Dodaj do ulubionych

GLOSOWANIE

IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 21:10
tak mi wpadlo do glowy... som zes cie za abo przeciwko Radio Maryja?

PS.
to nie je prowokacja! (trzeba w czasach dzisiejszych zawsze podkreslic ;-( ) -
tak sie zastanawim, jak to z tym zyndrym (stacjom) wlasciwie je. co sadzicie na
temat RM? jestecie za lub przeciw? wszyjscy sie (podobno) dystansujom. ale jak
to jest naprawdy? czy mozna milczenie traktowac jako odpowiedz na niewygodny
pytanie? pora razy mi sie na dinstrajzach zdarzylo... wolol jol dali niy
pytac. czi milczynie jest raczej brakiem akceptancji dla pytajacego? (jezeli
tak, to dlaczego? - prosilbym rzeczowo). jak to wlasciwie jest?...

PS.
jestem przeciw!
Obserwuj wątek
    • Gość: ! Re: GLOSOWANIE IP: *.bmj.net.pl 15.03.02, 21:19
      W moim sercu zagoscila milosc.
      Kocham wszystkich, nie wylaczajac o. Rydzyka.

      Wyzbadz sie kompleksow nizszosci - odpowiedz sobie na pytanie: kim jestes?
      Pokochaj swiat, a i swiat pokocha Ciebie!
      • Gość: ;-) Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 21:23
        Gość portalu: ! napisał(a):

        > W moim sercu zagoscila milosc.
        > Kocham wszystkich, nie wylaczajac o. Rydzyka.
        >
        > Wyzbadz sie kompleksow nizszosci - odpowiedz sobie na pytanie: kim jestes?
        > Pokochaj swiat, a i swiat pokocha Ciebie!

        heeeeeeeeee?....



      • Gość: ;-) Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 21:25
        Gość portalu: ! napisał(a):

        > W moim sercu zagoscila milosc.
        > Kocham wszystkich, nie wylaczajac o. Rydzyka.
        >
        > Wyzbadz sie kompleksow nizszosci - odpowiedz sobie na pytanie: kim jestes?
        > Pokochaj swiat, a i swiat pokocha Ciebie!


        czy wy juz nie macie swojego zdanie?
        ;-(
        • Gość: ks.prob. Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 21:33
          Drodzy w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia!

          Rozpoczęliśmy już nowy rok. Jesteśmy o rok starsi, o rok bardziej doświadczeni,
          ale i o rok bliżej końca naszego życia. Warto więc przy takiej okazji pomyśleć,
          jak przeżyliśmy ten miniony okres czasu, czy nie był on zmarnowany, czy mamy
          czym pochwalić się przed Bogiem i przed bliźnimi?

          Kiedyś, dawno temu na jednej z lekcji w piątej klasie nauczycielka zadała
          dzieciom zadanie domowe. Miały opisać najpiękniejszy dzień swojego życia. Jedna
          uczennica napisała wstrząsające słowa: "Moim najwspanialszym dniem w życiu był
          dzień, kiedy to milicja zabrała do więzienia mojego tatusia. Od tamtej pory
          nikt do domu nie wraca pijany, nie robi awantur, nie bije po głowie mamusi, nie
          wyrywa włosów, nie krzyczy i nie używa brzydkich wyrazów. Od tego dnia nastał
          spokój w naszym domu." Oto wypowiedź 12-letniego dziecka. Chyba nie potrzeba
          żadnego komentarza, zwłaszcza oglądając w dzień Nowego Roku rozbite butelki i
          ogromne spustoszenie na ulicach miasta po tzw. "zabawach" sylwestrowych.

          Drodzy w Chrystusie Panu! Na pewno każdy z nas ma jakieś wspomnienia i mógłby
          opowiedzieć swój najwspanialszy dzień, choćby jeden z wielu dni minionego roku.
          Jednak chyba nikt nie przeżył większej radości jak pewna staruszka, którą
          odwiedziłem z wizytą duszpasterską kilka lat temu. Nie wiem, czy ktoś może
          sobie wyobrazić, jak ta starsza osoba ucieszyła się, kiedy ktoś przyszedł do
          niej w odwiedziny. Przez cały rok nikt do niej nie zaglądał. Nie miała ona
          żadnych dzieci ani krewnych, a sąsiedzi daleko mieszkali, aż na drugim końcu
          bardzo długiego korytarza w bloku... Jedyną osobą, która weszła do jej
          mieszkania i usiadła na starym, przedwojennym krześle, aby porozmawiać przez
          chwilę, był ksiądz po kolędzie. Tak babcia przeżyła tę wizytę, że kilka dni
          później zmarła. Miała 67 lat.

          Gdyby mnie ktoś zapytał, który dzień był najwspanialszy w moim życiu, miałby
          trudności z odpowiedzią, gdyż było wiele takich dni. Na pewno takim pamiętnym
          dniem, nie tylko dla mnie, ale także dla rodziców i całej mojej rodziny, był
          dzień święceń kapłańskich i prymicji. Ale jednak wydaje mi się, że chyba jednak
          jeszcze bardziej wspominam dzień, kiedy będąc na jednej z parafii kilka lat
          temu podczas rekolekcji wielkopostnych siedziałem w konfesjonale i przyszedł do
          mnie penitent, który ostatni raz był do spowiedzi jeszcze przed rokiem mojego
          urodzenia. Nie pamiętam już jakie miał grzechy i co mówił, ale sam fakt, że
          przyszedł pojednać się z Bogiem za moim pośrednictwem po tak długim czasie,
          daje wiele do zastanowienia i chyba dla tego nawróconego grzesznika ten dzień
          był również bardzo pamiętny.

          Drodzy w Chrystusie Panu! Na pewno wielu z obecnych na dzisiejszej Mszy św.
          pojechało do Legnicy 2 czerwca ubiegłego roku i widziało na własne oczy Ojca
          św. Było to dla każdego niezapomniane przeżycie. Ten, kto nie był, niech
          żałuje. Wielu ludzi wspominać będzie ten dzień bardzo długo i ze wzruszeniem.
          Innego rodzaju doświadczeniem była dla wielu ludzi pamiętna lipcowa powódź.
          Nawet ci, którzy nie byli na zalanych terenach, ale oglądali ją w telewizji,
          jeszcze przez wiele lat będą o tym opowiadać. Tak więc każdy z nas przeżył w
          zakończonym już roku różne dni, dobre i złe.

          Zaczęliśmy już nowy rok, mamy dziś pierwszą niedzielę roku. Jest to najlepsza
          okazja, aby podjąć jakieś postanowienia, zmobilizować się do lepszego,
          pełniejszego życia chrześcijańskiego, aby uporządkować wiele spraw, różnych
          niedociągnięć i zaniedbań. Na przykład żyją na terenie naszej parafii pary bez
          ślubu kościelnego, które nie mają żadnych przeszkód, aby zawrzeć sakrament
          małżeństwa i prowadzić uczciwe życie po Bożemu. Nowy rok i wizyta duszpasterska
          może być najlepszą okazją do uregulowania tego, co może było dawno temu
          zaniedbane. Ponadto wielu ludzi pojednało się z Bogiem przed Świętami, przyjęli
          Komunię św., przyszli do kościoła... Czy nie warto byłoby zmobilizować się, aby
          jak najdłużej wytrwać bez grzechu ciężkiego i przychodzić co niedzielę do
          kościoła i przystępować do Komunii św., aby umacniać się w dobrym życiu
          sakramentalnym i dawać dobry przykład swoim dzieciom, wnukom i sąsiadom?

          Już niedługo, na wiosnę rozpoczną się wykopy i ruszy budowa kościoła. Jest to
          najlepszy moment, aby ci, którzy jeszcze do tej pory nie zaangażowali się w
          działalność parafii, by zainteresowali się tym, co dzieje się dobrego na ich
          osiedlu i ofiarowali chociaż godzinę swego czasu dla Pana Boga. Zwłaszcza
          wypadałoby, aby to uczynili ci, którzy mają najwięcej czasu, którzy już
          przeszli na zasłużoną emeryturę i - zamiast siedzieć godzinami przed
          telewizorem lub z butelką na działce, pomyśleli o swoich obowiązkach
          chrześcijańskich.

          Nowy Rok to również okres, kiedy mogą ożywić się i rozwinąć działalność różne
          wspólnoty i ruchy religijne na terenie parafii. Warto więc wspomnieć że są
          takie wspólnoty wśród nas i z radością przyjęłyby nowych chętnych i pełnych
          zapału - na przykład matki Żywego Różańca, stowarzyszenie rodzin katolickich,
          katolickie stowarzyszenie młodzieży, wspólnota lektorów i ministrantów zarówno
          młodszych, jak i ministrantów starszych, już żonatych... Do tego dochodzi
          jeszcze akcja katolicka, grupa charytatywna, chórek dziecięcy, krucjata
          eucharystyczna. Ponadto przydałby się jakiś kościelny lub kościelna...

          Na terenie naszej prafii mieszka spora liczba młodzieży szkół średnich oraz
          studentów. Gdyby było trochę chętnych, możnaby rozwinąć duszpasterstwo
          akademickie lub inne zajęcia dla młodzieży, na przykład koło biblijne. Jest
          wiele możliwości i propozycji. To od każdego z nas zależy, jak przeżyjemy ten
          nowy rok, czy dobrze wykorzystamy czas, dany nam przez Pana Boga, czy nie
          zmarnujemy żadnej godziny. A przecież któregoś dnia, któregoś roku - wcześniej
          czy później - będziemy musieli przecież rozliczyć się ze wszystkiego i stanąć
          przed Bogiem. Co odpowiemy, kiedy Pan Bóg zapyta nas: "Człowieku, co tak
          naprawdę dobrego zrobiłeś w swoim życiu?" Amen.

          • meg_s Re: GLOSOWANIE 15.03.02, 21:43
            Gość portalu: ks.prob. napisał(a):

            > Zaczęliśmy już nowy rok, mamy dziś pierwszą niedzielę roku.

            hop, hop mamy już marzec

            > Już niedługo, na wiosnę rozpoczną się wykopy i ruszy budowa kościoła.

            a w której to gliwickiej parafii?
          • Gość: ! Re: GLOSOWANIE IP: *.bmj.net.pl 15.03.02, 21:43
            Szczesc Boze Ksieze Proboszczu!!! :-)))))))))
            • Gość: ks.prob. Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 21:50
              Drodzy w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia!

              Drzewem dobrym, które złych owoców wydać nie może, jest Duch narodowy podług
              Boga, to jest miłość Ojczyzny dobrze pojęta: tego, słowy Pisma Świętego
              dowodzić będziemy.

              Mojżesz opisując rozejście się synów Noego po świecie, powiada, iż się
              rozdzielili: Każdy według języka swego i domów swych w Narodach swoich (Rdz 10,
              5; 31). Zajęcie tedy pewnego obszaru, wówczas wolnego, przez ludzi zbliżonych
              rodzinnym pochodzeniem i językiem wspólnym, dało początek i stanowi naród. Bóg
              obiecując rozmnożyć Abrahama, obiecuje mu zarazem osobną ziemię. Uczynię Cię
              Narodem wielkim i będę Ci błogosławił, i zaraz potem: Nasieniu twemu dam ziemię
              tę (Rdz 12, 2; 7). Wprowadzając tam potomków jego, chwali tę ziemię, aby się do
              niej przywiązali, zwąc ją zawsze: ziemią dobrą, i przestronną (Wj 3, 8). [...]
              Tak więc istota społeczeństwa wymaga, aby kochać ziemię, którą się wespół
              zamieszkuje. Uważamy ją za matkę i karmicielkę wspólną, przywiązujemy się do
              niej, i to łączy i trzyma na miejscu ludzi. Miłość rodzinnej ziemi jest niejako
              prawem ciężkości narodów; [...] Tymczasem ta rzymska charitas patrii soli, to
              przywiązanie do piasków, i bagien, i śniegów w których się kto rodził, trzyma
              ludzi na miejscu, i nadto łączy ich i przywiązuje do siebie. Istotnie węzeł ten
              dziwnie za serce chwyta kiedy myślimy, że ta ziemia, która nas za życia nosiła,
              przyjmie zwłoki nasze po śmierci. [...]

              Miłość Ojczyzny nie ogranicza się do tęsknoty do ziemi samej, ale szczególniej
              objawia się w miłości współobywateli. I zaprawdę, jeśliśmy winni kochać
              wszystkich ludzi, tak iż właściwie, dla Chrześcijanina nie ma cudzoziemca, tym
              bardziej winniśmy kochać naszych rodaków. Cała miłość, którą mamy dla nas
              samych, dla naszych rodzin i przyjaciół, skupia się w miłości Ojczyzny, w
              której szczęściu mieści się szczęście wszystkich. Toteż nie ma pokoju, nie ma
              wesela dla dobrego obywatela, kiedy Ojczyzna jego jest pognębiona. [...]

              Zbawiciel świata pokazał się nie tylko miłosiernym względem wszystkich, nie
              tylko dobrym i uległym synem względem rodziców, którym był poddany (Łk 2, 51),
              ale nadto dobrym obywatelem, wyznając się posłanym do zgubionych owieczek
              Izraela. (Mt 15, 24). [...]

              Apostołowie naśladowali Zbawiciela w tym przywiązaniu. [...] Pierwsi
              chrześcijanie, pomimo najokrutniejszych prześladowań, najwierniejszymi byli
              krajowi swemu; nie było waleczniejszych żołnierzy, ani lepszych obywateli i
              takimi są prawdziwi chrześcijanie aż do dni naszych. Wielki Bossuet,
              streszczając takie i tym podobne dowody, następujący daje wyrok: ktokolwiek nie
              kocha społeczeństwa, do którego należy, to jest kraju, w którym się urodził,
              nieprzyjacielem jest samego siebie i całego rodzaju ludzkiego. A ponieważ w
              Polaku uczucie to jest żywsze jak w innych krajowcach, ja dodam, że Polak,
              który nie kocha kraju swego, który nie ma ducha narodowego, nic i nikogo oprócz
              siebie nie ukocha, żaden rząd ani prywatny człowiek pociechy z niego mieć nie
              będzie: takiego człowieka ja się lękam.

              Miłość tedy ojczyzny dobrze pojęta sprawiedliwa jest, wrodzona, od Boga wlana
              do serc, słowami Ducha Świętego i przykładem Zbawiciela zalecona: Dobre to
              drzewo złych owoców wydać nie może. Nie tu źródło nieszczęść naszych. Owszem,
              nadzieja nasza w tym, że mamy sprawę dobrą. Widzieliśmy, że Bóg jest twórcą
              narodów. Ziemie, które z początku posiadły różne plemiona, uważa za dane wprost
              przez siebie, i nie cierpi by kto inny, bez szczególnego pozwolenia jego śmiał
              je zabierać. [...]

              Wprawdzie: Królestwo bywa przenoszone od narodu do narodu, dla
              niesprawiedliwości i krzywd, i potwarzy, i rozmaitych zdrad. (Koh 10, 8). Nie
              powiemy, że tych u nas nie było; owszem, wobec Boga zawiniliśmy; ale sąsiadom
              naszym nie szkodziliśmy, czasem pomagaliśmy, bośmy się w ich sprawy jak oni w
              nasze nie mieszali. Podział Polski był dopuszczeniem Boga za grzechy nasze;
              niemniej przeto był winą i błędem ze strony sprawców, karą cięższą na nich za
              niewiarę wówczas powszechnie panującą i wypędzenie dobrej wiary z polityki. Co
              Bóg dopuszcza, niekoniecznie już w tym ma upodobanie; karząc jednego przez
              drugich, niekoniecznie karze przez niewinnych, niekoniecznie karać myśli zawsze
              jednego; owszem, życie narodów jest tylko doczesne, kary też tylko doczesne,
              Bóg widząc pokutę i poprawę, losy przemieni; i do wszystkich stosują się te
              słowa mędrca: Królestwo bywa przenoszone od narodu do narodu, dla
              niesprawiedliwości i krzywd, i potwarzy, i rozmaitych zdrad.

              Powiedzieliśmy, że podział Polski był winą i błędem. Winą: bo jasno rządy
              pokazały, że nie ma już w polityce ani prawa, ani sprawiedliwości; że siła sama
              wszystko znaczy, lekcja, której się ludy aż nadto dobrze i aż nadto prędko
              nauczyły. Stąd tak częste wybuchy i tak częste triumfy ludów nad rządami: bo z
              dwóch stron tylko siła walczy. Błędem: bo naprzód z upadkiem Polski znikło
              bezpieczeństwo i pokój Europy, znikła równowaga, nie ta sztuczna i ludzkiego
              wymysłu, ale prawdziwa i przez samego Boga postanowiona. Nie przypadkiem bowiem
              ludy różnych usposobień i własności, sympatyczne między sobą lub antypatyczne,
              są obok siebie położone; ale z przewidzenia mądrości Bożej, ale dla takiego
              utrzymania równowagi i całości politycznej, jak siła dośrodkowa i odśrodkowa
              trzyma w równowadze i całości świat planetarny. Wyrywając naród z rodziny
              europejskiej, zachwiano równowagą i bezpieczeństwem jej politycznym; i odtąd
              nie ma pokoju i być nie może. Błędem to było po wtóre, bo przyprowadzić do
              rozpaczy lud liczny a bitny, jest to koniecznie założyć ognisko rewolucji
              społecznej. To Maria Teresa przeczuwała i przewidywała, ulegając, niestety,
              powodom politycznym swoich radców stanu. O tym wszyscy winni byli myśleć, to
              ich dziś troska.

              Sprawa nasza, powtarzam, w gruncie dobra; sprawa to całej Europy, sprawa
              bezpieczeństwa i pokoju tych nawet, którzy Polskę podzielili. Sprawa nasza tym
              lepsza, że naród polski był podzielony wówczas i dlatego, gdy już własnym
              szlachetnym wysileniem zaczął dzieło poprawy, byłby za łaską Bożą do rychłej i
              zupełnej doszedł. Sprawa nasza nadto, połączona jest ze sprawą Kościoła na
              całym Wschodzie i Północy. Wszystko to powody do nadziei. Czy stąd idzie, że
              mądre i godziwe było i jest zrywać się co chwila do broni? Najmilsi moi! piękne
              to jest zapewne po ludzku, że w tej epoce interesów wyłącznie materialnych,
              jeden naród nie wahał się nigdy dla idei, dla uczucia poświęcić majątku i
              życia; że każde wzrastające pokolenie przychodziło z kolei w krwi własnej
              zapisać protestację przeciw jakiemukolwiek przedawnieniu praw narodu; ale cóż,
              kiedy tych poświęceń Bóg nie chciał, a chciał innych, którycheśmy mu albo
              wcale, albo nie dosyć dawali. Bo najbardziej po ludzku rzecz biorąc, jeżeli
              naród liczny i bitny przy wszystkich zasobach niepodległego bytu nie zdołał się
              obronić przeciw napaści zewnętrznej, jakże się wydobędzie w braku tychże
              wszystkich środków zewnętrznych, a bez wewnętrznej poprawy? Tego nie umieliśmy
              zrozumieć, nie umieliśmy w pokucie i pracy wewnętrznej czekać chwili
              miłosierdzia Bożego; i dlatego za każdym wysileniem obciążaliśmy tylko jarzmo
              nad sobą, coraz zmniejszaliśmy nawet możność do tej pracy i poprawy
              wewnętrznej; a przecie do niej dojść trzeba, to zadanie żywotne dla nas. Każdej
              sprawie jest czas i pogoda, mówi Mędrzec Pański. Czas i odpowiedź rozumie serce
              mądrego... Czas milczenia i czas mówienia... czas wojny i czas pokoju... (Koh
              8). [...] Za mord nad narodem rzucił wściekły lud francuski trzem monarchom
              północy, jakby rękawicę, krwawą głowę Ludwika XVI. Rewolucję francuską
              wcieliwszy w siebie Napoleon, państwo, które pierwsze podało myśl podziału
              Polski, w jednej bitwie rozbił, drugie zmniejszył, utrapił, poniżył, i żonę z
              domu dumnego dawnością i godnością dać sobie kazał, trzeciemu stolicę spalił.
              Po upadku tego połowicznego
              • Gość: ks.prob. Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 21:52
                Po upadku tego połowicznego mściciela naszego, mocarstwa wśród balów
                wiedeńskich, po połowie tylko zrozumiały rękę Bożą, po połowie tylko wymierzyły
                sprawiedliwość. Łatwiej zresztą zrozumieć, jak wykonać. Łatwiej przyznać, że
                nabytek był nieprawny i niebezpieczny, jak pozbyć się go; bo już stał się
                potrzebnym i fałszywy punkt honoru stał na zawadzie. Wrócono nam tedy, choć
                ciasny i ograniczony byt narodowy, uświęcono prawem wspomnienia i nadzieje; za
                silna pokusa dla narodu tak żywego, w którym uczucie nad rozwagą przeważa. Że
                mocarstwa nie oddały nam zupełnej sprawiedliwości, że wiele z obietnic nigdy w
                życie wprowadzonych nie było, inne rychło skrzywione lub zagrożone zostały, to
                ich wina, ich troska dotychczas i na później. Naszym było zadaniem przyjąć z
                rąk Boga to pół bytu za połowę poprawy naszej i korzystać z wolności
                zostawionych, względnie jeszcze dosyć wielkich. Czyśmy użyli tej wolności ku
                dobremu? Czy w jakimkolwiek stanie aby jedna myśl płodna się pojawiła? Niestety
                nie! Okrom ulepszeń materialnych, starsi się bawili w czcze formułki
                liberalizmu zachodniego, młodsi w konspiracje. Ci ostatni wywołali powstanie
                Listopadowe, a nie śmieli rzeczy rozpaczliwej sami dalej prowadzić, i oddali ją
                starszym, oględniejszym, nieprzygotowanym. Starsi znowu nie mieli serca synów
                swoich poświęcić, ani do Boga wołając w niebezpieczeństwie, którego nie
                wywołali, wszystkich sił natężyć, by się z niego wydobyć. Tak być musiało i
                będzie, ile razy młodzież radzić będzie, a starzy wykonywać. Poświęceń było bez
                miary, chwały dosyć na pokrycie wielu błędów i osłodzenie długich cierpień, ale
                ani rady w panach radnych choć światłych, ani u hetmanów choć bitnych, ani
                sporości nie było, bo woli Bożej nie było, bo ludzie jej nie śledzili, nie
                czekali, bo po ludzku Opatrzność wyprzedzać i przebojem naprzód iść chcieli.
                Bóg pcha ludzi i wypadki, ale się sam pchnąć nie da. Miłosiernie okrutny!
                wiedział dlaczego miał karać, karał w miłości. Już hydra rewolucyjna pełzała po
                rynsztokach Warszawy. Owoce, jakie wydała na bruku paryskim, byłaby wydała choć
                trochę później, i w kraju. Z daleka tylko cząstkową rozniosła zarazę; w domu, w
                samych wnętrznościach narodu, zepsuwszy jego soki, objawiłaby się była
                nieuleczonym rakiem w boleściach samobójczego konania.



                *



                Największa szkoda, jaką trzy dwory nam, sobie i Europie wyrządziły, była ta, iż
                Polaków skrzywdzonych, rozżalonych przeciw władzy, rzuciły w objęcie Francji w
                najgorszym jej okresie. Już w powstaniu Kościuszkowskim wyuczeni, wzięli się do
                klubów i wieszania; powtórzyli to i w Listopadowym. Za pierwszym i za drugim
                razem były to konwulsje śmierci. Wszystkim natychmiast ręce i serca opadły, bo
                lud nasz nie ma natury rzeźniczej i krwią się brzydzi. Trzeba długiej i
                umiejętnej pracy, aby go rozbestwić. Nasi do tego niezdolni, sami mistrzowie w
                pół drogi przerażeni stają; niemniej jednak boleści zadadzą jak tępe żelazo,
                jak ramię niewprawne. Dwie te pierwsze próby ograniczały się do samej stolicy,
                mało osób w nich udział miało. Dopiero za przybyciem Emigracji do Francji duch
                rewolucyjny rozwinął się w system, stał się szkołą, stał się sektą, oblókł się
                w ciało. Duch ten burzący i niszczący, duch rozdwajający serca i umysły,
                zagłuszony hukiem dział napoleońskich, odgrzany w pokoju jak wąż w zanadrzu,
                obudził się w rodzinnym swym ognisku i rozwiewał się jak dym przed burzą w
                Europie. Młodzież polska przychodziła sama grzać się i czadzić, myśląc, że się
                oświeca. Przynosiła żal do rządów to nas ciemiężących, to opuszczających.
                Przynosiła żal do sterników sprawy narodowej, samą ich obecnością i wzrastającą
                w duszach dumą drażniona, wspólnotą cierpienia nie rozbrojona. Jedna była
                jeszcze przeszkoda: ostatki wiary i uczuć rodzinnych uniesione z domów. Ale
                uczucie samo bez podstawy, bez światła religijnego, niedługo się mogło oprzeć
                atmosferze niedowiarstwa ogarniającej zewsząd, z rozmów przyjaciół
                niebezpiecznych, a najuczynniejszych, i z czytań dziennych do umysłów
                wchodzącej. Niedowiarstwo francuskie, a pod koniec i niemieckie, już się i u
                nas do umysłów wkradać zaczęło. Serce się jeszcze czas niejaki broniło; głowa
                coraz mocniej szalała, usta bluźnić głośniej zaczęły i głos serca przytłumiły.
                Niepobożność zresztą należała do oświaty i postępu: próżność i duch systemu
                pomogły do skrzywienia sumień.

                Słusznie powiedziano: straszny człowiek jedną tylko znający książkę, jedną
                tylko myśl mający; młodzież emigracyjna jedną tylko książkę czytała: Dzieje
                rewolucji francuskiej, jedną myśl wyczytała, potrzebę rewolucji społecznej do
                odbudowania Polski. Przywiązanie do Ojczyzny tak w nas jest żywe i namiętne, iż
                ludzie wierzący, ludzi sumienni, jeszcze niekiedy przebiorą miarę w użyciu
                środków na jej korzyść: cóż dopiero kiedy wiara w sumieniach przygaśnie? Wtedy
                Ojczyzna stanie się jedynym, wyłącznym, najwyższym celem, któremu wszystko
                winno być poddane, a który wszystko uświęca. Stąd wyrzuty czynione z
                przerażającą dobrą wiarą: iż ludzie religijni poddają miłość Ojczyzny miłości
                Boga, doczesność wieczności, środki ku służbie krajowej sumieniu. Ludzie tacy,
                bez wiary, którzy naśladując rewolucję francuską, bawili się w kreskowanie, czy
                jest Bóg, to święte imię zastępowali naturą, Opatrzność losem, słowami bez
                znaczenia; których deizm, oderwany w praktyce równał się z ateizmem, ci ludzie
                nie wahali się okrzyknąć rewolucji społecznej w Polsce! Wiem, że Bóg, umiejący
                ze złego dobre wyciągać, niekiedy i tych strasznych środków ku zdrowiu
                społeczeństwa dopuszcza. Wiem, że trucizny leczą, wiem, że mocne napoje i
                gorączka siły na czas pewien zwiększają: ale wiem także, że takie leki
                gwałtowne, chorobę gubiąc, życie zabijają; że siły sztucznie obudzone, długie
                osłabienie i niemoc wywołują, niekiedy śmierć. Wiemy, jak Niemcy drogo opłaciły
                wojny religijne, jak drogo Francja rewolucję społeczną opłaca. Najsilniej
                uorganizowane narody reform społecznych, nawet spokojnych i prawnych, w czasach
                gdy wszystkie siły na zewnątrz są wytężone, nie zaczynają: jakże u nas w stanie
                gwałtownym, w stanie podboju, sił ani zewnątrz nie staje, dodać jeszcze walkę
                wewnętrzną? Jak dodać rewolucję czwartą, swojską, do trzech rewolucji stałych?
                bo podział Polski był aktem najwyżej rewolucyjnym, i wszystko, co rządy czynią
                u nas ku wynarodowieniu, jest koniecznie rewolucją. Podkopywać wiarę, zmieniać
                gwałtownie prawa, zwyczaje i obyczaje, wywracać wszystko, co było wiekami
                uświęcone, nie jestże rewolucją? Tak, gdy ościenne rządy trzykrotną u nas
                rewolucję odprawiają, nasi rewolucjoniści czwartą wewnątrz wzniecają i przeciw
                komu? Oto przeciwko tejże samej klasie siły swoje wytężyli, która i obcym
                rządom najbardziej jest nie na rękę, w której, pomimo wszystkich błędów i
                niedostatków, najżywiej jeszcze wspomnienia, myśl i uczucia narodowe się
                przechowują: przeciw posiadaczom ziemskim, przeciw szlachcie. Dlaczego? Bo
                rewolucja francuska szlachtę zniszczyła. Ale dla Boga! Czyż szlachta nasza
                przeciw sprawie narodowej się sprzysięgła, czy orężnie ją zwalczała, czy też
                przeciwnie, wczas i niewczas, majątków i piersi dla Ojczyzny nie nadstawiała? A
                jej przecie pogrożono ogniem i mieczem. Skądże do tego przyszło? Oto młodzież
                nasza obejrzawszy się po świecie, zawstydziła się i zabolała nad stanem chłopka
                polskiego: nie jeden, który potem za daleko poszedł, zrazu istotnie tym
                szlachetnym uczuciem był powodowany. Nie przyznali jednak, iż tej krzywdy w
                kraju albo wcale albo też żywo nie czuli, że zatem i postępowanie starszych
                braci jest częściej skutkiem nie zastanowienia się, nie przewidywania, jak złej
                woli. Wszakże ta szlachta polska, jedyna w świecie, umiała dla dobra Ojczyzny
                przywileje swoje ograniczyć, niższym klasom praw postąpić, resztę obiecać.
                Gdyby życie narodowe nie było gwałtownie przerwane, nasiona reform w ustawie
                Sejmu Czteroletniego złożone, siłą
                • Gość: ks.prob. Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 21:55
                  Gdyby życie narodowe nie było gwałtownie przerwane, nasiona reform w ustawie
                  Sejmu Czteroletniego złożone, siłą rzeczy byłyby do zupełnego, godziwego
                  rozwinięcia doszły. Propaganda przeto słowa i pisma na korzyść włościan ku
                  szlachcie powinna się była zwracać, nie przeciw niej. Po ludzku rzecz biorąc,
                  nie pamiętali niebaczni, iż we Francji posiadającej liczny stan średni,
                  zniszczenie gwałtowne szlachty nie przerwało tradycji myśli i uczuć narodowych;
                  u nas, z małymi wyjątkami, kto składa stan średni? Oto naród w narodzie, naród
                  silnie uorganizowany, bystry, przemyślny, a cokolwiek w siebie i w niego
                  wmawiamy, obcy, czekający tu, na ziemi, innej ojczyzny - naród żydowski. On
                  tedy miał wychować lud nasz i zastąpić szlachtę w rozwijaniu myśli narodowej.
                  Tak na wszystkie następstwa zamykało oczy naśladownictwo obcych. Przez to samo
                  szkło francuskie patrzyli na lud nasz, którego nie mieli czasu poznać albo już
                  czas mieli zapomnieć: na lud nasz dobry, ale gruby, który pod dobrym kierunkiem
                  jest aniołem, pod złym staje się zwierzęciem.

                  Wszakże po odrzuceniu szlachty, trzeba było znaleźć w ludzie wszystkie warunki
                  do istnienia organicznego narodu potrzebne, trzeba było znaleźć w nim siłę do
                  wywalczenia bytu: i dlatego z odwagą rozpaczy ogłoszono wszechwładztwo ludu.
                  Najmilsi moi! Bóg jeden jest wszechwładny: bo on jeden wszechmądry.
                  Wszechwładzę ten tylko mieć winien i posiada, kto jest wszechwiedzący i władzy
                  swojej nadużyć nie może. Dlatego jakimkolwiek kanałem władza na społeczeństwo
                  spływa, w jakimkolwiek kształcie objawia się, z woli jest albo z dopuszczenia
                  Bożego, ale zawsze z Boga, źródła wszelkiej władzy. Lud może i bywa narzędziem,
                  środkiem, oznaczenia, wypowiedzenia woli Bożej; ale i wówczas właściwie nie
                  daje władzy. Albowiem zdolności i cnót, dla których wybiera kogo do rządzenia
                  sobą, ani światła i pomocy do dobrych rządów nie daje lud, daje tylko Bóg.
                  Wszechwładztwo przeto czysto ludzkie, czy to w kształcie jedynowładztwa, czy
                  wielo, czy gminowładztwa, nie jest pojęciem chrześcijańskim: bo człowiek, o ile
                  jest człowiekiem, nie ma prawa do panowania nad człowiekiem, ani tym bardziej
                  nad społeczeństwem. Że dla pogan, którzy stracili byli kryterium prawdy
                  przystanie większej liczby na jedno mogło się wydawać prawdą bezwzględną, to
                  rzecz prosta; ale odkąd znamy prawdę Bożą, niezależną od przyzwolenia
                  ludzkiego, owo starożytne: vox populi, vox Dei, nie ma już znaczenia, choć się
                  nałogowo po głowach plącze. Zresztą, u stóp krzyża, niezmierna większość ludu
                  żydowskiego skazując Chrystusa na śmierć, praktycznie niedorzeczności kryterium
                  pogańskiego dowiodła. Wszakże głos ludu, jak głos pojedynczego człowieka, może
                  być głosem Boga, jeżeli wola Boża jest wolą jego, to jest jeżeli lud czy
                  człowiek przyjmuje i głosi prawdę Bożą. Otóż lud nasz dopóki niezbłąkany,
                  trzyma się jak umie i rozumie głosu Boga; nasi tedy gminoluby musieli zaraz
                  zadać uroczyste kłamstwo swej zasadzie. Wyznając bowiem zasadę wszechwładztwa i
                  wszechwiedzy ludu, zamiast pytać jego woli i czerpać z jego światła, zaczęli go
                  uczyć. Stanęli więc jako mistrzowie ludu nie wybrani, ale narzucający się
                  przebojem, to jest rewolucyjnie; i co więcej, zaimprowizowali się na urzędowy i
                  nieomylny organ ludu polskiego. A że klasa wyższa, osądzona za niezdolną i
                  zgubną dla kraju, mogła przeszkadzać w uszczęśliwieniu ludu, stanęli jako
                  władza rewolucyjna, gotowa użyć wszelkich środków, by to szczęście ludowi
                  zabezpieczyć. I słusznie: bo jeżeli lud jest bogiem, tedy wszelki środek na
                  korzyść jego użyty jest święty. Mówiono głośno o potrzebie dyktatury dla
                  wychowania ludu, któraby się zapewne była przedłużała, bowiem postępowe
                  rozwijanie ludu jest nieograniczone. Chęć panowania właściwa jest wszelkiemu
                  fałszowi, bo nie drogą przekonania, ale gwałtu swoje przeprowadza. Szła tedy
                  przygotowawcza propaganda ustna i piśmienna. Pokazały się Słowa Boże a
                  niezbożne, Prawdy niby żywotne, a śmiertelne narodowi. Dzienniki biły na
                  nietolerancję, na fanatyzm, śmiały się z przesądów, a w gruncie rzeczy uczyły
                  obojętności w wierze i po prostu niewiary: bo trzeba było najpierw skrzywić
                  sumienie chrześcijańskie, aby się mogło zgodzić na środki rewolucyjne. Trzeba
                  było najpierw obudzić namiętności nieznane dotąd ludowi polskiemu, nienawiści,
                  a szczególniej chciwości. Podkopywały one wciąż prawo własności, bijąc na
                  tyranię wiekową szlachty, na prawa nieprzedawnione ludu; zachęcały, by się
                  upominał o własność swą i prawa, a tyrańską mniejszość jako raka wysysającego
                  zdrowe soki wyciął. Zasady te dochodziły zwykle z drugiej dopiero ręki uszu
                  ludu; strona ich praktyczna przynajmniej czepiła się serca, namiętności
                  obudzone mają swą nieprzepartą logikę: i tak zaraza niewidzialna obejmowała
                  lud, jak woda podziemna sączy się przez najgrubsze pokłady ziemi. Że jednak
                  naród nasz w ogólności przywiązuje się do mężów którzy orężem, piórem albo radą
                  zasłużyli się krajowi i imię swoje wsławili, a nie łatwo poddaje się ludziom
                  nieznanym, trzeba było najpierw te imiona skazić i niepodobnymi na przyszłość
                  uczynić; nad tym pracowały pisemka lżejszej broni, starannie i zbytkownie na
                  wygnaniu wydawane. Wysłańcy też przedzierali się do kraju z dziwnym
                  poświęceniem i odwagą, godną lepszej sprawy. A czyim kosztem i z czyją pomocą?
                  Czy ludu? - gdzie tam! lud grosza nie dał i palcem nie ruszył. Kosztem i pomocą
                  samej szlachty, która się we wszechwładztwo ludu bawiła już z odurzenia głowy,
                  już z chęci popularności i znaczenia, już ze strachu o gardło na dany
                  przypadek; i jak mogąc się starała, a kieszenie na wyższe cele wypróżniała.
                  Dziwna, ale smutna krotochwila! Ci, którzy mają paść ofiarą rewolucji, zwykle
                  ją przygotowują, jej służą. Dlaczego? Bo w epokach niewiary i wzburzenia
                  wszyscy mniej więcej przyjmują te same fałszywe zasady i dziwią się potem, że
                  odważniejsi i logiczniejsi nie chcą z innymi stanąć w pół drogi, ale do
                  ostatnich jej następstw rozwijają i wprowadzają w życie. Takie jest dziś
                  położenie świata. Prawda z fałszem przemieszana bije się z fałszem okraszonym
                  prawdą i dlatego walka tak zażarta i długa, dlatego zwycięstwa fizyczne rzeczy
                  nie rozstrzygają, bo fałsz zawsze mocny przeciwko prawdzie niecałej, a prawda
                  wtedy tylko zwycięża, kiedy całkowita. A nie chcą ludzie, skarżący się na
                  zgubne zasady, obrócić się do Boga, który w zakonie swoim i Kościele złożył
                  lekarstwo jedyne na choroby tak społeczne, jak osobiste; i dlatego kary końca
                  nie mają. Są prawa odwieczne, które kto zmienia podważa wszystkie podwaliny
                  ziemi, (Ps 81, 5). Wówczas narody się chwieją, jakoby opojone winem (Iz 19).
                  Duch zawrotu je porywa i przewracają się jak chory na swym łożu: płakała i
                  zeszła ziemia i zemdlała: ściekł świat, zemdlała wyniosłość narodu ziemi, a
                  ziemia splugawiona jest od obywateli swoich, iż przestąpili zakon, odmienili
                  prawo, złamali przymierze wieczne. (Iz 24, 55).

                  Dojrzewały w cieniu owoce rzuconego ziarna, ale zewnątrz jeszcze widzialne nie
                  były. Rządy ślepo bezpieczne na społeczne ruchy, zaczęły więcej myśleć o
                  stosunkach międzynarodowych. Patrzyła Anglia niespokojnie na Carogród i Indie,
                  po Niemcach w zamyśleniu patrzących na północ, dreszcz zimny przebiegał.
                  Parlamenty, dzienniki, te gęsi kapitolińskie nowszych czasów, zaczęły coraz
                  głośniej wywoływać imię Polski; sam Rzym tak cierpliwy, tak długomyślny, za
                  uciśnionymi w sumieniu Polakami się odezwał. O! gdybyśmy umieli zostawiać
                  wypadki rozwijaniu się naturalnemu i czekać w pogotowiu! O! gdybyśmy umieli
                  służyć Ojczyźnie nie ruszając się przed czasem i nie psując co czas Boży ku nam
                  i na korzyść naszą pędzi! A tu nam pilno naprzód się wyrywać! Pilno zmarnować
                  pracą i cierpieniami narodu nagromadzone zasoby, pilno przyszłość Ojczyzny na
                  niepewny los puścić! I jaka stąd korzyść? Dawniej jeszcze bito w dłonie
                  zuchwałemu gladiatorowi wolności, oliwą i winem rany opatrywano tego
                  S
                  • Gość: ks.prob. Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 21:57
                    Dawniej jeszcze bito w dłonie zuchwałemu gladiatorowi wolności, oliwą i winem
                    rany opatrywano tego Samarytanina narodów: a tu nagle krzyk zdumienia, a
                    później śmiechu, echem niemieckim rozległ się po Europie, nie widzącej już ani
                    siły ani zręczności, tylko samo zuchwalstwo. [...] Tak się udało powstanie w
                    Poznańskiem i Galicji 1846 roku.

                    Nie skończyło się na klęsce zewnętrznej, już przez się bolesnej, otworzyła się
                    nadto głęboka rana w samym wnętrzu narodu. Rząd krakowski zapowiedział wolność,
                    jakiej dotychczas nie było: chłopi galicyjscy odpowiedzieli śmiechem
                    szatańskim, rozbijając czaszki panów. Co swoi siali w śmieci, to jest w złe
                    namiętności ludu, to weszło zdradą niemiecką. Trudno przebacza kto się lękał i
                    pokazał, że się lękał; najtrudniej przebacza obrażający. Po raz pierwszy
                    odkryto przed światem, rozdwojenie wewnętrzne narodu: lud polski jednej wiary i
                    języka, wyrzekając się pochodzenia swego, w imię obcego władcy mordował braci
                    swoich. Bóg miłosierny docześnie i dotykalnie ukarał morderców, ale grzech
                    Kaina powtórzył się na ziemi naszej. Początek cierpień naszych znaczy krwawy
                    słup z Humania podnoszący się ku niebu, drugi wystrzelił około Tarnowa: oby
                    oznaczał ich koniec!...

                    Czy rewolucjoniści nasi po takim doświadczeniu uderzyli się w piersi? Czy
                    zawołali do narodu: Bracia! wybaczcie, chcieliśmy dobrze, ale zbłądziliśmy i
                    ciężko zawinili?... Naród, który przebaczył zwiedzionemu chłopu, który w dwa
                    lata potem dawał pocałunek braterski urzędnikom austriackim i pruskim, byłby
                    chętnie przebaczył. Nie, tego przyznania się do winy nie było, tylko pobicie na
                    duchu: i dlatego poprawy być nie mogło. Pokazały to wypadki 1848 roku.

                    Świadczę się wszystkimi, którzy mnie słuchali i czytali, że zawsze zapowiadałem
                    iż wypadki zaskoczą nas nieprzygotowanych, jak złodziej. Świadczę się, że odkąd
                    przyszły, nie miałem chwili wesołej, ani złudzenia. Wszyscy wołali: teraz czas,
                    ja dodawałem: ale nie zaraz. Widziałem jacy ludzie, jakie zasady wyszły na jaw:
                    i byłem pewny, że pod takim pędem nic zbawiennego dla nas wypaść nie może,
                    chyba cudem. Zapowiedziałem tedy przejście długiej drogi krzyża i potrzebę tylu
                    prawie cudów ze strony Boga ilu nas jest, aby to chwilowe przemienienie mogło
                    nas doprowadzić do zmartwychwstania. Żalono się wówczas że ducha psuję i
                    osłabiam: wolę takie wyrzuty, jak wyrzut własnego sumienia, gdybym kogo naprzód
                    na stracone popchnął. Jak korzystaliśmy z wypadków 1848 roku? Oto, parę
                    demonstracji bez celu z ludem paryskim zraziło nam całą część oględną i lękliwą
                    narodu i samą władzę: bo rewolucjonista w opozycji i rewolucjonista u władzy,
                    to dwie istoty nic wspólnego nie mające. Pobiegliśmy potem ku ziemi ojczystej,
                    ze zwykłym poświęceniem polskim, rzucając miejsca i sposób do życia. Pojechali
                    jedni pojedynczo i cicho, drudzy, ludzie ruchu, głośno, zbrojno, gromadnie i z
                    rządem gotowym. Wyszli towarzysze ich i jednowiercy z więzień pruskich i
                    austriackich; wieńczeni, niesieni w triumfie, siłą rzeczy zagarnęli władzę i
                    kierunek sprawy narodowej. Na próżno ludzie umiarkowani prosili, aby nie iść
                    tak śmiało naprzód: niezorganizowani, odurzeni niespodzianym tokiem wypadków,
                    lękając się pomówienia u swoich o brak poświęcenia, u obcych o brak jedności,
                    ugięli się pod falą rewolucyjną. Powstały obozy w Poznańskiem, powstały kluby i
                    musztry braci Emigrantów w Krakowie i po Galicji: i wkrótce potem bombardowanie
                    Książa, Krakowa i później Lwowa. Dokazywał cudów męstwa pobożny lud
                    Wielkopolski, z kosą rzucając się na działa: na czele garstki mężnych poległ
                    Dąbrowski na rynku Książa. Nie mniejsi od bohaterów termopilskich, na
                    krzyk: "mordują naszych!" biegli Emigranci z gołą ręką na śmierć na ulicach
                    Krakowa: w końcu trzeba było wrócić na wygnanie, a opinia świata potępiła
                    pośpiech i niecierpliwość naszą. Czy przez to chcę bronić dwuznaczności,
                    gwałtowności w postępowaniu dwóch rządów niemieckich? Czy utrzymuję, że miano
                    potrzebę i powód do bombardowania Książa, Krakowa, Lwowa? Dalekie to od mego
                    sumienia! Ale mi żal, że bracia moi pozór do takich srogości dali, żal mi, że
                    nie możem cierpieć z Chrystusem bez najmniejszej winy i błędu. Do tych rządów
                    słowa nie mam: choćby mnie słyszały, nie usłuchają; do was się odzywam, bo i
                    skutku się spodziewam, i choćbym się nie spodziewał jeszcze mam obowiązek
                    mówienia: abym krwi bratniej, krwi zmarnowanej, ani z przeszłości, ani na
                    przyszłość nie miał na duszy.

                    Na ziemi własnej błądzić, na ziemi własnej szaleć nawet, smutne to zapewne; ale
                    smutniejsze daleko mieszać się w sprawy obce, ze sprawą naszą nawet styczności
                    nie mające. Co Polacy mieli do czynienia w Badeńskiem? Czy bronić ostatków
                    parlamentu frankfurckiego, który przeszedł dyplomatów wiedeńskich i ćwiartkę
                    Polski jeszcze na połowę przekroił? Co mieli do czynienia np. w Toskanii i
                    Genui? jak mogli walczyć w Rzymie z Francuzami, dawnymi przyjaciółmi, dla nie
                    walczenia z którymi po części powstanie Listopadowe wybuchło, których chleb od
                    tylu lat pożywamy i wielu z walczących jadło, i może poń znowu rękę wyciągnęło
                    lub wyciągnie? Jak śmiała garstka ludzi ściągnąć nieznaną dotąd w dziejach
                    hańbę na nasz naród, by broń podnieść przeciw Namiestnikowi Chrystusa na ziemi,
                    Ojcu naszemu duchownemu, który nas tak kochał!

                    Tu kaznodzieja słyszy szmer i stukanie kilku słuchaczów: przerywa tok mowy i
                    woła:

                    Wyjdźcie stąd niezbożni! Kto was tu przyjść przynaglał albo trzyma? Czemu
                    wnosicie do świątyni pańskiej klubowe, a karczemne zwyczaje wasze? Czy chcecie
                    nas i z kościoła wygnać? Tak się pięknie sprawujecie, że już nas i w kościołach
                    nie chcą i z miejsca na miejsce przenosić się musimy. Nieszczęśliwi! Nie
                    dowodzicież tym postępkiem, że wszystko com powiedział jak mi sumienie kazało,
                    potrzebnie i słusznie powiedziałem i nie dosyć może? Nie dowodzicież, że się do
                    ludu polskiego przyznajecie tylko na jego niesławę i nieszczęście: bo wy nic z
                    nim wspólnego nie macie? Znam ja ten lud i wiem, iżby on nic podobnego nie
                    ścierpiał. Nie, wy należycie do tych, którzy z miłości ojczyzny ciałem i duszą
                    Sułtanowi się oddali, turbany wdziali, Polski się wyrzekli, imię Polski
                    zhańbiwszy, za którymi lud Polski nie pójdzie. Dlatego mówię, dlatego tak
                    mówię, aby nie spadała na naród cały odpowiedzialność za grzechy zaślepieńców,
                    za grzechy niezmiernej mniejszości. Nie dosyć było protestacji, wołać trzeba
                    tak, aby świat cały słyszał, aby Bóg wysłuchał. Może was kto przysłał z tych,
                    którzy się cieszą z każdego zgorszenia, z każdej plamy na imię polskie
                    spadającej. Mnie droga chwała tego imienia, ja kocham mój naród, wie to Bóg!
                    Mniejsza co ludzie powiedzą; a nie taję, że gdyby Polska miała wpaść w ręce
                    bezbożników, gdyby miała zostać piekłem, ja nie chcę widzieć Polski. [...]

                    Przy tej sposobności proszę was Bracia, abyście będąc z wszelką wyrozumiałością
                    dla osób, stali zawsze niezachwianie przy dobrych zasadach, przy prawdzie. Bóg
                    nam każe kochać wszystkich, nieprzyjaciół swoich i naszych; to nam wolno, a
                    więc powinno być miło, a w każdym razie jest obowiązkiem. Ale ten sam Bóg,
                    kochający nieskończenie grzeszników, nieskończenie się brzydzi grzechem: nie
                    wolno nam przeto kochać złego, kochać, a przynajmniej schlebiać i wymawiać
                    fałszu. Nie wolno chcieć inaczej postępować, jak Bóg; nie wolno podług prawa
                    miłości tyczącego się osób, sądzić zasad, które się sądzą w prawdzie i
                    sprawiedliwości. Nie wolno, w co ludzie powszechnie wpadają wychodząc z
                    porządku Bożego, z fałszywej miłości bo nie opartej na prawdzie, pobłażać złym
                    zasadom, a podług ścisłej sprawiedliwości, i często nad sprawiedliwość, sądzić
                    i potępiać ludzi, choćby nie przekonanych. Skąd podobne pomieszanie wyobrażeń u
                    nas tak powszechne? skąd podobny brak odwagi moralnej w narodzie tak rycerskim?
                    Niestety! pochodzi to z braku dokładnej znajomości i przywiązania do zasad
                    prawdy odwiecznej. Stąd brak kryterium pewne
                    • Gość: ks.prob. Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 21:59
                      Stąd brak kryterium pewnego do sądzenia twierdzeń bieżących: wszystko staje się
                      tylko opinią, a więc rzeczą wątpliwą; lenistwo nie pozwala śledzić ostatecznych
                      następstw samych opinii: i tak tanio sprzedajemy prawdę byle żyć w pokoju. Co
                      więcej, ludzie mający wszelką wyrozumiałość dla rozsiewaczy fałszu, surowi są
                      dla obrońców prawdy; dlaczego? Czy przeto, iż ci pewno nie będą szukać odwetu,
                      tamci mogą? Ha! byłaby to najsmutniejsza strona serca ludzkiego... Cokolwiek
                      bądź, złe to jest w narodzie naszym, złe zgubne, trzeba je leczyć jakimkolwiek
                      kosztem. Do pokazania odwagi fizycznej nie mamy zawsze sposobności, nie mamy w
                      tej chwili, zresztą nikt o niej nie wątpi, ćwiczmy się w odwadze moralnej,
                      odwadze obywatelskiej.

                      Za dni naszych obrona prawdy tym trudniejsza, im zaćmienie umysłów grubsze, im
                      namiętności w sercach gwałtowniejsze, a siła często prawem: w tym właśnie
                      zasługa, w tym bezpieczeństwo, że nie dla zabawy, nie na przekorę, nie z krwi,
                      ale z ducha i sumiennego przekonania że rzecz Bożą się czyni. Lada chwila słabe
                      groble towarzyskie mogą ulec parciu wzbierającej fali, może się Europa jak
                      morze zagotować, męty swoje z głębi na wierzch wyrzucić, może się krwią
                      zarumienić; pomimo tego i dlatego ufajmy Bogu, bez którego woli nikomu włos z
                      głowy nie spadnie, i czyńmy i mówmy co prawda, co interes narodu nakazuje.

                      Co do Ojczyzny naszej, raz jeszcze powtarzam: od rewolucji społecznych obcych,
                      a tym bardziej swoich, niczego się nie spodziewajcie, jak tylko większego zła.
                      Dopiero wówczas gdy Europa wytrzeźwi się z szału, gdy chłostą nauczona ukorzy
                      się przed Bogiem i podług prawdy jego z ludźmi i narody obchodzić się zacznie;
                      wówczas pod sercem Zbawiciela wybije dla nas godzina miłosierdzia, wówczas
                      odsłonią się nam przeznaczenia nasze i drogi którymi nas do nich prowadził,
                      wówczas pojmiemy dlaczego tyle, tak długo i więcej od innych ludów
                      cierpieliśmy. Amen.

          • meg_s Re: GLOSOWANIE 15.03.02, 21:53
            Gość portalu: farorz napisał(a):

            ...

            starzy ludzie powiadali, pierwsze pięć minut kazania jest dla Boga, drugie pięć
            dla ludzi, a reszta do diabła

            • Gość: Pieron Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 22:16
              no a co je do Pierona ?!?
              • meg_s Re: GLOSOWANIE 15.03.02, 22:18
                Gość portalu: Pieron napisał(a):

                > no a co je do Pierona ?!?

                to zależy czy Pieron jest człowiek, czy szatan nie kogut
                • Gość: Pieron Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 22:28
                  Jo tam je ajnfach Pieron. I popieronia czasami, a czasami i za kokota poradza
                  robic. Ale te ostatnie to tak ino na ucho i ino Ciebie powiedziouch.

                  Pyrsk !
                • Gość: ks.prob. Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 22:29
                  meg_s napisał(a):

                  > Gość portalu: Pieron napisał(a):
                  >
                  > > no a co je do Pierona ?!?
                  >
                  > to zależy czy Pieron jest człowiek, czy szatan nie kogut

                  Upadli aniołowie - szatani

                  Istnienie szatanów nie jest jakimś wymysłem czy tylko przypuszczeniem, ale faktem
                  objawionym przez Boga, a nauka Kościoła świętego o tej prawdzie jest dogmatem.
                  Czy chcemy czy nie, musimy wierzyć w ich istnienie. Kto by odrzucił prawdę o
                  istnieniu złych duchów lub w nią powątpiewał, popadnie w herezję.

                  Szatan jest naszym największym wrogiem. Nikt jak on nie stara się przeszkodzić
                  nam w zbawieniu duszy. Praca nad tym stanowi jak gdyby jedyny jego cel. Jest
                  krańcowym przeciwieństwem Anioła Stróża: podczas gdy pierwszy pragnie
                  uszczęśliwić człowieka, a Bogu przysporzyć jak najwięcej chwały, drugi usiłuje
                  ściągnąć duszę ludzką w otchłań wiecznego nieszczęścia, a chwałę Stwórcy
                  pomniejszyć.

                  W pierwszych wiekach żyli heretycy zwani Manichejczykami, którzy nauczali, że
                  szatanów Pan Bóg stworzył. Opierali się m.in. na następujących tekstach Pisma
                  Świętego: "Od początku był on (diabeł) zabójcą i w prawdzie nie wytrwał" (J 8,
                  44) oraz "Diabeł trwa w grzechu od początku" (J 3, 8). Wystąpił przeciw temu św.
                  Augustyn i wyjaśnił, że Bóg stworzył tylko dobre duchy. Słowa "od początku"
                  należy rozumieć nie tak, że szatan jest zły od początku swego stworzenia, ale że
                  jest taki od początku swego istnienia jako szatana, czyli złego ducha.

                  Zarówno próba, jak i grzech aniołów nastąpiły zaraz po ich stworzeniu. Jak
                  pierwszym aktem woli dobrych aniołów był akt doskonałej miłości Boga, tak
                  pierwszym aktem woli złych aniołów był akt pychy. Pierwsi zasłużyli sobie na
                  niebo, drudzy na piekło. Nagroda i kara nastąpiły zaraz po próbie. Ojcowie
                  Kościoła i teologowie uczą, że Bóg upadłym aniołom nie dał czasu na pokutę, ale
                  strącił ich do piekła zaraz po grzechu. "Widziałem szatana spadającego z nieba
                  jak błyskawica" (Łk 10, 18), mówi Chrystus. Błyskawica oznacza tu szybkość z jaką
                  po grzechu nastąpiła kara.

                  Dlaczego Pan Bóg nie dał upadłym aniołom czasu na odbycie pokuty? Powodów jest
                  wiele. Wina szatana była bez porównania większa od winy grzesznego człowieka,
                  bowiem jako anioł miał rozum i świadomość doskonalsze. Miał pełne poznanie dobra,
                  a wybrał sprzeciw. Chrystus odkupił człowieka, bo jego upadek pochodził ze
                  słabości ciała, a nie odkupił szatana, który od tej słabości jest wolny. Anioł
                  zgrzeszył z własnej winy - człowiek z namowy. Św. Jan Damasceński mówi: "Dlatego
                  diabeł... wszelkiej pokuty był pozbawiony".

                  Św. Brygida, której Bóg w objawieniach dał poznać naturę dobrych i złych aniołów,
                  mówi o szatanach: "Upadek ich nie pozostawił żadnej nadziei wybawienia. Nikt ich
                  nie zachęcał do złego, więc nie mogli mieć i Odkupiciela". Cytuje również taką
                  rozmowę między Panem Jezusem i Lucyferem:

                  - Dlaczego nie prosisz o miłosierdzie? - powiedział Pan do Lucyfera.
                  - Wolałbym cierpieć raczej jeszcze więcej, aniżeli błagać Twego przebaczenia lub
                  zgiąć kolano przed Tobą - odpowiedział strącony anioł.

                  Dlaczego szatani są tak zatwardziali w złym? Teologowie sądzą, że główną
                  przyczyną jest to, iż nie otrzymali od Boga łaski pokuty. Łaski tej nie mają, bo
                  minął już dla nich czas zasługi. Nie było okresu przejściowego od grzechu do
                  kary. Natychmiast po jego popełnieniu znaleźli się w punkcie krańcowym. Zamiast
                  umiłować Boga, który był ich celem, umiłowali siebie i w tej miłości własnej,
                  która jest zarazem nienawiścią do Boga, trwają.

                  Św. Tomasz twierdzi, że dla anioła pokuta i nawrócenie są wprost niemożliwe, bo
                  nigdy nie odstępuje on od tego co raz wybierze i pokocha. Wynika to z
                  doskonałości jego poznania i rozumu. Kiedy dojdzie do nich wola, jest już
                  integralnie i niewzruszenie z nimi złączona. Anioł nie zna wahań, wycofywania się
                  i powrotów.

                  Źli aniołowie, jak przed upadkiem, tak i po nim tworzą pewną hierarchię. Gdy zły
                  duch opuści człowieka - mówi Pan Jezus - "bierze z sobą siedmiu innych duchów,
                  złośliwszych niż on sam" (Mt 12, 45). Hierarchia złych duchów tworzy się według
                  ich zdolności naturalnych, bo tych przez grzech nie utracili. Demoni niżsi są
                  posłuszni wyższym nie z miłości ku nim ani z zamiłowania do posłuszeństwa, lecz z
                  przewrotności i nienawiści do Boga i ludzi. Ludzie bezbożni, dla wykonania swych
                  przewrotnych planów, łączą się często z silniejszymi od siebie i im się
                  podporządkowują. Tak samo czynią złe duchy, bo to zwiększa ich siłę szkodzenia
                  ludziom i działania na rzecz umniejszania chwały Bożej (św. Tomasz).

                  Kara, jaka spotkała upadłych aniołów jest podwójna. Jest karą odtrącenia i karą
                  zmysłów. Po dokonaniu grzechu zostali strąceni z nieba, o czym mówi Pan Jezus:
                  "Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica" (Łk 10, 18)
                  - są więc odtrąceni i nie oglądają Boga. Pismo Święte mówi też wyraźnie o tym, że
                  cierpią i karę zmysłów: "Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny
                  przygotowany diabłu i jego aniołom" (Mt 25, 41); "...bowiem Bóg aniołom, którzy
                  zgrzeszyli, nie odpuścił, ale wydał (ich) do ciemnych lochów Tartaru" (2 P 2, 4).

                  Jest faktem niezaprzeczalnym, że za dopuszczeniem Bożym szatani ukazują się
                  ludziom. Zwykle przybierają kształty zwierząt, z wyjątkiem jagniąt i gołębi;
                  rzadziej przyjmują postać ludzką. Lecz bywa niekiedy, że przemieniają się w
                  aniołów światłości, a nawet w Matkę Boską i Pana Jezusa.
              • Gość: ks.prob. Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 22:24
                Gość portalu: Pieron napisał(a):

                > no a co je do Pierona ?!?

                Drodzy w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia!

                Przypomnijmy sobie wydarzenie, które miało miejsce kilka tygodni temu. Wielki
                mistrz szachowy, najlepszy szachista świata, Kasparow, wziął udział w meczu
                szachowym z kompterem i - przegrał. Bezduszna maszyna okazała się lepsza od
                człowieka, przegoniła go w obliczaniu wariantów pozycji na szachownicy. Wynika z
                tego, że komputer może lepiej myśleć od człowieka. Pociąga to za sobą wielorakie
                skutki. Otóż okazuje się, że kolejny wynalazek ludzki prześcignął człowieka,
                okazał się lepszy i szybszy od niego. Sto lat temu takim niezwykłym wydarzeniem
                było wynalezienie samochodu, który z początku jeźdzł bardzo powoli, ale wkrótce
                zaczął coraz szybciej poruszać się i obecnie z łatwością pokonuje szybkość 100 i
                więcej kilometrów na godzinę i żaden człowiek, nawet najszybszy, nie dogoni
                samochodu. Podobnie inne wynalazki i odkrycia, które ułatwiają życie, poruszanie
                się, zdobywanie pożywienia. Wszystkie te maszyny i urządzenia powoli zastępują
                człowieka i jego pracę, ale stopniowo także zasłaniają Pana Boga. Najwięcej
                szkody, zwłaszcza u dzieci, wywołują najnowsze wynalazki, którymi są telewizja,
                wideo i gry komputerowe - które to wynalazki tak absorbują uwagę dzieci i
                młodzieży, a nierzadko i dorosłych, że nie mają już czasu na nic więcej, ani na
                naukę, na zajęcie się rodziną, ani na troskę o własną duszę.

                Pomyślmy teraz, czym różni się człowiek od zwierząt, od całego świata, od tych
                bezdusznych maszyn i urządzeń? Właśnie tym odróżniamy się, że posiadamy
                nieśmiertelną duszę. Może ona myśleć, chociaż nie zawsze sprawnie, może wybierać
                i chcieć dobro lub zło, a także - co najważniejsze - obdarzać uczuciami inne
                osoby lub rzeczy. Właśnie nie tyle rozumem i wolną wolą, ale przez sferę
                emocjonalną, różnimy się od całej przyrody ożywionej i nieożywionej. Człowiek
                może kochać, obdarzać szacunkiem i innymi uczuciami drugiego człowieka, siebie
                samego, a przede wszystkim samego Boga, swego Stwórcę. Niestety, człowiek może
                też obdarzać nadmiernymi uczuciami przedmioty, narzędzia, maszyny. Może
                zauważyliśmy jak ktoś, może sąsiad albo znajomy bardziej przywiązany jest do
                swego samochodu niż własnej żony i więcej czasu spędza "nad" - albo może
                raczej "pod" samochodem, niż we własnym domu.

                Zasadniczo nie ma złych konsekwencji, jeśli ktoś kocha zwierzęta, psy, koty,
                rybki i z nimi przebywa długie godziny, jeśli nie cierpi na tym rodzina. Często
                ludzie którzy lubią zwierzęta, są także przyjaźnie nastawieni na innych ludzi.
                Jednak jeśli ktoś przywiązuje się nieumiarkowanie do jakichś rzeczy, np. do
                nadmiernego oglądania telewizora, do butelki, do kart - jeśli rzeczy materialne
                przesłaniają mu cały świat - wtedy dzieje się wiele nieszczęść, wtedy cierpią
                najbliżsi, czują się opuszczeni i zaniedbani. Tak więc ważną sprawą jest to, kogo
                lub co - i w jaki sposób obdarzamy naszym uczuciem. Czy mamy serce otwarte dla
                naszych najbliższych i innych ludzi? Czy może z biegiem czasu nasze serce
                stwardniało, stało się twarde i szorstkie nawet dla dzieci, wnuków i tych, z
                którymi wiele czasu spędziliśmy razem?

                Całe życie uczymy się, naśladujemy rodziców, nauczycieli w szkole, ludzi których
                cenimy i szanujemy. Szukamy nieustannie ludzi, których możemy naśladować, którzy
                mogliby być dla nas wzorem. Z biegiem czasu okazuje się, że niektórzy z tych,
                których poważaliśmy i popieraliśmy, myśleli tylko o sobie, o korzyściach dla
                siebie, nie troszczyli się o wspólne dobro. Jakże niewielu jest takich ludzi,
                których można szczerze szanować i naśladować. Większość z nich już odeszła do
                wieczności. Są wśród nich święci i błogosławieni, są bohaterowie narodowi, mniej
                lub bardziej znani dobrzy i szczerzy ludzie. Ze świecą trzeba szukać takich wśród
                żyjących.

                Może dlatego właśnie niezliczone tłumy ludzi przyciąga wokół siebie jedna osoba,
                szanowana i obdarzana głębokim uczuciem nie tylko przez katolików, ludzi
                wierzących, ale nawet i przez wielu niewierzących. Oto, na własne oczy, ci którzy
                chcieli, mogli w poniedziałek, 2 czerwca spotkać się z największym autorytetem
                moralnym dzisiejszego świata. Jan Paweł II jest dla wszystkich ludzi najlepszym
                przewodnikiem po krętych ścieżkach tego świata. O jego zdrowie i bezpieczeństwo
                modlą się miliony wiernych na całym świecie.

                Zarówno dla Ojca Św. jak i dla całej rzeszy ludzi świętych i błogosławionych
                wzorem postępowania i najlepszym przykładem jest sam Jezus Chrystus i Jego Matka
                Najśw. To dlatego Papież jest poważanym człowiekiem przez wszystkich, za
                wyjątkiem ludzi, którzy go nie znają, gdyż Papież kocha nas wszystkich, dla nas
                przyjechał do Polski i wygłasza pouczenia, przypomina o Ewangelii i Przykazaniach
                Bożych. Na pierwszym miejscu stawia on Pana Boga, wszystko, co robi, czyni na
                Jego cześć.

                Dobiega końca obecna pielgrzymka Ojca św. do Polski, jeszcze zostało dwa dni.
                Pomyślmy, jak my przeżyliśmy ten czas. Mieliśmy tyle możliwości, aby zobaczyć
                następcę św. Piotra Apostoła, aby posłuchać jego nauk. Są różne relacje i
                transmisje w telewizji, radiu, w czasopismach. Taka okazja się może już nigdy nie
                powtórzyć. Przypomnijmy sobie, co pamiętamy ze słów Ojca Św., jak przeżyliśmy
                jego Mszę św. w Legnicy? Czy to ożywiło naszą wiarę, nasze życie religijne? Czy
                po przeżyciu tych niezapomnianych chwil staliśmy się lepszymi ludźmi, lepszymi
                katolikami, lepszymi ojcami, matkami, pracownikami, uczniami? Czy Papież będzie
                mógł spokojnie odjechać do Rzymu z satysfakcją, że jego podróż nie została
                zmarnowana?

                Zbliżają się wakacje, czas urlopów i różnych wyjazdów. Będziemy mieć trochę
                więcej czasu wolnego dla siebie. Spróbujmy wtedy jeszcze raz zastanowić się nad
                tym, o czym mówił Jan Paweł II. Zostaną wydane różne książki i albumy o tym
                wydarzeniu, zawierające tekst przemówień Ojca Św. Będzie można jeszcze raz wrócić
                do tych wspaniałych nauk, które kierują nas ku naszemu Zbawicielowi, ku spotkaniu
                z Nim w Eucharystii a także ku wieczności. Amen.

                • meg_s Re: GLOSOWANIE 15.03.02, 22:27
                  Gość portalu: farorz:

                  > Dobiega końca obecna pielgrzymka Ojca św. do Polski, jeszcze zostało dwa dni.
                  > Pomyślmy, jak my przeżyliśmy ten czas.

                  Ojcze nie macie jakiś bardziej aktualnych tekstów?
                  • Gość: Pieron Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 22:29
                    Tyn farorz to je chyba z za grobow.

                    Farorzyczku kajscie to som? Na kerym fridchofie to wos zasuo?
                  • Gość: ks.prob. Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 22:34
                    meg_s napisał(a):

                    > Gość portalu: farorz:
                    >
                    > > Dobiega końca obecna pielgrzymka Ojca św. do Polski, jeszcze zostało dwa d
                    > ni.
                    > > Pomyślmy, jak my przeżyliśmy ten czas.
                    >
                    > Ojcze nie macie jakiś bardziej aktualnych tekstów?

                    Jasne postawienie problemu egzystencji szatana oraz niebezpieczeństwa jakie
                    przedstawia on dla każdego człowieka, opisane w ewangeliach, w nauczaniu samego
                    Boga Wcielonego, kontynuowane jest z taką samą bezkompromisowością, mocą i
                    jasnością przez pierwszego następcę Chrystusa, Św. Piotra: "Bądźcie trzeźwi!
                    Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo
                    pożreć!"."Mocni w wierze stańcie przeciwko niemu".Poddany próbie - zawiódł,
                    pociągnął do buntu przeciw Bogu aniołów, które razem z nim zostały skazane na
                    potępienie. Z ulubieńca Boga stał się szatanem. Pomimo potępienia zachował naturę
                    anioła i związane ze swoim przodującym stanowiskiem wielkie siły duchowe, tak, że
                    stanowi potężną osobowość. Bóg w swoich zamysłach pozwolił mu kusić pierwszych
                    rodziców w raju. Tu była ich próba. Na swoje i nasze nieszczęście również i oni
                    zawiedli w tej próbie. I wtedy Bóg ich nie odrzucił i pozostawił otwartą
                    możliwość nawrócenia. Obiecał im Odkupiciela. Dla całego rodu ludzkiego. Każdy
                    człowiek musi przejść próbę i od niego zależy jak przyjmie łaskę Chrystusa i jak
                    ją wykorzysta, przede wszystkim czy wierzy w Chrystusa, naśladuje Go i w walce
                    życiowej przeciwstawia się szatanowi. Niebezpieczeństwo polega na tym, żeby
                    potęga szatana nie została źle oszacowana.
                    Szatan nie posiada absolutnej mocy nad nami, gdyż jest całkowicie od Boga
                    zależny, bez Boga rozpłynąłby się natychmiast w nicość. Moc, którą wykonuje nie
                    jest jego mocą, lecz pochodzi od Boga. To jest to samo, co Chrystus powiedział do
                    Piłata: "Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej z góry nie dano".(J
                    19,11).
                    Któż nie pamięta pełnego głębokiej treści opisu trzykrotnego kuszenia Chrystusa
                    (Mt 4,1-11) przed rozpoczęciem Jego publicznej działalności? A następnie tych
                    epizodów, kiedy to szatan stara się pokrzyżować drogi Boże, jeśli nie stawiamy mu
                    żadnego oporu (por. Mt 12,45)?
                    I jak nie pamiętać, że Chrystus mówiąc trzykrotnie o szatanie jako swoim wrogu
                    nazywa go "księciem tego świata" (J 12,31; 14,30; 16,11)?
                    Bardzo wiele fragmentów Nowego Testamentu zwraca uwagę na to, że jego ciążąca
                    obecność przynosi śmiertelne zagrożenie. Św. Paweł nazywa szatana "bogiem tego
                    świata" (2 Kor 4,4) i uprzedza o walce, jaką my chrześcijanie mamy stoczyć nie z
                    jednym szatanem, ale z całym strasznym ich mnóstwem:"Obleczcie pełną zbroję Bożą,
                    byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki
                    przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw
                    rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach
                    niebieskich" (Ef 6,11-12).
                    Różne teksty ewangeliczne wskazują, że nie chodzi o jednego złego ducha, lecz o
                    wiele (Łk 11,21;Mk 5,9) ale jeden jest główny i to jest szatan, co tłumaczy się:
                    nieprzyjaciel wróg. Jest z nim wielu innych - wszystko stworzenia Boskie, ale
                    upadli na skutek buntu i dlatego skazani na wieczne potępienie.
                    To, dlaczego Bóg niewiernemu, upadłemu aniołowi i niegodnemu sędziemu takiej
                    władzy udzielił, może niejednego bulwersować i wydawać się do końca
                    niezrozumiałe, pewne natomiast jest, że Bóg dopuszczając działanie szatana i
                    często związane z tym cierpienia duchowe i fizyczne czyni to z niezgłębionej
                    miłości do człowieka, chcąc aby jeśli jest to zbuntowany grzesznik wstrząsnąć nim
                    i oświecić jego rozum, abyśmy raz jeszcze dokonali świadomego i dobrowolnego
                    wyboru na całą wieczność (mimo, że po upadku Adama wszyscy zasłużyliśmy na
                    wieczne potępienie), abyśmy również doświadczając zła bardziej pragnęli i
                    pokochali Dobro i Prawdę, Czyli Boga samego, abyśmy również lepiej poznali swoją
                    ułomność, niedoskonałość i słabość a także nędzę i nicość, a w ten sposób
                    uświadomili sobie całkowitą zależność we wszystkim co dobre od Boga, aby
                    całkowicie i bezgranicznie zaufać Jego Miłosierdziu. Chodzi również o to, abyśmy
                    niczego co dobre nie przypisywali sobie, własnym siłom i zdolnościom (gdyż
                    wszystko to otrzymaliśmy bez żadnych zasług od Boga, dla Jego, a nie naszej
                    chwały: -"darmo otrzymaliście darmo dawajcie", mówi Św. Paweł Apostoł) gdyż to
                    wbiło by nas w pychę i wydawałoby się nam, że szczęście nasze polega na
                    widzialnej wielkości ziemskiej. Cierpienie moralne i fizyczne przyjęte z
                    całkowitym poddaniem się woli Bożej i złączone z ofiarą Chrystusa ma wartość
                    nieskończoną. W ten sposób składamy z siebie wraz z Chrystusem żywą ofiarę Bogu
                    Ojcu jako wynagrodzenie za grzechy własne i bliźnich, mając swój udział w dziele
                    współodkupienia świata, a przy tym oczyszczamy i uświęcamy siebie. Grzechy są tak
                    straszną rzeczą, że aby wykupić się z nich świadomie, każdego dnia złożyć Bogu na
                    wzór Jego Syna żywą ofiarę z siebie, ale żeby była skuteczna musi być złączona z
                    ofiarą Jezusa i trzeba być w stanie łaski uświęcającej (jako ofiarę należy tu
                    rozumieć także: modlitwę, pobożne uczestnictwo we Mszy Św., dobre uczynki itp.).
                    Dlatego szatan najbardziej nienawidzi tych, którzy pokornie i cierpliwie na wzór
                    Chrystusa i Matki Bożej znoszą wszelkie cierpienia duchowe i fizyczne i łączą je
                    z ofiarą Jezusa dla większej chwały Bożej.
                    Widzimy więc ,że tak jak dla grzeszników cierpienie moralne, duchowe i fizyczne
                    (w tym różne choroby, nagła utrata kogoś bliskiego, czy nagłe kalectwo itp.) jest
                    wielkim darem Miłosierdzia Bożego dla zastanowienia i opamiętania w celu
                    zawrócenia z błędnej drogi, tak dla będących już w stanie łaski uświęcającej może
                    stać się okazją do zasług i doskonaleniu się w cnotach chrześcijańskich.
                    Także ojciec ziemski gdy wyczerpie wszystkie środki wychowawcze w stosunku do
                    nieposłusznych dzieci, nie zawaha się użyć rózgi i wiadomo, że czyni to z miłości
                    a nie nienawiści, aby tylko sprowadzić swoje dziecko na dobrą drogę.
                    Przyjęcie cierpienia duchowego czy fizycznego będącego spuścizną grzechu
                    pierworodnego, nie oznacza akceptacji zła, ale wręcz przeciwnie, zło, które nas
                    spotyka mamy pokonać dobrem, nienawiść - miłością, a nie odwrotnie, bo to tylko
                    pomnaża zło. Wielkość czyli świętość człowieka poznajemy po jego zdolności do
                    przebaczania, do której nie jesteśmy zdolni bez łaski Bożej, wysłużonej nam przez
                    Chrystusa na Krzyżu. Obowiązkiem katolika jest również upominanie błądzących,
                    dawanie dobrego przykładu oraz branie w zależności od powołania i stanu w jakim
                    się znajduje aktywnego i czynnego udziału w budowaniu lepszych i sprawiedliwych
                    struktur społeczno-politycznych opartych na miłości Boga i bliźniego.

                    • Gość: Nu! Re: GLOSOWANIE IP: *.bmj.net.pl 15.03.02, 22:49
                      Czy my tu wszyscy przypadkiem nie jesteśmy tylko bohaterami jednej z książek Philipa K. Dicka? Wpis powyżej jest jakby żywcem wyjęty działa tego autora... ?
                  • Gość: ;-) Re: GLOSOWANIE IP: *.dip.t-dialin.net 15.03.02, 23:53
                    to jak w koncu? jestes za czy nie?
    • meg_s Re: GLOSOWANIE 16.03.02, 00:05
      Gość portalu: ;-() napisał(a):

      > tak mi wpadlo do glowy... som zes cie za abo przeciwko Radio Maryja?

      ja mam na nich silną alergię, słuchałam 1 (jeden) raz - i nie zamierzam więcej
      • meg_s PS 16.03.02, 00:06
        wiesz już kim był Gaudi?
    • meg_s Re: GLOSOWANIE 16.03.02, 00:07
      Gość portalu: ;-() napisał(a):

      > pora razy mi sie na dinstrajzach zdarzylo...

      co to jest dinstrajz?
      • hanys_hans Re: GLOSOWANIE 16.03.02, 00:16
        meg_s napisał(a):

        > Gość portalu: ;-() napisał(a):
        >
        > > pora razy mi sie na dinstrajzach zdarzylo...
        >
        > co to jest dinstrajz?

        dinstrajza -> moge byc´wyjazd sluzbowy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka