smutna_26
29.06.10, 23:45
W sobotę moja koleżanka wychodziła za mąż. Miałam pójść na ślub ale im bliżej
było soboty tym bardziej zaczęło mnie to przerastać psychicznie i w końcu nie
poszłam. W niedzielę żeni się mój kuzyn. Mam to samo - na pewno nie pójdę
nawet na ślub a o weselu już nie wspomnę. Wszyscy dookoła mnie są szczęśliwi,
każdy kogoś ma, każdy planuje wakacje i inne rzeczy a ja? Ja stwarzam dobrą
minę do złej gry... Staram się uśmiechać i żyć w miarę "normalnie" ale w
środku jest mi tak bardzo ciężko i źle że jak w niedzielę byłam na cmentarzu
to miałam ochotę położyć się na pomniku albo wejść do środka ku Marcinowi i
tam zostać... Tak bardzo mi go brakuje... Rok temu też planowaliśmy wakacje,
byliśmy szczęśliwi... Czas tak szybko ucieka ale jednocześnie mam wrażenie że
zatrzymał się 18 września o 13:25... Czasem wydaje mi się że śnię, że za
chwilę się obudzę koło Marcina i przytulę się do niego tak jak to było zawsze
wtedy kiedy miałam złe sny :( A do tego wszystkiego powoli przestaję sobie
radzić z moją starszą córką. Wczoraj skończyła 3 latka. Jak to jest fajna,
grzeczna bo ogólnie jest mądrą dziewczynką ale jak w nia coś wstąpi to wogóle
mnie nie słucha i jest tak niegrzeczna że nie mam juz do niej siły. Jest też
strasznie zazdrosna o młodszą córeczkę (ma 4 m-ce), chce żeby nosić ją jak
dzidziusia, twierdzi że nie ma ząbków i że nie umie mówic i chodzić - po
prostu się uwstecznia a ja już nie wiem jak mam jej to wszystko tłumaczyć.
Staram się jej poswięcać dużo czasu ale wiadomo że młodsza wymaga więcej
uwagi. Brakuje mi Marcina jako męża ale również jako ojca dla nich. Czesto
boję się że nie dam rady wychować ich na dobrych ludzi. Boję się też
przyszłości. Finansowo daję radę ale cała reszta zaczyna powoli mnie
przerastać. Gdybym mogła cofnąć czas...