Dodaj do ulubionych

Psychoterapia

23.11.13, 17:02
Dostało mi się tutaj kiedyś, bo szukałam najlepszego rozwiązania, nie chciałam trafić do przypadkowego, pierwszego lepszego psychologa czy terapeuty. Właśnie niedawno dowiedziałam się od znajomej jak skończyła się jej sesja terapeutyczna.
Znajoma od 5 lat walczy z nowotworem. Było chwilowe zaleczenie, potem nawrót choroby, kolejne etapy leczenia, raz było lepiej, raz gorzej, przerzuty, cudowne cofanie się choroby. Te 5 lat walki dla całej rodziny jest niesamowita traumą, zwłaszcza, że jej matka mniej więcej w tym samym wieku zmarła na ten sam nowotwór. Wszystko podporządkowane jest jej leczeniu, huśtawka nastrojów dotyczy nie tylko jej, ale również całej rodziny. Dorastający, obecnie 16-letni syn zaczął, się buntować, uciekać z domu, brać narkotyki. Dodatkowa trauma. Ostatnio z jej zdrowiem jest coraz gorzej. Z psychiką fatalnie. Postanowiła więc pójść do psychologa. Wyrzuciła z siebie wszystko, otworzyła się na wylot, wypłakała, wykrzyczała, czekała wsparcia, otuchy, pomocy. A pani psycholog wysłuchała w milczeniu, po czym wyjęła kartkę i ołówek i powiedziała: "proszę namalować jak pani sobie tę chorobę wyobraża". Następne, co się wydarzyło, to było trzaśnięcie drzwiami gabinetu. Oburzenie jej trwa do dziś. I kompletny brak wiary w jakąkolwiek terapię psychologiczną.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Psychoterapia 23.11.13, 17:15
      A czego oczekiwała? Nie widzę powodu do oburzenia, naprawdę.
      Psycholog to nie przyjaciółka, która weźmie w ramiona, utuli i pomoże jednym słowem.
      • alagas Re: Psychoterapia 23.11.13, 19:56
        verdana napisała:

        > A czego oczekiwała? Nie widzę powodu do oburzenia, naprawdę.

        Może masz rację. Ale ona, jak mi powiedziała, odebrała to jako lekceważenie jej problemu, potraktowanie jej jak autystycznego dziecka, do którego trzeba dotrzeć "od podszewki". A jej problem był wyraźny, przedstawiła go jak na dłoni. Oczekiwała porad jak ma walczyć z depresją, jak radzić sobie ze strachem, jak opanować atmosferę w rodzinie. Nie chodzi o przytulanie, ale o poważne podejście do problemu. Może zastosowanie jakichś technik relaksacyjnych, może spowodowanie pogodzenia się z sytuacją. Wiem, że takie poważne rozmowy z księdzem w hospicjum bardzo pomogły dziadkowi mojej synowej. Przestał bać się śmierci, odszedł ze spokojem.

        Być może ktoś inny zareagowałby inaczej, być może ta metoda, zapewne opisana w mądrych książkach przez wybitne autorytety (nie wiem, narysować i podrzeć, albo domalować tej chorobie ładną sukienkę?), poskutkowałaby. Jej nie tylko nie pomogła, ale spowodowała, że zwątpiła w pomoc psychologów. A chyba nie o to psycholożce chodziło?
    • t1ffany Re: Psychoterapia 23.11.13, 17:26
      Jak dobrze pamiętam to założyłaś wątek o tym, że dorosły syn pali trawę i ma niekontrolowane napady agresji. Jak forumki zaproponowały Ci byś namawiała go na terapię to zaczęłaś kręcić nosem.

      Ten wątek ma udowadniać że miałaś rację i terapia to bullshit? O to chodzi?
      • alagas Re: Psychoterapia 23.11.13, 19:46
        t1ffany napisała:

        > Jak dobrze pamiętam to założyłaś wątek o tym, że dorosły syn pali trawę i ma ni
        > ekontrolowane napady agresji. Jak forumki zaproponowały Ci byś namawiała go na
        > terapię to zaczęłaś kręcić nosem. Ten wątek ma udowadniać że miałaś rację i terapia
        > to bullshit? O to chodzi?

        Ależ oczywiście! Przecież Ty wiesz lepiej co ja myślę! Po to ten wątek założyłam!!!

        Jak widzę albo pamięć masz zawodną, albo po prostu chcesz czytać to, co chcesz, a nie co ktoś napisał.

        To, że jak jednoznacznie ustaliłyście, że jedynym rozwiązaniem jest posłanie syna na odwyk (chociaż jak teraz się okazuje, jaranie najwyraźniej jest skutkiem, a nie przyczyną napadów złości), nie zakopałam się natychmiast w dole z popiołem, tylko miałam czelność dalej dopytywałać o najlepsze miejsce i dobrego psychologa, uznałyście za kręcenie nosem. Jesteście jedynymi niepodważalnymi autorytetami? Jak widać z dotychczasowego przebiegu terapii psycholog jednak ma trochę inne zdanie, ale co w końcu Was to obchodzi? Już przypięłyście mi łatkę malkontenta, no bo jak śmiałam nie wykonać natychmiast Waszego polecenia?

        A ja jednak ośmielam się uważać, że tak jak i w innych zawodach, również psychologowie sa dobrzy i źli, skuteczni i nieskuteczni. Sama mam znajomą, specjalistkę od terapii małżeńskich, która właśnie z dużym hukiem kończy swoje trzecie małżeństwo. Innym radzi, a sama sobie nie potrafi? Gadałam dużo kiedyś z psychologiem z ośrodka uzależnień, który opowiadał mi jak indywidualnie trzeba podchodzić do każdego przypadku i że to, co jednemu pomoże, innego zniszczy. I o tym ilu ludzi zniszczyły metody Kotańskiego. Ale mówi się tylko o tych, których uratował. A co z tymi wszystkimi aferami, które co trochę wybuchają w sprawach wybitnych psychoterapeutycznych autorytetów?
        I dlatego założyłam ten wątek.
        I dlatego ośmielam się szukać, mieć wątpliwości, myślałam, że na takim forum, gdzie jest mnóstwo przypadków, różne doświadczenia, najłatwiej jest znaleźć dobrą radę. Ale jak widzę nie wolno podważać tutejszych autorytetów!
        • eo_n Re: Psychoterapia 23.11.13, 20:08
          A cóż złego w takiej sugestii...?
          Zamiast trzaskać drzwiami, koleżanka mogła pytać...
          pl.wikipedia.org/wiki/Arteterapia
          • alagas Re: Psychoterapia 23.11.13, 23:49
            eo_n napisał:

            > Zamiast trzaskać drzwiami, koleżanka mogła pytać...

            Masz rację. Ale to chyba nie jej zadanie, tylko psychologa, żeby zdiagnozować przypadek i znaleźć najlepszy sposób. To tak jakby lekarz dawał aspirynę na ból brzucha. Może pomoże, a jak nie, to spróbujemy czego innego.
            • kinkygirl Re: Psychoterapia 24.11.13, 15:10
              Tu sie nie zgodzę. Psychoterapia to nie chirurgia. Pacjent jest odpowiedzialny za efekty. Jeżeli nie zamierza włożyć wysiłku w to żeby sie kontrolować, komunikować czy nawet wysiedzieć na sesji to najlepszy i najdrozszy terapeuta nie pomoże.
              Terapia nie polega na głaskaniu po głowie. Trzeba sie zmierzyć z różnymi nieprzyjemnymi prawdami na własny temat. Nieraz by jeszcze miała ochotę trzasnac drzwiami.

              Poza tym - chyba to nieszczęsne rysowanie to cześć diagnozy. Trudno mi sobie wyobrazic ze po pół godzinie wyplakiwania sie terapeuta ma jasny obraz sytuacji, szczególnie ze na dłoni widać ze problemy są spiętrzone i dotyczą całej rodziny.
            • eo_n Re: Psychoterapia 24.11.13, 17:54
              alagas napisała:


              To tak jakby lekarz dawał aspirynę na ból
              > brzucha. Może pomoże, a jak nie, to spróbujemy czego innego.
              A weszłaś w link?
              Takie rysowanie to też jest terapia. I nie wiem czemu miałaby to twoim zdaniem być "aspiryna". Właśnie przy nowotworach z tego co się orientuję często przynosi fajne efekty.
        • pade Re: Psychoterapia 23.11.13, 22:59
          Koleżanka poszła do pierwszego lepszego psychologa?
          Psycholodzy i psychoterapeuci mają "specjalizacje", stosują różne metody terapeutyczne, jeden udzieli wskazówek, bo akurat pracuje taką metodą a drugi będzie słuchal, pytał i ukierunkowywał.
          Niech koleżanka poszuka psychoonkologa, a nie terapeuty.
          • alagas Re: Psychoterapia 23.11.13, 23:47
            pade napisała:

            > Koleżanka poszła do pierwszego lepszego psychologa?

            Tego dokładnie nie wiem. Ale widzisz, Ty też potwierdzasz, że nie ma sensu iść byle gdzie.
        • filetta Re: Psychoterapia 24.11.13, 09:09
          > To, że jak jednoznacznie ustaliłyście, że jedynym rozwiązaniem jest posłanie sy
          > na na odwyk (chociaż jak teraz się okazuje, jaranie najwyraźniej jest skutkiem,
          > a nie przyczyną napadów złości),

          O przepraszam, ale teraz ty czytasz to, co chcesz, a nie to co zostało napisane. Przejrzyj jeszcze raz tamten wątek i sprawdź, co napisałam.
          Nie uważam, że ktokolwiek tutaj uważa się za autorytet. Wiem natomiast, że pisze się tutaj naprawdę wiele rzeczy i wiele teorii do jednego przypadku, a rolą autora wątku jest przyjrzeć się wszystkim i wybrać jedną optymalną lub wcale, jeśli uzna, że wszystkie są do bani. Ty jednak skupiłaś się na złości, że nikt idealnego rozwiązania ci nie podał. Można i tak.

          > A ja jednak ośmielam się uważać, że tak jak i w innych zawodach, również psycho
          > logowie sa dobrzy i źli, skuteczni i nieskuteczni. Sama mam znajomą, specjalist
          > kę od terapii małżeńskich, która właśnie z dużym hukiem kończy swoje trzecie ma
          > łżeństwo. Innym radzi, a sama sobie nie potrafi? Gadałam dużo kiedyś z psycholo
          > giem z ośrodka uzależnień, który opowiadał mi jak indywidualnie trzeba podchodz
          > ić do każdego przypadku i że to, co jednemu pomoże, innego zniszczy.

          Zgadzam się w 100 %. Psycholog to tez człowiek i ma prawo się mylić. Ale nie ma innej metody walki z uzależnieniem niż terapia.

          nie zakopałam się natychmiast w dole z popioł
          > em, tylko miałam czelność dalej dopytywałać o najlepsze miejsce i dobrego psych
          > ologa, uznałyście za kręcenie nosem.

          Wybacz, ale teraz to już przesadzasz. Oczekujesz, że ktoś na forum pomoże ci znaleźć dobrego terapeutę w najlepszym miejscu, czyli poprowadzi cię za rączkę do najlepszego rozwiązania problemu. Podobnie myślisz o pracy terapeuty: powinien znaleźć to co najlepsze dla swojego klienta(?), podopiecznego(?). A to błędne założenie. Terapeuta tylko podaje szereg możliwości i rozwiązań, z których jego (niech będzie) podopieczny sam wybiera najlepsze dla siebie. O taka zwyczajna próbka dorosłości: wybór i odpowiedzialność za konsekwencje wyboru.
          Co zaś do koleżanki, to głupio zrobiła, choć po jej zachowaniu łatwo jest wywnioskować, czego się po terapii spodziewała. Ja w trakcie swoich nie takie cuda rysowałam, na kolorowo, najczęściej kredkami i flamastrami. Czy twojej koleżance terapeutka pozwoliła malować różnymi kolorami czy udostępniła jej tylko czarny kolor np. ołówek, cienkopis?
          • alagas Re: Psychoterapia 24.11.13, 19:49
            filetta napisała:

            > O przepraszam, ale teraz ty czytasz to, co chcesz, a nie to co zostało napisane
            > . Przejrzyj jeszcze raz tamten wątek i sprawdź, co napisałam.

            No, przejrzałam i... nic konkretnie nie napisałaś

            > rolą autora wątku jest przyjrzeć się wszystkim i wybrać jedną optymalną lub wcale,

            I tak zrobiłam, bo konkretne, a nie tylko napastliwe, wpisy również były. I za nie dziękuję. Przepraszam, że dopiero teraz, ale rzeczywiście najbardziej świerzbiło mnie odpisać na te, które mnie dotknęły

            > Ty jednak skupiłaś się na złości, że nikt idealnego rozwiązania ci nie podał. Można i tak.

            Takie na przykład ;) Jeśli ktoś dociekliwość odbiera jako skupianie się na złości, no to ja juz na jego kompleksy nie poradzę ;)

            > Zgadzam się w 100 %. Psycholog to tez człowiek i ma prawo się mylić. Ale nie ma
            > innej metody walki z uzależnieniem niż terapia.

            A kto to neguje? I czy zgoda na terapię musi być jednocześnie zgodą na przypadkowego konowała, który zamiast wyleczyć, zniszczy człowieka?

            > Wybacz, ale teraz to już przesadzasz. Oczekujesz, że ktoś na forum pomoże ci zn
            > aleźć dobrego terapeutę w najlepszym miejscu, czyli poprowadzi cię za rączkę do
            > najlepszego rozwiązania problemu.

            Tak, czytam tu jeden za drugim wpis: "szukam dobrego psychologa" i jakoś nikt się na to nie oburza. Zapytanie na forum to grzech? Podobnie na różnych forach pytam o doradzenie mi najlepszej pralki czy samochodu. Oczywiście, że sama potem z tym zrobię, co uznam za wskazane, ale konsultacja jest bardzo cenna. Nie wiem co zrobiłam złego o to pytając?

            > Podobnie myślisz o pracy terapeuty: powinien znaleźć to co najlepsze dla swojego
            > klienta(?), podopiecznego(?). A to błędne założenie.

            Tak? No to w takim razie po co terapeuta?

            > Terapeuta tylko podaje szereg możliwości i rozwiązań, z których jego
            > (niech będzie) podopieczny sam wybiera najlepsze dla siebie. O taka zwyczajna
            > próbka dorosłości: wybór i odpowiedzialność za konsekwencje wyboru.

            No to wystarczy poczytać książkę ze spisem metod. Pewnie jestem głupia, ale sądziłam, że rolą terapeuty jest również obserwacja reakcji "podopiecznego", badanie jego wrażliwości, wyciąganie z niego przeżyć i emocji, na podstawie których będzie "ustawiał" terapię. Jeśli ma to być wyłącznie podanie pewnych "gotowców" do wyboru, to ja się też nauczę ich na pamięć i będę terapeutą :P

            > Czy twojej koleżance terapeutka pozwoliła malować różnymi kolorami czy
            > udostępniła jej tylko czarny kolor np. ołówek, cienkopis?

            Był to ołówek marki "mercure" w drewnianej, niepomalowanej obudowie, a kartka była gramatury 88. No i może to jest powód, że koleżanka tak źle zareagowała? ;)

            • filetta Re: Psychoterapia 02.12.13, 18:27
              Masz rację, w poprzednim wątku żadnego konkretnego rozwiązania ci nie podałam. Napisałam ci tylko, jak ja to widzę.
              Co do reszty, musztarda po obiedzie.
              Pozdrawiam
    • kinkygirl Re: Psychoterapia 24.11.13, 14:48
      Czyli koleżanka zamiast powiedzieć, ze jej rysowanie nie odpowiada, albo zapytać co ma to na celu - obraziła sie i wyszła.
      Smutne.
      Moze kiedy następnym razem koleżanka zacznie wyrzekać na terapeutów, zamiast jej przytakiwali porozmawiajcie o alternatywnych metodach reagowania niż trzaskanie drzwiami.
      Gdyby koleżanka powiedziała terapeutce jak sie poczuła - ta interakcja miałaby inne zakończenie.

      A tak zupełnie poza tym, nie ma nic dziwnego w tym ze czyjś styl moze nie odpowiadać koleżance. po to jest pierwsze spotkanie, żeby sie zdecydować czy to jest właściwa osoba.
      • aqua48 Re: Psychoterapia 24.11.13, 16:45
        Cóż, koleżanka pokazała psychoterapeutce jak reaguje na sytuację powodującą jej stres lub frustrację. To też dużo znaczy i jest pomocne w postawieniu właściwej diagnozy i znalezieniu środków pomocy. Warto aby koleżanka wróciła na terapię zamiast trwać w poczuciu obrażonej godności.
        • alagas Re: Psychoterapia 24.11.13, 19:31
          aqua48 napisała:
          > Warto aby koleżanka wróciła na terapię zamiast trwać w poczuciu obrażonej godności.

          To nie chodzi o urażoną godność. Ona po prostu straciła zaufanie, bo uznała, że ją potraktowano niepoważnie. Te określenia o trzaskaniu drzwiami tez proszę potraktować umownie. Nie byłam przy tym, nie wypytywałam o szczegóły, być może drzwiami nie trzaskała, być może po prostu grzecznie podziękowała, ale z pewnością nie ma ochoty do tego wracać. Może poszuka pomocy gdzie indziej, ale raczej przestała wierzyć w sens takiego rozwiązania.
          Myślę, że w ogóle w naszym społeczeństwie jest bardzo mała wiara w skuteczność psychoterapii. To nie USA, gdzie chodzenie do terapeuty jest normą. Dlatego moim zdaniem ważne jest, żeby ludzi nie utwierdzać w tym przekonaniu. A nietrafione zachowania terapeutów właśnie tak działają. Wielu ludzi idzie na takie spotkanie już z dużą nieufnością, czemu się więc dziwić, że każde zachowanie, które wydaje im się sztuczne, przesadzone, traktują jak potwierdzenie tych obaw. "To dobre dla wariatów" - mówią.
          Co do współpracy... oczywiście, że jest potrzebna. I właśnie ten krok został wykonany ze strony chorej. Poszła i... zawiodła swoje oczekiwania. Ja zdaję sobie sprawę, że takie metody są skuteczne. Ale może nie na dzień dobry, bez słowa wyjaśnienia, z teatralną emfazą. Może należało najpierw chwilę porozmawiać, może nawet powypytywac o szczegóły, a potem dopiero zacząć te ćwiczenia, może z jakimś wyjaśnieniem? Jak dorosłej, inteligentnej osobie, a nie bezwolnemu dziecku. Staram się wejśc w jej skórę i myślę, że ja też poczułabym się głupio w takiej sytuacji.
          Pewnie nie mam racji. Ja i moja znajoma. Pewnie zaraz mi udowodnicie, że jestem głupia, a w dodatku uparta. OK. Chcialam Wam tylko uzmysłowić, jak odbiera takie metody tzw. "przeciętniak". A chyba nie chodzi o to, żeby z dobrodziejstw psychoterapii korzystało tylko wąskie grono "wybrańców"?
          • verdana Re: Psychoterapia 24.11.13, 19:58
            Bo ona nie potrzebowała psychologa, tylko kogoś, kto by jej dał rady - raczej przyjaciółki. Psycholog nie jest od dawania rad, tylko ludzie z tego sobie nie zdają sprawy.
            Została potraktowana fachowo i poważnie, a paradoksalnie - nie była jej wcale potrzebna fachowa pomoc, tylko niefachowe współczucie i zapewnienie, ze będzie dobrze, jeśli zrobi to i to.
            • differentview Re: Psychoterapia 24.11.13, 20:10
              verdana napisała:

              > Bo ona nie potrzebowała psychologa, tylko kogoś, kto by jej dał rady - raczej p
              > rzyjaciółki. Psycholog nie jest od dawania rad, tylko ludzie z tego sobie nie z
              > dają sprawy.
              > Została potraktowana fachowo i poważnie, a paradoksalnie - nie była jej wcale p
              > otrzebna fachowa pomoc, tylko niefachowe współczucie i zapewnienie, ze będzie d
              > obrze, jeśli zrobi to i to.

              moze nie wspolczucie ale jednak rodzaj empatii wobec uczuc pacjenta jest jednak jakos wskazany i nie ma nic wspolnego z brakiem fachowosci; wydaje mi sie, ze malunki moga byc dobre w ramach terapii zajeciowej na ciezkich oddzialach psychotycznych ale nie koniecznie powinna to byc pierwsza interwencja psychoterapeuty wobec osoby chorej na nowotwor; z drugiej strony ta osoba mogla inaczej zareagowac- powiedziec np ze nie ma ochoty w tym momencie rysowac
              • verdana Re: Psychoterapia 24.11.13, 20:17
                Nie. Rysunki mogą być bardzo pomocne. Choćby dlatego, by zobaczyć, czego pacjent boi się najbardziej. Nie ma to nic wspólnego z terapią zajęciową. Nie chodzi przecież o to, aby pacjent sobie porysował....
                • differentview Re: Psychoterapia 24.11.13, 20:42
                  verdana napisała:

                  > Nie. Rysunki mogą być bardzo pomocne. Choćby dlatego, by zobaczyć, czego pacjen
                  > t boi się najbardziej. Nie ma to nic wspólnego z terapią zajęciową. Nie chodzi
                  > przecież o to, aby pacjent sobie porysował....

                  prosze Cie, a czego niby pacjent chory onkologicznie moze sie bac? cierpienia i ewentualnej smierci plus jesli ma bliskich, dzieci- ze ich zostawi; tu nie trzeba niczego rysowac, bo to sa oczywistosci
                  • verdana Re: Psychoterapia 24.11.13, 22:32
                    Widać, że jednak niewiele rozumiesz...
                    Jedna osoba będzie się przede wszystkim obawiała, ze będzie zależna od innych, że ktoś będzie ją musiał pielęgnować i przewijać, dla innej największym dramatem może być to, ze mąż odejdzie do innej, atrakcyjniejszej, a jeszcze kto inny boi się najbardziej o to,że matka się załamie, albo że resztę życia spędzi w hospicjium. To nie o to przecież chodzi, że każdy wie, czego boja się wszyscy - chodzi o to, czego najbardziej boi się ta, konkretna osoba. I czy postrzega chorobę jako wroga z zewnątrz, czy siebie - jako samoniszczacy się organizm.
                    W ten sposób mozna równie dobrze powiedzieć "Po co jej w ogóle psycholog, przecież wiadomo, że jest chora, lepiej nie będzie, boi się i ma czego, do widzenia".
                    • kama265 Re: Psychoterapia 03.12.13, 11:41
                      A ja myślę, że kto jak kto, ale psycholog powinien umieć ocenić sytuację i osobie w takim stanie emocjonalnym (płacz, durze wzburzenie itp.) nie proponować na razie tego narzędzia. Powinien być na tyle empatyczny, żeby zrozumieć potrzeby pacjentki. Zgoda, to nie jest przyjaciółka, ale taki brak zrozumienia - nie wierzę, że nie poczułybyście, jakbyście zderzyły się ze ścianą.
                      Chodziłam jakiś czas na terapię i nic mnie tak nie irytowało jak takie właśnie rysunki, totalna strata czasu dla mnie. I psycholog to uwzględniła i przestała mnie tym męczyć. Naprawdę, to nie jest jedyne i najlepsze narzędzie do dotarcia do sensu problemu. W terapii bardzo ważne jest, żeby pacjent czuł się rozumiany, bez swobody w kontaktach nikt się nie otworzy.
            • alagas Re: Psychoterapia 25.11.13, 10:11
              verdana napisała:

              > Została potraktowana fachowo i poważnie, a paradoksalnie - nie była jej wcale
              > potrzebna fachowa pomoc, tylko niefachowe współczucie i zapewnienie, ze będzie
              > dobrze, jeśli zrobi to i to.

              Wytłumaczcie mi więc, proszę, gdzie jest ta granica pomiędzy potrzebą fachowej pomocy, a potrzebą duchowego wsparcia? Jak określić, czy człowiek ma zaburzenia wymagające terapii psychologicznej, czy po prostu chandrę? Jest to ważne również dla mnie, bo czasem, w czasie swoich długotrwałych stanów depresyjnych, mam ochotę zwrócić się właśnie o taką pomoc, gdy tymczasem może się okazać, że to błędne i jeszcze może odnieść negatywny skutek, jak w opisywanym przeze mnie przypadku.
              • pade Re: Psychoterapia 25.11.13, 11:15
                To nie pacjent czy klient decyduje, tylko terapeuta lub psycholog. Na początku są spotkania konsultacyjne, wtedy przedstawia się problem, zadaje pytania, określa cele ewentualnej terapii.

                W opisywanym przez Ciebie przypadku nie nastąpił żaden negatywny skutek. Koleżanka miała jakies wyobrażenia dotyczące spotkania, które się nie zrealizowały, przy jej pomocy zresztą.
                • alagas Re: Psychoterapia 25.11.13, 12:21
                  pade napisała:

                  > To nie pacjent czy klient decyduje, tylko terapeuta lub psycholog. Na początku
                  > są spotkania konsultacyjne, wtedy przedstawia się problem, zadaje pytania, okre
                  > śla cele ewentualnej terapii.

                  Wybaczcie, ale teraz to już nic nie rozumiem. Najpierw piszecie, że terapeuta tylko pokazuje możliwości, a do pacjenta należy decyzja, a teraz że to nie on, ale terapeuta...
                  • idoli Re: Psychoterapia 25.11.13, 13:33
                    Pacjent decyduje w tym sensie, że jeśli nie zechce chodzić na terapię, to nikt go przecież nie zmusi.
                    Ja się spotkałam z tym, że tak jak pisze Pade, pierwsze spotkanie było rodzajem konsultacji. Po wstępnym przedstawieniu sytuacji psycholożka stwierdziła, że widzi tu pewien problem i jej zdaniem terapia jest wskazana. Do pacjenta należy decyzja tak czy nie.
                    Twoja przyjaciółka chyba faktycznie nie dała przede wszystkim sobie szansy na otrzymanie pomocy.
                    Psychologowie są różni. Moja przyjaciółka chodziła i gorąco polecała psycholożkę, która w terapię wkładała masę treści religijnych. Gorliwa wiara = lżej w życiu, głęboki sens itp. Mi by to kompletnie nie odpowiadało a ona wyszła "uleczona" i pogodzona z tym co jest.
              • nammkha Re: Psychoterapia 25.11.13, 12:41
                Dla mnie zachowanie twojej koleżanki było bardzo nierozsądne.
                Szczerze, to zachowała się jak małe dziecko. Czyli tak się wkurzyła, że całkowicie straciła kontrolę nad emocjami i od razu skreśliła terapeutę. Właściwie dla mnie to wygląda na to, że Twoja koleżanka właściwie nie chciała pomocy terapeuty. Chciała może udowodnić sobie, że może ona coś zrobi, ale to i tak nic nie zmieni i właściwie tak się stało. A jak sobie wyobrażę, że ona tak reaguje w innych sytuacjach i przy innych osobach to aż się włos na głowie jeży, że ona może w ten sposób traktować męża czy syna. Czyli koleżanka stwierdziła, że terapeuta nie traktuje jej poważnie, bo każe jej rysować.. i po prostu wyszła. Dorosły człowiek nawet jeśli by mu się to nie spodobało dopytałby po co to, czy tylko takimi metodami ta terapeutka pracuje, itp. Poza tym nie da się ocenić tak szybko, tego czy terapia daje efekty. Przydałoby się przynajmniej kilka spotkań.

                Co do Ciebie. Mam wrażenie, że chciałabyś sobie pomóc, że ta terapia Cię jakoś pociąga, ale jednocześnie boisz się, że ktoś cię oszuka itp. Wiadomo, że najlepiej nie wybierać terapeuty na oślep. Najlepiej trochę poczytaj o metodach, poszukaj informacji w internecie a potem decyduj gdzie się umawiać.
                • alagas Re: Psychoterapia 25.11.13, 13:03
                  nammkha napisała:

                  > Dla mnie zachowanie twojej koleżanki było bardzo nierozsądne.

                  Masz rację. Tylko trzeba też rozumieć, ze ludzie do psychoterapeuty nie przychodzą bardzo często w sytuacjach ekstremalnych, kiedy ich psychika jest na najwyższych obrotach i często jej nie potrafią kontrolować. Gdyby byli w pełni opanowani, trzeźwo myślący i analizujący, to być może nie potrzebowaliby pomocy, bo poradziliby sobie sami.

                  > Co do Ciebie. Mam wrażenie, że chciałabyś sobie pomóc, że ta terapia Cię jakoś
                  > pociąga, ale jednocześnie boisz się, że ktoś cię oszuka itp.

                  Dokładnie tak. Może nie oszuka, ale nie zrozumie w czym mój problem, pójdzie utartymi ścieżkami myślowymi. Najlepiej to widać w dyskusjach na tym forum. Kiedy zarzuca mi się zachowania, które dalekie są od prawdziwych moich intencji
                  • paris-texas-warsaw Re: Psychoterapia 26.11.13, 19:12
                    Nie wiem, czy do konca rozumiem Twoje dylematy związane z chęcia i obawami zwrócenia się o pomoc/poradę do specjalisty psychologa/psychoterapeuty, ale napisze jak ja to widzę.

                    Jesli chodzi o Twoje pytanie z przedostatniego posta, to chyba chodziło o to, że "decyduje terapeuta", czyli po jakimś rozeznaniu w temacie problemu pacjenta, terapeuta dopiero może się wypowiedzieć, czy jest w stanie pomóc.
                    Np. pacjentka chce, żeby pomóc jej odzyskać męża, który odszedł do innej kobiety. Po paru spotkaniach terapeuta orientuje się, że chodzi o podpowiedzenie pacjentce "tricków" jak to zrobić i odmawia, bo w sumie nie ma pojęcia jak to zrobić, a nie jest to tez działanie, w gestii terapeuty. Ale jeśli po paru spotkaniach pacjent z terapeutą będą w stanie wspólnie określić cel terapii jako np. panowanie nad emocjami, niwelowanie lęku przed odrzuceniem, zrozumienie przyczyn i eliminację jakichś lęków pacjentki, które na tyle zatruły jej życie małżenskie, że mąż nie wytrzymał i odszedł i pacjentka ma nadzieję, że to jej w życiu pomoże, a może i mąż wróci, to już szybciej terapeuta zgodzi się prowadzić taką terapię.
                    Poza tym nie każdy terapeuta zajmuje się wszystkimi rodzajami problemów, mają jakieś swoje "koniki", w czymś się specjalizują, jedni sa bardziej inni mniej doświadczeni i mogą czuć, że jakiś temat ich "przerasta" i wtedy się nie podejmą. Tak jak nie każdy lekarz chirurg każdej operacji się podejmie.
                    • paris-texas-warsaw Re: Psychoterapia 26.11.13, 19:25
                      Dodatkowo ja rozumiem tak prosto inne role (w odniesieniu do pacjenta, nie chodzi o działaność naukową) psychologa i psychoterapeuty:
                      1) psycholog - pokaże jak działają pewne mechanizmy, podpowie co zrobić, jak zmienić pewne zachowania, żeby odnieść korzyść. Oczywiście może się mylić, bo tych "podejść" psychologicznych do każdego tematu jest multum i zmieniają się w czasie. Psycholog pomoże wg mnie w takich problemach, przy których pacjent jest w stanie bez większego trudu zmienić swoje zachowanie.
                      Np. Ktoś chce, żeby już nie kłócić się z dzieckiem. Psycholog przedstawi, jak zachowują się dzieci w danym przedziale wiekowym i jak można się do nich zwracać, żeby to było skuteczne - odwołując się do ich doświadczen, uczuć, używając ich prostego języka, etc.
                      2) psychoterapeuta - może pomóc w problemach, w których pacjent nie jest w stanie zachować się dla niego "korzystnie" mimo, że by mu się to wytłumaczyło. Np. agresywny rodzic mimo, że wiedziałby, że to nie przynosi korzyści ani jemu ani dziecku, nie umie zapanować nad złością i bije dziecko. Może wtedy by trzeba zastanowić się nad głębszymi przyczynami tej agresji, jej historii, jej odreagowania, etc. To już pewnie zależy od szkół terapeutycznych.

                      Wydaje mi się, że nie ma się obawiać, że terapeuta nie zrozumie Twojego problemu, bo ja to widzę tak, że to pacjent ma ten problem zrozumieć:) Czasem pacjentom wydaje się chyba, że rozumieją, a to nie do konca potem się tak okazuje. Ja nigdy nie uczestniczyłam w psychoterapii, w której miałabym powiedziane co robić, bo to przecież moja decyzja. Psychoeterapia m.in. ma nauczyć, że jest się panem własnego życia i od naszych decyzji zależy, co się w nim dzieje. To zupełnie coś innego niż pisanie tu na forum i dostawanie rad np. od Paris:)))), która sobie pisze co jej w duszy zagra. Każdy sam musi sobie własną "radę" wypracować i znaleźć siłę by ją w życiu zastosować.

                      Nie wiem, czy jasno piszę, nawet nie wiem, czy to jest tak jak piszę. Ale jeśli Cię ciągnie by zasięgnąć takiej profesjonalnej pomocy, to możesz spróbować. To nie są hipnozy, gdzie się traci kontrolę nad swoim życiem i robi, co jakiś tam obcy człowiek wymyśli.
                      • charlottesometimes1 Re: Psychoterapia 26.11.13, 19:56
                        Jedyne co byłoby dla mnie dyskusyjne w pracy tego terapeuty to zbyt szybkie zastosowanie jakiejś techniki (tu rysunku) przed diagnozą pacjentki i jej potrzeb. Ale sam rysunek jak najbardziej ok. Terapia to nie tylko rozmowa. Podejrzewam, że rysunek mógł być wstępem do pracy z metaforą. A jeśli koleżanka oczekiwała porady, to nie na psychoterapię powinna się udać, tylko po poradę psychologiczną.
                        • alagas Re: Psychoterapia 27.11.13, 15:46
                          charlottesometimes1 napisała:

                          > Jedyne co byłoby dla mnie dyskusyjne w pracy tego terapeuty to zbyt szybkie za
                          > stosowanie jakiejś techniki (tu rysunku) przed diagnozą pacjentki i jej potrzeb
                          > . Ale sam rysunek jak najbardziej ok.

                          Nie mówię, że nie jest OK. Wiem, że takie metody się stosuje. Ale w tym wypadku kompletnie nie wyczuł pacjentki. Dlatego użyłam tego porównania zastosowania aspiryny na ból brzucha. Aspiryna pomaga, ale nie na ten rodzaj bólu. A eksperymentowanie na żywym organizmie może się źle skończyć. W tym wypadku tak właśnie się stało.

                          > A jeśli koleżanka oczekiwała porady, to nie na psychoterapię powinna się udać,
                          > tylko po poradę psychologiczną.

                          A to ja się nie znam. Nie rozróżniam. Może tak było? Powiedziała mi: "poszłam do psychologa".
                          • dniuy Re: Psychoterapia 27.11.13, 20:43
                            > Nie mówię, że nie jest OK. Wiem, że takie metody się stosuje. Ale w tym wypadku
                            > kompletnie nie wyczuł pacjentki.


                            Psycholog nie jest od tego by skakać lub chodzić na paluszkach koło pacjentki by raczyła chcieć się leczyć.. To jej ma zależeć na swoim "wyzdrowieniu" i mając dostęp do lekarza starać się z niego i jego metod jak najwięcej dla siebie wziąć.
                            Twoja znajoma zachowała się tak, jakby poszła do internisty, powiedziała mu że na pewno ma zapalenie płuc więc chce dostać atybiotyk, a gdy lekarz powiedział "to zmierzmy na początek ciśnienie" - to znajoma oburzona się zrywa i wychodzi twierdząc że ją lekarz ignoruje..
                            Jak znajoma nie chce się poddać leczeniu bo "wie lepiej co jej jest" to po co chodzi do lekarza?
                            Po pigułki do psychiatry, po ulanie frustracji i usłyszenie "ojej jakaś biedna" do koleżanki, po zmianę swojego podejścia/nastawienia na terapię.

                            Podejście "ja mam problemy więc ty masz mnie wyleczyć bez żadnego wysiłku z mojej strony" jest z góry skazane na porażkę.



                    • alagas Re: Psychoterapia 27.11.13, 15:41
                      Dziękuję za rzeczowe i pomocne wyjaśnienia. Nareszcie coś konkretnego i przemyślanego, a nie tylko nagonka na mnie, że wydziwiam.

                      Nigdy nie miałam bliższej styczności z psychologią, psychoterapią (nawet, jak widzisz, mylę to), ale tak sobie to wyobrażam. I pewnie wielu laików tak sobie to wyobraża. Że przychodzisz do psychologa z problemem, opowiadasz ze swojego punktu widzenia, a on, jako fachowiec, spogląda na to obiektywnie, dopytuje, doszukuje się przyczyn, stawia diagnozę. No i po postawieniu takiej diagnozy proponuje leczenie. Oczywiście leczenie może być różne - farmakologiczne, ale przede wszystkim uświadamiające problem i wskazujące co robić, żeby go niwelować. Oczywiste jest, że od chorego zależy czy będzie leczenie podejmował. Tabletek też po prostu może nie zjadać, prawda? Ale to, co powinien i jak robić, to chyba już decyzja lekarza? A nie na zasadzie: możesz sobie robić to, albo to, albo to i sam sobie wybierasz co chcesz?
                      Dlatego napisałam, że pacjent przychodząc do psychologa, oczekuje diagnozy i terapii. I że jest niebezpieczeństwo, że diagnoza i terapia może być nietrafiona. Jak słusznie zauważyłaś, psychologowie też mają specjalizacje. Dlatego dopytywałam gdzie najlepiej się wybrać. I zostałam osądzona, że kręcę, bo tak naprawdę nie chcę leczenia. Może trzeba coś wcześniej poczytać, zeby sobie uświadomić problem? Znowu oskarżenie, że kręcę, bo nie chcę. Dlatego zrobiło mi się smutno. Chciałam dobrze, a wyszło... ;(

                      Dlatego dziękuję Ci za te wpisy, nareszcie ktoś potraktował mnie poważnie.
                  • kama265 Re: Psychoterapia 03.12.13, 11:43
                    bardzo dobrze Cię rozumiem
    • molly_wither Re: Psychoterapia 26.11.13, 19:58
      No, i wyszlo na moje. Naprodukowalo sie "psychoterapeotow" i musza teraz z czegos zyc.
      A ja sobie zaczelam popijac melise z dziurawcem i od razu lepiej! I taniej:)
      • paris-texas-warsaw Re: Psychoterapia 26.11.13, 20:06
        MOLLY< ja wiem, kim TY jesteś! Ty jesteś matką Sorviny;)!!! Albo jej alter ego przynajmniej;)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Psychoterapia 28.11.13, 03:03
      Z różnych, niezależnie prowadzonych badań, wynika że to co leczy w psychoterapii to relacja. Metoda psychoterapii zajmuje ok. 15% skali skuteczności leczenia, relacja ok.40 - 46 %.
      Relacja , jak wiadomo, to dwie zaangażowane strony: terapeuta i pacjent.
      Jasne jest, że to terapeuta ma większą odpowiedzialność za tok relacji, bo ma wiedzę i narzędzia. Ale to nie oznacza, że pacjent jest zwolniony z tej odpowiedzialności.
      Zatem wyjście z gabinetu i zamknięcie drzwi, to zerwanie wczesnej relacji. Na takim zachowaniu nie da się wybudować relacji czy podjąć próby jej wybudowania. A co dopiero mówić o uldze w cierpieniu.
      Z tej perspektywy, zachowania Pani przyjaciółki, nie sprzyjało nawiązaniu relacji.
      Nie myślę, żeby propozycja terapeutki uchybiła sztuce psychoterapii. To była profesjonalna propozycja w jakieś metodzie pracy terapeutycznej. To , że nie trafiła w potrzeby pacjentki jej nie dewaluuje. A co za tym idzie, nie dewaluuje psychoterapii jako metody profesjonalnej pomocy.
      Być może pacjentka nie była gotowa na taką reakcję terapeutyczną, chciała czegoś innego, poczuła się potraktowana infantylnie. Ale o tym można rozmawiać z terapeutą. Ujawniać swoje potrzeby i uczucia.
      To nie oznacza w żadnym razie bezwolnego i bezwarunkowego poddania się działaniom budzącym wątpliwości, nawet te subiektywne.
      Pacjent ma prawo do nich, ale warto je ugłaśniać. A nuż te wątpliwości okażą się pomocne w drodze do skutecznej psychoterapii.
      Natomiast samych wątpliwości czy też jednorazowego i jednostkowego rozczarowania, nie należy rozciągać na psychoterapię w ogóle, jako wyłącznie nadużywającą metodę. To jest przesada. Dlaczego większą wartość, w ocenie psychterapii jako metody pomagania, mają mieć przypadki nieudane niż sukcesy ? Nie ma idealnych rozwiązań. Pacjenci też muszą wziąć na siebie swoją część odpowiedzialności za relację jak się wytworzy. Nawet ci najbardziej potrzebujący. Trzeba też pamiętać, że relacja terapeutyczna nie będzie nigdy symetryczna. Z tej asymetrii wynikają określone skutki terapeutyczne.
      Warto, a nawet trzeba , sprawdzać i weryfikować terapeutów. To podstawowe prawo pacjentów. Ale ono nie oznacza "samowoli".
      Dlatego , rozumiejąc Pani przyjaciółkę , jednocześnie przeciwstawiam się zastosowanej przez nią metodzie wyjścia z terapii oraz rozciągania własnego doświadczenia na całość tego rodzaju pomocy i czynienia z niej hochsztaplerskiej metody, podszytej naciągactwem. To jest absolutnie niesprawiedliwe dla metody. Agnieszka Iwaszkiewicz



      • differentview Re: Psychoterapia 28.11.13, 09:22
        > Nie myślę, żeby propozycja terapeutki uchybiła sztuce psychoterapii. To była pr
        > ofesjonalna propozycja w jakieś metodzie pracy terapeutycznej. To , że nie traf
        > iła w potrzeby pacjentki jej nie dewaluuje. A co za tym idzie, nie dewaluuje p
        > sychoterapii jako metody profesjonalnej pomocy.

        a ja mysle, ze ta propozycja uchybila- nie psychoterapii ogolnie ale tej konkretnej terapeutce; jesli pisze Pani, ze najwazniejsza jest relacja, ze nie jest ona symetryczna i wiekszy ciezar spoczywa na terapeucie- to ciekawi mnie jak Pani widzi role milczenia i propozycje rysunkow w budowaniu jakiejkolwiek relacji? pozniej, na kolejnych sesjach- OK, po zakomunikowaniu pacjentce, ze rozumiem jej stan, ze widze jak bardzo jest jej ciezko, za to co przezywa jest wyjatkowo trudne etc, etc ( wystarczy sobie wyobrazic, ze role sie odwracaja- to ja, jako terapeutka mam nawrot zlosliwego nowotworu, na domiar zlego mam problemy z synem, moja psychika jest w rozsypce- wtedy moim zdaniem od razu łatwiej poczuc- jakie prowadzenie rozmowy mogloby byc pomocne- poprzez zwykla empatie); a tu zadnej empatii nie bylo i skoro relacja jest najwazniejsza to byl blad w sztuce moim zdaniem
        sama w innym watku o komunikacji malzenskiej pisala Pani o tym jak wazne jest uznanie uczuc drugiej osoby i wysylanie komunikatow typu- wiem, ze czujesz to i to i wiem, ze jest Ci ciezko- chyba w terapii, szczegolnie na wstepie to tez sa pomocne komunikaty?
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Psychoterapia 29.11.13, 07:25
          Wszystko to prawda co Pani napisała, "differetview", ale metoda posługiwania sie rysunkiem w psychoterapii jest właśnie pretekstem do wyjawiania uczuć. Różną też drogą się do tego dochodzi. Pacjentka/klientka z przedstawinego opisu nie dała szansy terapeutce na zbadanie wspólne uczuć, czując sie już na wstępie urażona czy niezrozumiana czy niezadowolona.
          Oczywiście pacjenci mają prawo do takich przeżyć i do weryfikacji psychoterapeuty i jego metody. Tyle, że nie od razu takie uczucia powinny dyskwalifikować psychoterapię i podważać całą metodę lub tę konkretną opisną w wątku.
          Rysunek i wspólne omawianie go zawiązuje relacje, którą można potem wykorzystać do dalszej pracy. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • differentview Re: Psychoterapia 29.11.13, 09:54
            agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

            > Pacjentka/klientka z przedstawinego opisu nie dała szansy terapeutce na zbadanie wspólne > uczuć, czując sie już na wstępie urażona czy niezrozumiana czy niezadowolona.

            dziekuje p. Agnieszko za wyjasnienie; mysle dokladnie odwrotnie- to terapeutka jako osoba, ktora nie byla w danym momencie w silnym stresie i w tak dramatycznej sytuacji zyciowej powinna stworzyc atmosfere zrozumienia wobec uczuc pacjentki i to terapeutka nie dala szansy tej pacjentce na wspolne badanie uczuc; ja na miejscu tej pacjentki rowniez poczulabym sie niezrozumiana- nie dlatego, ze propozycja rysunku jest z gruntu zla ale dlatego, ze nie poprzedzilo jej zadne wyjasnienie czemu to ma sluzyc a przede wszystkim milczenie wobec zaufania jakim obdarzyla pacjentka ta terapeutke jest co najmniej konsternujace; szczegolnie w kontekscie tego o czym Pani pisala- ze techniki sa drugorzedne a najwazniejszym czynnikiem skutecznosci jest relacja



            • kama265 Re: Psychoterapia 03.12.13, 11:49
              100/100
              pacjentka po prostu poczuła się totalnie zlekceważona, ja doskonale wiem, ile musiałam ze sobą walczyć, żeby iść do obcej osoby i przed nią "wywalać bebechy". A tu taka reakcja na mój wysiłek i szczerość. No jakby mnie ktoś zimną wodą oblał.
              Uważam, że właśnie na psychoterapeucie spoczywa odpowiedzialność stworzenia odpowiedniej atmosfery dla terapii. Ja odpwbrałąbym taką terapeutkę jako osobę oschłą i zimną, która będzie nie oceniać. A nie po ocenę się chodzi na terapię, a po pomoc.
          • alagas Re: Psychoterapia 30.11.13, 14:16
            agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

            > ale metoda posługiwania sie rysunkiem w psychoterapii jest właśnie pretekstem do
            > wyjawiania uczuć.

            Czy pacjentka niedostatecznie wyjawiła swoje uczucia gadając przez pół godziny, płacząc, skarżąc się? Ja rozumiem, że przez rysunek wyławia się utajone emocje, w sytuacjach, kiedy człowiek nie potrafi się otworzyć. Moim zdaniem pacjentka otworzyła się aż zanadto.

            Ja absolutnie nie podważam zasadności tej metody, ale jak już wcześniej to było wielokrotnie napisane: nie bez słowa wytłumaczenia, nie na samym początku kontaktów z psychologiem.
            I jak już też napisałam: w społeczeństwie jest duży opór przed korzystaniem z porad psychologów (zaznaczam, że ja tak nie uważam), tym bardziej psychologowie powinni dbać o nawiązywanie dobrej więzi. Dopiero po zdobyciu zaufania można stosować naukowe, czasem neizrozumiałe dla pacjenta, metody. Jeśli pacjent przełamuje jakieś swoje bariery, udaje się do psychologa i zawodzi się w swoich oczekiwaniach, to bardzo trudno potem te relacje odbudować.

            Niestety, moja znajoma nie będzie miała już szansy na kolejną próbę, bo wczoraj właśnie zmarła :(
            • notting_hill Re: Psychoterapia 30.11.13, 15:30
              Przykro, że Twoja znajoma zmarła.

              Jednak muszę się tu wtrącić w tę dyskusję, bo nie dotykacie ważnej sprawy. Wydaje mi się, że cała sytuacja wynika z faktu, że idąc do psychologa większość ludzi traktuje to coś pomiędzy lekarzem, a wygadaniem się przyjaciółce i z urazą przyjmuje fakt, że dla kogoś jest tylko przypadkiem. Zresztą istnieje przecież oficjalnie uznane zjawisko przeniesienia w terapii. Ewentualne wsparcie i empatia jest u psychologów rodzajem maski (bo chyba jest, inaczej by oszaleli), a niektórzy nie "grają" tego dość przekonywująco.
              Wiem co mówię, miałam styczność z wieloma różnymi osobami oferującymi psychoterapię. Dopiero ostatnio trafiłam po latach na terapeutkę, zresztą tu polacaną, która utrzymuje właściwe proporcje między dystansem a empatią. Większość terapeutów jednak nie wchodzi w żadną relację z pacjentem, jakby bojąc się tego, woli utrzymywać "chłodny" dystans, chyba usłyszeli, że tak można chronić siebie, czy coś.
              Jak ktoś chce zobaczyć na czym polega naprawdę dobrze prowadzona terapia, niech obejrzy sobie "Bez tajemnic" albo jeszcze lepiej: oryginalne 'In Treatment". Tam to wszystko widać jak na dłoni- relacje pacjenta z terapeutą, problemy samego terapeuty, ich wzajemne relacje... I o co chodzi w tym dylemacie zaangażowanie vs dystans, szczególnie dobrze to widać w wątku chorej na raka dziewczyny w II sezonie. Wiem, to tylko serial, ale na wiele pytań które tutaj padły też daje ważne odpowiedzi.
              • differentview Re: Psychoterapia 30.11.13, 22:42
                znam serial Bez tajemnic- terapeuta wydaje sie byc zaangazowany i empatyczny choc malo skuteczny;) i mysle, ze niestety masz racje- empatia w przypadku wielu psychoterapeutow to kompletna fikcja ewentualnie dobrze wyuczona rola; wydaje sie, ze kompletny laik zachowalby sie bardziej adekwatnie w sytuacji kontaktu z osoba w dramatycznej sytuacji zyciowej niz terapeuta ze swoimi technikami pozbawiony elementarnej wrazliwosci na cierpienie drugiego czlowieka
              • alagas Re: Psychoterapia 01.12.13, 14:20
                notting_hill napisała:

                > idąc do psychologa większość ludzi traktuje to coś pomiędzy lekarzem, a wygadaniem
                > się przyjaciółce i z urazą przyjmuje fakt, że dla kogoś jest tylko przypadkiem.

                Ale czy tak powinno być? Czy dla psychologa, ale również dla lekarza, pacjent może być TYLKO PRZYPADKIEM? Tak, wielu lekarzy tak ma, wiem, muszą bronić swoją psychikę, żeby nie zwariować od nadmiaru nieszczęść. Ale jest też coś takiego jak "zawody powołaniowe". Właśnie lekarz, nauczyciel, ksiądz. Mówi się, że to nie jest kwestia "odbębnienia" ośmiu godzin, ale jakaś ludzka powinność. A wiele osób, decydując się na taki zawód, o tym zapomina. Czy tak być powinno?
                Mnie się wydaje, że dla pacjenta, nawet maska, granie współczucia, to już coś więcej niż zimne stosowanie naukowych schematów.
                • notting_hill Re: Psychoterapia 01.12.13, 19:17
                  Nie wiem czy tak być powinno, ja tylko obserwuję jak jest.
                  A że temat jest trudny, świadczy o tym to, że jednak ludzie się tym zajmują i próbują oglądać na różne sposoby.
                  Tyle, że my tu mówimy, jak zrozumiałam, o tym jakie oczekiwania są ok, a jakich nie ma szans na spełnienie. Pytanie więc jest na ile terapeuta ma być empatyczny i "ludzki", a na ile ma mieć zawodowy dystans. I ja tu nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Bo jednak jeśli chcemy, żeby był "ludzki", to musimy wziąć pod uwagę i drugą stronę, czyli ile ja mogę sobie "ulać", żeby nie musieć brać pod uwagę uczuć terapeuty...Jednak wolałabym czuć się zwolniona z dbania o uczucia terapeuty, dlatego liczę na jego zawodową umiejętność oddzielania swoich uczuć od tego co się dzieje w gabinecie. Stąd pewnie u mniej wprawnych i mniej doświadczonych ten efekt maski...
                  A w ogóle to w tych kwestiach polecam "Dar terapii. List otwarty do nowego pokolenia terapeutów i ich pacjentów" Yaloma, bardzo rozjaśnia te wszystkie kwestie, ale pozostawia też żal, że pewnie nie dane nam będzie nigdy podobnego terapeuty doświadczyć...
                  • differentview Re: Psychoterapia 01.12.13, 19:50
                    notting_hill napisała:

                    > Tyle, że my tu mówimy, jak zrozumiałam, o tym jakie oczekiwania są ok, a jakich
                    > nie ma szans na spełnienie. Pytanie więc jest na ile terapeuta ma być empatycz
                    > ny i "ludzki", a na ile ma mieć zawodowy dystans.

                    mysle, ze w odpowiednich proporcjach terapeuta musi miec i empatie i umiejetnosc patrzenia na pacjenta z dystansu zeby zauwazyc rozne mechanizmy jakie rzadza jego psychika; bez empatii mozna sie w ogole zastanowic czy terapeucie zalezy na ulzeniu w cierpieniu? bo niby po co? im dluzej pacjent bedzie w terapii tym wiecej kasy; dla odmiany bez dystansu i fachowosci terapeuta bedzie kims kto wczuwa sie, wspolczuje ale poza dorazna ulga nic konstruktywnego moze z tego nie wyniknac; jednak z dwojego zlego wg mnie lepszy sie wspolczujacy niefachowiec od bezdusznego fachowca, ktory sprawnie posluguje sie technikami a stan pacjenta ani go grzeje ani ziebi- ale moze sie myle;)
                    • alagas Re: Psychoterapia 02.12.13, 23:29
                      differentview napisała:

                      > z dwojego zlego wg mnie lepszy sie wspolczujacy niefachowiec od
                      > bezdusznego fachowca, ktory sprawnie posluguje sie technikami a stan pacjenta
                      > ani go grzeje ani ziebi- ale moze sie myle;)

                      No właśnie, czy to nie przypomina trochę zabiegu bez znieczulenia? No bo przecież jak nie ma znieczulenia, to lekarzowi jest łatwiej ocenić co się dzieje, bo widzi, w którym miejscu pacjenta boli bardziej, a w którym mniej. Kiedyś dentysta nie znieczulał podczas borowania, właśnie po to, żeby widzieć jak reaguje ząb. Teraz jednak i w stomatologii to się zmieniło. ;)

                      I ja nie wymagam, żeby psycholog przeżywał ze mną problemy, martwił się o mnie, współczuł. Ale żeby pochylał się nad moim problemem, próbował zrozumieć moje uczucia, a nie traktował bezosobowo.
                      • filetta Re: Psychoterapia 03.12.13, 07:41
                        To już kwestia indywidualnych preferencji. Osobiście wolę empatycznego terapeutę i znieczulenie u dentysty.
    • amb25 Re: Psychoterapia 29.11.13, 08:04
      Ja tez nie mam najlepszego zdania o psychoterapeutach/psychologach i psychiatrach. Na pewno dobrzy gdzies sa, tylko trudno ich znalezc.
      Jako przyklad podam psychoterapie (psychoterapeuta polecony, podobno dobry) ktory najpierw wmawial mezowi borelioze, potem problemy z kregoslupem itp, potem z kolei stwierdzil, ze on nie widzi zadnych problemow psychologicznych. Po czym maz rzucil tabletki (bo wierzyl, ze psychoterapeuta ma racje a psychiatra sie myli, wiec po co brac tabletki, ktore nie pomagaly a mialy jedynie skutki uboczne) i w krotkim czasie wyladowal w szpitalu psychiatrycznym.
      Kolejny zabawny przyklad dr psychitarii ze specjalizacja w psychozach i licznymi publikacjami, znajomoscia kilku jezykow obcych. Z mezem dogadywali sie doskonale. Leczenie bylo prywatne. Wszystko bylo ok. dopoki nie przenieslismy sie do panstwowego. Panstwowy psychiatra poprosil o historie choroby od tego prywatnego. Prywatny powiedzial, ze nie ma bo on tego nie zapisuje (tylko dawkowanie lekow), bo ktos moglby nielegalnie wejsc w posiadanie tych papierow i zrobic z nich uzytek (np. sprzataczka moglaby je wyniesc i sprzedac komus, a potem ten ktos moglby byc santazowany)! A leczenie u niego trwalo ponad rok i wizyty czasem byly co najmniej raz w miesiacu. Rece mi opadly i o malo co nie peklam ze smiechu :)
      • paris-texas-warsaw Re: Psychoterapia 01.12.13, 00:58
        Alagasie,
        taki link - opracowanie dotyczace Twoich pytań odnośnie psychoterapii. Prostym językiem wyjaśnienie wiele zagadnień, w tym zakresu pomocy psychoterapeuty, jego kompetencji, rodzajów terapii, zaangażowania, umiejętności, technik wspomagajacych psychoterapię (w tym arteterapia), rozróżnienie psycholog-psychiatra-psychoterapeuta.

        www.psychotekst.pl/pdf/psychoterapia_po_ludzku_PSYCHOTEKST.pdf
    • tajuno Re: Psychoterapia 04.12.13, 10:30
      myslę że zarówno pacjentka jak i psycholog zachowali się adekwatnie

      Pacjentka wypierajac chorobę zareagowała wsciekłością na motywowanie do pracy nad akceptacji choroby przez psychologa. Przeniosła złość na niego i "zabiła go" jak nieskutecznie codziennie zabija myśl o swojej chorobie wypierając ją. Jej wściekłość, dyskomfort który czuła podczas sesji, wrogość do psychologa jest częścią jej problemu. Tak standardowo zachowują się osoby chore nieuleczalnie i straumatyzowane. Otoczenie dostaje od nich regularnie po tyłku. Nie ufają nikomu bo przecież "nikt nie wie jak się czują", są jednym wielkim cierpieniem...

      A psycholog robiła swoje - tak jak potrafiła. Zabrała się wg mnie bardzo profesjonalnie do pracy. Myślę że cokolwiek by zrobiła to i tak została by "zabita" bo trudno się cokolwiek innego spodziewać od kogoś kto codziennie mierzy się ze śmiercią własną i swojego dziecka...

      To klasyk. Nic niemówiący o psychologu, wiele o trudnościach osób przewlekle i nieuleczalnie chorych...
      • differentview Re: Psychoterapia 04.12.13, 11:19
        tajuno napisał(a):

        > A psycholog robiła swoje - tak jak potrafiła. Zabrała się wg mnie bardzo profes
        > jonalnie do pracy. Myślę że cokolwiek by zrobiła to i tak została by "zabita" b
        > o trudno się cokolwiek innego spodziewać od kogoś kto codziennie mierzy się ze
        > śmiercią własną i swojego dziecka...
        >
        > To klasyk. Nic niemówiący o psychologu, wiele o trudnościach osób przewlekle i
        > nieuleczalnie chorych...

        hehe, no co Ty nie powiesz! psycholog "profesjonalnie zabrala sie do motywowania akceptacji smiertelnej choroby przez pacjentke"? to czyni z psycholozki zupelnie wybitna jednostke, ktora problem akceptacji choroby, cierpienie i smierci ma w malym paluszku;))) wroze jej wielka kariere w hospicjum, marnuje sie w zwyklej przychodni; no i w hospicjum nie bedzie takich scen z trzaskaniem drzwiami i nie dawania szans jej metodom bo pacjenci uziemieni i proces akceptacji bedzie sprawniej przebiegal; w niektorych sytuacjach elementarna wrazliwosc i wyczucie kaza wazyc slowa i wlaczyc empatie
        i nie jest prawda, ze pacjentka by sie zachowala tak samo bez wzgledu na zachowanie terapeutki- wlasnie potwierdzenie przez terapeutke jej wyjatkowo trudnej sytuacji, wykazanie sie zrozumieniem i zyczliwoscia daloby jej ulge
        • igge Re: Psychoterapia 08.12.13, 18:58
          Mój psycholog na pierwszej wizycie dał mi zestaw pytań o osobowość do odpowiedzi tak/nie/nie wiem i potem próbował zadac kilka pytań ale go zagadałam niestety, trochę nie dałam dojść do słowa, jestem gadułą czasami a chciałam dać mu jak najwięcej info.
          W związku z tym, że nie udało mu się zadać pytań, które chciał zadać, a nasz czas wizyty, 50 minut się skończył, umówił się ze mną na kolejną wizytę, w trakcie której mimo, że początkowo celowo milczałam, żeby czegoś od niego się dowiedzieć i tak go w końcu ponownie zagadałam na śmierć. I on na koniec tej wizyty nieoczekiwanie powiedział, że za tydzień znowu mogę przyjść i jeśli chcę to możemy kontynuować rozmowę na terapii indywidualnej. A myślałam, że na terapię czeka się miesiącami, bo żeby umówić się z
          psychologiem po raz pierwszy czekałam rok niemal bo a to pani była chora, a to na urlopie, a to wzięła akurat dzień wolny w dzień mojej wyznaczonej wizyty i pocałowałam klamkę. Bez sensu tylko jeździłam na drugi koniec miasta, załatwiałam opiekę do dziecka, traciłam czas i przesuwałam inne zajęcia. nawet nie mogłam od razu się umówić bo drzwi głucho zamknięte, w rejestracji nie można i trzeba było jechać kolejny raz innego dnia umawiać się na kolejny chybiony termin. Cieszę się, że do tej psycholożki nie trafiłam.
          Zamiast do wiecznie nieobecnej pani spróbowałam się umówić nie do byle jakiego psychologa czyli do niej, tylko do takiego (w tej samej przychodni), co do którego miałam info, że jest bardzo dobry - i tu niespodzianka. Nie tylko znalazł termin, do którego się dopasowałam ale był w tym terminie w gabinecie i resztę znacie. Jest delikatny, taktowny, uprzejmy, słucha uważnie choć może wolałby on sam coś powiedziec, o coś zapytać. Jakby dał mi kartkę papieru i ołówek, najpierw nie wiedziałabym co i jak narysować ale przy jego pomocy na pewno coś tam wysmarowałabym ufając, że wie co robi. Na następną wizytę zabieram plaster do skaleczeń i zaklejam sobie buzię, tak kiedyś robiliśmy z dziećmi jak za dużo gadałam. Pomogło.
          • differentview Re: Psychoterapia 08.12.13, 19:16
            > Jakby dał mi kartkę papieru i ołówek, najpie
            > rw nie wiedziałabym co i jak narysować ale przy jego pomocy na pewno coś tam wy
            > smarowałabym ufając, że wie co robi.

            tak igge, to swietna metoda dla Ciebie; zabierz ze soba caly blok i pudelko kredek na nastepna wizyte; w ogole im wiecej Twoich postow czytam to dochodze do wniosku, ze niektorzy to maja szczescie zatrzymac sie mentalnie na poziomie przedszkola w swojej infantylnosci
            • pade Re: Psychoterapia 08.12.13, 20:05
              czemu miał służyć ten złośliwy komentarz?
            • igge Re: Psychoterapia 08.12.13, 21:32
              differenview, masz rację zabiorę też farby :)

              Oczywiście, że osobie umierającej na raka, nawet od terapeuty należy się współczucie i takt, delikatność, zrozumienie - jak psu micha. I w tym konkretnym przypadku psychoonkolog powinien poprzedzić wyjęcie tej nieszczęsnej kartki jakimś ciepłym, serdecznym słowem i zapytaniem czy mógłby zacząć spotkanie od narysowania czegoś przez pacjentkę bo jest to ważne i potrzebne w takim a takim celu, żeby jej pomóc. I ona mogłaby się wtedy ewentualnie nie zgodzić na takie zadanie. Lub wręcz otwarcie stwierdzić, że takie metody podważają jej zaufanie co do kompetencji terapeuty.
              Jak mój psycholog wyciągnie blok i kredki to, po Twojej difefferentview wypowiedzi, wybuchnę chyba śmiechem, w każdym razie nie będę zaskoczona :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka