Dodaj do ulubionych

Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;-(

17.09.07, 11:56
W duzym skrocie - ja, maz, 6 lat po slubie, dwoje udanych dzieci (3
i 5 lat), domek z ogrodkiem - z boku sielanka, dla wielu udane
wymarzone zycie. Od srodka niestety inaczej. Maz mial niewatpliwie
bardzo trudne dziecinstwo, wiem o tym glownie z relacji jego siostry
i innych osob z rodziny, maz niechetnie mowi o tym co bylo zle,
podkresla jedynie to co bylo dobre. Matka - osoba baardzo
apodyktyczna, agresywna, egoistyczna, podobno znecala sie nad
dziecmi fizycznie i psychicznie, osiem lat temu po wylewie stracila
sprawnosc, do chwili obecnej nie mowi, slabo chodzi, ma niesprawna
prawa reke, jest wlasciwie zalezna od innych. Ojciec - dusza
czlowiek, cale zycie ulegly znosil dzielnie humory zony, do konca
(zmarl 1,5 roku temu) zajmowal sie domem, gotowaniem i chora zona,
starosc spedzil zajmujac sie niepelnosprawna agresywna kobieta,
notorycznie odmawiajac pomocy w postaci gosposi, pielegniarki itd.
Zmarl w szpitalu, mam wrazenie zmeczony zyciem. Moj maz - w tym
ukladzie dobry syn, bardzo zaangazowany w opieke nad rodzicami,
pomocny, do naszego slubu codziennie obecny w domu, co wazne - do
34ego roku zycia mieszkal z rodzicami. Ten szczesliwy uklad
zburzylam ja, mloda zona, zaraz po slubie zbuntowalam sie na wiesc o
planowanych przez meza codziennych wizytach u tesciow (na drugim
koncu miasta), coraz mniej godzilam sie na ciagle tam nasze wspolne
wizyty, od poczatku dbalam o nasza (tj swoja, meza i dzieci)
odrebnosc, prywatnosc, wspolny dom i coraz bardziej dziwilam sie
nieslychanie wrecz niesprawiedliwemu dla mnie rodzinnemu
ukladowi..... Maz bowiem ma dwie siostry, z ktorych jedna juz dawno
wyjechala za granice (do tej pory jej nie poznalam) a druga
konsekwetnie broni sie przed wiekszym zaangazowaniem w pomoc matce,
w organizowanie lekarstw,zakupy etc twierdzac ze matka na to nie
zasluzyla, ze nie czuje sie zobowiazana itd. w zwiazku z czym cala
odpowiedzialnosc za matke spada automatycznie na mojego meza. O ile
na poczatku znosilam to dzielnie, o tyle z kazdym dniem mam wrazenie
jest gorzej, nie radze sobie sama ze soba i swoimi emocjami, zaczyna
draznic mnie cala rodzina meza i on sam. Jakby z opoznieniem
zaczynam dostrzegac jak bardzo jest uwiklany w swoj wewnetrzny
konflikt, jest jakby miedzy mlotem a kowadlem, probuje dbac zarowno
o nas jak i o matke, a wiadomo nie zawsze to wychodzi.... Mam
wrazenie ze zyl i zyje nadal jak pogotowie ratunkowe, nie rozstaje
sie z komorka w obawie ze cos sie stanie, zadzwoni matka i trzeba
bedzie spieszyc z pomoca (jej lekkie potkniecie czy przeziebienie
grozi unieruchomieniem w lozku na cale tygodnie, nie tyle ze wzgledu
na komplikacje co charakter "panikary" mojej tesciowej i
przyzwyczajenia ze caly swiat kreci sie wokol niej). Jakikolwiek
nasz wyjazd na kilka dni czy na 2 tygodnie to dla mnie ogromny stres
bo nigdy nie wiem czy faktycznie wyjedziemy, czy nas w pewnym
momencie telefon nie zawroci z lotniska do domu. Mam wrazenie ze moj
maz to ofiara z tzw. "syndromu ofiary i kata" - mam wrazenie np ze
nasze dzieci traktuje podczas wizyt u matki jak maskotki, ktore maja
sprawic przyjemnosc matce. A ja powinnam grac dobra synowa chocby to
bylo w danym momencie wbrew logice i wszystkiemu. Dodam tu uczciwie
ze maz jest bardzo dobrym ojcem, w ogole dobrym czlowiekiem, z
czasem jednak na co dzien gdzies miedzy linijkami wychodzi agresja,
nieuswiadamiana przez niego chyba chec rozstawiania dzieci po
katach, ciaglego karcenia, dyscyplinowania itd. Czulosc jest ale
jest jej malo....
Moj problem dotyczy wlasciewie najbardziej mojej osoby, tego ze nie
mam do konca pewnosci, gdzie bylby moj maz np w czasie jakiejs
katastrofy etc - mysle ze najpierw ratowalby dzieci, ale kogo w
drugiej kolejnosci ????? nie wiem..... Moje proby rozmow zwykle
spelzaly na niczym. Pokrzyczalam, poplakalam i tyle. To ja jestem ta
zla, bo zdaniem meza trzymam rodzine meza na dystans, bo coraz
bardziej sie z tego wszystkiego "wylogowuje", bo mam dosyc i coraz
bardziej zamykam sie w sobie. Podsumowujac - oddalamy sie coraz
bardziej od siebie, mimo ze kilkakrotnie tlumaczylam mezowi ze bez
dbania o nas, o nasz zwiazek i nasza czworke bedziemy zyc coraz
bardziej obok siebie a nie razem. Bo w podbramkowych sytuacjach,
podczas swiat, przed wyjazdami etc to ja zajmuje sie domem,
zakupami, dziecmi, przygotowaniami itd a moj maz ma wtedy jeden
priorytet - matke. Jej sprawy, lekarstwa, opiekunke itd. Nasze
sprawy, tj moje i dzieci sa na drugim miejscu. A w takich wlasnie
podbramkowych sytuacjach to ja najbardziej go potrzebuje,. nie na co
dzien, bo na co dzien sobie radze. I wtedy wlasnie czuje sie
osamotniona i odsunieta na boczny tor. Dodatkowo juz nie umiem o tym
rozmawiac, bo glupio czekam ze moj maz zauwazy moj zal, moja
pretenje i moja potrzebe czulosci, zainteresowania. Tak jakby
tesciowa ma zawsze prawo czuc sie zmeczona, chora, zawsze ma prawo
potrzebowac pomocy, ja nie - ja sobie radze. To boli i boli z kazdym
dniem coraz bardziej, a ze sama jestem uparta i honorowa - nie
rozmawiam, bo boje sie ze skonczy sie klotnia i placzem, zamykam sie
w sobie i sama nie wiem dokad to zmierza......... Blagam pomozcie
mi, moze ktos byl w podobnej sytuacji, moze ktos zna dobrego
psychoterapeute od podobnych toksycznych zwiazkow, co ja mam
robic ????? Wcale sie nie zdziwie komentarzom w stylu "Widzialy
galy co braly" bo czasem tez tak mysle, watpie czy majac kilka lat
temu taka wiedze jaka mam teraz podjelabym decyzje o
malzenstwie........ Dodam tu ze nie chodzi tylko o kwestie
tesciowej, ze brakuje mi ze strony meza zwyklego codziennego
zainteresowania, troski, trywializujac - czuje ze maz "zalatwiwszy"
podstawowe potrzeby matki czuje sie wrecz zwolniony z obowiazku
troszczenia sie o kogokolwiek (poza dziecmi), czuje sie wtedy
rozgrzeszony i w pelni usprawiedliwiony ogladajac caly wieczor tv
czy wiadomosci. Tak jakby do dzialania motywuje go jedynie jakis SOS
od matki. Wszelkie wyjazdy, wypady to od lat moja inicjatywa, moje
pomysly i mam w pewnym sensie tego dosyc - dosyc "ciagniecia kogos
za uszy", chce czuc ze druga strona tez tego chce, chcialabym poczuc
ze maz naprawde chce ze mna spedzic czas a nie ze jest to wiecznie
moim dazeniem..,... Tak jakby nikt go tego nie nauczyl, czasem mam
wrazenie ze w ogole nie powinien sie zenic albo ze ja sie nie nadaje
do malzenstwa ........ POMOCY !!!! moje mysli kraza juz wokol
roznych rozwiazan - wyjechac ? rozmawiac bez konca ? pojsc na
terapie ? czy "potrzasnac" moim mezem -tj wyprowadzic sie ??? nie
wiem.
Obserwuj wątek
    • malutka7718 Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 17.09.07, 14:20
      Witam Cię Olinek30.
      Faktycznie masz ciężko. Chciałabyś być dla swojego mżęa
      najważniejszą osobą na świecie, chciałabyś by tobą się opiekował by
      twoje potrzeby były na pierwszym miejscu. Po prostu chcesz się czuć
      jak żona.
      Powinnaś nim jakoś wstrząsnąć. Może nie bądź taka wyrozumiała,
      zacznij dbać tylko o swoje i dzieci interesy. Pomijaj jego tak jak
      on ciebie pomija. Musisz zrobić coś co on w końcu zauważy bo widzę,
      że same rozmowy nic nie dają, niby on słucha ale nie rozumie tego co
      mówisz. Jeśli matka wymaga takiej opieki to trzeba wynająć
      opiekunkę, ona nie może aż tak bardzo wpływać na wasze małżeństwo i
      życie. Rozumiem, że to matka ale to się źle odbija na waszej nowej
      rodzinie. Teraz wy powinniście być dla niego nr 1.
      • olinek30 Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 17.09.07, 15:25
        Moze uzupelnie nieco swoje wywody ;-) Probowalam juz wielu metod -
        osobiscie zaangazowalam sie w znalezienie dobrej opiekunki i -
        dzieki Bogu - udalo sie, wiec kwestia opieki to juz mniejszy
        problem, nie wyobrazam sobie zycia bez tej pani (obydwoje pracujemy
        zawodowo). Problem nie jest czysto "fizyczny" i organizacyjny, tylko
        bardziej psychologiczny, bardziej w sferze uczuc i moich
        subiektywnych odczuc. Czuje sie wiecznie jakby na drugiej
        pozycji.... Od dluzszego czasu probuje dbac glownie o swoje i dzieci
        interesy, ale to naprawde nic nie daje, bo nagle maz oskarza mnie o
        egoizm, brak uczuc i tym samym wzbudza we mnie wyrzuty sumienia -
        "nie rozumiesz, bo Twoja matka jest zdrowa" ;-( Tez nie jestem z
        kamienia, jego mama to w koncu zdana na innych niepelnosprawna
        osoba ;-( Z drugiej strony (pomijajac juz wlasciwie kwestie opieki
        nad matka) jednak daje mi to do myslenia gdy sobie przeanalizuje
        nasze malzenstwo i dochodze do wniosku ze z naszych np. 20 wyjazdow
        19 zorganizowalam ja (wymyslilam, ustalilam termin, zakupilam bilety
        etc) sama, do konca nie mogac dogadac sie z mezem dokad, kiedy i czy
        w tym konkretnym terminie jedziemy. Podobnie z weekendami - jakies
        propozycje typu kino, wypad do parku, znajomych etc - to tez w 99%
        moja inicjatywa - czy to jest normalne ??!!! Dochodzi do tego ze
        rodzina i znajomi dzwonia wylacznie do mnie kiedy probuja cos
        ustalic w kwestii wspolnego wyjazdu, bo z mezem nie daja rady. Moj
        maz wykazuje inicjatywe jedynie wtedy -NAPRAWDE- gdy zblizaja sie
        swieta albo wypadaja akurat imieniny czy urodziny jego mamy czy
        babci i wtedy ustala ze mna ktorego dnia i o ktorej godzinie do niej
        pojedziemy. Inne sposoby przyjemnego spedzania weekendowego czasu ze
        mna i dziecmi jakby nie istnieja (poza rowerami, spacerami itd
        oczywiscie, tu sie na szczescie angazuje). Tak jakby facet nie mial
        kompletnie jaj, jakby do szczescia wystarczyla mu wizyta u mamusi i
        kilka godzin spedzonych na ogladaniu kolejnego meczu i Kubicy w
        niedziele po poludniu ..... Zero spontanicznosci, zero decyzji, zero
        pomyslow ;-( Juz sama nie wiem, moze jestem jakos strasznie
        wymagajaca, moze mam wieksza potrzebe adorowania mojej osoby niz
        wiekszosc kobiet ale - na Boga !! - jesli np. mam urodziny, robie
        dobry obiad dla nas tylko i otwieram wino, to wypadaloby zeby choc
        wtedy maz nie okazywal zniecierpliwienia faktem, ze za 15 minut
        zaczyna sie jakis mecz !!!! ( a tak sie zdarzylo nie raz ....). Albo
        choc przez godzine nie odbieral telefonu ... Czy jestem
        nienormalna ??!!! Albo inny przyklad - czy nie mam prawa denerwowac
        sie kiedy moj 40 letni maz dzwoni do mamy (!!) zaraz po wyladowaniu
        na lotnisku w Rzymie na weekendowym wyjezdzie coby ja uspokoic ze
        dolecielismy cali i zdrowi ??!!!! (40-letni facet podczas 3 dniowego
        wypadu zorganizowanego przeze mnie, bez dzieci, jako prezent na
        urodziny) !!!! Mnie opadly rece.... To jak zycie z facetem, ktory
        raz jest odpowiedzialnym ojcem, a innym razem zachowuje sie jakby
        mial nadal 17 lat..... Najgorsze jest to ze nie znam nikogo, kto
        mialby podobny problem do mojego, jakos faceci w pore potrafia
        odciac pepowine, ja nie umiem mezowi pomoc a wrecz to on wzbudza we
        mnie poczucie winy ze go odcinam od rodziny.....
        PARANOJA !! .................. Teraz mam wrazenie ze sie wyzalilam
        na forum a powinnam chyba ostro popracowac z jakims terapeuta ale co
        tam - moze ktos mnie albo zgasi i powie ze za duzo chce od zycia
        albo utwierdzi w przekonaniu ze mam prawo walczyc o swoje, nie
        wiem... BARDZO PROSZE O OPINIE PANIA AGNIESZKE......
        • nivea63 Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 17.09.07, 18:57
          Takich mężów którzy nie organizują żadnych wypadow, wakacji, wyjść
          do restauracji, romantycznych sam na sam, jest, wydaje mi, się
          wcale niemało.Twój mąż nie jest żadnym wyjątkiem.
          Mieszkał bardzo długo z rodzicami, stąd przywiązanie do rodzinnego
          domu i nieodcięta pępowina, z drugiej strony matkę ma chorą i stara
          się jej pomóc, co trudno mieć za złe. Kontakt z taką osobą jak jego
          matka może być wyczerpujący nie tylko fizycznie ale i psychicznie,
          stąd brak chęci i inicjatywy by coś zorganizować, a raczej klapnąć
          na kanapie i mieć spokój. Wierz mi są mężowie, którzy w tej sytuacji
          zwaliliby opiekę ( przynajmniej częściowo ) nad matką na Ciebie.
          Marna to pociecha. Doradzałabym cierpliwość.
          Prawdopodobnie jesteś zaradną energiczną kobietą, dobrą
          organizatorką życia domowego, stąd małżonek przerzucił na Ciebie
          sprawy zapewnienia Wam rozrywki oraz wypadów i zwolnił się z
          romantycznych gestów. Kobiety energiczne tak mają. Czujesz się przy
          nim niekomfortowo i mało kobieco, powinnaś z nim porozmawiać,
          poinformować go o swoich oczekiwaniach. Choć z pewnością wolałabyś
          aby to on pamiętał o Twoich potrzebach bez proszenia i
          przypominania, bo wymuszone gesty tracą sens. Obawiam się że musisz
          męza trochę "wychować", taki Ci się trafił.
        • twoj_aniol_stroz Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 17.09.07, 21:38
          Mój mąż był kiedyś dokładnie takim samym uzależnionym od mamusi
          synkiem. Różnica polegała jedynie na tym, że moja teściowa pomimo 80
          lat jest bardzo żywotną kobietą. Nie zmienia to postaci rzeczy,
          że "umiera" średnio trzy razy w tygodniu. Tamte lata pamiętam jak
          koszmarny sen. Wieczne manipulacje teściowej, wieczne obwinianie
          mnie o wszystko i konsultacje z mamusią każdej głupoty. A przy tym
          wszystkim ciągłe niezadowolenie ze mnie, ciągłe awantury, bo ja
          jestem rozrzutna (5 zł na kratki do zlewozmywaka!!??? - a po co,
          mama nigdy ich nie używała, a ty musisz!), a teściowa oszczędna, bo
          ja nie umiem gotować (gotowałam w domu od 15 roku życia), a
          teściowa gotuje świetnie itd. I ciągła pretensja, że nasze
          małżeństwo to koszmar przeze mnie, moja wina i już. I taki koszmarny
          chłód, brak przytulenia, ciepłego słowa, pochwalenia czegokolwiek. A
          dodatkowo telefony teściowej z instrukcją co synkowi ugotować na
          obiad, a to z informacją, że synek jej mówił, że chcemy się rozwieść
          itd. Telefony zakończyłam dość szybko konsekwentnie mówiąc, że
          jestem dorosła i nie potrzebuję wychowania. Gorzej było z mężem,
          byłam już u kresu wytrzymałości, kiedy poszlam do psychologa. To
          było takim kubłem zimnej wody dla męża. On jakoś zauważył, że
          faktycznie coś jest nie tak. Co niestety wcale nie oznaczało
          radykalnej zmiany. Tak było aż do momentu kiedy mąż kiedyś podszedł
          do mnie i mnie nagle po prostu przytulił. A ja... No cóż,
          rozpłakałam się tak potwornie, zaczęłam go odpychać i mówić, żeby
          sobie poszedł, że ja nie chcę teraz znów 7 lat żyć ułudą, że kiedyś
          mnie przytuli, że znów będzie dobrze, że ja już nauczyłam się żyć z
          tym koszmarnym chłodem i nie chcę jeszcze raz musieć się do tego
          przyzwyczajać, a potem mu się wyrwałam i uciekłam do łazienki.
          Płakałam bardzo, nie mogłam się uspokoić, a on był tak przerażony,
          że wreszcie chyba do niego dotarło co zrobił. Potem powolutku było
          coraz lepiej, chyba sporo musiał przemyśleć, bo widziałam, że się
          starał, początkowo niezdarnie, ale potem nabrał wprawy w okazywaniu
          uczuć, w mówieniu komplementów i w docenianiu mnie jako jego żony.
          Powolutku stałam się w jego oczach "lepsza" niż mama, ale faktem
          jest, że sporo zdrowia mnie to kosztowało. U mnie była to taka
          metoda, ale czy zadziała u Ciebie niestety nie umiem Ci na to
          pytanie odpowiedzieć. Myślę, że terapia u psychologa pomogłaby o
          tyle, że zwróciłaby uwagę męża, że faktycznie coś jest nie tak, ale
          Tobie dałaby siłę do walki o ten związek.
          • olinek30 Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 18.09.07, 09:29
            Dzieki dziewczyny, za zainteresowanie przede wszystkim. Wiem ze
            kazdy przypadek jest indywidualny i trudno komus doradzic nie znajac
            wszystkich szczegolow. Ktos napisal "powinnas z nim porozmawiac o
            swoich oczekiwaniach" - rozmawialam juz setki razy, naprawde. Bez
            skutku. Ktos doradzil cierpliwosc. Latwo powiedziec, gorzej
            wprowadzic w zycie ;-( Ja bylam cierpliwa przez ponad 6 lat ale juz
            mi brakuje sily i checi.... Z pewnoscia jestem dobra organizatorka,
            imprezy w naszym domu to czesto lubiane przez znajomych
            kilkunastoosobowe posiadowki, podczas ktorych wiekszosc osob potrafi
            docenic to co i jak zrobie, wiekszosc - poza moim mezem ;-(
            Slowa "dziekuje", "fajnie bylo", "smacznie" itp, niewymuszone,
            niewyciagniete przeze mnie to wlasciwie nierealne. I zrozumialabym
            gdyby maz byl juz takim typem ktory nie jest wylewny i juz, kropka,
            jakos bym to przezyla. Ale boli mnie kiedy w ciagu wieczora slysze z
            jego ust kilkakrotnie (adresat - tesciowa): "zmeczona jestes? chcesz
            odpoczac? przyniesc Ci koc ? etc" podczas gdy ja moge padac ze
            zmeczenia i wrecz to okazywac ale takich slow z pewnoscia nie
            uslysze:-( przykre to ale prawdziwe. NIGDY czegos takiego nie
            uslyszalam ....
            Mysle ze najlepiej moja sytuacje jest w stanie zrozumiec twoj-aniol-
            stroz, chociaz u nas ta rola tesciowej nie jest az tak duza, ona sie
            wlasciwie nie wtraca, nawet nie mowi (szczescie w nieszczesciu ;-)
            Jej destruktywny wplyw na mojego meza i nasz zwiazek jest troche
            inny, wlasciwie bez slow. To jest jak gra, wieczne niezadowolenie,
            mina zbolalego psa, placz i ciagla potrzeba towarzystwa. Zdarza sie
            moze 3 razy w roku, ze opiekunka wyjezdza na 2 dni i tesciowa musi
            zostac jedna noc sama - nie ma szans. Poruszy niebo i ziemie, bedzie
            dzwonic do mojego meza co godzine, w dzien i w nocy az dla swietego
            spokoju "zalatwi" kogos na nocleg albo pojedzie tam sam. To jest
            manipulacja i ciagle wzbudzanie poczucia winy. Moj maz jednakze tego
            nie dostrzega i nie widzi ze w tym wlasnie tkwi problem. Zaczynaja
            to dostrzegac ludzie z boku, znajomi - ale nie on. Kazdy kto odwazy
            sie zakwestionowac jego stosunek do matki czy dziwne uklady rodzinne
            jest natychmiast be. A ja wtedy jestem nielojalna bo prawdopodobnie
            (w jego mniemaniu) poskarzylam sie komus.
            Przypuszczam ze jedynie ktos postronny (psychoterapeuta, ktos kto
            mialby u niego autorytet) moglby mu uswiadomic chora niestety
            sytuacje i moja w tym wszystkim trudna role. Kazda inna osoba, ktora
            probuje cokolwiek w mojej obronie napomknac (niewazne czy to moja
            siostra, szwagier czy jego ciotka) napotyka albo agresje albo mur
            milczenia.
            Nie jest latwo ;-(
    • olinek30 Re: Prosze o .... Pani Agnieszko, prosze o porade 18.09.07, 13:57
      moze moglaby Pani polecic mi chociaz jakas lekture na temat
      toksycznych zwiazkow ?
      • arwen8 Re: Prosze o .... Pani Agnieszko, prosze o porade 24.09.07, 21:06
        olinek30 napisała:

        > moze moglaby Pani polecic mi chociaz jakas lekture na temat
        > toksycznych zwiazkow ?

        Susan Forward "Szantaż emocjonalny". Nie zaszkodzi przeczytać.
        Również ktoś tu polecił "Toksycznych rodziców" tejże autorki. Też
        warto. A mąż jest zwyczajnie uzależniony emocjonalnie od matki.
        Niestety, jeśli sam tego nie zrozumie, to nikt od zewnątrz nie
        będzie w staniu mu pomóc przeciąć tę chorą pępowinę. Ani Ty, ani
        psycholog, ani żaden inny "autorytet".
      • monkamaj Re: Prosze o .... Pani Agnieszko, prosze o porade 17.11.07, 22:32
        możesz jeszcze poczytac ksiązki Alice Miller, bardzo mądrze pisze o
        problemach z dzieciństwa i ich póxniejszym rzutowaniu na życie,
        pisałas w pierwszym poscie, ze jego matkA była podyktyczna, surowa,
        ze sie znecała fizycznie i psychicznie - to jest klucz, idź to
        jakiegoś dobrego psychoterapeuty
    • rzeszowianka_jedna Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 18.09.07, 14:55
      Witaj,
      znam kogoś, kto ma problem podobny do Twojego, ja patrzę na to z boku i nawet
      nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem... Jest to pewna kobieta, która mając dwoje
      fajnych dzieci i dobrego męża bezgranicznie poświęciła się swoim rodzicom,
      którzy całe życie wmawiali jej jak to sobie bez niej nie poradzą! To, że to była
      guzik prawda dociera do niej chyba dopiero teraz. Jej ojciec już nie żyje,
      matka, to kobieta tak toksyczna jak chyba nikt nie przypuszczał, bo tak naprawdę
      ona myśli tylko o sobie, faktycznie teraz zniedołężniała i rzeczywiście
      potrzebuje stałej opieki, ale do tej pory zupełnie dobrze sobie radziła - ale po
      co miała sobie radzić sama skoro psychicznie wzięta na uczucia córka
      zrezygnowała z własnego życia, dzieci żadko miały mamę, mąż żonę a o wspólnym
      wyjeździe gdziekolwiek to w ogóle nie ma o czym mówić, bo przecież rodzice
      natychmiast potrzebowali jej pomocy! Nie wiem jak można być taką matką-potworem
      i zabrać życie własnemu dziecku - od momentu, kiedy to dostrzegłam szlag trafił
      mój szacunek do starszych ludzi. W tym miejscu dodam coś jeszcze co dotyczy też
      ciebie, otóż ta kobieta to nie jedyne dziecko starszych Państwa, ale oczywiście
      tylko to jedno raczy się interesować teraz już tylko matką. Reszta jest
      oczywiście tak zapracowana, że w to jest po prostu niemożliwe, żeby dołożyła
      swoje trzy grosze do opieki nad mamusią. Nie jestem psychologiem, ale ja na
      twoim miejscu zrobiłabym mężusiowi niespodziankę i zaprosiła jego siostrzyczkę i
      wyłożyła kawę na ławę, że albo pomoże w opiece, albo pomoże mamusi załatwić dom
      opieki i bedzie się grzecznie dokładać do uiszczania za niego opłat - uważam,
      że masz prawo do normalnego życia i dlatego nie wystarczą zwykłe rozmowy z
      mężem, tutaj trzeba sprawę potraktować radykalnie, bo inaczej dojdzie do tego,
      że staniesz się zgorzkniałą kobietą, która w końcu zacznie czekać na śmierć
      teściowej. Trzymaj się i walcz o swoje, bo za nikt Ciebie tego nie zrobi!!!!!!
      • nivea63 Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 20.09.07, 18:31
        Dochodzimy w życiu do takiego momentu, kiedy przychodzi nam
        zaopiekować się niedołężnymi rodzicami. Mając na głowie pracę, dom
        dzieci, kłopoty dnia codziennego musimy rozdwoić się i być czasem
        niemal codziennie z chorym rodzicem. A przy tym wszystkim nie
        powinniśmy sami paść. Często starsi ludzie stosują wobec swoich
        opiekuńczych dzieci szantaż emocjalonalny, z którym, trudno sobie
        poradzić, odmówić staruszkowi trudno,ma się przeciwko sobie opinię
        publiczną, a czasem siły już nie ma na nic, i człowiek sam
        najchętniej by umarł. Z drugiej strony kiedy pomagamy starszej
        osobie mamy przeciwko sobie swoją rodzinę (małżonka, dzieci), która
        czuje się zaniedbywana.
        Musisz zrozumieć, że Twój mąż jest w tej chwili między młotem i
        kowadłem. Prawdopodobnie ma z matką bardzo ciężko, więc może odpuść
        sobie chwilowo Twoje pretensje., bo to poglębia tylko obustronne
        frustracje.
        Co nie oznacza, że cała ta sytuacja z Waszym małżeństwem jest zdrowa
        a Twoje niezadowolenie nieuzasadnione. Wierz mi 6 lat to nie jest
        dużo, dojrzewanie u mężczyzn trwa bardzo długo. Myślę, że istnieje
        nadzieja na to, że mąż zacznie lepiej rozumieć Twoje potrzeby. Życie
        jest pełne cudownych niespodzianek.
    • rycerzowa Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 21.09.07, 11:47
      Warto spojrzeć na twoją sytuacje "chłodnym okiem".

      Chcesz, by ktoś "z autorytetem" przemówił do męża, bo wtedy on naprawdę
      zrozumie,że popełnia błąd, i może coś się zmieni.
      Tylko skąd pewność,że Autorytet właśnie tobie przyzna rację?
      Wiesz, żyjemy w kręgu kultury judeochrześcijańskiej, szumnie mówiąc, gdzie
      zasada czcij ojca i matkę jest silnie zakorzeniona ("choćby rozum stracili", jak
      mówi Pismo).
      Samotna, wpół sparaliżowana staruszka, niemówiąca, bezradna, opuszczona przez
      dzieci - no, łza się w oku kreci.

      Na płaszczyźnie etycznej w tej rozgrywce nie masz szans, olinku.
      Nie ma tu znaczenia, jaką matką byłą w przeszłości teściowa, zająć się nią trzeba.
      Z twego listu przebija taka niechęć do starszej pani, że twoje zdanie może być
      uznane za nieobiektywne.
      ( Niewykluczone,że syn był wyróżniany, kosztem sióstr, i stąd te układy).

      Jak było, tak było, teraz problemem są wasze obecne wzajemne relacje.
      No i przechodzimy do sprawy "widziały gały".
      Przeczytaj sąsiedni wątek o "mięczaku".
      Twój mąż to może nie jest typ takiej niemoty, ale jednocześnie nie jest to
      ktoś, o kim marzyłaś.
      Ktoś złośliwy powiedziałby,że jeśli mężczyzna żeni się dopiero po 34 roku życia,
      i cały czas mieszkał "z mamusią", to jest to wyprzedaż posezonowa, towar w
      jakimś stopniu wybrakowany.
      Nie podlega gwarancji, nie trzeba mieć pretensji.

      W twoim przypadku chyba nie jest tak źle.
      Ale:
      Twój mąż jest człowiekiem spokojnym, nie kipi energią, nie gustuje w życiu
      pełnym zmian, dlatego nie wymyśla wyjazdów, wypraw, spotkań towarzyskich. Pewnie
      go to męczy. Znam wielu ludzi, którzy nade wszystko cenią sobie dobrą książkę
      przy kominku, albo mecz w telewizji,ciszę i spokój.
      Małżonkowie powinni się pod tym względem dobrać, albo tolerować.

      Ty jesteś osobą energiczną i zaradną. On z tobą nie może konkurować.
      A ty go nie zmienisz. Można osobę energiczną stłamsić, ale jak wykrzesać energię
      z nieenergicznej? No, trochę się da, ale to cię nie usatysfakcjonuje.

      Każdy normalny człowiek , energiczny czy nie, chce się czuć silnym i dobrym.
      Twojemu mężowi udaję się to poprzez opiekę nad starą matką i dziećmi, czyli nad
      słabszymi. A ty jesteś silna...
      Albo musiałby być silniejszy, niż ty, albo ty - słabsza.
      Pierwsze - raczej nierealne, drugie - może kiedyś nastąpić, niestety. Ale
      tego ci nie życzę.

      Jeszcze jedno - nie warto każdego nieidealnego związku uważać za "toksyczny".
      Trzeba sobie uświadomić, że w życiu nie można mieć wszystkiego.
      I - że drugi człowiek nie należy do nas w całości.

      Warto poszukać w swoim mężu tej części, którą kochasz, lubisz, szanujesz, i
      niech ta cząstka ci wystarczy.
      On ma swoje obowiązki wobec niedołężnej matki, swoje uczucia, niech je sobie ma.
      Jego rodzina to jego sprawa, nie musisz się tym podniecać ani truć.
      Nawet rozmyślać o tym nie warto.
      Ty też masz swoje sprawy, do których on nie ma dostępu.
      Jest jakaś jego część "dla domu", dla ciebie, dla dzieci, i to warto pielęgnować.
      Możesz przedstawić to w ten sposób,że wobec ogromu obowiązków, które spadają na
      waszą rodzinę, on się zajmuje opieką nad babcią, nad czyś jeszcze a ty nad resztą.

      Ale ty powiesz, że tu chodzi o u c z u c i a.
      O zbyt silny związek matki z synem.
      Może tak jest, a może nie.
      Podejrzewam, że może on jest taki "czuły", bo wszyscy inni są nieczuli.
      Spróbuj nie robić problemu, a raczej dbać o waszą wzajemną czułość.
      A tak a propos, czy ty rozumiesz potrzeby męża? Czy znasz jego marzenia? Bo
      wiesz, przypuszczam, że samolotowa wycieczka, albo kolacja z alkoholem to nie
      jest to, o czym on marzy.
      Pozdrawiam.
      • olinek30 Poddaje sie ;-( 16.11.07, 10:40
        Byl czas, kiedy z duza otwartoscia i entuzjazmem nawet przyjelam
        rady Rycerzowej i Pani Agnieszki... Kiedy stwierdzilam ze to chyba
        jednak one maja racje a nie inne osoby, o skrajnie odmiennych
        opiniach. Staralam sie bardzo zrozumiec postawe meza i "wspierac" go
        jak mi radzono. Cieszyc sie ta "mala czescia" meza ktora jest dla
        mnie i nie patrzec na ta lwia czesc, ktora pochlania matka, rodzina
        meza, telewizja i jego wlasne sprawy. Dlugo sie staralam ale
        niestety na dluzsza mete nie udaje mi sie...... Ciezko mi
        zaakceptowac i cieszyc sie tym minimum, ktore przeznaczone jest dla
        mnie i dzieci. Nie potrafie cieszyc sie tym, ze "nie pije, nie bije"
        i mieszka ze mna a nie z tesciowa. Ze grabi liscie w ogrodku,
        potrafi naprawic kran, rozpakuje zmywarke. Moze jestem zbyt
        wymagajaca? Moze mam zupelnie inne wyobrazenie o partnerstwie? Nie
        mozna przeciez wiecznie porownywac sie z tymi ktorzy maja gorzej,
        ambicja polega przeciez na tym zeby dazyc ku lepszemu. A ja nie dosc
        ze jestem ambitna to naprawde duzo daje z siebie, zeby nasz dom byl
        domem, a dzieci nie byly zawadzajacymi przedmiotami.. Nie podoba mi
        sie nadal, BO NIC SIE NIE ZMIENILO i moja wyrozumialosc nic nie
        dala. Nie podoba mi sie nadal, ze jestem traktowana przedmiotowo, ze
        mojemu mezowi po pracy poza obiadem, TV, internetem niewiele do
        szczescia potrzeba, ze dzieci trzeba przede wszystkim umyc i polozyc
        spac coby miec spokoj, a do rozmowy z nimi, przytulania i czytania
        bajek jest wlasciwie tylko mama. Ze inne maja gorzej ??? - nie
        pociesza mnie to.... Ze to standard w polskich rodzinach ? - tez
        mnie to nie bawi... Suma sumarum wycofuje sie, zamykam w sobie, nie
        mam juz ochoty rozmawiac nawet o tym, co zjadly dzieci albo czy
        wziely lekarstwa, nie odzywam sie i nie widze szansy, zeby cokolwiek
        kiedykolwiek moglo sie w moim malzenstwie zmienic.... Czekam tylko
        kiedy moj maz wystapi z jedyna od zawsze inicjatywa zorganizowania
        matce swiat - jak zwykle nie zapyta jak my spedzimy te swieta, co
        kupimy dzieciom na gwiazdke, czy mi jakos nie pomoc w organizacji,
        nieee, to nie w jego stylu. Zapyta tylko "a co z matka ?" .......
        • rycerzowa Re: Poddaje sie ;-( 16.11.07, 11:59
          Olinku, a cóż by ci przyszło ze stwierdzenia, że "masz rację"?
          Po pierwsze, jak pisałam, otoczenie oficjalnie racji ci nie przyzna, bo taka
          jest nasza kultura.
          Po drugie, na cóż by ci się zdało, jeślibyś nawet doprowadziła do tego,że mąż
          zerwie kontakty z matką i rodziną?
          Czy wtedy okaże ci czułość i zrozumienie?

          Czy w ogóle jest możliwe, by te kontakty ograniczyć? Cóż matka ma robić w
          święta? Przecież praktycznie nie ma gdzie pójść.
          Twój mąż musi ja wziąć do waszego domu, tak on to odczuwa, musi to zorganizować.

          Wiesz, wydaje mi się, że problemem jest nie teściowa i rodzina męża.
          Problem jest w waszym małżeństwie, w waszych wzajemnych relacjach.
          Jakie były wasze uczucia, gdy się pobieraliście?
          Do jakich uczuć jesteście w ogóle oboje zdolni?
          Czy nie było tak,że starasz się coś budować bez fundamentu?
          Czy rozumiesz innego człowieka, czy wiesz,że mężczyzna to inna istota, inaczej
          wyraża swoje uczucia? Tak tak, zazwyczaj przez skoszenie trawnika. Czy wiesz,
          co odczuwa twój mąż, czego pragnie, czy w ogóle cokolwiek odczuwa?
          Teraz zapanowała era uczuć, nowość w historii, jeszcze nie wszyscy załapali. A
          facetom to już szczególnie wydaje się,że jak zbudował dom, spłodził syna i
          posadził drzewo, to jest ok.

          Musisz sobie zadać pytanie, czy kochasz, musisz siebie zrozumieć.
          Może potrzebny jest psycholog? Poradnictwo rodzinne?

          Na pewno nic nie musisz, kobieta nie może dusić się w małżeństwie, choćby
          wpakowała się w ten układ dobrowolnie.
          Ale może wystarczy jeszcze raz poszukać jakiegoś lufcika?

          • olinek30 Re: Poddaje sie ;-( 16.11.07, 16:08
            Dzieki Rycerzowo ;-) Ty chyba jednak faktycznie najlepiej to
            wszystko rozumiesz .....

            Od tych postow sprzed miesiaca przemyslalam wiele. Masz racje, tu
            nawet nie o tesciowa chodzi, o rodzine, tu chodzi po prostu o nas.
            Relacje z matka i reszta, wyjatkowa mobilizacja i inicjatywa mojego
            meza w tym zakresie to po prostu dla mnie pole do porownan i
            prawdopodobnie moja zazdrosc i te kropelki goryczy ktorych nie umiem
            przelknac.
            Masz racje ze chyba staram sie (albo probuje) budowac cos bez
            fundamentow. Pobralismy sie szybko, obydwoje wtedy spragnieni kogos
            bliskiego, szybko zdecydowalismy sie na dziecko, wszystko szybko sie
            potoczylo. Zbudowalismy dom, mamy dwoje dzieci, niby wiele nas
            laczy, ale to chyba nie te fundamenty o ktore mi chodzi. Nie
            chcialam widziec na poczatku tego co widziec powinnam. Moze sama za
            malo kocham? Moze za malo okazuje ze kocham? Moze przez ta swoja
            duszona zlosc i pretensje sama staje sie zimna i odpychajaca ? Moze
            za malo staram sie zrozumiec, poznac potrzeby mojego meza.... moze.
            Tlumacze sobie czesto ze facet inaczej wyraza uczucia, ze to inna
            istota itd, ale jak wytlumaczyc fakt ze wokol widze jednak ze
            te "inne istoty" jednak potrafia okazac czulosc swoim zonom, ze maja
            i pokazuje OCHOTE spedzenia z nim czasu, wyjscia dokads, wyjechania,
            zjedzenie razem posilku. Czy to znaczy ze moj maz jest jeszcze inna
            istota?! Czy to znaczy ze ja nie umiem go do czegos zachecic ?? nie
            wiem...
            Ja sie nie dusze w malzenstwie, to nie to. Ja po prostu codziennie
            odczuwam straszna bezsilnosc w tlumaczeniu tego co dla mnie
            oczywiste i oczekiwaniu tego "czegos". Opadaja mi czasem rece. A nie
            jestem jakas wyjatkowa kobieta, wyjatkowa osobowoscia. Jestem
            kobieta jakich wiele, lubiaca rozmawiac, dzielic sie tym co zdarzylo
            sie danego dnia. A ja nie mam sie z kim dzielic !!!!!!! Czy naprawde
            tak duzo chce?? porozmawiac z mezem i czuc sie wysluchanym, a nie
            byc tylko cieplym dodatkiem na kanapie przed telewizorem, kims, kto
            zrobi kolacje i herbate. Czy to tak duzo? Chcialabym byc partnerem a
            nie tylko i wylacznie gospodynia i organizatorem domowego zycia.
            Chce z mezem razem planowac swieta i wyjazd a nie wiecznie robic to
            sama. Doczekac sie w koncu "tak, jedzmy drugiego dnia swiat" a nie
            to ciagle "nie wiem, zobaczymy". Mdli mnie od tego "nie wiem" ! Czy
            ja tak wiele chce ??!!
            Co masz na mysli piszac o szukaniu lufcika?
            • rycerzowa Re: Poddaje sie ;-( 17.11.07, 22:08
              Wiesz, jeśli człowiekowi jest w domu bardzo źle, ma uczucie "duszenia się", ma
              ochotę rozwalić ten układ,by odetchnąć świeżym powietrzem.
              "Otworzyć lufcik" to znaczy znaleźć wyjście z sytuacji, by móc pozostać w domu i
              jednocześnie swobodnie oddychać.

              To dobrze,że to "duszenie się" ciebie nie dotyczy.

              Konkretne problemy konkretnej pary znają tylko sami zainteresowani, ale są też
              ogólne prawa, tzn. z niektórymi problemami uporać się musi większość związków.

              1. Po kilku latach wspólnego życia(4-6 lat)następuje pierwszy poważny kryzys.
              Fascynacja minęła, różowe okulary opadły.
              Trzeba zbudować nową jakość. Jak?

              2. Kobieta pragnie być kochana, adorowana, pragnie bliskości.
              Gdy spotyka pierwsze oznaki chłodu, reaguje obrażaniem się, wycofywaniem się,
              czasem złością. Tworzy się błędne koło.
              Na złość nikt nie odpowie czułością, niestety.

              3. Kobieta ma zwykle marzenia o związku idealnym, harlekinowym. Jeśli druga
              osoba nie nadaje się do tej roli - biada mu.
              Tymczasem scenariusz należy zmienić, dostosować do aktorów, jeśli nie udało się
              na odwrót.

              4. Życie to nie teatr, gdzie trzeba od razu dobrze grać. To ciągłe próby. Od
              nowa i od nowa.

              Olinku, przypuszczam,ze twój mąż m.in. dlatego aż tak za dobrze opiekuje się
              matką, bo to umie, nauczył się od ojca.
              Skąd ma umieć jak być czułym wobec dorosłej, silnej kobiety?
              Takiej to on się umie tylko bać. Szczególnie, gdy jest "zła, zimna i odpychająca".
              Nie bądź odpychająca.
              Zacznij od rzeczy małych. Np. od wspólnej rodzinnej gry w chińczyka ze starszym
              dzieckiem.

              Przecież chyba sypiacie ze sobą, jest okazja porozmawiać z czułością.
              Czy ty w ogóle próbujesz z nim rozmawiać, opowiedzieć o swoich pragnieniach,
              marzeniach? Umiesz go słuchać?
              Umiesz mu okazać swój podziw, że radzi sobie w życiu, że zbudował dom?
              Umiesz być z niego dumna?



              Jest też sposób drastyczny na potrząśniecie mężem - awantura z płaczem, ze
              łzami, z pretensjami typu "bo nie kochasz". Wada jest taka, że zastosować to
              można tylko raz.

    • burza4 Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 21.09.07, 18:59
      mi się wydaje, że sama nic nie wskórasz, męzowi potrzebna jest
      terapia. Bez przepracowania jego układów z matką niewiele się zmieni.
      On jest po prostu wyszkolony w tej odpowiedzialności za nią, czuje
      się potrzebny - a nie wykorzystywany. W jakiś sposób to go
      dowartościowuje. A jednocześnie męczy zapewne - i stąd te złe
      reakcje w stosunku do dzieci, gdzieś musi odreagować. Wpojono mu że
      matka jest najważniejsza, i tego się trzyma jak prawdy objawionej.
      Dodatkowo - po takim dzieciństwie - rozpaczliwie stara się zasłużyć
      na jej miłość, na dobre słowo. Tak jakby nadal tkwiło w nim dziecko,
      które usiłuje sobie skompensować spaprane dzieciństwo.
      Tymczasem jest też zmęczony, gdzieś chce odpocząć od ciągłej presji,
      wiecznych oczekiwań. Stąd może taka bierność w waszych sprawach.

      tym bardziej, że mu to ułatwiasz - ty ustawiasz, ty umawiasz, nie
      mówisz wprost o swoich oczekiwaniach. 99% facetów nigdy się nie
      domyśli bez klarownego komunikatu o co ci chodzi! tym bardziej, że z
      jego punktu widzenia nic złego nie robi, o co ta pretensja? przecież
      nie chodzi na baby, tylko dba o matkę!

      Jeśli chcesz coś ugrać - nie ograniczaj się do pretensji o to, co
      było, tylko skup na tym, żeby jemu pomóc się psychicznie uporać z tą
      sytuacją. Facet jest w matni, wyrzuty z twojej strony jedynie
      sprawią że będzie się bardziej miotał. Chcesz wyjechać - załatw
      wyjazd tak, aby nie było pretekstu do jego odwołania. Wyjazd za
      granicę, samolotem, nie ma zwrotu kasy, na miejscu jest opiekunka,
      nie ma racjonalnego powodu żeby zmieniać plany z powodu czyjegoś
      widzimisię.

      teściowa z pewnością opieki potrzebuje, tylko cała reszta -
      konieczność osobistych starań jest już manipulacją. Normalnie
      myśląca matka raczej stara się za wszelką cenę uniknąć komplikowania
      swojemu dziecku życia na każdym kroku. Chyba, że - jak w tym
      przypadku przemawia przez nią przede wszystkim egoizm.

      podział prac w rodzinie zapewne pozostanie niesprawiedliwy, siostra
      (niezależnie czy ma powody czy nie) jest po prostu wystarczająco
      asertywna. Tylko - że wszystkie dzieci są prawnie zobowiązane do
      zapewnienia opieki. Jeśli teściowej nie stać na opiekunkę (a rzadko
      kogo stać z renty) - to te koszty powinny być dzielone na wszystkie
      dzieci. W ostateczności można wnieść o alimenty od pozostałych
      sióstr - i sąd bez większych problemów je zasądzi.

      przeczytaj sama sztandarową pozycję tego gatunku - "Toksycznych
      rodziców" Susan Forward. A potem podsuń mężowi.
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 24.09.07, 16:03
        Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi na post, na który miałam ochotę
        odpowiedzieć. I wyręczyła mnie "rycerzowa". Napisała przenikliwą,
        mądrą odpowiedź i do tego zachowując pewną miękkość, której pewnie
        mnie by zabrakło. Z każdym rozumieniem Pani sytuacji zawartym w tej
        wypowiedzi się zgadzam, dlatego polecam dokładną lekturę tego wpisu.
        To co miałabym do podkreślenia i do dodania to ,fakt, że Pani mąż w
        szczególny sposób reaguje na słabość, na osoby słabsze. Coś to w nim
        uruchamia. Może zachowuje się wobec swojej matki tak, jak sam
        chciałby aby ona zachowała się wobec niego w przeszłości, ale to
        nigdy nie nastąpiło, choć tego bardzo potrzebował. Czasem tak bywa i
        jest to skoplikowany mechanizm psychologiczny. To potwierdzałby
        fakt, że jest też dobrym ojcem.
        Inną sprawą są dość silne uczucia rywalizacyjne jakie uruchomiły
        się w Pani w Pani aktualnej sytuacji z teściwą. Jest to specyficzna
        relacja i opisane przez Panią fakty i zachowanie w nich męża mogły
        zwiększyć te uczucia. Szczególnie, ze Pani czuje się przegrana w tej
        rywalizacji.
        Nie myślę, ze to co się dzieje w Pani związku jest toksyczne,i
        dlatego nie polecę żadenj ksiązki z tej tematyki.
        Wiele opisanych spraw dotyczy wyłącznie tego co się dzieje w Pani
        małżeństwie a problem z teściową być może wyolbrzymia tę sprawę, co
        jeszcze nie kwalifikuje tego związku jako toksyczny. Proszę
        przypatrzeć się temu swojemu wątkowi kobiety energicznej związanej
        z mężczyzną , który reaguje na słaboŚć Może to coś pomoże zrozumieć,
        czego życżę. Agnieszka Iwaszkiewicz
        • olinek30 Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 25.09.07, 09:34
          Bardzo dziekuje za wszystkie opinie. Moze nie wszystkie z nich
          odnosza sie konkretnie do mojej sytuacji ale wiadomo - nikt mnie tak
          naprawde nie zna a nie da sie napisac wszystkiego, opisac wszystkich
          zachowan i sytuacji z naszego zycia. Faktem jest jednak - tu Pani
          Agnieszko jestem szczera - ze wypowiedz Rycerzowej wydrukowalam
          sobie i nosze w torebce od dnia, w ktorym sie pojawila (swoja droga
          dziekuje Rycerzowej). Moze nie jest to opinia ktorej poczatkowo
          oczekiwalam, ale byla dla mnie w pewnym sensie malym kubelkiem
          zimnej wody na glowe i po jej przeanalizowaniu stwierdzam ze bardzo
          duzo w niej prawdy. Jakos nie uswiadomilam sobie nigdy ze jestem
          faktycznie dosc energiczna i zaradna, a moj maz reaguje na slabosc.
          Patrzac wstecz faktycznie tak bylo i jest. Chociaz nie jest
          absolutnie mieczakiem - to facet ktory jako pierwszy w rodzinie
          wybudowal dom, ma w jednym palcu wszystkie zwiazane z tym
          formalnosci (jest teraz guru w tej dziedzinie w rodzinie i wsrod
          znajomych), wg mnie rewelacyjnie radzi sobie w zalatwianiu wszelkich
          spraw, jest szybki, zalatwia sprawy od reki...... tylko w tych
          relacjach ze mna mam wiecznie wrazenie ze sie "czai". Teraz, po
          przemysleniu opinii Rycerzowej i Pani Agnieszki wiem, ze moze
          przyczyna jest faktycznie ta moja postawa osoby, ktora sobie z
          jednej strony zawsze poradzi, a z drugiej ma i tak pretensje o to ze
          musi sobie radzic ;) (w duzym skrocie tak to chyba niestety u mnie
          wyglada.....).
          To "cos" co kaze mojemu mezowi jezdzic czasem po kilka razy dziennie
          do matki z blahych powodow to chyba faktycznie ten skomplikowany
          mechanizm psychologiczny o ktorym pisala Pani Agnieszka. Wiem na
          pewno, ze ze strony matki brakowalo mu czulosci, uwagi, troski -
          widze to chociazby po zachowaniu siostry meza w stosunku do jej
          dzieci (a pewne wzorce niestety wynosi sie z domu) i stwierdzeniu
          mojego meza ostatnio ze "ona nie nadaje sie na matke, jest jeszcze
          gorsza niz byla nasza matka". Cos w tym jest.
          Bardzo dziekuje jeszcze raz za te odpowiedzi, wiele mi one
          uswiadomily i na pewno pozwola lepiej zrozumiec nasze malzenstwo i
          relacje w naszej rodzinie. Wiem ze nie bedzie latwo, bo nigdy nie
          bylo, ale mam nadzieje ze na dlugo zapamietam niektore stwierdzenia
          Rycerzowej i na wiele spraw uda mi sie spojrzec przez pryzmat jej
          slow..... BARDZO DZIEKUJE.
          • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 30.09.07, 18:19
            Przeczytałam Pani odpowiedź i chcę od razu odpowiedzieć króciutko na
            2 sprawy.
            Mężczyna reagujący na słabość u innych to nie jest równoznacznik
            mężczyzny słabego. Jest to jedynie uwypuklenie naturalnych cech
            przynależnych obu płciom ( opiekuńczość, wrażliwość, troska, chęć
            niesienia pomocy ),które w procesie indywidualnego rozwoju i
            rozmaitych doświadczeń życiowych stały się wyraziste czy
            charakterystyczne dla danego akurat mężczyzny. Takich zachowań
            oczekuje się raczej od kobiet, ale o tym decydują bardziej warunki
            kulturowe niż relaność czy męskie możliwości. Dlatego nie powinna
            Pani poszukiwać tak drobiazgowo męskości w Pani mężu jako przeciwagi
            do tej "niefortunnej" cechy jaką również posiada. Może warto
            docenić i to i to.
            Druga rzecz dotyczy z kolei Pani energicznej strony. Nie chodzi o
            to by Pani teraz stała się słaba albo ukrywała swoją energię po to
            by zyskać coś od męża. Bycie energiczną jest też i przydatne i
            dające satysfakcję. Po prostu najlepiej jest jak Pani sobie zda
            sprawę, że tak się dobraliście. Pewnie też z jakiegoś, nie całkiem
            świadomego, powodu to się stało. Jakoś zareagowaliście na własne
            predyzpozycje. Taka świadomość pomoże Pani nie czuć się aż tak
            bardzo zaniedbywaną czy nieważną dla męża a cech Pani męża nie
            bedzie Pani przeżywała jako skierowanych wyłącznie przeciwko Pani.
            Cieszę się, że skorzystała Pani z różnych wypowiedzi na forum i że o
            tym Pani napisała. Pozdrawiam Panią. Agnieszka Iwaszkiewicz

          • anusia_d1 Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 13.10.07, 23:10
            Olinek, krótko mówiąc masz misję do spełnienia :) trzeba byś kimś
            wyjątkowym, żeby dostać taki dar jak możliwość uzdrowienia człowieka
            tak skrzywdzonego...
            Mam nadzieję, że nie będziesz tylko następnym katem w jego życiu-
            nie zostawisz go- tylko zrozumiesz że wasz związek to nie tylko
            zwykłe małżeństwo ale coś więcej... Tacy ludzie jak twój mąż
            wybierają sobie kobiety które będa identyczne jak (w tym przypadku)
            matka i potwierdzą swoim sadystycznym i despotycznym zachowaniem, że
            osoba która odcisnęła takie piętno w jego życiu była zupełnie
            przeciętna (to ich uzdrawia), albo osoby które są przeciwieństwem i
            będa potrafiły udowodnić mu że można być innym, lepszym.
            Bądź dobra- nie szantarzuj, nie groź- bąź cierpliwa. On teraz
            obserwuje, sprawdza twoją reakcje na to co robi (to nie chodzi o
            twoja matke ale o twoja reakcje na dawanie dobra) Wiem, z wyda ci
            się to absurdalne, ale wydaję mi się że on tego nie robi dla matki
            ale dla uzdrowienia siebie- katuję cię tym bo wierzy że będziesz
            osobą która to podźwignie i pokaże mu że miłość- bezinteresowne
            dobro istnieje. Pozwól mu robić to co chce, ciesz się tym że jeździ
            do matki a nie do kochanki, pracuje, oddaje ci pieniądze, nie pije,
            nie bije. Kochana, musisz zrozumieć że nikt/nic nie jest doskonałe
            wszystko jest zbudowane z przeciwieństw. Inn mają jeszcze gorzej...
    • suger_mouse Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 09.10.07, 18:12
      Olinku, strasznie Ci współczuję...

      Sorki, ale ja tu nie widzę żadnego człowieka "reagującego na słabość". I chyba
      mną wstrząsnęły troszkę te rady, zalecające Ci większą wyrozumiałość w stosunku
      do kogoś, kto na to nie zasługuje. Może całkowicie się mylę - ale ja tu widzę
      kogoś, dla kogo ważne są przede wszystkim więzy krwi - przede wszystkim jego
      matka, potem jego dzieci. Ty - mam wrażenie, że jesteś traktowana przedmiotowo.
      Służysz do tego, żeby zadbać o wspólny dom, podczas gdy on swobodnie może
      poświęcać czas matce. Nie dość, że on w tym dbaniu o wspólny dom ma udział
      minimalny - to nawet nie docenia Twoich wysiłków. A powinien być wsparciem
      także, a może przede wszystkim, dla Ciebie - jesteś jego partnerką, to z Tobą
      dzieli życie - nie z matką i nie z dziećmi, które kiedyś odejdą i założą własne
      rodziny. Zapewnienie Ci wsparcia, troski, zrozumienia, to jego obowiązek jako
      Twojego męża.

      Twoje dosyć rozpaczliwe posty świadczą o tym, że Ty również masz chwile
      słabości, że dzielnie starasz się dawać sobie radę, ale że jesteś tym bardzo już
      zmęczona i Ci ciężko. Dlaczego ten człowiek "reagujący na słabość" tego nie
      widzi?...

      Nie wiem, co bym zrobiła na Twoim miejscu. Ja - chyba spasowałabym, tj. odsunęła
      się emocjonalnie od męża, zaczęła myśleć w końcu o sobie, swoich potrzebach,
      może realizacji swoich pasji, może spędzaniu większej ilości czasu z
      przyjaciółmi? Wydajesz mi się osobą bardzo dojrzałą emocjonalnie i pełną dobrych
      chęci - zasługujesz na lepszy los. Pozdrawiam Cię bardzo ciepło.
    • bea53 Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 19.10.07, 15:18
      Moim zdaniem u Twojego męza to nie dobre checi opieki nad rodzicem to po prostu
      przymus. Matka wyrachowana oziebła, nie okazująca uczuc, czyli syn walczy o
      uczucia matki, by jednak choz raz w zyciu zobaczyc ze ją zadowala, on tego nie
      dostaje i zabiega dalej. PRzymus pomagania, nawet kosztem Ciebie, nie potrafi
      odmówic, mama steruje wszystkim, nim jego uczuciami, bo on ciągle jest jej
      dzieckiem i nie wyzwolil sie spod jej toksycznego wpływu, on najdłuzej z nią
      mieszkał, podejrzewam ze siostry uciekły po prostu od matki, z która nie daje
      się wytrzymać,
      moze warto mezowi najpierw podsunąc "toksycznych rodzicow", pewnie sam jest tym
      zmęczony ale nie potrafi przestac pomagac i rodzi to jego agresję..dopóki sam
      nie zobaczy jak duze to uwikłanie to nic nie zrobi. Co do Twojej sytuacji to
      masz wpływ na zmianę siebie, mąz moze sie zmienic ale Ty dbać musisz o siebie i
      nie ułatwiac mu zycia w tym jednak niezdrowych relacjach. Uwazam ze w tej
      sytuacji jest najpierw zona i dzieci a na 2 planie chora matka, tak powinno być,
      owszem niech odwiedza ale nie na kazdy gwizek.
      Matka toksyczna potrafi zawaładnąc zyceim dziecka i pozornie chora przezyc
      wszystkich, wykonczyc wszystkich i ostatnia umrzec, chocby to ze jednak przezyla
      męza od ktorego byłą bardziej chora, swiadczy o tym..
      • margogo Re: Prosze o pomoc..... przestaje sobie radzic ;- 16.11.07, 11:55
        A może przeprowadź mamuśke bliżej siebie.
        Powiem Ci że zastanawiam się czy gdyby Twoja matka zachorowała,a Twój mąż miał
        pretensje o to że jej pomagasz to też byś ją olała?
        Każdy w życiu popełnia błędy i nie wiem jaka ta matka była,ale to chyba zawsze
        matka,urodziła i wychowała.Sama chwalisz męża że dobry i opiekuńczy że kocha
        dzieci i potrafi się nimi zająć.
        Pomyśl też że Ty też kiedyś będziesz stara może też zachorujesz,czy chcesz aby
        dzieci Cię wtedy zostawiły?
        No i jak było u nich w domu to nie wiesz,bo Twoja rodzina też na zewnątrz jest
        cacy,a siostry mogły faktycznie być córeczkami tatusia a synek był mamusi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka