czarnysadov
03.08.09, 03:20
Spotykamy się z szeroką dyskusją na temat kryzysu męskości. Temat ten jest szeroko omawiany, dlatego postanowiłem się skupić na kryzysie kobiecości – który jest przemilczany lecz bardzo dobrze zauważalny.
Zygmunt Freud i faza falliczna
Słynny psycholog określił pewien wiek w którym dziewczynki i chłopcy zaczynają zdawać sobie sprawę z odmienności swoich płci. Inaczej reagują chłopcy inaczej dziewczynki. U chłopców pojawia się strach przed kastracją i kobietami (które uważają za wykastrowanych chłopców) u dziewczynek pojawia się zazdrość z powodu nie posiadania członka i poczucie gorszości.
Dokładny opis fazy fallicznej u kobiet wygląda następująco:
„U dziewczynek stadium falliczne także kończy się kompleksem kastracyjnym. Dziewczynka widząc, że organ tak ważny w tym stadium (w przypadku dziewczynki to łechtaczka, która pełni w tym wypadku funkcję małego fallusa) jest znacznie mniejszy niż u chłopca, czuje się mniej wartościowa i zaprzestaje masturbacji. Istnieje kilka rozwiązań tego kompleksu u dziewczynek. Zwykle dziewczynka zaczyna pragnąć namiastki fallusa w postaci dziecka i z tego powodu zwraca się w kierunku ojca. Tak zaczyna się kształtować kompleks Edypa (zwany u dziewczynek także kompleksem Elektry). Kompleks ten nigdy nie znajduje tak radykalnego rozwiązania jak u chłopców. Dziewczynka może także łudzić się nadzieją, że kiedyś będzie miała fallusa, co może zaowocować ukształtowaniem się kompleksu męskości; dziewczynka, a później kobieta za wszelką cenę chce być lepsza od mężczyzn. Może także zaprzeczyć temu, że nie posiada fallusa, co w przyszłości może okazać się przyczynkiem do psychozy.”
Moim zdaniem w obecnych czasach coraz szersze kręgi wśród kobiet zatacza problem wyjścia z tej fazy. Jest to szczególnie widoczne pośród kobiet z szeroko rozumianych środowisk feministycznych. Te kobiety mają szczególny problem z zaakceptowaniem baku członka i poczuciem (nie uzasadnionym) gorszości. Niestety kobiety nigdy nie będą posiadać penisa. Czego nie mogą znieść feministki - wiele kobiet wybiera inne sposoby realizacji samych siebie niż mężczyźni – nie są to wybory ani lepsze ani gorsze – więcej kobiet chce być pielęgniarkami tak jak więcej mężczyzn idzie do wojska, kontynuując więcej kobiet znajdziemy na studiach humanistycznych niż na politechnikach. Oczywiście są kobiety realizujące się w naukach ścisłych i mężczyźni pielęgniarze – to jest naturalne. Problemem jest szerokie poczucie gatunkowej krzywdy. Kobiety które nie wyrosły z fazy fallicznej odczuwają dyskomfort tego że nie posiadają penisa i dla ich gatunku wiąże się to z wieloma konsekwencjami. Wmawiają dookoła iż są prześladowane i że kobiety sukcesu (oczywiście według nich kobieta sukcesów to tylko kobieta odnosząca sukcesy w „męskich” dziedzinach) są kwiatkiem do kożucha stworzonym przez mężczyzn.
Stąd pojawia się presja na to aby w jakiś sposób udowodnić iż się owego mitycznego penisa posiada. Nie da się w normalny sposób zaczyna się szukać możliwość narzucenia prawnie zmiany takiej sytuacji.
Na nic prośby aby uszanować wybór kobiet które realizują się w inny sposób, na nic argumenty że po prostu pewnymi rzeczami mniej kobiet się interesuje lecz te które próbują szans w tych dziedzinach co mężczyźni mają równe szanse. Tu chodzi o udowodnienie czegoś samym sobie.
Mi jako mężczyźnie jest to niezwykle pochlebiające, lecz chyba jednak należy pochylić się głębiej nad problemem i w jakiś sposób wzbudzić dumę w kobietach z tych kręgów z tego kim są i wytłumaczyć im iż najlepiej jest zostawić wszystko naturalnym wyborom podejmowanym przez jednostki zamiast wtrącać się w to z sztucznymi regulacjami. Skrajnym osobnikom zalecał bym wizytę u psychologa.