Dodaj do ulubionych

kolejny klopot.

05.03.10, 12:22
Mam klopot z ktorym nie moge sobie poradzic. Nie wiem czy to ja
jestem przewrazliwiona, czy moj narzeczony ma klopot ze soba.
Nie wiem czy mieszkam z pedantem, czy z upierdliwcem, ktoremu
przeszkadza prawie wszystko.
Niedawno kupil mieszkanie, w ktorym ja czuje sie jak osoba, ktora
musi robic wszystko pod dyktando.
Szczerze mowiac boje sie tam cokolwiek ruszyc, ugotowac, o zrobieniu
lub przestawieniu nie ma mowy, bo zaraz cos jest nie tak.
Kiedy gotuje - wszystko smierdzi. Kiedy nie zauwaze paprocha na
podlodze, podtyka mi go pod nos, kiedy nie zauwaze ze lyzka jest
niedomyta potrafi mi to wypomniec.
Ma swoj pomysl na wszystko. W tym mieszkaniu nie ma niczego, co
byloby moja inwencja, bo to jest zle.
pomysly na cokolwiek - beznadziejne, on wie lepiej. Slowa: nie
rozlej, uwazaj, nie zepsuj, ty sie nie znasz, przewracanie oczami,
gesty zalamania widze i slysze tak czesto ze zaczynam reagowac na
nie spazmatycznie. Szczerze zaczynam watpic w siebie, bo mysle ze
moze ona ma racje. Wszystko chce robic sam, bo on zrobi najlepiej.

Mam niewielkie grono znajomych, z ktorym nigdy nie spotykamy sie
razem. Powod jest taki, ze wszyscy sa, w jego przekonaniu
beznadziejni. On nie ma nikogo oprocz swojej mamy i osob z ktorymi
pracuje (a ktorych nota bene tez nie lubi)

No i jego mama. Prawie wszystko z nia dyskutuje. Jezdzi z nia do
sklepow, rozmawia o wszystkim. Ona wie pierwsza gdzie on jest, kto
do niego przyjezdza, kiedy wroci. Kiedy nie moge sie z nim
skontaktowac, wiem ze ona bedzie wiedziala gdzie jest i o ktorej
najlepiej zadzwonic.

Niedawno zdarzylo sie ze zaprosilam do domu poznana dopiero co
kolezanke. Nasze dzieci fajnie sie bawily a my gadalysmy przy kawie.
Kiedy jego mama zadzwonila do mnie i powiedzialam jej ze mam gosci,
za chwile zobaczylam ja w drzwiach, bo, jak mi potem powiedziala,
przestraszyla sie, ze ta kobieta moze mi cos zrobic,
bo...uwaga...ona jej nie zna.

Wiem, ze opisuje moze malo znaczace detale, ale ich zbiera sie
bardzo wiele. Czuje sie jakbym za kazdym krokiem stykala sie ze
sciana. Jakbym nie miala mozliwosci swobodnego ruchu. Moze nie
powinnam sie przejmowac i robic swoje, ale kiedy to robie, to tez
jest zle.

On uwaza ze jestem przewrazliwiona, ze niczego mi nie mozna
powiedziec, ze znowu mi sie cos nie podoba, ze on sie stara a ja
tego nie widze. Rozmawialismy o tym co napisalam powyzej milion
razy. Za kazdym razem nieskutecznie, bo sytuacja nawraca.

A ja jestem w kropce. Odechciewa mi sie takiego zycia. Jest ono
quasi wspolne, bo tak naprawde on podejmuje decyzje, a ja moge sie
tylko dostosowac. Nie mam problemu z wyprowadzeniem sie i zaczeciem
zycia od nowa. W tej chwili tylko takie rozwiazanie przychodzi mi do
glowy. Jestem niezalezna finansowo i sobie poradze. Szkoda mi tylko
naszego dziecka, kiedy mysle, ze znow mialoby sie przeprowadzac...

Macie moze pomysl jak sobie z tym poradzic?
Obserwuj wątek
    • emag1 Re: kolejny klopot. 05.03.10, 12:25
      zeby dopelnic obrazu sytuacji dodam tylko ze on ma 40 a ja 34 lata.
      • malwa200 Re: kolejny klopot. 05.03.10, 12:49
        istro zareaguj-postaw ultimatum: albo zamknie ryj albo go
        zostawiasz. nie wytrzymałabym z takim typem nawet godziny
      • demonsbaby emag? 05.03.10, 12:53
        po przeczytaniu tych "detali" mój odbiór był następujący: "chory / nienormalny
        układ".

        Nie wiem ... skazana jesteś na niego? Mówiłaś co Ci przeszkadza? Zapytałaś się
        kiedy weźmie rozwód z matką, bo już Cię to zaczyna wq...iać? Ewidentny
        maminsynek, ale trochę jakby tam "zajeżdżało toksynami" ... Zapytaj się kto ma
        odprawiać czary nad garami, bo jeżeli on ma zamiar bawić się w nadzór kapo, to
        ty chętnie odstąpisz mu rolę gosposi i zwolnisz się z tego obowiązku, a do
        sypialni może zaprosi matkę, skoro o wszystkim decyduje.
        • fajnalutowamama Re: emag? 05.03.10, 12:59
          Niedawno zdarzylo sie ze zaprosilam do domu poznana dopiero co
          kolezanke. Nasze dzieci fajnie sie bawily a my gadalysmy przy kawie.
          Kiedy jego mama zadzwonila do mnie i powiedzialam jej ze mam gosci,
          za chwile zobaczylam ja w drzwiach, bo, jak mi potem powiedziala,
          przestraszyla sie, ze ta kobieta moze mi cos zrobic,
          bo...uwaga...ona jej nie zna.

          zamurowało mnie

          wydaje mi się, że chyba już jesteś zdecydowana na pewien krok??
          • emag1 Re: emag? 05.03.10, 13:25
            uwierz mi, mnie zamurowalo nie mniej. Szczegolnie ze weszla do domu
            calkowicie przeze mnie niezauwazona i sporzadnie mnie
            sprzestraszyla, kiedy zorietowalam sie ze rozmawia z dziecmi
            bawiacymi sie w drugim pokoju.
        • emag1 Re: emag? 05.03.10, 13:07
          Czasami trace grunt, bo mysle sobie ze moze rzeczywiscie szukam
          dziury w calym. bo przeciez czego moze mi wiecej do zycia brakowac.
          moge miec uprane, uprasowane nie bo nie lubi, urzadzone...
          nic tylko isc i robic wlosy i paznokcie.
          Ale przeciez wspolne zycie nie na tym chyba polega. Kazdy musi miec
          przestrzen, w ktorej moze cos sworzyc. A ja czuje ze jej nie mam.

          JEgo mama, nawiasem mowiac, jest troche przerazajaca. Mnie sie ydaje
          ze on sie boi puszczac wodze, bo boi sie byc stlamszonym. Tylko ze w
          ten sposob tlamsi mnie.

          Na zewnatrz jest taki mily i elokwentny. Nie mozna o nim zlego slowa
          powiedziec. Matka nad nim pieje, ze jest taki madry i wie wszystko
          najlepiej.

          Szkoda, bo otoczenie rzeczywiscie mamy fajne. Tu gdzie mieszkam jest
          slicznie, cicho i spokojnie. Tylko ze ja wole siedziec w biurze od
          rana do wieczora, niz wracac do tej oazy. Nie potrafie sie nia
          cieszyc.

          A moja mama mnie ostrzegala :))
          Nie chcialam jej sluchac..




          • verdana Re: emag? 05.03.10, 13:17
            czego Ci moze od życia brakować? Życia. Przecież Ty nie zyjesz ,
            tylko wypełniasz polecenia i starasz się zadowolic psychopatę. To,
            co robi Twój mąż nie jest normalne. Nie mówiąc już o tym, ze jego
            matka nie ma prawa Cię kontrolować.
            Facet robi dokladnie to, co widział w domu u mamy - chce być
            teoretycznie jedynym podejmujacym decyzje, miec nad wszystkim
            kontrolę, nie dzielic się władzą - ale i to jest perwną iluzją. Bo
            nie on jest panem domu. I mężem i domem tak jak zawsze żądzi Jego
            mama. Zresztą, nie on jest własciwie Twoim mężem, jak podejrzewam.
            Za wyjątkiem łóżka, Twoim mężem jest Jego mama,
        • emag1 Re: emag? 05.03.10, 13:41
          rozwod z matka byl walkowany od samego poczatku. Wiedzialam jaki
          jest pomiedzy nimi uklad i powiedzialam ze nie bede akceptowac jej
          ingerencji w nasze zycie. Ale dostalam po lapach, bo uslyszalam ze
          nie moge zadac zmian i dyktowac mu jak ma ukladac stosunki z matka.



          • wladekbud Re: emag? 05.03.10, 13:47
            No, a ja myślałem, że tylko w horrorach blondynki słysząc coś
            skrobiącego w nocy na strychu lizą tam w samych majtkach, zamiast
            spierzać "w try miga".
          • miacasa Re: emag? 05.03.10, 15:04
            Ale dostalam po lapach, bo uslyszalam ze
            > nie moge zadac zmian i dyktowac mu jak ma ukladac stosunki z matka.
            >

            ojoj, dobry jest, pewnie w sypialni też Cię ustawia pod swoje skostniałe
            wyobrażenia, ja bym wiała czym prędzej
    • wladekbud Re: kolejny klopot. 05.03.10, 13:33
      emag1 napisała:
      > Mam klopot z ktorym nie moge sobie poradzic.

      Kłopot to się ma, jak się rura od sedesu zatka. Ty (jeśli wszystko
      jest dokładnie tak, jak piszesz) masz spierd... życie. Opowiedz to
      wszystko koleżance, a potem poproś, żeby przedstawiła Tobie te
      problemy jako jej własne i zapytała Ciebie o radę. Będziesz miała
      pomysł jak ona powinna sobie z tym poradzić? Założę się, że tak.

      >Szkoda mi tylko naszego dziecka, kiedy mysle, ze znow mialoby sie
      przeprowadzac...

      I słusznie. Niech lepiej będzie:
      a) jeśli to dziewczynka - ofiarą losu, przekonaną, że życie jest do
      dupy, a wszyscy faceci to świnie starający się tylko wykorzystać
      kobiety do swoich potrzeb. I albo znajdzie takiego samego męża i za
      kilkanaście lat będzie jęczeć na forum, albo będzie chciała zmienić
      swoje nastawienie tracąc majątek u psychologów lub psychitarów.
      b) jeśli to chłopiec - prawdziwym macho, przekonanym, że baba to ma
      gotować, sprzątać potakiwać i dawać d...
    • triss_merigold6 Re: kolejny klopot. 05.03.10, 14:21
      No cóż, wulgarnie ujmując to pan żyłby z mamą gdyby tylko mama mogła
      mu robić loda.
      Nie, to nie jest kłopot. To jest więzienie o zaostrzonym rygorze.
      Rozważ ucieczkę tylko wcześniej pozbieraj dowody na obsesje Twojego
      partnera, żeby Ci świr nie próbował dziecka odebrać.
    • annb Re: kolejny klopot. 05.03.10, 14:37
      Przerażające
      Ze można dać się wpuścić w taki kanał
      Do czego jesteś im potrzebna?
      Przecież partnerem dla twojego narzeczonego jest matka
      No tak, z mamusią nie można iść do łózka.
      Więc byłaś potrzebna do urodzenia dziedzica tronu/dziedziczki tronu
      i do seksu (jesli wogóle jakiś jest).
      W tym układzie nie ma miłości i szacunku



      • triss_merigold6 Re: kolejny klopot. 05.03.10, 14:42
        I dlatego podkreślam, żeby dziecka pilnowała, bo pan z mamunią mogą
        zechcieć ją wylogować a dziedzica zatrzymać.
      • emag1 Re: kolejny klopot. 05.03.10, 14:44
        annb - zadalas bardzo wazne pytanie, na ktore probuje od jakiegos
        czasu sama dac sobie odpowiedz.
        i wymyslam niezliczone rzeczy, ze moze moja chec bycia potrzebna
        jest jakas schiza, ktorej powinnam sie pozbyc.
        czasami mysle sobie ze sie rozsiade i poloze na wszystko laske, bo
        glupia jestem ze sie chandrycze o to ze chce robic i pomagac. albo
        moze wolno, a wrecz wymaga sie tego ale tylko w takim zakresie na
        jaki mi pozwola.

        ale jestem glupia...
        • emag1 Re: kolejny klopot. 05.03.10, 14:46
          powinno byc:

          czasami mysle sobie ze sie rozsiade i poloze na wszystko laske, bo
          glupia jestem ze sie chandrycze o to ze chce robic i pomagac, ale mi
          nie wolno. albo
          moze wolno, a wrecz wymaga sie tego ale tylko w takim zakresie na
          jaki mi pozwola.
    • serendepity Re: kolejny klopot. 05.03.10, 15:04
      Nie wiem czy to ja
      > jestem przewrazliwiona, czy moj narzeczony ma klopot ze soba.

      Ty masz problem ze soba, bo nie widzisz, ze jestes w wiezieniu i dobrowolnie w
      nim siedzisz.
      Narzeczony tez ma problem, bo zrobil z Ciebie niewolnice, chociaz wlasciwie on
      nie ma problemu, Ty go masz, bo Ty jestes niewolnica. On ma wszystko tak jak chce.

      Zdejmij klapki z oczu i zacznij zyc wlasnym zyciem.
    • 18_lipcowa1 jedno pytanie: po co tym z nim jestes? 05.03.10, 15:28
      nie widze zadnych ZA, nie mam pojecia co ci daje ten zwiazek?
      • bracialwieserce Re: jedno pytanie: po co tym z nim jestes? 05.03.10, 15:53
        Piszesz, ze tłumaczyłaś mu etc. i nic się nie zmienił? Znikaj stamtąd - to się
        nie wyprostuje - niektórzy faceci tacy są. Doprowadzi twoje poczucie wartości do
        zera potem sobie odpuścisz! Dziecko jak podrośnie tak samo zdusi!
      • emag1 Re: jedno pytanie: po co tym z nim jestes? 05.03.10, 16:00
        lipcowa nie zawsze bylo zle. w koncu splodzilismy potomka. ale ten
        syf sie zbiera i nie ma ujscia.

        teraz juz tez ciezko jest dostrzec "pro", bo te dni kiedy jest
        fajnie mozna policzyc na palcach.

        mam totalny rzyg jak musze wrocic do domu i gdyby nie to ze jest tam
        dziecko nie wracalabym wcale.


        • moreno68 Re: jedno pytanie: po co tym z nim jestes? 05.03.10, 16:39
          Dostałaś tak trafne podsumowania ,że nawet nie ma co więcej
          dopisywac.Uważałabym po rozstaniu na dziecko , gromadziła dowody ,
          bo taka mama-toksyna z synkiem-psycholem różne rzeczy może w sądzie
          opowiadac.
          A oprócz tego...kup sobie wygodne buty do joggingu...żebyś mogłą
          szybko sp....z takiego układu.
          • marzeka1 Re: jedno pytanie: po co tym z nim jestes? 05.03.10, 17:59
            "A ja jestem w kropce. Odechciewa mi sie takiego zycia. "- nie dziwię się, gdy
            to czytałam, miałam poczucie duszenia, zaciskania pasa wokół gardła. Wdepnęłaś w
            niefajny, chory układ z mamuśką w tle. W sumie dobrze, że nie jesteście
            małżeństwem, łatwiej wylogować się z chorego układu. Tym bardziej, że -jak
            piszesz- jesteś niezależna finansowo, poradziłabyś sobie- to ważne, nawet nie
            wiesz jak bardzo. Wiele kobiet tkwi w chorych układach z powodów ekonomicznych.
            I to jest dopiero kanał.

            W tym związku nie widzę ŻADNYCH plusów, jesteś tłamszona, traktowana jak
            przygłupie dziecko, za które podejmuje się wszystkie decyzje. No chore to.
        • demonsbaby a może .... 05.03.10, 20:25
          zastosuj terapię szokową nr 1.
          1) wyprowadź się z dzieciakiem do koleżanki / rodziny na tydzień, 2 lub 3 - bez
          żadnego wyjaśnienia i czekaj aż sam zacznie prosić jakie warunki ma spełnić,
          żebyś wróciła;

          Potem przejdź do trybu 2
          2) pozew alimentacyjny, jeśli twój boyfriend jest ojcem dziecka.

          A koniec to już 3. Pewnie wiesz co. Kobieto młoda jesteś, żal życia. Chcesz je
          spieprzyć? za 6 kat nie odejdziesz, bo stwierdzisz, że jesteś na to za stara.
          MASZ TAM CHORY UKŁAD. Mamusi szanownej podczas wizyt powiedz "żegnam panią".
    • marianka_marianka Re: kolejny klopot. 05.03.10, 20:31
      emag1 napisała:
      Wiem, ze opisuje moze malo znaczace detale

      To nie są detale!


      A szanowna Pani Matka rozłożyła mnie na łopatki. Wie, że masz gości i wpadnie specjalnie z wizytacją... Komentarze bezcenne! Mogła od razu podsunąć ankietę do wypełnienia - sprawdzającą czy nadaje się na przyjaciela domu.
      Nic dziwnego, że się dusisz w związku, w domu, w rodzinie, które są tylko z nazwy.


      • emag1 Re: kolejny klopot. 06.03.10, 19:25
        bardzo dziekuje. wszystkim.
        • kol.3 Re: kolejny klopot. 07.03.10, 08:03
          A dlaczego treściowa wchodzi do Twojego domu bez Twojej wiedzy?
          Ma klucze. Odebrać.
          • enith Re: kolejny klopot. 07.03.10, 08:23
            Chyba nie przeczytałaś dokładnie wszystkich postów autorki. Mamusia wchodzi bez pytania, bo ma w tym domu więcej do gadania, niż partnerka jej syna i matka jej wnuka. I w tym cały sęk.
    • kol.3 Re: kolejny klopot. 07.03.10, 07:59
      1. Związałaś się z maminsynkiem i psycholem
      2. Czy Ty nie masz języka w buzi i nie potrafisz mu się przeciwstawić?
    • premeda Re: kolejny klopot. 08.03.10, 09:57
      Szczerze napiszę a co tam, mnie ten post przeraził jak żywo
      zobaczyłam rodzinkę z filmu grozy, gdzie mamusia z synusiem mordują
      i ćwiartują kolejne synowe. Oni są już na etapie osaczania autorki.
      Ja bym zwiewała z takiego układu czym prędzej, tylko niestety trzeba
      się przygotować na walkę o dziecko i zebrać dowody na wszystko. Tacy
      jak oni nie odpuszczają! Ta kontrola mamusi podczas wizyty
      koleżanki, mówi sama za siebie...
      • emag1 Re: kolejny klopot. 08.03.10, 11:36
        spokojnie. nie ma co rozpatrywac sprawy w aspekcie horroru badz
        innego gatunku. weszlam do rodziny, ulozonej, wyksztalconej, mega
        inteligentnej. ale cos nie zadzialalo. nie czuje sie i nie jestem
        zastraszana, tylko zwyczajnie mam dosc. tak wiele zadr siedzi we
        mnie, ze zeby je wyciagac, musialabym sie znow calkowicie
        pokaleczyc.

        Faktem jest, ze zasluzylam sobie na to, pozwalajac sobie wejsc na
        glowe. nigdy wczesniej nie spotkalam sie z czyms podobnym, i
        wydawalo mi sie ze dopoki wszyscy bedziemy w porzadku wobec siebie,
        wszystko bedzie dobrze.

        Tylko ze co raz bardziej zaczelam doceniac przebywanie poza domem.
        od dawna nie mam ochoty do niego wracac. Tym bardziej teraz, kiedy
        nawet pozornie nie nalezy on do mnie.

        Czasami, naprawde, ciezko mi znalezc inny punkt widzenia. Inne
        spojrzenie na to co sie dzieje. Wydawalo mi sie, ze tak jest u
        wszystkich.

        • emag1 Re: kolejny klopot. 08.03.10, 11:41
          W kazdym razie, dziekuje za Wasze wpisy. Napewno nie podniosly mnie
          na duchu ;) ale utwierdzily, ze to w czym sie znajduje nie jest
          normalne.
        • bracialwieserce Re: kolejny klopot. 08.03.10, 11:44
          Wiesz jeśli oni są tacy mega inteligentni to zmartwię Cie bo to, że ktoś taki
          jest nie oznacza, że na innych polach - koegzystencja z innymi w tym
          najbliższymi będzie ok! Nie tak nie jest u wszystkich. Albo postawisz sprawy
          jasno a jak to nic nie da trzeba się ewakuować miast ubzdurania sobie a potem
          wmawiania, że to NORMA!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka