palore25
23.05.12, 12:58
To raczej niewłaściwy wybór mojego tematu do tego głównego wątku, ale kiedy przeglądałam ogłoszenia i to w jaki sposób forumowicze próbują doradzić komuś to napawa mnie małym optymizmem. Ta słoneczna pora, którą widzimy za oknem jest chyba najlepszym czasem za porozglądaniem się za swoją ukochaną drugą połówką. W moim życiu te sytuacji rozbiegły się w czasie na tyle pomyślnie, że zdołałam skończyć studia. Wiadomo, że jak ktoś już stopniowo ma tą stabilizację finansową osiągnął już jakieś małe cele to jest psychicznie gotowy na rozpoczęcie nowego etapu w swoim życiu i stopniowym pomysleniu o swojej przyszłej rodzinie. Od października ponadto zapisałam się na studia podyplomowe, z których jestem praktycznie na finiszu dzieli mnie zaledwie kilka dni od ich obronienia. Jeszcze przed skończeniem studiów poznałam pewnego chłopaka na imprezie od razu spodobaliśmy się sobie, wymieniliśmy się naszymi numerami zaraz na drugi dzień spotkaliśmy się na naszą pierwszą randkę. Wspominam te czasy naprawde z uśmiechem na twarzy nie ma to jak mieć obok siebie kogoś bliskiego, który potrafi porozmawiać z Tobą na każdy temat, jest opiekuńczy i troskliwy, traktuje Wasz związek z zaangażowaniem. Wiadomo, że nigdy nie było do końca sielankowo zdarzały się od czasu do czasu kłótnie jednak nie były na tyle poważne. W trakcie świąt zaprosił mnie do swojego domu, żebym mogła zapoznać jego najbliższą rodzinę. Zostałam tam potraktowana bardzo miło, jego babcia zaczęła traktować się jak wnuczke często jego dziadkowie i mama dopytywali się potem po naszym rozstaniu co teraz robię. Mówiła mu, że niepotrzebnie pojechał wtedy nad to morze to by był ze mną do tej pory, jak ma taką fajną dziewczyne to powinien sie jej trzymać jednak nie znała do końca tej prawdziwej wersji. Jako jestem jedynaczką, w życiu mi w sumie niczego nie brakowało miałam w miare możliwości to co chciałam czasami musiałam na to zapracować swoim wysyłkiem i pracą moi rodzine, szczególnie mama należy do osób dość wymagających w stosunku do innych. Rozumiem, że każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej nie mam do niej o to pretensji. Zaczęło jej przeszkadzać, że niepotrzebnie spotykam się z tym chłopakiem, on powinien znaleźć sobie kogoś w swoim wieku, nie ma oparcia ze strony jego taty, nie ma skończonych studiów i konkretnej pracy. Jednym słowem według niej to nieodpowiednia partia dla mnie. Pewnego dnia zaraz po mojej obronie w wakacje pojechaliśmy razem z moim byłym chłopakiem do mojej bliskiej rodziny w okolicach, żeby mogli go zobaczyć. Odnosiłam wrażenie po jego reakcjach, że czuł się w tamtym towarzystwie nieswojo, nie zabardzo wiedział co mógłby opowiedzieć. Wkradałam się w jego zdania, mobilizowałam, że to co ostatnio mi opowiadał było tak zabawne i wesołe niech spróbuje opowiedzieć to innym to wspólnie się pośmiejemy. Moja ciocia mi powiedziała, że psychicznie mam tyle lat ile mam czuć dominację moją nad nim on do mnie nie pasuje. Chciałam go od tego uwolnić pokazałam mu skałki jakie są w okolicy poszliśmy się przejść to momentalnie czuł się przy mnie swobodnie, był bardziej energiczny i nie skulony w gestach jak w obecności mojej rodziny. Trwało to przez pewien okres czasu, ale przez docinki głównie mojej mamy musieliśmy się rozstać - według mnie to było najlepsze rozwiązanie. Ja byłam w stosunku do niego szczera nie mieliśmy przed sobą tajemnic mówiłam wprost, że rodzice nie są za tym bycia ze mną i z nim razem. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że to nie rodzice powinni decydować z kim ich córka będzie się spotykać bardziej zależy to głównie ode mnie jednak patrząc tak z bku chciałabym widzieć na twarzy mojej mamy jak zobaczy mojego przyszłego chłopaka uśmiech, w pewnym stopniu akceptuje go i lubi zamiast krzywej miny, ogólniego zniechęcenia. On starał się pójść na studia miał łącznie dwie próby - z jednego kierunku go wyrzucono, bo miał problem z pewnym wykładowca i nie mógł zdać ostatniego egzaminu w sesji podobnie jak reszta chłopaków z jego roku. Drugi kierunek też był związany z kierunkiem ścisłym dostał się na państwową uczelnie dość renomowaną, ale pochodził góra dwa tygodnie zaraz po pierwszym kolokwium zrezygnował z dalszej nauki. Pamiętał jak cieszył z tego, ze będzie chodził na studia, pokazywał mi na kompie jego plan zajęć kiedy będzie miał dni wolne moglibyśmy się wtedy spotykać ja w tym czasie byłam na studiach podyplomowych grałoby to ze wspólnymi dojazdami na uczelnie w weekendy. Chodził wtedy taki dumny w sobie i z satysfakcją że inwestuje w jakiś sposób w siebie. Przez pewien okres czasu spotykaliśmy się ze sobą ukryciu, on planował wziąć udział w procesie rekrutacyjnym do policji, zaczął bardziej dbać o swoją kondyche, przeglądać strony jak wygląda to wszystko u nich mysleliśmy obioje, ze moze wtedy rodzice będą inaczej na to patrzeć i będziemy mogli być razem. Nie wiem czym było to spowodowane, ale zaczął nie doceniać tych naszych spotkań. Ze strony intymnej mamy obydwoje troche inne zdania na ten temat, bo ja odczuwałam - jego nachalność w kontaktach jakby musiało zawsze do czegoś dojść jego zdaniem, a on - chciał mnie przy sbie jak najbliżej, to z powodu tego jak podkręcałam go fizycznie i z uczucia. Ostatnio romawialiśmy zapytałam się go czy daloby się naprawić nasze relacje to stwierdził, że zostaniemy przyjaciółmi możemy się gdzieś tam umawiać. Po co być kogoś przyjacielem, pobyć troche przy sobie i intymnie nacieszyć się sobą jakbyśmy byli parą skoro nią według niego już nie możemy byc ? W rozmowie zapytał się mnie czy moi rodzice dopytują się jeszcze o niego, opowiedział mi o jego dziadkach i babci, że pytają się o tamtej pory o mnie. Powiedział, że nie wie co ja z nim zrobiłam nie może wykazać z pamięci tego co było, to był wspaniały czas i nigdy nie będzie już tak szczęśliwy jak ze mną. Czy powinnam walczyć o niego czy odznaczyć ten okres czarnym krzyżykiem i rozpocząć układać sobie życie z kimś nowym ? Głównym utrudnieniem moga stać się relacje z rodzicami, bo nie wyobrażam sobie traktowania się tak nieprzyjemnie jakbym od czasu do czasu odwiedzała ich razem z nim u mnie w domu. Moje życie towarzyskie teraz troche poupadło, bo nie chodze od dawna juz na jakieś imprezy czasami chciałabym się gdzieś pobawić nie ma jednak zabardzo z kim. Tyle co spotkam się ze znajomymi z mojej grupy, wspólnie wykombinujemy coś przy projekcie na obrone, troche pogadamy w jakiejś knajpce i każde rozchodzi się w swoim kierunku. Czuje się troche przykro jak widze te spacerujące pary na zewnątrz, tak głosno śmiejące się do siebie, spędzające razem czas, a dla mnie najgorsze sa właśnie te weekendy. W moim zyciu pojawił się jeszcze jeden chłopak dwa lata starszy ode mnie jest w tej chwili za granicą, skończył studia, ale nie pracuje w zawodzie. Zadzwonił do mnie przez telefon bez względu na pieniadze za połączenie tylko tak, żeby ze mną chwilę porozmawiać jak dostanie dni wolne to da mi znać jak przyleci, czyli wniosek nasuwa się - chciałby się ze mną spotkać. Przyjemnie mi się z nim rozmawiało jak nigdy, na rózne tematy taki oczytany się wydawał, który traktuje świat takim jakim jest. Jednak wtedy po pierwszym spotkaniu z nim przyznał mi się chyba troche za wcześnie, że był w szpitalu psychiatrycznym ja przestraszyłam się ze ta choroba może się nawrócić, nie wiedziałabym wtedy w jaki sposób zareagować na to. Podobno brał psychotropy, ale nie mam pojęcia na co się leczył chyba wypadło mi już z głowy. Co ja powinnam zrobić: walczyc o poprzedniego faceta, dać szansę właśnie temu, który jest teraz zagranicą czy poznać kogoś jeszcze całkiem nowego ?