej samej porze nad lekacjami(30
            min.-1,5h)-wypracujcie razem jakis system nauczania-poznasz na co twoje dziecko
            stac i jesli po jakims czasie w szkole nic sie nie zmieni to znaczy, ze to tam
            tkwi problem...
            ...i wydaje mi sie, ze nie ma co mowic o porazce-to w koncu jeszcze tylko
            dziecko-wszystkiego sie dopiero uczy...
            • verdana Re: Porażka na całej linii 23.06.07, 18:21
              Może zaowocowć niezłymi efektami, jak dziecko ma regularne korepetycje - to o
              czym piszesz, to właśnie korepetycje dla dziecka słabo radzącego sobie w
              szkole. Ale co innego korepetycje z nauczycielem, a co innego nauka z mamą. Tej
              ostatniej absolutnie nie polecam. Oducza samodzielności (mama jest zawsze pod
              ręką), rzadko kiedy mama ma cierpiliwość i umiejętności do uczenia własnego
              dziecka. Uczenie dziecka słabego to stałe awantury, wymagania, niespełnione
              nadzieje - frustracja dla obu stron.
              A poza tym mieszanie roli matki i nauczycielki nikomu nie wychodzi na dobre.
              Dziecko w domu ma być w domu, nie w szkole. Mama nie powinna być odpowiedzialna
              za jego wyniki. Mama nie jest od oceniania szkolnych postępów.
              A poświęcać dziecku czas - tak, oczywiście. Tylko, jak rodzic spędza 1,5
              godziny nad lekcjami, to może się okazać, że na naprawdę ważne rzeczy już nie
              ma czasu, ani cierpliwości. Czas poświecony dziecku przez mamę to naprawdę nie
              powinno być obowiązkowe odrabianie lekcji...
              • Gość: Ilona7301 Re: Porażka na całej linii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.06.07, 11:08
                Verdana! Matko jedyna!!! Czytam twoje wypowiedzi od dłuższego czasu i bardziej
                wszystkowiedzącej od Ciebie jeszcze nie spotkałam! Każdemu musisz przypiąć
                łatkę, nie masz za grosz wyrozumiałości, wszystkie Twoje wypowiedzi jakby w
                ogóle nie podlegały polemice, nigdy nie masz wątpliwości.
                Może urażę Ciebie tym tekstem, ale coś się już we mnie przelało, jak
                przeczytałam Twoja powyższą wypowiedź... :(
                • scher Re: Porażka na całej linii 25.06.07, 19:45
                  Uważasz, że wypowiedź verdany podlega polemice, to ją podejmij, a nie lamentuj.
                  Verdana ma swoje zdanie na wiele tematów i je po prostu wyraża. Stanowczo, bo
                  poglądy ma sprecyzowane. W dyskusji jednak myśli i bierze pod uwagę argumenty
                  innych, nie zacietrzewia się.

                  Poza tym w większości kwestii wychowawczych (w powyższej również) się z nią
                  zgadzam.
      • mrockata Re: Porażka na całej linii 23.06.07, 18:17
        mi wlasnie o pomoc chodzi
        nie znam autorki listu i nie wiem jak ma rozplanowany dzien i w czym pomaga
        synowi w czym nie, ale jezeli ma dziecko problemy w szkole(o czym pisala) to
        pomaganie mu w lekcjach moze byloby rozwiazaniem, nawet codziennie mozna siasc
        w nim i mu pomoc...moze on sam nie moze sobie zorganizowac czasu, nie rozumie
        przerabianego materialu..z czasem bedzie miec jakas strukture nauki i nie
        bedzie juz potrzebowal zadnej pomocy...jedne dzieci potrafia sobie same
        przyswoich wiedze, a innym trzeba to pokazac, pokierowac (i nie tylko dzieci)
        czy jest przy szkole moze jakas swietlica, gdzie dzieci wspolnie odrabiaja
        lekcje, albo jakis specjalny program dla slabszych uczniow, a moze ktos ze
        znajomych lub rodziny pomagal by mu w lekcjach??Poradz sie tez psychologa i
        wychowawcy(nie wiem moze juz to zrobilas)

        i nie sadze, ze "wina" lezy tu po stronie szkoly i w ogole chyba nie chodzi tu
        o zadna "wine"
        • verdana Re: Porażka na całej linii 23.06.07, 23:36
          Hmmm, ja mam o tyle doswiadczenie, ze mialam podobny problem...
