clas_sic
20.01.14, 00:50
spotkałam się ostatnio ze stwierdzeniem (wypowiedzianym przez dr bez hab), że tylko na krakowskich uczelniach panuje ona wśród wykładowców, natomiast w pozostałych "normalnych" częściach kraju używanie w rozmowie z wykładowcą jego stopnia/tytułu (za wyjątkiem prof., który jako jedyny powinien wymagać należytego uszanowania) budzi spore rozbawienie gdyż zwyczajowo przecież magister pracuje w aptece, a doktor w przychodni.
Podzielcie się refleksją, jak to jest w cywilizowanym - pozakrakowskim - świecie w rozmowach i w korespondencji?