Dodaj do ulubionych

Hipochondria

11.04.17, 12:22
Czy ktoś z Was zetknął się z osobą, która ma/miała zdiagnozowaną przez psychiatrę hipochondrię? Czy ktoś wie, jak postępować z taką osobą?
Mam podejrzenia, ze dotyczy to mojej mamy. Ma 78 lat i w ostatnich latach ciągle cierpi na jakieś choroby. Cześć tych chorób sama sobie wmawia i diagnozuje, część odczuwa naprawdę. Jest ciągle cierpiąca, nieszczęśliwa, w sumie przestała być aktywna życiowo, bo zawsze coś jej przeszkadza aby cokolwiek zrobić ze swoim życiem. Tym czymś jest złe samopoczucie. Bez przerwy chodzi po lekarzach, robi mnóstwo wyników i badań, które najczęściej są dobre i adekwatne do jej wieku. Więc jak jakieś badania wykluczą jakąś chorobę, to bardzo szybko zaczyna mieć oznaki jakiejś następnej. Więc panika, umawianie wizyt lekarskich, następne badania, które znów nie potwierdzają jej diagnoz.
Jest osobą samotną, z moim ojcem rozwiodła się 25 lat temu i nigdy nie związała już z nikim, ponieważ nikt jej nie odpowiadał. Kiedyś była bardzo aktywna życiowo, miała wiele zajęć, mnóstwo energii. Dziś to wrak człowieka, i to niestety na własne życzenie... Apatyczna, nic jej się nie chce, nic nie robi w życiu poza oglądaniem telewizji i rozwiązywaniem krzyżówek. Kiedyś była piękną kobietą, dziś totalnie o siebie nie dba, chodzi w jakichś starych, czasem nawet podartych ciuchach. Jest totalnie skupiona na sobie, apodyktyczna, nic jej nie można powiedzieć, nic jej w zasadzie nie interesuje, jedyny temat do rozmowy to jej samopoczucie i choroby. Nie znosi innych ludzi, z nikim nie chce utrzymywać żadnych relacji, wszyscy ją denerwują, poza mną, moją siostrą i wnukiem. Najmniejsza pierdoła, jak np.sąsiad który trzasnął drzwiami na klatce schodowej potrafi podnieść jej ciśnienie do 200, które potem trzeba zbijać lekami. Wszystkiego się boi, czasem nawet wyjścia z domu, bo np. dziś wieje i może się przeziębić.
Jak jej zdrowie zaczęło się coraz bardziej pogarszać, to ja i siostra zaczęłyśmy razem z nią chodzić po lekarzach. Zasypywała ich informacjami, jakie ma objawy, nie bardzo chciała słuchać co lekarz ma do powiedzenia, najważniejsze było aby udowodnić lekarzowi, jakie ma objawy. A lekarze coraz częściej mówili, że z jej zdrowiem fizycznym jest wszystko ok, że jej objawy wynikają z psychiki i doradzali wizytę u psychiatry i dobrze dobrane leki na depresję.
Wizyta u psychiatry została umówiona na najbliższy piątek. Idę tam z nią, by lekarzowi opowiedzieć jak funkcjonuje, ponieważ moja mama raczej bojkotuje tę wizytę, twierdząc że jej nie potrzebuje. Ponadto obawiam się też tego, że w dniu wizyty jej psychika zasabotuje i ciśnienie jej skoczy do 200 i z tego powodu nie będzie mogła pójść.
Tłumaczenie jej, że ona sama ma wpływ na swoje życie nic nie daje. Jest tylko płacz, że jej nie rozumiem, ze jak ona ma wyjść z domu do ludzi, skoro się ciągle poci. A jak się nie poci, to ma problem z jelitami. A jak nie z jelitami, to z czymś innym. Wiem, ze jej zachowanie wynika z tego, że tak bardzo potrzebuje uwagi, mojej obecności. Tylko, że ja już nie daję rady psychicznie. Nie da się jej rozweselić, bo każda próba zostanie zbojkotowana udowadnianiem mi, jaka jest schorowana i nieszczęśliwa. O niczym nie da się z nią porozmawiać, bo nic jej nie interesuje, tylko jej choroby i złe samopoczucie. Nie daję rady wysłuchiwać, że dziś ma jakiś wyprysk na ręce i zastanawiać się wspólnie z nią jaka to choroba. Dzwonię do niej codziennie po kilka razy i coraz bardziej jest to dla mnie przykry obowiązek, a nie przyjemność porozmawiania z własną matką.
Coraz bardziej mnie to wszystko wykańcza...
Obserwuj wątek
    • fraudes Re: Hipochondria 11.04.17, 12:38
      Starsi ludzie - odnoszę wrażenie - lubią być nieszczęśliwi. Moja mama też widzi tylko negatywy, żyje urazami sprzed dziesiątek lat i ciągle to wszystko przezywa. Pozostaje głucha na apele o pogodne podejście, dostrzeżenie pozytywów w danej sprawie i machnięcie ręką na to, co ktoś powiedział 20 lat temu, szczególnie, że często nie żyje ta osoba. W znajomych, z którymi dośc dobrze funkcjonowała przez lata zaczyna dostrzegać same negatywy.
      Też nie wiem, co robić.
    • sirella Re: Hipochondria 11.04.17, 12:50

      Zrób wszystko, żeby do tego psychiatry dotarła. Leki mogą jej pomóc.


      www.promed.lazy.pl/index.php/poradnik-seniora-23/82-4-postepowanie-w-dominujacych-schorzeniach-wieku-podeszlego?limitstart=0

      • sirella Re: Hipochondria 11.04.17, 13:19
        www.dops.wroc.pl/publikacje/przywrocic_radosc_zycia.pdf

        www.biomedical.pl/psychologia/hipochondria-choroba-seniorow-4337.html
        www.katowice-psycholog.pl/depresja/depresja-u-osob-starszych/
    • edw-ina Re: Hipochondria 11.04.17, 12:51
      Kiedy jest chora, jest w centrum uwagi, dzieci, wnuki mają dla niej czas, interesują się itd. Można uznać, że "chorowanie" jest wygodne, bo odsuwa samotność.
      • asiek25 Re: Hipochondria 11.04.17, 15:01
        Oczywiście, że masz rację, ja też tak to widzę. Ja chętnie poświęcam jej czas, ale chciałabym się cieszyć tym czasem, czerpać radość z przebywania z nią i jej samej też dawać radość, pozytywne nastawienie do życia. Bo teraz to jest tak, że moja rola sprowadza się do wyciągania jej z doła psychicznego, ale i tak nie daję rady, bo ona chce się umartwiać. I cokolwiek bym nie zrobiła, nie powiedziała, to i tak ona jest na nie. I w kółko jak jest źle, jak strasznie się czuje, jaka jest nieszczęśliwa. Ja już tego nie dźwigam psychicznie, moja siostra tez nie. Robimy wszystko, aby ją wspierać, ale to studnia bez dna. I jak parę osób w wątku obok napisało, tak zwyczajnie, po ludzku, chcieliby aby ich rodzice byli na starość szczęśliwi. A oni usilnie nie chcą być.
        Dodatkowo sytuacja z chorobami mojej mamy ma na mnie negatywny wpływ. Szarpię się sama ze sobą pomiędzy racjonalnym podejściem do sprawy, ze jest dorosła i ma takie życie jak je sobie ułoży i że jak chce wynajdywać sobie choroby, to zawsze sobie jakąś znajdzie. A z drugiej strony jest ciężar, że przecież ona naprawdę czuje cierpienie, i że jaka ze mnie wyrodna córka, że jej nie rozumiem.
        Okropne to jest...
        • edw-ina Re: Hipochondria 11.04.17, 21:08
          Pewien amerykański artysta w porozumieniu z biologami stworzył "garnitur postarzający", takie urządzenie, które zakładasz jak kombinezon i na jakiś czas stajesz się osobą wiekową z typowymi przypadłościami - problemami z poruszaniem się, skostnieniem stawów, rozmytym widzeniem, uciskiem na kręgosłup itd. itp. Ludzie, którzy to wypróbowywali mówili, że nie zdawali sobie jak męczące jest zwykłe codzienne funkcjonowanie osób starszych, jak nawet proste czynności mogą zmęczyć, zirytować. Tak myślę, że może twoja mama może też wyjątkowo źle radzić sobie z takimi zmianami i odbierać je jako chorobę. Przypuszczam, że aktywność grupować mogłaby coś tu wskórać - jakiś uniwersytet trzeciego wieku, joga dla seniorów?
    • aqua48 Re: Hipochondria 11.04.17, 15:03
      asiek25 napisała:

      > Dzwonię do niej codziennie po kilka razy i coraz bardziej jest to dla mn
      > ie przykry obowiązek, a nie przyjemność porozmawiania z własną matką.
      > Coraz bardziej mnie to wszystko wykańcza...

      A po co dzwonisz kilka razy dziennie? Każdego by to wykończyło. Dzwoń raz, np. wieczorem i pytaj co dobrego się dzisiaj zdarzyło, jak spędziła dzień. co dobrego zjadła. Spróbuj ją przestawiać na inne tory myślenia o rzeczywistości. No i nie odpuszczaj tej wizyty u psychiatry.
      • asiek25 Re: Hipochondria 11.04.17, 16:03
        Dzwonię, bo się o nią martwię. Czy nic jej się nie stało, czy nie ma jakiegoś ogromnego skoku ciśnienia i nie trzeba jechać do szpitala. Ale dzwonię też, aby jej jakoś umilić dzień, aby czuła się ważna, kochana, że się nią interesuję. Nie zawsze mogę ją odwiedzić, więc chociaż dzwonię.
        Pewnie, że pytam o dobre rzeczy, ale zaraz sprowadza rozmowę na negatywy. Nic się nie wydarzyło, boli ją to i to, apetytu nie ma, nic jej nie smakuje. Beznadzieja aż się rozlewa. Czasem zadziała jak sprowadzam rozmowę na czasy jej dzieciństwa i młodości. Wtedy się trochę rozpogadza, opowiada, odciąga swoją uwagę od tego nieustannego cierpienia. Ale to działa na krótko, a i ja te wszystkie historie słyszałam już wiele razy.
        Wizyty u psychiatry na pewno nie odpuszczę. Już zapowiedziałam, że nawet jeśli ciśnienie jej skoczy nadmiernie, to ja i tak ją tam zawiozę i wejdę do gabinetu razem z nią, aby porozmawiać z lekarzem. Ona się zapiera, że nie chce, ale nie odpuszczę. Tym bardziej, że poczytałam te linki, które podrzuciła Sirella i wiele rzeczy złożyło mi się w całość.
        Sirello, bardzo dziękuję :)
        • verdana Re: Hipochondria 11.04.17, 17:07
          Dzwoniąc kilka razy dziennie potwierdzasz jej przypuszczenia, ze jest bardzo chora - to raz.
          Dwa - matka w tym wieku może się naprawdę bardzo źle czuc, bez żadnych konkretnych chorób i objawów.
        • aqua48 Re: Hipochondria 11.04.17, 17:13
          asiek25 napisała:

          > Dzwonię, bo się o nią martwię. Czy nic jej się nie stało, czy nie ma jakiegoś o
          > gromnego skoku ciśnienia i nie trzeba jechać do szpitala. Ale dzwonię też, aby
          > jej jakoś umilić dzień, aby czuła się ważna, kochana, że się nią interesuję. Ni
          > e zawsze mogę ją odwiedzić, więc chociaż dzwonię.


          A w razie gdyby coś się działo, to mama nie zadzwoni do Ciebie? Dlaczego nie założysz, że wszystko będzie dobrze, choć tego oczekujesz od mamy, a ona też zakłada że będzie źle.
          Nie widzisz, że tę hipochondrię sama podsycasz? Daj jej pożyć jej życiem, a Ty zajmij się sobą i swoimi sprawami, takie życie w symbiozie z mamą nie jest dobre, dla żadnej z Was.

          > Pewnie, że pytam o dobre rzeczy, ale zaraz sprowadza rozmowę na negatywy. Nic s
          > ię nie wydarzyło, boli ją to i to, apetytu nie ma, nic jej nie smakuje.

          Przerywaj, powiedz wprost, że masz już dość słuchania że wszystko jest źle, ze to fatalnie na Ciebie wpływa i wszystkiego Ci się odechciewa. Ma wymyślić choć jedną dobrą rzecz jaka jej się przydarzyła. Albo zmieniaj temat, TY jej opowiadaj o dobrych rzeczach - jest ładnie, ptaki śpiewają, jutro pójdziecie na spacer, posadzicie zioła w doniczce, zbliżają się święta, może zrobi parę pięknych pisanek, namów ją do jakiejkolwiek działalności i chwal jeśli jej się podejmie nawet narzekając. Dawaj jej zadania łatwe - np. niech na jutro ugotuje dla Ciebie kompot, bo zawsze lubiłaś jej kompoty. I chwal jeśli rzeczywiście zbierze się aby coś zrobić. Pytaj co lubiła robić jako dziecko, lub młoda dziewczyna, rozwijaj jej wspomnienia i na bazie tego proponuj jakieś drobne zajęcia. Nie możesz pozwalać sobie być workiem na żale i beznadzieję, bo i Tobie będzie się ona udzielać. I nie kontroluj jej tak. Jeśli dzwonisz kilka razy dziennie to jasne, że nie macie o czym rozmawiać i w końcu schodzi na dolegliwości no bo to jej całe życie teraz.

          • verdana Re: Hipochondria 11.04.17, 17:41
            To dobra rada. Ale nie zadziała. Wiem z doświadczenia. U mojej mamy przyczyną jest stres posttraumatyczny, tu może to być depresja, albo nieumiejętność przyciągnięcia uwagi czymkolwiek innym, poza samopoczuciem. Moja matka nie siedzi bezczynnie i nie, to nie pomaga.
            Jedyną rzeczą, poza psychiatrą, która moze naprawdę pomóc, jest psychiczne odizolowanie się od kolejnych dolegliwości. Problem w tym, że na pewno w tej sytuacji przeoczy się ten moment, gdy mama będzie naprawdę chora. Problem też w tym, ze nie jest to możliwe w pełni.
            Ale pociesz sie - czasem zdarzają się cuda. Na przykład w ciągu ostatnich 30 lat był taki okres, ze nie martwiłam sie niczym przez całe trzy dni.
            • aqua48 Re: Hipochondria 11.04.17, 17:50
              verdana napisała:

              > To dobra rada. Ale nie zadziała.

              Nie mów nie, bo nie znasz tej sytuacji, znasz swoją mamę, a jej problem jest szczególny. Możliwe jest, że tu zmiana postępowania wraz z odpowiednio dobranymi lekami od psychiatry zadziała. Niekoniecznie radykalnie, na to bym nie liczyła, ale choćby tak aby było widocznie lepiej.

              >Moja matka nie siedzi bez
              > czynnie i nie, to nie pomaga.

              Moja Mama była czynna do końca życia mimo bólu i praktycznie bardzo ograniczonej możliwości samodzielnego poruszania się i to jej pomagało ogromnie na samopoczucie. Pewnie, że dużą rolę odgrywał jej charakter, przyzwyczajenia i zainteresowania.
              • verdana Re: Hipochondria 11.04.17, 19:27
                Naiwnością jest sądzić, ze metodami typu Pollyanny zmieni się 78-letnią kobietę. Psychiatra może zadziałać, ale też w ograniczonym zakresie, bo część z tych skarg na zdrowie jest najprawdopodobniej obiektywnie uzasadniona. Narzekanie jest bowiem pewną częścią życia, jedyną możliwością rozładowania niepokoju i przyciągnięcia zainteresowania. Mama w tym wieku nie przestanie źle się czuć. Może najwyżej przestać o tym mówić i martwić się w samotności. Nie o to chyba jednak chodzi.
                Terapia miałaby większą przyszłość u osoby znacznie młodszej, u której hipochondria i lęk przed śmiertelną chorobą byłby mniej uzasadniony.
                • aqua48 Re: Hipochondria 12.04.17, 10:03
                  verdana napisała:

                  > Naiwnością jest sądzić, ze metodami typu Pollyanny zmieni się 78-letnią kobietę

                  Verdano, terapia zajęciowa nie jest metodą typu Polyanny.

                  > . Psychiatra może zadziałać, ale też w ograniczonym zakresie, bo część z tych
                  > skarg na zdrowie jest najprawdopodobniej obiektywnie uzasadniona.

                  Autorka napisała, ze lekarze po wnikliwych badaniach jej mamy nie potwierdzają tego.


                  >Narzekanie jest bowiem pewną częścią życia, jedyną możliwością rozładowania niepokoju i przyciągnięcia zainteresowania.

                  Toż właśnie DLATEGO należy dążyć do zmiany przyzwyczajeń. Mamy i swoich, aby nadmierną troską nie powodować takiej sytuacji że całą odpowiedzialność za swe złe samopoczucie przerzuca ona na córki..

                  >Mama w tym wieku nie przestanie źle się czuć.

                  Tego nie wiemy. Jeśli to depresja to leczona może dać poprawę.

                  > Terapia miałaby większą przyszłość u osoby znacznie młodszej

                  Halo! 78 lat to nie jest jeszcze czas na szycie koszuli do trumny. Znam (i mam w bliskiej rodzinie) mnóstwo osób w takim i jeszcze bardziej zaawansowanym wieku, które robią mnóstwo rzeczy dla utrzymania się w formie - psychicznej i fizycznej, utrzymania kontaktów towarzyskich i są to regularne czynności na które osoby dużo młodsze, często nie znajdują czasu ani chęci :)

                  Sądzę Verdano, że na Twoje zdanie wpływa sytuacja Twojej mamy, która jak pisałaś jest szczególna, ale nie ma co jej doświadczeń przenosić na inne osoby.
                  • sirella Re: Hipochondria 12.04.17, 11:18
                    Autorka nie napisała, że matka zawsze była osobą siedzącą przed serialami i narzekającą na los, ale napisała, że kiedyś matka była bardzo aktywna. Więc jak najbardziej przypuszczam, że ustawienie leków działających na samopoczucie i spróbowanie zainteresować ją aktywnościa poza domem/wyjściem do ludzi, jakimś klubem seniora lub dowolną aktywnością poza domem i w towarzystwie może być skuteczne. Oraz wysłuchanie między wierszami w czym jest prawdziwy problem. Znajoma starsza osoba 70+ przez ok 2 lata nie chciała bywać wśród ludzi, zamykała się w domu i zaczęła mieć już urojenia ksobne i stany depresyjne. Powodem była wyprowadzka jednego z członków rodziny ale też rzecz prozaiczna- usunęła wszystkie zęby oraz schudła, w związku z tym bardzo jej się postarzała/opadła twarz w ciągu kilkunastu tygodni i nagle poczuła się stara i brzydka. Zaczęła sobie wkręcać, że ludzie patrzą, bo żle wygląda, śmieją się, itd. Chodziła tylko po lekarzach, bo tam mogła siedzieć w poczekalni ze zbolałą miną nieszczęśnicy, bo bycie "chorym" jedynie mogło jakoś usprawiedliwić wobec otoczenia jej kiepski wygląd. Rodzina musiała zadziałać chwaleniem, podbudowaniem jej wartości - na zmianę z opieprzaniem żeby nie wydziwiała w histeriach i wymysłach, plus pomóc wybrać ładne ciuchy/zawieźć do fryzjera/dać kijki do trekingu/spędzić czas na wspólnym wychodzeniu z domu i pokazywaniu, że nic się nie zmieniło oprócz jej myślenia o sobie; by jej lęki niwelować a nie wzmacniać, itd. Po czasie sama wiedziała, że jak jej się w głowie wieczorami nakręca schiza to bierze kropelki na nerwy by się nie męczyć sama z sobą.
      • sirella Re: Hipochondria 11.04.17, 17:50
        >A po co dzwonisz kilka razy dziennie? Każdego by to wykończyło.


        Słuszna uwaga. Autorko, obawiam się że dokładasz mamie problemu a przynajmniej go utrwalasz. Telefony kilka razy dziennie "czy aby ciśnienie dobre, czy do szpitala nie trzeba, czy już umierasz?" ... można ześwirować.
        • aqua48 Re: Hipochondria 11.04.17, 17:53
          sirella napisała:

          > >A po co dzwonisz kilka razy dziennie? Każdego by to wykończyło.

          > Słuszna uwaga. Autorko, obawiam się że dokładasz mamie problemu a przynajmniej
          > go utrwalasz. Telefony kilka razy dziennie "czy aby ciśnienie dobre, czy do s
          > zpitala nie trzeba, czy już umierasz?" ... można ześwirować.

          A przynajmniej jeszcze bardziej skupiać uwagę na tym na czym nie powinno się skupiać - czyli na dolegliwościach "bo co ja powiem córce kiedy zadzwoni za godzinkę", że przeszłam z kuchni do łazienki, wypiłam herbatę? nie bo to nie ważne, to będę się rozwodzić nad tym co mnie boli...
    • blue_meerkat Re: Hipochondria 11.04.17, 21:50
      Czy matka zmienila sie razem z hipochondria, czy apodyktycznosc i kiepskie kontakty z innymi sa od zawsze?
    • 71tosia Re: Hipochondria 12.04.17, 00:42
      raczej typowe zachowanie dla wieku mamy, polaczenie prawdziwych klopotow zdrowotnych, samotnosci i coraz silniejszej swiadomosci konca zycia. Typowa starcza depresja, ktora praktycznie dopada kazda osoba w wieku twojej mamy. Leki troche pomoga ale na cuda nie ma co liczyc. Jezeli stac was to moze warto pomyslec o jakies osobie, ktora pobedzie z mama przez kilka godzin dziennie pod pretekstem ugotowania obiadu, wspolnego spaceru, sprzatania. Moze towarzystwo troche rozladowuje ten stres 'hipochondryczny'.
    • asiek25 Re: Hipochondria 12.04.17, 12:24
      Ale o nie jest tak, ze ja dzwonię do mamy 5-6 razy dziennie :) Dzwonię z reguły 2 razy, czasem tylko raz, czasem maks. 3 razy. I nie po to, aby wypytać ją jak się czuje i co ją aktualnie boli. Pytam co porabiała, czy poszła na spacer i jak było, co sobie ugotowała na obiad itp. Nie kontroluję jej, raczej staram się jej dać uwagę i zainteresowanie, którego tak bardzo potrzebuje. Zresztą ją bardzo cieszą moje telefony, daje temu wyraz, często powtarza jakie to dla niej fajne, że tak się o nią troszczę. Oczywiście, że pytam również jak się czuje, ale dlatego, że ona sama nie powie, tylko będzie opowiadać zbolałym głosem, że jakoś sobie radzi. Gdyby to była młodsza osoba, to puściłabym bokiem takie manipulacje, ale to starsza osoba i nigdy nie wiem, czy aktualnie coś wymyśla, czy naprawdę coś się dzieje niedobrego.
      Ja rozumiem to, że w starszym wieku zawsze coś boli, że ruchy ograniczone, że wzrok nie ten, że jakość życia zdecydowanie gorsza. Ale widzę też kobiety w podobnym do niej wieku, które mimo różnych dolegliwości są aktywne i potrafią cieszyć się życiem na ile to jest możliwe w tym wieku. Moja matka tego nie chce robić. Woli się umartwiać, izolować, coraz bardziej zamykać na świat.
      My z siostrą próbowałyśmy już naprawdę wszystkiego. Różnego rodzaju zajęcia grupowe, uniwersytet III wieku, spotkania z sąsiadami, spotkania w kościele. Zawsze znalazła powód, aby tego nie robić. A to ma problemy z jelitami i musi być blisko łazienki i się wstydzi innych. A to strasznie się poci, musi się co chwile przebierać, więc nie. A to wszędzie są przeciągi i ją zawieje. Ona nie lubi ludzi, nie bardzo ją interesują i nie ma ochoty z nimi przebywać zbyt długo. Jest skupiona tylko na sobie, chce uwagi tylko dla siebie, więc nie daje rady nawiązywać żadnych znajomości. A stare znajomości coraz bardziej się rozluźniają, bo ona ich nie pielęgnuje. I nie byłoby w sumie w tym nic takiego strasznego, w końcu nie każdy musi lubić innych. Ale problem jest taki, że ona coraz bardziej izoluje się od świata, coraz mniej wychodzi z domu, bo znów spocona, bo zawieje, bo się przeziębi, bo wystąpi biegunka i nie zdąży wrócić do domu. Skupia się na MOGĄCYCH wystąpić zagrożeniach, więc rezygnuje ze wszystkiego.

      > Znajoma starsza osoba 70+ przez ok 2 lata nie chciała bywać wśród ludzi, zamykała się w domu i zaczęła mieć już
      > urojenia ksobne i stany depresyjne. Powodem była wyprowadzka jednego z członków rodziny ale też rzecz prozaiczna-
      > usunęła wszystkie zęby oraz schudła, w związku z tym bardzo jej się postarzała/opadła twarz w ciągu kilkunastu tygodni i > nagle poczuła się stara i brzydka. Zaczęła sobie wkręcać, że ludzie patrzą, bo żle wygląda, śmieją się, itd.

      To jest dokładnie moja mama. Kiedyś była kobietą o wyjątkowej urodzie, ślicznie ubraną, wszyscy się nią zachwycali. Jedyny mankament - niespecjalnie gęste włosy. Na starość włosy zaczęły coraz bardziej wypadać, zrobiło się ich mniej. To jest jej aktualnie największa schiza, mówi o tych przerzedzonych włosach bez przerwy, chociaż ja nie widzę jakiejś gigantycznej różnicy. Z powodu włosów nie chce się z nikim spotykać, przestała o siebie kompletnie dbać, chodzi w jakichś starych powyciąganych ciuchach. Pocieszam ją jak mogę, że wygląda fajnie, że włosy też są ok, że nikt ludzie nie zwracają tak uwagi na jej włosy, jak jej się wydaje. Nie, nie mam racji, włosy są okropne, wszyscy widzą. Proponowałam więc różne rozwiązania - że kupimy jakąś fajną perukę, teraz są naprawdę fajne, będzie wyglądała ślicznie. Nie, wszyscy będą wiedzieli, że to peruka, będą bez przerwy się na nią gapić i się z niej śmiać. Ok, to może jakaś fajna, fantazyjna chusta na głowę. Nie, bo ona nie będzie tego ciągle wiązać, a poza tym będzie jej w tym gorąco. To może jakaś czapeczka a'la lata 20-ste? Nie, bo w tym będzie wyglądała śmiesznie. Wszystko jest na nie. Teraz wymyśliła, że ona chyba nie będzie brała udziału w świętach, bo cała rodzina będzie patrzeć na jej włosy, na to jaka jest stara i brzydka. A ja nie mam już siły i pomysłów na poprawienie jej nastroju i wyciąganie z doła psychicznego.
      Do psychologa i na terapię chodziła w zeszłym roku. Skończyło się na kilku spotkaniach, bo stwierdziła, że jej to nic nie daje i że to jest bez sensu. U psychiatry też była kilka razy. Raz dostała jakieś antydepresanty i nawet była jakaś poprawa w jej funkcjonowaniu. Była weselsza, bardziej energiczna. Ale moja matka jest fanką czytania ulotek pod kątem jakie skutki uboczne dany lek powoduje. Oczywiście znalazła u siebie jakieś, więc leki odstawiła. Potem dostała jakiś lek przeciwlękowy, ale strasznie ją otumaniał i spowodował jeszcze większą apatię. Dlatego teraz uparłam się, że idę do psychiatry razem z nią, aby opowiedzieć lekarzowi, jak ja z boku widzę jej funkcjonowanie. Lekarzem nie jestem, ale wydaje mi się, że moja mama potrzebuje jakichś leków, które jej podniosą nastrój, a nie uspokajaczy.
      Dziękuję bardzo za Wasze komentarze :)
      • sirella Re: Hipochondria 12.04.17, 17:55
        W tamtym przypadku opiekowali się panią członkowie rodziny, którzy przez jakiś czas się przejmowali, że może faktycznie ona taka chora stara biedna, ale jak zauważyli, że ona lubuje się w pozie ofiary i graniu emocjonalnymi szantażami by wszyscy się litowali, to cóż... najbliżej mieszkający którzy widzieli, że nic się nie dzieje zdrowotnie oprócz jej nakręcania fisia, przestali się cackać i "zjebkę" starsza pani dostawała często, jak np córka przychodziła wykończona po swojej pracy sprawdzić co u matki, a pani zaczynała swoje jęki, to córka nie raz odwróciła się na pięcie i trzasnęła drzwiami, zostawiając panią samą i odcinając "odbiornik", albo na jej jęczenie jak źle wygląda i dlatego nie może nigdzie iść, córka jechała podniesionym głosem "no tak! cały świat tylko na ciebie się będzie patrzył! ludzie nic innego nie mają do roboty tylko ciebie oglądać jak pępek wszechświata!" albo "jeszcze brudną szmatą się owiń to na pewno będziesz lepiej wyglądać!" , itd. albo "taka wierząca jesteś nawracająca wszystkich a do kościoła nie pójdziesz bo wygląd teraz ważniejszy od boga? to jaka ty wierząca jesteś?" , albo "przestań wydziwiać, o x jadę na mszę, chcesz jechać to masz być gotowa" itd.
        Patrząc z boku wydawało się to okrutne wobec staruszki, ale nie wiem czy właśnie to nie pomogło bardziej w zakończeniu robienia scen i ogarnięciu się pani, niż litowanie się przez drugą córkę i przejmowanie że biedna i chora.
        Czy matka mieszka zupełnie sama? Bo jednak starsi ludzie którzy mają kogoś bliskiego choćby w mieszkaniu obok, kogo moga codziennie zobaczyć, funkcjonują lepiej.
    • ba-7 Re: Hipochondria 12.04.17, 13:29
      Zaproponuj mamie udział w zajęciach Uniwersytetu Trzeciego Wieku, jeśli takiego nie ma, to w jakimś Klubie Seniora, weź ją na zakupy ciuchowe, zmobilizuj żeby zaprosiła koleżanki na spotkanie w jakiejś knajpce, może zaproponuj jakąś fajną wycieczkę, wczasy, a nawet sanatorium /w ostateczności/. Tylko kontakt z ludźmi może być lekarstwem na strach przed starością i chorobami. Mama jeśli pracowała, to może np. skorzystać w dawnym zakładzie pracy z jakichś propozycji sekcji emerytów.
      Ona musi mieć własne aktywne życie.
      • anula36 Re: Hipochondria 12.04.17, 13:46
        to wszystko jzu bylo ze zacytuje czesc wczesniejszego watku:
        My z siostrą próbowałyśmy już naprawdę wszystkiego. Różnego rodzaju zajęcia grupowe, uniwersytet III wieku, spotkania z sąsiadami, spotkania w kościele. Zawsze znalazła powód, aby tego nie robić. A to ma problemy z jelitami i musi być blisko łazienki i się wstydzi innych. A to strasznie się poci, musi się co chwile przebierać, więc nie. A to wszędzie są przeciągi i ją zawieje. Ona nie lubi ludzi, nie bardzo ją interesują i nie ma ochoty z nimi przebywać zbyt długo. Jest skupiona tylko na sobie, chce uwagi tylko dla siebie, więc nie daje rady nawiązywać żadnych znajomości. A stare znajomości coraz bardziej się rozluźniają, bo ona ich nie pielęgnuje. I nie byłoby w sumie w tym nic takiego strasznego, w końcu nie każdy musi lubić innych. Ale problem jest taki, że ona coraz bardziej izoluje się od świata, coraz mniej wychodzi z domu, bo znów spocona, bo zawieje, bo się przeziębi, bo wystąpi biegunka i nie zdąży wrócić do domu. Skupia się na MOGĄCYCH wystąpić zagrożeniach, więc rezygnuje ze wszystkiego.
        • ba-7 Re: Hipochondria 12.04.17, 15:01
          Ach tak, przepraszam. To poważniejszy problem.
        • aqua48 Re: Hipochondria 12.04.17, 15:07
          Do specjalistycznego sklepu z perukami trzeba mamę zaprowadzić po to aby przymierzyła i SAMA się przekonała, że są one nie do odróżnienia. Można jej też zaproponować jakiś ładny kapelusz. Kapelusze to nie chusteczki, a są i wiosenne i letnie i ładnie się w nich wygląda. W latach 70 peruki były bardzo modne i panie jak nie miały czasu lub ochoty myć i układać włosów to właśnie wkładały peruki - szast-prast i wyglądało się elegancko - warto mamie przypomnieć te czasy :)
          • asiek25 Re: Hipochondria 12.04.17, 15:42
            Dokładnie tak robię :) Znalazłam fajny sklep w naszym mieście, z bardzo dużym wyborem peruk. Proponowałam parę razy, że jedziemy, poprzymierza sobie i na pewno znajdziemy taką, w jakiej będzie się czuła i dobrze, i ładnie. Nic z tego. Nie, nie potrzebuje, nie chce. Proponowałam, żeby tylko spróbowała, jak się nie spodoba, to nic nie kupi. No to dziś nie, bo plecy ją bolą, jutro nie, bo mocno się poci, pojutrze nie, bo czuje, że przeziębienie ją łapie. I tak bez przerwy. Przecież jej nie zwiążę i siłą do samochodu nie wrzucę...
            Nie rozumiem jej niechęci do peruki. Jak była młoda, to nosiła treski. Moja babcia, a jej matka miała włosy jeszcze słabsze od mojej mamy i nosiła perukę. Z tym, że peruki z lat 70-siątych i obecne, to niebo i ziemia. Dziś są naprawdę świetne i często nawet nie widać, że to peruka. Tłumaczę to mamie, ona przytakuje, że rozumie, ale i tak jest na nie.
            Kapelusze też proponowałam. Tym bardziej, że jak była młoda to nosiła i pięknie w nich wyglądała. Nawet chyba ma jeszcze kilka. Też wszystko na nie. Te, które ma, to niemodne, te które w sklepach to jej się nie podobają. I ciągle nie.
            Myślę, że naprawdę próbowałam już wszystkiego, aby jej pokazać lepszą jakość życia, niż ta, którą sama sobie funduje. Nic nie działa. Dlatego tak wielką nadzieję pokładam w psychiatrze, w dobrze dobranych lekach antydepresyjnych. Może to spowoduje, że zacznie jej się chcieć żyć i widzieć świat bardziej optymistycznie.
            • verdana Re: Hipochondria 12.04.17, 15:49
              To nie jest niechęć do peruki. To jest niechęć do rozwiązania problemu. Nie masz dawać rozwiązań, tylko współczuć. Bo nie włosy tu chodzi.
            • zuzi.1 Re: Hipochondria 12.04.17, 19:33
              Twojej mamy nie da sie zmienić. Dbaj o nia ale nie trać czasu i wysiłków na jej zmianę, bo to i tak Ci sie nie uda. Lepiej swoj wysiłek zwróć w stronę siebie samej, swoich dzieci czy meza.
            • miedzymorze Re: Hipochondria 12.04.17, 23:18
              >Myślę, że naprawdę próbowałam już wszystkiego, aby jej pokazać lepszą jakość życia, niż ta, którą sama sobie funduje.

              Skoro spróbałaś wszystkie i nie trafiło, to odpuść sobie. Widocznie jej jest dobrze jak jest i nie chce nic zmieniać. Odetnij ta toksyczną pępowinę, zamiast 2-3 razy dziennie dzwon raz na 2-3 dni, naładuj swoje akumulatorki robiąc to co tobie sprawia przyjemność.
              pozdr,
              mi
            • blue_meerkat Re: Hipochondria 12.04.17, 23:25
              Psychiatra to nie cudotworca, mamy nie zmieni. Mam wrazenie ze tzw depresja to wynik czego innego - jak w wczesniej wygladaly kontakty mamy z innymi ludzmi? Jak duza wage przykladala do wygladu, ew tego jak widza ja inni?
              • blue_meerkat Re: Hipochondria 12.04.17, 23:38
                Czy to mozliwe ze mama, straciwszy urode i uwage innych, wykorzystuje hipochondrie jako zastepczy sposob zapewniania sobie twojej i siostry uwagi? Ze tej uwagi sie niejako domaga wzbudzajac poczucie winy? Z tego co piszesz ona wcale nie chce sie zmieniac...
          • salsa.lover Re: Hipochondria 18.04.17, 18:12
            aqua48 napisała:

            > Do specjalistycznego sklepu z perukami trzeba mamę zaprowadzić po to aby przymi
            > erzyła i SAMA się przekonała, że są one nie do odróżnienia. Można jej też zapro
            > ponować jakiś ładny kapelusz. Kapelusze to nie chusteczki, a są i wiosenne i le
            > tnie i ładnie się w nich wygląda. W latach 70 peruki były bardzo modne i panie
            > jak nie miały czasu lub ochoty myć i układać włosów to właśnie wkładały peruki
            > - szast-prast i wyglądało się elegancko - warto mamie przypomnieć te czasy :)


            Przecież tu wcale nie o peruki czy kapelusze chodzi.
            • aqua48 Re: Hipochondria 18.04.17, 18:47
              salsa.lover napisała:

              > Przecież tu wcale nie o peruki czy kapelusze chodzi.

              Nie, chodzi o to aby wytrącić mamie z ręki preteksty do nieruszania z domu i narzekania.
    • gonzo_101 Re: Hipochondria 12.04.17, 17:12
      Ehh nawet nie wiesz jak bardzo bliska jest mi twoja historia. Cóż z perspektywy czasu mogę napisać Ci tylko jedno. Nie obraź się, ale dlaczego uważasz że to mama ma coś zmienić. Jej odpowiada aktualna sytuacja ma to czego potrzebuje i nie ma żydach chęci/motywacji do zmiany. Ma to na czym jej zależy, czyli uwagę rodziny. Uwagę niezdrową i trochę podpadającą pod współuzależnienie. Ja nie widzę tu stawiania żadnych granic z twojej strony. Pozwalasz jej na szantaż emocjonalny i wspierasz w autodestrukcyjnych zachowaniach według mnie. Może już czas abyś urealniła obraz własnej matki i zobaczyła ją taką jaka jest, a nie z perspektywy własnego "chciejstwa". Przyjmij do wiadomości że mama dokonała takiego wyboru i chce być nieszczęśliwa. To może wydawać się nawet szokujące, ale jak się trochę zastanowić to zachowanie twojej mamy jest spójne i logiczne. To ciebie zżerają wyrzuty sumienia i to ty się miotasz.
      Zobacz że mama realnie nic nie musi robić, wystarczy trochę utyskiwania, parę westchnień, smutna buzia, a ty już lecisz z "pomocą", pocieszasz i przedstawiasz miliony rozwiązań i propozycji, które twoja mama systematycznie odrzuca. Nie dostrzegasz bezsensowności swoich działań? Czy dotychczasowe działania twoje i siostry w jakiś sposób pomogły, czy mama jest szczęśliwsza, czy lepiej sobie radzi? Sama piszesz, że mama sabotuje wszystkie formy pomocy. Zobacz, że kiedy nastąpiła poprawa w trakcie leczenia, mama natychmiast zarzuciła terapię. Nie mogłaby już dłużej grać "kartą cierpiętnicy", a przecież szantaż jest jedyną formą relacji z wami i nie miałaby czym was terroryzować/zwracać na siebie uwagę.
      Empatyzowanie ze starzejącym rodzicem jest naturalne, ale gdzie empatia dla samej siebie, dla syna czy siostry. Przecież opadasz z sił, ale dalej zawzięcie udajesz że możesz "uszczęśliwić" mamę. Nawet jeśli ona tak naprawdę tego nie chce. Przyjrzyj się też swojemu poczuciu winy bo to ono trzyma cię we władzy matki. Na ile wynika z twoje odpowiedzialności a na ile jest indukowane przez mamę w toku wychowania.
      Jakiś czas temu czytałem świetny felieton K.Miller dotyczący starzenia się. Terapeutka uważa, że ludzie którzy mówią" starość się Panu Bogu nie udała" to właśnie ci którzy nie mogą tak naprawdę pogodzić się z naturalnym przemijaniem. A jesień życia według autorki to właśnie czas w którym ponosimy konsekwencje dotychczasowych wyborów i decyzji. Bardzo wielu ludzi nie godzi się z tym faktem i epatuje swoim nieszczęściem. Nie chcą przyjąć odpowiedzialności za dotychczasowy styl życia. Są samotni, nie maja serdecznych relacji z innymi ludźmi, mają zniszczone zdrowie, nie potrafią się z niczego cieszyć, ale nie przyjmują do wiadomość że sobie na to ZAPRACOWALI i pretensje do całego świata powinni kierować przede wszystkim do siebie.
      Moja babcia pomimo 86 wiosen wciąż jest aktywna zawodowo!!!! Uwielbia ludzi, ani jednego dnia nie siedzi sama w domu chociaż doskwierają jej różne dolegliwości nie skarży się, sama zadbała o swoją starość , odłożyła dużo pieniędzy, zapewniła sobie miejsce w domu seniora prowadzonym przez córkę jej najlepszej przyjaciółki. Nie chce też słyszeć o sprowadzeniu jej do mnie, albo do rodziców. Jest osoba spełnianą i interesuje się innymi ludźmi, dobrze im życzy. Ale na pogodna starość sobie ciężko zapracowała, pielęgnowała relacje, pilnowała finansów, dbała o siebie. Moja babcia to moja duma i ogromna inspiracja.
      • verdana Re: Hipochondria 12.04.17, 20:24
        To jest bardzo niesprawiedliwe wobec wielu starszych osób. Fakt, ze człowiek czuje sie coraz gorzej, że przyjaciele umierają, że nie ma siły na wiele aktywności, które go dotychczas cieszyły nie ma absolutnie NIC wspólnego z tym, jakim sie było człowiekiem. Do tego dochodzą jeszcze efekty starzenia się mózgu, czasem początki demencji, czasem fizjologiczne obniżenie nastroju. To, ze jedna osoba czuje sie dobrze w wieku 86 lat, a inna jest całkowicie niesprawna to też często ani niczyja zasługa, ani wina.
        • miedzymorze Re: Hipochondria 12.04.17, 23:07
          Owszem jest.
          Zalegnięcie przed telewizorem na emeryturze własnie jest zapracowywaniem na gorsza kondycję fizyczną i umysłową. Pielęgnowanie urazy i przeżuwanie tego 'jak ona na mnie spojrzała dwadzieścia lat temu' również. Także dieta a zwłaszcza picie wody.
          Wyniki badań miejsc gdzie żyje najwięcej zdrowych stulatków nie wskazują, ze to tego zdrowia przyczynia się izolacja w domu przed TV, brak ruchu i aktywności, tylko wręcz przeciwne zachowanie. I na to jak najbardziej mamy wpływ.

          pozdr,
          mi
          • verdana Re: Hipochondria 13.04.17, 13:25
            Moja matka zachowuje sie tak samo, a jeszcze jest czynna zawodowo... Zdrowie a marudzenie, smutek, poczucie bezsensu życia nie sa ze sobą tożsame. Można, owszem, zapracować na gorszy stan zdrowia (ale możliwe jest też, ze podupadnie sie na zdrowiu bez swojej winy), natomiast obniżenie jakości życia i zadowolenia z życia może być całkowicie niezależne od starszej osoby.
        • gonzo_101 Re: Hipochondria 12.04.17, 23:20
          verdana napisała:

          > To jest bardzo niesprawiedliwe wobec wielu starszych osób. Fakt, ze człowiek cz
          > uje sie coraz gorzej, że przyjaciele umierają, że nie ma siły na wiele aktywnoś
          > ci, które go dotychczas cieszyły nie ma absolutnie NIC wspólnego z tym, jakim s
          > ie było człowiekiem.
          Nie mylmy pojęć. Odróżniasz chyba to na co mamy wpływ od tego co jest niezależne od naszej woli? A to jakim się było człowiekiem ma kolosalny wpływ, na to jak będziemy podchodzić do tego co nas spotka po drodze. Mówię tu o naszym nastawieniu i sposobie radzenia sobie z całym "dobrodziejstwem" starości, a na to już wpływ mamy.

          Do tego dochodzą jeszcze
          > m początki demencji, czasem fizjologiczne obniżenie nastroju. To, ze jedna osób
          > a czuje sie dobrze w wieku 86 lat, a inna jest całkowicie niesprawna to też czę
          > sto ani niczyja zasługa, ani wina.
          No i to są rzeczy z kategorii niezależnych od nas o ile nie są sprawą naszych zdrowotnych zaniedbań.
          Odnoszę wrażenie, że dajesz ludziom starszym za dużo taryfy ulgowej i samą starością usprawiedliwiasz ich destrukcyjne zachowanie. To nie jest takie proste. I chyba w przypadku matki autorki wątku, kobieta zamęczy całą rodzinę, jeśli nie zaczyną stawiać jej granic.
          • verdana Re: Hipochondria 13.04.17, 13:27
            Tak. Jak wiadomo depresja jest winą tylko i wyłącznie naszego zachowania. Demencja nie trafia nikogo, kto na nią nie zapracuje. Fizjologia oczywiście nie ma nic do rzeczy.
    • asiek25 Re: Hipochondria 13.04.17, 13:21
      Tak, prawdą jest, że moja mama całe życie przykładała ogromną wagę do swojego wyglądu, że była strasznie dumna z tego, jaka jest ładna, że wszystkim się tak podoba, że wszyscy zwracają na nią uwagę. W ogóle kwestia piękna była dla niej ogromnie istotna, wszystkich ludzi oceniała pod względem urody, co mnie niesłychanie irytowało, a czasami wręcz oburzało. A ten to ma krzywy nos, a ten za duży brzuch, a ta ma słabe włosy, a tamta za krótkie nogi. Okropne to, ale cóż, taka była i nadal jest. I mam wrażenie, że teraz, jak sama straciła urodę, to jej się wydaje, że inni też tak ją oceniają. Bo strasznie wstydzi się ludzi, tych swoich słabych włosów, swojego wyglądu. Ale kompletnie nie chce zauważyć, że jednak ma jakiś wpływ na to, jak wygląda. Że włosy można zakryć peruką lub jakimś nakryciem głowy, że wciąż można się jeszcze trochę podmalować, że można się ładnie ubrać. Że mimo 78 lat wciąż można być atrakcyjną kobietą, jeśli się o siebie zadba. A ona nie dba. Ubiera się w jakieś stare łachy, nic jej się nie chce, niczego zmieniać nie chce, żadne rozwiązania nie wchodzą w grę. Coraz bardziej pogrąża się w apatii i coraz bardziej uwiesza na mnie i siostrze.
      Gonzo, ja doskonale wiem co to jest współuzależnienie :) Myślę, że moja wiedza psychologiczna jest całkiem spora. Ale zgadzam się z Verdaną, że jednak stary człowiek to co innego. I czasem trudno stawiać granice osobie, która naprawdę cierpi. Aktualnie mama ma problem z bólem w plecach i poceniem się. Boli ją bez przerwy, poci się ogromnie. Nie zmyśla, widzę, jakie ma wciąż mokre plecy i ciuchy, jak się w kółko przebiera. Wizyt u lekarza było kilka, były badania krwi, prześwietlenia. Nic nie zostało znalezione, badania są dobre, żaden lekarz niczego nie stwierdził. A ją boli, nie może spać, wręcz płacze, bo od tygodni nie przechodzi. Lekarze są bezradni, ja jestem bezradna, nikt nie wie jak jej pomóc. Cierpi naprawdę. Dlatego tak trudno mi jest oderwać się od tego i poświęcać jej mniej uwagi, kiedy wiem jak jej źle. I że nie wszystko wynika z szantażu emocjonalnego. I stąd mój post o hipochondrii i psychiatrze, bo już tylko w tym widzę ratunek.
      I nie chodzi tylko o ratunek dla niej. To też ratunek dla mnie. Bo im bardziej będzie się izolować od życia, im bardziej zagłębiać w swoje choroby, tym bardziej będzie tracić na samodzielności, aż w końcu przyjdzie taki moment, ze trzeba będzie z nią zamieszkać, bo sama to już z domu nie wyjdzie i nic nie zrobi. Parę lat temu musiałam z nią zamieszkać na miesiąc. I to była gehenna, ciągła walka z jej apodyktycznością, terroryzmem, skupianiem uwagi tylko na niej, fochami, szantażami, gadaniem tylko o chorobach, wiecznym narzekaniem na wszystko. Więc moment zamieszkania z nią i opiekowania się nią chcę odwlec jak najdalej w czasie, chcę aby jak najdłużej była samodzielna i potrafiła zająć się i zaopiekować się samą sobą. Bo potrafi, tylko ogarnia ją coraz większa apatia, niemoc, bezczynność.
      Jutro rano idziemy do psychiatry. Wiem, że on nie zdziała cudu, ale liczę na jakieś leki, które podniosą jej samopoczucie, nastrój, chęć do życia, ze chociaż trochę przybędzie jej energii. Bo po tygodniach rozmów, że prawdopodobnie ma depresję, w końcu uznała, że tak może być i chce się leczyć.
      • mozambique Re: Hipochondria 13.04.17, 13:48
        no cóż - taki jest los przebrzmiałych piekności , ktore wartość życia opierały głownie na urodzie
      • verdana Re: Hipochondria 13.04.17, 14:21
        I tu właśnie musisz postawić pewną granicę - nie zamieszkasz z mamą, która niszczy Ci życie. Po prostu. Bo podejrzewam, ze to nie tylko hipochondria (która przecież nie musi się wcale objawiać narzekaniem i angażowaniem wszystkich we własne cierpienie) , ale przede wszystkim chęć przywiązania Cię do siebie. I z tym można walczyć. Ale problem z tym, że jak widać, część chorób jest autentyczna. Czy tarczyca przebadana - pocenie sie jest jak najbardziej objawem choroby tarczycy. I teraz pytanie - czy mama jest potrzebuje pomocy, bo chce, aby się ktoś nią zajął, czy przestaje sobie rzeczywiście dawać radę?
        • asiek25 Re: Hipochondria 13.04.17, 14:49
          Tarczyca przebadana, wyniki bardzo dobre. Jej wieczne chorowanie nie jest również skutkiem jakichś znaczących zmian w mózgu. Klika miesięcy temu wydawało jej się, że miała jakiś mikro udar mózgu, więc sobie zrobiła rezonans. Wynik - zmiany w mózgu adekwatne do wieku, żadnych mikro udarów nie było. Aktualnie jest bliska tego, aby zdiagnozować sobie Parkinsona, bo wydaje jej się, że jej ręka lata. Ja osobiście w ogóle tego nie widzę.
          Na chwilę obecną mama bardziej potrzebuje uwagi i zainteresowania, niż rzeczywistej pomocy. A ja staram się jej nie wyręczać, nadmiernej pomocy nie proponuję, aby jak najdłużej dawała sobie radę sama. Jak jej się nie chce ugotować, to nie lecę z obiadem. Trudno, najwyżej zje kanapkę, nie umrze od tego. Zakupy jej robię tylko wtedy, gdy ma gorączkę i jest naprawdę mocno chora. Bolące plecy są na pewno dużym dyskomfortem, ale da radę pójść sama do sklepu. Ale czasem trudno mi się połapać w tych jej chorobach, które są bardziej poważne, a które mniej, bo jak tylko skończy się jeden problem, to momentalnie zaczyna się następny. I od nowa schiza, złe samopoczucie, lamentowanie, cierpiętnictwo i wszechogarniający smutek. Zwariować można.
      • gonzo_101 Re: Hipochondria 13.04.17, 14:49
        Czuję się przez ciebie oszukany. W poście założycielskim przedstawiłaś matkę jako typową hipochondryczkę, a teraz widzę,że twoja mama faktycznie cierpi. Ktoś cierpiący na dotkliwe bóle kręgosłupa, niedające spać w nocy NIE JEST HIPOCHONDRYKIEM. To w końcu jak jest bo już się gubię. W kolejnym poście napiszesz, że mama jest umierająca?
        A może chodzi o to że to ty masz powoli dość jej starości, nie tak wyobrażałaś sobie opiekę nad mamą i zwyczajnie jesteś przytłoczona sytuacją?
        • gonzo_101 Re: Hipochondria 13.04.17, 14:58
          Takie zachowania twojej mamy, które opisujesz: dbanie tylko o swoją zewnętrzność (urodę), bez zatroszczenia się o własne wnętrze; apodyktyczność; egocentryzm, wdupiemanie innych ludzi, bycie w centrum uwagi, szantaże ... to raczej pasuje do starzejącej się narcyzy. W takim przypadku bez stawiania granic przepadniesz z kretesem.
          • asiek25 Re: Hipochondria 13.04.17, 15:12
            gonzo_101 napisał:

            > Takie zachowania twojej mamy, które opisujesz: dbanie tylko o swoją zewnętrznoś
            > ć (urodę), bez zatroszczenia się o własne wnętrze; apodyktyczność; egocentryzm,
            > wdupiemanie innych ludzi, bycie w centrum uwagi, szantaże ... to raczej pasuje
            > do starzejącej się narcyzy. W takim przypadku bez stawiania granic przepadnies
            > z z kretesem.

            Tak, myślę że masz rację. Granice potrafię jej postawić, co wcale nie oznacza, że jest to łatwe i przyjemne.
          • blue_meerkat Re: Hipochondria 15.04.17, 23:23
            Tez obstawialam hipochondrycznego narcyza.
        • asiek25 Re: Hipochondria 13.04.17, 15:04
          A czytałeś o hipochondrii? Hipochondrycy naprawdę odczuwają ból, nie udają. Problem polega na tym, że ten ból nie wynika z żadnych fizycznych chorób, że wyniki badań są dobre, a mimo wszystko oni czują się źle. Że biegają od lekarza do lekarza w poszukiwaniu diagnoz, których lekarze postawić nie mogą, bo fizycznie żadnych chorób nie ma. I tak jest z moją mamą. Hipochondria jest trudna do zdiagnozowania przez psychiatrów również z tego powodu, że pacjent w ogóle nie przyjmuje do wiadomości, iż jego samopoczucie może być jakąś projekcją psychiczną i nie ma związku z fizycznym stanem organizmu. W społeczeństwie chyba pokutuje przekonanie, że hipochondryk to taki nieszkodliwy wariat, którego nie należy traktować poważnie, bo na pewno udaje. A tymczasem to ciężkie zaburzenie psychiczne, które trzeba leczyć, bo zatruwa życie nie tylko hipochondrykowi, ale też jego bliskim.
          Oczywiście, że jestem przytłoczona sytuacją, ale nie dlatego że muszę się opiekować schorowaną matką. Przytłacza mnie to, bo matka cierpi ciągle na nowe choroby, ale badania niczego nie wykazują. Stąd moje podejrzenia o hipochondrię i chęć porozmawiania z psychiatrą.
          • gonzo_101 Re: Hipochondria 13.04.17, 15:11
            No to z tego co piszesz twoja matka zachowuje się całkiem sensownie - szuka przyczyny nieustającego bólu. Po prostu ratuje swoje zdrowie, z że nie potrafi inaczej to jest w tym przykra dla otoczenia: narzeka, jęczy, szantażuje. Może wykorzystaj ten jej zdrowy odruch ratowania siebie i nakieruj jej poszukiwania na leczenie psychiatryczne.
            • gonzo_101 Re: Hipochondria 13.04.17, 15:13
              a i jeszcze jedno na te dolegliwości nie skutkują zwykłe leki przeciwbólowe?
              • asiek25 Re: Hipochondria 13.04.17, 15:24
                Skutkują pewnie, nawet lekarze mówią, aby brać. Ale moja mama wszystko i tak robi po swojemu. Stwierdziła, że zaczął boleć ją żołądek, a ponadto wyczytała w ulotce wszystkie skutki uboczne, od razu stwierdziła, że u niej wystąpią i odstawiła. Już niejeden lekarz zabronił jej czytać ulotki, bo takie żonglowanie lekami, branie i odstawianie według własnego widzimisię jest bardzo niewskazane dla organizmu. Niestety, i tak czyta, a potem jak jej coś nie podpasuje, to odstawi. Tłumaczenie, że każdy lek MOŻE powodować skutki uboczne, ale to nie oznacza że na pewno wystąpią, nie działa. Ona wie lepiej, że u niej jakiś kolejny ból, to jest właśnie od tego leku. Więc go odstawia i już.
                • gonzo_101 Re: Hipochondria 13.04.17, 15:33
                  No, ale zaraz psychiatra przecież też przepisze jej leki. Jak niby mają zadziałać kiedy ona nie będzie ich brała. Może spreparuj ulotkę informacyjną i podrzuć do opakowania leku. Wykasuj większość skutków ubocznych, może taki fortel sprawi że będzie zażywać lek;)
            • asiek25 Re: Hipochondria 13.04.17, 15:14
              I tak właśnie zamierzam zrobić, dziękuję :)
          • eriu Re: Hipochondria 20.04.17, 21:17
            Tak się zastanawiam czy problemy Twojej mamy z plecami nie wynikają z braku ruchu. Ja jak mało się ruszam, bo dużo pracuję to kręgosłup zaczyna mnie bardzo mocno boleć: czy siedzę czy leżę. I też czasem spać nie mogę. Na to tylko: spacery i ćwiczenia.
      • enith Re: Hipochondria 13.04.17, 15:34
        Asiek, jak tylko napisałaś wcześniej, jaka to mama była piękna i podziwiana za młodu za swój wygląd, od razu pomyślałam sobie, że mamy do czynienia z osobą nie będącą w stanie zaakceptować zmian w wyglądzie związanych ze starzeniem. Niestety, ale niektóre kobiety zwyczajnie nie potrafią się zestarzeć z godnością, nie przyjmują do wiadomości, że ich czas przeminął. Myślę, że dotyczy to zwłaszcza kobiet, który były olśniewająco piękne i całe życie karmiły się podziwem i atencją otoczenia. One starzejąc się spadają z bardzo wysokiego konia. A potrzeba atencji nie znika wraz z wiekiem, a skoro uroda przeminęła, to czym tu zdobyć tę uwagę otoczenia? Najprościej chyba właśnie narzekaniem i wymyślaniem chorób. Przy czym nie wątpię, że twoja mama faktycznie cierpi na pewne dolegliwości, może tylko nie w aż takim zakresie, jak próbuje to przedstawiać.
        Na mamy nieakceptację starzenia i utraconej urody nie poradzisz nic. Dla niej ta kwestia była w życiu kluczowa, wynika to z jej charakteru. I teraz właśnie po tych wszystkich latach wychodzą na wierzch skutki skupiania się w życiu na rzeczach nieistotnych, przemijających. Gonzo w swojej wcześniejszej wypowiedzi pięknie podsumował, że to, jak się starzejemy fizycznie i psychicznie w dużej mierze zależy od tego, jak żyliśmy w młodości. Mama, osoba piękna, bardzo krytycznym okiem oceniała całe otoczenie. Teraz, sama będą staruszką, tak samo krytycznym okiem ocenia siebie. I na to nic się nie poradzi.
    • tully.makker Re: Hipochondria 13.04.17, 15:04
      Wydaje mi sie, ze pomijasz jedna sprawe - hipochondria czy depresja JEST choroba. Psychiczna... ale to nie oznacza, ze cierpienie chorej jest przez to mniejsze...

      Twoj plan wizyty u psychiatry jest jak najbardziej sluszny, mam nadzieje ze traficie na sensowna fachowczynie!
      • verdana Re: Hipochondria 13.04.17, 15:39
        Ktoś, kogo boli kręgosłup najprawdopodobniej jest chory. Bardzo łatwo powiedzieć "to psychiczne", problem w tym, że w większości wypadków bóle nie dająca spać w nocy i zlewne poty nie są skutkiem choroby psychicznej, tylko choroby somatycznej. Fakt, ze nie ma diagnozy nie oznacza, ze mama jest zdrowa. Ja trochę przestaję się dziwić, ze osoba z dolegliwościami, której sie mówi "nic pani nie jest, wszystko w porządku" zaczyna mieć kompletnie dosyć. Podejrzewam, ze psychiatra nie pomoże na brak diagnozy.
        Od czasu jak znajomy hipochondryk, który stale narzekał na złe samopoczucie i bóle serca i wszyscy mówili, że nic mu nie jest zmarł nagle na zawał jestem dosyć sceptyczna w bagatelizowaniu odczuć chorych, bo wyniki sa dobre.
        • enith Re: Hipochondria 13.04.17, 15:53
          verdana napisała:

          >Ja trochę przestaję się dziwić, ze osoba z dolegliwościami, której sie mówi "nic pani nie jest, wszystko w porządku" zaczyna mieć kompletnie dosyć.

          Ja również, bo doświadczam właśnie czegoś podobnego. Od około ośmiu miesięcy zespół lekarzy nie jest w stanie zdiagnozować przyczyny mojego porannego silnego bólu pleców. Po minie lekarza prowadzącego, gastroenterologa, widzę, że zaczyna podejrzewać, że ja sobie swoje objawy wymyślam. Chryste, jakie to jest frustrujące. Rozumiem więc zniechęcenie mamy Asiek, naprawdę. Z tym, że ona dodatkowo odmawia leczenia, wymyślając sobie objawy korelujące pięknie z tym, co wyczytała w ulotkach lekarstw, które bierze. Osoby z takim nastawieniem nie da się skutecznie leczyć, chyba, że z zastosowaniem przymusu. Podejrzewam, że leków od psychiatry też nie będzie brać.
          • verdana Re: Hipochondria 13.04.17, 19:02
            Ja też diagnozuję trzeci miesiąc ból gardła. I nic...
            • foringee Re: Hipochondria 13.04.17, 19:23
              O.. skąd to znam. Dawno temu- 5 lat szukania powodu, kilkunastu lekarzy i sporo kasy, aż wreszcie mądra lekarka kazała zrobić wymaz/antybiogram i wyszedł gronkowiec.
              Problemy trawienne - męczyłam się z 8 lat i było coraz gorzej - a wystarczyło badanie krwi odpowiednich parametrów..
              Ostatnie lata, bóle gardła nawracające, przechodzące w bóle zatok i zębów. Internista odsyła do dentysty, dentysta do internisty, kolejny interniesta "ja tu nic dla siebie nie widzę" , pigułki takie śmakie a najlepiej tydzień zostać w domu (tia, z wędrującym piekącym bólem po szczękach i gardle). Aż wreszcie normalny laryngolog tylko raz popatrzył do gardła i stwierdził "wirus jest" - leczenie stricte antywirusowe i od dwóch lat problemy nie nawracają.
              Trzeba trafić na dobrych lekarzy niestety.
          • alpepe Re: Hipochondria 21.04.17, 22:33
            u mnie niesamowite problemy z plecami były od niewygodnego materaca, może to jest trop.
        • foringee Re: Hipochondria 13.04.17, 18:15
          www.poradnikzdrowie.pl/sprawdz-sie/sygnaly-ciala/nadmierne-pocenie-sie-moze-byc-objawem-choroby_35094.html
          www.facebook.com/Opiekunki/posts/477156102399029
          • foringee Re: Hipochondria 13.04.17, 18:21
            takie coś znalazłam jeszcze
            www.wydawnictwopzwl.pl/download/228210100.pdf

            bo może potliwośc jest skutkiem nierozpoznanej choroby, a może brania któregoś leku?
    • fiamma75 Re: Hipochondria 13.04.17, 16:41
      Radziłabym wpierw odwiedzić z mamą geriatrę. Wiele jej zachowańwynika ze starszego wieku, odwiedzanie wielu specjalistów, w tym psychiatry za dużo sensu nie ma. Geriatra poradzi sobie i z dolegliwościami somatycznymi i z psychicznymi.
      • foringee Re: Hipochondria 13.04.17, 18:17
        Geriatra byłby najlepszy bo kompleksowo zbada problem, ale dostać się do takiego graniczy z cudem. Kiedyś sprawdzałam dostępność i szczęka mi opadła jak wyszło, że aż 3 geriatrów w całym województwie przyjmowało...
        • default Re: Hipochondria 14.04.17, 10:09
          To fakt, ale jednak warto, moja mama była leczona przez kilku różnych lekarzy (neurolog, kardiolog, psychiatra, gastrolog), każdy ogarniał tylko swoją działkę, a trzeba było spojrzeć kompleksowo - i to się zadziało dopiero u geriatry. Wiadomo że na dłuższą metę żadne leczenie nie powstrzyma postępu demencji, ale przejściowo, na kilka lat stan mamy znacznie się poprawił. Polecam tę panią doktor, jest naprawdę świetna:
          www.dorotałukaszuk.pl/omnie.html
          • asiek25 Re: Hipochondria 14.04.17, 15:17
            O geriatrze nie pomyślałam, dziękuję za podpowiedź. Poszukam jakiegoś w moim mieście.
            U psychiatry byłyśmy. To lekarka, która zna moją mamę od od dłuższego czasu. Okazało się, że mama miała przepisane antydepresanty kilka miesięcy temu, ale je odstawiła, bo przeczytała ulotkę i sobie jakieś objawy znalazła. Była długa rozmowa z mamą o tym po co są ulotki i że nie może się tak nakręcać tym co tam jest napisane. Była mowa o samoakceptacji, bo bez tego mama zamęczy siebie i innych. Była mowa o aktywności życiowej, o szukaniu pozytywów, ale też i o tym, że jeśli ktoś całe życie narzekał, miał problemy z akceptacją, to na starość to się tylko nasili. Mama dostała nowe leki, ulotkę jej zabrałam i nie pozwoliłam przeczytać, aby się nie nakręciła na skutki uboczne. Obiecała leki brać i nie odstawiać.
            Przy okazji odwiedziłyśmy też jej lekarz rodzinną z uwagi na te bolące plecy. Mama wymusiła prześwietlenie, bo chce się przekonać, że nie ma zapalenia płuc. Wynik ma być dziś po południu. Jeśli nic nie wykaże, będzie robić badania w kierunku boreliozy. Lekarka rodzinna też zna moją mamę dobrze, jest jej lekarzem od wielu, wielu lat. Na stronie powiedziała mi, że moja mama po prostu chce być chora i tak długo będzie drążyć, aż jakaś choroba w końcu wystąpi.
            I ja się z tym zgadzam. Jakiś czas temu mama zastanawiała się, czy może ma raka. I wiecie, jaką miała wtedy nadzieję w głosie? Może jej się wydaje, że te jej choroby dodają jej wyjątkowości, skoro uroda przeminęła?
            Poświęciłam jej dziś pół dnia. Jak rano przyjechałam po nią, to siedziała w fotelu, płakała, mówiła że jest do niczego, że taka brzydka, że starość jest straszna. Zawiozłam ją do jednego lekarza, do drugiego, na prześwietlenie, rozmawiałam z lekarzami, kupowałam leki, decydowałam za nią, opiekowałam się. Odwiozłam ją do domu i jeszcze włosy jej przystrzygłam, aby lepiej wyglądały. I jak wychodziłam to... była szczęśliwa, uśmiechała się, dziękowała. Jest jej lepiej, jeśli ma uwagę i opiekę. Tylko, że to studnia bez dna, a ja mam też swoje życie... :(
            • enith Re: Hipochondria 14.04.17, 15:55
              > Lekarka rodzinna też zna moją mamę dobrze, jest jej lekarzem od
              > wielu, wielu lat. Na stronie powiedziała mi, że moja mama po prostu chce być chora...

              I to jest sedno problemu. Cieszę się, że lekarka podzieliła się z tobą swoją opinią. Usłyszałaś od specjalisty, że problem leży w nastawieniu matki, a nie w faktycznych fizycznych dolegliwościach. To też powinno zdjąć z ciebie trochę tego ciężaru odpowiedzialności za samopoczucie matki.

              > Jakiś czas temu mama zastanawiała się, czy może ma raka. I wiecie, jaką miała wtedy
              > nadzieję w głosie?

              Tu mnie normalnie przechodzą ciarki. Umieranie na raka jest straszne. Jeśli twoja mama żywi się nadzieją na poważną chorobę, bo w jej oczach doda jej to wyjątkowości, to ma, że wprost napiszę, nie po kolei w głowie.

              > Jest jej lepiej, jeśli ma uwagę i opiekę. Tylko, że to studnia bez dna, a ja mam też swoje
              > życie...

              Dlatego sama sobie musisz ustalić, w jakim zakresie opieka nad matką ci odpowiada, ile swojego czasu i uwagi możesz jej poświęcić. Musisz to zrobić dla WŁASNEGO zdrowia psychicznego, nie oglądając się na schizy starszej kobiety, która chce być chora. Twoja nadmierna uwaga dokarmia te schizy, tak na marginesie. Zadbaj więc o siebie, zanim od nadmiaru stresu to tobie posypie się zdrowie.



            • gonzo_101 Re: Hipochondria 14.04.17, 16:10
              Wydaje mi się, że te "urojone" choroby ( nie te rzeczywiste) to nie element nadający jej wyjątkowości. W jednym z pierwszych postów ktoś napisał, że to chorowanie jest po prostu wygodne. To świetna wymówka żeby nie brać za siebie odpowiedzialności, nie ponieść żadnego wysiłku w kierunku zmiany swojego myślenia o sobie i o innych, nauczenia się nowych zdrowych zwyczajów żywieniowych, zwiększenia aktywności ruchowej itp. Wiesz to jest trudna robota do zrobienia, dużo łatwiej jest być chorą i w ten sposób dostać to na co jej zależy. To takie pójście po linii najmniejszego oporu. Ale to tylko toksyczna "strategia zaspokajania swoich potrzeb", oraz pewna konsekwencja jej dotychczasowej postawy życiowej, a o tym już pisałem wcześniej.
              Ponadto osobie tak dotkniętej i cierpiącej trudniej stawiać granice, pojawiają się wyrzuty sumienia, no jak można wymagać czegokolwiek od od takiej mamy toż to zbrodnia, a ty jesteś podłą córką - prawda? Chorowanie jest nie tylko dobrą wymówką, żeby czegoś ze swoim życiem nie zrobić, ale też daje mamie "prawo" do unikania odpowiedzialności za siebie i stanowi tarczę przed skutecznym stawianiem jej granic.
              Skoro osoby z zewnątrz, znające twoją mamę od lat również twierdzą, że mama chce być chora i z premedytacją nie bierze leków, to zaakceptuj to że mama tak jest. Nie uratujesz jej jeśli ona tego nie chce. Na razie to tobie zależy bardziej niż mamie, wyręczasz ją w wielu rzeczach które są jej odpowiedzialnością. Jeśli ktoś związał swoją wartość jako człowieka ze swoją zewnętrznością/urodą to naturalne przemijanie musi być dla niej koszmarem. Starość odbiera jedyną wartość jaką się miało, ale to nie jest prawda tylko złe myślenie o sobie. To można zmienić nawet na starość. Stawiaj granice i ogranicz to "bieganie przed dyszlem" i wymyślanie kolejnych aktywności, przecież mama jest sprawna umysłowo i sama może mieć pomysł na siebie. Daj jej trochę przestrzeni, bo utwierdzasz ją w tym, że sobie sama nie poradzi i potrzebuje ciągle waszej pomocy. To nie jest dobry grunt do zdrowienia, bądź przy niej, ale jej tak nie wyręczaj.
              • verdana Re: Hipochondria 14.04.17, 16:41
                Problem w tym, ze to może być jak w bajce o chłopcu i wilkach. Osoba, która całe życie wynajdywała sobie dolegliwości i choroby, w wieku 78 lat może być naprawdę na coś chora. Ostatecznie zlewne poty nie są raczej objawem, który da sie symulować.
                • gonzo_101 Re: Hipochondria 14.04.17, 18:15
                  Dokładnie tak wyglądała historia z moją druga babcią. Babcia odkąd pamiętam szantażował wszystkich swoim zdrowiem. Tylko w przeciwieństwie do matki Asiek25 babcia chętnie brała różne leki w ilościach hurtowych, aby wywołać u siebie chorobę. Truła się lekami na nadciśnienie, środkami ochrony roślin, wychodziła w podomce odśnieżać podjazd przy -20 stopniach, albo szła na łąkę w największy upał. Nie zliczę już ile razy wiozłem ją ja albo ojciec na pogotowie. Najśmieszniejsze w tej historii, że była ZDROWA JAK KOŃ. Lekarze rozkładali ręce bo fizycznie była w świetnej kondycji. Uwielbiała jak ktoś koło niej chodzi i jest w centrum uwagi. Ludzie odsunęli się od niej bo po prostu bali sie jaki numer znowu wywinie. Potrafiła "paść trupem" nawet przy wigilijnym stole. Doprowadziła rodzinę do takiego stanu, że przestaliśmy reagować na jej "nagłe inscenizowane" omdlenia. Za dużo tego było i po jakimś czasie tylko sprawdzaliśmy czy jest tętno i czy oddycha i nie dzwoniliśmy po karetkę. Raz nawet spędziła w ten sposób wigilię pod stołem. Dosłownie ułożyliśmy ja na poduszkach na podłodze, gdzie dochodziła do siebie, a reszta rodziny przystąpiła do wieczerzy. To może wydawać się okrutne, ale po tylu latach szantaży i grania własna śmiercią, coś w człowieku pęka i nie jesteś już w stanie empatyzować z taką osobą. Gdyby rodzina się nie postawiła, to kolejne święta spędzilibyśmy w szpitalu "ratując babcię". Więcej już się nie truła, chociaż nadal szastała własnym zdrowiem. Bez stawiania granic można popaść w obłęd. Autorko zadbaj też o siebie.
                • enith Re: Hipochondria 14.04.17, 20:00
                  verdana napisała:

                  > Problem w tym, ze to może być jak w bajce o chłopcu i wilkach. Osoba, która cał
                  > e życie wynajdywała sobie dolegliwości i choroby, w wieku 78 lat może być napra
                  > wdę na coś chora...

                  ..., a osoby, które całe życie były obiektem takiego szantażu, mogą prawdziwą chorobę przegapić i nie będzie to ich wina. Trudno, takie są skutki wieloletniego zamęczania otoczenia wyimaginowanymi dolegliwościami.

                  • verdana Re: Hipochondria 17.04.17, 14:52
                    Oczywiście, ze nie będzie ich wina. Jednak to nie jest obca osoba, która najwyżej zachoruje i umrze. "Obiekty szantażu" zazwyczaj kochają matkę i nie chodzi im tylko o to, aby mieć czyste sumienie, ale o matkę także. Dziwne, ale prawdziwe.
                    • enith Re: Hipochondria 17.04.17, 17:22
                      Sarkazm jest niepotrzebny, verdano. Przeczytaj jeszcze raz, co napisał gonzo: "To może wydawać się okrutne, ale po tylu latach szantaży i grania własna śmiercią, coś w człowieku pęka i nie jesteś już w stanie empatyzować z taką osobą." Moim zdaniem to typowy mechanizm obronny organizmu na sytuacje wysoko stresogenne. Po prostu człowiek się w pewnym momencie uniewrażliwia na te bodźce, bo inaczej nie byłby w stanie normalnie funkcjonować. Popatrz na żołnieży na polu walki czy lekarzy na izbach przyjęć czy patologów w prosektoriach. Oglądanie koszmarów każdego dnia przez wiele miesięcy i lat w końcu musi człowieka znieczulić. Gdyby tak nie było, nie daliby oni rady wykonywać swojej pracy ani normalnie funkcjonować po niej. To reakcja obronna organizmu. To samo tutaj: pierwszy "zawał" wywoła panikę, strach i troskę w całej rodzinie. Ile tego strachu i tej troski będzie przy dziesiątym "zawale"? Ile go będzie przy pierwszym prawdziwym? Gonzo świetnie napisał: nie da się po tylu latach scen i szantaży sympatyzować z taką osobą. I pewnie przy prawdziwej chorobie będzie to również bardzo trudne.
                      • miedzymorze Re: Hipochondria 17.04.17, 23:05
                        Takie szantażyki to świetny przykład na to, jak duży wpływ mamy. Szantażysta, który roztrwoni współczucie i zaangażowanie otoczenia na wymyślone choroby nie otrzyma ich wtedy kiedy będzie tego potrzebował. Nie można dać się zniszczyć taki!I akcjami w imię źle pojętej miłości.
                        Pozdr,
                        Mi
    • boski_adonis Re: Hipochondria 17.04.17, 14:32
      Mam starych rodziców ( 76 i 81 lat) , obserwuję niełatwą starość. Wiem o czym piszesz , bo sam doswiadczam skrajnych emocji i słucham podobnych opowieści od swoich znajomych.Wszyscy mamy podobne problemy z rodzicami i szukamy rozwiązań. Czas płynie, próbujemy leczyć, przekonywać, prowadzać do lekarza, wymyślac zajęcia, zawstydzać i pokazywac dobre przykłady ( popatrz mamo: sąsiadka ma 100 lat i jeszcze chodzi z koleżankami do parku, a ty mamo ..... dlaczego sie nie starasz , nie idziesz , dałas rade isc do sklepu to i do parku musisz dać radę ), czasem zachęcamy,zeby zajmować wnukami albo wysyłać do Klubu seniora .A rodzice ? Nie chcą.
      Aż któregoś dnia jest! przebłysk !
      Eureka, odkrycie - jest jak jest i być może lepiej nie będzie. Potem parę pogrzebów rówiesników rodziców , odkrycie,ze rodzic nie ma z kim pogadać,bo juz nie zyje zaden z jego kolegów.Do tego parę Alzheimerów, Parkinsonów, udarów, nowotworów o ktorych opowiadaja nasi rówiesnicy próbujacy dac sobie radę ze staroscią rodziców, ktorzy to rodzice dzisiaj byli w miare sprawni i "wysyłani " na joge ;) a jutro leżą w pampersie i nikt nie wie jak im go załozyć, bo nigdy rodzicom pampersa nie zakładali.I nic z tego,ze sąsiadka ma 84 lata i kopie w ogrodzie, bo 50 % jej znajomych juz nie zyje, 49 % siedzi w domu i choruje a 1 % tez kopie, a nasz rodzic niestety nie wpasował sie w model sprawnej starości. Sam sobie winien , bo popełnił wiele błedów i nikogo nie słuchał. My oczywiscie błedów nie popełniamy i słuchamy dobrych rad.

      Kątem oka zobaczony raport GUS, w ktorym podano,ze średnia życia w Polsce to 77 lat, w tym 80 lat dla kobiet.I refleksja- ile jeszcze rodzicowi zostało, akceptować , to co jest czy próbowac zmieniać? I brak odpowiedzi. Gdzie jest granica w narzucaniu rodzicowi własnych pomysłów na zycie a gdzie uzasadniona troska i sensowan zmiana?

      Innym razem dogłebne przestudiowanie artykułu o starzeniu się fizycznym i psychicznym , ktore przypomina nam potocznie mówiąc ,ze "starośc sie Panu Bogu nie udała" albo że "starość to dzieciństwo w odwrotną stronę" - zwracanie na siebie uwagi, nieumiejetność tworzenia relacji , skupienie sie na sobie, ciele i jego potrzebach, brak zainteresowania swiatem zewnętrznym .
      Młodsi rzucaja błyskotliwie :
      "Starsi ludzie - odnoszę wrażenie - lubią być nieszczęśliwi. "
      Lubią byc nieszczęsliwi? A może przez ciężary i ograniczenia starości nie za bardzo moga być szczęsliwi? Czy ktokolwiek chce być stary ? Czy każdy wpada w entuzjazm widząc powolne wygasanie własnego życia, sił, zdolnosci, relacji?

      "jakiś uniwersytet trzeciego wieku, joga dla seniorów? "[/i]

      Czesto spotykam sie z takimi pomysłami. Jakie są fakty? By tam pojść trzeba miec conajmniej srednie wykształcenie ( co nie jest powszechne w starszych rocznikach) i miec w okolicy jakikolwiek uniwersytet, po drugie osoby 76 plus stanowia jedynie 11% studentów, bo dominuja studenci z kategorii "młodzi starzy"czyli między 60 a 68.

      Jeszcze parę prób w walce ze starością, zabieramy rodziców do psychiatry , bo maja "depresję" tak jakby brak entuzjazmu dla bycia starym i znoszenie tego z trudem było stanem chorobowym.
      Fakt, depresje mają i to czesto , ale skutecznośc jej leczenia bywa rózna. Jeśli izoluje sie od ludzi starzec - chcemy go leczyć, jak informatyk- to sie nie dziwimy, bo on juz taki jest , woli siedzieć sam przed komputerem, staremu człowiekowi przed TV siedziec nie wolno, ale przed komputerem to by było pewnie mniej naganne.
      Psychiatra daje jakies leki, rodzice je odstawiają, bo biora juz 5, 10 albo 20 tabletek dziennie i bolą ich zołądki . Moze terapia bez leków ? Prosze bardzo , ale sami terapeuci maja wątpliwosci albo pewnosc,ze terapia 78 letniej osoby niczego nie da, bo
      "część autorów uważa, że psychoterapia u pacjentów w podeszłym wieku może być tak samo
      skuteczna, jak u młodszych inni natomiast wskazują na jej mniejszą efektywność
      oraz wymagany dłuższy czas na uzyskanie poprawy stanu psychicznego. Większość
      badań analizujących skuteczność psychoterapii osób starszych dotyczyła pacjentów
      poddanych terapii indywidualnej, stosunkowo młodych, po 50. czy 60. roku życia,
      w dobrym ogólnym stanie zdrowia.

      Obserwuję rózne taktyki radzenia sobie z narzekaniem starych rodziców, wysłuchiwaniem ich narzekań, przygladaniu się starości. Sam sie chwytam róznych - raz wybaczam i wysłuchuje, raz próbuję coś zmienic , innym razem rece mi opadają, ale generalnie wydaje mi się,że uczę sie akceptowac to co jest, bo walka zbyt wiele mnie kosztowała i do niczego nie doprowadziła . Na hipochondrię mojego rodzica juz nie reaguję działaniem. Przyjęłem do wiadomosci,ze moja rolą jest wysłuchać a nie zmienić. Rodzic zmiany nie chce, chce porozmawiać, ponarzekac.Staram się kontrolowac własne emocje, złość, niemoc , czasem przez długi spacer po rozmowie czasem przypominając sobie opowiesci znajomych, z ktorych wielu ma podobnie. Ograniczam tez zapał rodziców - nie dzwonie codziennie.Rodzice chcą wciąz o sobie decydować i zmian nie chcą. czy wolno mi ich do tego zmuszać , pt "wiem co dla was lepsze" ? Nie wiem, czy wiem- nigdy nie byłem 75 plus . Moze to dziwne, ale wszystko jakoś sie toczy nie gorzej niz kiedyś przy moim mniejszym zaangazowaniu emocjonalnym.Pomyśl czy dotychczas stosowane metody są skuteczne i czy możesz zmieniać swoje zachowania, może cos sie uda ulepszyć.
      Zwykle nie zgadzam się z Verdaną, ale tym razem sie zgadzam :)
      A tak na marginesie - gdybym miał problemy z jelitami, musiał miec Wc w zasiegu wzroku i mocno sie pocił (a lekarze nie umieliby mi pomóc) to siedział bym w domu ? A Wy?


      • verdana Re: Hipochondria 17.04.17, 14:54
        Całkowicie się podpisuję.
      • aqua48 Re: Hipochondria 17.04.17, 16:00
        boski_adonis napisał:

        > A tak na marginesie - gdybym miał problemy z jelitami, musiał miec Wc w zasieg
        > u wzroku i mocno sie pocił (a lekarze nie umieliby mi pomóc) to siedział bym
        > w domu ? A Wy?
        >
        Ja nie. Mnie siedzenie w domu (niekiedy przymusowe w chorobie) niesamowicie wkurza i dołuje. A mam za sobą taki etap - 8 miesięcy z uszkodzonym kolanem. Wychodziłam o dwóch kulach choć na chwilę i zawsze zastanawiając się, jakie mam tego dnia możliwości i siły nie tylko czy gdzieś dojdę ale i czy wrócę.. Mój mąż np. ma całe dorosłe życie problemy z jelitami - i po prostu funkcjonuje inaczej. Da się. On gdziekolwiek się wybiera (nawet zagranicą) sprawdza najpierw gdzie będzie najbliższa toaleta. Powiedziałabym, że tworzy sobie w głowie taki toaletowy szlak :) A w kieszeni ZAWSZE ma odpowiednie, szybko działające leki. Owszem to uciążliwe. Ale.. ludzie mają dużo gorzej, a alternatywą jest właśnie siedzenie w domu i manie zazłe.
        Poza tym podpisuję się pod Twoimi obserwacjami i uwagami na temat starości obiema rękami. Są bardzo celne i dokładnie przedstawiają nasze rozterki w stosunku do starszych osób w rodzinie. Na ile się angażować i kiedy odpuścić.
        • verdana Re: Hipochondria 17.04.17, 19:05
          Osoby naprawdę stare nie mają ani odporności psychicznej osób młodych, ani pewnej łatwości radzenia sobie z problemami. Twój mąż zapewne jest w stanie bardzo szybko dobiec do tej toalety - osoba starsza nie. Całkiem dobrze opisałaś własnie te różnicę - problem niby taki sam dla starego i młodego, ale rozwiązanie juz nie.
          • aqua48 Re: Hipochondria 18.04.17, 10:40
            verdana napisała:

            > Osoby naprawdę stare nie mają ani odporności psychicznej osób młodych, ani pewn
            > ej łatwości radzenia sobie z problemami. Twój mąż zapewne jest w stanie bardzo
            > szybko dobiec do tej toalety - osoba starsza nie. Całkiem dobrze opisałaś własn
            > ie te różnicę - problem niby taki sam dla starego i młodego, ale rozwiązanie ju
            > z nie.

            Verdano, mój mąż już nie jest młody :) Jednak wybiera coś za coś. Niedogodność (czasami bardzo uciążliwa) versus życie i cieszenie się jego urokami. A odporność psychiczna nie zależy moim zdaniem tyle od wieku ile od konstrukcji psychicznej. Znam osoby wiekowe, które pomimo wielu schorzeń i niedogodności zachowują pogodę ducha i dużo młodsze ciągle jęczące i narzekające ale też zajęte głównie wymyślaniem wykrętów dlaczego czegoś nie zrobią.
            Moja Mama cierpiąc latami na na prawdę bolesne schorzenie praktycznie uniemożliwiające chodzenie potrafiła np. wypastować sobie podłogę w 54 metrowym mieszkaniu. Kiedy wpadałam żeby jej w tym pomóc to z dumą pokazywał, że ona już to zrobiła. Jak pytałam jak, mówiła, a wiesz, miałam czas, to usiadłam sobie na złożonej starej grubej spódnicy i tak się ślizgałam na niej na pupie i pastowałam. Nie było to potrzebne, bo przecież bym jej posprzątała i robiłam to. Ale wolała coś robić sama, przezwyciężyć swoją słabość i chorobę niż siedzieć i patrzyć jak inni się krzątają a ona nie może.
            Teraz patrzę z podziwem na teścia, który również złożony ciężką chorobą uniemożliwiającą ruch stara się jej nie poddawać i w miarę swoich sił układa, porządkuje, przekłada swoje rzeczy. Choć parę minut dziennie. Kulawo, krzywo, niezdarnie, ale jednak. Często bez jakiejś istotnej potrzeby, ale po to aby nie zapaść się w niemożności i nie poddać całkowicie okrutnemu, obezwładniającemu schorzeniu.
            Tak więc są dwa sposoby na radzenie sobie z chorobą, ze starością i jej dolegliwościami i bólami. Poddać się lub starać jakoś zachować "pion" i choć odrobinę niezależności. Dla osób opiekujących się najgorsze jest obserwowanie tej pierwszej sytuacji i pogodzenie się z nią oraz pozwolenie na takie powolne zapadanie się w sobie...

            • verdana Re: Hipochondria 18.04.17, 12:00
              Nie jest młody, czy jest bardzo stary? Ja też nie jestem młoda, ale bez problemu np. podbiegnę czy przyspieszę kroku. I zaręczam Ci, że starość i starzenie sie mózgu nie są identyczne u wszystkich osób. To, ze jedna osoba daje sobie radę, absolutnie nie oznacza, że wszystkie mogą. Część nie moze, bo nie chce - część nie moze, bo nie jest juz do tego zdolna. Psychicznie, nie fizycznie. Starość to nie tylko wybór, to także fizjologia. Życzę Ci starości, w której będziesz wybór miała, bo chyba jednak nie bardzo rozumiesz, że starzeje sie nie tylko ciało, ale i umysł. I silna wola nic tu nie da. Za wyjątkiem obwiniania starej osoby i pretensji do niej,że sie nie stara (nie mówię, czasem rzeczywiście tak jest, ale nie zawsze).
              • gonzo_101 Re: Hipochondria 18.04.17, 12:35
                Cały czas odnoszę wrażenie, że projektujesz jakąś sytuację związaną ze starością kogoś innego. Bo całkowicie zrozumiałe jest to o czym piszesz, ale w przypadku osób niesprawnych już fizycznie i umysłowo. Taka sytuacja jednak nie ma miejsca w przypadku autorki tego wątku, taka sytuacja nie miała też miejsca w przypadku mojej babci. To są zupełnie inne przypadki. Wystarczyłoby gdyby matka autorki wykazała ODROBINĘ dobrej woli i chociaż zażywała leki przepisane przez lekarzy. To nie jest jakiś ogromny wyczyn, ale jak sama autorka pisze jej mama NIE CHCE sobie pomóc. Zauważają to nawet osoby postronne.
                Myślę, że kobiety dojdą jednak do porozumienia i mama zauważy że córka jej dobrze życzy, że chce jej pomóc. Skoro potrafią spokojnie ze sobą porozmawiać to jak dla mnie już jest dużo. Z moja babcią się rozmawiać nie dało, no po prostu nie i już. Nigdy zresztą nie interesowało jej co maja do powiedzenia inni ludzie. Zawsze taka była, żyła w swoim jednoosobowy świecie, a drugiego człowieka zauważała dopiero jeśli czegoś od niego chciała.
                • asiek25 Re: Hipochondria 18.04.17, 13:05
                  Moja mama widzi, że ja dobrze jej życzę, ale tylko wtedy, gdy się o nią troszczę, opiekuję, interesuję, daję swoją uwagę, zajmuję jej sprawami. Kiedy czasem próbuję stawiać ją do pionu, naciskam na jakąś jej samotną aktywność, na to aby choć trochę spróbowała zaakceptować sytuację, bo na swoją starość nie ma przecież wpływu, aby przestała tak narzekać, bo robi sobie krzywdę - wówczas jest lament, że ja jej nie rozumiem, że sama zobaczę jak to jest na starość. Jak wiele osób tutaj zauważyło - moja mama nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje życie, za swoje samopoczucie psychiczne, nie chce mieć optymistycznego nastawienia do życia. Jej przeszkadzają nie tylko jej choroby, ale dosłownie wszystko - ludzie, hałasy, zwierzęta, samochody, sąsiadka, która w niedzielę tłucze kotlety przez 10 minut. Mieszka w centrum miasta, źle jej, bo głośno. Ale nie chce mieszkać poza centrum, bo wtedy będzie daleko do sklepu, lekarza. Tak źle, i tak niedobrze. Nie chce brać leków, bo żołądek potem boli, ale jednocześnie czuć się lepiej. Absolutnie nie chce przyjąć do wiadomości, że to my sami decydujemy, czy na daną sytuację patrzymy tylko negatywnie, czy jednak chcemy dojrzeć w niej również pozytywy. Pokazuję te pozytywy, tłumaczę, staram się ją uczyć zmiany sposobu myślenia. Wszystko na nic. Ona chce być nieszczęśliwa. Całe życie była, teraz to się jeszcze bardziej nasila.
                  Trudno mi się z tym pogodzić, bo to jest najbliższa mi osoba i boli mnie wszystko, jak widzę jej ciągłe nieszczęście. Wiem, że to moja praca nad samą sobą, radzę sobie jak umiem, najczęściej tak jak Boski Adonis - czasem zlewam co mówi, czasem się denerwuję, czasem jestem obojętna, czasem na nią nakrzyczę. Ale tylko wysłuchiwanie tych narzekań i płynącej nieustannie rzeki nieszczęścia jest ponad moje siły. A nie zostawię jej przecież, bo ona jest zupełnie sama. I rozumiem, że starszym ludziom jest ciężko, że nie wszyscy lubią wychodzić, żyć aktywnie. W domu też może być fajnie i też można być w nim szczęśliwym. Dobre jedzenie, ciepły koc, miękka poduszka, telewizor, seriale, krzyżówki, odwiedziny dzieci, wnuków, sąsiadów. Ale moja mama wynajdzie milion powodów, dla których w domu jej źle. I poza nim też - bo chora, bo zlewne poty, bo problem z jelitami. Cokolwiek by się nie zadziało, to jest źle. I chyba to z tym sobie najgorzej radzę.
                  Bardzo dziękuję za Wasze komentarze, to jednak podnosi na duchu, kiedy się wie, że inni zmagają się z podobnymi problemami :)
                  • aqua48 Re: Hipochondria 18.04.17, 13:42
                    asiek25 napisała:

                    > Kiedy czasem próbuję stawiać ją do pionu, naciskam na to aby
                    > choć trochę spróbowała zaakceptować sytuację, bo na swoją starość nie ma przeci
                    > eż wpływu, aby przestała tak narzekać, bo robi sobie krzywdę - wówczas jest lam
                    > ent, że ja jej nie rozumiem, że sama zobaczę jak to jest na starość.
                    > Trudno mi się z tym pogodzić, boli mnie wszyst
                    > ko, jak widzę jej ciągłe nieszczęście ra
                    > dzę sobie jak umiem, czasem zlewam co mówi,
                    > czasem się denerwuję, czasem jestem obojętna, czasem na nią nakrzyczę. Ale tylk
                    > o wysłuchiwanie tych narzekań i płynącej nieustannie rzeki nieszczęścia jest po
                    > nad moje siły.

                    Nie krzycz na mamę, to nie ma sensu i do niczego nie prowadzi. Odmawiaj jedynie tego co jest ponad Twoje siły, czyli wysłuchiwania lamentów. Masz do tego absolutne prawo i nie jest to wcale w sprzeczności z prawem Twojej mamy do opieki.
                    Jeśli zmiana tematu, ani próby kierowania uwagi na miłe rzeczy nie pomagają, to za każdym razem jak zacznie grzecznie i spokojnie przerywaj, mów, że TY nie masz już siły tego wysłuchiwać, że to wszystko sprawia, że JUŻ czujesz się stara i z depresją i masz wszystkiego dość i żegnaj się. Choćby po 10-15 minutach wizyty. Mów, że chętnie z nią posiedzisz dłużej jak będzie w lepszym nastroju, ale nie dzisiaj. Nie ma innej metody na zachowanie dorosłego człowieka. Dopiero jak mama przekona się, że jej żale i lamenty praktycznie pozbawiają ją Twojego towarzystwa i uwagi może próbować się powstrzymywać.
                  • pade Re: Hipochondria 18.04.17, 18:21
                    Mam wrażenie, że Twoja mama jest jednym wielkim lękiem.
              • aqua48 Re: Hipochondria 18.04.17, 12:46
                verdana napisała:

                >To, ze jedna osoba daje sobie radę
                > , absolutnie nie oznacza, że wszystkie mogą. Część nie moze, bo nie chce - częś
                > ć nie moze, bo nie jest juz do tego zdolna. Psychicznie, nie fizycznie. Starość
                > to nie tylko wybór, to także fizjologia. Życzę Ci starości, w której będziesz
                > wybór miała, bo chyba jednak nie bardzo rozumiesz, że starzeje sie nie tylko ci
                > ało, ale i umysł. I silna wola nic tu nie da.

                Verdano, jak większość z nas nie mam pojęcia JAK się zestarzeję, wiem, że mając takie przykłady i obserwacje jakie mam i taki charakter będę starała się robić wszystko aby nie zgnuśnieć ani nie zdziadzieć choć może nieco zdziwaczeję:) Aby nie zawiesić się na cudzym życiu i mieć własne oraz "trzymać fason" nawet jeśli dopadną mnie niezwykle uciążliwe dolegliwości. A wiem już z własnego doświadczenia, że uporczywy, dotkliwy ból i unieruchomienie potrafi z normalnego człowieka uczynić narzekającego, złośliwego potwora.
                Ale moje przykłady są na to, że choć fizjologia teoretycznie nie pozwala na jakąś działalność, to silna wola może pomóc podejmować ją, nawet w ograniczonym zakresie. Bo jednak wybór prawie zawsze się ma. Nawet w sytuacjach w których wydawałoby się, że właściwie tylko siąść i płakać. Jak choćby u mojego teścia, którego cały organizm niszczy choroba neurologiczna niszcząca nie tylko ciało ale i umysł. Choroba mojej Mamy jej umysł także najpierw powolnie, a potem zastraszająco szybko wyniszczała.
                A ze starzejącym się umysłem też można sobie radzić nie pogrążając się w swoich nieszczęściach Verdano. Moja ponad 90 letnia ciocia np. mówi, że jak się budzi rano i nie może spać, to wspomina sobie swoje dzieciństwo i zabawy z rodzeństwem i koleżankami, zastanawia się ilu miała braci i sióstr (choć nikt z nich już nie żyje) ilu siostrzeńców i bratanków, myśli o dobrych chwilach (a tych złych też miała nie mało, zapewniam). Nie czyta nic nowego bo to ją męczy, ale wraca do starych miłych, znanych lektur, które wprowadzają ją w dobry nastrój. Rozwiązuje krzyżówki. Ćwiczy. Tak też można.
                Można też wbić sobie do głowy i utrwalać co dzień że jest się tak strasznie chorym, cierpiącym i nie chcieć się skupić na niczym innym prócz swego cierpienia i odmawiać wszelkiej pomocy choćby w skierowaniu myśli w inną stronę. A pławić się jedynie we współczuciu i trosce bliskich. Jak już pisałam ta druga sytuacja jest dużo gorsza dla opiekuna takiej osoby, bo często powoduje ogromne cierpienie również u niego. I o tym starzejąc się warto pamiętać.
                • verdana Re: Hipochondria 18.04.17, 14:34
                  Nie, problem w tym, ze starość bywa nieprzewidywalna. Miałam dwie babcie - jedną do rany przyłóż i jedną wredną zołzę. Na starość zołza złagodniała i była bardzo miłą starsza panią, babcia łagodna zrobiła sie apodyktyczna i zwyczajnie niedobra - choć umysł miała bardzo sprawny i pracowała zawodowo dobrze po osiemdziesiątce. I teraz można sobie obiecywać, ze "zrobi się wszystko", ale czy starzejąc sie rzeczywiście to się zrobi - nikt nie wie. To co piszesz bardzo przypomina rady dla ludzi z depresją "przestań narzekać i weź sie za siebie. Popatrz, inni potrafią". Jakoś gdy młody człowiek ma depresję, to nie mówi mu się, że to jego wina i wynika z niedostatków charakteru. Tak, są osoby starsze, którym sie przestaje chcieć. Sądzisz naprawdę, ze dlatego, że tak sobie postanowiły? Że lubią ten stan? Pewni trochę takich jest, ale nie wszystkie. Zmiany w mózgu, poczatek demencji, depresja nie są winą starszych osób. Miło sobie powiedzieć "mam jakby chciała, to by mogła, nie chce jej się, to jest sama sobie winna". Tylko bardzo często jest to dokładnie to samo, co obwinianie chorego na depresję, ze leniwy i powinien sie zmobilizować, a nie zawracać nam głowę. Bo przecież jego rodzina cierpi, a on powinien to mieć na uwadze.
                  • gonzo_101 Re: Hipochondria 18.04.17, 17:25
                    Znowu mieszasz dwie sprawy i wyczytujesz rzeczy których nie napisałem - nie widzisz tego?
                    Depresja to zmiany "chemii" mózgu to po pierwsze. Po drugie trzeba ją zdiagnozować, a nie przypuszczać że się ja ma. Po trzecie "to" się leczy. Po czwarte jeśli lekarz przepisze leki to się je zażywa.
                    Na szczęście w dyskusje o "winie" nie dam się już wciągnąć. Nie patrzę już w ten sposób. Chcesz szukać winnych to ich szukaj, ja pasuje. Lepiej porozmawiać o konsekwencjach dokonywanych wyborów tych w młodości i tych na starość. Mama autorki ciągle podejmuje decyzje (np. nie bierze leków) które w konsekwencji ją unieszczęśliwiają. To robi ona sama nikt inny. I wiesz co - tak rodzina też cierpi. Naprawdę tego nie dostrzegasz. Przecież to system naczyń połączonych. Jeśli osoba starsza jest w stanie temu podołać to winna mieć na uwadze też innych członków rodziny. Sądzę, że mama autorki jest na tyle refleksyjna i dostrzega to jak córka się miota i z bezsilnością patrzy na autodestrukcyjne wybory mamy.
                  • aqua48 Re: Hipochondria 18.04.17, 17:29
                    verdana napisała:

                    >To co piszesz bardzo przypom
                    > ina rady dla ludzi z depresją

                    Nie, Verdano starość to nie to samo co depresja. Depresję się leczy, na starość nie ma lekarstwa :/ Nad jej jakością trzeba samemu pracować przez całe życie. I nie znaczy to, że otoczenie starego człowieka musi nieustannie dostosowywać się doń i aprobować jego nieznośne zachowanie.
                    A w tym opisywanym w wątku przypadku to autorka - opiekunka starej matki ma problem. Nie matka. I to jej należą się rady - spróbuj zmienić to co możesz, zaakceptuj to co jesteś w stanie i postaw granice temu czego znieść nie dajesz rady. Czy widzisz lepsze rozwiązanie?


                    • 71tosia Re: Hipochondria 18.04.17, 19:13
                      silna depresja jest powszechna w starszym wieku wg statystyk występuje ona u co czwartej osoby w wieku 65 – 79 lat, a co u trzeciej po 80 roku życia. A przejsciowe obnizenie nastroju dotyka prawie kazdego w wieku emerytalnym! Wiec starosc i depresja to czesto jednak to samo.
                      • miedzymorze Re: Hipochondria 18.04.17, 19:28
                        Czyli w obu grupach wiekowych większość nie ma depresji;-) a przejściowe obnizenia nastroju to na tyle mglisty termin że w zasadzie może dotyczyć każdego niezależnie od wieku.
                        Pozdr,
                        Mi
                        • 71tosia Re: Hipochondria 18.04.17, 19:56
                          depresja bardzo silnie koreluje z wiekiem, nie nalezy tego lekcewazyc.
                          • aqua48 Re: Hipochondria 19.04.17, 08:55
                            71tosia napisała:

                            > depresja bardzo silnie koreluje z wiekiem, nie nalezy tego lekcewazyc.

                            Nikt nie lekceważy depresji, wręcz przeciwnie, wszyscy piszą, że należy próbować ją leczyć.
                            • verdana Re: Hipochondria 19.04.17, 17:17
                              Tylko w tym wieku leczy sie depresję bardzo trudno, bo wynika ze spraw obiektywnych. Każdy, kto próbował leczyć depresję po śmierci wielu przyjaciół i partnera, czując sie równocześnie źle fizycznie i wiedząc, ze pewnie długo nie pożyje, powie, ze to nie jest kwestia regularnego zażywania leków, po których wraca radość życia.
                              • aqua48 Re: Hipochondria 19.04.17, 18:07
                                verdana napisała:

                                > Tylko w tym wieku leczy się depresję bardzo trudno,

                                Życie generalnie nie jest łatwe, ale to nie powód aby rezygnować z leczenia.
    • molly_wither Re: Hipochondria 21.04.17, 19:20
      Jestem mezatka 30 lat i tyle lat "cierpi" na hipochondrie moja tesciowa. Aczkolwiek, ja bym to nazwala choroba psychiczna.
      • foringee Re: Hipochondria 22.04.17, 11:11
        Tak.. też znam panią która "chora" była odkąd pamiętam, już przed 50tką histerie i depresje bo ona stara i chora na pewno ma raka. Teraz ma prawie 80lat, w międzyczasie w rodzinie kilka osób się pochorowało i zmarło, a ona jakoś nie, sprawna i wszystko koło siebie jest w stanie zrobić (oczywiście lepiej narzekaniem i manipulacją zapędzić do roboty dzieci a samej tylko nimi "zarządzać").
        • gonzo_101 Re: Hipochondria 22.04.17, 12:02
          Ale przyznasz, że niezły patent na życie:) Wskazywać tylko palcem, a inni niech zapiep*ają by zaspokoić moje potrzeby.
          • aqua48 Re: Hipochondria 22.04.17, 12:40
            Hmm.. moja Mama miała taką przyjaciółkę. Co wizyta to zaczynało się od opowiadania. Tu ja łamie, tam ją strzyka, tu ją rwie, tam ją boli, tu ją kłuje, tam jej pulsuje, a co jej do tego szkodziło na żołądek to był temat rzeka. Na szczęście chodziło tylko o to aby ją wysłuchać, pożalić się i temat się zamykał. A pani zdrowa jak koń, zaspokojona w sowich potrzebach zajmowała się czym innym i nie wymagała nic innego prócz chętnego ucha przez 10-15 minut. Ważne było to żeby tylko wysłuchać, przytaknąć ze zrozumieniem i następnie puścić mimo uszu te wszystkie opowieści, bez żadnego doradzania czy prób pomocy, żeby nie ciągnąć tematu. A ponieważ był to właściwie jedyny jej feler, znosiliśmy to bez problemu.
            • gonzo_101 Re: Hipochondria 22.04.17, 12:56
              Nie no z tego co piszesz to pani była całkowicie "nieszkodliwa". Każdy parzcież ma mniejszy lub większy feler - nie ma ideałów.
            • foringee Re: Hipochondria 22.04.17, 12:56
              To ci opowiem jedną z akcji ciotki: typ matkopolki kuchennej cierpiętnicy, dzieci jej latami mówią "odpuść te zajęcia bo niepotrzebne" "pracujesz w ogrodzie rękami to zabezpiecz ręce,w zimie nie chodź bez rękawic " itd - oczywiście jak grochem o ścianę. Po latach reumatyzm i pobolewanie, maści nie, odpuszczenie części prac też nie. Przychodzi córka w odwiedziny a ciota jej swoje rozcapierzone palce podsuwa pod nos i woła "tuuu mi rób coś z nimi bo bolą!" . :P
              A oprócz palców ma jeszcze wiele innych części ciała za których leczenie ktoś "powinien" wziąc odpowiedzialność:)

              Przyjaciółka co przyjdzie pojęczeć jest ok. Wielu starszych rozmawia wyłącznie o swoich i cudzych chorobach licytując się która ma ważniejsze. Ale zapytaj jej dzieci czy im truje aby tylko 15 minut i nic więcej nie chce a tylko krótkiej pogadanki...
              • gonzo_101 Re: Hipochondria 22.04.17, 13:10
                Ale to klasyka;) Ludziom się wydaje, że unikną konsekwencji własnych decyzji/wyborów. Tak się nie da, konsekwencje nas prędzej czy później dopadną, czy tego chcemy czy nie. Z tą różnicą, że w toksycznych/niezdrowych układach "przerzuca" się je (konsekwencje) na dzieci, partnera i innych ludzi. Wszystko po to by nie brać za siebie odpowiedzialności i móc powiedzieć, że to ktoś ma się tym zająć, nie ja. Bardzo wiele jest takich rodzin, u mnie były wręcz zawody w przerzucaniu odpowiedzialności na innych. Najczęściej obciążane były dzieci (bo najsłabsze w układzie). To bardzo deformuje jak od najmłodszych lat musisz ponosić niemiłe konsekwencje cudzych wyborów.
              • aqua48 Re: Hipochondria 22.04.17, 16:15
                foringee napisał:

                > swoje rozcapierzon
                > e palce podsuwa pod nos i woła "tuuu mi rób coś z nimi bo bolą!"

                Ja bym odpowiedziała na miejscu córki że teraz to za późno - można tylko obciąć.
                • lena1952 Re: Hipochondria 22.04.17, 19:45
                  Wiem Gonzo, że piszesz przekornie" że to niezły patent na życie" ,bo to straszny patent na życie. Nie daj mi Boże. Aqua48, z całym szacunkiem do Ciebie, z całym szacunkiem do Ciebie Verdana, z szacunkiem do wielu tu, bo mądrze i życiowo piszecie o tym bardzo niesympatycznym problemie.Można trochę ponarzekać, bo boli, bo ciężko, bo..., ale egoistycznie, bez opamiętania męczyć, dręczyć swoich bliskich, swoją dobrą oddaną córkę, to są tylko dwie możliwości, albo się nie ma rozumu, albo serca. Sama jestem w wieku, gdzie już tu zaboli, a tam zimno, i co? mam tak zmęczyć swoją córkę, że kiedy przyjdzie potrzeba, to ona będzie przy mnie, ale ze strasznym żalem za całe smutne i stracone lata między nami. Pozdrawiam Was, życząc wszystkim mądrości, szczególnie na starość.
                  • verdana Re: Hipochondria 22.04.17, 20:20
                    Leno, sadząc z daty, to jeszcze nie na starość. I to jest problem. Bo Ja jestem zaledwie parę lat od Ciebie młodsza i w tym wieku można spokojnie dawać sobie radę i głowy nie zawracać. Ale sama piszesz, ze kiedyś będzie potrzeba. I osoby o wiele starsze , albo o wiele bardziej chore nie zawsze są marudne i uciążliwe tylko dlatego, że mają taki charakter.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka