mamciakasia
30.10.08, 21:20
A więc wszystko zacznę od początku.Jestem od kilkunastu lat mężatką, mam
dwójkę dzieci-6 i 5 lat. Mieszkamy w jednym domu z teściami, zachowując jednak
samodzielne mieszkanie. Mąż nigdy nie należał do gatunku " pomagających żonie"
ale ostatnio przesadza.Totalnie wszystko na mojej głowie- od płacenia
rachunków, po wymianę opon na zimowe w serwisie.Pan i władca pracuje
ciężko...dorabia czasem po godzinach. I poza tym nic. Kompletnie niczym się
nie przejmuje. Nauczył się , że nawet po awanturze-jako ta odpowiedzialna
strona zrobię za niego.Inaczej nasz dom stanąłby na głowie. Próbowałam
zostawiać go z naszymi chłopcami sam na sam-jadąc do kościoła lub na zakupy-
albo znosił dzieci piętro niżej do rodziców i miał wolne... albo pozwalał im
na wszystko ,że po 1 godzinie nieobecności dom wyglądał jak po przejściu
tornado... i sprzątanie tego bałaganu z dzieciakami zajmowało 4 godziny. Teraz
jeszcze codziennie słyszę jak to źle wychowuję chłopców - bo to i tamto jest
wg niego nie tak. On czuje się taki źle potraktowany haruje od rana do nocy...
a żona zgłasza jeszcze jakieś uwagi.To nic ,że też pracuję zawodowo cały czas,
za wszystko jestem odpowiedzialna, dom na błysk, wychowanie chłopców tylko na
moich barkach.To przecież mój zakichany kobiecy obowiązek.Pomimo tego kocham
Go, jest facetem, który nie pije, nie wychodzi z domu powłóczyć się z
kumplami. Uczciwie pracuje na nas, wszystko sam potrafi zrobić( oczywiście
trzeba ładnie poprosić kilkanaście razy). Czekam na mądre rady, jak to
spróbować wszystko naprawić. Bo czasem nie daję rady... i tak jak dziś
uciekłabym sama na koniec świata.