asturium
25.12.10, 00:50
Mój wieloletni partner właśnie dziś 15 minut przed wyjściem na Wigilię do mojego ojca zrobił mi awanturę z krzykami że do tegoż ojca wychodzę. Ze on będzie sam, bo ja wychodzę i zabieram dzieci a on jak bezdomny, że pójdzie na dworzec bo tam spędzają święta bezdomni - no histeria po prostu. oczywiście wyszłam tak jak było umówione...
Ale może zacznę prologiem - parą jesteśmy kilkanaście lat, dwoje dzieci, zwiazek z grubsza udany choć zdarzają się wielkie afery a potem ciche dni... Nigdy - od tych kilkunastu lat nie byl na Wigilii u moich rodziców, godziłam się na to bo jechal do swoich synów i byłej żony, myślałam sobie okej, mam go na codzień niech dzieci mają go na święta. Nigdy też nie mialam o to pretensji a on o to że idę do rodziców. Od kilku lat nie żyje moja mama i ojciec jest sam, i tym bardziej na Wigilię wypada mi do niego iść. Akurat tak się też składa że to czy idzie do synów na wigilię czy nie to wie w ostatniej chwili, w tym roku nie zaprosili go, co nie zdarza się pierwszy raz bo kilka razy żona wigilii nie robiła. Zawsze w takiej sytuacji wie że fajnie by bylo jakby poszedł do mojego ojca, ale nie on woli siedzieć i udręczać się. Ale dziś przeszedł samego siebie. Wiedział że muszę wyjść i wykrzyczał mi o tej bezdomności i że za rok albo wigilię robię w domu albo koniec z nami. No chyba że zgodzę się wyjechać na całe święta z nim. A do ojca to mogę sobie iść (sama z dziećmi) w drugi dzien świąt. Pytam czemu mnie stawiasz w takiej sytuacji a on mi na to że się do ojca już nachodziłam i koniec z tym bo on chce mieć wigilię z dziećmi w domu. No fajnie, gdyby chociaż był wierzący... Wie doskonale że pozostałe dni świąt siedzę w domu na dupie i obrabiam głównie kulinarnie rodzinę, nie zapraszamy nikogo na święta ani już nigdzie nie wychodzimy żeby spędzić je razem choć sprowadza sie to do tego że on robi swoje, ja swoje i właściwie wcale razem nie jesteśmy. Pytam go czemu wcześniej nie mówiłeś że to ci się nie podoba, czemu czekałeś z tym do wigilii, kiedy ja już mam na nogach buty i muszę wyjść? Odpowiedzi nie było, tylko jakieś histeryczne wrzaski. A ja nawet sobie wszystko tak zaplanowałam, rodzinę ustawiłam na wcześniejszą godzinę, bo myślałam wrócimy wcześniej, usmażę karpia, posiedzimy, będzie druga wigilia o czym go uprzedziłam wczoraj czy przedwczoraj. Na koniec wykrzyczał mi jeszcze żebyśmy do niego z życzeniami nie dzwonili bo sobie nie życzy itp. A potem mówi ubierz małemu lepszą czapkę żeby nie wyglądał jak zabiedzony - pytam jakie to ma znaczenie skoro idziemy do nikąd bo za nic ma mojego ojca... Ech przykro mi się zrobiło jak jasna cholera. Ciężko ojcu powiedzieć że w wigilię za rok ubędą mu wnuki i córka. Summa summarum tak się na niego wkurzyłam że nie wróciłam wcześniej bo znam go i wiem że będzie się dąsał. Więc jak przyszliśmy to najpierw siedział zamknięty w pokoju, córka poszła do niego, prosił ją o herbatę, zrobiła z moją pomocą. Potem kładłam małego spać, a potem wszedł do kuchni i zaczął z wściekłością trzaskać szafkami, talerzami szklankami. Więc poszłam i poprosiłam zeby się uspokoił i nie trzaskał bo mały śpi. Zrobił sobie sam jedzenie, weszła córka to znowu powiedział że je sam jak bezdomny (no ale szyneczką nie wzgardził). Córka w sumie też cały wieczór miała spieprzony, jest nastolatką i wiele rzeczy już rozumie, ale nie to, że własny ojciec takie durne teksty gada. Oczywiście trzaskał nadal, ale nie dałam się sprowokować - bo to była prowokacja.... A potem dupnął drzwiami i koniec wieczoru - śpi. Oczywiście kilka dni będzie obrażony, urażony i przybity. Jak juz się odezwie to będzie mi wciskał że zepsułam mu święta, że nie odpoczął, że jest zmęczony, że odchorowuje każdą awanturę. Tak więc mam po świętach, nic dobrego z tego nie wyniknie. Wolałabym żeby poszedł jutro do pracy. A tak to będzie mnie tylko wnerwiał aż w koncu naprawdę się pokłócimy. Potrwa to kilka dni, aż w końcu przyjdzie i ni z gruchy zacznie mówić normalnie. Oczywiście do dziś nie wracając. Albo powie - nie rób tak nigdy więcej, nawet nie wiesz ile mnie to kosztuje... I takie tam sraty pierdaty. Naprawdę rozumiałabym jego rozgoryczenie brakiem wigilii z rodziną gdyby byl wierzący, ale nie jest. Wigilia za rok zapowiada sie kijowo. W dodatku opcja "ojciec do nas" też mu nie pasuje, no chyba że mielibyśmy warunki, a wg niego nie mamy. Ale swoich synów zaprasza na drugi dzień świąt i mówi jakoś się pomieścimy.... I tu ja oczywiście mam robić dobrą minę do złej gry.... Dzizas jak mnie wwkurza ten facet ostatnio.