Najpierw o operacji dla uspokojenia
przerażonych.
Operację miałam w poniedziałek 19.10 w Krakowie w Centermedzie. Operował prof.
Cichoń. O 18 przebrali mnie w piżamkę, przyszła pani anestezjolog,
pogadałyśmy, przyszedł pan chirurg i zaprowadzili mnie na sale operacyjną. Tam
podłączyli do aparatury, ale cały czas było wesoło i gadaliśmy sobie. Potem
założyli maseczkę z tlenem kazali wziąć 4 oddechy i potem słyszałam już tylko
"Pani Agnieszko budzimy się!" Operacja trwała godzinę ale podobno długo mnie
nie mogli dobudzić

w międzyczasie puściłam jeszcze dwa pawie, wyrwałam
wenflon, przebierali mnie

potem już byłam bardziej świadoma. Rodzice i mąż
cały czas ze mną byli. Dostałam kroplówki, chwilę poleżałam na pooperacyjnej i
zawieźli mnie do mojego pokoiku. Tam już
dzwoniłam po znajomych i wysyłałam smsy że żyję

pełną świadomość odzyskałam
ok 1 w nocy bo wcześniej to pamiętam tylko niektóre telefony no i rzygałam
strasznie. W nocy kilka razy byłam w kibelku siku aż się pielęgniarka
dziwiła,że taka sprawna jestem

rano herbatka, która niestety się nie
przyjęła

potem buła z masłem bo bałam się jeść coś innego i odgazowana cola.
Na drugi dzień przyszedł chirurg, wyciągnął dreny, pooglądał ranę, mówił, że
mój guz
to straszny syf był, mega unerwiony, zażylakowany, wielki - cóż w końcu 10 lat
go hodowałam. Twierdzi, że nic podejrzanego tam nie widział ale oczywiście
trzeba czekać na wynik histpat. Modle się, żeby było ok bo teraz wyciął mi
tylko kawałek prawego płata z guzem i jest szansa że tarczyca sama zacznie
pracować. Na wyjście dostałam 25 eutyroksu, calperos 3x1000 i alfadiol 1x1
Tyle póki co, poza tym rzyganiem nie tragedia, przeciwbólowe brałam tylko w
pierwszą noc. Głosem mówie normalnym choć czasem łapię
chrypkę i szybciej się męcze. Ale po intubacji nie bolało mnie gardło.