moja matka, mój mąż i ja

28.07.15, 11:31
Moje relacje z matką zawsze wyglądały na serdeczne, ale nigdy takie nie były. Mieszkamy w sąsiednich blokach na małym osiedlu. Do 6 roku życia nie mieszkałam z rodzicami, wychowywali mnie dziadkowie w innym mieście. Mam młodszą siostrę, która od urodzenia mieszkała z moimi rodzicami. To było zarzewie, od którego biorą moje dalsze problemy (tak myślę). Przez tę sytuacje nigdy naprawdę nie zżyłam się z moją siostrą. Nasze kontakty są poprawne, ale nigdy nie były takie naprawdę siostrzane. Co tu dużo kryć - jako dziecko zazdrościłam jej przede wszystkim tego, że była z rodzicami, ojciec ją uwielbiał, a mnie rzadko widywał. Matka odwiedzała mnie u dziadków w niedziele, przyjeżdżałam do rodziców na wakacje. Poza tym byłam strasznie otyła jako dziecko, dziadkowie ze strony ojca i moi rodzice nigdy tego nie akceptowali. Nie miałam wesoło jako dziecko, wstydziłam się jeść przy rodzicach, wciągałam brzuch.

Do momentu pójścia do szkoły, moje życie u dziadków było szczęśliwe,bardzo mnie kochali, ale ja łaknęłam kontaktów z mamą, za wszelką cenę chciałm być blisko niej i tak pozostało do dziś.

Moja mama jest osoba niezwykle apodyktyczną. Jest też znerwicowana i prawdopodobnie ma depresję. Potrafi wpaść w szał, jak coś nie idzie po jej myśli, uważa, że jest mądrzejsza od wszystkich i wszystko wie lepiej. Nie miała łatwego życia - dziadkowie otaczali mnie miłością, podczas gdy ją babcia podobno źle traktowała w dzieciństwie (myślę, że tak rzeczywiście było). Mój ojciec bardzo się mojej mamy boi i jest jej całkowicie podporządkowany. Nie mam w nim żadnego oparcia, choć po cichu mi sprzyja. Matka jest mistrzynią wszelkiego szantażu - chce mi pomagać i pomaga na różne sposoby (ja również pomagam jej we wszystkim, o co mnie poprosi). Jednak ta pomoc ma drugie dno - ona chce mojej wdzięczności. Jeśli nie przyjmę pomocy, okażę się niewdzięczna (przynoszenie obiadów, pomoc finansowa itp.). Nie wiem, czy matka mnie kocha, raczej robi wszystko, by mieć poczucie, że jest taka dobra. Wtrąca się do wszystkiego i wszystko musi wiedzieć. Jeśli coś przed nią ukryję - robi mi awanturę i mówi, że jestem kłamczuchą, szachrajką, że zawsze kłamałam. (tak, kłamałam jako dziecko, najczęściej ze strachu, byłam bita za złe oceny, więc nauczyłam się przemilczać).

Nie chciałam wyjść za mojego obecnego męża, ale matka tego chciała, bo zaszłam w ciążę. Bałam się, że nie poradzę sobie sama, bo wtedy nie miałam jeszcze skończonych studiów. Poza tym jej koronnym argumentem było to, że jak nie będę robić tego, czy tego, to pójdę z powrotem mieszkać do babci. Wiedziała, że za wszelką cenę, od najwcześniejszego dzieciństwa chcę być z rodzicami. Mój mąż nie jest lojalnym człowiekiem, nigdy mnie nie wspiera, choć zauważa i często mi mówi, że dla rodziców tak naprawdę liczy się tylko moja siostra (ona mieszka w innym mieście). Jest wygodnicki, dla własnej wygody i celów sympatyzuje z moją matką, skarży jej na mnie, gdy się pokłócimy. Moja matka widzi jego wady, ale je bagatelizuje, jeśli nie jest to coś naprawdę poważnego, jeśli jest to poważne, to umywa ręce i mówi, że nie będzie się wtrącać. Bywa, że mąż z moją matką mają przede mną wspólne sekrety. Mój mąż dużo jej pomaga, naprawia, więc szkoda byłoby stracić takiego człowieka. Moje relacje z mężem są dalekie od ideału, pisałam o tym kiedyś. Nie powinnam była za niego wychodzić, ale myślałam, że on mnie bardzo kocha, to nie była prawda. Małżeństwo ze mną, to był dla niego swoisty awans. Nie poczuwa się do niczego w domu, wszystko spada na mnie, cały dom, łącznie z zarabianiem. Jego praca jest niestała.

Nie mam żadnego oparcia w matce, ojcu ani mężu. Mam znakomite relacje z synem, który widzi już, że często dzieje mi się krzywda, zauważa to, jest mądrym nastolatkiem, ale nie mogę przecież wciągać syna w moje problemy. Moja matka widzi, że pomiędzy mną a synem nie ma nic, w co mogłaby wcisnąć swój nos, więc nie jest jakoś bardzo zainteresowana wnuczkiem, ich relacje są bardzo dobre, ale babcia nie zachowuje zbytniej bliskości z nim (nie ma tam nic, czym mogłaby mnie ukłuć).

Nie mam wesoło i nie mam nikogo, ż kim mogłabym szczerze porozmawiać. Dlatego piszę tutaj. Mam wiele koleżanek, ale nie tak bliskich, żeby się im zwierzać. Mam na szczęście udane życie zawodowe, pewien szacunek ze strony mojej klienteli i dobrą renomę. Mam też pasje i zainteresowania, które pozwalają mi zapomnieć o nieszczęśliwym życiu osobistym i przede wszystkim mam syna, z którym nadaję na tych samych falach.

    • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 11:41
      Myślę, że matka mi zazdrości, bo miała kochających dziadków, których ona nienawidziła, że miałam wiele miłości w pierwszych latach życia, że udało mi się wychować dziecko tak, że mogę z nim ,,konie kraść''. Myślę, że matka nigdy nie chciał mojego szczęścia, chciał tylko, żeby wszystko wyglądało na idealne od strony innych ludzi. Myślę, że jej depresja wynika z wyrzutów sumienia, choć nigdy się do tego nie przyzna.
      • kia5 Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 12:08
        A powedz mi, dlaczego - skoro jestes samodzielna finansowo - nie rzucisz tego frusttującego zycia, nie rozwiedziesz się, wyprowadzisz do innego miasta z synem, z dala od niekochanego i niekochającego męża i toksycznej matki? I dlaczego nie zaczenisz zyć, aby było Ci dobrze? Zycie jest jedno. Drugiej szansy miec nie będziesz. W imię czego się męczysz?
        • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 12:57
          To nie takie proste... Lubię swoje miejsce zamieszkania. Tutaj mam pracę, wykonuję zawód, w którym trzeba zapracować sobie na renomę, klientelę zbierałam latami, mój syn ma tu przyjaciół, klub sportowy, korzenie, nie chciałby zmieniać środowiska, nie chcę go krzywdzić. Jeśli chodzi o męża, to też nie umiem go zostawić, jestem chyba jakaś zaburzona, ale mi go żal i on chyba o tym wie. Mieliśmy już taki epizod lata temu, kiedy przez pół roku nie mieszkaliśmy razem, bo on zaczął pić. Wyrzuciłam go. Przestał pić i nie wrócił do tego. Gdybym wtedy nie zgodziła się na jego powrót, teraz nie bylibyśmy razem, teraz jesteśmy razem chyba przez ... zasiedzenie. No i on ani myśli się wyprowadzać, on chce być z nami. Gdybym chciała, żeby się wyprowadził, nie zrobiłby tego.
          • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 13:00
            No i nie jest też złym ojcem, jest oddany synowi, choć we wszystkich kwestiach bierny i wygodnicki.
            • kia5 Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 13:08
              Ale to Ty bierzesz (ewentualnie) z nim rozwód, a nie dziecko.
              Arlena, nie chcę Cie urazić, nie o to mi chodzi - ale - może Tobie po prostu w jakiś sposób pasuje sytuacja, w której jesteś - niekochanej - przez mame i męża? Myslałas o tym?
              A może -s koro terapia szkoowa podziałała na niego w przydpadku alkoholu, może powinnas z nim porozmawiać, że nie wyobrażasz sobie życia z nim, jesli będzie dalej tak jak jest?
              A może wreszcie - wyprowadź się /spakuj go i żacznij zycie samodzielne we własnym mieście - nie tracąc zawodowej renomy.
              A jak Ci żal męża (ktory być może to Twoje uczucie wykorzystuje), to musi Ci być przestać żal samej siebie. Jedno z dwóch.
          • ola_dom Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 13:13
            arlenaa napisał(a):

            > To nie takie proste... Lubię swoje miejsce zamieszkania. Tutaj mam pracę, wykonuję zawód, w
            > którym trzeba zapracować sobie na renomę, klientelę zbierałam latami, mój syn ma tu
            > przyjaciół, klub sportowy, korzenie, nie chciałby zmieniać środowiska, nie chcę go krzywdzić.

            Nie musisz wyprowadzać się na drugi koniec Polski, tylko ze wspólnego mieszkania z mężem. Z którym powinnaś się rozwieść, bo Cię wykorzystuje materialnie i emocjonalnie.

            Właściwie chciałam spytać, skąd Twój wątek? Bo w zasadzie o nic w nim nie pytasz, nie prosisz, więc może nie chcesz żadnych rad? Chcesz się wygadać? - tak pisałaś, że nie masz na tyle bliskich koleżanek, żeby z nimi pogadać, więc rozumiem.
            Ale weź pod uwagę, że to jest forum, w dodatku eksperckie, więc zakładając na nim wątek powinnaś być przygotowana na to, że forum "służy do pomagania i udzielania dobrych rad" - co nie jest zawsze miłe i przyjemne, często boli.
            • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 13:57
              To prawda, że chciałam się wygadać, ale wasze komentarze są mi bardzo pomocne. Moje życie jest w tej chwili wygodne, choć nie jest szczęśliwe w sferze osobistej. Przeszkadza mi, że moja matka podporządkowuje sobie mojego męża, że stosuje wobec mnie wieczny szantaż emocjonalny. Że mąż jest apatyczny. Jest mi przykro, bo sobie nie zasłużyłam. Jest mi przykro, bo nie dostrzega lub nie chce widzieć, ile ja robię, a on tylko z tego korzysta i jeszcze spiskuje z moją matką i nie staje po mojej stronie w wielu innych kwestiach (np. spór ze wspólnotą mieszkaniową - wie, że zarząd nie ma racji, ale nic z tym nie zrobi, bo nie chce mieć niektórych sąsiadów przeciwko sobie i przy zarządzie wycofuje się z tego, co razem w domu ustaliliśmy)
              • ola_dom Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 14:04
                .... i dziecko w tym wszystkim...?
                • kia5 Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 14:41
                  No, to jest niefajne.
        • rosapulchra-0 Re: moja matka, mój mąż i ja 29.07.15, 09:30
          kia5 napisała:

          > A powedz mi, dlaczego - skoro jestes samodzielna finansowo - nie rzucisz tego f
          > rusttującego zycia, nie rozwiedziesz się, wyprowadzisz do innego miasta z synem
          > , z dala od niekochanego i niekochającego męża i toksycznej matki? I dlaczego n
          > ie zaczenisz zyć, aby było Ci dobrze? Zycie jest jedno. Drugiej szansy miec nie
          > będziesz. W imię czego się męczysz?

          Już chciałam pisać, że wyrywanie dziecka z jego środowiska jest trudne i be, ale sama wywiozłam swoje dzieci do innego kraju. I w sumie dwie już można było nazwać nastolatkami (12, 11 lat). Moje dziewczyny się zaaklimatyzowały, świetnie sobie radzą, z tym że na początku było im naprawdę ciężko. Po raz pierwszy spotkały się z bullying i to ze strony polskich dzieci, nie angielskich.
          Z drugiej strony i z perspektywy czasu widzę, że takie rzucanie, nawet toksycznych bliskich, niczego nie poprawia, ani nie zmienia. Mało tego - wraca jak bumerang..
    • koronka2012 Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 14:51
      Skoro piszesz, że nie masz z kim o tym pogadać, to jak wygląda twoje życie towarzyskie? zasklepienie się w objęciach toksycznej rodziny jest bardzo dużym błędem. Syn jest nastolatkiem - super, że masz z nim dobre relacje, ale przecież niedługo pójdziesz w odstawkę, taka kolej rzeczy. Co wtedy? samotność we dwoje?

      Radzisz sobie finansowo - może powinnaś spróbować terapii? wyzwolić się ze dziecinnego strachu przed odesłaniem do dziadków, przepracować to, że masz prawa, a nie tylko obowiązki.
      Skoro napisałaś, to coraz bardziej chyba doskwiera ci ta pustka, że twoje życie uczuciowe jest jałowe. Znajdź sobie coś, co da ci pozytywną energię do działania. Choćby kochanka.
      • ola_dom Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 14:55
        koronka2012 napisała:

        > Syn jest nastolatkiem - super, że masz z nim dobre relacje, ale przecież niedługo pójdziesz w
        > odstawkę, taka kolej rzeczy.

        Rany, że mi się od razu lampka nie zapaliła... MNIE SIĘ NIE ZAPALIŁA????
        Oczywiście, że nadużyciem było by zakładać, że przywiążesz się do syna bardziej niż należy i że nie odpępowicie się tak, jak trzeba, ale w Waszej sytuacji to ryzyko jest o wiele większe.
        Bierzesz to pod uwagę?
        • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 17:20
          On jest już odpępowiony i nigdy nie trzymałam go nadmiernie przy sobie. Mieszka w roku szkolnym w internacie, chodzi do szkoły, którą sobie wybrał (u nas nie było takiego profilu), wraca na treningi i weekendy. Omija go wiele z mojej ,,sielanki'' i zawsze dbałam, żeby jak najmniej go to dotyczyło. Staram się zachować pozory normalnej rodziny, czasami tylko wszystko we mnie pęka, najczęściej w nocy. Jak pisałam, mam na szczęście zainteresowania, uprawiam sport i wtedy się odrywam i odstresowuję.
          • koronka2012 Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 21:26
            Chodziło mi raczej o to, że jak syn naprawdę zacznie żyć swoim życiem, to w twoim życiu może pojawić się ogromna pustka. To nie znaczy, że uwiesisz się na nim, ale po prostu jest obawa, że u ciebie syndrom opuszczonego gniazda może być o niebo bardziej depresyjny niż u innych. Może być tak, że dobije cię fakt, że najfajniejsza część życia przeleciała ci przez palce...

            Stąd moje pytanie o twoje zycie towarzyskie, o bliskie ci osoby. Pasje są fajne, ale w niektórych ludzie realizują się bez udziału innych.
    • morgen_stern Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 16:00
      Smutna historia o tym, w jak toksyczne układy można się wpakować, tutaj jest czarno na białym pokazane, że historia zaczęła się dziać właściwie już we wczesnym dzieciństwie. Co nie oznacza, że nie można tego zmienić! Piszesz tak, jakbyś pogodziła się z tym, że twoje życie będzie już tak wyglądało, naprawdę tego chcesz? Zycie może wyglądać inaczej, twoje także, wiesz o tym?
      Po co piszesz, że lubisz tam mieszkać, przecież nie musisz się wyprowadzać na drugi koniec Polski, możesz zostać w tym samym mieście, choć fakt, wyniesienie się daleko od tego toksycznego układu zrobiłoby dobrze. Porzuć gada, toksyczną mamuśkę, zabieraj dzieciaka i zwiewaj stamtąd. Szkoda, że tak nie zrobisz.
      • marzeka1 Re: moja matka, mój mąż i ja 28.07.15, 19:01
        Powtórzę: cóż za smutna historia i skrzywdzenie swojego dziecka, teraz już dorosłej kobiety.
        Tyle że nie da się ciągle i ciągle w przeszłości widzieć swojej teraźniejszości- dlatego jak chcesz coś w swoim życiu zmienić, TY tylko możesz to zrobić.
        Za to tkwisz w toksycznym układzie, który jest szkodliwy, także dla Twojego syna, bo "łapie" złe wzory.
    • pade Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 10:03
      Nie masz grama żalu do matki o to, że nie chciała Cię wychowywać, tylko odesłała do dziadków?
      Jako dziecko pragnęłaś być blisko matki, chciałaś od niej dostać to, co powinno dostać każde dziecko. I to się za Tobą ciągnie. Niezaspokojona potrzeba. Tyle, że dzieckiem już nie będziesz, a tej pustki, którą masz w sobie nie zapełni ani matka, ani mąż ani syn.
      Mam wrażenie, że ten mąż to taki autosabotaż: nie zasługiwałam na matkę, nie zasługuję na miłość małżeńską.
      Banałem pojadę, jednakże bardzo prawdziwym: Ty masz TYLKO JEDNO ŻYCIE. Tylko TY możesz je zmienić.
      Idź na terapię, masz sporo do przepracowania. Skoro tu piszesz, coś Cię uwiera. Lepiej posłuchaj tego czegoś, zanim wpadniesz w depresję.
      • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 11:02
        Rozpoczęłam ten wątek, żeby wyrazić swój żal, ale też chciałabym zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się w relacjach pomiędzy mną a matką. Jej zachowanie, to jest dla mnie zagadka. Niby wręcz wprasza się ze swoją pomocą na każdym kroku (przede wszystkim dotyczy to pieniędzy, wtrąca się w moje rachunki, ciągle pyta, czy coś pozapłacałam, wręcz potrafi sprawdzać mnie nawet we wspólnocie mieszkaniowej - kiedy raz kiedyś miałam obsuwę z zapłaceniem czynszu, od razu to wiedziała, zarzuca mnie obiadami), a jednocześnie nigdy nie czułam jej miłości, nie wspiera mnie w konfliktach z mężem, choć moja racja jest widoczna. Kiedyś mój mąż miał problem alkoholowy (dawno temu) - upił się po raz kolejny, a ja nie chciałam wpuścić go do domu, miał gdzie iść, ale przygarnęła go oczywiście moja mama. Z kolei moja siostra jest furiatką, potrafi wpadać w prawdziwą złość, taką, że byłaby gotowa komuś zrobić krzywdę - matka nigdy nie przyzna, że siostra ma problem, coś robi źle. Kiedy starałam się jej to uzmysłowić, wszystko obróciło się przeciwko mnie i to do mnie się nie odzywała, a siostry było jej żal, tak jak żal jej było mojego pijanego męża, dlatego go ,,przechowywała". Ona bardzo sympatyzuje z moim mężem - czasami nawet razem ustalają coś za moimi plecami - ostatnio zapłaciła w tajemnicy jeden z moich rachunków i poleciła mężowi, żeby nic mi nie mówił i on nie powiedział, bo jest bardziej lojalny wobec mojej matki niż wobec mnie. Dowiedziałam się przypadkiem, że wszystko jest zapłacone. No nie wiem, jak to rozumieć... ale wygląda to trochę tak, jakby z jednej strony była przeciwko mnie, a z drugiej jakby chciała mi coś wynagrodzić pieniędzmi i obiadami.

        Jeszcze jedno mnie zastanawia, kiedy próbowałam naświetlić jej problem siostry - matka zaczęła wykrzykiwać, że się na niej mszczę (mamie znaczy). No wtedy to już zupełnie zdębiałam i pozostałam tak z otwartymi ustami :)
        • pade Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 11:11
          Mnie to wygląda na kontrolę a nie pomoc.
          I odkupywanie win, ale bez prawdziwej troski.
          Po co Ci pieniądze od matki, skoro masz dobrą pozycję zawodową?
          Nie wiem czy znalezienie przyczyn zachowania matki w czymś Ci pomoże, wątpię. Ona sama pewnie nie wie do końca co nią kieruje. Więc tym bardziej Ty się nie dowiesz.
          Może skup się bardziej na tym, jak TY się czujesz w związku z jej zachowaniem w stosunku do Ciebie i kiedyś i teraz, a nie na przyczynach.
          • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 11:20
            Polecałaś mi terapię, ale jaka to powinna być terapia? Nie wiem nic na temat rodzajów terapii itp.
            • pade Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 11:29
              Psychodynamiczna.
              Poczytaj tu np.:
              www.gazeta-strzegomska.pl/index.php/katarzyna-jaszewska-i-piotr-piotrowski/131-u-freuda-za-piecemna-czym-polega-leczenie-psychoterapi-psychodynamiczn.html
      • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 11:13
        <Nie masz grama żalu do matki o to, że nie chciała Cię wychowywać, tylko odesłała do dziadków?>
        Mam żal, zawsze miałam, ale to w naszej rodzinie jest temat tabu, gdybym rozpoczęła rozmowę na ten temat zaraz bym się rozpłakała i na tym koniec. Z matką zresztą nie da rozmawiać się o uczuciach, ona nawet nigdy się nie przytula, mnie nigdy nie przytuliła tak od serca, choć z drugiej strony jest osobą wrażliwą. Jest pomiędzy nami jakaś ściana. Oficjalna wersja jest taka, że w naszej miejscowości nie było przedszkola, ale z siostrą (młodszą o 4 lata) jakoś sobie poradziła. Kiedyś opowiadała, jak ciężko było jej mnie odwiedzać, bo nastał stan wojenny i musiała załatwiać jakieś przepustki. Widywałam ją przeważnie w niedziele, ale nie pamiętam, czy we wszystkie, nie zabierała mnie, tylko odwiedzała, zabierała tylko na wakacje...
        • pade Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 11:31
          No to tym bardziej potrzebujesz terapii. Potrzebujesz kogoś, kto nie ustawi ściany między Wami, komu ten cały żal wyrzucisz, wypłaczesz i przy kim pozbierasz się i poukładasz na nowo.
        • pade Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 11:32
          Bardzo współczuję doświadczeń:(
          • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 12:05
            Bardzo dziękuję za wsparcie i namiary Tobie i wszystkim pozostałym
    • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 12:23
      Cała nasza rodzina jest potłuczona i powinna iść na terapię
      - mama, po ciężkich przeżyciach w dzieciństwie, władcza, apodyktyczna i wszyscy się jej boją, a jednocześnie wrażliwa i w głębokiej depresji, nerwica ,,usadziła'' jej się na kręgosłupie i powoduje bóle pleców, bioder, głowy - jestem przekonana, że nerwy mają na to silny wpływ, choć może się mylę
      - tata - bezwolny pod rządami matki bez własnego zdania, z ciężkim problemem alkoholowym w przeszłości i również ciężką nerwicą, powodującą szereg tików
      - siostra - prawdziwy przykład złośnicy Katarzyny, musi iść po jej myśli, inaczej wpada w złość, a jednocześnie osoba z ciężkimi kompleksami i poczuciem braku własnej wartości
      - ja jedyna w rodzinie, która coś w ogóle sobie uzmysławiam, problemy bardzo mnie wzmocniły i na pozór jestem silna psychicznie i radosna, ale z kompletnym brakiem wiary w siebie i kompleksami pozostałymi po dziecięcej otyłości i brakiem akceptacji i miłości ze strony rodziców, wyszłam za mojego męża bo tak bardzo podobało mi się, że ktoś mnie kocha i byłam mu tak bezgranicznie wdzięczna, że mi to mówi, choć teraz myślę, że to nie była miłość z jego strony, ja go nie kocham, ale i tak jestem niezmiernie do niego przywiązana, pomimo tego, że wcale nie jest mi z nim tak dobrze
      • koronka2012 Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 21:59
        Arlenaa, czy masz pocztę gazetową? chciałabym ci coś wysłać na priv
        • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 31.07.15, 13:21
          nie mam gazetowej, możesz pisać na adalya@wp.pl
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: moja matka, mój mąż i ja 30.07.15, 19:21
      Mama może przeżywać swoje zachowanie jako pomoc dla Pani. Źródła takich poczynań mogą być różne. Jednym z nich to utrzymywanie Pani w przeświadczeniu, że bez niej nie da Pani sobie rady. Że jest cały czas niezbędna. Poza tym może to być wynik jej myślenia o sobie i o tym jak pomaga niż o tym co Pani potrzebuje. Zmiana jej zachowania jest trudna lub niemożliwa. Pani może tez tak to traktować. A wtedy będzie mniej wymagań od niej i mniej rozczarowań tym samym.
      To dobrze, że ma Pani dobrą relację z synem. Ale proszę uważać , aby to nie była Pani jedyna emocjonalnie satysfakcjonująca relacja
      Dla niego może to być zbyt obciążające.
      Terapia jeśli to możliwe, warto spróbować
      Na początek jednak zaproponowałbym wyjazd ma Grupę Otwarcie organizowaną przez Laboratorium Psychoedukacji. Szczegóły da na stronie www o na fb. To da dobre rozeznaniem w czym ma Pani problem. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • 71tosia Re: moja matka, mój mąż i ja 01.08.15, 00:11
        a moze mama chce w ten sposob jakos zagluszyc poczucie winy zwiazne z tym ze nie wychowywala corki? A ze ma taki chrakter jaki ma, jedyny sposob w jaki umie byc z dorosla corka to apodyktyczne nazucanie pomocy: wciskanie pieniedzy i dobrych rad 'jak zyc' etc?
        Jezeli autorka nie ma szans, a z tego co pisze tez i ochoty, na radykalne zmiany to moze warto sprobowac zycia 'alternatywnego', moze jest cos co lubisz robic a do czego mama/maz nie mieliby dostepu? Np jezeli lubisz podrozowac, poszukaj jakies grupy znajomych, z ktora mozesz to robic, jezeli lubisz ksiazki znajdz jakas grupy dyskusyjna etc. To pozwoli ci sie izolowac emocjonalnie, bo raczej ani meza ani mamy nie zmienisz, ale swoje zycie jeszcze mozesz.
        • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 01.08.15, 13:43
          Tak właśnie robię, mam dużo zainteresowań i znajomych, z którymi uprawiam moje hobby, tyle, że nie są to na tyle bliscy znajomi, żeby się im zwierzać, ale wypady z domu, nawet dwugodzinne pomagają mi się odstresować
    • rycerzowa Re: moja matka, mój mąż i ja 01.08.15, 11:19
      Arleno, jesteś dorosła, dobiegasz czterdziestki, a piszesz, jak gimnazjalistka.
      Być może każdy z nas w sercu pozostaje na zawsze dzieckiem, wymagającym, by świat był idealny, wszyscy w tym świecie byli bez wad. Ale człowiek dorosły potrafi to racjonalnie ocenić.
      Człowiek dorosły wie, że sam też nie jest ideałem.

      1. Piszesz, że "cała rodzina jest"porąbana" i każdy ma do tego powód.
      Tak samo, jak ty, sama to przyznajesz.
      Każdy z realnie żyjących ludzi jest w jakimś sensie "porąbany", bo realne życie każdego jakoś okalecza, a ludzie są różni, różnie reagują. Dopóki zamyka to się w ogólnie przyjętych społecznie normach, trzeba to akceptować. Na razie nie ma ludzi z próbówki, w sensie spod sztancy, idealnych, szczęśliwych, jednakowych, bez kompleksów i traum.

      2. Oni ciebie nie kochają.
      A ty ich kochasz?

      3. W dzieciństwie, miedzy trzecim a szóstym rokiem życia wychowywałaś się u dziadków, ze względu na brak przedszkola.
      Twój jedyny syn też mieszka w internacie, ze względu na brak szkoły.

      3. Nie mówią, że kochają, nie przytulają.
      Kwestia naszej polskiej kultury, obyczajowości.
      To się powoli zmienia, miedzy innymi wskutek oglądania amerykańskich filmów, gdzie co chwilę pada "ja też ciebie kocham"
      Powiem ci tak - byłam tam, słyszałam to, i wierz mi, o niczym to nie świadczy.

      Ty ich też pewnie nie przytulasz, nie mówisz im, że ich kochasz.

      4. Wyszłaś za mąż pod wpływem nacisku?
      Nie żartuj! W XXI wieku?
      Nie kochałaś chłopaka, ale poślubiłaś go, bo wydawało ci się, że on cię kocha?
      No to oszukałaś go , skrzywdziłaś! Nie widzisz tego?
      Nie byłaś gąską, kończyłaś studia. Od takich osób wymaga się elementarnej dojrzałości, odpowiedzialności.

      5. Siostra jest zakompleksiona, niezrównoważona.
      Dlaczego tak łatwo tłumaczysz swoje zakompleksienie, a jej zakompleksienia nie?
      Albo wymagamy od wszystkich, a więc i od siebie, albo jesteśmy tolerancyjni, i dziwactwa innych zwyczajnie olewamy.

      6 Matka jest okropna, ponieważ " zarzuca cię obiadami i płaci twoje rachunki".
      Straszna baba.
      A wystarczy gotować samej i samej płacić swoje rachunki na czas.

      Osoba dorosła jest od rodziny pochodzenia niezależna, i w sensie materialnym i emocjonalnym, to znaczy nie czuje się stale dzieckiem. Uczucia do bliskich nie giną, tylko zmieniają się.
      Twój syn też nie będzie zawsze "kradł koni z tobą", tylko z kim innym, zachowując do ciebie sentyment i będąc tolerancyjnym wobec twoich nieszkodliwych dziwactw.

      Możesz teraz uciec od nich wszystkich, całkiem zerwać z nimi kontakty, i zacząć nowe życie, jasne, że możesz. Ale ty chcesz być szczęśliwa, bezwarunkowo kochana, zatem najpierw znajdź kogoś, kto będzie cię kochał, mówił o tym, przytulał, wysłuchiwał powieści o przebytych traumach, zawsze cię bronił, zawsze brał twoją stronę, nie zważał na twoją wyimaginowaną otyłość.

      W wieku gimnazjalnym można o tym marzyć. W wieku lat prawie czterdziestu ...też można.
      • arlenaa Re: moja matka, mój mąż i ja 01.08.15, 13:54
        Sporo powyrywałaś z kontekstu i stworzyłaś obraz szczęśliwej rodzinki z niewielkimi różnicami w charakterze. Zauważ jednak, że moje dzieciństwo od 6 roku życia było koszmarem, odrzucenie przez rodziców i otyłość nie były wyimaginowane. Inaczej koszmary nie budziłyby mnie ze snu aż do dziś. Matka wymagała 100% uległości i naewt będąc dorosłą osobą nie mogłam się uwolnić od podporządkowania jej. Nie skrzywdziłam męża, raczej on mnie oszukiwał, wmawiając mi nieprawdę, w którą początkowo wierzyłam
      • pade Re: moja matka, mój mąż i ja 01.08.15, 14:19
        Post Rycerzowej przypomina mi mówienie do osoby w depresji: weź się w garść.
        • napis_z_obrazka Re: moja matka, mój mąż i ja 01.08.15, 15:37
          Bo to nie jest najgorsza z rad. powiedzenie komus: zachowuj sie tak jakbys nie miala depresji albo zachowuj sie tak jakbys nie byla ofiara... etc.
          To moze zmotywowac to zadania sobie pytania A JAK?
          I wtdy latwiej jest radzic, sugerowac, podpowiedziec, wyrazic swoja opinie na takie pytanie.
        • rycerzowa Re: moja matka, mój mąż i ja 01.08.15, 22:25
          pade napisała:

          > Post Rycerzowej przypomina mi mówienie do osoby w depresji: weź się w garść.

          Sugerujesz, że Arlena powinna się leczyć psychiatrycznie? ;)
          Przypomnę, że depresja to groźna choroba.
          • pade Re: moja matka, mój mąż i ja 01.08.15, 22:51
            Przypomnę, że nie każdy rodzaj depresji leczy się psychiatrycznie.
            • rycerzowa Re: moja matka, mój mąż i ja 03.08.15, 18:25
              pade napisała:

              > Przypomnę, że nie każdy rodzaj depresji leczy się psychiatrycznie.

              Niemniej jednak sugerujesz, że autorka wątku - tu szukam odpowiedniego określenia - powiedzmy - jest nie do końca odpowiedzialna za swoje czyny, za swoją sytuację?
              A może by tak więcej szacunku dla dziewczyny?
              Może by tak nie obrażać jej inteligencji?
              (Z tekstu widać, że głupia nie jest).

              Co do meritum:
              Mnie się od razu zapala czerwone światełko, kiedy słyszę, że
              "to ja jestem jedyna prawa i sprawiedliwa, jedynie ja jestem normalna, ale wszyscy są przeciwko mnie, wszyscy mnie krzywdzili i krzywdzą, spiskują przeciwko mnie".

              To jest ogólne forum, kto chce, niech w każde słowo wierzy, lituje się, głaszcze i pociesza.
              Ale potrzebne też jest czyjeś trzeźwe i bezstronne spojrzenie.
              Bo co będzie, gdy usłyszycie altera pars?
              Ja po prostu nie raz słyszałam skargi poszczególnych członków takiej "rodziny Poszepszyńskich", gdzie każdy mówi , że tylko on ma rację, że tylko on jest pokrzywdzony.
              • pade Re: moja matka, mój mąż i ja 03.08.15, 20:34
                Sorry, jeśli matka oddaje dziecko na wychowanie dziadkom to to dziecko, nawet dorosłe jest pokrzywdzone. Koniec kropka. Odrzucenie czy też porzucenie przez matkę to jest trauma, jakkolwiek by tego nie tłumaczyć. To jest trzeźwe spojrzenie, a nie: panienko, jesteś już dorosła, weź odpowiedzialność za swoje czyny i zrób porządek w swoim życiu!
                Najpierw trzeba zobaczyć krzywdę, nazwać ją, przeżyć, opłakać a potem zająć się skutkami. Odwrotna kolejność nie jest wskazana.
                Mam w otoczeniu osobę porzuconą przez matkę w dzieciństwie, skutki traumy są widoczne nawet po 60 latach. Bardzo widoczne.
                Ja się nie lituję, po prostu mam odrobinę życiowego doświadczenia, wyobraźnię i empatię i ufam, że osoba, która na tym forum się otwiera nie wypisuje bzdur dla jaj. A nawet gdyby, może ktoś inny, kto czyta a wstydzi się napisać, skorzysta.
        • ola_dom Re: moja matka, mój mąż i ja 03.08.15, 11:24
          pade napisała:

          > Post Rycerzowej przypomina mi mówienie do osoby w depresji: weź się w garść.

          Zachciało mi się po nim rzygać.

          Trudno mi uwierzyć, że na TYM forum ktoś mógł coś takiego nabzdecić. I to osoba, która nieraz pisała całkiem do rzeczy.
      • tully.makker Re: moja matka, mój mąż i ja 20.08.15, 12:27
        Przeczytalam tak bzdure, zer az sie postanowilam zalogowac:

        6 Matka jest okropna, ponieważ " zarzuca cię obiadami i płaci twoje rachunki".
        Straszna baba.
        A wystarczy gotować samej i samej płacić swoje rachunki na czas.

        Watkodajka jest osoba dorosła. Moze nie placic rachunkow, jesli nie chce, moze mieszkac bez pradu, jesli jej tak pasuje, a zamiast obiadow moze jesc lody waniliowo-czekoladowe. To jej zycie, jej sprawa i nikt nie ma prawa ustawiac jej zycia wedlug swoich standardow. Nieproszone wpieprzanie sie jest nie na miejscu, niezalenie od tego, czy watkodajka gotuje czy nie. Pewnie zreszta (sadzac po moich doswiadczeniach) czesto mialaby ochote ugotowac, a tu wchodzi do domu, a orzy kuchni mamuska z unsolicited dinner. Brrrr.
      • noname2002 Re: moja matka, mój mąż i ja 06.09.15, 01:27
        Widzę, że nie tylko mnie zirytował post Rycerzowej ;-) mnie zdenerwował ten fragment:

        > 3. W dzieciństwie, miedzy trzecim a szóstym rokiem życia wychowywałaś się u dzi
        > adków, ze względu na brak przedszkola.
        > Twój jedyny syn też mieszka w internacie, ze względu na brak szkoły.

        Jest spora różnica pomiędzy oddaniem jednego małego dziecka dziadkom( a drugie dziecko jest z rodzicami- a więc rodzice mogli osobiście zajmować się własnymi dziećmi) a pójściem do szkoły z internatem- dziecko jest znacznie starsze(mniej potrzebuje rodziców) i prawdopodobnie ono chciało do takiej szkoły pójść

        • rycerzowa Re: moja matka, mój mąż i ja 06.09.15, 09:00
          A dlaczego nikogo nie zirytowało podejście "tylko ja jedna jestem dobra i normalna, prawa i sprawiedliwa, wszyscy inni są niedobrzy, wadliwi, toksyczni"?

          Dziecko przez kilka lat wychowywało się u dziadków - dobrych, czułych i kochających, co autorka podkreśla. Matka odwiedzała dziecko w każdą niedzielę. W każdą, nawet gdy były problemy komunikacyjne.
          I właśnie ta wzmianka o problemach komunikacyjnych przypomniała mi mojego znajomego.
          On też do czasu pójścia do szkoły wychowywał się u dziadków, i też matka odwiedzała go co niedzielę.
          I on o tym opowiadał z ogromnym wzruszeniem!
          Szczególnie o tym, jak autobusy się spóźniały albo nie jeździły, a matka jednak starała się dotrzeć do niego, choćby stopem.
    • vilez Re: moja matka, mój mąż i ja 21.08.15, 10:42
      Twoja krzywda wyrządzona Ci przez rodziców jest realna. I ogromna. Obojga. Ojciec wcale nie jest bardziej usprawiedliwiony przez to, że matka jest despotką. On zaś jest tchórzem i koniunkturalistą i poświęcił Twoje dobro dla własnego wygodnictwa (nie przeciwstawiać się żonie) i spokoju.
      Na rodziców nie mogłaś i nie możesz liczyć. Na Twoim miejscu odcięłabym się od nich. Zarówno bagaż przeszłości, jak i teraźniejszość, które Ci ufundowali i fundują, są dla Ciebie niszczące. A Ty jesteś osłabiona traumą odrzucenia. Nie dasz moim zdaniem rady uzyskać w tych relacjach równowagi.

      Natomiast relacje z Twoim mężem zależą nie od Twoich rodziców, ale od Ciebie. Mąż, stając po stronie Twoich rodziców, nie jest wobec Ciebie lojalny, o czym sama wiesz, i staje p[o stronie Twoich krzywdzicieli. Tutaj musisz się zdobyć na siłę i wyłożyć mu, jak sytuacja wygląda, bo może on nie jest zbyt bystry i tego nie widzi. Jeśli zaś on to widzi i wykorzystuje, to po związku- bo takie coś jest według mnie nie do wybaczenia. Ale to już musisz sama ocenić- jak jest, i co z tym zrobić.

      Bardzo współczuję sytuacji, ale wierzę, że znajdziesz siłę, by sobie z tym poradzić. Dobrze, że tu napisałaś.
    • alpepe Re: moja matka, mój mąż i ja 27.08.15, 22:53
      Miałam koleżankę w podstawówce, żadna tam przyjaciółka, była gruba, ambitna, zakompleksiona. Dopiero jak dorosłyśmy, dowiedziałam się, że ją, dopóki nie poszła do zerówki, wychowywali dziadkowie. Miałyśmy szczerą rozmowę, bo właśnie urodziła się jej córeczka. Pamiętam ten ból w jej słowach, to wzruszenie, że ona nie wiedziała, czy jest mamy czy babci. Miałam jeszcze jedną koleżankę, tak samo podrzuconą dziadkom, dopóki nie poszła do szkoły. Obie noszą w sobie ból.
      Dzieckiem się już nie staniesz i tego bólu nie da się pozbyć realnie, bo nikt ci nie wróci tego czasu, kiedy twoja siostra była z rodzicami, a ty byłaś u dziadków. Możesz jednak zrobić coś z teraźniejszością, z mężem, który bardziej ci ciąży, niż cię wspiera, z matką, która trzyma cię na niewidzialnej smyczy, a której nie potrzebujesz, bo jesteś dorosła i sama jesteś już matką. Życzę ci, byś znalazła do tego siłę.
Pełna wersja