Dodaj do ulubionych

bunt zerówkowicza

01.10.07, 09:00
Mój synek, sześciolatek, nie chce chodzić do zerówki.
Rok temu zapisałam go do tego samego przedszkola, do pięciolatków. Chodził
niecałe trzy miesiące i w listopadzie zrezygnowaliśmy bo popłakiwał wieczorami
i prosił, żeby go nie posyłać. Wrócił tam w kwietniu i do czerwca chodził bez
oporów.
Teraz we wrześniu, po trzech tygodniach zaczął się bunt. W zerówce popłakuje i
nie chce się bawić z dziećmi, a ostatnio w ogóle nie chce nawet wyjść z
szatni. Po południu jest zdenerwowany i emocje rozładowuje poprzez "jęczenie"
bo nie można tego nazwać płaczem - po prostu sobie wyje. Często zachowuje się
nienaturalnie hałaśliwie i na dodatek ma tiki nerwowe - zagryza górną wargę,
przez co tworzą mu się tam regularnie ranki i strupki.
Wiem, że wpływ na to ma sytuacja w domu, bo od 3 miesięcy ma braciszka, ale
staram się starszakowi też poświęcać czas.
Dziś poszedł do zerówki z dziadziusiem, który ma siedzieć z nim przez cały
czas w szatni, ale przecież to nie jest sposób.

Poradźcie jak mogę mu pomóc wyfrunąć z gniazda?
Obserwuj wątek
    • justyna_dabrowska Re: bunt zerówkowicza 01.10.07, 16:24
      Proponowałabym by synek chodził tylko na pól dnia - czyli na zajęcia
      obowiązkowe. a kiedy popłakuje warto się nim zająć -= przytulić,
      pobawić się. To czas w którym ojciec powinien się mocniej właczyć w
      wychowywanie syna. Moga mieć tylko "swoje, dorosłe" sprawy podczas
      gdy mama jest zajęta maluchem.

      Warto tez porozmawiac z przedszkolanka i zapytac jak ona widzi
      rozwiązanie tej sytuacji. Dobrze by było gdyby choc częśc
      odpowiedzialności za samopoczucie chłopca wzięła na siebie jego
      wychowawczyni.

      Niech alec ma mozliwośc odreagowywania w domu negatywnych emocji,
      niech mu nikt nie każe "kochać " małego. Niech ma okazję ponarzekać,
      pozłościć się. ma do tego powód i prawo.

      Pozdrawiam
      JD
      • pukomte Re: bunt zerówkowicza 01.10.07, 23:29
        Pani Justyno, bardzo dziękuję za szybką odpowiedź. Sprawa jest dość pilna, bo
        nie chciałabym, żeby synek nabawił się jakiegoś urazu do szkoły.
        Dodam jeszcze parę słów w odpowiedzi na Pani propozycje:

        Ojciec nie włącza się w wychowanie, bo pracuje za granicą i przyjeżdża raz w
        miesiącu, więc ich kontakty są ograniczone. Nawet nie mówię mu, że synek nie
        chce chodzić do szkoły, bo zareagowałby uwagami, że jest "niemęski" bo płacze,
        że jest tchórzem, bo nie chce sam zostać w przedszkolu, że to taki jego kaprys
        (tak mówił mu w zeszłym roku). Na razie postanowiłam przemilczeć temat, żeby nie
        narażać małego na dodatkowe uwagi.
        Mieszkam z rodzicami i wydaję mi się, ze miejsce ojca wypełnił tu dziadek. Mają
        swoje męskie sprawy ale i tak ja jestem dla synka najważniejsza. Jego
        przywiązanie nie rozkłada się równomiernie na 2 osoby: matkę i ojca. Ja jestem
        najważniejsza, a na 2 miejscu dziadziuś i babcia. Dlatego pewnie mocniej
        przeżywa mój czas poświęcony niemowlakowi.
        Nie zmuszam go do zachwytu nad malutkim, raczej podkreślam delikatnie, że dobrze
        jest mieć rodzeństwo, że malutki bardzo kocha starszego braciszka. Na zewnątrz
        starszak bardzo lubi maluszka, głaszcze go i przytula, ale w środku ma pełno
        emocji. I jeszcze do tego ta szkoła.

        Jego zachowanie w szkole wynika z lęku przed rozstaniem. Właściwie jak sięgam
        wstecz to widzę, ze zawsze bał się rozstań. Kiedy wychodziliśmy gdzieś razem i
        szedł się bawić z dziećmi do drugiego pokoju to przychodził sprawdzać co 5 minut
        czy jestem. Nie wiem dlaczego. Nigdy go nie zostawiałam nigdzie na siłę, ani nie
        było sytuacji, żebym zawiodła jego zaufanie.

        Na razie dziadziuś będzie z nim chodził i czekał w szatni ile będzie trzeba (co
        za szczęście, że mamy babcię i dziadka na emeryturze :)) ale nie wiem czy to
        jest dobry sposób na rozwiązanie tej sytuacji.

        Pani Justyno, jak jeszcze mogę mu pomóc oswoić lęk przed rozstaniem?

        I drugie pytanie, które mnie nurtuje, jak pomóc mu rozładować te negatywne emocje?
        On jęczy popołudniami i zachowuje się nienaturalnie wesołkowato, a ja nie wiem
        czy mu na to pozwolić, czy może jakoś ukierunkować te emocje, zaproponować jakiś
        sposób ich rozładowania. I te tiki też mnie martwią. Pediatra zalecił melisal,
        ale nie widzę poprawy.
        • Gość: monia Re: bunt zerówkowicza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.07, 12:01
          Miałam podobny problem. Mój synek jak urodziła mu się siostra miał
          niecałe 5 lat. Do przedszkola nie chciał chodzić, zaczą sikać, ale
          nie w majtki, tylko na podłogę w swoim pokoju. Zagryzał i zaczą ssać
          dolną wargę (robił tak nawet przez sen), namiętnie bawił się
          siusiakiem. Poza tym zrobił się bardzo niegrzeczny. Tymi
          zachowaniami chciał zwrócić na siebie uwagę. Najlepszym lekarstwem
          okazał się czs. Staraliśmy sie poświęcać małemu dużo uwagi i
          uzbroiliśmy się w cierpliwość. Teraz malutka ma roczek a
          przedszkolak chętnie chodzi do przedszkola. I przestał robić
          te "dziwne" rzeczy...
          • pukomte Re: bunt zerówkowicza 02.10.07, 13:02
            Monia, dzięki za pocieszenie.
            To daje nadzieję, że i u nas czas pomoże :)
            • Gość: Iwona Re: bunt zerówkowicza IP: 153.19.30.* 06.10.07, 13:38
              Witam, moja córka ma lęk separacyjny, jak zaczynała swój przedszkolny debiut
              miała 3,5 roku, po dwóch miesiącach objawy histerii pogłebiły się ( wymioty,
              biegunka, budzenie w nocy), zabraliśmy ją z przedszkola, spróbowaliśmy po roku,
              ale już pierwszego dnia było to samo, zrezygnowaliśmy i poszłam z nią do
              psychologa, dzisiaj chodzi do zerówki do szkoły, o przedszkolu nie chce słyszeć.
              Wybrała sobie Panią, ma koleżankę, którą zna i chodzi w podskokach do szkoły,
              myślę, że warto poszukać pomocy psychologa, który wskaże jak rozmawiać z
              dzieckiem. Powodzenia.
              • Gość: Ada Re: bunt zerówkowicza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.07, 11:33
                Witam, borykam się z tym samym problemem. Corka chodzi do zerówki bo
                musi, ma łzy w oczach w czasie rozstania, pozniej jej to mija. Nie
                jada śniadania w domu i w szkole bo ma odruch wymiotny- parę razy
                zwymiotowała jak ją zmuszano.Chyba tez udam się do psychologa
                • pukomte Re: bunt zerówkowicza 11.10.07, 16:26
                  Ada - u nas nadal dziadziuś siedzi w szatni. Nawet na parking do samochodu nie
                  pozwala wyjść. I w czasie zajęć synek wychodzi do szatni i płacze, ze już chce
                  iść do domu. Czekam jeszcze trochę, może sam się przełamie i zostanie sam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka