xavmato
06.02.11, 13:42
Wykształcenie nie jest towarem…
Absolwent studiów nie musi i nie powinien być osobą o mentalności przedstawiciela handlowego. Propagując ową „mało humanistyczną” tezę o sprzedaży pracy możemy osiągnąć jedynie poziom społeczeństwa pożytecznych idiotów, którzy być może będą w stanie produkować skomplikowane podzespoły lub inwestować na giełdzie, ale pozbawieni będą umiejętności abstrakcyjnego myślenia i refleksji. Może z tym brakiem refleksji przesadziłem, bo będą zmuszeni wypełnić samokrytyczną ankietę w dużej korporacji.
Studia to nie inwestowanie na giełdzie. Trudno zmuszać człowieka zainteresowanego historią starożytnego Rzymu, by wybierał z powodów koniunkturalnych studia inżynierskie. Potrzebni nam są „nieproduktywni” znawcy filozofii, historycy, etycy…
Mam dwie twarze. Twarz „absolwenta nierentownego kierunku”: wieloletnia pasja od czasów licealnych, trudny i wymarzony temat doktoratu, życzliwy odzew z zagranicy, milczenie w Polsce, zostaję doktorem… Starania o pracę na uczelni: NIE, NIE, NIE… Albo bez odzewu. Po pół roku piszę prośbę o zwrot dokumentów, które złożyłem w związku z ogłoszeniem. Nawet nie zostałem powiadomiony o wyniku konkursu. Dokumenty łaskawie zwrócono. Zaczynam analizować skład młodej kardy naukowej i okazuje się, że mam do czynienia z „rodziną na swoim”. Typowa polska patologia: nepotyzm i załatwianie stanowisk. Konkurs? Pod konkretną osobę. Aż chce się śmiać. Współczuję tym, którzy oddali swoje serce studiom. Współczuję zetknięcia z polską rzeczywistością. Współczuję rozgoryczenia, gdy dowiedzą się, że miejsce na uczelni zajęte jest dla narzeczonej syna dziekana, a w szkole musi pracować córeczka czy syneczek pani od fizyki…
Moja druga twarz to oblicze pragmatyka cieszącego się wolnym zawodem. Studia odbyłem bez entuzjazmu, takie naukowe małżeństwo z rozsądku. I dla pieniędzy, bo to właśnie dzięki tym studiom mogę pracować, odpoczywać, pozwolić sobie na hobby czy w końcu założyć rodzinę. Nie jestem zmuszony mieszkać przy rodzicach, dorabiając od czasu do czasu zastępstwem za chorą „panią” w miejscowej szkole. Mogę też pozwolić sobie na dobrą szkołę językową. Po to, by kiedyś zrealizować marzenia.