arlenaa
28.07.15, 11:31
Moje relacje z matką zawsze wyglądały na serdeczne, ale nigdy takie nie były. Mieszkamy w sąsiednich blokach na małym osiedlu. Do 6 roku życia nie mieszkałam z rodzicami, wychowywali mnie dziadkowie w innym mieście. Mam młodszą siostrę, która od urodzenia mieszkała z moimi rodzicami. To było zarzewie, od którego biorą moje dalsze problemy (tak myślę). Przez tę sytuacje nigdy naprawdę nie zżyłam się z moją siostrą. Nasze kontakty są poprawne, ale nigdy nie były takie naprawdę siostrzane. Co tu dużo kryć - jako dziecko zazdrościłam jej przede wszystkim tego, że była z rodzicami, ojciec ją uwielbiał, a mnie rzadko widywał. Matka odwiedzała mnie u dziadków w niedziele, przyjeżdżałam do rodziców na wakacje. Poza tym byłam strasznie otyła jako dziecko, dziadkowie ze strony ojca i moi rodzice nigdy tego nie akceptowali. Nie miałam wesoło jako dziecko, wstydziłam się jeść przy rodzicach, wciągałam brzuch.
Do momentu pójścia do szkoły, moje życie u dziadków było szczęśliwe,bardzo mnie kochali, ale ja łaknęłam kontaktów z mamą, za wszelką cenę chciałm być blisko niej i tak pozostało do dziś.
Moja mama jest osoba niezwykle apodyktyczną. Jest też znerwicowana i prawdopodobnie ma depresję. Potrafi wpaść w szał, jak coś nie idzie po jej myśli, uważa, że jest mądrzejsza od wszystkich i wszystko wie lepiej. Nie miała łatwego życia - dziadkowie otaczali mnie miłością, podczas gdy ją babcia podobno źle traktowała w dzieciństwie (myślę, że tak rzeczywiście było). Mój ojciec bardzo się mojej mamy boi i jest jej całkowicie podporządkowany. Nie mam w nim żadnego oparcia, choć po cichu mi sprzyja. Matka jest mistrzynią wszelkiego szantażu - chce mi pomagać i pomaga na różne sposoby (ja również pomagam jej we wszystkim, o co mnie poprosi). Jednak ta pomoc ma drugie dno - ona chce mojej wdzięczności. Jeśli nie przyjmę pomocy, okażę się niewdzięczna (przynoszenie obiadów, pomoc finansowa itp.). Nie wiem, czy matka mnie kocha, raczej robi wszystko, by mieć poczucie, że jest taka dobra. Wtrąca się do wszystkiego i wszystko musi wiedzieć. Jeśli coś przed nią ukryję - robi mi awanturę i mówi, że jestem kłamczuchą, szachrajką, że zawsze kłamałam. (tak, kłamałam jako dziecko, najczęściej ze strachu, byłam bita za złe oceny, więc nauczyłam się przemilczać).
Nie chciałam wyjść za mojego obecnego męża, ale matka tego chciała, bo zaszłam w ciążę. Bałam się, że nie poradzę sobie sama, bo wtedy nie miałam jeszcze skończonych studiów. Poza tym jej koronnym argumentem było to, że jak nie będę robić tego, czy tego, to pójdę z powrotem mieszkać do babci. Wiedziała, że za wszelką cenę, od najwcześniejszego dzieciństwa chcę być z rodzicami. Mój mąż nie jest lojalnym człowiekiem, nigdy mnie nie wspiera, choć zauważa i często mi mówi, że dla rodziców tak naprawdę liczy się tylko moja siostra (ona mieszka w innym mieście). Jest wygodnicki, dla własnej wygody i celów sympatyzuje z moją matką, skarży jej na mnie, gdy się pokłócimy. Moja matka widzi jego wady, ale je bagatelizuje, jeśli nie jest to coś naprawdę poważnego, jeśli jest to poważne, to umywa ręce i mówi, że nie będzie się wtrącać. Bywa, że mąż z moją matką mają przede mną wspólne sekrety. Mój mąż dużo jej pomaga, naprawia, więc szkoda byłoby stracić takiego człowieka. Moje relacje z mężem są dalekie od ideału, pisałam o tym kiedyś. Nie powinnam była za niego wychodzić, ale myślałam, że on mnie bardzo kocha, to nie była prawda. Małżeństwo ze mną, to był dla niego swoisty awans. Nie poczuwa się do niczego w domu, wszystko spada na mnie, cały dom, łącznie z zarabianiem. Jego praca jest niestała.
Nie mam żadnego oparcia w matce, ojcu ani mężu. Mam znakomite relacje z synem, który widzi już, że często dzieje mi się krzywda, zauważa to, jest mądrym nastolatkiem, ale nie mogę przecież wciągać syna w moje problemy. Moja matka widzi, że pomiędzy mną a synem nie ma nic, w co mogłaby wcisnąć swój nos, więc nie jest jakoś bardzo zainteresowana wnuczkiem, ich relacje są bardzo dobre, ale babcia nie zachowuje zbytniej bliskości z nim (nie ma tam nic, czym mogłaby mnie ukłuć).
Nie mam wesoło i nie mam nikogo, ż kim mogłabym szczerze porozmawiać. Dlatego piszę tutaj. Mam wiele koleżanek, ale nie tak bliskich, żeby się im zwierzać. Mam na szczęście udane życie zawodowe, pewien szacunek ze strony mojej klienteli i dobrą renomę. Mam też pasje i zainteresowania, które pozwalają mi zapomnieć o nieszczęśliwym życiu osobistym i przede wszystkim mam syna, z którym nadaję na tych samych falach.