Dodaj do ulubionych

Moje zycie leglo w gruzach...

24.05.11, 00:34
Jest mi strasznie ciezko bo w ciagu trech ostatnich miesiecy moje zycie odwrocilo sie do gory nogami ale zaczne od poczzatku...
8 lat temu wyjechalam do Stanow Zjednoczonych i poznalam faceta w ktorym sie zakochalam po pewnym czasie zamieszkalismy razem i zaszlam w ciaze
podczas ciazy przstalam pracowac i po urodzeniu dziecka zostalam z malym w domu a tatus malego pracowal miedzy nami raz bylo lepiej raz gorzej czasami wydawalo mi sie ze jestesmy razem tylko dla dziecka moj facet b duzo pracowal a ja bylam sama z malym calymi dniami w domu w lutym tego roku moj facet robil badania i okazalo sie ze ma raka zoladka i w kwietniu mial usowany zoladek
caly czas gdy chodzil po lekarzach twierdzil ze nie chce abym ja z nim chodzila bo on da sobie rade rade sam a gdy chcialam go odwiezc na operacje powiedzial ze pojedzie sam
podczas tego miesiaca gdy czekal na operacje wracal do domu dosc pozno i nie odbieral telefonow jakie do niego dzzwonily z zastrzezonego numeru
w dzzien po operacji bylam u niego w szpitalu ale kazal mi szybko wyjsc bo byl zmeczony i wtedy cos mnie tknelo aby sprawdzic wykaz rozmow i okazalo sie ze on sie z kims spotyka od poltora roku ta dziewcyna powiedziala mi zze ona go bardo kocha i ze zrobi dla niego wszystko
ja sie bardo denerwowalam i powiedzialam mu ze nie zyce sobie aby ona przychodzila do niego do szpitala bo sie z nia tam spotkalam a on mi na to ze on jej nie mozze tago zabronic i pewnwgo dnia powiedzial mi przy niej ze mnie juz nie kocha wiec ja mu na to ze jak wyjdzie ze szpitala to ma isc zamieszkac do niej i tak tez zrobil
po kilku dniach od zamieszkania z nia przyszedl odwiedzic syna w naszym domu i prosilam go aby zostal ale on mi powiedzal ze nie teraz ze moze kiedys wiec ja zadecydowalam powrot do kraju (nie mam mozliwosci juz wrocic do USA i on tez jak z tamtad wyjedzie to nie bedzie mogl wrocic) obecnie jestem w Polsce wrocilam tydzien temu i nie umiem sie odnalezc
jest mi strasznie ciezko on mieszka z nia w usa w srode zacznie chemoterapie dzwoni do mnie i mow ze mnie kocha i ze do mnie dojedzie za 6 mcy jak skonczy chemie a ja juz sobie nie daje rady z tym wszystkim zycie moje leglo w gruzach mieszkam u mamy ktora nienawidzi go za to co mi zrobil moj synek uczy sie jezyka polskiego i pyta kiedy wrocimy do domu(USA) bo teskni za przyjaciolmi (maly ma 5,5 latek i chodzil do szkoly w usa) a ja nie daje rady
Obserwuj wątek
    • demonsbaby Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 07:07
      po kolei ...
      dobrze zaczęłaś, tzn. trafny wybór z powrotem do rodziny w Polsce. Daj sobie czas i szansę na ułożenie nowego rozdziału w życiu. Macie dziecko, wiodłaś dotychczas życie u boku ojca swojego synka, więc nie jest dziwne, że w tej chwili nie potrafisz się odnaleźć, ale wszystko ma swój rytm.
      Nie chcę, żeby zabrzmiało to jak usprawiedliwienie twojego partnera, ale sądzę, że choroba i tryb życia jaki z tobą prowadził to główny powód jego ucieczki ze związku. Może się mylę, ale wydaje mi się, że twój świat kręcił się tylko wokół niego. Zamknięta w domu oczekiwałaś zapewne skupienia na sobie i dziecku, kiedy ten wracał "padnięty" z pracy. I tak monotonia plus wizja rozwiązania śmiertelnego choroby zrobiła u niego swoje. Nowa kobieta może być dla niego zapowiedzią "nowego" życia, w tym przetrwania choroby, mimo, że to ty chciałaś być dla niego wsparciem. Zdarzają się sytuacje, w których człowiek zaczyna wartościować świat od nowa, sprzyjają temu przełomowe sytuacje jak wizja śmierci. Możliwe, że odpychał ciebie celowo, bojąc się tego co go czeka. Możliwe, że na dany moment, kiedy zafascynowała się nim inna kobieta, on od niej oczekiwał troski - nie od ciebie - i na tamten moment wierzył w to, że już między wami wszystko skończone. Również całkiem możliwe, że teraz mówi prawdę i chce was odzyskać albo dojrzał do rodziny ... tak czy inaczej to on ciebie zdradził i pozostawił. Nie przywiązuj się do myśli, że za pół roku wróci i wszystko zaczniecie od nowa. Oczywiście miej na względzie jego kondycję psychiczną w związku z chorobą, szczególnie kiedy będzie po chemii. Szkoda w tym wszystkim waszego synka.
      Na dzień obecny zabezpiecz formalnie swoje dziecko. Zatem alimenty. Później rozglądnij się za pracą, zacznij się też otaczać ludźmi... buduj ten swój świat. Można to wszystko przejść, nie jest łatwo, ale z pewnością człowiek nauczy się pokory wobec życia i innych ludzi, a tym samym szacunku do siebie. Z czasem staniesz się silniejsza i bardziej niezależna. I nie jest powiedziane, że ojciec twojego syna ma być tym jedynym życiowym partnerem jak i spełniającym się w roli taty. Życie ma to do siebie, że potrafi zaskakiwać i to niekoniecznie negatywnie.
      • justany Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 21:54
        dzieki bardzo za tego posta mysle ze masz wiele racji w tym co napisalas a szczegolnie w tym ze on byl dla mnie calym swiatem
        staram sie nawiazywc stare kontakty i otaczac sie ludzmi jestem w trakcie wyrabiania wszystkich dokumentow i niebawem zaczne szukac pracy
    • nat.wroclaw Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 08:14
      Skąd jestes? Mozesz napisac do mnie maila na adres gazetowy? (nat.wroclaw@gazeta.pl)?

      Jestem anglistą, mam wśród znajomych troche natywnych z dziećmi dwujęzycznymi albo jak maluszki - monojęzycznymi jeszcze, a oni mają swoich znajomych, a ci znajomi jeszcze innych znajomych w różnych miastach. Może dla synka znalazłoby się trochę kolegów do zabaw..
      • verdana Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 10:02
        Hm...
        Nie widzę żadnej przyszlosci tego związku. Nie tylko dlatego, ze facet zdradził. Także dlatego, ze Ty znacznie bardziej przejmujesz się tą zdradą, niż tym, ze ojciec Twojego dziecka ma raka i może ze sporym prawdopodobieństwem umrzeć.
        • mama.rozy Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 10:44
          no właśnie-nic nie piszesz o rokowaniu.wiem,że teraz łatwiej się skupic na zdradzie,ale z innej perspektywy-rozmawialiście kiedyś o tym,co będzie,jeśli chemia nie zadziała?jak rozległy był ten nowotwór-tzn.wycięli całą zmianę?
          akurat jestem dośc mocno zżyta ze środowiskiem osób nowotworowych i tak tylko doradzam,żeby może jednak bardziej się zając tą jego chorobą...
          dobrze,że wróciłaś do kraju,potem mogło byc jeszcze trudniej
          • justany Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 21:36
            wycieli caly nowotwor byl to drugi stopien jutro zaczyna chemie dosc mocna
        • amb25 Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 10:46
          Troche ja rozumiem.
          Mysle, ze dla Autorki Watku rak jest czyms co mozna przejsc, mozna z tego wyjsc (wiekszosc chorych zrezta przezywa, w Stanach pewnie wiecej niz w Polsce) i wrocic do normalnosci, a po zdardzie nie tak predko albo wcale. Czyli zdrada jest pewna strata - niejako wyrokiem, rak nie jest wyrokiem (ogolnie rzecz biorac).
        • demonsbaby Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 10:56
          to nie autorka skreśliła go w życiorysie, ale chory na raka partner, który odżegnał się od jej wsparcia podczas pierwszego etapu choroby. Przynajmniej tak odebrałam pisany przez nią post.
          justany napisała:
          ...moj facet b duzo pracowal a ja byl
          > am sama z malym calymi dniami w domu w lutym tego roku moj facet robil badania
          > i okazalo sie ze ma raka zoladka i w kwietniu mial usowany zoladek
          > caly czas gdy chodzil po lekarzach twierdzil ze nie chce abym ja z nim chodzila
          > bo on da sobie rade rade sam
          a gdy chcialam go odwiezc na operacje powiedzial
          > ze pojedzie sam
          > podczas tego miesiaca gdy czekal na operacje wracal do domu dosc pozno i nie od
          > bieral telefonow jakie do niego dzzwonily z zastrzezonego numeru
          > w dzzien po operacji bylam u niego w szpitalu ale kazal mi szybko wyjsc bo byl
          > zmeczony i wtedy cos mnie tknelo...
          pewnwgo dnia powiedzial mi przy niej ze mnie juz nie koc
          > ha wiec ja mu na to ze jak wyjdzie ze szpitala to ma isc zamieszkac do niej i t
          > ak tez zrobil
          > po kilku dniach od zamieszkania z nia przyszedl odwiedzic syna w naszym domu i
          > prosilam go aby zostal ale on mi powiedzal ze nie teraz ze moze kiedys
          • justany Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 21:41
            dokladnie masz racje ja caly czas go prosilam zeby wrocil a on nie chcial wrocic do mnie on nie chcial zebym wyjechala ze stanow ale ja mialam zyc sama z dzieckiem a on z nia i odwiedzac malego raz na jakis czas ja nie wytrzymywalam psychicznie sama bez rodziny i znajomych
        • justany Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 21:59
          to nie jest tak jak myslisz ja codziennie modle sie o jego zdrowie i to jest dla mnie najwazniejsze moze nie wynika to z mojego postu ale tak jest
          czy myslisz ze umialabym nie interesowc sie tak powazna choroba kogos kogo tak strasznie kocham? przeciez to byloby bez sensu
          dla mnie w tej chwili najwazniejsze jest aby on wyzdrowial i codziennie modlac sie do Boga prosze Go o zdrowie dla niego bez wzgledu na to czy do mnie wroci czy nie
    • tully.makker Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 11:12
      Ze smuetnego doswiadczenia - nowotwor naprade lepiej leczyc w stanach. jak to ujal jeden z lekarzy konsultujacy znajoma ktora wrocila ze USA leczyc nowotwor w Polsce - my mamy inna filozofie leczenia nowotworow, co oznaczalo w praktyce, ze spisali ja na straty i poszla do piachu po kilku tygodniach od powrotu.
      • mruwa9 Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 12:10
        rak zoladka, zwlaszcza w mlodym wieku, zwykle rokuje zle. A to, czy w USA chory dostanie niezbedne leczenie, zalezy glownie od tego, jakie ma ubezpieczenie.
        • bonamibo Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 12:34
          Statystyki, dotyczące wykrywalności i przeżywalności w chorobach nowotworowych, są bezlitosne dla Polski, zwłaszcza w porównaniu z USA. W USA wyleczą, a potem, jeśli nie było odpowiedniego ubezpieczenia, ściągną niemałą kasę z wyleczonego.
          • mama.rozy Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 15:04
            wiecie co,trudno się diagnozuje przez internet;)
            to,czy on przeżyje,czy nie,zależy od wielu czynników i chyba bardziej można się skupic na tym,co choroba zrobiła z ich związkiem już teraz
            a facet ją odsunął od siebie,bo wolał przeżywac chorobę z tamtą.może mu było łatwiej,bo przekornie-był z nią mniej związany?a przy autorce zawsze jest ich dziecko,które jednak jest jakimś zalążkiem związku=odpowiedzialności,przyszłości,sama nie wiem,jak to ując.
            facet się przestraszył choroby,ma do tego święte prawo.ale jeśli da sobie pozwolenie na zdradę,zamiast cementowac związek(bo nie wiadomo,jak sie sprawy potoczą),to kiepsko.
            bo wyzdrowienie nie gwarantuje szczęśliwego związku z autorką...
    • kol.3 Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 18:27
      Niedobrze jest wieszać w życiu wszystko na jednym gwoździu. Ty to zrobiłaś. Znalazłaś faceta, i złożyłaś wszystko na jego barki. W chwili odejścia partnera, znalazłaś się bez środków do życia. Powrót do Polski to półśrodek, bo tu też różowo nie będzie, dziecko wyrwane ze swoich korzeni, ojciec dziecka daleko. Musisz wziąć sprawy w swoje ręce, zacząć pracować, przede wszystkim i uniezależnić się od męskiego portfela
      • rennie77 Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 19:14
        justany skad jestes? moj synek tez jest dwujezyczny. wrocilismy do kraju 3 lata temu. moze udaloby sie nam spotkac?
        • justany Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 21:43
          jestem z gdanska
      • justany Re: Moje zycie leglo w gruzach... 24.05.11, 21:46
        wiesz gdybym wtedy miala ten rozum to bym tak nie postapila i nie zaslabym w ciaze ale stalo sie i nic juz z tym nie zrobie
        • tully.makker Re: Moje zycie leglo w gruzach... 25.05.11, 08:12
          Nie w zajsciu w ciaze problem, tylko w rezygnacji z pracy i wlasnego zycia na rzecz zycia zwiazkiem.
          • amb25 Re: Moje zycie leglo w gruzach... 25.05.11, 09:39
            Z tego co slyszalam (od znajomych w Stanch) w Stanach pod wzgledem opieki nad dzieckiem nie jest tak rozowo jak chociazby w Polsce. I czesto jest to normalne, jesli jest male dziecko, ojciec zarabia niezle, to kobieta rezygnuje z pracy przynajmniej do czasu pojscia dziecka do szkoly lub nawet dluzej. Bo dziecko wymaga opieki.
            Wiec nie ma co winic autorki watku ze zrezygnowala z pracy, bo miala opiekowac sie dzieckiem. To pewnie bylo sensowne rozwiazanie. Wiem takze, ze jest mnostwo kobiet (sama znam takie nie tylko Polki ale tez np. Finki), zon obywateli amerykanskich czy cudoziemcow zangazowanych w amerykanskich firmach, ktore siedza w domu bo po prostu nie dostaly pozwolenia na prace (nie bedac obywatelem amerykanskim, jest o to trudno) ani nawet na otworzenie wlasnego biznesu.
            • justany Re: Moje zycie leglo w gruzach... 25.05.11, 10:06
              dokladnie tak jak mowisz moje pojscie do pracy nie mialo zadnego sensu bo za przedszkole zaplacilabym wiecej niz zarobila dlatego w stanach wiekszosc kobiet ktore urodzily dzieci nie pracuje
              • go-jab Re: Moje zycie leglo w gruzach... 10.06.11, 05:42
                bardzo cie prosze... nie uogolniaj... stwierdzenie ze w stanach wiekszosc kobiet
                > ktore urodzily dzieci nie pracuje nie jest prawdziwe...
    • efi-efi Re: Moje zycie leglo w gruzach... 25.05.11, 21:42
      Facet o chorobie dowiedział się w lutym bieżącego roku, a romans miał od półtora roku, to o czym mowa?

      Dziewczyno, z każdej miłości można się wyleczyć, wypłacz się , rozpaczaj, a potem wstań i otrzep pióra. Masz dzieciaka i musisz wziąć się w garść.

      A o swoim niewiernym zapomnij. Półtora roku kłamstw i oszustw i jeszcze upokorzenie w postaci oświadczania w obecności kochanki, że nie kocha . Po co Ci ktoś taki?
    • dagli.occhi.azzurri Re: Moje zycie leglo w gruzach... 10.06.11, 10:05
      Wielu rzeczy nie da się już cofnąć. Teraz jesteś w Polsce, gdzie faktycznie różowo nie jest, ale masz większe szanse na ułożenie sobie życia (praca przede wszystkim, bo musisz być niezależna) , bo mieszkasz w dużym mieście. Dasz sobie radę! Dobrze, że modlisz się o zdrowie swojego partnera, bez względu na to czy nim będzie dalej czy nie. Czas pokaże, czy przyjedzie do Polski czy nie, a Ty będziesz wiedziała co robić dalej. Poszukaj sobie przyjaciół, bo ich wsparcie również dużo daje.
    • dagli.occhi.azzurri demonsbaby 10.06.11, 10:06
      Fajnie się Ciebie czyta.
      • demonsbaby Re: demonsbaby 10.06.11, 10:59
        heh to chyba wyjątkowo ;)
        z moją tendencją do wielowątkowych wycieczek, zasadniczo jawi się obraz "co autor ma na myśli".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka