Dodaj do ulubionych

Bronic, nie bronic ?

04.12.16, 17:21
Jak co roku przed Godami do ksiazki wracam, gesto przetykajac forumowymi dyskusjami, bo tak mi sie lepiej czyta :)
Uderzylo mnie - dosc powszechne jest stanowisko, ze Antek nie broniac Jagny postapil obrzydliwie, ze mial moralny obowiazek wystapic jako jej obronca. Przyznam, ze nie podzielam tego przekonania i nie rozumiem - zarzuty, ktore padaja pod jej adresem i rozszalale emocje nie maja zadnego zwiazku z Antkiem ! tego romansu z pasierbem nikt jej nawet nie wypomina, mowa o tym, jak traktowala chorego meza, o skandalu i hulankach z wojtem, o uwodzeniu mlodocianego kleryka...wylacznie o sprawach, z ktorymi Antek nie ma nic kompletnie wspolnego. W imie czego akurat on bardziej niz inni mialby jej bronic ?
Obserwuj wątek
    • kot_kotando Re: Bronic, nie bronic ? 05.12.16, 16:43
      A gdyby Hanka nie poszła na pielgrzymkę, tylko dołożyła swoje trzy grosze w sądzie nad Jagną, to dalej nie powinien jej bronić?
      Mówiono o wójcie i Jasiu, bo na miejscu były zainteresowane osoby. A przypisywana jej wina za śmierć Macieja moim zdaniem ma luźny związek z opieką nad chorym - raczej chodziło o całokształt ich związku i myślę, że bardziej babom chodziło o jej zdrady.

      Moim zdanie zachował się jak bydlę nie stając w jej obronie i zostawiając ją na łasce tłumu.
      • tt-tka Re: Bronic, nie bronic ? 05.12.16, 18:30
        Nie rozumiem nadal, czemu Antek bardziej niz inni/ktokolwiek inny mialby Jagny bronic/oslaniac/czuc sie odpowiedzialny. Bo kiedys z nia sypial ?
        • kot_kotando Re: Bronic, nie bronic ? 05.12.16, 20:41
          On się w znacznej mierze przyczynił do budowania jej złego wizerunku, więc jeśli teraz się na nią wypiął to niestety nie budzi szacunku.
          • tt-tka Re: Bronic, nie bronic ? 06.12.16, 06:28
            Ja Antosia nie szanuje, z wielu powodow, glownie dlatego, ze jako maz i ojciec to bydle. Pod sam koniec zaczal dorastac do tej roli, ale czy dorosnie ?
            I zeby nie bylo niejasnosci, samosad to cos, czemu jestem zdecydowanie przeciwna. Rzecz godna potepienia, zdecydowanie. Tylko ciagle nie rozumiem, czemu Antek bardziej niz inni jest potepiany. I czemu wlasnie on mialby jej bronic. Na ten wizerunek Jagus sobie dobrze zapracowala.
            Gniew ludu, rozzartosc pokrzywdzonych albo zagrozonych, emocje - ale tam byli takze spokojni, powazni ludzie. Pomijam organistow czy wojtowa, ale Grzela, dzialacz szukajacy zawsze rozwiazan kostruktywnych, soltys, niemlody, spokojy, powazany chlop, Ploszka - decyzje podejmowali oni wszyscy.
    • wojtek_z_lasu_12 Re: Bronic, nie bronic ? 16.03.17, 15:20
      Trzeba rozważyć co by się stało gdyby Antek zaczął bronić Jagny - po pierwsze otwarcie przyznałby że nadal coś go z nią łączy. Co pomyslała by Hanka I każda zresztą zdroadzona żona dowiedziwszy się że postawił na szali swoją repuptację dla obrony dawnje kochanki? Jego obrona byłaby całkowicie niewiarygodna bo łatwo mogłby zostać drugą ofiarą, tłumowi natychmiast przypmniałby się na poły kazririodcze reklacje macochy I pasierba, podbalenie ojcowego brogue bójki a nawet zabójstwo borowego. Antek próbując bronić postawił by się na tym samo-sądzie jako strona i to strona przegrana. Myśle że Antek przeprowadził proste rozumowanie "co ja z tego będę miał'. Podtsawową jego cechą wydaje mi się egoizm, więc uznał że adwokatowanie Jagnie nic mu nie da a wrecz może narazić jego opinię w oczach wsi. Moralnie jest to obrzydliwe ale nie można mieć do niego o to pretensji ani spodziewać sie po tym człowieku czego innego.
      • berrin Re: Bronic, nie bronic ? 17.03.17, 08:30
        Ależ tak, jego reakcja jest racjonalna i uzasadniona. Niczego innego po nim oczekiwać nie należało, gdyby nagle rzucił się Jagny bronić, to byłoby to wręcz wbrew postaci - nawet po jej, powiedzmy, przemianie. Antek to nie jest żaden buntownik, to oportunista, chce być najważniejszy na wsi i od początku zachowuje się, jakby był. Jakieś tam normy - nie dla niego. A teraz, przypadkiem, jego chcenia i oczekiwania wsi (ma przewodzić gospodarzom) zbiegają się. To na Jagusi skupia sie wioskowy gniew, to ją karze wioskowa "sprawiedliwość" - a jemu sie upiekło. Nie pamiętaja mu, że on też winien, to co - ma im przypominać?
        Antos to wzorcowy egocentryk i egoista - gdyby jeszcze był przekonany, że Jagusię strasznie miłuje i on im wszystim pokaże, to może by i się wygłupił - ale szlachetności w tym nie byłoby za grosz i tak. Nie znosze faceta - wiecznie niedorosły chłopaczek z pretensjami do świata, ze go nie docenia - ale Reymont prowadzi go bardzo konsekwentnie.
        A że obiektywnie był winien tak samo jak Jagna i - obiektywnie - porządny facet próbowałby powstrzymywać szaleństwo tłumu (jakiś tam autorytet Jantolek miał, mogłby probować), i w ogóle porządny facet powinien bronić maltretowanej, atakowanej kobiety, która fizycznie nikomu nie zagrażą i nikogo nie atakuje - to insza inszość. Jantoś nie jest porządnym facetem.
        A potem i tak wszyscy chcieli zapomnieć, to i jemu nikt draństwa nie pamiętał.
        • wojtek_z_lasu_12 Re: Bronic, nie bronic ? 20.03.17, 13:01
          "Porządny facet próbowałby powstrzymywać szaleństwo tłumu". Bardzo celnie piszesz o "szaleństwie tłumu". Z jednej strony tak, bo jednak kochali się fizycznie I od normalnego mężczyzny należałoby oczekiwać, że będzie bronić istoty z którą patrzyli sobie w oczy podczas uniesień - ale - pomijając już jego egocentryzm - czy rzeczywiście należy oczekiwać od niego stanięcia samotnie przeciwko rozszalałemu krwiożerczemu tłumowi. Otóż uważam że postawa tego trypu jest herozimem nie jest zwykłą cwyilną odwagą bo stawia sie w takiej sytuacji na szali potencjalnie także swoje własne życie.
          Zastanawiam się czy gdyby Antek także stał się ofiarą linczu czy nagle nie zaczęlibyśmy mu troche wybaczać tak jak z litości nad losem wyświeconej Jagny zapominamy Jagnie jej grzechy.
          • berrin Re: Bronic, nie bronic ? 20.03.17, 14:07
            Bez cynizmu i ironii przyznaję Ci rację - pewnie że nie należy oczekiwać od Antka heroizmu i nadstawiania głowy w fizycznym oporze przeciwko niesionemu emocjami tłumowi (ani w ogóle od nikogo, bo heroizmu oczekiwać nie wolno niejako z definicji, gdyby było wolno, to by to nie był heroizm, tylko przyzwoitość). Przyzwoitości i odwagi cywilnej niestety tez od niego oczekiwać nie należy -co jest, powtarzam zgodne z charakterem bohatera, Jantoś to postać kompletnie niedojrzała i egocentryczna jak żyroskop (w tym się z Jagną znakomicie dobrali, tyle, ze ona ma jeszcze w sobie jakąś niewinność związaną z brakiem wszelkiej świadomości grzechu).
            Ale oceniając ryzyko wystąpienia w obronie Jagny trzeba ustalić, jaką obronę – i w jakim momencie - mamy na myśli. Przemawianie do rozsądku nakręcającej się ekipie, czy - znacznie później - stanięcie naprzeciwko tłumowi z kłonicami. Bo przecież najpierw Jantoś wcale nie musiał "stawać samotnie przeciwko rozszalałemu krwiożerczemu tłumowi". Kiedy Mateusz prosi go o pomoc, to jeszcze nie jest "krwiożerczy" tłum, akcja się dopiero rozkręca, energicznie, ale jednak trochę czasu to zajmuje. Być może na samym początku wystarczyłby głos rozsądku kogoś z autorytetem. Być może by nie wystarczył - ale się nie dowiemy, bo Antolek nawet nie próbuje. Nie mówi choćby tego, co widać na pierwszy rzut oka - zgłupieliście, ludzie, waszymi ręcami organiścina - nie lubicie organiściny, co? - chce własne interesy załatwić, zemścić się za bałamucenie syneczka, ale czort wie, kto tam kogo bałamucił. Co by ryzykował? Najwyżej by mu ktoś wypomniał, ze z nią spał, więc jej broni, i że go nie posłuchają. I tyle. Ale on nie, on się przyłącza do gromady. Więc jednak nie, nie stawiał na szali życia, wypisał się dużo wcześniej. Życie to postawili Mateusz, Jędrzych, Dominikowa. On już wtedy dawno poszedł w pole. Że nie będzie bronić, zdecydował wcześniej, jakże klasycznie „umył od tego ręce”. I to, ze potem tam cos nim szarpie, coś mu spokoju nie daje, a on sam sobie przemawia do rozsądku, nawet by świadczyło o tym, ze facet ma sumienie, gdyby nie doszedł do wniosku, że „…Kto zawinił, niech weźmie karę. A niechta, a niechta…” i sam siebie we własnych oczach usprawiedliwił z niezrobienia niczego ani teraz, ani wczesniej. Dla mnie antosiowe "w gromadzie żyję, to i z gromadą trzymam" to jeden z najobrzydliwszych tekstów, jakie padają. Deklaracja jego własnego konformizmu i tchórzostwa.
            Swoją drogą, Reymont moim zdaniem zakładał jednak istnienie możliwości powstrzymania tłumu, w końcu gdyby Hanki na pielgrzymkę nie wysłał i z Lipiec nie usunął, to zapewne "pierwsza we wsi gospodyni" zastąpiłaby w pełni tego, pożal się borsuku, „pierwszego we wsi gospodarza”. Że by się starała, to pewne, a miała i autorytet – i to własny, nie mężowski, i odwagę, i własne zdanie.
            • jadwiga1350 Re: Bronic, nie bronic ? 20.03.17, 19:10
              >Nie mówi choćby tego, co widać na pierwszy rzut oka - zgłupieliś
              > cie, ludzie, waszymi ręcami organiścina - nie lubicie organiściny, co? -


              Przede wszystkim mógłby krzyknąć, że to kłamstwo z tym spłacaniem długów przez wieś. Gospodarka wójtów nie taka mała, wystarczy na pokrycie debetu w kasie.
              Potem delikatnie zasugerować, że organiścina tyle razy gościła Jagnę w swoim domu i jakoś się nie bała, że Borynowa coś tam zwinie dla siebie.
              A na koniec retoryczne pytanie:gdzie te złote piestrzonki? czemu Jaguś nigdy ich nie nosiła?
              • berrin Re: Bronic, nie bronic ? 20.03.17, 21:29
                Och, logicznych - i co więcej - mogących trafić do zbierajacego się tłumu argumentów trochę było, rzecz w tym, że nikt ich nie uzyl. Jantoś też nie. Mógłby ich krzyknąć całkiem sporo, tym bardziej, że widać, że jak było bardzo trzeba, to myśleć umiał. Nie chodzi przecież o to, co mógłby powiedzieć, ale o to, co powiedział - że, krótko mówiąc, ma gdzieś to, co oni z Jagną zrobią. Wypiął się na swoją kochankę z tchórzostwa, konformizmu, może też z chęci odcięcia się psychicznie od "tamtego" Antoniego. I zrobił to wtedy, kiedy jeszcze obrona Jagusi nie wymagała szalonej odwagi, a tylko ... ja wiem...osobistej uczciwości? I trochę sprytu. I na pewno odwagi cywilnej.
                Nie wiem, czy można uznać, że miał obowiązek Jagusi bronic, ale biorąc pod uwagę ich wczesniejsze raelacje tudzież jego wczesniejsze zachowania, akurat jego wybór i jego późniejsze samousprawiedliwianie się wyglądają szczególnie obrzydliwie.
                A co do spojrzenia na Antka życzliwej, gdyby on również stał się ofiarą linczu - cóż, sądzę, że mogloby do tego dojść tylko, gdyby poleciał jednak bronić Jagusi. A wtedy patrzylabym na niego życzliwiej nie dlatego, ze oberwał, tylko ze względu na powód tego oberwania. W końcu Mateusz, ten lokalny Casanova, idzie bronić i obrywa - i wtedy myślę o nim lepiej niz w dowolnym innym punkcie opowiesci.
                • jadwiga1350 Re: Bronic, nie bronic ? 21.03.17, 18:25
                  > A co do spojrzenia na Antka życzliwej, gdyby on również stał się ofiarą linczu
                  > - cóż, sądzę, że mogloby do tego dojść tylko, gdyby poleciał jednak bronić Jag
                  > usi.

                  Ale dlaczego zaraz lincz? Co najwyżej by go poturbowali tak jak Mateusza, czyli niezbyt ciężko, skoro ten po trzech tygodniach, zdrów jak rydz, stawia wiatrak. I żaden ostracyzm społeczny go nie spotkał.
                  • berrin Re: Bronic, nie bronic ? 22.03.17, 14:48
                    Do linczu na Antku (ani na Mateuszu) oczywiście nie dochodzi. To tylko gdybanie, co by było - i co ewentualnie, w przypadku Antka, mogłoby taki lincz wywołać. Ostatecznie "złe prowadzenie się" mężczyzny wywoływało dużo mniejsze oburzenie moralne, niż kiedy oceniano kobietę – zwłaszcza że Jagna miała już status kusicielki i omalże jawnogrzesznicy, co od razu jakby trochę Antosia rozgrzesza, bo wychodzi na to, ze on, biedaczek, tej jawnogrzesznicy ulec musiał. I przyznaje, ze powodu do linczu nie widzę. Ale do oberwania, gdyby bronił Jagusi - czemu nie?

                    Fakt, ze wnioskując z jego późniejszego stanu, Mateusza nie pobili za mocno, ale analizując liczne bójki i napaści tego rodzaju - ofiara, paradoksalnie, ma największe szanse nie zostać zmasakrowana, jeśli od razu na początku mocno oberwie – i padnie, dzięki czemu nie zwraca już na siebie uwagi napastników, oczywiście pod warunkiem, ze ci napastnicy mają coś, co nadal absorbuje ich uwagę. Ale tu mieli – Jagusię.

                    Cała napaść na chałupę Dominkowej to jeden krótki akapit: "Wdarli się do chałupy kiej burza, jaże zadygotały ściany, Dominikowa zastąpiła drogę, to ją stratowali, Jędrzych skoczył bronić i w oczymgnienie zrobili z nim to samo, wreszcie Mateusz chciał ich powstrzymać przed komorą i chociaż prał drągiem, chociaż bronił całą mocą, ale nie wyszło i Zdrowaś, już leżał kajś pod ścianą z rozbitym łbem i nieprzytomny."

                    Czyli oberwał po głowie - wychodzi na to, że pierwszy cios, jaki w niego solidnie trafił, położył go spać - upadł odrzucony na bok i ogarnął się dopiero, jak już było po wszystkim. „Lekkość” czy „ciężkość” jego obrażeń to przypadek, nie zrobili mu większej krzywdy nie dlatego, ze się nie starali czy że bardzo uważali, żeby nikogo poza Jagusią nie skrzywdzić, ale dlatego, ze jak oberwał, to upadł na bok, a jak upadł na bok, to im przestał przeszkadzać – nie o niego im wszak chodziło. Ale przecież Mateusz nie mógł się spodziewać, ze mu to przejdzie tak ulgowo, miał przeciwko sobie rozżarty, niesterowalny już tłum i równie dobrze mogli mu tę głowę rozbić śmiertelnie. Był wioskowym zabijaką, tłukł się dość często (skoro Antek budzi podziw jako ten, co mu tak łatwo dał rade, to znaczy że inni wiedzą, bo próbowali, że z nim łatwo nie jest, czyli trochę tych testów musiało sie odbyć), więc zdawał sobie sprawę z ryzyka. A to ryzyko małe nie było, nawet jeśli kwardy chłop ledwie wykurowany wstał i bierze się do stolarki. Wcale nie wiemy, czy czasami nie musi sobie usiąść pod ścianą i odpocząć, bo mu się ciemno w oczach robi, albo mdli (wiem, ze Reymont o tym nie pisze!). To, ze ktoś taki prosto chodzi i niczego po nim nie widać po tym, jak go niedawno ciężko pobito, nie stanowi dowodu na to, ze faktycznie nic mu nie jest. Mateusz do pokazywania, że chory i słaby, to taki wyrywny nie był.
                    Czyli ryzyko było, niemałe. Ale byłoby mniejsze, gdyby tam pod alkierzem nie był sam, tylko na przykład z Jantosiem.
                    A że potem ani jednemu – ani pewnie drugiemu – nikt by tego za bardzo nie pamiętał? Nie wiem, czy chodziło w tym niepamiętaniu o to, kto bronił i dlaczego, czy raczej o to, ze ludziom po tym paroksyzmie i rozładowaniu emocji w ogole nie chciało się za bardzo pamiętać, bo jednak czuli, ze powodu do dumy nie mają.
                    • berrin Re: Bronic, nie bronic ? 22.03.17, 21:36
                      A tak w ogóle, to przeprowadziłam obliczenia i testy. Odmowienie zdrowaski w tempie hm... nazwijmy je normalnym, to od 12 do 15 sekund (ze stoperem). Czyli mniej niz przez tyle Mateusz stawiał opór napastnikom ("nie wyszło i Zdrowaś"). Nie poświęcili mu za wiele czasu...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka