laband
15.11.04, 16:26
Ludzie, którzy po 1950 r. wyemigrowali z PRL do Niemiec, wciąż są obywatelami
polskimi. Czy mają prawo do majątku pozostawionego w Polsce?
Zrujnowana kamieniczka przy ul. Zamkowej 17, dwa kroki od rynku w Głogówku,
trafiła na pierwsze strony gazet. Sąd Rejonowy w Prudniku uznał, że jej
właścicielem jest skarb państwa, a nie mieszkający w Niemczech spadkobiercy
dawnej właścicielki, która przed 34 laty wyjechała do RFN. Wojewoda opolski i
szef SLD Krzysztof Janik złożyli gratulacje rzemieślnikom wynajmującym lokal
na parterze kamieniczki. Jednak to radość przedwczesna. Rozstrzygnięcie
prudnickiego sądu nie jest tamą, która zastopuje falę niemieckich roszczeń.
Niewykluczone, że przybędą nam tysiące, a może dziesiątki tysięcy
współobywateli z polskimi paszportami. I niektórzy z nich skutecznie upomną
się o swoje domy i pola.
Dokument podróży za ziemię
W 1980 r. Gertruda Golba, właścicielka trzypiętrowej kamienicy w Głogówku,
wyjechała na stałe do RFN. Po pozytywnym rozpatrzeniu podania o wyjazd do Rady
Państwa PRL musiała oddać dowód osobisty. W zamian otrzymała tzw. dokument
podróży. Oznaczało to utratę obywatelstwa. Kamieniczki nie zdołała sprzedać i
po prostu pozostawiła ją swojemu losowi. Skarb państwa na podstawie ustawy z
1969 r. na mocy prawa przejął jej dom. Tyle tylko że żaden urzędnik nie
pofatygował się, by nowego właściciela wpisać do księgi wieczystej.
Historia pani Golby to dość typowy los tzw. późnych przesiedlonych, czyli
obywateli polskich, którzy po wojnie zdecydowali się na emigrację do RFN.
Emigracja obywateli polskich do obu państw niemieckich zaczęła się na początku
lat 50. Przez następne 40 lat wyjeżdżali z Polski Ślązacy, Mazurzy, Warmiacy -
osoby uważające się na Niemców, ale także Polacy, który nie poczuwali się do
żadnych związków z kulturą niemiecką.
By wyjechać, należało złożyć do władz wniosek wyjazdowy. Co się działo, gdy
taki wniosek rozpatrzono pozytywnie? Oto typowe zawiadomienie z roku 1958:
"Ob. Wein Paweł, w: Krapkowice, ul. Parkowa 3.
Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, Urząd Spraw Wewnętrznych w Opolu
zawiadamia, że podanie Obywatela/ki/ w sprawie wyjazdu do NRF - NRD [skreślone
NRD - red.] zostało załatwione pozytywnie. W związku z tym należy zgłosić się
w dniu (...) po odbiór dokumentu podróży do Komendy Wojewódzkiej Milicji
Obywatelskiej (...) i przedłożyć następujące dokumenty:
1/ Dowód dokonanej wpłaty za dokument podróży w wysokości 300 zł od dokumentu
(...)
9/ Osoby posiadające ziemię lub nieruchomość winny rozporządzić swoją
nieruchomością jedynie w drodze rozporządzenia w formie aktu prawnego
(notarialnego w trzech egzemplarzach) umowy sprzedaży, aktu darowizny za rzecz
innych osób fizycznych lub prawnych. Oddanie nieruchomości w dzierżawę lub
najem albo ustanowienie pełnomocnika do zarządzania nieruchomością nie jest
rozporządzeniem nieruchomością i jako takie nie będzie honorowane".
W praktyce starania o uzyskanie takiego zawiadomienia były istną drogą przez
mękę. Władze udzielały zezwoleń niechętnie, starając się poprzez kolejne
odmowy zniechęcić obywatela do wyjazdu. Rekordziści składali podania ponad 50
razy! Co więcej, udzielaniu zgody na wyjazd towarzyszyły naciski urzędników
nieformalnie domagających się rozporządzenia nieruchomościami wedle swego
obstalunku. Najczęściej wydanie zgody na wyjazd uzależniano od zrzeczenia się
nieruchomości na rzecz skarbu państwa. Ale relacje wielu emigrantów świadczą o
tym, że przedstawiciele władz żądali także aktów darowizn lub sprzedaży
nieruchomości po zaniżonej cenie wskazanym przez siebie osobom - zwykle swoim
krewnym lub wspólnikom.
Wymuszanie darowizn ziemi na rzecz skarbu państwa odbywało się w szarej
strefie peerelowskiego prawa i było akceptowane, a nawet popierane przez
ówczesne władze. Wymuszanie ziemi jako łapówki dla urzędnika było ewidentnym
łamaniem obowiązującego wówczas prawa.
W łapach oszustów
Nawet jeśli wyjeżdżający oparli się naciskom i uzyskali dokument podróży,
musieli swe domy i ziemię sprzedać. A to nie było łatwe, zwłaszcza w drugiej
połowie lat 70.
Po podpisaniu przez ekipę Edwarda Gierka poufnych porozumień z rządem
kanclerza Helmuta Schmidta Warszawa zezwoliła na wyjazd do RFN 125 tys. osób.
W zamian otrzymała 1,3 mld marek jako rekompensatę za wypłacane przez Polskę
renty i emerytury dla robotników przymusowych III Rzeszy oraz 1 mld marek
kredytu. Ostatecznie, w ramach tzw. łączenia rodzin, do końca lat 70. Polskę
opuściło ćwierć miliona obywateli. W wielu wioskach na Opolszczyźnie podania o
wyjazd składali wszyscy mieszkańcy.
Wyjeżdżający nie mieli komu sprzedać swych gospodarstw, bo jeśli nawet któryś
z sąsiadów nie występował o dokument podróży, zamierzał to zrobić w
przyszłości - po cóż więc miał dokupywać ziemię? Gospodarstwa skupywali Polacy
z odległych miejscowości, zaniżając ceny. Powszechnie praktykowano w tych
latach proceder wymuszania na wyjeżdżających umów notarialnych opiewających na
niewielką część realnej wartości nieruchomości - rzekomo po to, by kupiec
zaoszczędził na podatkach. W rzeczywistości nieuczciwi kupcy nie dopłacali
wyjeżdżającym umówionych kwot. Poszkodowany z dokumentem podróży w kieszeni
zamiast dowodu osobistego nie miał żadnych szans na sprawiedliwość w
peerelowskich urzędach i sądach.
Jak wiele nieprawości i przestępstw popełniono, przejmując nieruchomości ludzi
emigrujących do RFN? Dziś nie sposób tego dociec. Bywalcy Mazur świetnie
wiedzą, że najatrakcyjniejsze gospodarstwa nad brzegami jezior emigrujący
właściciele dziwnym trafem sprzedawali najczęściej bonzom z aparatu władzy PRL
i ich pupilom.
Poseł niemieckiej mniejszości Henryk Kroll szacuje, że na Opolszczyźnie takie
przypadki szły w tysiące. Mówi: - Gdyby ci ludzie nie wyjechali, dziś
należeliby do mniejszości niemieckiej, więc jako mniejszość mamy moralny
obowiązek tę sprawę wyjaśnić.
Tylko jak? Kroll chciałby doprowadzić do powołania sejmowej komisji śledczej,
która zbadałaby kwestię wymuszania ziemi od emigrantów i oddała im
sprawiedliwość - raczej historyczną i moralną, gdyż po tylu latach skuteczne
udowodnienie przed sądami nadużyć urzędników i kontrahentów jest mocno
wątpliwe. Poza tym sprawy te dawno objęło przedawnienie.