Dodaj do ulubionych

Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta

08.07.09, 22:55
Była żona mojego faceta, z którą mieszka ich wspólne dziecko, nie może się,
mimo upływającego czasu, pogodzić z faktem, że mój facet się z nią rozstał.
Niestety, cały swój żal i gniew z tej okazji przelewa na dziecko. Odbywa się
to tak, że uwagi na temat ojca dziecka i mój są wyrażane zawsze w obecności
Młodego, zawsze wulgarne, zawsze obrazujące nas jak najgorzej. Posunęła się
ostatnio do stwierdzenia, że ojciec chce, żebyś się rozchorował i umarł, żeby
nie musiał płacić alimentów (Młody został zabrany na lody), podczas gdy nigdy
z tą stroną ich rozstania nie było problemów.

Żal mi Młodego. Ma 6 lat i jest bardzo poważnym jak na swój wiek dzieckiem.
Nie wiemy oboje jak wpłynąć na jego matkę, która za cel główny obrała sobie
skłócenie ojca z synem i zaprogramowanie dziecku, że jesteśmy straszni. Wiem,
że dziecko staje się coraz starsze, że ma z nami dobry kontakt, że samo
wkrótce będzie w stanie ocenić, kto się bezpodstawnie czepia, ale szkoda mi
tych chwil, które traci przez humory jego matki, szkoda mi patrzeć jak
codziennie w miarę zbliżania się godziny powrotu do domu Młody markotnieje i
cichnie. Jak wytłumaczyć dorosłej babie, że robi krzywdę dziecku, bo nas jej
słowa ani ziębią ani grzeją?
Obserwuj wątek
    • agnie-cha36 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 06:46
      mówisz że ona krzywdzi dziecko a czy ty zabierając jej męża i temu
      dziecku ojca nie skrzywdziłaś ich ciekawe jak ty byś się zachowywała
      jagby jakaś .....zabrała ci kochaną osobe jej kiedyś gniew minie i
      się opamięta skąd wiesz że to dziecko markotnieje przez matke a nie
      przez ciebie i tatusia bo cierpi że go zostawił najlepiej zwalić na
      matke .PS szkoda mi słow kochanka nigdy niejest winna wine ponosi
      żona
      • shedir1 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 08:22
        Widze że odezwała się zdradzona i zostawiona żona.
        Wiesz nie zawsze facet odchodzi od żony przez kochankę, a jak już
        odejdzie to chyba ma prawo do szczęścia i ułożenia sobie życia drugi
        raz porządnie i z kobieta która jest odpowiednia dla niego.Za rozpad
        małżeństwa zawsze odpowiadają dwie strony -mąż i żona, a nie tylko
        kochanka jeżeli taka wogóle jest. W dobrym, kochającym się i zgranym
        małżeństwie, gdzie ludzie rozmawiają ze sobą i starają się zrozumieć
        nie ma zdrad.
        A matka dziecka dla dobra dziecka powinna nad sobą panować. Ojciec
        opiekuje się dzieckiem, płaci alimenty, spędza z nim czas więc jest
        dobrym ojcem. Dorośli ludzie rozchodzą się ze sobą a nie z dziećmi.
        Ps. To żony zawsze uważają że nie są winne bo maja obrączke na
        palcu. Niestety tak nie jest. O związek trzeba dbac i pielęgnowac go
        tak samo jak przed założeniem kawałka metalu na palec.
        • verdana Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 08:57
          Nawet jeśli mąż i kochanka skrzywdzili żonę, to odgrywanie się przez
          żone na własnym dziecku jest niewybaczalne. takie zachowanie
          świadczy tylko o tym, że facet miał racje uciekająć od osoby, ktora
          na pierwszym miejscu stawia mozliwość zemsty na kimś, a uczucia i
          przyszlość wlasnego dziecka sa dla nie wyłącznie narzedziem do
          manipulacji.
        • agnie-cha36 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 09:14
          tak zdradził mnie mąz z panną co ma 2 dzieci ,w pracy ma opinnie nie
          najlepsza, a że mój były mąż niechcił by się z niego naśmiewali że
          panna sama mu włazi na kolana a on nie korzysta z okazij to zradził
          mnie wtedy pierwszy raz zresztą ona tylko za żonatych i dzieciatych
          się brała pamiętam do tej pory słowa męża jak ona się
          zatrudniła "pracuje miesiąc a zaliczyła już prawie wszystkich" i
          przyszła pora i na niego stracił dla niej głowe i starali mi sie
          wmówić takie rzeczy by wyglądało nato że to ja go zostawiłam starała
          się tak nim manipulowac by liczyli sie tylko jej dzieci było jej
          mało mojego męża to przyprowadzała sobie też drugiego co latał koło
          niej zniszczyła życie mi mój mąż popadł w alkoholizm bo codziennie z
          nią pił bo łatwiej było mu mnie zdradzać mój mąż ma zasade żona
          kolegi to świętość nie ruszać a moja zasada nie ruszać żonatych
          • verdana Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 09:52
            A co to ma do rzeczy?
          • mrowkojad2 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 10:50
            Taaa, jasne. Te, z którymi mąż zdradza, zawsze są brzydkie, mają nie
            najlepszą opinię, manipulują niewinnymi facetami, którzy własnie
            spadli z księżyca i nie mają pojęcia o co się rozchodzi. Ich dzieci
            są głupe i tepę, a rodziny to patologia. Moja matka już 15 lat tak
            gada, oby tobie szybciej minęło.
            • agnie-cha36 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:37
              mrowkojad2 napisała:

              > Taaa, jasne. Te, z którymi mąż zdradza, zawsze są brzydkie, mają
              nie
              > najlepszą opinię, manipulują niewinnymi facetami, którzy własnie
              > spadli z księżyca i nie mają pojęcia o co się rozchodzi. Ich
              dzieci
              > są głupe i tepę, a rodziny to patologia. Moja matka już 15 lat tak
              > gada, oby tobie szybciej minęło.
              kochanka mego męża była atrakcyjna dlatego dostał kota że taka
              kobieta go chce zanim zrozumiał dlaczego on został wybrany sposród
              tylu mężczyzn z jego pracy
      • sanciasancia Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 09:55
        Mszczenie się na własnym dziecku za to, że tata odszedł, nawet jeżeli odszedł do
        kochanki, jest poniżej jakiegokolwiek dna. Potem dziecko dorośnie i będzie miało
        zniszczoną psychikę i w efekcie życie.
        Ja na miejscu ojca dziecka starałabym się przejąć nad dzieckiem opiekę. A nawet
        w sytuacji ekstremalnej pozbawić matkę praw rodzicielskich.
      • eastern-strix Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:10
        Wiesz,jesli facet ma okropna marudna i wiecznie niezadowolona zone, ktora dba
        tylko o swoje potrzeby, to ja sie nie dziwie,ze po jakims czasie ma dosc.
        oczywiscie to dziala w obie strony.
        Poza tym,ona nigdzie nie napisala,ze rozstali sie z jej powodu.
      • ivoncja Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 10.07.09, 22:16
        Agnie-cho36, facet to nie przedmiot, który można sobie "zabrać". Jakby mu
        zależało na rodzinie, to za skarby świata by nie odszedł. Najlepiej zwalić winę
        na kochankę. A mąż biedny niewinny. Nie z tą, to z inną puściłby się w tango,
        jeśli miał takie skłonności, a z żoną mu było "nie do rymu". Przestań
        odreagowywać na autorce wątku własne żale, to nie ona "zabrała" ci męża. Idź z
        tym na forum zdradzonych żon.
    • kicia031 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 09:54
      Przede wszystkim prawda jest , ze ty przylozylas reki do krzywdy
      dziecka w duzo wiekszym stopniu niz jego matka, wiec radzilabym ci
      teraz zajac sie soba i nie zaogniac dodatkowo sytuacji swoim
      wtracaniem sie w sprawy, ktore ciebie zadna miara nie dotycza. To po
      pierwsze.

      Po drugie, jestem zwolenniczka mowienia cdzieciom prawdy. Jesli tata
      jest dziwkarzem, to dlaczego mamy to ukrywac? Oczywiscie nie powinno
      sie takich rzczy mowic w sposob wulgarny, to prawda. jednak z moich
      doswiadczen wynika, ze tworzenie wyidealizowanego obrazu ojca jest
      dla dziecka bardziej szkodliwe, niz odpowiednio podana prawda. Jesli
      ojciec chce, by nie wypowiadano o nim niepochlebnych uwag, niech
      postepuje tak, by nie bylo podstaw do takich uwag. Posiadanie dzieci
      zobowiazuje do bycia dla nich wzorem osobowym i niestety nie mozna
      sobie juz wtedy pozwalac na zachowania sprzeczne z obowiazujaca w
      danej kulturze moralnoscia. W naszej kulturze zas pietnuje sie meza
      i ojca, ktory porzuca rodzine dla kochanki.

      I wreszcie, bardzo jestem ciekawa, skad masz takie dokladne
      informacje o tym, co matka mowi dziecku - rozumiem, ze nie
      przebywasz z nimi na codzien? Dziecko 6-letnie widzi juz bardzo duzo
      i czesto nie potrzebuje matki, by wyrobic sobie zdanie na temat ojca
      i jego panny.
      • mondovi Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 10:15
        a skąd wiesz, że to autorka postu jest przyczyna rozpadu związku? nie szarżuj z
        wyzwiskami, to tylko swiadczy o Twoim stanie umysłu. mogli rozstac się dużo
        wcześniej zanim pan poznał autorkę postu, kobieto!
        • kicia031 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 10:25
          a skąd wiesz, że to autorka postu jest przyczyna rozpadu związku?
          ogli rozstac się dużo
          > wcześniej zanim pan poznał autorkę postu, kobieto!

          Mogli. Sama jestem z mezczyna, ktory rozstal sie z zona 4 lata
          wczesniej zanim mnie poznal. I nie jestem przedmiotem wyzwisk ze
          strony Ex zony, choc nie cierpi ona mojego faceta, a swojego bylego
          meza.

          Niestety, na ogol jest tak, ze nianawisc do nowej partnerki wynika z
          tego, ze pojawila sie ona kiedy zwiazek jeszcze trwa.
          • serendepity Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 10.07.09, 16:08
            > Niestety, na ogol jest tak, ze nianawisc do nowej partnerki wynika z
            > tego, ze pojawila sie ona kiedy zwiazek jeszcze trwa.

            A czasami tak bywa, ze jest nienawisc do kazdej kolejnej, nie wazne kiedy
            pojawila sie w zyciu drugiej strony. Osobiscie bylam nienawidzona przez osobe,
            ktora mnie nawet nie spotkala, ale nienawidzila mnie za sam fakt, ze bylam przed
            nia.
            • ajmj Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 10.07.09, 19:39
              Znam przypadek, kiedy to żona poszła w tany i szybko doprowadziła do
              rozwodu, a gdy po kilku latach jej juz były mąż ułożył sobie życie -
              skutecznie zaczęła utrudniac im życie -między innymi nastawia synów -
              kochanek ją zostawił - i biedna musiała/musi na kimś wyładować za
              swój nieszczęśliwy los:) A, ze rykoszetem obrywają dzieci? Cóż...
              Cel uświęca środki - jej zdaniem.

              Takze pewne zachowania - nie zawsze zalezą od okoliczności a od
              wrednego charakterku.
      • jagoda.kamczacka Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 10:27
        kicia031 napisała:

        > Przede wszystkim prawda jest , ze ty przylozylas reki do krzywdy
        > dziecka w duzo wiekszym stopniu niz jego matka, wiec radzilabym ci
        > teraz zajac sie soba i nie zaogniac dodatkowo sytuacji swoim
        > wtracaniem sie w sprawy, ktore ciebie zadna miara nie dotycza. To po
        > pierwsze.

        Nigdzie nie jest napisane, że facet rozstał się z żoną przez tę konkretną kobietę.

        > Po drugie, jestem zwolenniczka mowienia cdzieciom prawdy. Jesli tata
        > jest dziwkarzem, to dlaczego mamy to ukrywac?

        Wcale nie musi być dziwkarzem, jest wiele innych powodów, dla których ludzie mogą się rozstać. Być może dziecko już dawno tę prawdę zna, tylko była żona nie może się pogodzić z faktem, że facet ułożył sobie życie na nowo i jest po prostu szczęśliwy.

        W naszej kulturze zas pietnuje sie meza
        > i ojca, ktory porzuca rodzine dla kochanki.

        Owszem, piętnuje, ale skąd wiesz, że tak właśnie było w tym przypadku?

        Poza tym to nie jest tutaj przedmiotem sprawy i głupie gadanie w stylu "trzeba było" nie jest na miejscu, bo i tak nie cofnie czasu.

        W temacie: matce dziecka należy spokojnie wytłumaczyć, że takim zachowaniem nie skrzywdzi ani byłego męża, ani obecnej kobiety, jedynie dziecko. I to musi zrobić ojciec, a jego kobieta może go tylko wspierać w zaciszu domowych pieleszy, a nie wtrącać się w otwartą wojnę między byłymi małżonkami.
      • cegielka612 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:21
        Po pierwsze to autorkę postu dotyczą te sprawy, bo to jej partner a
        tak się składa, że w normalnym związku sprawy partnera są sprawami
        wspólnymi.
        Dwa - co do mówienia prawdy - czy fakt, że kobieta/mężczyzna
        odchodzi z tych czy innych powodów od parnera, czynie z niej
        puszczalską? Rozumiem, że zdaniem kici031 w ramach mówienia prawdy
        matka powinna opowiadać dziecku, że nienawidzi ojca za to że od niej
        odszedł i poprzez swoje zachowanie wobec owego dziecka odgrywa się
        na tymże ojcu - w końcu dlaczego ma to ukrywać.
        • kicia031 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:35
          Rozumiem, że zdaniem kici031 w ramach mówienia prawdy
          > matka powinna opowiadać dziecku, że nienawidzi ojca za to że od
          niej
          > odszedł i poprzez swoje zachowanie wobec owego dziecka odgrywa się
          > na tymże ojcu - w końcu dlaczego ma to ukrywać.


          ja swojemu starszemu dziecku zawsze mowilam, ze jego tata bardzo
          mnie skrzywdzil swoim postepowaniem i ze w zwiazku z tym trudno mi
          byc wobec niego pozytnie nastawiona. ALE ze to sa moje uczucia i ze
          on sam wypracuje sobie relacje z ojcem i ze jego uczucia do ojca sa
          jego sprawa. I tak sie stalo - oni maja swoje relacje,w ktore ja od
          dawna nie wnikam.
          Dzieci widza bardzo wiele i nielatwo je oszukac.
          • cegielka612 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 19:57
            Nie wiem co rozumiesz pod pojęciem starszego dziecka, bo jak dla
            mnie 6 latek takim starszym dzieckiem nie jest. Dla tak małych
            dzieci świat jest czarno-biały. Rozumiem, że cieżko jest być
            nieszczęśliwym samemu, ale dobieranie sobie "towarzysza" w postaci
            własnego dziecka jest dla mnie niedopuszczalne.
            Jedyne do czego można doprowadzić głoszeniem takich "prawd" w
            imię "szczerości" wobec dziecka (i to bez względu na wiek) to
            obojętność wobec obojga rodziców i szybka ewakuacja z domu. Piszę z
            doświadczenia, nie tylko własnego. Swoją droga zapytaj czy syn nie
            planuje studiowania w jakimś dalekim zakątku naszej pięknej ojczyzny.
      • agnie-cha36 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:24
        też uważam że przyłożyła ręki do rozpadu nie myślała wtedy co będzie
        czuło to dziecko gdy tata już nie będzie mieszkał z nim co ono
        pomyśli gdy zobaczy tate z inną kobietą bardziej zapamięta że fakt
        że odszedł niż to co w rozpaczy mówi jego mama
        • jagoda.kamczacka Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:40
          agnie-cha36 napisała:

          > też uważam że przyłożyła ręki do rozpadu nie myślała wtedy co będzie
          > czuło to dziecko gdy tata już nie będzie mieszkał z nim co ono
          > pomyśli gdy zobaczy tate z inną kobietą bardziej zapamięta że fakt
          > że odszedł niż to co w rozpaczy mówi jego mama

          Coś się tak uparła przy udziale autorki wątku w rozpadzie małżeństwa jej faceta?
          Nie masz zielonego pojęcia jak wyglądała sprawa, może to nawet pan nie był
          inicjatorem rozstania z żoną, a właśnie ona? To, że twój były mąż "nie chciał,
          żeby się z niego naśmiewali, że nie wykorzystał okazji, kiedy kobieta mu się na
          kolana pchała" i cię zdradził nie oznacza automatycznie, że _wszyscy_ faceci
          postępują tak samo. Odrobina obiektywizmu by się przydała, i dużo wiedzy na
          temat, w którym tak łatwo wydaje się wyroki.
          • agnie-cha36 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 12:12
            fakt nie wiem czemu się rozstali ale wydaje mi się że gdyby
            odchodząc nie miał innej kobiety matka tego chłopca znosiła by to
            rozstanie inaczej
    • morekac Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 09:55
      Sorki, ale to tata powinien załatwić z mamą - zadzwonić do niej i po
      prostu poprosić o niekomentowanie wizyt u taty ( i sam też powinien
      powstrzymać się od komentowania wad mamy).
      Młodemu tata może tłumaczyć, że mama jest czasem zdenerwowana, jest
      zła na tatę (bo może ma i powody) i dlatego czasem gada różne dziwne
      rzeczy, nie mające nic wspólnego z prawdą.
      Wbrew pozorom dzieci dosyć szybko wyłapują różne głupoty gadane
      przez rodziców.
    • aiczka Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:02
      Niestety to co opisujesz jest częstym zjawiskiem. Trzeba unikać eskalowania
      konfliktu, bo pod byle pozorem może pojawić się wniosek o ograniczenie/odebranie
      praw do dziecka. W związku z tym wytłumaczenie czegokolwiek matce może być
      trudne (wiadomo, że zareaguje impulsywnie i tak jak ktoś powyżej "skoro to
      prawda, to czemu mam okłamywać dziecko?!"). Można starać się budować odpowiednie
      podejście u dziecka - tłumaczyć mu, że matka jest nieszczęśliwa i stąd jej
      gorzkie wypowiedzi. Możesz zajrzeć na fora ojców, forum ojcowie walczą o dzieci
      - może tam ktoś przedstawił konstruktywne doświadczenia.
    • eastern-strix Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:12
      przeczekac.

      konfrontacja tylko zaostrzy konflikt, acierpiec bedzie dziecko.

      po prostu- przeczekac, nie komentowac, dawac dziecku milosc i oparcie. na pewno
      nie jest mu latwo. a jak podrosnie to samo juz bedzie decydowac, z kim chce
      spedzac czas.
    • mysza285 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:27
      Dziecko może markotniec i milknąc przed powrotem do domu, bo nie chce z tata się
      rozstawać...chłopcy sa za ojcami i każdemu dziecku brakuje taty w takiej
      sytuacji. Jesli nie słyszałas osobiście co matka mówi dziecku- nie obwiniajcie
      razem z partnerem na wyrost kogoś- mnie tez eks tak osądza, choc slowa złego o
      jego partnerce i nim nie powiedziałam, syn sam czasem wyskakuje z róznymi
      tekstami- np,. do taty, ze pani X zabrała mu tate i mama powinna na nią
      nakrzyczec, ze jest pani X lepsza od mamy, bo tata jest teraz z tą Panią a nie z
      mamą i nim( dziecko tłumaczyło 2 dziecku swoją sytuacje), ze córka taty jest
      lepsza od niego, bo tata z nia jest a nie z nim, że córa taty ma lepsze zabawki
      niz on - choć wcale tak nie jest, a to - tata mnie nie kocha już, nie mam taty,
      potrafił ostatnio po wizycie taty jak ten wkurzył się na niego i wyrzedł
      krzyknąc ojcu na odchodne - miłego bycia z rodziną....sama byłam w szoku.
      Kiedyś eks podniósł głos do mnie o cos to syn stanął w mojej obronie i
      powiedział, ze tata jestes niedobry dla mamy, a mama mnie kapała i przewijała
      jak byłem mały i ja przeciez kocham moją mamę- było, ze to moje albo mojej mamy
      namawianie, bo dziecko samo czegoś takiego nie wymysliłoby.
      A dziecko w pewnym wieku swój rozum ma, tłumacze mu rózne rzeczy naprawde
      przystępnie bez oceniania- choć tata niestety wymienił mnie na 10 lat młodsza
      panią...a dziecko tak tłumaczy po swojemu i przekreca pewne rzeczy, czasem
      wyolbrzymia, a czasem potrafi bardzo trafnie ocenic sytuacje.
      Co do oceny pani eks męża- to wiem,ze ma swoje niepochlebne zdanie o mnie...na
      podstawie opinii eksa. Byliśmy raptem miesiąc w separacji nieoficjalnej,
      mielismy przemyslec pewne sprawy, tylko eks tak je przemyśliwał, ze zrobił sobie
      kolejne dziecko bardzo szybko...i mam prawo miec żal i być wściekła, a jednak
      nie zrobiłabym dziecku krzywdy, ale też wiem,ze mimo, ze nikogo nie ustawiam, to
      mam sporo pracy z synem i moge się czasem sama zaskoczyc logika syna i widze,z e
      ma żal ogromny mimo, ze ja dawno się już pogodziłam z sytuacja, zyjemy naprawde
      dobrez i czasem niewiem jak to wszytsko bedzie. Szcególnie, ze tata nie tłumaczy
      sytuacji swojej synowi, nawet nie wiem kiedy ostatnio wziął go na kolana i
      powiedział kocham cie synku....Jak tłumacze synowi,z e nie on jedyny mieszka
      tylko z mamą , ze kolega taki a taki jego jest sam z mamą to potrafi mi
      powiedziec, ze np. Kuba jest mały i nie wie, ze nie ma taty a ja już jestem
      duzym chłopcem i przykro mi,z e taty z nami nie ma....i normalnie ręce opadają.
      Takze czasem trzeba troche empatii - ojciec i partnerka eksa powinni ją mieć jak
      najbardziej, bo dzieci sa rózne, róznie wrazliwe i róznie ragują.
    • efi-efi Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:39
      >>>Była żona mojego faceta, z którą mieszka ich wspólne dziecko, nie >>może się,
      >>mimo upływającego czasu, pogodzić z faktem, że mój facet się z nią >>rozstał.

      - a ile czasu upłynęło odkąd odszedł?
      - odszedł dla Ciebie?
    • karolina331 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 11:44
      Cóż za fascynująca wypowiedź Pewnej Pani, Która Zjadła Wszystkie
      Rozumy (i już nic dla niej nie zostało).

      Ojciec jest dziwkarzem i trzeba to dziecku obowiązkowo powiedzieć
      (sześciolatkowi!). Ciekawe w jakiej formie, bo pani pisze, że w
      przystępnej(?!), a ja dodam, że matka tego dziecka jest skończoną
      kretynką (też trzeba to koniecznie sześcilatkowi powiedzieć), która
      dzieckiem rozgrywa własne nieudane życie. Dzieciak pewnie będzie do
      rodziców podobny (to już lepiej jak będzie bardziej przypominał
      swojego ojca, niż potwornie głupią matkę).

      Wracając do Autorki wątku.
      Prawda jest taka, że sześciolatek to jeszcze bardzo MAŁE dziecko
      i wszystko jeszcze przed Wami, tak więc lepiej uzbroić się w
      cierpliwość, a w sprawy między rodzicami dziecka mieszać się jak
      najmniej i starać się jak najmniej angażować w wychowanie dziecka,
      które jest przecież jak najbardziej CUDZE.
      Skup się na budowaniu zdrowych i trwałych relacji pomiędzy Tobą i
      Twoim mężem, bo teraz jesteście rodziną i tylko to powinno się dla
      Ciebie liczyć.

      Z doświadczenia Ci powiem, że głupia matka dziecka potrafi
      skutecznie zachwiać dobrymi stosunkami w nowym związku, a nawet ten
      związek całkowicie zniszczyć i doprowadzić do rozstania, tak więc
      lepiej będzie, jeśli zachowasz czujność i zdrowy egoizm.

      Sama to przechodziłam.
      Kiedyś nawet zapytałam w złości 16-letnią wówczas córkę mojego męża,
      czego jej matka od nas włąściwie chce, że tak się nas (a zwłaszcza
      mnie) ciągle po chamsku czepia? Przecież nie ja rozbiłam tej
      kobiecie rodzinę, byli już wiele lat po rozwodzie jak się poznaliśmy
      i mój mąż miał przede mną mnóstwo innych kobiet.
      I wiesz, co mi dziewczyna odpowiedziała?
      - No tak, ale mama mówiła, że rozwiedli się z tatą na żarty!

      Przyznam, że mnie zamurowało.

      Dzisiaj córka mojego męża ma 30 lat i jest podobna do mnie: w swoich
      poglądach, podejmowanych decyzjach, modelu życia.
      Ironia losu.
      • feathergirl Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 12:36
        No tak. Napisałam jedno zdanie, a wiele osób wyciągnęło swoje własne wnioski...
        A więc - nie jestem kochanką, w separacji byli około roku, rozwiedli się kilka
        miesięcy temu, zaczęliśmy się spotykać niedawno. Wcześniej znaliśmy się i
        miewałam sporadyczne kontakty z Młodym. Nie życzę sobie zatem, żeby obrażał mnie
        ktoś nie zapytawszy nawet o szczegóły.

        Przyczyną rozwodu była chorobliwa zazdrość i konfliktowy charakter tej pani,
        która cały czas przed, w trakcie i po rozwodzie, kiedy jej eks mąż był sam,
        także 'uprzyjemniała' mu życie (np. nie odbierał telefonu, oznaczało dla niej
        automatycznie, że albo idzie na dziwki, albo się schlać i inny scenariusz nie
        wchodził w rachubę). Teraz informacje o tym, jak się pani zachowuje mam m.in.
        stąd, że wydzwania do niego z każdą pierdołą i proszę mi wierzyć, że drze się
        przez telefon tak, że trudno jej nie słyszeć, a w tle często słychać dziecko. Na
        jego i jego rodziny wyraźne prośby, by swoje sprawy załatwiali w 4 oczy, ona nie
        reaguje - wręcz celowo wywnętrza się w obecności dziecka, tak jakby nie
        widziała, że tylko jemu robi na złość. Aha - jak kiedyś Młody się wkurzył na nią
        o coś i powiedział, że woli iść do mnie niż być z nią, to otrzymałam telefon z
        tekstem, że jak mnie spotka, to mi doj..... Rozumiem, że zazdrość o dziecko i o
        to, że eks mąż układa sobie życie, podczas gdy ona trwoni energię na to, żeby
        się mścić, są silnymi uczuciami. Ale naprawdę szkoda mi Młodego, który jest
        bardzo związany z ojcem (a ojciec z nim). Nadmienię także, że od momentu rozwodu
        matka zabroniła Młodemu jeść czegokolwiek u dziadków ze strony taty (to akurat
        dziecko powiedziało), nie życzy by bawiło się z kuzynostwem ze strony ojca, bo
        Młody bardzo lubi się z nimi spotykać i świetnie się bawią. W ogóle rodzina
        tatusia jest be. Przykłady mogę mnożyć...

        Może moją jedyną winą jest to, że zaangażowałam się w związek z facetem po
        przejściach. To, że w związku z powyższym dostałam gratis Młodego jest dla mnie
        obligujące - przebywam z nim, rozmawiam, bawię się. Nie potrafię udawać, że
        Młodego w naszym życiu nie ma. Uwagi jego matki mi zwisają - domyślam się, że
        dopiero jak sama poszuka sobie celu w życiu to odpuści. Jednak uważam, że
        dzieciak nie zasługuje na takie teksty i dziękuję wszystkim, którzy radzą mi co
        mogę zrobić. Mój facet stara się mnie trzymać możliwie jak najdalej od całej
        sytuacji, ale wkrótce sam Młody zacznie zadawać pytania i chcemy mu sensownie
        odpowiadać. Oczywiście kiedyś sam wybierze z kim chce mieszkać, kogo rację uznać
        i na kim się wzorować. Ale fajnie by było, by te jego przyszłe wybory nie były
        zaprogramowane przez nienawiść matki do swojego byłego męża.

        P.S. Nigdy w żadnym momencie nie padły z naszych ust słowa krytyki pod adresem
        byłej żony skierowane do dziecka. Wszelkie problemy z nią omawiamy w 4 oczy,
        nigdy w obecności dziecka. Młody zawsze słyszy, że wszystko jest w porządku, co
        najwyżej, że mama się zdenerwowała i dlatego krzyczała na tatę.

        P.S2. Jakoś wątpię w to, że Młody markotnieje na myśl o rozstaniu z tatą, bo ma
        do niego żal że odszedł od mamy. Ostatnio stwierdził, że jest fajnie, jak sobie
        może posiedzieć z tatą osobno i z mamą osobno, bo się nie kłócą.
        • agnie-cha36 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 13:23
          ok nie jesteś winna nie przez ciebie rozpadło się to małżeństo ale
          mogłas odrazu napisać mój mąż zanim odszedł właśnie w ten sposób
          chciał się dowartościować że zaczoł spotykać się z paniami które do
          łóżka chodzą z każdym chciał wzbudzić we mnie zazdrość po każdej
          kłótni mówił wmawiał mi że jestem zazdrosna jak miał kochanke byłam
          be jak go zostawiła to chciał zgody stwierdził że skoro pierwsza
          jego kochanka była atrakcyjna to wszystkie tańczą gdy on gra może
          gdybym tkwiła dalej w tym zwiąsku zrobiła bym się zazdrosna o niego
          bo miał takie powodenie ale tylko w pracy a ja nie mogłam spotkać
          nikogo
          • feathergirl Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 15:32
            Nie musiałam pisać o tym czy jestem winna rozpadu czy nie, bo nie to jest przedmiotem mojego pierwszego postu. Współczuję Ci, ale nie sądzę, by komukolwiek pomogło to, że patrzysz na jego problemy przez pryzmat własnego żalu do męża.

            Tak mi jeszcze przyszło do głowy, że praktycznie każdy z rodziny mojego Faceta ma coś do tej pani, jako że każdemu potrafiła przez czas trwania małżeństwa i okres rozwodowy zaleźć za skórę. Jednak najczęściej spotykam się z opinią, żebyśmy odpuścili, że Młody i tak będzie taki jak matka i ona go już tak ustawi, że będziemy mieć problem wszyscy, z jego ojcem na czele, że nic nie zrobimy, bo on ma charakter mamuni itp, itd. A ja się z tym, cholera, nie chcę pogodzić... Przecież coś musi się dać zrobić, żeby nie wyrósł w poczuciu braku szacunku do ojca, którego matka lży przy każdej okazji, braku szacunku do dziadków i dalszej rodziny, w poczuciu, że każdy, ale to absolutnie każdy facet to świnia, która porzuca swoje dzieci (takie rzeczy słyszy), że każdy kolejny związek jest zły i należy siedzieć ze sobą do końca życia, choćby się dusiło i było nieszczęśliwym, że wszystkich należy kontrolować, a zwłaszcza facetów, że faceci albo pieprzą wszystko, co nie ucieka na drzewo, albo chleją do nieprzytomności, a nade wszystko, że w każdej sytuacji jedyna właściwa postawa, to 'ja chcę, ja wymagam, ja muszę mieć'.

            • chalsia Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 16:29
              > Tak mi jeszcze przyszło do głowy, że praktycznie każdy z rodziny
              mojego Faceta
              > ma coś do tej pani, jako że każdemu potrafiła przez czas trwania
              małżeństwa i o
              > kres rozwodowy zaleźć za skórę. Jednak najczęściej spotykam się z
              opinią, żebyś
              > my odpuścili, że Młody i tak będzie taki jak matka i ona go już
              tak ustawi, że
              > będziemy mieć problem wszyscy, z jego ojcem na czele, że nic nie
              zrobimy, bo on
              > ma charakter mamuni itp, itd

              postępując za radą znajomych/rodziny (czyli idac za stereotypem#),
              doprowadzicie do tego, że to dziecko będzie DOKŁADNIE takie, jak je
              dalej opisałaś (i jakimnie chcesz, by było).

              # - to jest też takie zwalanie winy na drugą stronę za własne
              lenistwo i umycie rąk
              • feathergirl Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 09.07.09, 21:53

                > postępując za radą znajomych/rodziny (czyli idac za stereotypem#),
                > doprowadzicie do tego, że to dziecko będzie DOKŁADNIE takie, jak je
                > dalej opisałaś (i jakimnie chcesz, by było).
                >
                > # - to jest też takie zwalanie winy na drugą stronę za własne
                > lenistwo i umycie rąk


                I właśnie tego chcę uniknąć. Skoro jestem z kimś, kto ma dziecko, to mamy oboje
                taki sam wpływ na jego wychowanie, jak inne osoby, które z nim obcują.
                • karolina331 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 10.07.09, 09:33
                  Żyjcie z mężem zgodnie i bądźcie dla dziecka przykładem.
                  Dabjcie o potrzeby materialne dziecka, pozwólcie mu ze sobą
                  przebywać. Zapewniajcie atrakcyjne wakacje. Pokażcie, że w życiu
                  ważne są marzenia i dążenie do ich realizacji, że trzeba mieć
                  ambicje, plany, pasje. Przygotowujcie go do życia.
                  Bądź głucha na pretensje matki dziecka, nawet na fochy dziecka.
                  Rób swoje, najlepiej jak potrafisz. Nie musisz go kochać, nawet nie
                  musisz dzieciaka lubić, wystarczy, jak nie będziesz go krzywdzić.
                  I pozwól ojcu być dobrym i czułym ojcem.

                  To śmieszne, że wszyscy wiedzą już z góry, że syn będzie taki
                  okropny jak matka.
                  • sebalda Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 10.07.09, 13:19
                    Moja mama robiła mi mniej więcej podobnie rzeczy jak mama Młodego(bez krzyku i
                    wulgarności na szczęście) odkąd sięgnę pamięcią. Rodzice rozwiedli się, jak
                    miałam 15 lat, ale ojca praktycznie nigdy nie było, wcześniej tylko
                    pomieszkiwał. Ciągle słyszałam o jego rozlicznych kochankach. Mama nigdy nie
                    podjęła pracy, żeby nie ułatwić życia ojcu, który w tej sytuacji musiał tez na
                    nią płacić alimenty.
                    Mama zatruła mnie niechęcią do ojca, który rzeczywiście te kochanki miał, a
                    dowodem tego była wizyta jego drugiej żony u nas pewnego Sylwestra, kiedy mój
                    ojciec, pokłóciwszy się z nią uprzednio, wyszedł, twierdząc, że idzie do nas.
                    Mój ojciec umarł, nigdy nie nadarzyła się okazja, żeby z nim poważnie
                    porozmawiać, ojciec nigdy się nie tłumaczył, nie oczerniał też nigdy mamy. Nie
                    znam jego pobudek, dla mnie więc pozostanie dziwkarzem i człowiekiem, który
                    zostawił żonę i dziecko. Nie uważam, żeby to wpłynęło jakoś wyjątkowo
                    niekorzystnie na mój charakter i podejście do facetów, niemniej jednak żal w
                    sercu i niemożność wybaczenia ojcu jego postępowania, wciąż jakoś kładą się
                    cieniem na moje życie. Nie jestem z natury pamiętliwa, łatwo wybaczam, jestem
                    tolerancyjna i dlatego brak możliwości wybaczenia ojcu tak mnie boli. Winą za
                    taki stan rzeczy obarczam także moją mamę, myślę, że gdyby ona mnie tak bardzo
                    negatywnie nie nastawiała przeciwko ojcu, może nie miałabym aż tak wielkiego do
                    niego żalu. Może.
                    Bardzo żal mi Młodego, ale nie wiem, co radzić. Chyba faktycznie jedynie
                    najlepsze traktowanie go, jak to tylko możliwe, udowadnianie mu, że jest przez
                    ojca wyjątkowo kochany, duuużo miłości i uwagi, a gdy trochę dorośnie, trzeba
                    będzie bardzo poważnie z nim pogadać. Tyle.
                    • feathergirl Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 10.07.09, 22:18
                      Do Sebalda: Powiem tylko tyle - współczuję i wiem co to znaczy, bo sama też
                      wychowałam się w niepełnej rodzinie, a oboje rodzice do pewnego momentu
                      traktowali mnie, jak piłeczkę przerzucaną między nimi i powiernika swoich
                      pretensji do eks. Do pewnego momentu, bo mając lat naście bodajże, poprosiłam
                      ich dosyć dosadnie, żeby się wypchali i albo dali sobie po razie i zapomnieli o
                      animozjach sprzed lat, albo dalej żyli przeszłością, ale mnie w nią nie
                      mieszali. Ich zdziwienie po tej reprymendzie... bezcenne.

                      Dlatego podwójnie chcę, żeby Młody uniknął tego losu. Niech sobie dorośli
                      załatwiają swoje sprawy po swojemu, a dzieci trzymają od tego jak najdalej. To
                      obowiązek rodzica. Moim zdaniem.
                  • feathergirl Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 10.07.09, 22:14
                    karolina331 napisała:

                    > Żyjcie z mężem zgodnie i bądźcie dla dziecka przykładem.
                    > Dabjcie o potrzeby materialne dziecka, pozwólcie mu ze sobą
                    > przebywać. Zapewniajcie atrakcyjne wakacje. Pokażcie, że w życiu
                    > ważne są marzenia i dążenie do ich realizacji, że trzeba mieć
                    > ambicje, plany, pasje. Przygotowujcie go do życia.
                    > Bądź głucha na pretensje matki dziecka, nawet na fochy dziecka.
                    > Rób swoje, najlepiej jak potrafisz. Nie musisz go kochać, nawet nie
                    > musisz dzieciaka lubić, wystarczy, jak nie będziesz go krzywdzić.
                    > I pozwól ojcu być dobrym i czułym ojcem.

                    Howgh! Mogę się podpisać wszystkimi kończynami pod Twoją wypowiedzią, bo właśnie
                    taki mam plan.
                    >
                    > To śmieszne, że wszyscy wiedzą już z góry, że syn będzie taki
                    > okropny jak matka.

                    Niestety. charaktery mają podobne, to fakt - zresztą mieszkając razem też nabywa
                    się cech tego rodzica, z którym przebywa się więcej. Ale nie wykluczamy, że
                    kiedyś Młody zamieszka z nami... A póki co - jak powyżej.

                    P.S. Nie jesteśmy małżeństwem... ;)
                    • kornel-ka123 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 12.07.09, 02:01
                      Być może nie będzie poprawne politycznie to co napiszę, ale trudno.
                      Najłatwiej jest napisać matka wariatka, a od ojca niczego nie
                      wymagać i tylko podziwiać, że dla dziecka taki przykładny, kochający
                      i dający. Tylko byli małżonkowie wiedzą jak jest naprawdę, z
                      doświadczenia wiem że tatuś potrafi przy dziecku słodko o mamusi
                      mówić i z klasą przy nowej narzeczonej się zachowywać, a samej
                      mamusi nawet dzień dobry na ulicy nie powie tylko po mieście t..
                      obrabia i przednie numery wykręca. Obłuda taka. Później nie wiadomo
                      dlaczego ta czy inna matka taka nerwowa.
                      Dziecko i matka to jak naczynia połączone, cywilizowani tatusiowie w
                      końcu powinni to zrozumieć i zacząć normalnie i bez łaski traktować
                      eks żony właśnie choćby ze względu na to dziecko, a nie jak niestety
                      w większości jak słabo opłacane opiekunki ale do psów chyba, które
                      wręcz należy jeszcze w t.. kopać a one i tak wszystko muszą – i
                      dawać sobie radę ze wszystkimi problemami, i jeszcze zachować się
                      godnie i nie chcieć wyższych alimentów i w ogóle niczego nie chcieć,
                      i mieć cierpliwość do dzieci, i z klasą się rozstać i dobrze o
                      tatusiu mówić. Podkategoria normalnie.
                      Jeżeli są tu samotne matki, które raz dwa uporządkowały sobie
                      emocje, cieszą się szczęściem swoich eks a ich własna ‘fantastyczna’
                      sytuacja im nie przeszkadza to gratuluję. Prawdopodobnie nigdy ich
                      nie kochały albo eks potraktował je z klasą.
                      Żeby nie było: też jestem za, by zachowywać się jak cywilizowana
                      rasa ale ten problem ma moim zdaniem źródło w tatusiu, nie w mamusi,
                      nie tylko dlatego że to on przeważnie jednak zostawia rodzinę a z
                      niej wychodzą żale, z którymi sobie nie radzi, ale przede wszystkim
                      dlatego że ona dostaje od eks jeszcze całą masę problemów gratis,
                      które powaliłyby najmocniejszego.
                      P.S. Barwnymi opowiadaniami rodziny na temat eks męża bym tak mocno
                      na Twoim miejscu się nie cieszyła - jeśli się rozejdziecie
                      prawdopodobnie będziesz następna
                      • sebalda Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 12.07.09, 13:06
                        Ja też doskonale rozumiem żal porzuconej kobiety. Też bardzo cierpiałam w
                        imieniu mojej mamy i nigdy jej nie obwiniałam za zachowanie ojca, ale nie mogę
                        pojąć po co zatruwać duszę dziecka, fundowac mu taką traumę? Przecież nie chodzi
                        o to, żeby tatusia wybielać, żeby mu przebaczyć. Oni mogą się kłócić do utraty
                        tchu, ale nie przy dziecku. To bardzo boli i nic nie daje takiej matce. Niech
                        się żali koleżance, siostrze, komukolwiek, ale nie dziecku. Ja tez mam problemy
                        z mężem, też mnie kusi, żeby się wyżalić prawie dorosłej już córce, ale
                        rozmawiam z nią na te tematy jedynie, gdy na przykład jest świadkiem jakichś
                        złych zachowań ojca i musze to jakoś skomentować, no i przede wszystkim ona ma
                        juz 18 lat i sama umie ocenić sytuację. ALe nie nastawiam jej i jej brata
                        przeciwko ojcu, bo wiem, jak to boli, do końca życia, nawet długo po śmierci
                        obojga rodziców. Chodzę raz w roku na grób ojca, ale nie umiem znaleźć w sobie
                        odrobiny ciepłych uczuć nad tym grobem. Czuję się przez to w jakiś sposób
                        okaleczona. Dzieci wszak przebaczają ojcom gorsze rzeczy, ja nie potrafię, choć
                        nie wynika to z mojego charakteru, po prostu odkąd umiałam cokolwiek zrozumieć,
                        czyli miałam kilka lat, mama zatruwała mnie nienawiścią do ojca, opowowiadała o
                        nim najgorsze rzeczy i stało się, udało jej się - znienawidziłam go
                        bezpowrotnie. To złe uczucie i nawet jeśli ktoś na nie zasługuje, dręczy to też
                        nienawidzącego.
                        Matka chłopca powiedziała niewybaczalną rzecz: tata chce żebyś umarł (to z
                        pierwszego postu). Jak można tak powiedzieć dziecku? To koszmar. Podejrzewam, że
                        ta kobieta może być niezrównoważona psychicznie. Moja mama, mimo że nienawidziła
                        ojca, nigdy nie mówiła, że on mnie nie kocha, na swój sposób on okazywał mi
                        uczucia i mama tego nie podważała. Chociaż tyle. Tamta kobieta jest straszna i
                        gdyby to było możliwe, powinno się wobec niej zastosowac jakieś sankcje, bo
                        krzywdzi własne dziecko, rani je i może wykoślawić jego charakter
                        nieodwracalnie. Powtarzam, niech załatwia sprawy z byłym mężem, niech go wyzywa
                        i wyżywa się na nim, skoro w jej mniemaniu tak ją zranił, ale niech nie miesza w
                        to dziecka.
                        • karolina331 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 12.07.09, 15:13
                          Dorośli ludzie mają obowiązek sami załatwiać swoje sprawy między
                          sobą. Dziecko nie jest partnerem do takich rozmów.
                          Zwłaszcza małe dziecko.
                          Bez wzgledu na to, jak nas potraktował partner - dziecko w żadnym
                          wypadku nie jest stroną sporu.

                          Rodzice mają obowiązek dbać o potrzeby dziecka i te potrzeby
                          zaspakajać. RODZICE, nie narzeczona tatusia.
                          Narzeczona tatusia ma obowiązek dbać jedynie o siebie i o dobre
                          relacje w swojej rodzinie.

                          Matka dziecka, jako osoba OBCA - nie ma najmniejszych praw narzucać
                          narzeczonej tatusia stylu życia i zwyczajów obowiązujących w nowej
                          rodzinie. Narzeczona tatusia może (i musi) chronić swojej
                          niezależności, suwerenności i prawa do podejmowania decyzji w
                          sprawach jej dotyczących.
                        • kornel-ka123 Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 12.07.09, 18:31
                          > Matka chłopca powiedziała niewybaczalną rzecz: tata chce żebyś
                          umarł (to z
                          > pierwszego postu). Jak można tak powiedzieć dziecku? To koszmar.

                          Nigdy nie wiesz jak jest naprawdę. Na rozprawie mój esk zeznał, że
                          moje dziecko się skarży że wyrzucam ciuchy jakie dostaje od niego, a
                          zabawkami od ojca nie pozwalam się bawić (z którego to powodu teraz
                          dziecko od niego nic nie dostaje). Zdębiałam. Małej nie mogło się
                          coś pomylić bo ja w ogóle nie wyrzucam ciuchów do śmieci, a zabawek
                          w całej masie nie nadążyłabym segregować. Więc o co chodzi? Czy
                          ojciec to sobie uknuł na bieżące potrzeby i jedną podłość przykrył
                          kolejną podłością czy rzeczywiście mała takie rzeczy tam plecie na
                          matkę, żeby się tacie przypodobać i widocznie taka jest własnie
                          ta 'przyjazna' atmosfera dla mamusi?
                          Faceci to też nieźli manipulatorzy, potrafią psychicznie za plecami
                          wykańczać przed innymi zgrywając wzorowych ojców i skrzywdzonych
                          mężów. Łatwo jest w szczęściu i dostatku zachowywać się szlachetnie
                          i kogoś punktować, a jednocześnie stworzyć temu komuś takie piekło w
                          którym ani chwili by sam jeden z drugim nie wytrzymał. Nie wierzę,
                          że są takie matki, które zabierają dziecko na ciacho i soczek i w
                          ramach popołudniowej pogawędki dają wykład o ojcu. Wiem, że
                          stwierdzenie 'każdy jest tylko człowiekiem' nie wystarcza i nawet w
                          największych nerwach powinno się trzymać buzię na kłódkę, ale myślę
                          że już czas zacząć wymagać również od ojców.

                          Współczuję Ci Twojej sytuacji i nie wiem co powiedzieć. Może jedynie
                          to, że ja z kolei nie miałam idealnego ojca zaś moja mama złego
                          słowa (no prawie) nigdy na niego nie powiedziała, wszystko dusiła w
                          sobie, harowała za dwóch, wszystkie problemy na jej głowie, teraz
                          jest kłębkiem nerwów. Ojciec nie żyje i jest ideałem, natomiast
                          matka jest nie do życia i zerowym dla mnie autorytetem bo zawsze był
                          nim ojciec bo był bardziej na luzie, do pogadania i czasowy. Nie
                          wiem czy jest z tego jakiś wniosek, życie zawsze napisze jakiś swój
                          scenariusz i nie ma na nie żadnej reguły. Myślę, że powinnaś się
                          cieszyć z dobrych relacji z matką jeśli je masz, bo ja w zasadzie
                          prawie nie mam niczego. Czasem wydaje mi się że matka źle robiła, że
                          bardziej nie grała na siebie. Chyba bardziej bym ją ceniła i wolała
                          gdyby sama była szczęśliwsza, nawet kosztem ojca który de facto na
                          szczęście nie zasługiwał. Ale tego też już nie da się odwrócić,
                          uczucia zakodowane w dzieciństwie ciągną się całe życie i
                          zrozumienie pewnych spraw w życiu dorosłym wcale niczego nie
                          zmienia. Może stąd gdzieś podświadomie wyciągam na razie teoretyczny
                          wniosek, że córka będzie o tyle szczęśliwa o ile mnie będzie dobrze,
                          że nawet jeżeli szczęście wszystkich nie jest możliwe, to moje jest
                          priorytetowe.

                          Co do autorki wątku, myślę że chodzi Jej raczej o siebie w
                          kontekście eks a nie o to dziecko. Ale mogę oczywiście się mylić
          • vibe-b Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 19.07.09, 19:15
            agnie-cha36 napisała:

            > ok nie jesteś winna nie przez ciebie rozpadło się to małżeństo ale
            > mogłas odrazu napisać mój mąż zanim odszedł właśnie w ten sposób
            > chciał się dowartościować że zaczoł spotykać się z paniami które
            do
            > łóżka chodzą z każdym chciał wzbudzić we mnie zazdrość po każdej
            > kłótni mówił wmawiał mi że jestem zazdrosna jak miał kochanke
            byłam
            > be jak go zostawiła to chciał zgody stwierdził że skoro pierwsza
            > jego kochanka była atrakcyjna to wszystkie tańczą gdy on gra może
            > gdybym tkwiła dalej w tym zwiąsku zrobiła bym się zazdrosna o
            niego
            > bo miał takie powodenie ale tylko w pracy a ja nie mogłam spotkać
            > nikogo



            Nie opanowalas uzywania znakow interpunkcyjnych?
    • kicia031 Zalecam daleko posunieta ostroznosc w ocenie 12.07.09, 20:47
      Jako next i macocha od prawie 9 lat wiem, ze dzieci mowia czesto to, co rodzic
      chce slyszec, a byli mezowie lubia opowiadac straszne rzeczy o swoich ex-zonach.

      Niekoniecznie jest tak, ze dzieci i byli mezowi klamia - ale widza czesto tylko
      czesc obrazu, bo reszta przeslania im emocje: nienawisc, poczucie winy, strach
      przed zawiedzeniem i utrata nawet tego malego kawalka rodzica, ktory pozostal.

      Niestety, przez pare lat nexie maja zwyczaj wierzyc w kazde slowo misia jak w
      biblie. warto jednak chociaz sprobowac uzyc wlasnego rozumu.
      • feathergirl Re: Głupia sprawa z matką dziecka mojego faceta 13.07.09, 00:12
        Do Kornelka:
        „Być może nie będzie poprawne politycznie to co napiszę, ale trudno.
        Najłatwiej jest napisać matka wariatka, a od ojca niczego nie
        wymagać i tylko podziwiać, że dla dziecka taki przykładny, kochający
        i dający. Tylko byli małżonkowie wiedzą jak jest naprawdę, z
        doświadczenia wiem że tatuś potrafi przy dziecku słodko o mamusi
        mówić i z klasą przy nowej narzeczonej się zachowywać, a samej
        mamusi nawet dzień dobry na ulicy nie powie tylko po mieście t..
        obrabia i przednie numery wykręca. Obłuda taka. Później nie wiadomo
        dlaczego ta czy inna matka taka nerwowa.”

        Oczywiście że tak, ale nie uważam, że wszystkich można mierzyć jedną miarą.

        „Dziecko i matka to jak naczynia połączone, cywilizowani tatusiowie w
        końcu powinni to zrozumieć i zacząć normalnie i bez łaski traktować
        eks żony właśnie choćby ze względu na to dziecko, a nie jak niestety
        w większości jak słabo opłacane opiekunki ale do psów chyba, które
        wręcz należy jeszcze w t.. kopać a one i tak wszystko muszą – i
        dawać sobie radę ze wszystkimi problemami, i jeszcze zachować się
        godnie i nie chcieć wyższych alimentów i w ogóle niczego nie chcieć,
        i mieć cierpliwość do dzieci, i z klasą się rozstać i dobrze o
        tatusiu mówić. Podkategoria normalnie.”

        A co zrobić gdy ojciec płaci alimenty i zadłużenia z czasów małżeństwa plus
        koszta stałe utrzymania dziecka (przedszkole) w terminie i nie proszony, a
        ponadto jeszcze przez cały okres separacji płacił żonie za media w domu, żeby ją
        odciążyć i jedyne czego chciał w zamian to możliwość widywania się z dzieckiem
        bez ograniczeń, której nie otrzymywał? Jak traktować człowieka, który zawsze
        jest na wezwanie eks, nawet wtedy, kiedy tej pani kończy się szampon i dzwoni,
        żeby go jej kupił, bo ona nie ma czasu po niego pójść?


        „Żeby nie było: też jestem za, by zachowywać się jak cywilizowana
        rasa ale ten problem ma moim zdaniem źródło w tatusiu, nie w mamusi,
        nie tylko dlatego że to on przeważnie jednak zostawia rodzinę a z
        niej wychodzą żale, z którymi sobie nie radzi, ale przede wszystkim
        dlatego że ona dostaje od eks jeszcze całą masę problemów gratis,
        które powaliłyby najmocniejszego.”

        Zgadza się. Ale jestem zdania, że jeśli już to winę mogą ponosić oboje dorośli
        ludzie po równo. A dziecko ma się do tego nijak.


        „P.S. Barwnymi opowiadaniami rodziny na temat eks męża bym tak mocno
        na Twoim miejscu się nie cieszyła - jeśli się rozejdziecie
        prawdopodobnie będziesz następna”

        Tyle, że wtedy mnie to będzie zwisało raczej.  Ponadto, jeśli do tych opowieści
        dziwnej treści przyłączają się także osoby z rodziny eks żony, które
        potwierdzają jej ciężki charakter, to chyba jest coś na rzeczy, nieprawdaż?




        „Faceci to też nieźli manipulatorzy, potrafią psychicznie za plecami
        wykańczać przed innymi zgrywając wzorowych ojców i skrzywdzonych
        mężów. Łatwo jest w szczęściu i dostatku zachowywać się szlachetnie
        i kogoś punktować, a jednocześnie stworzyć temu komuś takie piekło w
        którym ani chwili by sam jeden z drugim nie wytrzymał. Nie wierzę,
        że są takie matki, które zabierają dziecko na ciacho i soczek i w
        ramach popołudniowej pogawędki dają wykład o ojcu. Wiem, że
        stwierdzenie 'każdy jest tylko człowiekiem' nie wystarcza i nawet w
        największych nerwach powinno się trzymać buzię na kłódkę, ale myślę
        że już czas zacząć wymagać również od ojców.”

        A kto mówi o zabieraniu na soczek? Dziecko nie jest głuche i słyszy każdą
        awanturę, słyszy jak matka rozmawia z innymi przy okazji różnych spotkań, słyszy
        jak się wydziera przez telefon. Słyszy i wyciąga wnioski. A potem my słyszymy od
        dziecka…

        Dziwne jest to, że ani razu eks nie wyraziła chęci spotkania na neutralnym
        gruncie i pogadania. Dziwne, że gdy siedzi sama w domu, to siedzi cicho.
        Awantury odbywają się TYLKO w obecności dziecka. Telefony także. Ani razu nie
        było tak – zostawmy dziecko dziadkom, spotkajmy się, omówmy kwestie wychowawcze,
        dajmy sobie po mordzie, pozabijajmy się nawet, ale niech dziecko tego nie widzi,
        bo jego to nie dotyczy. Nie. Zawsze tylko gdy jest dziecko ta pani ma coś do
        powiedzenia.

        I gdzie włożyć groźby pod moim adresem, że skoro dziecko lubi spędzać czas ze
        mną, to ona ze mną zrobi porządek, a jak mnie spotka to mi dopi..li? Tak się
        zachowuje normalna matka? Co tym osiągnie? Co tym chce osiągnąć? Bo ja to bym w
        tym momencie zrobiła wszystko, żeby dziecko wolało spędzać czas ze mną, a nie z
        obcą babą. Nie groziłabym jej wybiciem zębów, bo ze sztuczną szczęką może być
        nadal lepszym partnerem do zabawy np. w oczach dziecka, nieprawdaż?


        „Co do autorki wątku, myślę że chodzi Jej raczej o siebie w
        kontekście eks a nie o to dziecko. Ale mogę oczywiście się mylić”

        A jak mi może o to chodzić? Że chcę spędzać czas z Młodym, że go lubię i
        chciałabym, żeby miał normalne dzieciństwo – normalne na miarę normalności,
        którą może mieć w tej sytuacji?



        Do Karolina331
        „Dorośli ludzie mają obowiązek sami załatwiać swoje sprawy między
        sobą. Dziecko nie jest partnerem do takich rozmów.
        Zwłaszcza małe dziecko.
        Bez wzgledu na to, jak nas potraktował partner - dziecko w żadnym
        wypadku nie jest stroną sporu.”

        Właśnie.

        Młody mi dzisiaj powiedział, że chyba nie może się już ze mną więcej widywać, bo
        mama jest bardzo o to zła, bo mnie nie lubi i zawsze mnie będzie nie lubiła i
        krzyczała. I on by wolał, żeby mama nie wiedziała, że ze mną i z tatą jest. Ręce
        mi opadły szczerze mówiąc. Bo ileż można dziecku mówić, że mama jest
        zdenerwowana ale jej przejdzie, jak ono samo mówi, że nie przejdzie nigdy.
        Ostatnio także po wielkiej awanturze, powiedział tacie, że nie pojedzie z nim na
        wycieczkę, bo potem na pewno będzie chory i mama będzie krzyczała. Czasem mam
        wrażenie, że on nic nie zrobi, bo mama będzie krzyczała…



        Do Sebalda:
        „To bardzo boli i nic nie daje takiej matce. Niech
        się żali koleżance, siostrze, komukolwiek, ale nie dziecku.”

        Tak. Ona się żali komu popadnie – ale przy dziecku. I potem dziecko słucha.

        „Tamta kobieta jest straszna i
        gdyby to było możliwe, powinno się wobec niej zastosowac jakieś sankcje, bo
        krzywdzi własne dziecko, rani je i może wykoślawić jego charakter
        nieodwracalnie. Powtarzam, niech załatwia sprawy z byłym mężem, niech go wyzywa
        i wyżywa się na nim, skoro w jej mniemaniu tak ją zranił, ale niech nie miesza w
        to dziecka.”

        I o to się cały mój problem rozbija.

      • feathergirl Re: Zalecam daleko posunieta ostroznosc w ocenie 13.07.09, 00:20
        kicia031 napisała:

        > Jako next i macocha od prawie 9 lat wiem, ze dzieci mowia czesto to, co rodzic
        > chce slyszec, a byli mezowie lubia opowiadac straszne rzeczy o swoich ex-zonach
        > .
        Inna rzecz to opowieści, inna gdy widzi się to i słyszy samemu, a miałam tę nieprzyjemność kilkakrotnie.

        > Niekoniecznie jest tak, ze dzieci i byli mezowi klamia - ale widza czesto tylko
        > czesc obrazu, bo reszta przeslania im emocje: nienawisc, poczucie winy, strach
        > przed zawiedzeniem i utrata nawet tego malego kawalka rodzica, ktory pozostal.

        >
        > Niestety, przez pare lat nexie maja zwyczaj wierzyc w kazde slowo misia jak w
        > biblie. warto jednak chociaz sprobowac uzyc wlasnego rozumu.
        >

        Staram się jak mogę. Samej mi początkowo było ciężko uwierzyć w wiele rzeczy (sama też wyszłam z niefajnego związku i wiem, jak facet potrafi się zachować i co opowiadać o byłej), ale potem się zweryfikowały. Wydawało mi się, że rozsądna i spokojna rozmowa może wszystko załatwić, ale tak nie było. I naprawdę trudno wziąć za pewnik, że cała masa ludzi, łącznie z rodziną tej pani, uwzięła się na nią, starając się jej zepsuć opinię, bo wszyscy są nagle szczęśliwi z tego powodu, że jej były mąż znalazł sobie nową kobietę. Ponadto w czasie gdy był sam, były te same problemy i już wtedy zaczynało się to wszystko na dziecku odbijać.
        • kicia031 Re: Zalecam daleko posunieta ostroznosc w ocenie 13.07.09, 08:24
          Ludzie swiezo po rozwodzie (prze 3 - 4 lata) maja tendencje do zachowan
          irracjonalnych. Rozwod jest jednym z najsilniejszych przezyc jakich mozemy
          doswiadczyc i pozostawia glebokie rany.
          A ocenianie relacji miedzyludzkich na podstawie relacji jednej stronyprawie
          zawsze prowadzi do blednych ocen - nie bez kozery na sprawie sadowej wysluchuje
          sie obydwu stron.jestes pod bardzo silnym wplywem misia, nic dziwnego, ze Ex
          jest wrogo do ciebie nastawiona, w koncu jestes najwierniejszym wyznawca z
          wrogiego obozu.

          I swoja droga zazdroszcze, ze po kilku miesiacach zwiazku znasz tak swietnie
          swojego partnera, moj po 9 latach wciaz mnie zaskakuje prawie codziennie.
          • sebalda Re: Obiektywizm 13.07.09, 10:23
            Nie rozumiem, skąd taka nieufność wobec założycielki wątku. Jaki miałaby cel,
            zeby wymyślać tutaj nieprawdziwe historie. Kobieca solidarność z porzuconą żoną?
            Przecież pani jest ewidentnie niezrównoważona emocjonalnie, stosując takie
            metody wobec własnego dziecka. Nie wierzę, że 6-letnie dziecko to wszystko
            wymyśla, swoje zastraszenie i kary za spotkania z ojcem. Choćby nie wiem, jak
            eks dokuczył żonie, nic nie upoważnia jej do odgrywania się kosztem dziecka. Ono
            w żadnym wypadku nie powinno na tym cierpieć, a z tego, co pisze autorka wątku,
            tak niestety jest.
            Faceci przedstawiają swoje byłe żony w najgorszym świetle, po to żeby zdobyć
            inną kobietę, po to, żeby się wybielić i wypaść jak najlepiej w oczach tej
            drugiej, wiem o tym najlepiej, bo jakiś czas temu usłyszałam od drugiej żony
            mojego ojca, że przecież ja nie jestem jego dzieckiem, bo mój ojciec był
            bezpłodny (oni mimo wieloletnich starań nie mieli dziecka, ja przyszłam na świat
            też dopiero po 10 latach małżeństwa moich rodziców). Mam dowody, że ojciec nigdy
            nie poddawał w wątpliwość swojego rodzicielstwa, ale drugiej żonie w takim
            właśnie świetle przedstawił moja mamę. Zatem znam manipulacje mężczyzn, ale
            tutaj nie jest mowa o oczernianiu byłej żony przez męża, tylko o relacjach
            małego dziecka i innych postronnych osób z otoczenia matki.
            Co do wątpliwości o dobre chęci założycielki wątku: dziecko jest dzieckiem, może
            budzić litość i ciepłe uczucia. Ja na przykład mam tak, że jak widzę, że dzieje
            się krzywda nawet obcemu dziecku, zawsze współczuję i chciałabym móc nieść mu
            pomoc. Tu wszak jest mowa o dziecku, z ktorym spędza się dużo czasu i które umie
            okazac wdzięczność. W moim odczuciu troska o małego jest jak najbardziej
            zrozumiała.
            Powtarzam, nie jestem zwolenniczką ślepej wiary w oszczerstwa mężczyzn, nie
            stoję po stronie facetów pozostawiających żony, ale są wyjątki i tutaj sprawa
            jest ewidentna, bo chodzi o relacje dziecka i wciąganie tegoż dziecka jest
            ZAWSZE złe i godne potępienia, bez względu na ból.Od kojenia bólu muszą być
            inni, nie małe dziecko.
            • kicia031 Re: Obiektywizm 13.07.09, 10:37
              tutaj sprawa
              > jest ewidentna,

              jestes strasznie latwowierna, skoro na podstawie opisanej historii
              uwazasz, ze sprawa jest prosta i oczywista.

              Ja po paru miesiacach zwiazku z moim partnerem tez mialam takie
              przekonanie, zreszta w wyszukiwarce mozesz znalezc moje posty pisane
              w podobnym tonie.

              Doswiadczenie zyciowe nauczylo mnie, ze taka pewnosc jest zludna.

              PS nie dziwie sie, ze matke trafia szlag, gdy ojciec zabiera dziecko
              na lody w sytuacji, kiedy nie powinien tego robic. Potem ojciec daje
              noge, bo przeciez on nie mieszka z dzieckiem na codzien, a matka nie
              spi po nocach siedzac przy chorym maluchu, musi zwalniac sie z
              pracy, organizazowac opieke, albo tracic urlop.
              • feathergirl Re: Obiektywizm 13.07.09, 11:29
                Do kicia:

                Zdaje się, że przedstawiony przeze mnie wątek zaczyna się rozmywać w świetle dyskusji o tym, że na pewno mój facet jest wszystkiemu winien, ja także i w ogóle najlepiej, żebyśmy dali sobie spokój, bo matka dziecka i tak ma racje. Prosiłam o rady, jak można próbować dotrzeć do tej pani, ale okazuje się, że w zamian dostaję tylko opinię o tym, ze na pewno ona jest fantastyczna, a mój facet zły i że dobrze się dzieje, jak się dzieje, bo zasłużył. Może i zasłużył, ale co do tego ma dziecko?


                > Doswiadczenie zyciowe nauczylo mnie, ze taka pewnosc jest zludna.

                A co ma powyższe do faktu, że dziecko jest świadkiem całego zła? Można mu to jakoś ograniczyć jeśli nie zlikwidować problemu? Bo moim zdaniem - powinno się coś z tym zrobić.

                gdy ojciec zabiera dziecko
                > na lody w sytuacji, kiedy nie powinien tego robic. Potem ojciec daje
                > noge, bo przeciez on nie mieszka z dzieckiem na codzien, a matka nie
                > spi po nocach siedzac przy chorym maluchu, musi zwalniac sie z
                > pracy, organizazowac opieke, albo tracic urlop.

                I tu, widzisz, bardzo się mylisz. Od powrotu eks do pracy, jedyną osobą, która brała opiekę na małego był mój facet. Jej praca nie pozwala na branie opieki ani wolnego, więc to zawsze tylko i wyłącznie on siedział z Młodym, jeździł po lekarzach, pilnował lekarstw. A ostatnio także ja.

                Co to znaczy, że dziecko nie powinno być zabrane na lody? Czyli gdzie powinno? Zdrowy chłopak, który nie choruje non stop, tylko raczej rzadziej w porównaniu z dziećmi w jego wieku ma prawo do jednego loda od czasu do czasu? Czemu mama nie ma problemu, gdy sama go zabiera na te nieszczęsne lody? P.S. Do lasu i na łąki nie wolno chodzić bo są kleszcze, nad jezioro tez nie, bo dziecko się utopi, długie wycieczki autem są niewskazane, bo powodują chorobę - jaką nie wiem, bo Młody uwielbia jeździć autem i nie ma choroby lokomocyjnej. To są zarzuty eks. I nikt mi nie wmówi, że są racjonalne. Dziecko i tak jeździ z nami gdzie chce i nic mu nie jest, ale mając świadomość tego, że w domu czeka zadyma, nie jest już tak beztrosko nastawiony do świata. Czy to jest ok?

                Może ta pani po prostu zazdrości, że my gdzieś Młodego zabieramy, coś mu pokazujemy, chcemy go czegoś nauczyć, a ona oferuje mu mniej? I to nie z powodu ograniczeń materialnych, tylko raczej z braku chęci. Żyję tutaj, mam oczy i uszy i zdaję sobie sprawę, że tak może być. Nie oceniałam jej na podstawie własnych urojeń - początkowo wydawało mi się, że rozsądkiem więcej zdziałamy niż emocjami, ale napisałam tutaj, bo szukałam porady, co zrobić jeśli ewidentnie żadnej współpracy nie ma, a ja uważam, że to co się dzieje, jest dla dziecka sytuacją złą.

                To teraz powinnam się wypiąć na wszystko, powiedzieć mojemu, że sorry Winetou, ale poczekam parę lat, aż wyjdzie szydło z worka, bo na pewno wszystkiego o tobie nie wiem, a do tego czasu - róbta co chceta, ja mam sytuację Młodego w de i tyle?

                P.S. Nigdy nie mówiłam, że znam mojego faceta jak własną kieszeń, ale długa znajomość, także wtedy gdy oboje byliśmy w związkach, kumplowanie się - dało mi jakiś ogląd na sprawę, bo jako mój kolega dawno temu nie musiał się ani starać, ani mnie zdobywać, ani opowiadać farmazonów o byłej. Pewne rzeczy widać było gołym okiem. Tyle, że nie sądziłam, że po rozwodzie i po czasie, jaki upłynął, konflikt zamiast się wyciszyć, narasta i odbija się na dziecku.
                • dyderko Re: Obiektywizm 13.07.09, 12:31
                  Wyluzuj dziewczyno, Kicia już tak ma, że podejrzenie że facet
                  porzucił żonę od razu wiąże ją emocjonalnie z tą porzuconą. Ta,
                  swoją drogą bardzo mądra, kobieta widzi świat jedynie przez pryzmat
                  własnych przeżyć. Jak czegoś ona nie doświadczyła to tego nie ma i
                  kłamstwem jest każde inne twierdzenie. Tak więc przestań się kopać z
                  koniem i uznaj że ona tak ma i już. Nie bądź taka jak ona, nie
                  musisz wszystkich przekonywać że jest tak Ty widzisz. Weź z rad to
                  co może Ci się przydać a resztę odpuść.
              • sebalda Re: Obiektywizm 13.07.09, 11:55
                kicia031 napisała:

                > tutaj sprawa
                > > jest ewidentna,
                >
                > jestes strasznie latwowierna, skoro na podstawie opisanej historii
                > uwazasz, ze sprawa jest prosta i oczywista.

                Pisząc o tym, że sprawa jest ewidentna, mialam na myśli fakt, że o wielu
                sprawach wiemy nie z relacji ojca dziecka, ale samego chłopca, a jakoś trudno mi
                dopatrywać się w dziecku kłamcy i krętacza. Tu nasza podejrzliwość była by chyba
                jednak naprawdę dziwna. Cały czas chodzi mi nie o sprawy między dawnymi
                małżonkami, a jedynie o kwestie wykorzystywania do walki dziecka, co jest nie do
                przyjęcia. I stąd potępiam jednak matkę chłopca, nic nie upoważnia do wciągania
                dziecka w takie sprawy, absolutnie nic.
                Doświadczenie życiowe uczy różnych rzeczy, ale nie można wszystkich traktować
                jedną miarą, wszystkich podejrzewać o jakieś niecne zamiary czy czyny. Może
                jestem naiwna, ale przeginanie w drugą stronę też nie jest dobre. Zawiedzione
                przez mężczyzn nie możemy oceniać wszystkich przez pryzmat tego zawiedzenia,
                wszystkich potępiac i podejrzewać. To niezdrowe. Wszak zdarzają się podłe,,
                głupie i podstępne żony. Czyż nie? Skąd pewność, że tu tak nie jest?
                • kicia031 Re: Obiektywizm 13.07.09, 12:15
                  Jestem podejrzliwa, poniewaz widze tu mechanizm osychologiczny,
                  przez ktory sama przeszlam i ktory widzialam setki razy na forum
                  macochy.

                  Ja nie twierdze, ze dziecko klamie. Twierdze, ze dziecko przechodzi
                  konflikt lojalnosci i strach przed utrata rodzicow i ze moze w
                  zwiazku z tym przedstawiac rzeczywistosc jednostronnie.

                  Moja pasierbica bardzo kocha swojego ojca. Ich wiezi sa glebokie,
                  podtrzymywane od lat, bliskie, cieple. A jednak gdybys posluchala co
                  Mala mowi o matce, to pomyslalabys, ze Exia jest potworem. Potem sie
                  okazuje, ze to nieprawda.

                  Podam ci przyklad: jest weekend "matczyny". My jedziemy sabie na
                  wycieczke, dzwoni Mala, wyjac, ze mama ja pobila, rozciela jej reke
                  do kosci wazonem i w ogole tragedia.
                  Chlop w szoku, przerazony, zaczyna ustalenia ze mna co robic, bo on
                  musi tam jechac ratowac swoje dziecko (ktore jest 350 km stad).
                  Ustalamy plan, co zajmuje z pol godziny, chlop dzwoni do Malej, zeby
                  sie nie denerwowala i ze jedzie do niej. na to slyszy, ze nie ma
                  potrzeby, bo ona wlasnie idzie z mama na zakupy.
                • kornel-ka123 Re: Obiektywizm 13.07.09, 12:23
                  może i nie jest, ale jednak w większości wypadków jest. Wejdź na
                  forum samotne mamy i zobacz co tam się dzieje, główny problem to jak
                  przetrwać do pierwszego. A potem wejdź na e-tatę - a tam problemy z
                  wytryskiem. Codzienne zmartwienia nigdy nie będą pomocne w
                  wychowywaniu dzieci. Autorka pisze, że tata płaci alimenty i jeszcze
                  coś. Większości facetom się zdaje że to co dają to fortuna, a skoro
                  im się wydaje to znaczy że im się wydaje. Cóż się potem dziwić, że
                  matkę trafia, że ojciec z ciocią zabierają dziecko na wycieczkę
                  skoro ona nie wie skąd wziąć na czynsz. Ojciec dziecka powinien
                  załatwić sprawy z matką TAK JAK NALEŻY I BEZ ROBIENIA JEJ ŻADNEJ
                  ŁASKI bez względu na to co zasądził czy nie zasądził sąd (bo w
                  sądzie wcale sprawiedliwości nie ma) i nie drażnić matki takim czy
                  innym na luzie życiem. To jest moim zdaniem klucz do spokoju
                  dziecka.
                  • feathergirl Re: Obiektywizm 13.07.09, 12:32
                    kornel-ka123 napisała:

                    > może i nie jest, ale jednak w większości wypadków jest. Wejdź na
                    > forum samotne mamy i zobacz co tam się dzieje, główny problem to jak
                    > przetrwać do pierwszego. A potem wejdź na e-tatę - a tam problemy z
                    > wytryskiem. Codzienne zmartwienia nigdy nie będą pomocne w
                    > wychowywaniu dzieci. Autorka pisze, że tata płaci alimenty i jeszcze
                    > coś. Większości facetom się zdaje że to co dają to fortuna, a skoro
                    > im się wydaje to znaczy że im się wydaje. Cóż się potem dziwić, że
                    > matkę trafia, że ojciec z ciocią zabierają dziecko na wycieczkę
                    > skoro ona nie wie skąd wziąć na czynsz. Ojciec dziecka powinien
                    > załatwić sprawy z matką TAK JAK NALEŻY I BEZ ROBIENIA JEJ ŻADNEJ
                    > ŁASKI bez względu na to co zasądził czy nie zasądził sąd (bo w
                    > sądzie wcale sprawiedliwości nie ma) i nie drażnić matki takim czy
                    > innym na luzie życiem. To jest moim zdaniem klucz do spokoju
                    > dziecka.

                    Teraz to mnie po prostu zatkało. Po pierwsze - tłumaczyć się z sytuacji
                    finansowej naszej i eks nie zamierzam, ale gwarantuję Ci, że jej sytuacja jest
                    dobra i niczego jej nie brakuje. Dla przykładu podam, że właśnie kupuje sobie
                    nowe mieszkanie za gotówkę, a my nadal nic własnego nie mamy.

                    Po drugie - w którym moim poscie dostrzegłaś informację, że ktoś tej pani robi
                    jakąś łaskę? Może poproszę o fragmenty?

                    A końcówka to mnie już do łez ze śmiechu doprowadziła - mamy nie drażnić matki
                    takim czy innym na luzie życiem. Ok - to od dzisiaj siedzimy w domu, jemy suchy
                    chleb, dziecku nawet kredek nowych nie kupię, bo po co ma rysować tutaj - w domu
                    ma i z matką rysuje. Acha - i sprzedamy samochód, kasę wpłacimy eksi na konto,
                    bo przecież drażni ją, że spędzamy czas z dzieckiem na luzie. Od dzisiaj koniec
                    z luzem. Przecież to takie szkodliwe dla dziecka, bo psuje jego relacje z matką.

                    Umarłam ze śmiechu. Umarłam i chyba już nic więcej nie napiszę.
                    • kornel-ka123 Re: Obiektywizm 13.07.09, 12:42
                      Ja nie znam Waszej sytuacji i sytuacji matki tego dziecka, napisałam
                      ogólnie jak to najczęściej jest - tzn. matka do roboty, ojciec do
                      zabawy, z czego mogą rodzić się dodatkowe frustracje. Jeśli Cię to
                      śmieszy to nic na to nie poradzę
                      • sebalda Re: Obiektywizm 13.07.09, 13:23
                        Dlaczego większość z nas ma taką skłonność do generalizowania, podciągania
                        wszystkiego i wszystkich pod jeden schemat? Mam naprawdę złe doświadczenie z
                        moim ojcem i jego drugą żoną, która po śmierci taty powiedziała mi wprost, że
                        przecież dobrze wiem, że nie jestem jego biologicznym dzieckiem i wszyscy to
                        wiedzą, więc jak śmiem rościć sobie prawo do jego majątku (i tak poszłam na
                        wielkie ustępstwa). Zatem mój kochany tatuś wobec niej wyparł się ojcostwa, a
                        ona nie miala skrupułów, żeby mi to wywalić. Czy po takich przeżyciach mam
                        osądzać wszystkich facetów i ich drugie żony jednakowo źle? Jeśli jest 1000
                        skrzywdzonych przez mężów kobiet, czy nie może się zdarzyć przypadek odwrotny?
                        Dziecko bez powodu nie żali się na matkę, a jeśli potwierdzają to postronne
                        osoby, to należałoby jednak się zastanowić, a nie traktować sprawę
                        jednoznacznie, bo w większości przypadków....itd.
                        Gdyby tylko ktoś z zaufanych osób matki Młodego mógł wyjaśnić jej, że swoim
                        postępowaniem robi wielka krzywdę własnemu dziecku. Ani eksa, ani jego partnerki
                        z pewnością nie poslucha, to by tylko dolało oliwy do ognia, ale może ktoś z jej
                        otoczenia mógłby spróbowac omówić to z nią, przytaczając odpowiednie przykłady.
                        Ideałem byłby terapeuta, ale o tym z pewnością nie może być, jak rozumiem, mowy.
                        Życzę cierpliwości i wytrwałości w walce do dobro dziecka. Jesteś może i osobą
                        postronną, ale jesteś też człowiekiem czułym na krzywdę dziecka i tylko dobrze
                        to o Tobie świadczy, wbrew temu, co niektóre osoby tutaj piszą. Rozgoryczenie
                        bywa bardzo destrukcyjne.
                        • kornel-ka123 Re: Obiektywizm 13.07.09, 13:39
                          sebalda napisała:

                          > Dlaczego większość z nas ma taką skłonność do generalizowania,
                          podciągania
                          > wszystkiego i wszystkich pod jeden schemat?

                          Może tylko dlatego, że sama nie znam żadnej rozwiedzionej
                          szczęśliwej i opławającej w dostatki wyrachowanej kobiety, która
                          wystawiła męża do wiatru. Z pewnością na to co piszemy mają wpływ
                          osobiste doświadczenia i wcale nie chodzi tu o wylewanie swoich żali
                          przy okazji cudzych problemów. Ale myślę, że dobrze jest poznać
                          opinię kogoś kto jest z tej drugiej strony. Wszak chodzi tu o
                          rozwiązanie problemu tego dziecka, a nie o samo poklepanie po
                          ramieniu autorki wątku. Od samego przyznania faktu czy nie-faktu, że
                          matka jest niezrównoważona nic się nie zmieni
                          • kornel-ka123 Re: Obiektywizm 13.07.09, 14:08
                            Osobiście - z perspektywy swoich doświadczeń oczywiście - uważam, że
                            zachowanie eks żony partnera może wynikać jeszcze z wielu innych
                            spraw niż tylko samo rozstanie i to on powinien się tym zająć.
                            Z drugiej strony zastanawia mnie dlaczego wśród tylu ubolewań nad
                            strasznym zachowaniem matki nie padła żadna konkretna rada
                            rozwiązania problemu, np. żeby ojciec wystąpił o opiekę nad synem
                            albo chociaż zgłosił sprawę na policję skoro dziecko jest tak
                            krzywdzone, poszedł z małym do psychologa. Sama autorka też nic o
                            tym nie pisze.
                            Chyba naiwnie się wszystkim przejęłam i bez sensu się udzielam.
                            • feathergirl Re: Obiektywizm 13.07.09, 17:42
                              kornel-ka123 napisała:

                              > Osobiście - z perspektywy swoich doświadczeń oczywiście - uważam, że
                              > zachowanie eks żony partnera może wynikać jeszcze z wielu innych
                              > spraw niż tylko samo rozstanie i to on powinien się tym zająć.
                              > Z drugiej strony zastanawia mnie dlaczego wśród tylu ubolewań nad
                              > strasznym zachowaniem matki nie padła żadna konkretna rada
                              > rozwiązania problemu, np. żeby ojciec wystąpił o opiekę nad synem
                              > albo chociaż zgłosił sprawę na policję skoro dziecko jest tak
                              > krzywdzone, poszedł z małym do psychologa. Sama autorka też nic o
                              > tym nie pisze.
                              > Chyba naiwnie się wszystkim przejęłam i bez sensu się udzielam.

                              Ja chyba też naiwnie sądziłam, że spotkam się z jakimiś konstruktywnymi radami i propozycjami, a także pytaniami, a nie będę się musiała idiotycznie tłumaczyć (@kicia: podałam to mieszkanie jako przykład, a nie ubolewam nad tym, że nie mamy własnego. Halo? Czytasz co piszę? Moja postawa obronna wynika z Twojego czepiania się detali, które nie mają związku ze sprawą).

                              Co do kwestii zabrania dziecka do psychologa, to niestety matka odrzuciła w ogóle taką propozycję argumentując, że tatuś chce zrobić z dziecka wariata (sprawa była jeszcze w trakcie separacji na tapecie). Co do zamieszkania z dzieckiem, to bardzo byśmy chcieli, ale pewnie nikogo nie zaskoczy fakt, że na propozycję, że Młody zamieszka z tatą, eksia powiedziała spokojnie, że będzie ją ściągał z drzewa, bo pójdzie się powiesić w dniu, kiedy dziecko się wyprowadzi.

                              Co do policji. Udowodnij dzisiaj przemoc psychiczną? Fizyczna była dokumentowana, ale w stosunku do byłego już męża, bo dziecka nie uderzyła nigdy. On się boi jej wrzasków i wyzwisk. A do czego wzywać policję? Bo była żona powiedziała do mnie ty ch..ju, a dziecko to powtarza?

                              Kończę tą wypowiedzią moją tutaj obecność, która jak widzę niektórych bardzo zabolała - do tego stopnia, że postanowili zaatakować mnie, mojego faceta, a nawet dziecko, które na pewno opowiada bajki o mamusi, bo chce się jej pozbyć. Jeśli pojawią się jakieś konstruktywne posty, to odpowiem, ale tłumaczyć się nie zamierzam, bo przyszłam z problemem, a zostałam podejrzana o Bóg wie co.

                              Co do kici to zastanawiam się nad jednym... Może ja jestem psychiczna jakaś, może mi na mózg padło, ale jeśli czepiać się szczegółów, to zastanawia mnie co jest złego w interesowaniu się dzieckiem faceta, nawet jeśli jest się z nim tylko 1 dzień? Jedna interesuje się od razu, druga odrzuca dziecko i nie chce go przyjąć do wiadomości... I tak źle i tak niedobrze? Ech.. chyba nie do końca. A kwestia nr dwa - co jest złego w tym, że moglibyśmy mieć plany mieszkaniowe, pracowe czy jakiekolwiek inne, które mogłyby nas wiązać na dłużej? To tylko pary z minimum 9 letnim stażem mogą takowe mieć? Czyli, ooops, ja mój eks związek zmarnowałam, bo po 10 latach zamiast mieć wspólne plany, nie mieliśmy nic. Czyli, idąc dalej tym tropem, teraz powinnam poczekać przynajmniej 20 kolejnych zanim się zdecyduję... Hmmm.. szczęśliwy związek po 50tce? Sorry, ale wolę spróbować teraz. Wolę żałować, że nie wyszło, niż żałować, że nie spróbowałam.

                              Matkę Młodego postanawiam olać. A Młodego nadal będziemy zabierać w świat, pokazywać mu go, dzielić z nim pasje i rozwijać te, które ma, może kiedyś jego matka zajmie się swoim życiem i całą energię przeleje na to, żeby być szczęśliwą, a nie na to jak unieszczęśliwić innych. A jak nie - cóż, jej strata.
                              • chalsia Re: Obiektywizm 14.07.09, 00:55
                                > Co do kwestii zabrania dziecka do psychologa, to niestety matka odrzuciła w ogó
                                > le taką propozycję argumentując, że tatuś chce zrobić z dziecka wariata (sprawa
                                > była jeszcze w trakcie separacji na tapecie).

                                No i co z tego? Odrzucenie tej propozycji przez matkę nie jest wystarczajacym
                                usprawiedliwieniem na nie skorzystanie z pomocy fachowca. Jak jest potzreba, to
                                się idzie, nawet jak druga strona jest na nie.

                                > była jeszcze w trakcie separacji na tapecie). Co do zamieszkania z dzieckiem,
                                > to bardzo byśmy chcieli, ale pewnie nikogo nie zaskoczy fakt, że na propozycję,
                                > że Młody zamieszka z tatą, eksia powiedziała spokojnie, że będzie ją ściągał z
                                > drzewa, bo pójdzie się powiesić w dniu, kiedy dziecko się wyprowadzi.

                                nie ma to, jak się dac zaszantazować tanim chwytem.
                              • cegielka612 Re: Obiektywizm 14.07.09, 08:10
                                Tak sobie myślę, że może faktycznie warto wystąpić o ustalenie
                                opieki, żona będzie się musiała zgodzić na badania nie tylko dziecka
                                ale i jej. Gróźb że sobie coś zrobi nie traktowałabym poważnie, a
                                jeśli faktycznie jest taka rozchwiana emocjonalnie to tym bardziej
                                nie powinna się zajmować dzieckiem. Twój partner musi wziąść mamunię
                                na rozmowę i jej w paru słowach wytłumaczyć, że albo się uspokoi
                                albo spotkają się w sądzie. Jeśli zależy mu na dziecku to niech o
                                niego walczy. Jeśli świadkami wybuchów eks-żony jest nawet jej
                                rodzina bo może i z nimi warto porozmawiać - może zgodzą się na
                                świadkowanie? Skoro pokojowe metody nie przynoszą skutku może trzeba
                                iść na wojnę?
                                W ogóle nie rozumiem tej zbiorowej solidarności z matką dziecka, nie
                                ważne jaki człowiek ważne że matka czy jak? Matkę trzeba
                                usprawiedliwiać, szukać dla niej wyjść i opcji, szanować jej
                                potrzeby i wybory,wogóle dmuchać i chuchać a ojciec to ma łożyć, być
                                na zawołanie kiedy trzeba a kiedy trzeba to zniknąć? Wszyscy znają
                                podłych ojców ale podłe matki to w ogóle nie występują?
    • kicia031 jestem coraz bardziej pelna podziwu 13.07.09, 13:10
      w separacji byli około roku, rozwiedli się kilka
      miesięcy temu, zaczęliśmy się spotykać niedawno.

      Dla mnie jest smieszne, ze bedac w nieformalnym zwiazku od kilku
      miesiecy zachowujesz sie jakbys byla zona od 20 lat, znala wszelkie
      sytuacje i uklady ze wszelkimi szczegolami i mogla z cala pewnoscia
      wyrokowac o tym, jak sie sprawy naprawde maja.
      Dla mnie pewnosc z jaka sie wypowiadasz i czarno-biale widzenie
      sytuacji jest dowodem na to, ze jestes w fazie zaslepienia misiem i
      nie widzisz sytuacji takiej, jaka ona naprawde jest.

      Taka uwaga na boku, abstrahujaca od twojej macochowej sytuacji:
      jestes z tym mezczyna od, jak sama piszesz, kilku miesiecy, nawet
      jesli znasz go dluzej, i juz planujesz z nim reszte zycia i
      ubolewasz, ze nie kupiliscie wspolnego mieszkania? Sorry, ale dla
      mnie to niewiarygodne, ze mozna w tak krotkim czasie podejmowac
      powazne zyciowe decyzje, ktore maja wplyw na zycie innych ludzi
      wokol nas. No ale to ja...
    • karolina331 Feathergirl, 14.07.09, 10:03
      Powtarzam, kobitę olać, niech ją szlag.
      Nie słuchać baby, nie rozmawiać z nią, nie oglądać jej.
      Robić swoje.
      Skupić się na własnym związku.
      Skupić się na własnym szczęściu i rozwoju.
      Ustalić własne zasady i nauczyć dzieciaka tych zasad przestrzegać.
      W domu matki dzieciak może sobie robić co zechce, w Twoim domu - ma
      przestrzegać Twoich zasad.
      Zadbać o dobre wykształcenie dla dziecka.
      Wymagać od dziecka: pracy, pomocy, poszanowania Ciebie i ojca
      dziecka.
      Niczym się nie przejmować. Wyrośnie z dziecka głupek?
      Pech.
      To nie Twoje dziecko. Ty się STARAŁAŚ.
    • evenjo Medea 19.07.09, 19:28
      W "Medei" (któryś z greckich antycznych autorów-Sofokles?) jest opisana taka
      właśnie historia. Kobieta zdradzona przez męża mści się na nim zabijając dwójkę
      ich wspólnych dzieci-nota bene-synów. Zemsta jest rozkoszą, nie tylko bogów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka