Dodaj do ulubionych

Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej)

13.05.08, 14:38

Jesteśmy 8 lat po ślubie mamy synka (6) i córeczkę (3) kochamy się choć ciężko
oboje znosimy życie rodzinne. Moja żona przeniosła się ze swojego miasta do
mojevgo wiec nie ma tu zajomych tylko jedną koleżankę. Na razie nie pracuje,
bo siedzi z dzieckiem w domu. Dom utrzymuję ja pracując w dwóch szkołach
prywatnych jako nauczyciel - zarabiam ponad 4 tys. Dzieci dają nam się bardzo
we znaki jedna babcia nie żyje a druga mówi, że nie daje rady z tymi małymi
szatanami które ciągle się zeobą tłuką. Nie pomagają prośby i groźby, nawet
7-dniowy zakaz gier na playstation nie załatwia sprawy. Psycholog też rozłożył
ręce mowiąc, że dzieciaki są po prostu żywe, aktywne i wyrosną kiedyś z tego.
Oboje jesteśmy przemęczeni, w związku z czym siadło nam "pożycie intymne".
Kiedyś żona była demonem seksu, mogliśmy kochać się kilka razy na dobę, a
teraz kilka razy w miesiącu najwyżej i nawet wtedy ona rzadko wykazuje
entuzjazm. Dla mnie to już nie jest kochanie się. To jest co najwyżej
stosunek. Rozładowujący ale nie dający większej satysfakcji.
Wiem, że moja żona jest przemęczona ale staram się jej pomagać w domu,
wyciągam czasem do kina, na spacer itp. Staram się z nią rozmawiać o życiu i o
nas, nie chlam ani nie włóczę się z kumplami nie wiadomo gdzie. Staram się być
dobrym męźem, ale coraz częściej czuję, że to nie tylko jej zmęczenie, ale i
znudzenie mną. W łóżku też staram się być czuły, dbać o kobietę, a nie tylko o
siebie.
Chyba przestałem jej się podobać, chyba już jej nie pociągam, mimo że kiedyś
obojgu nam było w łóżku rewelacyjnie i ona sama też inicjowała "akcje". Czuję
się przez to mało atrakcyjny, niekochany, ale ona zapewnia mnie, że kocha i
nikogo nie ma na boku tylko że już jej się nie chce kochać...
Nie wiem, co robić, bo kocham żonę i dzieci, ale z dniaa na dzień duszę się
coraz bardziej. Nie mam na nic ochoty (poza tym, czego mi brakuje).
Da się coś z tym zrobić?
Obserwuj wątek
    • bubster Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 13.05.08, 19:06
      > Jesteśmy 8 lat po ślubie mamy synka (6) i córeczkę (3)
      dlaczego takie duże dzieci nie są w przedszkolu?
      dlaczego Twoja żona z nimi siedzi i nie pracuje?

      dzieci do przedszkola, po przedszkolu opiekunka zanim nie wrócicie,
      a żona do pracy, wtedy:
      1. żona nie będzie czuła się zamęczaną kurą domową "wiecznie z tymi
      dizećmi" (wierz mi, też by mnie szlag trafił, jakbym od 6 lat
      siedziała w domu i za cały świat miała sprzątanie i gotowanie)
      2. żona dowartościowuje się w pracy, że nie jest tylko kurą domową,
      ale dokłąda się do budżetu i robi coś innego
      3. w pracy spotyka się ludzi, widzisz "na kawce" że tu komuś
      glazurnik nawalił, komuś dziecko choruje, komuś innemu samochód sie
      popsuł - zobaczy, że inni tez mają problemy jak ona (a jak siedzi
      sama to cieknący kran może do tragedii urosnąć)
      4. będzie dodatkowa kasa - żona może sobie kupić coś miłego



      > oboje znosimy życie rodzinne. Moja żona przeniosła się ze swojego
      miasta do
      > mojevgo wiec nie ma tu zajomych tylko jedną koleżankę.

      polecam pójście do pracy, prawdziwych przyjaźni może z tego nie
      będzie, ale będzie do kogo buzię otworzyć

      >Na razie nie pracuje,
      > bo siedzi z dzieckiem w domu.

      no właśnie - dlaczego skoro dzieci takie duże?

      > szatanami które ciągle się zeobą tłuką. Nie pomagają prośby i
      groźby, nawet
      > 7-dniowy zakaz gier na playstation nie załatwia sprawy. Psycholog
      też rozłożył
      > ręce mowiąc, że dzieciaki są po prostu żywe, aktywne i wyrosną
      kiedyś z tego.

      nie znam się na dzieciach, nie wiem co by pomogło, ale wydaje mi się
      że to d...a a nie psycholog,
      dobrze wychowane dzieci potrafią być grzeczne, nawet jak są "żywe"

      > Kiedyś żona była demonem seksu, mogliśmy kochać się kilka razy na
      dobę, a
      > teraz kilka razy w miesiącu najwyżej i nawet wtedy ona rzadko
      wykazuje
      > entuzjazm.

      dziwisz się? mało jest kobiet których jedyną ambicją są "zupki i
      kupki" - nie spotyka ludzi (człowiek jest istotą stadną), dzieci
      szaleją (wydaje mi się, że tu powinna być więcej Twoja rola - nie na
      zasadzie straszaka, ale wytłumaczenia dzieciom, że przeginają), a
      ona siedzi ciągle w domu

      > Wiem, że moja żona jest przemęczona ale staram się jej pomagać w
      domu,

      a co to znaczy "staram się"? naprawdę robisz dużo czy "staram się"
      oznacza wyniesienie śmieci i umycie paru szklanek? (nie odpowiadaj
      mi na to pytanie, tylko sobie - szczerze)

      > Chyba przestałem jej się podobać, chyba już jej nie pociągam,
      nie Ty jej się przestajesz podobać, ale ona sama sobie się już nie
      podoba, z powodów jakie wyżej opisałam

      inicjowała "akcje". Czuję
      > się przez to mało atrakcyjny,

      idź na siłownię, serio :-)

      > Da się coś z tym zrobić?

      da, jak napisałam
      ale to nie ma być na zasadzie "kochanie wydaje mi się że powinnaś
      zrobic to i to" bo to też Twój problem

      powodzenia
    • kol.3 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 13.05.08, 19:52
      Typowy polski mąż - zarabia mało, obstawił kobietę dzieciakami i
      robotą i dziwi się że z pięknej klaczy zrobiła dię zajeżdżona kobyła.
      Bubster dobrze radzi.
    • arieta Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 13.05.08, 20:14
      Mi się wydaję, że po prostu wszystko co napisałeś tutaj powiedz jej bezpośrednio.
      Myślę, że jedyne czego wam brakuje to komunikacji:)

      Pozdrawiam
      • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 14.05.08, 00:03
        Witam,
        Odpowiadam wszystkim na raz ;-). Dziecko 3-letnie kończy 3 lata w
        sierpniu i do przedszkola idzie od września - nie ma u nas żłobka w
        miasteczku. Od wrzesnia będzie więc i praca o ile jakąś znajdziemy
        (żeby nie zaorali jej bardziej niż w domu dzieci!).
        Zarabiał łącznie z różnymi innymi zajęciami dodatkowymi do 8 tys.
        Wiem, że dla niektórych to możę mało, ale to chyba 4 średnie
        krajowe, więc nie mam sobie tu nic do zarzucenia. Pracowity i
        zaradny choć nie superman.
        Wszystko, co tu napisałem, żonie już mówiłem. Ona opiekunki nie
        chce, bo nie ufa obcym ludziom, którzy milieby się krecić po domu. Z
        babcią nie ma o czym gadać. Wszystkiego już próbowaliśmy. Ta kobieta
        kocha tylko siebie i zawsze tak było.
        Moje staranie oznacza przejmowanie dzieci na spacerki i wycieczki
        bez mamy np. w sobotę, żeby mogła odpocząć od rodziny. Podwozimy ją
        czasem do kosmetyczki lub koleżanki, jesli ma ochotę. Poza tym
        sprzątam sporo w weekend (w tygodniu nie da rady), staram się mówić
        jej komplementy itp. itd. No, na pewno mogłoby być lepiej, ale wciąż
        jest lepiej niż u większości znanych mi ludzi!!!
        Co do siłowni - jestem średniej budowy ciała, nie gruby, nie za
        chudy i ważę tyle samo, co 10 lat temu. Zero brzuszka.
        Poza tym oboje trochę się posuneliśmy w latach, nie mamy juz po 18 l.
        Mówię jej, co myslę, ale ona nie podejmuje dialogu ;-(. Słucha i
        wzdycha najwyżej.
        dzięki za Wasze opinie (prawie wszystkie)
        • bubster Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 14.05.08, 10:06
          7donpedro7 napisał:

          > sierpniu i do przedszkola idzie od września - nie ma u nas żłobka
          w
          > miasteczku.

          opiekunki też nie?

          > Zarabiał łącznie z różnymi innymi zajęciami dodatkowymi do 8 tys.
          to dużo

          > Wszystko, co tu napisałem, żonie już mówiłem. Ona opiekunki nie
          > chce, bo nie ufa obcym ludziom, którzy milieby się krecić po domu.

          bez sensu - masochistka?
          sorry to wychodzi na to że sama się w świecie pieluch zamyka


          > Moje staranie oznacza

          nie nam miałeś odpowiedzieć tylko sobie


          > Co do siłowni - jestem średniej budowy ciała, nie gruby, nie za
          > chudy i ważę tyle samo, co 10 lat temu. Zero brzuszka.

          nie chodziło mi o odchudzanie, a o poprawę kondycji i wyglądu
          btw ją też wyślij na jakiś sport
          w zdrowym ciele zdrowe ciele

          > Słucha i
          > wzdycha najwyżej.

          Matka Polka Cierpiętnica? na taką to rady nie ma

          > dzięki za Wasze opinie (prawie wszystkie)
        • kol.3 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 17.05.08, 12:21
          Srednia krajowa wynosi 3144 zł.
          • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 18.05.08, 21:35
            kol.3 napisała:
            > Srednia krajowa wynosi 3144 zł.
            ale chyba brutto??? ja mówię o netto
        • mama303 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 18.05.08, 14:43
          7donpedro7 napisał:

          A cóz to ma być?
          > Od wrzesnia będzie więc i praca o ile jakąś znajdziemy

          Jak to "znajdziemy"? Niech ONA znajdzie wedle własnego uznania
          Uważam że całkowicie zdominowałeś kobitke i tyle. Decydujesz nawet o
          tym jaka ma miec torebke i kiedy ma pójśc do kosmetyczki, chciałabys
          też ukierunkować jej potrzeby seksualne. Nie da się tak, wiele
          kobiet kieruje prawie wszystkie swoje emocje na dzieci kiedy sa
          małe. Uszanuj to, to jej prawo. Wtedy ona uszanuje Twoje emocje i
          się ułoży.

          > (żeby nie zaorali jej bardziej niż w domu dzieci!).

          Owszem, może tak sie stać i to bardzo prawdopodobne, praca nie jest
          cudownym lekiem na zdominowane przez jednego z partnerów małżeństwo.

          Polecam partnerstwo w pełnym tego słowa znaczeniu.
          • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 18.05.08, 21:43
            mama303 napisała:
            > Jak to "znajdziemy"? Niech ONA znajdzie wedle własnego uznania
            > Uważam że całkowicie zdominowałeś kobitke i tyle. Decydujesz nawet
            > o tym jaka ma miec torebke i kiedy ma pójśc do kosmetyczki,
            Tu się ubawiłem. To chyba jakiś neofeminizm? Wiem, że ona oczekuje
            mojego wsparcia w tym zakresie, sama mówi o szukaniu pracy (ale nie
            tylko) - MY. W wielu sprawach jestesmy MY a nie JA czy ON/ONA. To
            właśnie jest uzupełnianie się. Skąd Ci przyszło do glowy, że jej
            ustalam, kiedy ma iść do kosmetyczki. Chodzi, kiedy ma ochotę!!!

            > chciałabys też ukierunkować jej potrzeby seksualne.
            No, teraz czuję się jak w seksmisji ;-)))

            > wiele kobiet kieruje prawie wszystkie swoje emocje na dzieci kiedy
            > sa małe. Uszanuj to, to jej prawo. Wtedy ona uszanuje Twoje emocje
            > i się ułoży.
            Wiesz, czasem lepiej milczeć, niż wyciągać pochopne wnioski nie
            poparte danymi...

            > Owszem, może tak sie stać i to bardzo prawdopodobne, praca
            > nie st cudownym lekiem na zdominowane przez jednego z partnerów
            > małżeństwo.
            Jakie zdominowanie? Już mnie bliżej do pantoflarza. Widzę, że lubisz
            dopasowywać ludzi do z góry założonej wizji świata - niekoniecznie
            prawdziwej. Kłopoty z logiką czy jakiś uraz?
          • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 18.05.08, 21:47
            mama303 napisała:
            > Polecam partnerstwo w pełnym tego słowa znaczeniu.
            A ja polecam częstsze korzystanie z prawa do milczenia. W życiu nie
            udzielałbym komuś rad takim tonem, nie osądzał go i nie objaśniał mu
            jego świata na podstawie... bezpodstawnie właściwie. Czy nie
            rozumiesz wagi i znaczenia słów? Nie wystarczy powtarzać frazesów.
            Bo gdy gubi się kontekst, stają się one żenujące.
    • mskaiq Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 14.05.08, 13:48
      Mysle ze bardzo duzo pracujesz, Twoja Zona potrzebuje Ciebie, Twojej
      obecnosci, przytulenia, pogadania z Toba.
      Ona potrzebuje Twojego uczucia aby mogla wrocic namietnosc. Coz z
      tego ze kochasz, bo wiem ze kochasz i Ona wie o tym ale nie
      okazujesz tego.
      O milosc trzeba dbac, zaniedbana odchodzi a na jej miejsce
      przychodzi zniechecenie, obojetnosc i zanik namietnosci.
      Pogadaj z Zona, dowiedz sie od Niej co Ona mysli, powiedz ze chcesz
      zmienic to co jest obecnie, zeby Ci pomogla.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 14.05.08, 17:16
        mskaiq napisał:
        > Mysle ze bardzo duzo pracujesz, Twoja Zona potrzebuje Ciebie, Twojej
        > obecnosci, przytulenia, pogadania z Toba.
        > Ona potrzebuje Twojego uczucia aby mogla wrocic namietnosc. Coz z
        > tego ze kochasz, bo wiem ze kochasz i Ona wie o tym ale nie
        > okazujesz tego.
        > O milosc trzeba dbac, zaniedbana odchodzi a na jej miejsce
        > przychodzi zniechecenie, obojetnosc i zanik namietnosci.
        > Pogadaj z Zona, dowiedz sie od Niej co Ona mysli, powiedz ze chcesz
        > zmienic to co jest obecnie, zeby Ci pomogla.
        > Serdeczne pozdrowienia.
        Dziękuję, ale... ja ją ciągle przytulam, można powiedzieć, że jestem wyjątkowy
        wylewny w tym względzie, bywa że kupię jej torebkę czy bluzkę - tak z
        zaskoczenia, bo akurat znam jej gust i nie raz na zakupach było tak, że jej
        pokazuje jakiś ciuch, a ona się śmieje, że to jest to ;-) a jak kupię coś, co
        się nie podoba (rzadko się zdarza) ona mówi, że to nie do końca "to" i zwracamy
        rzecz do sklepu. Nie ma obrażania ani dąsania... A w domu nie ma mnie ok. 10 h
        dziennie. To chyba też jakaś polska norma a nie przegięcie.
        dzięki za wpis i też pozdrawiam
        • kostruszka Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 14.05.08, 19:45
          A ja trochę z innej beczki...
          Nie wiem, jaką stosujecie antykoncepcję i czy planujecie mieć więcej dzieci, ale
          może żona odmawia współżycia, ponieważ boi się zajść w kolejną ciążę? Moze w
          czasie stosunku jest zestresowana myślą o ewentualnej "wpadce"?

          Piszę z własnego doświadczenia - odkąd urodziłam drugie dziecko, wręcz
          obsesyjnie boję sie zajść w ciążę, bo więcej dzieci już po prostu mieć nie chcę.
          Ten strach naprawdę b. negatywnie wpływa na libido.
          • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 14.05.08, 21:17
            kostruszka napisała:
            > A ja trochę z innej beczki...
            > Nie wiem, jaką stosujecie antykoncepcję i czy planujecie mieć
            więcej dzieci, ale
            > może żona odmawia współżycia, ponieważ boi się zajść w kolejną
            ciążę? Moze w
            > czasie stosunku jest zestresowana myślą o ewentualnej "wpadce"?
            > Piszę z własnego doświadczenia - odkąd urodziłam drugie dziecko,
            wręcz
            > obsesyjnie boję sie zajść w ciążę, bo więcej dzieci już po prostu
            mieć nie chcę
            > Ten strach naprawdę b. negatywnie wpływa na libido.

            dzieci następnych nie planujemy, a jeśli moja żona boi się ciąży to
            podświadomie, bo antykoncepcję stosujemy bardzo rozsądnie. Jest
            raczej zmęczona dziećmi i chętnie wróciłaby do pracy gdyby miała na
            to szansę. Jak pisałem wyżej szanse są obecnie = 0. Może od jesieni,
            jak Majeczka pójdzie do przedszkola (żłobka u nas niestety nie ma) i
            jeśli jakąś pracę znajdzie.
            • verdana Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 14.05.08, 22:56
              Moze ta antykoncepcja zbyt rozsądna? U części kobiet pigulki
              działaja rzeczywiscie 100% antykoncepcyjnie, bo libido spada ponizej
              zera.
              Jesli Twoja zona bierze pigułki, proponuję spróbowac innego sposobu
              antykoncepcji - bo to moze być powd.
              O ile nie - nie mam pomysłów.
              • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 15.05.08, 11:09
                verdana napisała:
                > Moze ta antykoncepcja zbyt rozsądna? U części kobiet pigulki
                > działaja rzeczywiscie 100% antykoncepcyjnie, bo libido spada ponizej
                > zera.
                wiem, że piguły tak mogłyby działać, ale my nie stosujemy pigułek tylko wkładkę,
                ale taką bez hormonów...
                • bubster Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 15.05.08, 17:54
                  wkładka bez hormonów? czyli spirala?

                  z twoich postów wynika, jaki jesteś "super i w ogóle"
                  wiec albo błąd jest w Tobie - jestem super, żonka mnie nie docenia
                  albo w niej - Matka Polka Cierpiętnica

                  pierwszy wariant można naprawić, od Ciebie to zależy
                  a drugi to nie wiem, bo ja takie typy omijam
                  • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 15.05.08, 20:43
                    bubster napisała:
                    > wkładka bez hormonów? czyli spirala?
                    > z twoich postów wynika, jaki jesteś "super i w ogóle"
                    > wiec albo błąd jest w Tobie - jestem super, żonka mnie nie docenia
                    > albo w niej - Matka Polka Cierpiętnica
                    > pierwszy wariant można naprawić, od Ciebie to zależy
                    > a drugi to nie wiem, bo ja takie typy omijam
                    Tak. Wkładka = spirala, ale chyba fachowo jest wkładka właśnie.
                    Ideałem nie jestem, nikt nie jest, ale moja żona, gdy ją pytam, czy
                    coś robie nie tak, zapewnia, że mnie kocha i mówi: "mam szczęście,
                    że na ciebie trafiłam". Ale wiem, że prawda (problem), może leżeć
                    pośrodku.
                    • bj32 7donpedro7 16.05.08, 12:34
                      Zwracam uwagę na razie:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=79577577
                      • 7donpedro7 Re: 7donpedro7 16.05.08, 13:53
                        > Zwracam uwagę na razie:
                        Nie wiedziałem, przepraszam, poprawię się.
                    • myally Re: 7donpedro7 16.05.08, 13:54
                      Powiem Ci,że bubster ma rację czytając Twoje posty pojawił mi się
                      przed oczami nierealny wręcz facet-ideał,świetnie zarabiam,jestem
                      kochający,czuły,robię jej prezenty bez okazji,wolny czas poświęcam
                      dzieciom i nawet jestem przystojny ;))
                      Jeżeli tak jest naprawdę to kobieta ma szczęście...a może
                      pecha,może właśnie jesteś za idealny-zwłaszcza w swoich oczach,może
                      podświadomi masz złość do niej,że Ty jesteś tak świetny a ona nie...
                      Powiem Ci szczerze,że moj związek jest daleki od ideału i nieomal
                      żyję z mężczyzną,który uważa,że wszystko robi doskonale i raczej
                      błędu nie popełnia(a niestety z Twoich wypowiedzi tak wynika bo na
                      wszystkie sugestie dziewczyn odpowiadałeś,że tak robisz)i...nie ma
                      nic gorszego!!!
                      A może zwyczajnie trafiła Ci się kobitka,której wiecznie jest źle
                      cokolwiek by się nie zrobiło...wtedy nic na to nie poradzisz
                      • 7donpedro7 Re: 7donpedro7 16.05.08, 16:02
                        myally napisała:
                        > Powiem Ci,że bubster ma rację czytając Twoje posty pojawił mi się
                        > przed oczami nierealny wręcz facet-ideał,świetnie zarabiam,jestem
                        > kochający,czuły,robię jej prezenty bez okazji,wolny czas poświęcam
                        > dzieciom i nawet jestem przystojny ;))
                        Przystojny nie jestem, raczej przeciętny ;-) Idealny nie jestem, bo
                        w związku z brakami mam swoje humory, chodzę struty, ilekroć ona
                        mnie "odepchnie". Poza tym mam wady, jak każdy człowiek, ale na
                        szczęście bez jakichś drastycznych. I nie wypieram się ich, gdy mi
                        ktoś zwraca uwagę. Przyznaję się bez bicia, że często się spóźniam i
                        zapominam np. że miałem coś załatwić.

                        > może podświadomi masz złość do niej,że Ty jesteś tak świetny a
                        ona nie...
                        Mam złość, że nie stara się, że "nie okazuje"... wtedy ja tą złość
                        uzewnętrzniam. Bez awantur, ale opryskliwy potrafię być, jak się nie
                        klei między nami.

                        > A może zwyczajnie trafiła Ci się kobitka,której wiecznie jest źle
                        Myślę, że jest zmęczona życiem a nie bardzo możemy je w tej chwili
                        zmienić.
                        Mieliśmy przez kilka dni opiekunkę w grudniu, okazało się, że
                        szturchała dzieci, gdy ją denerwowały. Więć dzieci awanturowały się,
                        że nie chcą siedzieć z tą panią.
                        Kolejna była w lutym - ta z kolei spała na siedząco nie zwracając
                        uwagi, co robią dzieci.
                        Płacilismy powyżej stawki - 10 zł za h. Wiem, że np. w Poznaniu
                        opiekunki biorą więcej, ale u nas 10 zł to jest naprawdę górna
                        granica!

                        A może po prostu ona mnie już nie kocha? Może chętnie by ode mnie
                        odeszła, ale na przeszkodzie dtoi ekonomia? Nie wiem, ona twierdzi,
                        że nie, ale biorę pod uwagę i takie możliwości. I nawet jeśli trwa
                        przy mnie z konieczności, to przecież rozumiem, bo jak miałaby sobie
                        poradzić sama z dwójką dzieciaków? Nawet gdyby miała opiekunkę
                        ideał, sama nie zarobi tyle co ja, więc jak utrzymałaby 3 osoby?

                        Gdybym miał cień nadziei, że obecna sytuacja wyklaruje się kiedyś
                        (za kilka miesięcy, za rok...) zacisnąłbym zęby i poczekał. Ale
                        jeśli tak ma być już zawsze czy po prostu do czasu, aż odejdzie, to
                        załamka. A może teraz, gdy jest jej ciężko, idealizuje swojego
                        poprzedniego chłopaka? Czsem tak myślę (wymyślam), chociaż ona nie
                        daje mi po temu powodów. Po prostu ten chłód i obojętność dają mi do
                        myślenia.
                        A że moje wpowiedzi są "tendencyjne", to wiem. Nikt nie może być
                        obiektywnym sędzią we własnej sprawie.
                      • 7donpedro7 Re: 7donpedro7 16.05.08, 16:08
                        myally napisała:
                        > A może zwyczajnie trafiła Ci się kobitka,której wiecznie jest źle
                        > cokolwiek by się nie zrobiło...wtedy nic na to nie poradzisz
                        Ona nie jest taka. Potrafi się cieszyć życiem. Byliśmy razem ok. 3
                        lat, zanim zdecydowaliśmy się rozmnażać. Później też było wspaniale.
                        Ale ostatnie dwa lata były bardzo szare i smutne. Wszystko siadło ;c
                        (.
                    • bubster Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 16.05.08, 22:35
                      kurde koleś, to ja już nie wiem
                      albo czegoś nam nie mówisz, albo trafiła Ci się kobiecina, która
                      dobrze się czuje jak jej źle...
                      nie znaj Twojej żony, nie wiem jaki ma charakter
                      ale ja na przykład gdybym miała siedzieć 6 lat w domu z dziećmi to
                      szlag by mnie już po 6 miesiącach trafił, a nie po 4 latach (bo tyle
                      chyba było ok, o ile dobrze liczę :-)

                      mieliście opiekunki, były kiepskie, zdarza się częściej niż myślisz
                      ale nie mogliście szukać dalej?

                      moja rada - albo przemyśl wszystko i napisz co nam nie napisałeś,
                      albo jak uważasz że napisałe wszystko poczekaj aż ona pójdzie do
                      pracy
                      • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 17.05.08, 22:12
                        bubster napisała:
                        > albo czegoś nam nie mówisz, albo trafiła Ci się kobiecina, która
                        > dobrze się czuje jak jej źle...
                        mówię/piszę wszystko - może ona się wypaliła, albo już jej się nie
                        podobam/odkochała się?

                        mam nadzieję, że pójście do pracy zmieni z czasem sytuację, o ile
                        nie uzna, że w pracy jeszcze ciężęj. Ale mam nadzieję, że nie.

                        > ale nie mogliście szukać dalej?
                        szukamy dalej, ale nie jest łatwo - tylu biedaków, ale chętnych do
                        pracy jak na lekarstwo
    • piekielnica1 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 17.05.08, 09:27
      > Kiedyś żona była demonem seksu, mogliśmy kochać się kilka razy na
      > dobę, a teraz kilka razy w miesiącu najwyżej i nawet wtedy ona
      > rzadko wykazuje entuzjazm. Dla mnie to już nie jest kochanie się.
      > To jest co najwyżej stosunek. Rozładowujący ale nie dający
      > większej satysfakcji.
      > Wiem, że moja żona jest przemęczona ale staram się jej
      > pomagać w domu

      Mysle, ze jej zachowanie jest uwarunkowane hormonalnie, znuzenie,
      zmeczenie jednostajnym trybem zycia i prawdopodobnie twoja presja na
      seks jak w okresie pierwszej fascynacji sprawiaja, ze czuje sie do
      tego seksu przymuszana, pewnie ma swiadomosc, ze nie jest w stanie
      spelnic twoich oczekiwan, zwlaszcza w zakresie "entuzjazmu", a
      spirala sie nakreca.
      Nie musi to w zadnym wypadku oznaczac, ze zona przestala cie kochac,
      po prostu kobiety bardzo czesto maja mniejsze potrzeby niz
      mezczyzni, na pocieszenie moge powiedziec, ze troche pozniej te
      potrzeby wzrastaja, wiec wszystko przed toba.

      > Na razie nie pracuje, bo siedzi z dzieckiem w domu.

      Jeszce gdzies innym twoim poscie spotkalam sie ze zwrotem "siedzic w
      domu" dotyczylo to chyba dzieci i opiekunki.
      Nie wiem jak twoja zona, ale na mnie ten zwrot dziala jak plachta na
      byka.
      Co z tego, ze pomagasz zonie, skoro zyjesz w przeswiadczeniu, ze
      ona "siedzi" i pewnie jej to niejednokrotnie uswiadamiasz, chocby
      podswiadomie.



      • kol.3 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 17.05.08, 12:17
        Mamy do czynienia z idealnym mężem,któremu nawiasem mowiąc co 2
        posty pensja wzrasta o 100%. Przedstawiony obraz małżeństwa jest
        czarno-biały, tak jakby mąz szukał potwierdzenia, że on jest w
        porządku, z żoną jest coś nie tak. To jest zwykle przygrywka do
        odskoku w bok.
        • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 17.05.08, 22:35
          kol.3 napisała:
          > Mamy do czynienia z idealnym mężem,któremu nawiasem mowiąc co 2
          > posty pensja wzrasta o 100%. Przedstawiony obraz małżeństwa jest
          > czarno-biały, tak jakby mąz szukał potwierdzenia, że on jest w
          > porządku, z żoną jest coś nie tak. To jest zwykle przygrywka do
          > odskoku w bok.
          A taki komentarz to projekcja. Nikgdy nikogo nie zdradziłem i nawet przez myśl
          mi coś takiego nie preszło. Nie mierz innych miarką, która do nich nie pasuje.
          Mi pensja nie wstrasta co dwa posty. Pracuję w dwóch szkołach jako nauczyciel
          niemieckiego (główne dochody) plus mam korki i lekcje w dwóch firmach. Ot co...
          Idealny nie jestem, pisałem o moich wadach albo na etacie albo na życiu
          rodzinnym (założyłem dwa wątki). Ale jeśli Ty chcesz to widzieć czarno-biało,
          to.... proszę!
      • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 17.05.08, 22:32
        piekielnica1 napisała:
        > prawdopodobnie twoja presja na
        > seks jak w okresie pierwszej fascynacji sprawiaja, ze czuje sie do
        > tego seksu przymuszana, pewnie ma swiadomosc, ze nie jest w stanie
        > spelnic twoich oczekiwan, zwlaszcza w zakresie "entuzjazmu", a
        > spirala sie nakreca.
        CHyba masz racę, ale trudno nie nalegać. Czekałem raz dwa tygodnie bez
        wyciągania łapek, że się stęskni i nic ;-(

        > Nie musi to w zadnym wypadku oznaczac, ze zona przestala cie kochac,
        OBY!!!

        > troche pozniej te
        > potrzeby wzrastaja, wiec wszystko przed toba.
        KIEDY PóżNIEJ? Jesteśmy już po 30-stce...

        > Co z tego, ze pomagasz zonie, skoro zyjesz w przeswiadczeniu, ze
        > ona "siedzi" i pewnie jej to niejednokrotnie uswiadamiasz, chocby
        > podswiadomie.
        Tak się mówi, ale nikt nie myśli, że to "siedzenie". To jest ciężka robota, wiem
        to!!!
        • jaga68 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 18.05.08, 12:23
          Obojętność może ( i raczej tak jest )wynikać ze znużenia monotonią codziennych
          domowych zajęć i sytuacji w której się tkwi od lat. Antidotum, pójście do pracy,
          albo znalezienie sobie takiej aktywności przez żonę, która daje poczucie
          robienia czegoś twórczego i rozwijającego, ( najlepiej w jakiejś grupie ),
          czegoś, co sprawia, że czujemy, że chce nam się działać.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 19.05.08, 00:28
      Wydaje mi się, że warto przyjrzeć się etapowi Waszego związku. Może
      to nie jest dla żony czas "demona seksu" ale czas macierzyństwa.
      Rozumiem, że współżycie nadal istnieje, tylko mniej urozmaicone czy
      też spradyczne oraz rzadziej inicjowane przez żonę.
      Może trzeba spytać żonę jak to wygląda z jej perspektywy. Bez
      pretensji czy napastliwości, że się zmieniła w/g Pana, na gorsze.
      Wydaje mi się, że może też czuje się Pan niedoceniany. Nie tylko w
      sferze seksu, jako atrakcujny partner, ale bardziej w życiu
      codziennym. Sfera seksualna w taki wypadku jest łatwa do
      umieszczenia w niej różnych trudności i niepokojów.
      Może czuł Pan się w sferze seksualnej atrakcyjny, a teraz
      rozluźnienie stosunków uczyniło Pana bardziej niepewnym i odsuniętym
      na rzecz dzieci. Niewiątpliwie to trudny czas.
      Nie wiem jak uratować namiętność, może trzeba wypracować coś
      innego, odmiennego od tego co było. Proszę rozważyć i taki wariant.
      Agnieszka Iwaszkiewicz



      • justcam Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 19.05.08, 16:26
        hej
        Dzielnie odpowiadasz na te posty :-)
        choć może i warto było bo ostatnie są chyba coraz bardziej sensowne.

        Mysle że niestety musisz uzbroić się w cierpliwość. U kobiet bywa
        tak ze macierzynstwo i praca w domu wypieraja potrzeby seksualne- i
        nie użalaj się, że to dlatego że ona mnie nie kocha- Mysle że to nie
        jest powód.
        Na chwilowe rozerwanie tej sytuacji polecam Wam Wakacje - długie
        wakacje kiedy będziesz mógł wyręczyć żone w tej najprawdopodobniej
        przeciążonej dla niej sytuacji. Przejąć w czasie tych wakacji na
        swój karb więcej obowiązków wobec dzieci i troche też w kuchni czy
        domu- czy tez gdzieś w jakimś domku wakacyjnym lub hotelu. Sam
        napewno wiesz jakie miejsce może najbardziej relaksowac twoją żone
        czy hotel z gotowymi egzotycznymi posiłkami czy domek w zacisznym
        miejscu. Nie pozwalaj jej zbyt bardzo angażować się w pilnowanie i
        ustawianie dzieci w czasie tych wakacji- niech poczuje sie zwolniona
        z obowiązku ciągłego ich dogladania - jesli Ci sie to uda, może
        pomoże- może na dłuzej niz na tę chwile - może roztopi lody i cosik
        się zmieni. Myślę że droga do zmiany prowadzi przez droge która
        pomoże Twojej zonie się zrelaksować, a Ty mężnie podołaż w zajęciu
        się dziećmi i to wcale nie kiedy żona siedzi bez Was u fryzjera
        tylko kiedy jestescie razem :-))
        POWODZENIA
        • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 19.05.08, 21:44
          Dziękuję, Justcam!
          Przeczytałem z uwagą i chybatrochę mi teraz lepiej i w głowie
          pojaśniało. Piszesz tak rozsądnie, że nawet ja zrozumiałem ;-)))
          Co prawda na razie mam już 3 tyg. przerwy i "umieram", ale od
          czwartku do niedzieli mamy się byczyć na wsi, więc będzie okazja się
          wykazać. Obiecałem synowi łowienie ryb, a córcię albo weźmiemy ze
          sobą, a gdyby nie chciała, sprzedamy ją ciotce na dzień. Postaram
          się wymyślić coś jeszcze. Hm, ale może warto by zaskoczyć żonę czymś
          nieoczekiwanym? Zrobić jej jakąś mega niesodziankę? Może czytające
          ten wątek Panie mają jakieś pomysły? dziękuję!
      • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 19.05.08, 21:37
        > Nie wiem jak uratować namiętność, może trzeba wypracować coś
        > innego, odmiennego od tego co było. Proszę rozważyć i taki
        wariant.
        Serdecznie dziękuję za Pani opinię!
      • fajna_babeczka Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 20.05.08, 11:47
        myśmy też to przerabiali z moim mężem jak nasze pociechy były małe i siedziałam
        z nimi w domu wiecznie znudzona nieszczęśliwa i marząca by ktos mnie od nich
        uwolnił. Nie miałam na nic ochoty także na zabawy w sypialni. Ale strzeżonego
        pan Bóg strzeże więc starałam się jakoś to mojemu chłopinie wynagrodzić. W końcu
        od czego natura dała nam ręce i nie tylko :). No i jak starałam się mu ulżyć w
        potrzebie to średnio co drugi raz w trakcie sama nabierałam ochoty. Jak on był
        mi wdzięczny tak sie później starał i o mnie dbał wiec sie czasem śmieje że to
        była dobra "inwestycja". Moja siostra cioteczna stracił męźa w podobnej
        sytuacji. Ona siedziała z dziećmi w domu, zaniedbała się aż on poznał jakąś
        młodą ambitną w swojej firmie. Miał z nią romans i szybko zaliczyli wpadkę. Moja
        siostra kleła że ta laska mu się podłożyła żeby go złapać na ciążę i została
        sama z trójką maluchów i skromnymi alimentami. Ty Donpedro dbaj lepiej o swoją
        panią to ci na pewno wynagrodzi. Kobitki już tak mają że potrafią okazać
        wdzięczność i ile dostaną miłości tyle jej oddadzą albo i więcej. życzę wam
        powodzenia wytrwałości i wzajemnej wyrozumiałości bo chyba jesteście fajną parą.
        • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 20.05.08, 18:28
          > myśmy też to przerabiali z moim mężem jak nasze pociechy były małe i siedziałam
          > z nimi w domu wiecznie znudzona nieszczęśliwa i marząca by ktos mnie od nich
          > uwolnił.
          no to chyba jest jeszcze dla nas jakaś nadzieja ;c)

          > powodzenia wytrwałości i wzajemnej wyrozumiałości bo chyba jesteście fajną parą
          dziękuję Ci za miłe słowa!
          • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 23.05.08, 12:53
            Dzisiaj mam 17 dzień postu, więc jestem na krawędzi załamania nerwowego.
            Szczęśliwie mam dziś urlop, więc zostałem z dziećmi a żona ruszyła do Poznania
            na "shoping". Kto wie, może po wycieczce będzie miała lepszy humor? Muszę tylko
            przeczołgać dzieciaki, żeby wcześnie dzisiaj usnęły. Za chwilę biorę się
            gotowanie. Muszę zrobić coś wyjątkowego na wieczór. Oby jej smakowało ;-(.
            • bj32 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 23.05.08, 16:02
              17 dzień? Pozwól, ze Cie pocieszę:
              Przyjaciółka od lutego nie mozę sie u męża doprosić o
              wspólny "nocleg". Skarżyła mi się niedawno, ze w zeszłym roku mąż
              się spisał całe 8 razy, a w tym już trzy. To dopiero musi być
              nieszczęście...
              • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 24.05.08, 20:17
                > Przyjaciółka od lutego nie mozę sie u męża doprosić o
                > wspólny "nocleg". Skarżyła mi się niedawno, ze w zeszłym roku mąż
                > się spisał całe 8 razy, a w tym już trzy. To dopiero musi być
                > nieszczęście...
                To już jest non consumatum niemalże. W akiej sytuacji myślałbym
                chyba o rozwodzie. Bo jak się czeka latami, aż partner się zmieni,
                to człowieka zastanie na tym czekaniu emerytura! A wtedy to już się
                nie będzie chciało figlować...
            • mama303 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 23.05.08, 21:21
              7donpedro7 napisał:

              > Muszę zrobić coś wyjątkowego na wieczór. Oby jej smakowało ;-(.

              Boje się nawet pomyśleć, co będzie jak nie będzie miała dzisiaj
              ochoty....
              • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 24.05.08, 20:34
                > Boje się nawet pomyśleć, co będzie jak nie będzie miała dzisiaj
                > ochoty....
                Co masz na myśli? Zjadła, wzięła nawet dokładkę (zrobiłem
                polędwiczki w sosie pieczarkowym, ktore bardzo lubi), wypiliśmy po
                lampce wina, wzięła kąpiel, ja po niej, a gdy przyszedłem do pokoju,
                ona już spała. Rano stwierdziła, że nawet miała ochotę (kto to
                sprawdzi po fakcie), co jeszcze dodatkowo mnie pogrążyło, ale
                wyjaśniła mi, że nogi ją bolały po tych zakupach itp. ;-( Życie
                mija, a ja usycham. Dosłownie.
            • czarnadama28 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 23.05.08, 21:55
              hmm ja byłam taką żoną, do niedawna i pewnie nic by się w tej kwestii nie
              zmieniło gdyby nie szczera i otwarta rozmowa między mną a mężem, dlaczego tak
              się zachowywałam??
              - bałam się kolejnej ciąży
              - tkwiłam ciągle w pieluchach
              - wszystko mnie denerwowało, nie miałam żadnego celu
              - ogólna nuda w naszym życiu i ciągłe układanie dnia pod harmonogram jego zajęć
              - on zaspokajał moje potrzeby przytulaniem całowaniem nie potrzebowałam nic
              więcej, ja od siebie nie dawałam nic
              - on w końcu też dał sobie spokój
              - czasem nawet myślałam " oby dziś się nie chciał kochać"
              - lenistwo
              - depresja
              - nuda!!

              teraz po naszej rozmowie po prostu wzięłam się w garść
              - poszłam na solarium
              - do dobrego fryzjera
              - codziennie ćwiczę
              - codziennie dojeżdżam na uczelnię (kontakt z innymi ludźmi, presja ładnego
              wyglądu, odkurzenia szafy)
              - wylanie wiadra zimnej wody w postaci tego że nasz związek się rozpadnie jeśli
              nie będziemy ze sobą szczęśliwi

              Teraz kochamy sie 6-7 razy w miesiącu co jest ogromnym przełomem i mam ochotę na
              więcej;)
              • bj32 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 23.05.08, 22:01
                Szczęśliwa kobieta:)))
                Kurczę, czemu tak rzadko ta rozmowa pomaga? Widzę po znajomych, ze
                mogą sie zagadać na śmierć [znajomi płci obojga], ale gadają do
                siebie - druga strona też gada, a nikt nie słucha i nie przyswaja.
                Pogratulować:)
              • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 24.05.08, 20:38
                > hmm ja byłam taką żoną, do niedawna i pewnie nic by się w tej
                kwestii nie
                > zmieniło gdyby nie szczera i otwarta rozmowa między mną a mężem,
                dlaczego tak
                > się zachowywałam??
                odbyliśmy niejedną szczerą rozmowę, a historię choroby opisałe wyżej.

                > teraz po naszej rozmowie po prostu wzięłam się w garść
                > - poszłam na solarium
                > - do dobrego fryzjera
                > - codziennie ćwiczę
                > - codziennie dojeżdżam na uczelnię (kontakt z innymi ludźmi,
                presja ładnego
                > wyglądu, odkurzenia szafy)
                > - wylanie wiadra zimnej wody w postaci tego że nasz związek się
                rozpadnie jeśli
                > nie będziemy ze sobą szczęśliwi
                Moja żona mówi, że może odżyje, gdy córeczka pójdzie do przedszkola
                we wrześniu. Oby...

                > Teraz kochamy sie 6-7 razy w miesiącu co jest ogromnym przełomem i
                > mam ochotę na więcej;)
                To też nie za dużo, ale skoro są dobre chci, to dobrze wróży.
                Cieszyłbym się, gdybym miał teraz 6-7 razy w miesiącu, a ideał to...
                na tydzień ;-)))
    • czarnadama28 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 23.05.08, 21:57
      a i jeszcze dodam im bardziej on się starał o nasze relacje łóżkowe tym bardziej
      ja miałam dość teraz już tak nie robi..
      • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 24.05.08, 20:42
        > a i jeszcze dodam im bardziej on się starał o nasze relacje
        > łóżkowe tym bardziej ja miałam dość teraz już tak nie robi..

        hm, niby racja, ale jednak człowiek się stara, gdy chce coś oiagnąć.
        Tymczasem żony tych kolesi, co to po numerku odwracają się do
        kobiety tyłkiem, chciałyby mieć tkiego bardziej dbającego. Czemu
        natura tak nierówno obdziela...? ;-(
        • myroad Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 25.05.08, 11:05
          Witam :)
          Może Twoja żona niepewnie czuje sie w łozku ?? Gdy jest długa
          przerwa w sprawach łóżkowych to naturalnie wychodzi sie z pozycji
          kochanki i im dłuzej trwa taka przerwa tym trudniej wrócic do seksu.
          Ja tak mam , po urodzeniu dziecka straciłąm ochote całkowicie na sex
          i do teraz trudno mi sie przełamac do spontanicznego seksu ( głupio
          to zabrzmi ale "zapomniałam" jak to jest iśc na zywioł) wszystko
          mnie stresuje itd...Ja powiedziałąm o tym mojego męzowi i nakazałam
          mu sobie pomoc ale ciezko mi jest bo czuje blokade psychiczna a za
          tym idzie blokada fizyczna i bol podczas stosunku.
          Nie do konca zaakceptowałam rozstepy na moim ciele i mały biust po
          karmieniu piersia. Problemów jest wiec duzo , nastepnym czynnikiem
          jest strach przed nieplanowana ciaza.
          Twoja żona może miec takze niewyleczona depresje poporodowa która
          powoduje że nic jej sie nie chce , i byc moze sama nie potrafi
          zrozumiec siebie.
          Może wez tydzien urlopu i zajmij sie domem a ja wyslij w jakies
          ładne miejsce żeby miałą czas przemyslec sobie wszystko , zatesknic
          za Toba i dziecmi , niech z perspektywy rozłąki zrozumie że ma
          wspaniałą rodzine , zdrowe dzieci , teraz zapewne nie ma czasu tego
          docenic i wydaje jej sie to normalne takie codzienne.
          Znajdzcie wspolna pasje , zacznijcie grac razem z dzieci w ich
          ulubione gry , nie narzekajcie ze macie niegrzeczne dzieci bo one
          moze w koncu w to uwierzyły ?
          Zona ma jedna kolezanke no to zadzwon do niej i pospiskuj żeby
          czasami przyszła i zajeła sie dziecmi a wy idzicie np popływac :)
          Zone nie do kosmetyczki ale na zajecie sportowe zawiez. Nic nie
          działa tak wspaniale jak wysiłek fizyczny :)
          Dzieci wywiez w sobote do lasu i zrob im taki trening żeby cały
          weekend nie miały sił ruszyc sie z kanapy :D
          Jeżeli dzieci sa zywe to trzeba gdzies ich ta energie rozładowac ,
          jak nie na podworku no to w domu...skutek wiadomy.
          Zapiszcie je na jakies zajecia sportowe , np korate , dziecko sie
          zdyscyplinuje , trener bedzie jego idolem i dobrym wychowaca itd..
          Pozdrawiam
          • 7donpedro7 Re: Jak uratować namiętność? (błąd w tytule niżej 26.05.08, 02:00
            > Może Twoja żona niepewnie czuje sie w łozku ?? Gdy jest długa
            > przerwa w sprawach łóżkowych to naturalnie wychodzi sie z pozycji
            > kochanki i im dłuzej trwa taka przerwa tym trudniej wrócic do
            seksu.
            To nie to, był z rok temu dość dobry okres sugerujący że
            sobie "przypomniała", co i jak. Wtedy było i dość często i bardzo
            satysfakcjonująco.

            > Nie do konca zaakceptowałam rozstepy na moim ciele i mały biust po
            > karmieniu piersia.
            Dokładnie takie argumenty czasami padają, chociaż próbuję je zbijać,
            bo żona podoba mi się tak samo, jak w czasach narzeczeństwa!

            > Twoja żona może miec takze niewyleczona depresje poporodowa która
            > powoduje że nic jej sie nie chce , i byc moze sama nie potrafi
            > zrozumiec siebie.
            To mozliwie, choć na wsi ciężko się leczy takie sprawy.

            > Może wez tydzien urlopu i zajmij sie domem a ja wyslij w jakies
            > ładne miejsce żeby miałą czas przemyslec sobie wszystko ,
            zatesknic
            > za Toba i dziecmi , niech z perspektywy rozłąki zrozumie że ma
            > wspaniałą rodzine , zdrowe dzieci , teraz zapewne nie ma czasu
            tego docenic i wydaje jej sie to normalne takie codzienne.
            To mam w planie na lipiec, bo wtedy będę miał urlop.

            > Zona ma jedna kolezanke no to zadzwon do niej i pospiskuj żeby
            > czasami przyszła i zajeła sie dziecmi a wy idzicie np popływac :)
            Czasami się spisek udaje, koleżanka wpada, a ja biorę dzieci na plac
            zabaw. Dzieci z nią nie zostawimy, bo ona ma dość swoich a to
            koleżanka, a nie przyjaciółka.

            > Zone nie do kosmetyczki ale na zajecie sportowe zawiez. Nic nie
            > działa tak wspaniale jak wysiłek fizyczny :)
            Tak? To urodzony leń ;-))) Proponowałem wyjazd w góry, to
            usłyszałem, że nie chce robić kilometrów pod górkę, bo woli
            poleżeć...

            > Dzieci wywiez w sobote do lasu i zrob im taki trening żeby cały
            > weekend nie miały sił ruszyc sie z kanapy :D
            > Jeżeli dzieci sa zywe to trzeba gdzies ich ta energie rozładowac ,
            > jak nie na podworku no to w domu...skutek wiadomy.Między
            dzieciakami jest spora róznica wieku (syn 8 lat, córcia 3), więc
            ciężko ustawić im wspólną zabawę. Jak je wczoraj przeczołgałem w
            naturze, to... posnęła mi się w samochodzie nie tylko córa, ale ten
            stary koń!!! Efekt był taki, że do jedno nie spało do 22, a drugie
            prawie do północy ;-(.

            > Zapiszcie je na jakies zajecia sportowe , np korate , dziecko sie
            > zdyscyplinuje , trener bedzie jego idolem i dobrym wychowaca itd..
            Na wsi nie ma takich zajęć! 3-latki nie zapiszę na aerobic, a nasz 8-
            latek może grać cały dzień w piłkę i w ogóle nie jest zmęczony. W
            końcu je tyle co ojciec, więc... Ech, też tak miałem w jego wieku ;-
            ).
            Dziękuję Ci za dobre słowo!
    • nutka07 A co zona na to wszystko? 25.05.08, 11:54
      Mowi o swoich uczuciach? Jak sie czuje, czego by chciala, co sprawia jej
      przyjemnosc? Jak wygladaja Wasze rozmowy?
      • 7donpedro7 Re: A co zona na to wszystko? 26.05.08, 01:50
        > Mowi o swoich uczuciach? Jak sie czuje, czego by chciala, co
        > sprawia jej przyjemnosc? Jak wygladaja Wasze rozmowy?
        ciężko ją zmusić do rozmowy na ten temat - ja rozmów nie unikam, sam
        je próbuję inicjować, ale ze skutkiem mizernym choć prostakiem nie
        jestem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka