dmuchawcelatawce
27.06.13, 02:45
Jestem DDD. Mam fantastyczna 2 letnia coreczke, ktora kocham I uwielbiam. Mamy bardzo mocna wiez, bo jak to zwykle bywa to ja jestem z nia w domu caly dzien. Nie mozemy bez siebie zyc. Zwlaszcza corcia ma przedluzajacy sie lek separacyjny. Nie zostanie z nikim, uwielbia swojego ojca, ale czasem jak ma gorszy dzien to potrafi plakac jak zostaje tylko z ojcem. Musze z nia zasypiac. Zmierzam do tego, ze musze byc z nia na okraglo.
Czasem mnie ponosi np. dzis zasypialam z nia. Sama zasnelam. Potem ok. 22 sie obudzilam, cichutko probowalam wyjsc z pokoju a ona sie obudzila z krzykiem. Zezloscilam sie. Krzyczalam, nie na nia ale ogolnie. Zezlosci nawet walnelam piescia w sciane. Dziecko oczywiscie sie balo. Nie zdarza mi sie to czesto, ale na tyle aby zatruc mi wiekszosc czasu wyrzutami. Ja ja za kazdym razem przepraszam, przytulam, sciskam, caluje,tlumacze, ze to wina mamusi, ze to nie jej wina itp. nie chce zeby potem miala taki dysonas, mamusia kocha, ale bywa agresywna, to moze milosc tak ma wygladac itp.
W jaki sposob madry zniwelowac skutki takich moich agresywnych reakcji, zeby nie zaburzyc coreczki. Czy przytulac, czy wrecz przeciwnie? Czy tluamczyc? Jesli tak to jak?
Ja wie , ze w ogole do takich rzeczy nie powinno dochodzic. Czasem zdolam wybiec do innego pokoju I w innym pokoju wyladowac sie, aby dziecko nie widzialo. Taki jestem nieopanowany choleryk.