zmeczonadogranic1988
17.04.14, 18:19
Co robić?
zmeczonadogranic1988 17.04.14, 18:08
Hej. Mam duży problem życiowy i nie mam z kim o tym pogadać. :(. Mam prawie 26 lat, skończone studia, niezła prace (choć smieciowa umowa), pasje. Mam tez faceta. Tego samego od 5 lat. I z nim mam problem. Facet tez po studiach, pracuje w wolnym zawodzie, ma szanse na duża karierę. Prace dostał po znajomosci- tata mu pomógł ale kuz widać ze sobie radzi i zrobi karierę. Ja pochodzę z małego miasta, do tego przyjechałam na studia i zostałam. Wynajmuje z koleżanka mieszkanie. On jest rdzennym mieszkańcem tego dużego miasta, pochodzi z zamożnej rodziny, wciąż mieszka z rodzicami w ich willi (ma tam wydzielone dwa pokoje z łazienka), ma samochod do dyspozycji, ich gosposia mu sprząta, pierze, prasuje, je z nimi posiłki, kupują mu ubrania, sprzęt sportowy, jeździ z nimi na wypasione wakacje etc. Ze mną spotyka sie czasem wieczorem w tygodniu - nie za czesto bo ja mam swoje zajęcia, on dodatkowo jeździ na tenis czy kosza z kolegami. W weekendy spotykamy sie z reguły w sobotę wieczorem albo w niedziele, czasem u mnie nocuje. Tez nie w każdy weekend bo ja jeżdzę do rodziców a on czesto ma plany ze swoją rodzina - wyjeżdżają na weekendy, etc. On swoją pensje wydaje wyłącznie na przyjemności, paliwo i telefon, ja muszę za swoją sie utrzymać. On zapewnia, ze mnie kocha i wiąże ze mną swoją przyszłość. Jednak nawet na wakacje jeździ z nimi. Teraz on szuka mieszkania - rodzice chcą zeby sie usamodzielnił i kupują mu lokal i wyznaczyli kwotę jaka na to mieszkanie przeznacza. On chce w centrum, w najlepszej, zabawowej okolicy, wiec będzie to małe, kawalerskie mieszkanko dla jednej osoby. O wspólnym mieszkaniu nie wspomina. Ja chciałabym juz stabilizacji jakiejś, choćby zaręczyn, jakiejś, nawet odległej, dart ślubu, wspólnego życia. Moi rodzice tez powoli zaczynaja pytać co dalej. Ostatnio przy okazji tego mieszkania zapytałam czy nie zamieszkamy razem- jestem tez zmęczona współlokatorami, etc. Nie, on nie chce. Chce mieszkać sam, nacieszyć sie niezależnością, odpowiadać tylko za siebie. Była awantura, zadałam pytanie o wspólne zycie, zaręczyny. Wiem, błąd. Mieliśmy potem kilka tygodni kryzysu. Potem wróciło do normy. On dalej zapewnia, ze kocha ale mieszkać razem nie chce, a plany na wspólna przyszłość ma ale na razie mgliste i odległe. Meczy mnie to. Kocham go bardzo ale ile można czekać. Juz myślałam nawet o kontrolowanej wpadce ale on strasznie sie pilnuje o musialab chyba prezerwatywę przekłuć :(. Ma jakaś obsesje - moze dlatego ze ma bardzo dużo młodsze rodzeństwo - kilkanaście lat młodsze i wspoluczestniczyl od początku w jego wychowaniu. On jest z bardzo rodzinnej rodziny - wszystko robią razem, trzymają sie razem, razem spędzają czas. Mnie traktują uprzejmie, miło i z dystansem. Raz zaprosili mnie na urlop, pojechałam, było miło ale wiecej zaproszenie sie nie powtórzyło. Do domu do niego tez nie chodzę za czesto - on nie zaprasza a mnie sie głupio wpraszac. Moi rodzice go lubią i jak czase jedziemy razem to jest super ale powoli pytają o dalsze plany. Jego rodzice, jak juz mnie widza to sa sympatyczni, uprzejmi. Co robić? Jak go przekonać do dalszych kroków?