Nie, nie nie chodzi o to żeby schudnąć. Raczej żeby się najeść, bo chodzi o dietę przeciwgrzybiczą, która jest niezbędna przy długotrwałej antybiotykoterapii, a jest niestety bardzo restrykcyjna. Nie wolno cukru, mąki i drożdży i wszystkiego co zawiera nawet śladowe ich ilości. Ryż brązowy, niełuskany, makaron żytni. Pieczywo jedynie z żytniej mąki na zakwasie (muszę się nauczyć robić zakwas i poszukać przepisów), ew. pumpernikiel i Wasa 3 ziarna (bodaj jedyne bez drożdży). I to też nie w nadmiernych ilościach. Nie wolno żółtego sera (wszystkiego co w procesie produkcji poddawane jest fermentacji), alkoholu (to akurat mam w nosie) i wielu wielu innych rzeczy, włączając warzywa i owoce o ile zawierają cukier. Nawet pomidor i czerwona papryka odpada

Z owoców jedynie kwaśne jabłka, niedojrzałe kiwi i greipfrut.
O lodach, ciasteczkach i innych łakociach nie wspominając.
Podstawa to mięso (raczej nie smażone i nie panierowane), wędliny (zalecane domowe), biały ser i mleko (chociaż to dobre), kawy też nie należy nadużywać (piję jedną, rano). Stosuję dietę od dwóch tygodni i są momenty, że nie bardzo mam co jeść, jeszcze nie do końca wiem, co mi "służy", a czego mam się wystrzegać (to sprawa często mocno indywidualna), poza tym w tej chwili na urlopie mam w zasięgu jeden sklep, po bardziej specjalistyczne produkty trzeba pofatygować się do Augustowa. Może podpowiecie coś, wrzucicie jakieś przepisy.
Niestety sałatek warzywnych nie lubię, w domu oczywiście będę sobie gotować jakieś musy, czy zupy kremy (tutaj to niewykonalne).
Lubiłam słodkie, teraz muszę słodzić stewią (jest ok), w Warszawie wypróbuję ksylitol.
Musze wypracować sobie swój jadłospis, bo zanosi się, że z dietą muszę się zaprzyjaźnić na dłużej