          Korepetytor tak - matka nie. Matce za bardzo zalezy. Najlepszy sposób, zeby do
          problemów w szkole dołozyć problemy w domu. Odradzam z caego serca. lepiej
          wziąć kredyt i kogos zatrudnić....
          A czase wina lezy w 100% po stronie szkoły. Rowno dwa miesiace temu
          nauczycielka mojego najmlodszego wyrazala żal, ze tak zgnojono mojego
          najstarszego...
        • kasiurek3 Re: Porażka na całej linii 02.07.07, 18:01
          Do:amba4,
          Ja choć nie mam jeszcze dzieci, to mam młodszego brata, w wieku Twojego syna,
          ma 12lat, jest odemnie młodszy o 15 lat, moja mama zmarła przy jego porodzie,
          więc cały obowiązek jego wychowania spadł na mnie.Musicie ustalić pewne zasady
          i reguły, wiesz, kiedyś nie było takiego czegoś jak dysortografia, czy
          dysleksja, poprostu jak ktoś nie umiał pisać, i radzić sobie w szkole, to był
          albo leń, albo mało zdolny. Wątpię żeby taki był Twój syn. Poprostu naucz go
          radzić sobie z problemami w szkole, bo wyrośnie zniego ofiara życiowa. Co do
          pomagania w lekcjach, lepiej żeby mu pomagał kolega, np. z klasy, po pierwsze
          będziesz miała ich na oku, a po drugie, z kolegą lepiej się uczy niż z mamą. Ja
          nigdy nie siedziałam nad zadaniem domowym z moim bratem, jak miał problem to
          sam przyszedł. A co do zachowania w szkole, to zawsze miał coś do powiedzenia,
          i wiercił się w ławce, zaczepiał kolegów, i łaził po klasie. Ale uwierz nad
          takimi dziećmi trzeba się sporo napracować, i poświęcić dużo czasu i energii.
          I uszy do góry! Wzajemne obwinianie się nic tu nie pomoże, trzeba raczej do
          psychologa się udać. Ale to ostateczność.
          Pozdrawiam!
    • Gość: yennyfer11 Re: Porażka na całej linii IP: *.tvsat364.lodz.pl 24.06.07, 01:16
      hmm...wiecie co-wlasnie mi tak cos wpadlo do glowy-moze malcowi zorganizowac
      jakies takie jego male hobby-cos na zasadzie odskoczni od tego wszystkiego-
      wedkowanie, robienie zdjec, gra na gitarze,sport-to moze byc wszystko-ogolnie
      cos, co sprawia mu przyjemnosc-mysle, ze to moglby byc jakis dobry poczatek do
      poprawy calej tej sytuacji-w szczegolnosci jesli ma nerwice i jest nadpobudliwy.
    • amba4 Re: Porażka na całej linii 24.06.07, 08:40
      Bardzo Wam dziękuję za przemyślenia. Szczególnie Verdenę, ponieważ wiem że masz
      doświadczenie belferskie:) i podobne problemy ze swoimi dziećmi. Ja jestem
      nauczycielką, pracuję w tym zawodzie już trochę i dlatego ta cała sytuacja jest
      porażką... pomagałam mu w lekcjach, w tych w których mogłam:)nie robiłam tego
      systematycznie, przygotowywaliśmy się do sporawdzianów, przy czym staram się by
      sam siedział nad książkami, moja rola polega raczej na przepytaniu i wskazaniu
      metod uczenia się. Te oceny były dla mnie szokiem. Dlaczego? Po pierwsze z
      wszystkich tych przedmiotów z których ma dopuszczający miał dostateczne na
      półrocze. Z matematyki brał udział w Kangurku i dostał 56 punktów na 80, ja
      wiem że konkursy to nie wszystko, ale z angielskiego pani notabene wychowawca
      klasy twierdziła że sobie świetnie radzi...jeśli chodzi o odskocznię to mam
      swoją ukochaną piłkę nożną, chodzi do klubu na treningi, teraz w wakacje jedzie
      na obóz piłkarski... tak jak już pisałam wybieram się do psycholog na początku
      lipca. Ona dobrze go zna bo mój synek leżał dwa tygodnie w szpitalu przez swój
      nadwrażliwy żoładek. Cieplutko pozdrawiam.
      • verdana Re: Porażka na całej linii 24.06.07, 09:23
        Słuchaj, a moze to porażka nie Twoja, nie dziecka, tylko szkoły?
        Wczoraj opowiadała mi znajoma - jej dziecko ma 3 z matematyki, też sukcesy w
        konkursach. Stopnie nastepujace - klasówka 6, odpowiedzi ustne 6,6, Kangurek-6,
        brak cyrkla 1, brak zeszytu 1,1 - średnia 3.
        Chłopcy w tym wieku nie pamiętaja o połowie rzeczy - i to jest norma, ktorej
        szkola po prostu nie uwzględnia.
        Skoro umie, a ma złe stopnie, to to jest w ogóle nieistotne. Co pomoze
        psycholog? No chyba, ze dla nauczyciela, ktory stawia dopuszczajcy uczniowi,
        ktory tak dobrze poradził sobie w konkursie - bo co on ocenia? Na 100% nie
        wiedzę.
        • amba4 Re: Porażka na całej linii 24.06.07, 09:45
          Tak może masz rację... ale tu chodzi o jego samopoczucie... jego
          samoakceptację... ma niskie poczucie własnej wartości.. szczególnie gdy jego
          starsza siostra bez deficytów najniejszych w podstawówce miala cały czas
          czerwony pasek. Analizuje cały ten rok i poprostu będę pisemnie chyba
          egzekwować uzasadnienie kazdej oceny...i zachowanie... nieodpowiednie dostał
          między innymi za to ze nie zrobił artystycznej laurki dla jakieś tam pani
          bibliotekarki. Zniszczył ją bo przy podpisywaniu się napisal że mu się nie
          chce. Ma zero zdolności plastyczno-technicznych, zrobił tą laurkę tylko była
          trochę pobrudzona klejem i musiał zrobić nową... brrrrrr
          • Gość: yennyfer11 Re: Porażka na całej linii IP: *.tvsat364.lodz.pl 24.06.07, 11:39
            eh niektorzy nauczyciele maja dziwny system oceniania;/ niestety sama tego-na
            wlasnej skorze nie raz doswiadczylam-mam nadzieje ze problem jakos sie rozwiaze-
            powodzenia:)

            P.S. Napisz jak cos sie zmieni-w przyszlosci sama planuje byc mama:P-kto wie
            moze bede miala podobne problemy...
            • mrockata Re: Porażka na całej linii 24.06.07, 23:23
              teraz jak piszesz bardziej szczegolowo to tez mi tylko na mysl przychodzi z
              nauczycielami cos nie tak...
              Dziwne to jakies zeby za zapomnienie czegos na lekcje pale stawiac...mozna
              upomniec, uwage napisac...
              Ocenami sie nie martw...z mojego liceum ludziska ci co oceny mieli srednie i na
              wagary bez skrupulow chodzili daja sobie jakos a nawet powiedzialabym niezle
              rade w zyciu, a Ci piatkowi i podstawowkowi czerwonopaskowcy bezrobotni siedza,
              powpadali z dzieciami zaraz po maturze i ogolnie niezadowoleni z zycia sa
              (oczywiscie troche uogolniam, tylko chce Ci otuchy dodac ;o))))
              a moze z nauczycielami tez warto porozmawiac...moze sie "uwzieli" na niego??
              bywaja tacy od ktorych uczniowie sa lepsi i wymyslaja, za co by im tu ocene
              obnizyc..
    • Gość: basia Re: Porażka na całej linii IP: *.171.55.2.crowley.pl 25.06.07, 10:42
      Witajcie! Ja również mam problem ze swoim 15-letnim synem. Z tą tylko różnicą,
      że mój przyniósł 4 oceny dopuszczające na koniec II gimnazjum. W pierwszej gim.
      było tak samo. I mimo, że po pierwszej klasie powiedziałam, że nigdy więcej nie
      dopuszczę do takiej sytuacji, historia znów się powtórzyła. Mój syn miał
      badania w poradni psychologiczno-pedagogicznej, w związku z dysgrafią i
      potrzebnym zaświadczeniem na egzamin gimnazjalny. Zgłaszałam problem, że
      Piotrek ma takie problemy, ale i pani pedagog i pani psycholog stwierdziły, że
      nie dzieje się nic złego, że on powinien (patrząc jedynie na wykonane w poradni
      testy, ćwiczenia i przeprowadzone rozmowy) plasować się w pierwszej piątce w
      klasie, bo jest bardzo mądrym i inteligentnym młodym człowiekiem. Ja wiem, że w
      większości winę za ten stan ponosi Piotrek, który kłamie, nie przygotowuje się
      do klasówek, nawet nam o nich nie mówi, nie chodzi na zaliczenia, chociaż
      nauczyciele dają mu szansę poprawy, nie odrabia lekcji, ciągle mówi, że nic nie
      jest zadane, że nie ma żadnych klasówek. Zupełny brak chęci! Jak go z tego
      wyleczyć? Ja już nie mam siły tłumaczyć, że jak będzie miał złe oceny, jak źle
      napisze test gimnazjalny to nie dostanie się do żadnego liceum, wyląduje w
      zawodówce, a zupełnie nie nadaje się do takiego środowiska. Jest bardzo
      wrażliwy i nieprzebojowy. Jak myślicie czy to lenistwo, czy problem jest dużo
      głębszy?
      • verdana Re: Porażka na całej linii 25.06.07, 13:55
        Nie chciałabym pocieszać, bo kazda historia jest inna, ale dokładnie opisujesz
        moje dziecko. Wszystko sie zgadza - inteligencja, dysortografia, kłamstwa,
        nieprzygotowania, wrażliwość. Nie wiem poza tym , czy twoj syn ma tylko
        dysgrafię - co nie jest wielkim problemem. dzieci z powazniejszymi dysfunkcjami
        (np. dysortografią czy dysleksją) mają jeszcze ten dotatkowy problem, ze ich
        praca jest z reguły b. nisko oceniana, niezaleznie od poziomu merytorycznego, a
        to cholernie zniechęca. Trzeba też pamiętać, ze dys- to nie tylko , jak się
        uważa, błędy, ale też czesta nieumiejetność odczytywania mapy, problemy z
        matematyką (mylenie się w przepisywaniu znaków i cyfr), z językami.
        Takie dzieci nie pasuja do systemu szkolnego i nie bardzo mają szanse na sukces
        w szkole (co absolutnie nie oznacza - w życiu).
        Kiedy zapytalam mojego syna, prawie psychologa (obrona we wrzesniu), po
        studium pedagogicznym, kursie na psychoterapeutę (marnym ale zawsze) dlaczego
        tak kompletnie nie uczył sie w szkole, i czy mógłby mi wytłumzyc, jak osoba tak
        leniwa zmieniła sie w pracoholika powiedział:
        w szkole nauczyciele tłumaczą zwykle parę razy, zanim uczniowie zrozumieją. Ja
        rozumiałem po pierwszym razie. Potem oczywiscie przestawałem uważać i kiedy
        nauczyciel zaczynał nowy temat - to ja juz nie słuchałem. W ten sposób pewnych
        rzeczy nie umiałem, o klasowkach nie zawsze wiedzialem.
        Ja bym zaczęła zbierać na prywatne liceum...
        • Gość: basia Re: Porażka na całej linii IP: *.171.55.2.crowley.pl 25.06.07, 16:07
          Gdybym miała pewność, że prywante LO coś tu pomoże, to pewnie zacisnęłabym pasa
          i posłałabym syna. Ale sądzę, że dopóki on sam nie zrozumie, że z takim
          podejściem daleko nie zajdzie, dopóki to przede wszystkim jemu nie zacznie
          zależeć na ocenach, na walce o dobrą szkołę, to moje jeszcze większe staranie i
          prywatna szkoła nic tu nie pomogą. Patrząc na mojego Piotrusia gdy miał 4,5 i 6
          lat (chodził do zerówki w przedszkolu) nigdy w życiu nie powiedziałabym, że
          będę miała takie problemy. Do zerówki włącznie był bardzo pilny i to tak sam z
          siebie. Lubił różne dziecięce łamigłówki, planszowe gry edukacyjne, szybko
          zaczął pisać i czytać. I przede wszystkim to lubił! Gdy tylko poszedł do I
          klasy szkoły podstawowej (płatnej, społecznej zresztą) zaczęły się problemy bo
          po przyjściu ze szkoły trzeba było odrobić ćwiczenia, szlaczki itp. czemu
          niemalże stawiał czynny opór. Fakt, że przez pierwsze 4 lata społecznej szkoły
          podstawowej nie miałam takich problemów, jakie zaczęły się w szkole państwowej,
          ale boję się, że prywatne LO wcale sprawy nie rozwiąże, chociaż chciałabym się
          mylić w tej kwestii. Dziękuję za tak cenną odpowiedź, może w końcu ta zła passa
          Piotra i moja przy okazji odwrócą się, (patrząc na Pani syna, który wyszedł na
          ludzi ;-) ) bo ja to bardzo źle znoszę. Pozdrawiam
          • verdana Re: Porażka na całej linii 25.06.07, 16:56
            U mnie pomogło. Po prostu w prywatnym LO(u mnie było zawodowe) wieksza uwage
            zwraca się na każdego ucznia, często szuka jego dobrych stron, a nie tylko
            stawia jedynki z powodu braku zeszytu czy nieprzygotowania.
            Mlodemu człowiekowi nie musi zalezeć na ocenach - powinno mu zależeć, aby cos
            umieć, to tak. Ale czy to przekłada się zawsze na szkolne osiagnięcia -
            niestety, nie.
            Ja teraz widzę, że zupełnie niepotrzebnie tracilam nerwy. W tym wieku mnostwo
            chłopcow źle sie uczy i to naprawdę, wbrew temu co mozna przeczytać w madrych
            pedagogicznych opracowaniach, wcale nie jest takim poważnym problemem.
            Dla dysgrafika robienie szlaczkow to koszmar.
            Moim zadaniem powdem do niepokoju, prawdziwym, jest niechęć do wszelkiej nauki,
            czytania, brak zainteresowań. A nie stopnie.
            • Gość: basia Re: Porażka na całej linii IP: *.171.55.2.crowley.pl 26.06.07, 12:58
              Tak, Piotr ma zainteresowania, lubi czytać, jest laureatem Odyseji Umysłu (był
              na Światowych finałach w USA), stawia pierwsze (na razie małe) kroczki w
              programowaniu, chodzi na kursy robotyki i chciałby pójść w kierunku
              informatyki bądź robotyki, ale..... stopnie, które niby są nieważne, jednak
              pomagają, bo można dzięki nim podbić swoją ilość punktów, która jest brana pod
              uwagę przy rekrutacji do LO. Na samą myśl o egzaminie gimnazjalnym drżę,
              chociaż do tego czasu jest prawie rok, ale przypomina mi się egzamin po klasie
              szóstej, który praktycznie nie miał żadnego wpływu na dalsze edukacyjne losy
              mojego syna. Niby najpierw Piotr zupełnie się tym nie przejmował, praktycznie
              nie rozwiązywał żadnych dodatkowych testów, a dzień przed egzamin dopadł go
              taki stres, że myślałam, że w ogóle nie pójdzie na ten egzamin (dostał wysokiej
              gorączki i wymiotował).
              Dzięki "rozmowie" na tym forum trochę zmieniłam swój punkt widzenia, chyba zbyt
              dużą winą obarczam swojego syna. Muszę przez te wakacje zmienić coś w sobie,
              żeby spojrzeć trochę bardziej wyrozumiale na to jego lenistwo. Być może rośnie
              jakiś kolejny geniusz ;-) bo ponoć z geniuszami w młodości są duże problemy. I
              jeszcze jedno pytanie do Verdany: czy może mieszkasz w Trójmieście? Pytam w
              związku z ew. podpowiedzią, do którego LO chodził Twój syn? Serdecznie
              pozdrawiam!
              • verdana Re: Porażka na całej linii 03.07.07, 00:24
                Wiesz co?
                Z takimi osiągnięciami to ciesz się, ze Twojego syna jeszcze ze szkoły nie
                wywalili. Moj chodził pare lat na specjalne zajęcia dla dzieci zdolnych - i tak
                kończą się kariery wielu zdolnych dzieci. Odczep sie (wybacz wyrazenie, od jego
                stopni). Naprawdę, co maja stopnie w tej sytuacji do rzeczy? W takim wypadku,
                ja zwolenniczka szkół państwowych polecam prywatne lub społeczne.
                Mieszkam w Warszawie, a syn do LO w ogóle nie chodził. Nie chodził, bo po
                pierwszym semestrze musiałam go przenieść do prywatnego liceum zawodowego,
                inaczej skończył by w zawodówce.
                Pojutrze składa prace magisterską.
        • Gość: yennyfer11 Re: Porażka na całej linii IP: *.193.160.241.b.tvsat364.lodz.pl 25.06.07, 19:30
          '...w szkole nauczyciele tłumaczą zwykle parę razy, zanim uczniowie zrozumieją.
          Ja
          rozumiałem po pierwszym razie. Potem oczywiscie przestawałem uważać i kiedy
          nauczyciel zaczynał nowy temat - to ja juz nie słuchałem. W ten sposób pewnych
          rzeczy nie umiałem,...'

          Jak bym czytala o sobie w czasie liceum.... zreszta na studiach(panstwowych)
          dalej mi sie to zdarza...
    • amba4 Re: Porażka na całej linii 05.07.07, 15:00
      Byłam dzisiaj w szkole... rozmawiałam dość burzliwie z dyrktorką, wygląda na to
      że jest otwarta na problem, obiecała spotkanie u siebie w gabinecie pedagog,
      wychowawczyni dyrekcja i ja na początku roku w celu opracowania strategii... a
      i jeszcze jedno czytałam uzasadnienie oceny... żenująca...
    • justyna_dabrowska Re: Porażka na całej linii 05.07.07, 23:00
      Chyba warto zmienić szkołę. Jak można w ten sposób traktować dziecko które
      wymaga pomocy?
      Niech się Pani nie obwinia tylko tę cała złość obróci pod właściwy adres.
      Obowiązkiem szkoły jest radzić sobie z dziećmi które maja kłopoty...

      Proszę pamietać że istnieje też coś takiego jak indywidualne nauczanie -
      niektórym dzieciom bardzo dobrze robi (choć nie wszystkim...)

      Pozdrawiam

      JD
      • Gość: amba Re: Porażka na całej linii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.07, 06:07
        To jest jego trzecia szkoła... w tej sytuacji zmiana przed ukończeniem
        podstawówki nie wchodzi w grę... nauczanie indywidualne jest rozwiązaniem, ale
        tylko polowicznym. A. potrzebuje kontaktu z rówieśnikami to raz a dwa on musi
        nauczyć się żyć w normalnej rzeczywistości... Bardzo dziękuję za wsparcie...
        już mi jest trochę lepiej:) jestem po rozmowie z psychologiem A i trochę emocje
        opadły... teraz to nie popuszczę, będę tak długo "bombardować" szkołę, że musi
        być dobrze:)
    • jufalka Re: Porażka na całej linii 06.07.07, 15:23
      Nie rozumiem czemu matka ma nie pomagać dziecku w lekcjach, i co jest złego w
      takim spędzaniu czasu z dzieckiem...
      • verdana Re: Porażka na całej linii 07.07.07, 09:51
        Matka ma określoną ilość czasu. Ma też ambicje wobec dziecka. Jeśli czas, który
        moze poswięcić dziecku spedza głównie na odrabianiu lekcji, przestanie byc dla
        dziecka tylko mamą - stanie się nauczycielką, ktora ocenia nie syna, a ucznia.
        Skoro dziecko źle się uczy, ta ocena prawdopodobnie za wysoka nie będzie. A
        więc dziecko będzie caly czas pełniło jedną rolę - "złego ucznia" i w szkole i
        w domu. Dom przestanie być bezpiecznym miejscem, a stanie się przedłużeniem
        szkoły, z tymi samymi co w szkole problemami i z tym samym stresem.
        Matce też łatwo wpaść w pułapkę - i oceniania wlasnego dziecka tak jaby było
        wyłacznie uczniem (a przecież szkoła to tylko element zycie), uznania dziecka
        za własną porażkę (ja z nim siedzę, a on sie nadal nie uczy). No i
        prawdopodobnie zabraknie czasu na zwykle, beztroskie rozmowy i spacery - bo i
        dzień ma tylko 24 godziny, i jak iść d kina czy na spacer z dzieckiem, ktore
        właśnie nam się naraziło, źle robiąc zadania, nie uwazajac na lekcji?
        Stopnie w szkole to rzecz przemijajaca i drugorzędna. Atmosfera w domu - rzecz
        pierwszorzedna, oddziałująca na cale zycie.
        • Gość: basia Re: Porażka na całej linii IP: *.171.55.2.crowley.pl 09.07.07, 15:23
          To forum i Twoje Verdano komentarze są dla mnie tak cenne, że nawet nie
          potrafię określić, jak bardzo jestem Ci za nie wdzięczna! U mnie doszło właśnie
          do takiej sytuacji, o której napisałaś, tzn. w roku szkolnym atmosfera w domu
          stała się nie do zniesienia. W zasadzie nie potrafiłam ze swoim synem rozmawiać
          o niczym innym tylko o szkole i o tych jego problemach. Tzn. były to raczej
          moje monologi, upierdliwe gadanie i kłótnie, że za mało się uczy, że się nie
          przykłada. Uważam, że jeżeli dziecku potrzebna jest tylko sporadyczna pomoc to
          wtedy rodzic może przez chwilę zająć miejsce domowego nauczyciela, ale jeśli
          problem jest poważniejszy tak jak z moim synem, to wiem, że od przyszłego roku
          muszę pomyśleć o jakiejś profesjonalnej pomocy. Być może i jemu i mnie będzie
          dużo łatwiej przetrwać kolejny rok szkolny.
          • verdana Re: Porażka na całej linii 10.07.07, 13:03
            To nie to, ze jestem taka inteligentna. Po prostu ja to przerabiałam w
            praktyce.
            Doświadczenie, ten dar nieba, masz go - gdy ci juz nie trzeba...
            • Gość: basia Re: Porażka na całej linii IP: *.171.55.2.crowley.pl 11.07.07, 10:38
              I o to chodzi, o porady z życia wzięte, a nie naukowe wywody! Jeszcze raz
              dzięki.
              • Gość: kosmitka13 Re: Porażka na całej linii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.07, 11:45
                jestem przerażona moje dziecko idzie dopiero do pierwszej klasy ale juz w
                zerówce miało problemy , bo z niego takie indywiduum.lepiej digaduje sie mw
                rozmowach On-nauczyciel, niz w grupie.ma niską samoocenę i z góry zakłada ze
                nie umie.a co dopiero w szkole.ale komentarze Verdeny , sa mądre i zgadzam sie
                z tym co pisze,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka