feathergirl
08.07.09, 22:55
Była żona mojego faceta, z którą mieszka ich wspólne dziecko, nie może się,
mimo upływającego czasu, pogodzić z faktem, że mój facet się z nią rozstał.
Niestety, cały swój żal i gniew z tej okazji przelewa na dziecko. Odbywa się
to tak, że uwagi na temat ojca dziecka i mój są wyrażane zawsze w obecności
Młodego, zawsze wulgarne, zawsze obrazujące nas jak najgorzej. Posunęła się
ostatnio do stwierdzenia, że ojciec chce, żebyś się rozchorował i umarł, żeby
nie musiał płacić alimentów (Młody został zabrany na lody), podczas gdy nigdy
z tą stroną ich rozstania nie było problemów.
Żal mi Młodego. Ma 6 lat i jest bardzo poważnym jak na swój wiek dzieckiem.
Nie wiemy oboje jak wpłynąć na jego matkę, która za cel główny obrała sobie
skłócenie ojca z synem i zaprogramowanie dziecku, że jesteśmy straszni. Wiem,
że dziecko staje się coraz starsze, że ma z nami dobry kontakt, że samo
wkrótce będzie w stanie ocenić, kto się bezpodstawnie czepia, ale szkoda mi
tych chwil, które traci przez humory jego matki, szkoda mi patrzeć jak
codziennie w miarę zbliżania się godziny powrotu do domu Młody markotnieje i
cichnie. Jak wytłumaczyć dorosłej babie, że robi krzywdę dziecku, bo nas jej
słowa ani ziębią ani grzeją?