emag1
29.12.08, 15:38
prosze pomozcie mi bo oszaleje.
moj facet, kiedy jest chory jest nie do zniesienia. to ze jeczy
i "umiera" gdy ma katar z kaszlem to nic, ale caly czas chodzi
nabzdyczony i na mnie warczy. wszystko mu podtykam pod nos,
zostawiam w swietym spokoju zeby sobie biedaczek pochorowal.
wczoraj wrocilam z corka ze spaceru a ON siedzi w ciemnym pokoju.
mowie "czesc, co robisz" - cisza. opowiadam gdize bylysmy - cisza.
nic. zero reakcji. po kilku minutach wstaje idzie do przedpokoju i
sie ubiera. wychodzi. pytam gdize idize i czemu nie poszedl z nami,
odpowiada ze wszesniej nie mogl i zebym dala mu spokoj.
dalam wiec. od wcozraj z nim nie gadam.
moze sie obrazil, ze nie poszlam na silownie tak jak mi KAZAL (bo
kupil karnet i przepadnie przeciez). moze ze nie dotarlam do sklepu
wymienic za maly prezent gwiazdkowy (mowilam ze pojde, ale zabawilam
z dzieckiem za dlugo na dworzu i zmarzlysmy strasznie). moze wogole
sie obrazil ze wyszlam.
nie mam pojecia.
poza tym, czy wasi mezczyzni tez uwazają ze bycie glowa domu =
opieka nad kobieta = mowienie jej co i jak ma robic?(bo jak robi to
co chce i jak chce, to robi zle, albo sie nie zna).
W kwestii sprzatania jest mistrzem. sprzata caly czas.
O dom troszczymy sie jednakowo. Chociaz wedlug niego on dba
bardziej.
Oszaleje. Pomocy.