pukomte
01.10.07, 09:00
Mój synek, sześciolatek, nie chce chodzić do zerówki.
Rok temu zapisałam go do tego samego przedszkola, do pięciolatków. Chodził
niecałe trzy miesiące i w listopadzie zrezygnowaliśmy bo popłakiwał wieczorami
i prosił, żeby go nie posyłać. Wrócił tam w kwietniu i do czerwca chodził bez
oporów.
Teraz we wrześniu, po trzech tygodniach zaczął się bunt. W zerówce popłakuje i
nie chce się bawić z dziećmi, a ostatnio w ogóle nie chce nawet wyjść z
szatni. Po południu jest zdenerwowany i emocje rozładowuje poprzez "jęczenie"
bo nie można tego nazwać płaczem - po prostu sobie wyje. Często zachowuje się
nienaturalnie hałaśliwie i na dodatek ma tiki nerwowe - zagryza górną wargę,
przez co tworzą mu się tam regularnie ranki i strupki.
Wiem, że wpływ na to ma sytuacja w domu, bo od 3 miesięcy ma braciszka, ale
staram się starszakowi też poświęcać czas.
Dziś poszedł do zerówki z dziadziusiem, który ma siedzieć z nim przez cały
czas w szatni, ale przecież to nie jest sposób.
Poradźcie jak mogę mu pomóc wyfrunąć z gniazda?